Opowiesc Wigilijna 2013
Wigilia tego roku zapowiadala sie spokojnie i kameralnie. Panstwo Guniostwo, wyczerpane praca fizyczna, zrujnowane finansowo i wyhulane urodzinowo, zapragnelo swiat jak ze swiatecznej kartki z zyczeniami. Za oknami sniezny krajobraz, gwiadka na niebie, w domu ogien na kominnku, wokol ktorego zgromadzila sie nieliczna rodzinaka.
Ku wielkiemu zmartwieniu domownikow , przyjaciol i wspolpracownikow, Pani Gunia popstanowila nawet nie piec zadnych ciasteczek w tym roku.
Upominki zostaly kupione i zapakowane. Naga choinka stala od tygodnia w stojaku. Dosc tego powiedzialy wreszcie male Gunie i przybraly drzewko, choc i im w polowie zabraklo werwy.
Reszta domu pozostala nieudekorowana.
I tak sobie spokojnie i leniwie Panstwo Guniostwo oczekiwali nadejscia ostaniego weekendu, zeby poczynic ostanie zakupy i przystapic do ostatnich przygotowan.
Najpierw zachorowal Pan Gun, czmu dziwic sie nie nalezy, bo choc zahartowany jest, to jednak chodzenie w mroz, w samej koszulce to nienajlepszy pomysl. Potem zachorowla Pani Gunia, choc ubrana zawsze w puchowy plaszczyk i welniana czapke. Niejakie oznaki poprawy daly sie zauwazyc w sobote. To swietnie, powiedzieli Panstwo Guniostwo. Mamy jeszcze duzo czasu na sprzatanie, gotowanie itp. Moze jednak upieke choc jeden rodzaj ciasteczek, przemknelo przez mysl Guni.
Niedzielny poranek, byl zimny i pochmurny. O rety, tyle roboty a tu taka szarowka za oknem, zupelnie nie dajaca przyplywu tak potrzebnej energii. Energii nie dawala rowniez elektrownia jak sie wkrotce okazalo. Wraz z brakiem pradu, przestal dzialac gazowy piec CO. Ja piernicze, ale sie porobilo. Internetu brak, telefon nie dziala, wogole nie wiadomo o co chodzi. To znaczy troche wiadomo, bo sie wyjatkowo prognostycy pogodowi nie pomylili i zapowiadany marznacy deszcz spadl w nocy. Bardzo pieknie wszystko wygladalo, jak polane gruba warstwa lukru.
Jezeli juz komus sie udalo wyjsc za prog, nie wywijajac orla na oblodzonych schodach, dalej juz byla jazda figurowa. Do samochodow nie mozna sie dostac, zreszta nie bylo po co. No moze tylko, zeby miec zajecie i sie troszke rozgrzac. Gorzej, ze zaczelo mzyc i taki rozgrzany ale rowniez mokry osobnik nie mialby sie gdzie osuszyc.
Panstwo Guniostwo, nie w ciemie bite, (choc nigdy nie bylo pod namiotem), jest w posiadaniu kuchenki gazowej, piecyka katlitycznego oraz czajnika z gwizdkiem. Swiadomosc posiadania niedobitkow butli gazowych nie byla jednak wystarczajaca aby owe urzadzenia uruchomic. Pan Gun udal sie zatem pare przecznic dalej, do centrum handlowego, ktore to mialo prondu pod dostatlkiem i butle gazowe tez, choc juz dawno po sezonie.
Tym sposobem Gunia uwarzyla kawy i zajela sie przegladaniem ulotek sklepowych. Rodzina uznala, ze jakby nudno i jakby coraz zimniej, i ewakuowala sie do galerii handlowej, rowniez w celu naladowania telefonow komorkowych, ktore to sa super, o ile dzialaja. Gunia wyciagnela z piwnicy staromodny telefon, ktoren to nie wymaga zasilania i rozgadala sie z krzami rodzinnymi.
A potem galerie zamkneli i przyszla ciemnosc.
Dzien wczesniej nabyte flaczki w postaci zupy, zostaly skonsumowane i zaczely rodzinie przychodzic do glowy szalone pomysly, typu granie w pilke, UWAGA NA SWIECZKI! ; karmienie mamy ciastkami z drugiego konca pokoju, itp. Gunia wyciagnela z czelusci szuflady czytnik e-book, na ktorym na szczescie znajduje sie jedyna kupiona ksiazka. I wszystko bylo pieknie, az do czasu kedy towarzystwo zachcialo sie umyc. A tu niespodzianka, terma mieszczaca hektolitry wody, wcale nie wystygla i mozna bylo wziac goracy prysznic.
Poniedzialkowy poranek, byl jasny i zimny. Temperatura na zewnatrz znacznie spadla, lod sie utwardzil a Rodzina Guniow zaczela przemysliwac nad udaniem sie na swieta w cieplejsze klimaty. Gunia zrobila szybka reiwzje menu wigilijnego. Nowa( lepsza ),wersja przewidywala sledzia w oleju, kanapki z lososiem, zupe z borowikow z torebki, jajka na twardo z majonezem i pierogi oczywiscie. Na deser lody, czekoladki I slone paluszki. Duzo wina. Albo grzanego czegokolwiek.
Dzielne sluzby techniczne uwinely sie jednak i lunch mozna juz bylo spozyc w cieple. Posilona rodzina w ekspresowym tempie musiala wyruszyc na zakupy, poniewaz nalezalo wrocic do tradycyjnych dan i zabrac sie za gotowanie, sprzatanie i pieczenie sernika.
Postepy w naprawach trakcji elektrycznej oznaczaly rowniez, ze zaczelo dzialac w pelni metro I Wtorkowe wagary z pracy udaly sie sladem zrewidowanego menu.
I tym sposobem wasz Gunia, zamiast polerowac krysztaly siedzi i wypisuje glupoty.
Masa ludzi nie ma nadal pradu, a dzis temp. sa ponizej -10C. Wspolczuje wszystkim, ktorzy maja male dzieci, sa chorzy lub po prostu starzy. Nam, w pelni sil, byloby bardzo ciezko przetrwac kolejny dzien. Ale dzis zasiadziemy do kolacji i w cieple, i spokoju bedziemy sie cieszyc soba. A to dla mnie jest najwazniejsze.
Zdrowych, spokojnych i cieplych Swiat zyczy Wam
Goonia
Ps. A moje swieta beda takie jak sobie wymyslilam, sans kominek. Ale moze w przyszlym roku