mejson.e
18.02.09, 23:04
Objeżdżałem dzisiaj znowu zakorkowane dukty bocznymi zaśnieżonymi uliczkami.
Po śniegu jeździło się całkiem sprawnie aż do chwili, gdy zamiast miłego
chrupania pod hamującymi oponami zrobiło się BZIUUUUT!, silnik momentalnie
zgasł nim ABS zdążył zwolnić hamulce i zostałem dosłownie na lodzie przed
skrzyżowaniem w kształcie litery T, zmierzając w stronę daszka T, na którym
... zaparkował sobie jakiś samochód.
Pierwszy raz zakładałem kontrę w dwutonowym samochodzie po nagłej utracie
wspomagania kierownicy i hamulców...
Na lodzie oba wspomagania nie były mi w sumie potrzebne, ale brak siły
napędowej na kołach już był mocno odczuwalny.
Nie wiem, jakim cudem ominąłem beztrosko zaparkowany samochód i płot, pod
którym stał.
Człowiek uczy się całe życie (nie tylko chińskiego...)
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.