Dodaj do ulubionych

Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe

14.01.14, 13:32
Pewnie też miewacie. Do dziś nie rozgryzłam kanapki z rozgotowanym jajkiem, którą je Salander (ale tu raczej podejrzewam tłumaczkę niż kulinarne zboczenie Szwedów). A wczoraj, przed nowym zaciągiem bibliotecznym zajrzałam do Kamieńskiej, którą generał Zatoczny podejmuje następującą kolacją:
"Zatoczny postawił na stole koszyk z chlebem, butelkę keczupu i talerz z kiszoną kapustą.
- Ziemniaki zaraz dojdą, musi pani chwilę poczekać."
Ja tam rózne dziwne rzeczy jadam, ale ta generalska kolacja zawsze mnie zdumiewa.
Macie jakieś ulubione z/z?
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 13:48
      to ja ci rozgryze te kanapke - gdzie ona je te rozgotowane jajko na kanapce?
      poszukam az znajde.
      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 14:01
        Asiu Stachanowno, balszoje spasibo! Ty kak statuja wink Rany, nawet nie pamiętam, w której z trzech cegieł to było!
        A ten na A, jak mi już wrócił, to oczywiście sprawił, że zapomniałam dopisać, że w wątku idzie mi o z/zele kulinarne wink
      • kocio_pierzaczek Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 14:06
        Kurczę, po angielsku jest jak byk "hard-boiled egg" czyli jajko na twardo!
        • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 14:47
          ha, to juz nie szukam, ale mozliwosci byly dwie.
          Jajko na twardo w plasterkach a na nich Kalles Kaviar czyli kawior z tubki, ktorym to dawno temu uraczylam towarzystwo wyciskajac kazdemu na palec. Nawet pan kelner w Szpulce sie zalapal big_grin . Wyjatkowe paskudztwo. O ile pamietam Gopos jedyny dobrowolnie chcial dokladke, innym wmuszalam...Krysia sie krzywila, ale dzielnie zlizywala z palca.
          Jadamy tez w kanapce jajko sadzone na twardo , czyli sadzone z obu stron na sztywno aby nie cieklo po brodzie i to jest pyychootaa!

          Slodkie mleko do posilkow spozywane przez komisarzy w kazdym kryminale chyba juz nikogo nie dziwi...bo to tu jak bulka z mlekiem, tfu z maslem.
          czy cus.
          • the_dzidka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.14, 14:09
            Kanapka z jajkiem na twardo i majonezem to dowód na istnienie dobrotliwego Boga.
            Z jajkiem na twardo i pastą kawiorową też czasami jadam. Z tem, że pasty musi być odrobinka, bo przygłusza smak chlebowo-maślano-jajeczny. Mnią.
            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.14, 14:27
              Yesss! Jak odruchowo raczej nie jem różnych takich bardzo ciężkostrawnych i bardzo tuczących, to z majonezu (i serów) nie zrezygnuję, nawet gdybym od tego miała stać się ósmym cudem świata. No kurczę, są pewne granice, czyż nie.
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 07:45
                balamuk napisała:

                > Yesss! Jak odruchowo raczej nie jem różnych takich bardzo ciężkostrawnych i bar
                > dzo tuczących, to z majonezu (i serów) nie zrezygnuję, nawet gdybym od tego mia
                > ła stać się ósmym cudem świata. No kurczę, są pewne granice, czyż nie.

                Mam tak samo smile))
          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.14, 16:49
            Mleko do wszystkiego i pasta kawiorowa, najchętniej na chlebie z domowym smalczykiem, ale i na warstwowej kanapce też pyszna. Jeśli o te rzeczy idzie, mogłabym być Szwedką wink
            • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 00:50
              Też lubię pastę kawiorową, a w zasadzie ona chyba rybna jest, ale w każdym razie jest to ryb z tubki i już. I na samej kanapce z masłem, i na jaju. O.
              Salam, pięknie opisane to wybuchnięte jajo... Ja zaś wybuchłam kasztany w mikrofalówce, a było to w latach studenckich w czasie dorywczej pracy w barze sałatkowym "Chimera"; uczył nas szef tych kasztanów i uczył, no i nie nauczył... Miny fchąsuskich gości oczekujących na przekąskę bezcenne, zwłaszcza jak poznali powód nie_podania kasztanów, wyjaśniony nie pamiętam już w jakim języku...wink
              A w ogóle to żeby być przyjętym do pracy tamże, trzeba było zdać przed szefem egzamin z, za przeproszeniem, jaj - czyli podać mu rozmaite wersje śniadaniowe - jajecznicę, jajo na miękko, jajo na twardo, jajo po wiedeńsku i było coś jeszcze, nie pamiętam. Nie pamiętam, dlaczego akurat jajeczny był ten egzamin, skoro klienci złośliwie przychodzili na kasztany...wink
          • slotna Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 11:36
            U nas Kalles nie widzialam, ale jadam na okraglo pasty Abba (tez szwedzkie wink), wlasnie dzisiaj na sniadanie kawiorowa. Jest jeszcze z lososia, piklinga i tunczyka smile
            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 12:14
              O tak, cale Delikatesy w tubce.
              Czuje sie jakas taka uposledzona w cebulkach smakowych.
              Wy sie wszyscy bardziej na Szwedke nadajecie....juz sie zastanawiam jakie paskudztwo na nastepne spotkanie dowioze. ....co by tu aby w piety poszlo?
              • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 16:34
                asia.sthm napisała:

                > ....co by tu aby w piety poszlo?

                Robale smile
                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 17:58
                  Papuniu, tych wedzonycg swierszczy, od kiedy wam obiecalam, a glownie Baron na nie zebiska ostrzyl, to ja ich zupelnie nie umiem tu u siebie znalesc. Byly przepadly, moze zabronione, a piorun ich wie. Sama nie bede wedzic.
                  (jednego swierszcza polto roku temu zabilam w zlosci i okropnie sie tego wstydze, wiec wedzonych juz bym nawet nie umiala kupic , gdyby jakims cudem mi wpadly w rece)
                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 18:52
                    Różne obrzydlistwa (określenie mojej konserwatywnej teściowej) jadam z przyjemnością, ale robaka nie zeżrę. Czipsów z szarańczy też. Ech, te stereotypy... wink
                  • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:31
                    asia.sthm napisała:

                    > Papuniu, tych wedzonycg swierszczy, od kiedy wam obiecalam, a glownie Baron na
                    > nie zebiska ostrzyl, to ja ich zupelnie nie umiem tu u siebie znalesc. Byly prz
                    > epadly, moze zabronione, a piorun ich wie. Sama nie bede wedzic.
                    > (jednego swierszcza polto roku temu zabilam w zlosci i okropnie sie tego wstydz
                    > e, wiec wedzonych juz bym nawet nie umiala kupic , gdyby jakims cudem mi wpadly
                    > w rece)

                    Ej tam zaraz świerszcze. Prawdziwe robale miałam na myśli, takie tego, no... larwy. Stadium larwalne czegoś. Jedliśmy to kiedyś (znaczy "śmy" jak śmy, "było jedzone", o, tak lepiejwink). To nie od Ciebie były? W puszce.
                    >
                    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:42
                      Pamietam ze sprawozdania spotkaniowego, ze bylo jedzone, ale to nie moja zasluga niestety wink (Goonia, Woloduch, GastonLemiel ?)
                      Jedna puszke mam na sumieniu, larw nigdy wam nie serwowalam.
                      Poszukam w wyszukiwarce kto zacz taki .
                      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 17:17
                        Juz wszystko wiem:
                        Larwy jedwabnika w zalewie byly jedzone za kare przy kalamburach na Mikolajkach u Orale w 2010r.
                        Ty i Kocio ucieklyscie do kuchni, Paulinka i Baron specjalnie zle zgadywali.
                        Puszka, wedlug Starej Gropy w sprawozdaniu, sama z siebie sie tajemniczo pojawila na stole.
                        • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 22:21
                          asia.sthm napisała:

                          > Juz wszystko wiem:
                          > Larwy jedwabnika w zalewie byly jedzone za kare przy kalamburach na Mikolajkach
                          > u Orale w 2010r.
                          > Ty i Kocio ucieklyscie do kuchni, Paulinka i Baron specjalnie zle zgadywali.
                          > Puszka, wedlug Starej Gropy w sprawozdaniu, sama z siebie sie tajemniczo pojaw
                          > ila na stole.

                          Aaaa, brawo, Sherlocku Holmesie!!!!!smile)))))) I dzięki za śnurecka. No, jedwabniki, właśnie. Azaliż Darczyńca nadal anonimowy?
              • the_dzidka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 13:10
                Patrik Hedstrom (przez o z kropeczkami), bohater serii kryminalnej Camilli Lackberg (a z kółeczkiem wink ) miał ulubioną przekąskę. Zaczyna się ona tak jak i ja lubię: kromka chrupkiego chlebka, masełko, plasterek sera, posmarowane pastą kawiorową. Normalka. A POTEM ON TO MACZAŁ W GORĄCEJ CZEKOLADZIE I TAK ZJADAŁ wink
    • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 17:51
      Rozgotowane jajko to czyn zasługujący na Nagrodę Skobla. Jak się to robi??? Słyszałam anegdotkę o facecie, co chciał ugotować jajka na miękko, i przez godzinę macał widelcem, a one wciąż były twarde, moja przyjaciółka zrobiła raz na obiad kurę na twardo, zdarzyło mi się (podobnie jak Gurui) jajka na twardo spalić - ale rozgotować?
      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 18:15
        A moze temu tlumaczowi/-czce raz sie to jakims cudem udalo i chcial sobie uczcic sukces gastronomiczny wciskajac go watpliwie pozytywnej bohaterce? Mnie by podkusilo.
        Niech ktos sprawdzi, kto ma egzemplarz pod reka, jakiej plci jest tlumacz.
        Gender genderem ale milo wiedziec
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 18:54
          Rozgotowane jajko faktycznie bije parę rekordów, zachwyciło mnie, ale nie zamierzam tego sensacyjnego Harlequina ponownie czytać. A sadzone obsmażane obustronnie przekażę Młodszemu, bo właśnie ma fazę kuchenno-jajeczną, dziękuję, Asiu.
          Ewu - na tę wytworną kolację Zatocznego też zwróciłam uwagę, ale w końcu co kraj, to obyczaj, odpuściłam z szacunkiem.
          PS kawior z tubki lubię, co ja na to poradzę, spróbuję z jajem. wink
      • salam_ji Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.14, 21:52
        A wybuchnąć? Bo ja kiedys jajko wybuchłam. Myslałam, że uciekło, ale ono podstepnie zwisało z sufitu wink
        • dorka_31 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.14, 20:56
          Co za piękny wątek! wink
          Dołączę do zachwycających się pastami z tubek, bo i ja je uwielbiam (te rybne oczywiście), a już kawiorowa to jedna z lepszych i faktycznie nieźle smakuje na jaju smile Ponoć także i na przepiórczym, ale tego jeszcze nie próbowałam...
          Rozgotowanego też nie mogę sobie wyobrazić, ani wybuchniętego (choć słyszałam że się to zdarza). Ja ze dwa razy przypaliłam (czyli że woda do cna mi się wygotowała), ale eksplodować nie chciały... wink
          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 08:28
            No to lecim dalej, skoro sekspertkę Asię mamy. U Asy Larsson cięgiem robią pieczone naleśniki (tłumaczka ta sama, od rozgotowanego jajca, ale może to akurat jaki specyfik dalekopółnocny, w razie co odszczekam), podawane z brusznicami lub jagodami. Może ja taka gÓpia jestem, ale tych pieczonych nalesników nie widzę. Co to może być na nasze, Asiu?
            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 11:04
              a prosze:
              jak sie komus nie chce smazyc nalesnikow w ilosciach hurtowych to uzywa brytfanki i wrzuca do piekarnika.
              https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQRxzRWePcfdG5nV2VK3CoprRO1MiVS108FSp5jDFmwuKe4XzEz

              i serwuje:
              https://www.recepten.se/bilder/recept/221/main/ugnspannkaka.jpg

              zamiast z borowkami moze byc z boczkiem.

              oto wiecej obrazkow:

              www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=GvzYUou8Oq_Z4QTj-4CYBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742

              Ewuniu, a w czym parza kawe? Bo mnie zdziwilo ze jak nastawiali kawe to zawsze przyjemnie pyrkał im perkolator, a nie zaparzarka. W Kirunie tylko perkolatorow uzywaja albo gotuja kawe w czajniku big_grin

              https://aliceverheij.files.wordpress.com/2011/05/percolator.jpg
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 11:09
                O a tu przepis
                allrecipes.pl/przepis/2274/pannukakku---fi-ski-pieczony-nale-nik.aspx
                narobilyscie mi smaka wink
              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 11:56
                Pyrkał im per... No cóż, każde nowe słówko to prztyczek w nos wiadomemu Niemcu. wink Ale nie powinien być pyrkolator? Czajnik faktycznie gdzieś się przewinął, przypuszczam, że chodziło o taki metalowy imbryczek do parzenia kawy metodą gotowania, sama czasem używam. A, jeszcze ktoś jadł kanapki z masłem i serem i maczał je w kawie, herbatniki bym jeszcze zrozumiała, ale to masło?

                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 12:18
                  O tak, maczanie kanapki z maslem, serem, szynka i lisciem salaty zauwazylam w kawiarni zaraz po przyjezdzie. To byl taki moment : o jerum pajtasz co ja widze!!!!!
                  A kawe, szczegolnie na polnocy, niektorzy nadal pijaja ze spodeczka zagryzajac kostka cukru.

                  https://gianttravels.files.wordpress.com/2012/09/fat.jpg

                  https://www.valfridsson.net/ivan/20090718-03.jpg


                  Probowalam - to jest dos trudna sztuka
                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:27
                    Picie herbaty ze spodka było uważane za rosyjski obyczaj, i w dodatku, delikatnie mówiąc, mało światowy. Miałam zwyczaj tak pijać jako małe dziecko, ponieważ circa about do czwartego roku życia uważałam się za kota smile To dopiero byłoby dzisiaj tryndy - wybrać sobie nie jakąś głupią płeć, ale gatunek!
                    • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 18:35
                      minerwamcg napisała:
                      Miałam zwyczaj tak pijać jako małe dziecko, ponieważ
                      > circa about do czwartego roku życia uważałam się za kota smile
                      Mniej więcej w tym samym wieku dżęderowałam jako pies, pamiętam, ze moje talerze, po wylizaniu przzmję, należało wsuwać pod łózeczko wink
                      • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 22:24
                        ewa9717 napisała:

                        > Mniej więcej w tym samym wieku dżęderowałam jako pies

                        Coś pięknego po raz drugi!!!!!big_grin big_grin big_grin
                      • slotna Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.01.14, 07:49
                        > Mniej więcej w tym samym wieku dżęderowałam jako pies, pamiętam, ze moje talerz
                        > e, po wylizaniu przzmję, należało wsuwać pod łózeczko wink

                        Ómarłam.
                    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 19:54
                      minerwamcg napisała:

                      > Picie herbaty ze spodka było uważane za rosyjski obyczaj, i w dodatku, delikatn
                      > ie mówiąc, mało światowy.

                      Hi hi , a tu na dworach tak sie pijalo i uznawano jako wielce swiatowy obyczaj. Pogooglowalam i juz wiem.

                      https://www.new-renaissance.com/gustaf/pages/bocker-skrifter/1941-forna_dagar/pix/kaffe2-pa_fat-120.jpg
                      ... från fatet (czylize spodeczka)
                      C.F. Svan 1733,
                      Rånäs, Uppland
                      • the_dzidka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 13:01
                        Car Rosji tak pijał! I moja Babcia też wink
                        (to się "na prikusku" nazywało)
                    • papuga_ara Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 22:23
                      minerwamcg napisała:

                      > To dopiero byłoby dzisiaj tryndy - wybrać sobie nie jakąś głupią płeć, ale gatunek!

                      Coś pięknego!!! No to by było tryndy, oj byłoBY!!wink
                • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 12:29
                  Hmmm juz same croisanty maczane w kawie napawaly mnie pewnym hmmm obrzydzeniem...
                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:20
                    Croissanty jeśli puste, to jeszcze od biedy mogą być. Sucharki czy biszkopty oblecą. Ale z jakąś miększą treścią chyba faktycznie by mnie lekko brrr...
                    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 16:27
                      Wiesz, jak ja widzialam wytworne Paryzanki
                      , ktore ladowaly tego croi do filizany z mlekiem z kawa, a potem takiego rozmoklego, rozpadajacego sie ciapraka pakowaly do ust, a onim z tego pyska ociapywal w dol - odechcialo mi sie raz na zawsze nasladowac "kulturalne" spozywanie, oblesne to malo powiedziane!
                      Dziekuje ale nie! Zadnych ciasteczek buszkoptow, precelkow paluszkow - zawartosc filizanki ma byc wylacznie plynna i ze tak ujme - :klarowna", a nie mamalyga rozbeltana.
                      • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 23:34
                        No ba, we Francji w ogóle "inaczej" jedzą...
                        Z drugiej strony - gdyby nie magdalenka maczana w herbacie, nie mielibyśmy najnudniejszego cyklu powieściowego w dziejach literatury europejskiej zaraz po Conanie Barbarzyńcy...

                        BTW potrafię zjeść biszkopta maczając w herbacie tak, żeby do płynu nie dostał się ni okruszek, a patrzący nie mieli ochoty poszukać innego towarzystwa. Ale nie pokażę na you tubie jak się to robi, bo mi każą występować z Kwaśniewską smile
                        • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 09:59
                          smile)
              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 15:12
                Oj, tak! Perkolatorują tę kawę z upodobaniem!!!
                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 15:14
                  I te północne chiba Mongołów i innych cum bajszpil Jakutow lubieją, bo tam herbata z masłem leci wink
                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 18:04
                    Rozszalało się tak, że sama nie wiem, co gdzie dopisać. smile Te mongolskie plemia piją herbatę, zdaje się, z mlekiem i tłuszczem wymieszaną. Może nawet z kumysem? Ktoś go wie?
                    Croissantów bym sie nie czepiała, widziałam maczanie w naturze, sama nie zamierzam, ale to raptem okruchy słodkiego, niech im będzie, jak lubią. Za to kawa z serem i okami tłuszczu trochę mnie odrzuca, co też o niczym nie świadczy. wink Pamiętam, jak po raz pierwszy pojawiły się w moim rodzinnym domu zaprzyjażnione osoby z południa Europy. Mamusia przygotowała elegancki obiad na cześć, nieco zdumiała ją nieśmiała prośba o chleb (w obecnych czasach pomyślałaby pewnie "WTF???"), potem zaś czułam przez skórę, jak w niej bulgocze na widok tego rwanego na kawałki chleba i zawalonego okruchami stołu (a przecież obrus powinien być NIESKAZITELNY!).
                    Asieńko, nie wiem, skąd te zdjęcia wyczarowujesz, ale boskie są. Na pierwszym wyjątkowo zadowolony z życia obywatel, aż mu zazdroszczę, a pani na drugim ma minę, jakby myślała "w tej kawie jest stanowczo za dużo sałaty".
                    No i jeszcze picie ze spodeczków, moi dziadkowie po kądzieli tak pili herbatę, oboje urodzeni w zaborze rosyjskim. W domu się jakoś nie przyjęło. wink
                    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 18:32
                      Hi hi , wpisalam w googla images po szw. "picie kawy ze spodeczka" i nie powiem zeby duzo mi wyskoczylo. Stare czasy albo starzy ludzie. Chcialam pokazac, bo juz sobie wyobrazilam jak wam sie wyobrazilo: stoi spodeczek na stole, a czlowiek chlepcze jezyczkiem kawe jak kotek mleczko, albo wcukuje z gory jak kon.
                      I normalnie az mi sie weselej zrobilo.

                      To balansowanie wypelnionym spodeczkiem wcale nie jest proste, bokami wylata, albo tylem.
                      Sprobujcie najpierw czyms nie goracym.
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 19:07
                        Mnie się wyobraziło poprawnie dzięki zaszłościom. wink Ale zdjęcia i tak cudne. I znalazłam sprawozdanie z tego Mikołaja z larwami, umarłam ze śmiechu...
                        • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.14, 19:57
                          > znalazłam sprawozdanie z tego Mikołaja z larwami, umarłam ze śmiechu...

                          o tak, ja tez , to wielce rozbrarajaca lektura.
                          dla przypomnienia:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,14722,117528211,118991508,Re_Mikolajki.html
                          • groha Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 00:35
                            A ja wciąż pamiętam nasze rodzime spożywanie herbaty z łyżeczką na sztorc w oku i to wcale nie tylko przez literackiego moczymordę Jakuba Wędrowycza, więc picie jej na prikusku, albo na primoczku jakoś nie robi na mnie wrażenia. W końcu co kraj, to obyczaj, nie? Ale rozgotowane jajko jednak zrobiło. Podobne, jak kiedyś suchy budyń sypany wprost do gotującego się mleka, który chyba tylko siostrze Marcinka wychodził bez żadnego gluta. I nie była to zasługa tłumacza, dodajmy. Ale to jeszcze nic. Prawdziwy zachwyt przeżyłam ostatnio, gdy przeczytałam, jak Maria Czubaszek zrobiła swemu mężowi kulinarne święto i przyniosła do domu kurczaka. Przynajmniej tak się obojgu wydawało do chwili włożenia okularów i przeczytania etykiety na opakowaniu, na której wszystko się zgadzało, tylko zamiast "kurczak" stało, jak byk: "karczek". Bywa. Z tym, że pani Czubaszek próbowała przekonać pana Karolaka, że to na pewno z drobiu...
                            • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 10:07
                              Z pterodaktyla?
                            • szkorbut-lumbago Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 10:11
                              Ile ja się dzięki Wam uczę smile
                              • koszmarna.baba Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 12:39
                                Noo, ja też. smile
                                Czy ta szkoła mogłaby jakoś intensywniej działać?
                                • se_nka0 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 15:39
                                  Dzięki Asiu za link z Mikołajek smile

                                  ,,Sprobujcie najpierw czyms nie goracym. ,, - wystarczy, że pijąc z filiżanki monitor oplułam smile
                                  Rezygnuję z próby talerzykowej smilesmile
                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 16:40
                                    A przy okazji - dlaczego mamy wątki tylko do siedemnastej strony? Te starsze gdzie się pochowały, aliści?
                                    Karczek z pterodaktyla, mondieu... wink W rum. to samo słówko oznacza i udziec, i udko, po prostu część nogi, w rezultacie znajoma przetłumaczyła kiedyś "udziec kurczaka".
                                    • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 17:55
                                      Myślę z przerażeniem, co osoba nie odróżniająca na oko karczku od kurczaka zrobiłaby z każdej z tych rzeczy... Moja przyjaciółka odróżniała, a jednak jednym z jej pierwszych dań upichconych we własnej kuchni był "ptok na twardo" smile
                                      • kocio_pierzaczek Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 20:16
                                        A ten pan ze spodeczkiem to mnie Wacława Kowalskiego przypomina.
                                        • kocio_pierzaczek Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 20:17
                                          PS. Właśnie usiłuję upiec ptoka...
                                        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.01.14, 20:20
                                          A faktycznie, tak mi sie wydawało, że kogoś przypomina!
                                          • kocio_pierzaczek Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.01.14, 21:48
                                            Ptoka upiekłam i wyszedł mi chyba najlepiej w życiu. Ale też co to za kurczak był! Nie jak jego anorektyczni kumple ze sklepów, tylko prawdziwy, wiejski, dwa dwadzieścia ważył, połowa została pożarta na obiad i kolację, reszta na jutro. Albo pojutrze, bo jednocześnie przegięłam z pizzą i zamiast dwóch wyszły mi cztery.
                                            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.01.14, 21:57
                                              Na mój rozum kurczaki, szczególnie wiejskie, w takiej wadze nie chodzą. To musiał być indyk inkoguto wink
                                              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.01.14, 22:04
                                                Tym razem nie kulinarnie i nie od Skandynawów, lecz z kryminału angielskiego: otóż w "Podpalaczu" Petera Robinsona (da się czytać, ale odwłoka nie urywa) są ściany bielone wapieniem.
                                              • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.01.14, 22:15
                                                ewa9717 napisała:

                                                > Na mój rozum kurczaki, szczególnie wiejskie, w takiej wadze nie chodzą. To musi
                                                > ał być indyk inkoguto wink

                                                Może młody kogut uparcie uważający się za kurczaka? Taki kwoczynsynek? Albo może z tej rasy, co ma na podwórku moja bratowa, jak kiedyś przywiozła takiego mamie, to był na tydzień. Nie wiem, co to za rasa, ale według mnie są to kurodaktyle.
                                                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 18:41
                                                  A propos karczku drobiowego - krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,15173416,Michal_Rusinek__Pypcie_na_jezyku__Szyneczka.html#TRrelSST
                                                  Przerażająco twórcze te producenty. Na lodówce przymagnesowałam sobie, tak ze dwa lata temu, opakowanie od żółtego sera pod nazwą "Serenada Babuni" i co popatrzę, to mi się humor poprawia.
              • ania_m66 asiu kochanie 20.01.14, 19:38
                jako osoba prokuchenna b. sie wynalazkiem zainteresowalam i nawet wyguglalam sobie przepis do zdjecia
                www.recepten.se/recept/ugnspannkaka.html
                i cos mi tu nie gra - 3 filizanki maki i 6 (szesc!) mleka daje zatrabiscie duzo ciasta.
                tak na oko na ze 4 blaszki 30x40 cm.
                jakie duze te filizanki w szwecji macie? chodzi o niepelna do kawy o poj. ok 125 ml, czy amerykanska 230 ml?
                skreje zakupie jutro, bo dosc mocno przeziebiona jestem, ale jesc trzeba.
                jaja, mleko, make i borowki mam smile


                asia.sthm napisała:

                > a prosze:
                > jak sie komus nie chce smazyc nalesnikow w ilosciach hurtowych to uzywa brytfa
                > nki i wrzuca do piekarnika.
                > https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQRxzRWePcfdG5nV2VK3C
> oprRO1MiVS108FSp5jDFmwuKe4XzEz
                >
                > i serwuje:
                > https://www.recepten.se/bilder/recept/221/main/ugnspannkaka.jpg
                >
                > zamiast z borowkami moze byc z boczkiem.
                >
                > oto wiecej obrazkow:
                >
                > www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=GvzYUou8Oq_Z4QTj-4CYBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742
                >
                > Ewuniu, a w czym parza kawe? Bo mnie zdziwilo ze jak nastawiali kawe to zawsze
                > przyjemnie pyrkał im perkolator, a nie zaparzarka. W Kirunie tylko perkolatorow
                > uzywaja albo gotuja kawe w czajniku big_grin
                >
                > https://aliceverheij.files.wordpress.com/2011/05/percolator.jpg
                • czekolada72 Re: asiu kochanie 20.01.14, 19:49
                  Przepraszam, ze sie wtrace, ale kawalek wyzej wklejalam przepis, ktory brzmi zupelnie normalnie...
                  O a tu przepis
                  allrecipes.pl/przepis/2274/pannukakku---fi-ski-pieczony-nale-nik.aspx
                  narobilyscie mi smaka
                  --
                  • ania_m66 Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:00
                    a wtracaj sie ile ccesz.
                    mnie po prostu interesuje pojemnosc tych filizanek w szwedzkich przepisach na teraz i na zas.

                    czekolada72 napisała:

                    > Przepraszam, ze sie wtrace, ale kawalek wyzej wklejalam przepis, ktory brzmi zu
                    > pelnie normalnie...
                    > O a tu przepis
                    > allrecipes.pl/przepis/2274/pannukakku---fi-ski-pieczony-nale-nik.aspx
                    > narobilyscie mi smaka
                    > --
                    • czekolada72 Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:03
                      ok, zrozumialam, ze interesuje Cie przepis.
                      • ania_m66 Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:05
                        w twoim podlinkowanym pisza, ze wychodza 24 porcje smile
                        • asia.sthm Re: asiu kochanie 20.01.14, 20:59
                          Aniu, u nas wszystkie przepisy sa w dl czyli decylitrach, mamy miarki do odmierzania objetosci.
                          1 dl to 1 decylitr czyli 1/10 litra. Filizanki sa przeroznej wielkosci i faktycznie moze wyjsc jak dla wojska.
                          https://www.recepten.se/bilder/utrustning/12/main/maattsats.jpg
                          https://glasverandan.se/images/normal/skopadl1.jpg


                          Nie wiem jak ci sie te 24 porcje rozmnozyly.

                          U mnie, w moim linku stoi jak byk:

                          Portioner: 4 portioner

                          Na cztery zarte woloduchy powinno wystarczyc.
                          • ania_m66 Re: asiu kochanie 20.01.14, 21:43
                            pamietam te decylitry, bo rok mieszkalam w jönkoping.
                            to z linka czekolady te 24 porcje.
                            pewnie mialo byc 2-4.
                            olalam proporcje przepisu, zrobilam na oko i wlasnie przed minuta wstawilam do pieca.

                            asia.sthm napisała:

                            > Aniu, u nas wszystkie przepisy sa w dl czyli decylitrach, mamy miarki do odmier
                            > zania objetosci.
                            > 1 dl to 1 decylitr czyli 1/10 litra. Filizanki sa przeroznej wielkosci i fakt
                            > ycznie moze wyjsc jak dla wojska.
                            > https://www.recepten.se/bilder/utrustning/12/main/maattsats.jpg
                            > https://glasverandan.se/images/normal/skopadl1.jpg
                            >
                            >
                            > Nie wiem jak ci sie te 24 porcje rozmnozyly.
                            >
                            > U mnie, w moim linku stoi jak byk:
                            >
                            > Portioner: 4 portioner
                            >
                            > Na cztery zarte woloduchy powinno wystarczyc.
                            • zaisa Aniu 21.01.14, 01:36
                              I jak eksperyment kuchenny? Żyjesz? Bo miałam chęć rodzinie zrobić, może zawirusowani by zjedli a ja bym nad patelnią nie stała, bo i tak bym nie wystała.
                              • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 02:30
                                jak najbardziej ok, ale szalu wielkiego nie ma.
                                calosc jest bardziej twarda od gory, "gumowa" niz grubszy nalesnik z patelni. no ma inna konsystencje po prostu.
                                rano zrobie zdjecia zeby bylo bardziej wiadomo o co chodzi.
                                mozliwe, ze calosc stala nieco za wysoko w piecu.
                                nie mam niestety porownania z oryginalem.

                                zaisa napisała:

                                > I jak eksperyment kuchenny? Żyjesz? Bo miałam chęć rodzinie zrobić, może zawiru
                                > sowani by zjedli a ja bym nad patelnią nie stała, bo i tak bym nie wystała.
                                • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 11:21
                                  https://www.dropbox.com/s/vu9j6etizzlwcrt/2014-01-21%2011.15.37.jpg
                                  no tak wyglada resztka produkcji dzisiaj.
                                  strukture ma bardziej sklejki modelarskiej, choc przez noc nieco zmiekl.
                                  strasznie ciemno u mnie dzisiaj, a do robienia zdjec mam telefon sad
                                  • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 11:24
                                    jeszcze raz, bo z dropboxa cos nie dokleja

                                    https://img5.fotos-hochladen.net/thumbnail/201401211115s2fyxzt79_thumb.jpg
                                    • asia.sthm Re: Aniu 21.01.14, 11:49

                                      Gratulacje.
                                      No to juz pierwsze koty za ploty, znaczy odmierzajac na oko tez dobrze ci wyszlo. Moze rzadsze ciasto nastepnym razem?
                                      Teraz mozesz sie dac zainspirowac i podawac z najrozniejszymi dodatkami. Niektorzy wrzucaja roznosci do ciasta, inni na wierzch lub po bokach. Ja najbardziej lubie na slono z boczkiem i borowki/zurawine do tego.

                                      www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=S03eUo2SO4n04QT3oIHwBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742
                                      Jednak kiedy dzieci byly dzieciowe to smazylam normalne nalesniki na dwie patelnie czasem dla calej zgrai woloduchow.
                                      • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 15:31
                                        zostalo mi troche ciasta.
                                        na kolacje bedzie wersja z jablkiem i cynamonem.
                                        skrej wykupili btw, nowa dostawa bedzie jutro.

                                        asia.sthm napisała:

                                        >
                                        > Gratulacje.
                                        > No to juz pierwsze koty za ploty, znaczy odmierzajac na oko tez dobrze ci wyszl
                                        > o. Moze rzadsze ciasto nastepnym razem?
                                        > Teraz mozesz sie dac zainspirowac i podawac z najrozniejszymi dodatkami. Niekto
                                        > rzy wrzucaja roznosci do ciasta, inni na wierzch lub po bokach. Ja najbardziej
                                        > lubie na slono z boczkiem i borowki/zurawine do tego.
                                        >
                                        > www.google.se/search?q=ugnspannkaka&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=S03eUo2SO4n04QT3oIHwBg&ved=0CAcQ_AUoAQ&biw=1440&bih=742
                                        > Jednak kiedy dzieci byly dzieciowe to smazylam normalne nalesniki na dwie patel
                                        > nie czasem dla calej zgrai woloduchow.
                                    • zaisa Re: Aniu 21.01.14, 18:33
                                      Dzięki, Dziewczyny.
                                      Do tej pory smazylam na patelni, ale jeszcze nie całkiem wyszlismy z okresu, gdzie jednemu z mlodszych temperatura oscylowała w okolicach 40 st C, a dwójce dorosłych - 39. Drugie młode najwyraźniej umie użytkować energię termalną i latało po domu rozświergotane i miało znacznie obnizone zapotrzebowanie na sen. No to wolałam nie stać przy patelni/ach i tam nie kaszlec.
                                      • ania_m66 Re: Aniu 21.01.14, 23:00
                                        drugie podejscie z resztka ciasta z wczoraj jest lepsze
                                        ciasto musi byc rzadkie, lac do natluszczonej formy nie za malo. u mnie bylo z 1,5 cm.
                                        powtykalam jablka i voila smile
                                        https://img5.fotos-hochladen.net/thumbnail/20140121225xhjf0g6zet_thumb.jpg


                                        zaisa napisała:

                                        > Dzięki, Dziewczyny.
                                        > Do tej pory smazylam na patelni, ale jeszcze nie całkiem wyszlismy z okresu, gd
                                        > zie jednemu z mlodszych temperatura oscylowała w okolicach 40 st C, a dwójce do
                                        > rosłych - 39. Drugie młode najwyraźniej umie użytkować energię termalną i latał
                                        > o po domu rozświergotane i miało znacznie obnizone zapotrzebowanie na sen. No t
                                        > o wolałam nie stać przy patelni/ach i tam nie kaszlec.
    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:01
      To ja z zupelnie innej beczki. Odswiezam sobie "Wojne domowa" Marii Zientarowej.
      I jak byk pisze tam tak: (napisze nieco skrotem ale o sens chodzi.
      Nie wiem co zrobic z ta wilia. Pawel jedzie w niedziele rano na rykowisko - zimowisko. Maz wraca z terenu w sobote w nocy, a wilia wypada w niedziele, a tymczasem mowia, ze moze byc wyprawiona tez w sobote, ale co to za wilia bez meza.
      no to zrob w niedziele.
      To znowu Pawla nie bedzie.
      A jak zrobiliscie w zeszlym roku?
      Zwyczajnie w wilie.
      (...)
      Zadzwonila znowu, ze sobotnia wilia i zebysmy przyszli.
      Potem zadzwonila tesciowa, ze u niej wilia w niedziele, i zebysmy przyszli.

      Ok, pierwsze opowiadania pisane byly w latach 50-60-tych, pierwsze wydanie - w polowie lat 60-tych.
      Ma ktos moze jakies wiesi z moze chociaz drugiej reki, od swiadkow? Jak to bylo z tym zonglowaniem Wigilia?
      Bo az przeczytalam fragment kilka razy pod rzad, czy aby czytam ze zrozumieniem.
      • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:13
        ja jestem za mloda i nawet mnie wtedy w planach nie bylo, ale domyslam sie, ze rezim komunistyczny chcial zrobic z polski panstwo swieckie, dlatego moze kosciol dostal dyrektywy aby rozpowszechniac takie informacje.
        najpierw zrobic z wigilii fakultatywne swieto ruchome, a potem stopniowo zastapic innym lub usunac.
        hitlerowcy wprowadzili zaledwie nieco ponad dekade przedtem swieto przesilenia wiosennego i zimowego zamiast wielkanocy i bozego narodzenia.
        zainteresowanym znajacym niemiecki polecam bardzo dokumentacje "schwarze magie im braunen hemd" do znalezienia na youtube.
        komunistow co prawda o ezoteryke jakos nie posadzam, ale mechanizm dzialania w sumie jest podobny.

        czekolada72 napisała:

        > To ja z zupelnie innej beczki. Odswiezam sobie "Wojne domowa" Marii Zientarowej
        > .
        > I jak byk pisze tam tak: (napisze nieco skrotem ale o sens chodzi.
        > Nie wiem co zrobic z ta wilia. Pawel jedzie w niedziele rano na rykowisko - zim
        > owisko. Maz wraca z terenu w sobote w nocy, a wilia wypada w niedziele, a tymcz
        > asem mowia, ze moze byc wyprawiona tez w sobote, ale co to za wilia bez meza.
        > no to zrob w niedziele.
        > To znowu Pawla nie bedzie.
        > A jak zrobiliscie w zeszlym roku?
        > Zwyczajnie w wilie.
        > (...)
        > Zadzwonila znowu, ze sobotnia wilia i zebysmy przyszli.
        > Potem zadzwonila tesciowa, ze u niej wilia w niedziele, i zebysmy przyszli.
        >
        > Ok, pierwsze opowiadania pisane byly w latach 50-60-tych, pierwsze wydanie - w
        > polowie lat 60-tych.
        > Ma ktos moze jakies wiesi z moze chociaz drugiej reki, od swiadkow? Jak to byl
        > o z tym zonglowaniem Wigilia?
        > Bo az przeczytalam fragment kilka razy pod rzad, czy aby czytam ze zrozumieniem
        > .
        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:22
          E, ja wprawdzie sklerotyk i chlor, ale tak mniej więcej od początku sześćdziesiątych ogarniam i Wigilia była zawsze 24 grudnia, bez nijakiego latania po kalendarzu. Informacje z dialogu trzeba brać z przymrużeniem oka, Zofia zawsze gadała od czapy wink
          • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 20:37
            Hmmmm u Barei jest scena, gdy wojskowi wpraszaja sie na "Wigilie", ale ja wiem czy te sama miarke przykladac do Wojny?
            Moze masz racje i to tylko takie gadanie bez skladu i ladu rozgadanej mamusi, ale wlasnie mnie przypililo i az mnie ssie, by sie podowiadywac, czy takie sytaucje w rodzinnych domach mialy miejsce smile
            • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.01.14, 21:59
              Chyba mogę wyjaśnić...
              Po pierwsze, faktycznie, popularną rozrywką było organizowanie dla młodzieży zimowisk w czasie ferii świątecznych - chodziło o to, żeby przyszłość narodu nie spędzała świąt z rodziną, bo tam i szopka, i kolędy, i na pasterkę może by się poszło - a na zimowisku wszystko świecko, postępowo, po linii i na bazie.
              Po drugie, jak Wigilia wypadała w niedzielę, można było zrobić ją już w sobotę i mieć trzy dni świąt. Przypominam, że w czasach "Wojny domowej" wolnych sobót nie było.
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 06:52
                minerwamcg napisała:


                > Po drugie, jak Wigilia wypadała w niedzielę, można było zrobić ją już w sobotę
                > i mieć trzy dni świąt.
                Ok, ale wlasnie ze wolnych sobot nie bylo - to jakim cooodem mialas wolny dodatkowy dzien, skoro raczej "z okazji Wigilii" go nie dostawals?
                Mozna bylo zrobic - rozumiem ze to "propozycja" serwowana przez panstwo, ale nie przez kosciol. wiec raczej jako kolacja towarzyska dla niewierzacych. Bo dla katolikow prawdziwych powinno nie miec znaczenia w jaki dzien wypada Wigilia.
                Niestety moi dziadkowie juz nie zyja wiec ich nie pomagluje.... a bardzo mnie zainteresowalo, czy ta sytuacja z "Wojny" to taki jednorazowy wypadek czy nagminna wieloletnia praktyka.

                Przypominam, że w czasach "Wojny domowej" wolnych sobót
                > nie było.
                >
                No ja pamietam, ze na poczatku lat 80-tych tez nie bylo, albo zaczynaky sie pojawiac 1-2 razy na miesiac.
                • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 08:38
                  to zle pamietasz.
                  pl.wikipedia.org/wiki/Wolna_sobota_(PRL)

                  czekolada72 napisała:


                  > >
                  > No ja pamietam, ze na poczatku lat 80-tych tez nie bylo, albo zaczynaky sie poj
                  > awiac 1-2 razy na miesiac.
                  >
                  >
                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:00
                    E, całkiem nieźle pamięta, bo te z lat siedemdziesiątych to były, a jakoby ich nie było, te o dekadę późniejsze też przecie nie wszystkie, a co któraś tam.
                    Co zaś do Wigilii organizowanych w przeddzień, nie słyszałam o nikim takim, choć żyję długo jak stary góral. Nie wiem, jak tam wyglądały Wigilie u Gomułki czy innego Moczara, ale nawet ci, którzy robili kariery pezetpeerowskim szlakiem i deklarowali wiarę w marksizm i co tam jeszcze, mieli choinki, wigilijne wieczerze i łamanie się opłatkiem. A wiem, co mówię, bo co mieliśmy za miedzą olbrzymi garnizon, a z córka dowódcy chodziłam do klasy. Znałam również dzieci miejscowego pierwszego popa partyjnego, a później, już w liceum, dzieci popa powiatowego.
                    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:22
                      Dzieki Ewo smile
                    • tutul Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 14:24
                      To było tak z wigilią: Jak wszyscy wiedzą,w tym dniu nie je się mięsa .A w niedzielę ta zasada nie obowiązuje.Mówiło się kiedyś,że niedziela "postu nie przyjmuje". Jak wypadała w niedzielę ,były dwa wyjścia: albo robić w sobotę ( ale co to za wigilia nie w wigilię) i pościć,albo w niedzielę i -też pościć.Wkońcu jeden dzień postu więcej nie robi różnicy. I dlatego takie dylematy,bo ludzie różnie robili.
                      Dopiero od niedawna można jeść mięso w wigilię ( ale nie pamiętam od kiedy,u nas zawsze post )
                      ewa9717 napisała:

                      > E, całkiem nieźle pamięta, bo te z lat siedemdziesiątych to były, a jakoby ich
                      > nie było, te o dekadę późniejsze też przecie nie wszystkie, a co któraś tam.
                      > Co zaś do Wigilii organizowanych w przeddzień, nie słyszałam o nikim takim, cho
                      > ć żyję długo jak stary góral. Nie wiem, jak tam wyglądały Wigilie u Gomułki czy
                      > innego Moczara, ale nawet ci, którzy robili kariery pezetpeerowskim szlakiem i
                      > deklarowali wiarę w marksizm i co tam jeszcze, mieli choinki, wigilijne wiecze
                      > rze i łamanie się opłatkiem. A wiem, co mówię, bo co mieliśmy za miedzą olbrzym
                      > i garnizon, a z córka dowódcy chodziłam do klasy. Znałam również dzieci miejsco
                      > wego pierwszego popa partyjnego, a później, już w liceum, dzieci popa powiatowe
                      > go.
                      • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 16:22
                        Tutul... Jak zyje te 40 z hakiem to w ŻYCIU z czyms takum o czym piszesz sie nie spotkalam... Ciekawe czy ktos inny sie spotkal?
                  • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:17
                    Masz racje, jako ze do szkoly zaczelam uczeszczac gdzies na przelomie 80/81 to to co bylo wczesniej dot sobot jakos niespecjalnie mnie interesowalo - mialam 7 dni wolnych...
                    • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:54
                      przepraszam, ze gnana ciekawoscia zapytam - zaczynalas podstawowke majac 8-9 lat?
                      bo ja mialam szesc z kawalkiem i prawie wszystkie dzieci w mojej klasie po tyle mialy.

                      czekolada72 napisała:

                      > Masz racje, jako ze do szkoly zaczelam uczeszczac gdzies na przelomie 80/81 to
                      > to co bylo wczesniej dot sobot jakos niespecjalnie mnie interesowalo - mialam 7
                      > dni wolnych...
                      • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:56
                        Ojojojo, masz racje, zaczelam nie 80/81, ale caly rok wczesniej - 79/80
                        • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 11:25
                          uff, juz myslalam, ze do siedmiu nie potrafie liczyc wink

                          czekolada72 napisała:

                          > Ojojojo, masz racje, zaczelam nie 80/81, ale caly rok wczesniej - 79/80
                          >
                          >
                • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:07
                  czekolada72 napisała:

                  > > i mieć trzy dni świąt.
                  > Ok, ale wlasnie ze wolnych sobot nie bylo - to jakim cooodem mialas wolny dodat
                  > kowy dzien, skoro raczej "z okazji Wigilii" go nie dostawals?

                  Żadnym cudem, należało po prostu policzyć do trzech. Jeżeli Wigilię robiło się w sobotę (pracującą!), to miało się potem niedzielę (czyli Wigilię właściwą), pierwszy dzień Świąt, i drugi dzień Świąt. Razem trzy.
                  Nagminną wieloletnią praktyką to być nie mogło, bo Wigilia w niedzielę przypada raz na siedem lat, co daje tylko sześć takich przypadków na cały czas trwania komuny (przyjmijmy lata 1944-1989).
                  W szczególności taka sytuacja zdarzyła się w roku 1961, kiedy rozgrywa się akcja tego opowiadania "Wojny domowej".
                  • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 10:21
                    minerwamcg napisała:

                    Minerwo, nie zrozumialysmy sie !!
                    Niezaleznie chyba czy w tym konkretnym przypadku zrobilabys Wigilie w sobote czy w niedziele, iI TAK mialabys wolne 3 dni - niedziele , ponidzialek (BN), wtorek (św. Szczepana)

                    o nagminnosci pisalam majac na mysli, ze np wigilia mogla wypadac w pon a komus moglo pasowac urzadzic w niedziele - przyklad taki. Jezeli nie jest wazne by zrobic w TEN konkretny dzien, to nie ma znaczenia z jakiego dnia tygodnia przerzuca sie na inny.

                    Wiem, ze jest to rozdziabywanie typu ilu diablow zmiesci sie na czubku szpilki, ale mnie akurat to zaciekawilo.

                    > czekolada72 napisała:
                    >
                    > > > i mieć trzy dni świąt.
                    > > Ok, ale wlasnie ze wolnych sobot nie bylo - to jakim cooodem mialas wolny
                    > dodat
                    > > kowy dzien, skoro raczej "z okazji Wigilii" go nie dostawals?
                    >
                    > Żadnym cudem, należało po prostu policzyć do trzech. Jeżeli Wigilię robiło się
                    > w sobotę (pracującą!), to miało się potem niedzielę (czyli Wigilię właściwą), p
                    > ierwszy dzień Świąt, i drugi dzień Świąt. Razem trzy.
                    > Nagminną wieloletnią praktyką to być nie mogło, bo Wigilia w niedzielę przypada
                    > raz na siedem lat, co daje tylko sześć takich przypadków na cały czas trwania
                    > komuny (przyjmijmy lata 1944-1989).
                    > W szczególności taka sytuacja zdarzyła się w roku 1961, kiedy rozgrywa się akcj
                    > a tego opowiadania "Wojny domowej".
                    • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 16:31
                      Ok, trzy dni wolnego byłyby tak czy tak - ale przyjęło się, że Wigilia rozpoczyna święta, sama będąc dniem roboczym, i słusznie, bo np. dla pani domu jest to dzień wielce pracowity (samo gotowanie wieczerzy ile zajmuje). Więc chodziło o to, żeby w sobotę odwalić robotę, zjeść wieczerzę, a w niedzielną Wigilię właściwą już świętować Święta, nie zajmując się w tym dniu żadnymi, choćby domowymi pracami.
                      Pobożny katolik istotnie w takie dni miał zgryz, bo wiadomo, że jak Wigilia to 24 grudnia i nie kiedy indziej, a z drugiej strony jak pogodzić niedzielne świętowanie z koniecznością wykonania mnóstwa różnych prac, które w Wigilię zawsze są? Myśmy w domu odwalali wszystko wcześniej, a na niedzielną Wigilię zostawiało się tylko ubieranie choinki (bo to przyjemność, nie praca) i tę część gotowania, której się wcześniej żywcem odwalić nie dało. Przypominało to trochę przedszabasowe zabiegi ortodoksyjnych żydów smile
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 17:18
                        No to trochę się uspokoiłm, bo też mi wyszło, że do trzech nie umiem zliczyć. Ale cała reszta mnie przerasta.
                        Interesujące, co Tutul pisze, niepostne niedziele nie dotyczą chyba oficjalnych postów? Kiedyś tam uczyli mnie, że adwent jest postem? Choć teraz pewnie wszystko trochę inaczej wygąda.
                        A z innej beczki - ciekawam, co sądzicie o maśle orzechowym, wszechobecnym w lit. hamerykańskiej. My kiedyś kupiliśmy z ciekawości, dziecka zachwytu nie okazały, ojciec dzieciom stwierdził, że zapach nie teges, mnie wyszło po serii doświadczeń, że nadaje się nieźle pod jakiś jeden rodzaj sera żółtego i nic więcej. A ponieważ wyczytaliśmy, że jest to doskonały wabik na myszy, słoik wręczyliśmy teściowej i wylądował na wsi w celach utylitarnych.
                        • zaisa Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 18:12
                          Tutul dobrze prawi.
                          Cosik mi w głowie tam chodziło, ale jakoś tak daleko, że nie mogłam wymiarkować co i dopiero po Tutulowym poście się rozjaśniło.


                          A kanapka z masłem orzechowym i galaretką była czymś dla mnie zdumiewającym. Najpierw rozszyfrowałam galaretkę - po prostu dżem, tylko tłumacze jacyś kiepscy. A co do zestawu z masłem orzechowym, eeee, jakoś nie poczułam potrzeby probowania. Smarowidło z orzeszków ziemnych, nie orzechów, nadaje się jako smarowidlo na pieczywo, jako wierzchnia warstwa na masło.
                          A rodzina kiedyś przywiozła amerykańskie czekoladki - masło orzeszkowe w czekoladzie mlecznej. Wolę inne rozwiązania.
                          • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 19:06
                            Masło orzechowe na maslo jest dla mnue tak samo niejadalne jak nutella na masle lub serek topiony na masle brrrr Kupuje wymiennie raz orzechowe raz nutelle - Mala lubi albo na swizym pieczywie albo na grzankach
                        • zaisa Adwent 21.01.14, 18:19
                          Adwent kiedyś przestał być postem a stał się czasem radosnego oczekiwania na Boze Narodzenie. Ale w tej chwili mogę być nie na bieżąco.
                          • balamuk Re: Adwent 21.01.14, 18:47
                            Czyli ta galaretka dżemem jest? Dzieki, Zaiso, za rozjaśnienie mroków. smile
                            Adwent mnie skołował, bo o lampionach i świecznikach (?) przeczytałam po raz pierwszy w literaturze, chyba też skandynawskiej, kalendarze adwentowe przyjęłam do wiadomości, kiedy je zobaczyłam w kioskach, a chowałam się wszakże w porządnym, katolickim i szanującym tradycję domu.
                            • ewa9717 Re: Adwent 21.01.14, 19:45
                              No patrzaj, co tych niewiele ponad 100 km odległosci (ale zabór inny) robi! Mój dom bardzo katolicki z żadnej strony nie był, sąsiedzkie też nie za bardzo, ale w adwencie wszystkie dzieciaki latały z takimi na kiju:
                              www.google.pl/search?q=lampion+roratni&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=CL_eUoTuLIHRtAbmy4DoBg&ved=0CCcQsAQ&biw=1017&bih=589
                              Mój, podobny do tego czarnego na początku czwartego rzędu, przyjechał ze mną nawet do pipidówka, ale tu się z lampionami nie latało crying
                              • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 20:29
                                No ale chociaz zdradzcie z jakich zaborow jestescie, bo u mnie tez adwentowe lampiony i dreptanie z nimi do kosciola czarnym switem do dzis jest norma.
                              • szkorbut-lumbago Re: Adwent 21.01.14, 21:17
                                U nas (czyli w kraju naszym) tradycja świętowania vel. obchodzenia w jakiś bardziej szczególny sposób adwentu przyszła chyba z północy oraz zza niemieckiej granicy, ale to nie znaczy przecia że adwentu nie było. Coś mi się kojarzy o adwencie na religii jeszcze w kościele (bo udało mi się na jeden rok jeszcze kościelnej załapać wink). A co do wigili wypadającej w niedzielę to coś mi w głowie brzęczy, że słyszałam już o wersji z problemem postnym w jakichś powieściach rodzinnych. Z tym, że moja rodzina od pokoleń jest średnio religijno-obchodząca, więc to pewnie były raczej rozważania teoretyczne na temat tradycji.
                                Ten wątek to w ciekawym kierunku się rozwija.
                                Mój mąż z amerykańska jada nutellę (z braku masła orzechowego) z galaretką wiśniową. Twierdzi, że mu smakuje. Ja jadam dziwne rzeczy, ale ten zestaw do mnie nie przemawia.
                                • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 21:32
                                  O! Dziecko sie przyznalo, ze jada nieraz nutelle z dzemem wisniowym, bo to tak fajnie kwasno sie robi wink
                            • ania_m66 Re: Adwent 21.01.14, 19:46
                              ta galaretka ktora amerykanie tradycyjnie jedza do peanut butter to galaretka z czerwonej (albo czarnej) porzeczki badz z winogron. moze tez byc zwykly dzem smile

                              balamuk napisała:

                              > Czyli ta galaretka dżemem jest? Dzieki, Zaiso, za rozjaśnienie mroków. smile
                              > Adwent mnie skołował, bo o lampionach i świecznikach (?) przeczytałam po raz pi
                              > erwszy w literaturze, chyba też skandynawskiej, kalendarze adwentowe przyjęłam
                              > do wiadomości, kiedy je zobaczyłam w kioskach, a chowałam się wszakże w porządn
                              > ym, katolickim i szanującym tradycję domu.
                          • minerwamcg Re: Adwent 21.01.14, 20:36
                            Co do Adwentu, to kiedy-kiedy słyszałam o takim zjawisku jak wianek adwentowy. Stroik z choiny w kształcie wianka, z czterema świecami, w każdą niedzielę Adwentu zapala się o jedną więcej. Można toto położyć na stole albo powiesić u sufitu jak lampę. Ale w praktyce zobaczyłam coś takiego dopiero u warszawskich metodystów, jak zaczęłam tam bywać. Lampiony adwentowe owszem, znam - robiliśmy je jako dzieci na religii, potem chodziło się z nimi na roraty i był to chyba zwyczaj ogólnopolski... A w każdym razie na tyle powszechny, żeby znano go i w Warszawie, i w Krakowie.
                            A w ogóle to kiedyś, dawno temu, Adwent zaczynał się nie od Andrzejek, tylko od Katarzynek, 25 listopada.
                            • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 20:40
                              Wieniec adwentowy to taka sama tradycja - zaczyna sie 4 tygodnie przed Wigilia - od zawsze byl u nas w domu, i w kolejne niedziele adwentu zapala sie kolejne z 4 swiec. Taka sama norma jak dzewko i banki smile
                              • czekolada72 Re: Adwent 21.01.14, 20:44
                                A do kompletu to jeszcze oczywiscie kalendarz adwentowy, i to nie popularne od paru lat pomadki-czekoladki tylko pozadne mini-prezenciki - u nas w mini-skarpetkach na plaskim kartonowym dzewku smile)
                        • ania_m66 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 18:42
                          pamietam, ze w ramach eksperymentu robilam to maslo po jakiej amerykanskiej lekturze w domu jako dziecko.
                          orzeszkow ziiemnych akurat nie bylo, wiec zmielilam w mikserze wloskie i dodalam miekkiego masla. po sprobowaniu posolilam, ale duzo to nie dalo smile))
                          w tej chwili sloik peanut butter sortu crunchy, czyli z kawalkami orzechow stoi obowiazkowo w lodowce.
                          uwielbiam je, ale tak bardziej cyklicznie - nie jem codziennie.
                          konsumuje gruuuubo na goracym pelnoziarnisym tosicie.
                          poza tym dwie ulubione zupy maja je za kluczowy skladnik: kurkowa i zupa-curry ze smazonego baklazana (moja ma jakos ladniejszy kolor).
                          obie bardzo goraco polecam!


                          balamuk napisała:

                          > A z innej beczki - ciekawam, co sądzicie o maśle orzechowym, wszechobecnym w li
                          > t. hamerykańskiej. My kiedyś kupiliśmy z ciekawości, dziecka zachwytu nie okaza
                          > ły, ojciec dzieciom stwierdził, że zapach nie teges, mnie wyszło po serii doświ
                          > adczeń, że nadaje się nieźle pod jakiś jeden rodzaj sera żółtego i nic więcej.
                          > A ponieważ wyczytaliśmy, że jest to doskonały wabik na myszy, słoik wręczyliśmy
                          > teściowej i wylądował na wsi w celach utylitarnych.
                      • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 18:45
                        Minerwo 1. Taki tryb przygotowan zdarza sie i dzis, 2 moze niezbyt wyraznie ale jednak ja pytalam o organizacje tylko o SWIETOWANIE Wigilii 23 grudnia...
                        • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.01.14, 19:29
                          Biorąc pod uwagę, że Wigilię się świętuje wieczorem, nie koliduje. Całego wigilijnego dnia nie świętuje się i dzisiaj, w dalszym ciągu jest ona dniem pracy - no, chyba, że wypada w sobotę albo niedzielę.
                          Nie wyobrażam sobie natomiast w dzisiejszych czasach sytuacji, że 24 grudnia wypada w niedzielę, więc ktoś urządza Wigilię już w piątek 22 wieczorem, żeby mieć aż cztery dni Świąt smile Toby chyba jednak było przegięcie...
                          • czekolada72 Podsumowuje sobie 21.01.14, 20:27
                            Poniewaz dyskusja idzie w zupelnie innym kierunku, niz fakty, udalo mi sie na wlasna reke dorwac kilkoro 60parulatkow i przemordowac i wszystkie sie zaparlly sie, zadne nigdy w tamtych czasach nie spotkalo sie bezposrednio ani posrednio, ani z opowiesci o czasch wczesniejszych nie slyszalo, by WIGILIE swietowac 23 grudnia. Z podkresleniem "nawet komunisci obchodzili 24". Wiec nie wiem - moze TAK jak mowia moje60-latki bylo w Polsce poludniowej, a w stolycy wybierano sobie dzien na obchody Wilii? Nie bede juz wnikac, jestem usatysfakcjonowana zdobyta wiedza.
                            Milego!
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.14, 19:57
      Czytałam sobie "Złotą muchę" i po raz kolejny zastanowiłam się, co to jest ta stynka, którą Joanna kompulsywnie w... no, wsuwa. Oczywiście sprawdziłam, co zacz, ale w życiu o takiej rybie nie słyszałam.
      • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.14, 21:50
        To masz fajnie, bo ja widziałam kiedyś w sklepie zoologicznym takie trzycentymetrowe, suszone chyba rybki. Niewiele się to różniło od jakichś świerszczy czy innego robactwa, podpisane było właśnie "stynka" i to była karma dla czegoś tam. A później przeczytałam o jedzeniu smażonej stynki. W ogóle sobie nie mogłam wyobrazić, co z tego można zjeść i czemu niby miałoby to być takie pyszne. Do pestek z dyni pasowało najwyżej rozmiarem. Poczytanie sobie o rybce nie pomogło, wizja z zoologicznego jest silniejsza.
        • tutul Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.02.14, 06:52
          To informacja na temat: wiadomosci.onet.pl/olsztyn/rozpoczely-sie-zimowe-polowy-stynki/6tz31
          • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.02.14, 19:29
            wiem co to stynka ale otrzacha mnie wink natomiast smazone śledzie, "prosto z kutra" - niebo w gebie!!
            • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.14, 09:26
              prowincjapelnamarzen.blog.pl/2014/02/
              "(...)Stynki – widzę w komentarzach, że pytacie co to. Maleńkie rybki. Ja je czyszczę, więc nie zjadam z wnętrznościami. Smażę jak frytki Nazywam je mazurskimi krewetkami."
              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.14, 09:50
                czekolada72 napisała:
                Miało być:

                > prowincjapelnamarzen.blog.pl/2014/02/
                "(...) A na koniec przepis na stynki:
                Stynki wyczyścić i pozbawić głów, obtoczyć w mieszaninie mąki pszennej i ziemniaczanej, usmażyć na gorącym oleju jak frytki, posolić przed podaniem. Zajadać z apetytem.

                Stynki – widzę w komentarzach, że pytacie co to. Maleńkie rybki. Ja je czyszczę, więc nie zjadam z wnętrznościami. Smażę jak frytki Nazywam je mazurskimi krewetkami."
                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.02.14, 21:13
                  Ja to chyba mogłabym być Szwedką. U Lackbergowej Erika przynosi Danowi na łódź (on taki mniej więcej cięzko pracujący jest) termos z gorącą czekoladą i kanapki z kiełbasą.
                  No i niech mi kto powie, co to są te maszynki do kawy, bo spotykałam je nie tylko w ksiązkach tłumaczonych, ale i w naszych jakichś. Nie wnikałam, przyjmowałam z dobrodziejstwem inwentarza, ale może już czas na oswiecenie?
                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.02.14, 01:36
                    jesli maszynka to to:

                    https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcT7RJ_SUpNuQlFoVxjMKM0egPDG8t-afvBALQ3bRsBt5nCei42Pcg

                    bo perkolator to zupelnie inna maszynka.
                    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRm1r1t3BDalhMtpomSN5-BT85X2Ds1eWeA0GUsqtxiK7lvOgkh
                    • tutul Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.02.14, 06:43
                      No proszę,człowiek cale zycie się uczy.To ja dostałam w ubieglym wieku jako prezent,i nie wiedziałam,ze to maszynka do kawy hihihi .Uzywam jej do dzisiaj,bardzo przydatna rzecz...
                      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.02.14, 09:28
                        Tutul, ja ci glowy nie dam - tak sobie tylko na dziko zgaduje co tlumacz chcial powiedziec a nie chcialo mu sie w zagadnienie z nalezyta powaga zaglebic.

                        Te maszynki do kawy w ksiazkach nie tlumaczonych, to moze byc powazniejszy problem natury psychicznej. Np: autor w zyciu kawy nie parzyl, plujke od pieluch pijal, i nie wie czym sie to robi, parzy znaczy. Moze miec ciezki uraz do innych nazw niz maszynka. ( tak jak ktos uzywa scisle tylko slowa robak zamiast zuk, chrzaszcz, gasiennica.)

                        --
                        https://s4.tinypic.com/2z40pdi_th.jpgpo prostu, prosto z mostu...
                        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 20.02.14, 09:45
                          No własnie, bo nawet taka fujara jak ja epszkres rozpozna, ale o maszynce do kawy to ja czytałam wieki temu, kiedy epszkresy, i w dodatku na wsi polskiej w malwy malowanej, wcale się stadami nie zlatywały...
                          • ewa9717 A tak z matematycznej beczki 20.02.14, 14:15
                            Kiedy szukałam rozgotowanego jajka, doszłam do wniosku, że albo tłumaczka, albo Larsson mają kłopoty z matematyką.
                            Ot, Kalle B. w środku ciemnej nocy z odległosci kilkudziesięciu metrów widzi napadającego na Lisbeth bandziora i potem zeznaje, ze ten miał jasne, blisko osadzone oczy. Z takiej odległości fajnie by było, gdyby dostrzegł, że zbrodzień w ogóle ma jakieś oczy.
                            Ale lepszy numer wycina Lisbeth, biorąc na pamiątkę wycięty z kurtki zbrodzienia kawał skóry o powierzchni ok. 40 cm kwadratowych, co kilka stron dalej znaczy tyle, ze wycięła łatę 20 na 20 wink
                            Coś jak ten Guruowy kumpel ze studiów, który pięknie zaprojektował hotelowy hol wink
                            • balamuk Re: A tak z matematycznej beczki 08.09.14, 19:25
                              Znowu Irsa jako żródło, przepiszę, bo streścić nijak.
                              Matthew wprawdzie przystosował się do zwyczajów islandzkiego społeczeństwa, lecz tran był wyjątkiem. Thora pozwalała mu go nie pić, ale sporo uwag wysłuchiwał od zaprzyjaźninych z nią par. Kiedy chodzili w gości, gospodarze jakby stawiali sobie tylko jeden cel: podać mu surowe mrożone mięso rekina i silnie aromatyczną ziołową wódkę. Teraz, kiedy już odwiedził wszystkich jej przyjaciół, udając obcokrajowca, który dziwi się takim zwyczajom gastronomicznym, liczba zaproszeń na kolacje nagle zmalała, bo nie wiadomo, jak należy w takiej sytuacji postępować z gościem.
                              Nie wiem, co ma tran do rekina, ale to nieistotne. Zastanawia mnie raczej, czy naprawdę picie tranu jest u nich obowiązkowe, a niepicie świadczy o złym wychowaniu. I jak się je MROŻONE mięso czegokolwiek. Embepe, jesteście jedynymi (chyba) islandospecjalistami, ratunku. smile
                              • embepe Re: A tak z matematycznej beczki 08.09.14, 20:39
                                Już lecę, skoro Balamuk wzywa! smile
                                Albo my byliśmy w jakiejś innej Islandii, albo mieliśmy dużo szczęścia, bo nikt nie karmił nas ŻADNYM mrożonym mięsem, ani też nie zmuszał do picia tranu.
                                Nie przypominam sobie, aby w którymkolwiek z miejsc noclegowych oferowano nam te specjały w menu śniadaniowym.

                                W odwiedzonych restauracjach też jakoś nie zauważyliśmy rekina w karcie dań, ani też dopisku małymi literkami "do każdego dania obowiązkowo podajemy szklankę tranu i przypilnujemy, by gość tran spożył, a nie podlewał nim kwiecie, czy pokątnie pozbywał się w inny sposób".

                                Nie zaobserwowaliśmy także, aby półki w islandzkich sklepach uginały się od tranu, a zamrażarki pękały od nadmiaru rekiniego mięsa...


                                Jedną z islandzką specjalności spożywczych jest owszem mięso rekina, ale nie mrożone, tylko lekko przechodzone: złowiony rekin zostaje zakopany w ziemi na co najmniej trzy miesiące. Gdy nabierze odpowiedniej konsystencji i aromatu, jest wykopywany i spożywany w symbolicznych, niewielkich kąskach. I zapijany mocnym alkoholem.
                                Nie mieliśmy okazji spróbować tego specjału, ale gdyby się trafiła taka możliwość, to pewnie byśmy zaryzykowali smile Podobno sezon na jedzenie tego śmierdzącego rekina jest raczej zimą, a myśmy byli latem. Poprawimy się następnym razem i zdamy sprawę, rzecz jasna!
                                • balamuk Re: A tak z matematycznej beczki 09.09.14, 14:59
                                  Brrr, to znaczy oczywiście piękne dzięki! wink Ten rekin ma szansę przebić Asiowego śmierdziela z puszki, ciekawe, jak smakuje. A tran nadal pozostaje tajemnicą...
                                  Przy okazji (nie tranu, tylko wątku) zdecydowałam się i zrobiłam ten pieczony naleśnik. Z szynką. Wyszedł świetnie, zapodałam ostatni słoiczek ojczystej żurawiny (reakcja dziecków zgodna z przewidywaniami - "jesteś pewna, że mamy jeść szynkę z dżemem?") i teraz mam smętne resztki jednego i drugiego. Znaczy, smakowało. Czysty zysk z takich wątków. smile
                                  • asia.sthm Re: A tak z matematycznej beczki 09.09.14, 16:19
                                    A nie mowilam, ze dla kilku chlopow woloduchow ten z pieca znakomicie zdaje egzamin. Czlowiek nie musi sie nastac, namachac ciezkimi jak piorun patelniami a oni to i tak wchlonia w oku mgnienia - tu jedno mieszanie, jeden zaladunek i gotowe.

                                    Baby shark jedlismy raz, normalny kawalek swiezej ryby na dluuugo przed zasmiardnieciem. Nie mam serca do smierdzieli ... no oprocz naszych kiszonek, ktore dla wielu mi znanych ludzi tez sa smierdzielami.
                                    • ewa9717 Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 13:41
                                      "Znajdował się w samym środku plamy, którą - sądząc po kolorach - utworzyła krew trzech róznych osób"
                                      Myślałam długo, prawie myśliwcem zostałam i utknęłam. Jedna osoba zwykły człowiek, druga - zapewne ahystokhata, ale co z trzecią???? Albinos moze? Helpunku!!!!!!!!!!!!!!
                                      Arne Dahl "Wstrząsy wtórne"
                                      • gat45 Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 14:07
                                        Eeee tam. Pewnie obok plamy leżały zwłoki trzech osób, tylko się autorowi zapomniało wspomnieć o takim drobiazgu. Na dodatek osób ubranych w odzienie lichej jakości, bo kolorek puścił w kontakcie z posoką i ją zabarwił. Każdemu inaczej, bo tonie były trupy mundurowe.
                                        Widzisz, wystarczy się zastanowić i wszystko staje się jasne <powiedział Gat, pusząc się z dumy>.
                                        • g0p0s Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 14:44
                                          Niebieską krew mają ośmiornice i pa..., i takie jedne, o których nie wolno pisać. A owady mają bezbarwną.
                                          A może te różne osoby wcześniej obniżyły sobie poziom krwi w alkoholu, a raczej w różnych?
                                      • asia.sthm Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 15:07
                                        Moze od po swiezosci ocenial. Przyszla jedna osoba, pokrwawila i poszla, przyszla druga, pokrwawila i poszla, trzecia tez zeby nie byc gorsza. I tak wtedy nierowno ich krew schnie.
                                        No nie maja lekko ci i dociekacze...co dociekaja a nie ciekna.
                                        Ja osobiscie uciekalabym od tej kaluzy gdzie pieprz rosnie, aby nie puscic czwartego koloru.
                                        • gat45 Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 15:23
                                          Ten, kto by dociekł, to by tam został w charakterze zewłoka. Obok tej kałuży znaczy.
                                          Ale Twoje wyjaśnienie mnie nie satysfakcjonuje. Różnice w kolorze krzepnącej i potem zasychającej krwi to po kilka godzin między każdy wyciekiem. I w takiej porządnej Szwecji trzymaliby godzinami paskudną kałużę ? Tylko po to, żeby się kolejna ofiara mogła dorzucić krwią własną do bałaganu ? A może tam u Was są specjalnie wyznaczone miejsca z napisem "tu krwawić" ?
                                          Ewuniu, a po co właściwie ten Twój bohater lazł w sam środek tej kałuży organicznej ?
                                          • asia.sthm Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 16:03
                                            "tu krwawić" nie widzialam nigdzie poza takim aurokarem, ruchoma stacja krwiodawstwa - tyle ze tam sprzataja jak im sie zakrwawi podloga.

                                            A ta Ewy crime scen to pewnie nie jest na ludzkich oczach - ten co przychodzil pokrwawic przeciez po poprzedniku nie sprzatal - nie t sprzatanie mial w glowie - ja to rozumiem. Ale sa, bo znam osobiscie, takie osoby co najpierw by wlasna chusteczka chociaz co najgrubsze wytarly - odruch taki - zanim pomysli to sprzatnie. No coz, widocznie w tej ksiazce Dahla akurat sie nie trafily.
                                            • ewa9717 Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 16:32
                                              Osoby zginęły jednocześnie (wybuch w metrze) i są w nierozpoznanych (jak na razie albo i w ogóle nierozpoznawalnych) kawąlatkach. Nadal jezdę w kropce, konia zrzędę...
                                              • asia.sthm Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 17:04
                                                Czyli po zawartosci tlenu rozpoznawal.
                                                Czytaj szybko, moze powie jak zgadl.
                                                • balamuk Re: Szwedzi to bystrooczki som! Kaszana ;) 16.01.15, 19:15
                                                  Wyraźne wpływy Kieślowskiego. sad
                                                  A mnie niepokoją gonty. Czytam sobie Kinga "To" i co rusz się na nie natykam. Odpuściłam rozwalającą się chałupę (oczywiście z zawartością potfora), ale przy najwspanialszych rezydencjach w Derry, przy głównej ulicy i w stylu wiktoriańskim, jakoś mi zaczęło zgrzytać. Niby tam dużo lasów i gonty byłyby uzasadnione, jednak moja zafiksowana na Podhale wyobraźnia i tak tego nie przetwarza, nie chce i już. Był ktoś w Maine?
                                                  • gat45 Upki ! 17.01.15, 08:53
                                                    Pewnie się tłumaczu pomyliło z łupkami. O takimi o :

                                                    www.google.fr/search?q=ardoise+toiture&rlz=1C1NNVC_enFR497FR596&espv=2&biw=1280&bih=681&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=6hK6VOb4B86u7Aap0IDACA&ved=0CD8QsAQ
                                                    Ja taka mądra, bo w mojej mieścince połowa budynków ma takie dachy, a druga połowa klasyczną dachówkę (ja w tej pierwszej). Co do zamorskiego stanu Maine to nie wiem, ale w departamencie Maine rzeczywiście dużo dachów łupkowych. A już Bretania to cała pod łupkiem.
                                                  • gat45 Re: Upki ! 17.01.15, 17:48
                                                    Przypadek sprowadził nam na poobiednią kawę bywalców wschodniego wybrzeża US. Okazuje się, że dachy łupkowe są tam bardzo częste, ale i drewniane gonty - na dachach i na ścianach nawet - też bywają.
                                                    No to teraz musisz sam wybierać, Bałamuku.
                                                  • balamuk Re: Upki ! 17.01.15, 18:08
                                                    Przekaż bywalcom najlepszego, silteple! smile Dobrze mieć wybór. Bo to z jednej strony zakodowane Podhale i łupki co rusz w Europie, łupek pasuje, gont nie, ale wszystko na tutejszą miarę. Niby dlaczego po drugiej stronie wody nie mieliby kryć rezydencji gontem tylko dlatego, że mnie nie pasuje?...
                                                  • gat45 Re: Upki ! 17.01.15, 18:29
                                                    A czy w fabule ten gont względnie ten upek odgrywa ? Pewnie nie odgrywa, więc możesz sobie spokojnie wybrać, co Ci pasuje. Przynajmniej dopóki nie znajdziesz wzmianki, że na ten przykład muszą wymienić to coś, bo zmurszało - wtedy z żalem trzeba będzie ustąpić z upka, bo zacznie odgrywać.
                                                    Czy wyraziłam się jasno ?
                                                  • balamuk Re: Upki ! 17.01.15, 19:23
                                                    Najjaśniej. Nie odgrywa. Po prostu mnie zaskoczył. To tak, jakbyś przeczytała, że masajski wojownik siedział sobie koło chaty i wsuwał żurek i pierogi z grzybami. Potem okaże się, że Masaje faktycznie coś podobnego jedzą, ale pierwszą reakcją byłoby - ki pieruna?
                                                  • gat45 Re: Upki ! 17.01.15, 19:59
                                                    A co będziesz Masajowi żałować pierogów z grzybami ? Niech se je, smacznego !
                                                    Sama bym zjadła....
                                                  • embepe Re: Upki ! 17.01.15, 20:52
                                                    balamuk napisała:
                                                    > masajski wojownik siedział sobie koło chaty i wsuwał żurek i pierogi z grzyb
                                                    > ami.

                                                    Zobaczyłam to oczami wyobraźni i ... mam bardzo starannie przegimnastykowaną przeponę!
                                                    big_grin big_grin big_grin
                                                  • balamuk Na odmianę płatki 04.04.15, 19:35
                                                    Re-czytam sobie Asę L. i pojawiają mi się po raz kolejny płatki, najpierw były z renifera, a teraz z łosia. Asiuuu... Czy to są po prostu cienkie plasterki? I jak się je przyrządza?
                                                  • asia.sthm Re: Na odmianę płatki 04.04.15, 20:53
                                                    Dobrze zgadlas, to sa cieniutkie plasterki, ktore hebluje sie z kawalka zamrozonego miesa.
                                                    https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQrISbtJwElJ1JJIYgWV6bpkxQUuMvzSm6yPfymy37sbYM1BRCoHA

                                                    a przyrzadza sie normalnie smazac na patelni, pieprzy soli, dodaje kurki z lasu i zalewa smietana.
                                                    https://www.ingelaring.se/recept/images/0910renskav3.jpg

                                                    podaje sie z ziemniakami pure i koniecznie borowkami

                                                    https://www.polarica.se/Recipes/Main-Courses/renskavsgryta-m-sotma-listimage.jpg

                                                    Ot cholera, i znowum glodna ;D
                                                  • balamuk Re: Na odmianę płatki 05.04.15, 17:12
                                                    Mniam. Tak mi się właśnie wyobrażało, że z mrożonego, bo niby jak inaczej.
                                                    Dziękuję. smile
                                                  • gat45 Re: Na odmianę płatki 06.04.15, 09:41
                                                    W literaturze Bałamuka najbardziej interesują obiekty prostokątne i cienkie.
                                                    Ciekawe.
                                                  • balamuk Re: Na odmianę płatki 07.04.15, 09:59
                                                    Sugerujesz, że powinnam się nad sobą zastanowić?
                                                  • gat45 Re: Na odmianę płatki 07.04.15, 10:29
                                                    Niekoniecznie. Przecież ja już się nad Tobą zastanawiam ! W ramach bratniej pomocy, oczywiście.
                                                  • balamuk Lekkie śniadanie 07.04.15, 19:13
                                                    Czyli jasno widać, że pomoc mi potrzebna. big_grin
                                                    A teraz na odmianę poranne śniadanie wyspiarskie, które wprawiło mnie w osłupienie: W tym momencie przyniesiono Bykowi jedzenie: wielką stertę podsmażonego i ociekającego tłuszczem boczku, dwa lekko ścięte jajka z niemal przezroczystym białkiem, pieczarki z patelni, grzankę i fasolkę w sosie pomidorowym. Mój ulubiony Rankin czasami przesadza. Albo może po prostu nie wziął pod uwagę osób, które najwcześniej o dziesiątej mogą w ogóle pomyśleć o jedzeniu. wink
                                                  • ewa9717 Re: Lekkie śniadanie 08.04.15, 11:32
                                                    Ja zawsze byłam zwolenniczką takich śniadanek. Ach, żeby mi kto jeszcze cynaderki przyniósł...
                                                  • felis2 Re: Lekkie śniadanie 08.04.15, 12:10
                                                    Ta fasolka jakoś mi nigdy do śniadań nie pasowała. A jajka powinny być ze ściętym białkiem i półpłynnym żółtkiem. W nastolęctwie wyspiarskie śniadanka pożerałabym z zachwytem, teraz szczęśliwie pojemność mi zmalała.
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.08.15, 17:37
      Napadła mnie wizja mizerii i przypomniałam sobie przypomniane na początku lata Midsomer. Otóż pojawiają się tam cyklicznie kanapki z ogórkiem jako danie luksusowe. Na przykład Barnaby rozmyśla nad możliwością awansu i wcale go to nie pociąga, bo wtedy - zamiast normalnie pracować - musiałby łazić po rautach i jeść kanapki z ogórkiem. Surowym? Kiszonych chyba nie używają, ki czort?
      • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 31.08.15, 13:10
        U Shawa i Wilde'a też bez przerwy jedzą sandwicze z ogórkiem. No dobre, dobre, ale czym się tak zachwycać? Rozumiem, że jak ktoś na codzień jada baraninę w miętowym sosie, to mu każdy inny smak wydaje się cudowny smile
        Ale nad luksusowością ogórka warto się zastanowić. Może w zimnym i mokrym klimacie Wysp Brytyjskich ogórki się nie udawały? Lubią mokro, ale bez przesady, może na Wyspach rosły tylko gdzieniegdzie, np. wyłącznie w szklarniach, i dlatego były drogie?
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 31.08.15, 17:39
          O kurczę, człowiek całe życie się uczy...
          en.wikipedia.org/wiki/Cucumber_sandwich
          wink))
          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.15, 00:24
            Przerafinowanie musi wink
            Mnie też zawsze zdumiewały podwieczorki angielskich dzieci: zajadany z apetytem chleb z masłem. Mnie plebejuszce podwieczorki jakoś smakowiciej się kojarzyły, minimum jak gniot z kruszonką...
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.07.16, 18:50
      Podnoszę, bo się zdumiałam. Czytałam Klary S. Meraldy "Sąsiadkę kapitana Kotowicza" i oto co znalazłam: Po drodze zmieniłem zamiar i poleciłem, żeby jechać dalej, do kawiarni przy rogu Świerczewskiego. Szofer zlustrował mnie kątem oka, ale nic nie powiedział. W dużej sali kawiarni zajętych było zaledwie kilka stolików. Przy jednym trzech facetów jadło parówki.
      Chodziłam po kawiarniach za komuny, ale jako żywo nie podawali w nich parówek.
      Ktoś jego wie?
      • groha Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.07.16, 15:22
        A może była to słynna w owym czasie "Wenecja"?

        https://bi.gazeta.pl/im/95/86/e5/z15042197Q,Bar--Wenecja---al--Solidarnosci-128.jpg

        Jeśli tak, to wszystko jasne: albo bohater niechcący trafił do baru, albo faceci z parówkami przeszli do kawiarni, żeby spokojnie spożyć rarytasy. Myślę, że w takim kombinacie gastronomicznym obie opcje były możliwe.
        • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.07.16, 20:34
          Moze te parowki nie nazywaly sie parowki tylko hot dogi.
          Jak tylko pojawily sie hot dogi natychmiast zaczely sie zaliczacz do ekskluzywnych dan - jakos tak z rozpedu amerykanskich nowosci wspiely sie na wyzyny.
          Dobrze pamietam, bom zostala zaproszona na randke jako 13- latka i wlasnie hot doga zaserwowano w kawiarnianym lokalu na Mokotowie w Empiku na Malczewskiego przy Joliot-Curie...albo odwrotnie. Kultowe miejsce z miedzynarodowa prasa.
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.07.16, 17:04
          Grohowe wytłumacznie brzmi rozsądnie, strasznie wielka stodoła ta Wenecja. A hot dogi kojarzę głównie z budkami, co o niczym nie świadczy. Albo świadczy że nikt mnie na porządne randki nie zapraszał. wink
          No dobrze, niech autorce będzie, choć i tak mnie ten opis bawi.
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.01.17, 19:39
      Reaktywuję, bo znowu się zdziwiłam. W tym "Gnieździe kruka" jest coś takiego: Śniadanie zjadł w barze z kebabami. Zajadał się udającym baraninę mięsem z dodatkiem cebuli, kapusty pekińskiej, kilku plastrów ogórka, pomidora i pikantnego czerwonego sosu. Popił to najprawdziwszym ajwarem, ryzykując żołądkową rewolucję.
      Jakim cudem mógł cokolwiek popić ajwarem?
      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 11:34
        Browarem popijal a po trzecim kuflu juz mu bylo wszystko jedno i lyzka ten ajwar ze sloika wyjadal.
        Autor moze tez ciut naduzyl - w koncu ksiazki sie ciezko pisze.
        Jedna tutejsza moja ulubiona autorka po latach przyznala sie ze moje ulubione jej ksiazki pisala posilajac sie glownie tylko whisky. Dalo sie to wyczuc ...hi hi, pomysly miala wtedy tak jakby odwazniejsze.
      • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 13:54
        Aaa! Już! Autorowi się pozajączkował ajwar z ajranem! Ajran rzeczywiście nadaje się do picia, sprzedają go w kebabiarniach i dla nieprzyzwyczajonego popicie nim mięsa grozi rewolucją w brzuchu. Autorowi się pokićkało a redaktor nie wyłapał.
        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 14:07
          To dorzucę prawie cycatę z Cherezińskiej. Rzecz o starym wodzu. Taki meń weńcej dialożek:
          - Zrobił się uległy?
          - Gorzej, spolegliwy.
          No i jezdę Sokratesę, bo za cholerę nic nie wiem.
          • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 14:50
            "spolegliwy" propostu* zmienia znaczenie: sjp.pwn.pl/slowniki/spolegliwy.html
            Poszukałam co to ajran i sama definicja wywołała protest mojego zwykle strusiego żołądka. Uczciwy jogurt, najlepiej gęsty, to proszę bardzo, nawet do mięsa, ale rozwodniony, lekko musujący i jeszcze do tego z pianką - yyyyy

            * propostu to przekręt z dzieciństwa, zaatakował mnie nachalnie i nie mogę się go pozbyćwink
            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 14:57
              Znam słówko, jego wlasciwe znaczenie i to, co się dziś z nim dzieje, ale to nie zmienia faktu, że z tego dialogu NIC nie rozumiem.
              • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 16:16
                Hm, może ugodowość starego wodza była obgadującym jeszcze mniej na rękę, niż jego uległość? Bo np. gdyby był uległy, toby całkiem stracił autorytet i być może władzę, a będąc zaledwie spolegliwym jakieś resztki autorytetu ma i władzy nie straci, co nie pasuje rozmówcom?
                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 17:15
                  E, to nie ma sensu...
                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 20:01
                    No nie ma, choćby nie wiem jak się natężał...
                    Podobają mi się wasze warianty. Że bohater się urżnął i nie wiedział, czy je, czy pije, że autorowi pokiciała się pasta z jogurtem, że autorowi pokiciała się pasta z jogurtem pod wpływem napojów wyskokowych. big_grin
                    To jszcze dorzucę z tego samego "Kruka": Weszły do mieszczącego się na parterze salonu. Tu z kolei panował styl kolonialny – półprzezroczyste sukna na ścianach, drewniane meble zdobione orientalnymi wzorami i tak dalej. Żebym się wściekła, nie mogę sobie wyobrazić półprzezroczystego sukna, deficyt wyobraźni mam. Wobec czego proszę o kolejną przekonywającą wykładnię. wink
                    • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 20:44
                      Przychodzi mi do głowy, że te sukna może takie więcej przetarte, stąd ta półprzezroczystość wink
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 21:33
                        Ty sobie wyobrażasz, jak długo trzeba trzeć sukno, żeby się uprzezroczyściło?...
                        • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 22:39
                          To byly suknie nie sukna. Inaczej nie widze.
                          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 22:43
                            I one były ciulowe, jak mawiał mój pochodzący zza Buga historyk!
                            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.01.17, 23:01
                              Podobnie jak opisy w dziele. sad
                              Ręce myć, suknie prać...
                              • eulalija Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.01.17, 09:06
                                Trafiłam na opis toruńskiej sypialni. Miała kształt nieregularnego sześcianu.
                                • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.01.17, 09:33
                                  Już wiem!
                                  Sukna były uczciwe, wełniane. Dobrały się do nich utalentowane mole i przerobiły je na półprzezroczyste, ażurowe tiule. Może być?

                                  A co do wodza, na pierwszy rzut oka w nowym znaczeniu pasuje lepiej, jak się przeanalizuje to już jest faktycznie bez sensu. Przy analizie mój mózg poczuł się jak żołądek na myśl o ajranie, zawiązał w supełek i wywinął koziołka. W efekcie wyszło mi, że wódz mógł być kiedyś normalnym, praktycznym wodzem. Kłamliwym, podstępnym, łamiącym traktaty i zrywającym układy draniem. A na starość mu odbiło i zrobił się szlachetny i godny zaufania.
                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.01.17, 09:55
                                    Bo to tak często bywa, że zdanie na pierwszy, a nawet drugi rzut oka jest całkiem OK, ale jak to sobie człek wyobrazi w praktyce, to wysiada. Na przykład ulubione przez tłumaczy z angielskiego "kilka".
                                    "Opowiadała o czymś tam, ale przerwała i kilka minut intensywnie się w niego wpatrywała." Próbowałam wink
                                    • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.01.17, 10:10
                                      Możliwe, że już to kiedyś cytowałam, bo to moje ulubione zdanko-niewykonanko od lat. Ewa wspominając o tłumaczach mi to przypomniała, bo chyba następstwo czasów się kłania.
                                      Z jakiejś Agaty : wyszła trzasnąwszy drzwiami.
                                      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.01.17, 10:13
                                        A, imiesłowy to kopalnia wesołych zdańwink
                                  • szkorbut-lumbago Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.17, 17:52
                                    Z tym spolegliwym to mam straszny problem. Wiem, że NIE oznacza uległego i ugodowego, ale w znaczeniu poprawnym mi się nie nasuwa i przestałam z niego korzystać, a takie ładne słówko smile
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.17, 22:11
      No nie przesadzajmy, znaczenie się przesunęło i większość narodu używa spolegliwego właśnie jako uległego, ugodowego, posłusznego. W dodatku pamiętam, że takie znaczenie już ~ćwierć wieku temu się pałętało. To chyba spokojnie możesz mówić, jak się nasuwa, zwłaszcza że w słowniku jest akceptowane w użyciu potocznym. wink
      Zdumienie techniczne mam. U tej K. Slaughter występuje ciemnia w szafie. Najpierw było Sądząc z czerwonego światła nad drzwiami ściennej szafy, Will domyślił się, że staruszka sama wywołuje zdjęcia., a potem (...) ruszyła do ściennej szafy. Will miał rację - w tym ciasnym pomieszczeniu urządzono ciemnię. I tak się zastanawiam, jakie duże są ścienne szafy w Ameryce, pewnie bardzo duże, bo tam wszystko duże...
      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.17, 22:37
        Dobrze, ze nie w klozecie te ciemnie miala.
        Tlumacz nie znal slowa garderoba, a closet lub walk in closet, zeby odklozecic, uparl sie nazywac szafa. Czytelnikom pobudzic fantazje tez chcial big_grin
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.17, 22:49
          No mnie pobudził jak ta lala, zanim sobie to na garderobę przetłumaczyłam, zgłupiałam nieco i walczyłam z wizją klasycznego sprzętu do wołania zdjęć w szafie. Nijak się nie mieścił. big_grin
          • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 08:50
            Chwila moment. Jeżeli z zewnątrz było widać czerwone światło, to znaczy, że od środka wpadało normalne. I ciemnię diabli brali.
            A ta szafa to pewnie taki "dressing", jak mawiają Francuzi - jak ma być światowo i z rozmachem, to po angielsku, niekoniecznie zgodnie z tym, co anglofoni na to powiedzą. Czyli małe pomieszczonko bez okna, najczęściej dostępne tylko z sypialni. Mam takie w swojej chałupie rocznik 1933 i błogosławię.
            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 09:22
              gat45 napisała:
              > Chwila moment. Jeżeli z zewnątrz było widać czerwone światło, to znaczy, że od
              > środka wpadało normalne. I ciemnię diabli brali.

              Ja miałam wizję czerwonego światełka w rodzaju "zakaz wstępu, nie włazić, obrabiam". W samej ciemni powinno być czerwone czy tam oliwkowe, ale tego przez zamknięte drzwi przecież nie widać, nawet jak zapalone.
              • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 10:02
                Chyba masz rację. A a sobie wyobraziłam szparę nad drzwiami (bardzo plastycznie sobie wyobraziłam), przez którą przenikało czerwone światło z ciemni.
                Mój brat bawił się w nastolęctwie w wywoływanie zdjęć i pamiętam te cyrki z uszczelnianiem drzwi.
                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 10:23
                  Sama się bawiłam, pewnie dlatego drzwi z prześwitami w ogóle mi do głowy nie przyszły. smile
                • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 18:51
                  Pamiętam! Wieszaliśmy koc na drzwiach. I dwa na oknie. I mieliśmy specjalną lampę ciemniową, po odsunięciu szybki dawała czerwone światło, po zasunięciu oliwkowe. Zaiste, bezokienna garderoba byłaby zbawieniem... ale w owym czasie nawet nie wiedzieliśmy, że takie zwierzę istnieje.
                  • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 18:54
                    Przedpokoj. Wszyscy wiedzieli, zeby w srodku nocy omijac ten kawałek domu smile
                    Moje aparatury do dzis grzecznie czekaja na strychu smile
                    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 19:59
                      Przedpokój w bloku oznaczał drzwi do wszystkiego, a szczególnie do kibelka i łazienki, odpadał w przedbiegach. Łazienka za mała (zwłaszcza że często na wywoływanie zdjęć schodził się tłum ludzi), zostawał pokój i - jak słusznie prawi Minerwa - koc na drzwi, dwa koce na okno.
                      A smród odczynników zabijał dym papierosiany.
                      Ech, zatęskniło mi się.
                      • szkorbut-lumbago Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 21:51
                        Ja wywoływałam w przystosowanym miejscu w okolicznym domu kultury. Sama ciemnia to pikuś, wyjmowanie kliszy odbywało sie za to w jakiś dziwnym pomieszczeniu całkowicie po ciemku. Zastanawiam się teraz jak się po takim wyjęciu i odwieszeniu wychodziło, żeby światła nie napuścić, bo żadnej śluzy nie było smile
                        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.01.17, 22:35
                          Film wyjmowało się z aparatu po ciemku i po ciemku wkładało do koreksu. A potem już można go było obrabiać w normalnym oświetleniu.
                          Ciemek, jakie dziwne słówko...
                          • szkorbut-lumbago Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.17, 19:24
                            Aż musiałam doczytać o co chodzi z tym ciemkiem, przecież nic takiego nie pisałaś.
                          • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.17, 20:18
                            balamuk napisała:

                            > Film wyjmowało się z aparatu po ciemku i po ciemku wkładało do koreksu. A potem
                            > już można go było obrabiać w normalnym oświetleniu.
                            > Ciemek, jakie dziwne słówko...

                            Młodszy brat Omacka. A może bliźniaki ?
                            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.01.17, 22:42
                              O, właśnie coś tak. wink
                              • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.17, 21:11
                                to nie są bliźniaki, ich jest więcej, to tzw. krasnoludki języka polskiegosmile jest jeszcze Ciszek, Ciurek, Nienacek, Chyłek i Ukradek. Prof. Markowski kiedyś je odkrył, znaczy ich bycie krasnoludkami:

                                www.jezykowedylematy.pl/2012/10/krasnoludki/
                                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.17, 21:23
                                  smile
                                • szkorbut-lumbago Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.01.17, 23:14
                                  Jak się nad tym zastanowić to pan Profesor ma rację wink
                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.01.17, 17:43
                                    Czytam, usiłuję myśleć i zrozumieć, mózg dostał zeza i ani chu-chu!
                                    "Błysnął zębami w uśmiechu swoich rówieśników." Zdanko takie, dokładniuśka cycata, pada, chłopak rwie panienę. Konia zrzędę i szczerbatą owcę temu...
                                    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.01.17, 17:57
                                      Koń im coś ze środka zeżarł... A co to za dzieło?
                                      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.01.17, 18:24
                                        Pomijając kilka takich, zupełnie sympatyczna, choć bez erupcji jakiegoś superpomysłu i pretensji bycia dzieuem literackim troszku naiwna opowiastka o człowieku i psie, z grubsza biorąc. Susan Wilson "Dobry pies"
                                        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.01.17, 19:18
                                          W najnowszej lekturze (wersja elektroniczna, więc zakładam, że to elektrony namieszały wink) znalazłam wykrzynik "O la Boga!" O la Boga, o la la, olé! Od razu się humor poprawia.
                                          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.02.17, 16:59
                                            "Tajemniczy ogród" miałam od zawsze. Kilka dni temu w kartonie z uwolnionymi złowiłam dla koleżanki, która z kolei dla wnuczki, Jakoś tak z rozpędu przekartkowałam, a tam zamiast gila czerwonym gardziołkiem ... rudzik! Kogo mata hari?
                                            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.02.17, 17:27
                                              To teraz pojawia się pytanie, jak jest w oryginale...
                                              • antea89 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 05.02.17, 20:25
                                                W oryginale jest chyba "robin" (aż specjalnie zajrzałam na amazonie w "Secret garden")
                                                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 05.02.17, 22:24
                                                  No to rudzik wychodzi.
                                            • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.17, 18:54
                                              Rudzik, niestety. Przekonałam się o tym jeszcze zanim trafiłam na nowe tłumaczenie - obejrzałam film Agnieszki Holland i przeżyłam gorzki zawód, bo ten pitaszek acz sympatyczny, mało do gila był podobny.
                                              No i Dickon. W starym tłumaczeniu jest to po prostu Dick i takiego polubiłam. Z Martą też coś było nie tak... w oryginale była zdaje się Phoebe sad
                                              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.17, 19:12
                                                No, kudy mu do gola z czerwonym gardziołkem! Tak, ten Dicon! Fe!
                                                A co z Martą nie wiem, książkę oddałam.
                                                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.17, 19:13
                                                  gila! Nie zawsze precyzyjnie trafiam płetwą crying
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.02.17, 15:59
      Dałam jeszcze jedną szansę K Slaughter. I dobrze, bo "Geneza" całkiem mi się sprawnie czytała.
      Za to znowu znalazłam cudowność, pewnikiem odtłumaczową.
      - Ja ją wziąłem za tancerkę - wymamrotał ze wzrokiem wbitym w tablicę drogową. (...)
      - Tancerkę? Ma z sześć metrów.
      - Tancerki bywają wysokie.

      No faktycznie... Nieśmiało przypuszczam, że chodziło o sześć stóp, ale ja się nie znam...
      • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.17, 17:54
        Podobnie coś wyszło Janet Evanovich. Bohaterka przekonuje niedoszłą samobójczynię, żeby nie skakała z mostu, wrzeszcząc do niej z odległości 300 metrów. I parę jeszcze takich wpadek dystansowych było. Ale sześciometrowa tancerka lepszasmile.
        U pani K. Slaughter jeden małolat zdołał się walnąć w głowę ochraniaczem na łokieć. Założonym, nie trzymanym w łapce.
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.02.17, 17:04
          Na to jeszcze nie trafiłam. wink
          Za to potykam się o tłumaczenia długoszcza na system metryczny. Bo czytam, że jechał z dozwoloną prędkością 16 km/h, albo że coś tam w promieniu ośmiu czy szesnastu kilometrów i mi zgrzyta. No i na co to, żebym sobie z powrotem przeliczała na mile?...
    • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.17, 19:01
      Pisałam o tym na gęboksiążce, ale napiszę i tu, bo znamienne. Otóż gdyby mi ktoś powiedział, że przeżyję coś niezwykłego nad podręcznikiem nauczania początkowego, postukałabym się w głowę . A tymczasem i owszem. Przeglądając trzecią część "Tropicieli" dla pierwszej klasy znalazłam obrazki. Przedstawiały ten sam fragment miasta w przeszłości, obecnie i w przyszłości. I na domu, który w przeszłości był składem zboża, w teraźniejszości warsztatem czy czymś podobnym, w przyszłości widniał napis SEPULKI.
      Poczułam się jakby mi ktoś - ponad idiotyzmem edukacji, ponad reformami szkolnymi wszystkich formacji, ponad podstawą programową, Pimką i ciałem pedagogicznym - podał rękę z porozumiewawczym uśmiechem. I jeszcze puścił oko.
      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.17, 19:10
        Ilustrator lemofil? Ciekawe, czy pańcie wychwycą?
        • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.17, 20:38
          Gdyby jeszcze powiedziały dzieciom smile
          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.03.17, 21:48
            Zdumienie bardziej techniczne u Helclów, w opisie umeblowania sypialni - dwie wielkie szafy z maswerkami, niczym wziętymi prosto z okien kościoła Mariackiego.
            Kamienne te szafy ili z cegły?
            • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 22.03.17, 06:38
              Skrót myślowy, nieprawdaż....
              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 22.03.17, 17:06
                Pewnie prawdaż, ale ja wadliwa jestem i włącza mi się wyobraźnia, co przeszkadza w czytaniu. wink
                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 22.03.17, 18:54
                  Piękne, prawie jak z Mniszkówny wink
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.08.17, 09:31
      Arnaldur, mocno hardkorowy: W mieszkaniu Andreasa panował mrok. W powietrzu unosił się zapach jedzenia, właściwie smród, jakby przed chwilą zjadł sfrmentowaną płaszczkę z topionym smalcem baranim.
      Nie wiem, czy chcę dociekać... wink
      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.18, 18:57
        > smród, jakby przed chwilą zjadł sfrmentowaną płaszczkę z topionym smalcem baranim.

        nie wiem dlaczego tego wczesniej nie zauwazaylam - sfermentowana plaszczka to krewna tego smierdziucha , ktorego wam przywiozlam do Wwy. Wszystko to smierdzi laikowi a dla przyzwyczajonych pachnie jedzeniem i tyle, i co im zrobisz. Islandczycy maja swoje delikatesy. O smalcu baranim nie mam pojecia, ale pewnie smierdzi przepoconym przez lata swetrem welnianym.

        > Nie wiem, czy chcę dociekać... wink
        no to ja ci dociekłam, hi hi hi
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.07.18, 21:43
      Ze świeżo przeczytanego knota: Hake nalał sobie kubek gorącej, czarnej kawy z łyżeczką niesolonego masła i położył plasterek sera Roquefort na żytnim chlebie. To był jego przysmak. Nauczył się tego od jednego dokera w Dunkierce, kiedy był na szkoleniu we francuskiej policji.
      Nie czuję, czy ta kawa z masłem też od dokera, czy może tradycyjnie szwdzka. Asiu? Gatu?
      I jeszcze (kubek) napełniła wodą i wsypała kilka łyżek zupy z dzikiej róży. Miała elektryczną grzałkę, którą wsadziła do kubka. Ktoś wie zupę z dzikiej róży?...
      A dżin mojito ktoś wie?...
      • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.07.18, 22:44
        Hm, hm, mojito piły pani Róża z panią Lilą w hotelowym barze w przeddzień podróży na Karaiby. Kelner poinformował je, że mojito zawiera świeżą miętę i że był to ulubiony drink Hemingwaya. Ale dżin mojito? Szwaja nie wspomniała, jaki alkohol był w tym drinku.
        • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.07.18, 23:04
          Znalazłam takie
          www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://klaudynahebda.pl/szwedzka-zupa-owocow-dzikiej-rozy/&ved=2ahUKEwjO7LGR_JzcAhUDZlAKHd7IBx0QFjAAegQIBhAB&usg=AOvVaw1gQh23MRERwT0wGB2WSv-w
          Sama bym sobie przyrządziła. smile
          • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.07.18, 23:08
            Ooo, kawę kuloodporną też znalazłam!
            www.google.pl/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://portal.abczdrowie.pl/kochanie-co-ci-zrobic-na-sniadanie-kawe-z-maslem&ved=2ahUKEwiWnMS9_ZzcAhUSb1AKHYd1D44QFjABegQIAhAB&usg=AOvVaw3lsf8UOpbETkyopDjGKnmS
            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.07.18, 08:02
              Co za czasy... wink
              Czyli zupa to kisiel, a tłustej kawy mogę po prostu nie przyjąć do wiadomości.
              • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.18, 19:08
                Taaa, zupa to kisiel, juz wiesz. Sprzedaje sie w proszku i ujdzie, dlaczego nie. Kupuje sie tez gotowa w pudelkach tetry jak mleko, jogurt, czy sok - a nazywa sie zupa.

                Tlusta kawe pije sie tez w Szwecji bo ludzie macza sobie kanapki w kawie - maslo wiec im sie rozpuszcza i plywa okami po powierzchni. Strasznie mnie to dziwilo kiedy tu przyjechalam - jednak nigdy nie widzialam zeby lyzkami... ladowali do filizanki. Hmmm, nawet nie sprobuje.
                • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.08.18, 21:40
                  Cześć. Odświeżam sobie Anioła w kapeluszu i akurat czytam, Jonasz przyprowadzony przez Jaśminę i Mirona do Filaszkówki pożywia się krupnikiem i kluskami kładzionymi ze skwarkami. Jaśmina uważnie obserwuje, jak chłopiec zachowuje się przy dorosłych, jak prawidłowo się wysławia, z jaką wprawą posługuje się nożem i widelcem.
                  No i zastanawiam się, co Jonasz jadł nożem i widelcem: krupnik, kluski kładzione, czy herbatę z sokiem malinowym, którą gospodyni podała po obiedzie?
                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.08.18, 11:45
                    Stawiam na herbatę!
                    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.08.18, 12:17
                      Moze to byl krupniok nie krupnik albo kluski wielkosci malej foczki.
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.08.18, 13:28
                        Wielkie kluchy z wielkimi skwarkami. wink
                        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 13:42
                          Mniam wink
                          Niejaka Charlaine Harris (ileś tam ksiązek z Aurorą T.) - trzytygodniowe dziecko siedziało w foteliku. W zasadzie bzdura za bzdurą, przynajmniej co kilka stron jakiś kFiat, ale tym niemowlakiem mnie dobiła...
                          • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 13:55
                            Wunderkind. smile
                            • franula Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 14:24
                              a moja siostra znalazła że w poważnej książce poważnego wydawnictwa komuś sie zamieniły wieki z tysiącleciamismile
                              J.Thorwalda pt.: „ Dawna medycyna, jej tajemnice i potęga” Wydawnictwa Literackiego

                              np „W V w. p.n.e rozpoczął się okres suszy…” – logika wywodu wskazuje, że chodzi o 5 tysiąclecie, bo potem jest mowa o tym, co się stało w 3200 roku p.n.e.

                              np "w czasie Nowego Państwa, a więc w II w. p.n.e.” – tablica chronologiczna na początku rozdziału podaje, że Nowe Państwo to lata: 1567-1085 p.n.e.

                              Nie wymyślam, wydawnictwo skruszone potwierdziło błąd, co więcej napisało że książkę (przedrukz z Ossolineum!) czytało kilka osób i nikt nie zauważył....
                              • franula Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 14:27
                                a swoją drogą, wracając do bardzo starego tematu to u mnie w rodzinie mówiło się że Wigilia z niedzieli bywała kiedyś przenoszona na sobotę i nic to nie miało wspólnego z komunistami, rzekłabym przeciwnie - z wiarą

                                Wikipedia prawi:
                                "według tradycji ludowej (wciąż żywej np. na Kielecczyźnie), w latach, gdy 24 grudnia wypada w niedzielę, wigilia nie mogła być obchodzona, ponieważ „niedziela nie przyjmuje postu”. W takim przypadku wieczerzę wigilijną urządzano już w sobotę, a Boże Narodzenie świętowało się przez trzy dni. "
                          • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 20:23
                            W samochodowych fotelikach dla noworodkow naprawde sie siedzi juz w drodze ze szpitala. Siedzi sie i koniec. W foteliku. To takie sprytne foteliki.
                            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 21:11
                              Ten siedział gdzieś w domu.
                              • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.08.18, 22:02
                                Bo ten fotelik ruchomy jest i bardzo przydatny - dziecko przywiazane i nie drze sie, nie ulewa sie, widzi jak chce sobie popatrzec. Noworodki tez lubia sobie posiedziec.
                                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.09.18, 11:40
                                  No i, kurka wodna, jestem nawet het za noworodkami wink
                                  Ale:
                                  " -Halo, kto tam?-Głos na pewno należał do kobiety z wyższych sfer."
                                  " Po sposobie, w jaki szła w stronę furtki, domyślił się, że pochodziła z wyższych sfer."
                                  O ile głosowo może dałabym radę wychynąć ponad slums, to pewnie dobiłabym się chodem wink
                                  Wbrew pozorom to nie harlekin z XIX wieku, rzecz jak najbardziej współczesna, choć nieco egzotyczna. Smakowitych cycatych dużo więcej, ale ja więcej nie zdradzę, zanim nie zmęczę, a już jakiś czas męczę. Podobuje się?
                                  • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.09.18, 13:32
                                    A nie jest to po prostu nieudolnie przetłumaczone dzieuo?

                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.09.18, 13:55
                                    > O ile głosowo może dałabym radę wychynąć ponad slums, to pewnie dobiłabym się chodem

                                    To musisz przypomniec sobie swoj chod na lotnisku, przez wyjscie: Nic do deklaracli.
                                    To chyba to - kiedy ja przechodze, a mam za duzo papierosow i alkoholu. (dawne czasy) ale chod mi zostal i umiem na zawolanie. Wyzsza sfera jak cholera - kazdy widzi.
                                    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.18, 20:01
                                      Ha! Śniadanie po cze...chosłowacku - o poranku kapitan Exner rozmawia sobie z kelnerem:
                                      — Co by pan zaproponował mi na śniadanie?
                                      — Mamy szynkę i jajka. Jest też salami. Biała kawa, chleb, masło. Flaki. Świeżutkie, proszę pana.
                                      — W takim razie flaki. I czarną kawę. I wodę mineralną.

                                      No cóż...
                                      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.18, 23:28
                                        Moze to sniadanie w samo poludnie bylo? ja flaki o kazdej porze moge.
                                        Nie tak dawno grochowke z boczkiem jadlam na calkiem wczesne sniadanie... przed poludniem, znaczy. Trzymalo do kolacji. Pozywne.
                                        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 11:41
                                          Ja też mielone mogę zawsze, ale jednakowoż ta kawa i woda mineralna do flaków jakoś mi nie końweńjują, pomijając flaki, które obok śledzi, nóżek i salcesonu uważam za niejadalne wink
                                          • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 12:24
                                            Dlaczego do flakow. Wszystko na raz sie zamawia zeby nie zawracac glowy i nie czekac dwa razy. Najpierw woda na suszenie po wczorajszym, potem flaki. kawa na przed albo po flakach, duszkiem wypita na przebudzenie.

                                            Ja w czasach mlodosci zamawialam jednoczesnie kawe i piwo zeby dwa razy nie czekac na kelnera i doniesienie. W owych czasach czasem to godzine trwalo zanim sie czlowiek obslugi doczekal. Pilam osobno przeciez, nie mieszalam sobie.

                                            Ewuniu, jakbysmy razem gdzies trafily to je twoje nozki, sledzie i salceson chetnie przejme. Flaki ci tez bym zakosila. Nie zmarnowaloby sie.
                                            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 12:37
                                              A za ile kokletów???????
                                              • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 12:57
                                                ja bym dla ciebie, Ewuniu, wszystkie moje koklety spod serca sobie wyrwala z bolem big_grin

                                                Koklety pozniej sama bym sobie odbila domowo, umiem.
                                                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 16:32
                                                  Wzruszyłam się, Asiu!
                                                  Ja też umiem, ale zawsze cudzesy mi lepiej smakują wink
                                          • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 12:31
                                            A mnie się przypomniała scena z "Córki czarownicy na huśtawce" Czajki, kiedy przybyłe w odwiedziny bardzo małoletnie wnusie wmówiły babce, że na śniadanie tylko ogórki kiszone i czarną kawę dostają w domu. Tego, że smarkate spawiowały, można się było spodziewać, ale że babka uwierzyła kilkulatkom...?
                                            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 13:00
                                              E tam, pawiowac po kawie z ogorkami to juz lekka nadwrazliwosc. Ja bym chyba wytrzymala.
                                              Na miejscu tej babci tez bym uwierzyla, nie takie gusty kulinarne juz widzialam i slyszalam.
                                              • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 13:07
                                                Wiesz Asiu, dziewczynki nie miały więcej niż 4 - 5 lat.
                                                • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 13:17
                                                  to jeszcze trzeba się zastanowić, na ile można (było) wierzyć Czajcesmile za dobrą historię nie ona jedna wiele by oddała...
                                                  • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 13:26
                                                    Też prawda. smile
                                                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 13:30
                                                  Bluzeczko, takie dzieci maja zoladki jak dzwony, ale faktycznie potrafia wymiatac dla samego wymiatania. Ale skoro robia sobie glupie zarty to i niech same za to placa. Dziecko w sekunde po pawiu wraca do siebie jakby nigdy nic sie nie stalo.

                                                  (na wyklady o pawiach mi sie zebralo, hi hi)
                                                  • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 13:44
                                                    Profesor pawiologii stosowanej Asia.sthm. Ładnie wyglądałaby taka tabliczka na drzwiach Twojego gabinetu. smile
                                                  • eulalija Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 14:04
                                                    Jako dziecko dysponowałam kaczym żołądkiem.
                                                    Tak nazywali to rodzice.
                                                    Jak sobie wspomnę niektóre swoje pomysły to zastanawiam się czy do łazienki się nie przenieść.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.11.18, 19:10
                                                    U mnie był strusi. wink Zresztą do tej pory jest, zawiadamia o swoim istnieniu tylko z powodu tzw. nerwów.
                                                    Wracając do kapitana i jego flaków - rano to było poranne, nie okołopołudniowe, bohater nie cierpiał na syndrom the day after (szybciutko przez myśl przemknęło, ale nie), wszystko w normie. Jednakowoż też miałam wizję flaków popijanych kawą i mineralną. wink
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 28.11.18, 13:41
                                                    Mój też strusi, sprawuje się nadal wink
                                                    Wczoraj na zupełnym bezpticziu łyknęłam uwolniony w spożywczym kryminał z majorem Szczęsnym. Rzecz się ma w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia (nieprawdopodobne, że ludzie tak długo żyją!), traktuje o narkomanii, całą Warszawą rządzą jeden taki Blady i jego trzech pomagierów, przemyślenia Szczęsnego też cudne. Obśmiać się można dookoła łba! A na deser mały pokój "na mansardzie", w nim narkoman ze swoją narkomanicą, łóżko, szafa, zapewne coś jeszcze, wpada ekipa emo w składzie najmniej trzyosobowym, no i jeden ze składu emo wolnym krokiem po tej ogromnej przestrzeni spaceruje od okna do ścian, potem do drzwi i znów do okna wink
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 28.11.18, 18:55
                                                    A ja się znowu wydziczę na tłumacza, powiedzcie mi, żebym przestała, bo się zmierzła robię. Ale muszę, bo się uduszę. W "Jarmarku świętego Piotra" oficerowie kładą denata na desce i niosą do kaplicy, w innym miejscu doprowadzają aresztowanych, jeszcze gdzie indziej torują szeryfowi drogę przez tłum...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 28.11.18, 20:28
                                                    Może tłumacz w cywilu jest mundurowy, to znaczy, rozumiecie...
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 28.11.18, 23:57
                                                    Nie. To jest Irena Doleżal-Nowicka. Baba, znaczy. Nieświadoma, biedactwo, że "officer" to po prostu funkcjonariusz, jeżeli jej brzmiało zbyt współcześnie, mogła go nazwać ceklarzem albo po prostu żołnierzem, bo ci tam szeryfowscy ludzie byli czymś więcej, niż miejskimi pachołkami. Ale niewiele więcej i na miano oficerów nie zasługiwali żadną miarą.
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 00:10
                                                    O, Arthur podpowiedział mi uniwersalnego "strażnika". Jak najbardziej.
                                                  • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 08:16
                                                    Mnie do głowy przychodzili wtedy "zbrojni". Szeryf i jego zbrojni.
                                                    A przedtem obie chyba popłakałyśmy sobie nad bratem infirmerem ? Ja zresztą dotąd szukam w tejże głowie (no, nieszczególnie intensywnie, ale troszkę szukam), jak się to mogło zwać. Jestem przekonana, że zetknęłam się kiedyś ze słowem, określającym mnicha, zajmującego się leczeniem braci zakonnych i nie tylko. No i cały czas zgrzytają mi braki - np przy "bramie" sama do siebie szepcę "furta".
                                                    Minerwo, to chyba powiew wiatru od wietrznej choroby Chomika (oby zdrowiał szybko i gładziutko) przeniósł nasze utyskiwania na tłumaczenie Cadfaelów do tego wątku z lekturowego ?
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 10:35
                                                    wiki mówi o bracie infirmarzu, ale tez mam wrażenie, ze ja gdzieś kiedyś coś innego widziałam i że to chyba było raczej z zielarzem skojarzone... w sensie łączonej funkcji hodowcy ziół leczniczych w ogrodzie klasztornym i lekarza.

                                                    a przekonanie, że wyżwym pani tłumaczka dlatego żenujące błędy popełnia, gdyż kobietą jest, jest głęboko nieuprawnione - to zwykłe nieuctwo. jako jednostka kształcąca w porywach adeptów translacji mogę zaświadczyć, że niechęć do kwerend (zwanych riserczemsmile i braki w wiedzy ogólnej są niezwykle sprawiedliwie rozdzielone między płciamisad
                                                  • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 11:34
                                                    jottka napisała:

                                                    > a przekonanie, że wyżwym pani tłumaczka dlatego żenujące błędy popełnia, gdyż k
                                                    > obietą jest, jest głęboko nieuprawnione - to zwykłe nieuctwo. jako jednostka ks
                                                    > ztałcąca w porywach adeptów translacji mogę zaświadczyć, że niechęć do kwerend
                                                    > (zwanych riserczemsmile i braki w wiedzy ogólnej są niezwykle sprawiedliwie rozdzi
                                                    > elone między płciamisad

                                                    Ale jednak domeny zainteresowań wciąż jeszcze niezupełnie. Rozdzielone są, znaczy. Wciąż wszystko, co mundurowe i bijatyczne częściej interesuje panów niż panie. Więc przypuszczam, że Minerwa to miała na myśli.
                                                    A propos kwerend : kiedy jeszcze próbowałam zostać tłumaczką literatury przepięknej, pewne wydawnictwo mnie wypróbowało, a potem dało KSIĄŻKĘ do przetłumaczenia. Rzecz się działa w Nordzie, czyli we francuskim regionie kopalń węgla, w latach 50'. Bohaterowie albo fedrowai na przodku, albo wypoczywali wędkując, albo grali w nogę. Trzy dziedziny, na których się nie znam, więc ogrom przewidywanej kwerendy mnie przytłoczył. Ale najgorsze były dialogi okraszone miejscowym dialektem. Przez chwilę miałam pomysł, żeby to oddać gwarą śląską, ale uświadomiłam sobie, że ją też znam tyle, co z 4 pancernych. No i zre-zyg-no-wa-łam. Odpowiedzialnie. Teraz, kiedy patrzę na wydawane tłumaczenia, to mi się łezka w oku kręci.
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 15:00
                                                    > Ale jednak domeny zainteresowań wciąż jeszcze niezupełnie. Rozdzielone są, znaczy. Wciąż wszystko, co mundurowe i bijatyczne częściej interesuje panów niż panie. Więc przypuszczam, że Minerwa to miała na myśli.

                                                    nieno, ja się domyślam, co miała na myśli, tyle że w odniesieniu do tłumaczenia tekstu obracającego się w klimatach średniowiecza to rzewnie nieuprawnione, bo współczesny maniak wojskowości płci męskiej z równym zapałem napisze o oficerach itepe, co cytowana pani - kluczem jest stosowna erudycja (lub wyczucie jej brakusmile, płeć jest bez znaczenia, bo nie chodzi tu o prywatne wypowiedzi pani iks czy pana igrek na tematy mniej lub więcej im znanesmile jest zadanie do zrobienia, to je robimy, w razie czego (a tak jest zwykle) wspomagając się riserczem wszelakim.

                                                    gat, że tak sobie pozwolę, ty naiwna jak dziecko we mgle byłaśsmile każde, podkreślić każde, tłumaczenie wymaga maniackiego wprost zamiłowania do szaradziarstwa i kwerendy, najniewinniejszy i tysiąc pińćset razy tłumaczony akt urodzenia zawsze będzie skrywał w sobie ten jeden skrót, frazę czy inne świństwo, którego deszyfracja zajmie ci potworną ilość czasu... znajomość języka to rzecz jedna i bardzo ważna, ale umiejętność przeprowadzania kwerend błyskawicznych (oraz zaprowadzenie sieci licznych znajomych fachowców z dziedzin najbardziej nieprawdopodobnychsmile jest rzeczą równie podstawową.

                                                    a ponieważ równocześnie tłumaczenia - zwłaszcza literackie - są przeciętnie bardzo słabo płatne w kraju naszym, to efekty widzimy. tyle że ta mantra dotyczy nie tej jednej dziedziny i tu może zamilknę smutno.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 16:33
                                                    A brat szpitalnik? Gdzieś go spotkałam, ale mi dziś Niemczysko przemarzło na cmentarnej imprezie i nie pamiętam gdzie...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 19:57
                                                    Raczej nie, są szpitalnicy i jest wielki szpitalnik, ale to inna bajka. A tego od ziółek w moździerzu tłuczonych poszukałam z ciekawości przez chwilę, wynalazłam (poza Wiki) infirmarza i infirmierza. Których teraz należałoby porządnie sprawdzić. smile
                                                    Co do reszty, w tym pci tłumacza, zdecydowanie zgadzam się z Jottką.
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 21:18
                                                    Taki brat od ziółek, patrz Cadfael, nazywany jest herbariuszem, przy czym mnie osobiście bardziej podobałby się herborysta, jak Seweryn w "Imieniu róży". Szpitalnicy rzeczywiście utrzymywali szpitale i przytułki, infirmeria w klasztorze była za mała jak na ich ambicje smile Damski odpowiednik takiego od infirmerii nazywa się do dzisiaj siostrą infirmerką, więc infirmarz chyba pasuje? Infirmierz zresztą też... smile
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 00:21
                                                    P.S. A może infirmer?
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 20:58
                                                    Współczesny maniak wojskowości z pewnością średniowiecznego siepacza nie nazwałby oficerem, ponieważ doskonale wiedząc, co to słowo znaczy obecnie, prędzej ugryzłby się do kości w te dwa palce, którymi się salutuje, niż użyłby ich do napisania czegoś tak niezgodnego z jego najgłębszym przekonaniem. Bo on wie, co to jest oficer, i jakie ma funkcje. No i niestety, statystyka jest nieubłagana - wśród tłumaczy jakkolwiek znających się na wojskowości, już nie mówię o maniakach, jest zdecydowanie więcej facetów. Powiedziałabym, że płeć piękna jest tam reprezentowana słabo lub zgoła wcale. A coś o tym wiem, bo te tony cegieł w okładkach feldgrau, które zawalają nam mieszkanie, nie tylko odkurzam smile Właściwie mało odkurzam...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.11.18, 21:56
                                                    Siepacza zapewne nie nazwałby oficerem nikt. A tłumaczowi do pracy potrzebne jest nie "najgłębsze przekonanie" i gryzienie czegokolwiek, tylko warsztat.
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 00:20
                                                    Warsztat warsztatem, a ciupazka ciupazkom. Niektórych błędów nie robi się nie wskutek wysokich kwalifikacji warsztatowych, tylko odruchowo, dzięki jakiej takiej znajomości ojczystego języka i elementarnej przytomności umysłu.
                                                    I jakże, Balamuku, nie nazwałby, kiedy właśnie nazwał? Dla ścisłości nazwała, Irena Doleżal-Nowicka, wielokrotnie i w warunkach recydywy, i o to mam do niej ciężką pretensję, która stała się początkiem tej dyskusji. I doprawdy, może czasem lepiej byłoby się w coś ugryźć (choć to brzmi nieprofesjonalnie), niż sadzić takie babole.
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 00:27
                                                    po primo - zgadzam się z bałamukiemsmile

                                                    po sekundo - to jest jednak mylenie pojęć. ilość, o ile dobrze pamiętam, przechodzi skokiem w jakość tylko w pewnych zarzuconych koncepcjach filozoficznychsmile przewaga (jeśli istnieje) tłumaczy nad tłumaczkami w dziedzinie ksiąg ogólnowojskowych świadczy niewątpliwie o tym, że oni częściej dostają zlecenia. ale już niekoniecznie o tym, że to dlatego, że te tłumaczki in toto takie beznadziejne, tylko że np. stereotyp działa na ich niekorzyść. na analogicznej zasadzie tłumaczenie kulinariów zleca się kobietom, a potem patrzymy w podziwie na mylenie szalotki z szarlotką i tak dalej.

                                                    czyli wracam znowu do kryterium fachowości tłumacza / tłumaczki, która nie rodzi się z płci, a nawet nie z ulubionej dziedziny (okręty wojenne, szydełko afgańskie, badanie mrówek), tylko - jak słusznie podnosi bałamuk - z ciężko wyuczonego warsztatu. dzięki czemu, owszem, teksty zdecydowanie nas przerastające poziomem skomplikowania, oddajemy na wejściu, ale też umiemy ocenić ów poziom i błyskawicznie przeliczyć na czas / stawkę / umiejętności reserczu / pomoc konsultanta, czy jednak przy odpowiednim wkładzie pracy i wsparciu fachowym nie poradzimy sobie śpiewający, a czytelnicy będą zadowoleni. gdyby tłumacz brał tylko zlecenia z ukochanej tematyki, to by z głodu zszedł po paru tygodniach, no chyba że ma inne źródła utrzymania. poza tym sama znajomość owej tematyki to nie jest warunek wystarczający do zrobienia dobrego przekładu.

                                                    tłumaczę m.in. (dobrze oceniane) książki popularnonaukowe z różnych dziedzin, specjalistą w żadnej z nich nie jestem, co jednak nie znaczy, że tłumacząc dzieło o zwierzakach nie odróżniam wróbla od strusiasmile przy każdej mam wsparcie fachowych fachowców, a i to z reguły nad niektórymi frazami czy opisami mordujemy się wspólnie, bo autorzy lubią rezygnować z języka naukowego i opisywać zjawiska, powiedzmy, fizyczne, korzystając z metafor zrozumiałych jedynie dla nich... to jest ciężka robota, a nie zgadywanki, ostatnio siedziałam w ciemną noc, rozgryzając zasadę działania tratw lipidowych, mimo że bliższą znajomość z (bio)chemią szczęśliwie zakończyłam w liceum. ale oświecony dyletant, a tym z definicji jest tłumacz, umie się zorientować w temacie i wie, kogo i w jakiej sprawie przycisnąć. i wtedy, jak w znanym szmoncesie, męczy się konsultantsmile

                                                    i że wrócę do przekładu z "oficerami" - nie miałam dzieła w ręku, ale czemuś przypuszczam, że są tam liczne błędy również w innych dziedzinach opisu oraz językowe. nieszczęsny "oficer" świadczy nie tylko o radosnej nieznajomości realiów przedstawianej epoki, ale i o tym, że tłumaczka przepuszcza kalki językowe, nie zastanawiając się nad ew. przesunięciem znaczenia. tego się uczy na stosownych studiach (pod hasłem: paranoja twoim najlepszym przyjacielemsmile - a razem nazywa się to ogólnie nieuctwem. ech.


                                                    i czy to znaczy, że właśnie odkryłam, kogo należy ciągnąć za rękaw, jak trafi mi się jakiś okręt wojenny przepływający skomplikowanym manewrem przez karty dzieła?smile
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 03:41
                                                    Znaczy, Jottko, znaczy smile Tudzież jak Niemcy zaczną strzelać z którejś ze swoich skomplikowanych maszynek do zabijania, szczególnie zaś jeśli będą przy tym kląć w swoim ojczystym języku, acz nie tylko, albo jak dyktator Masahuku zechce uraczyć gościa pokazem musztry paradnej, albo jak kapitana marynarki konnej ogarnie chuć i zacznie zdejmować z siebie polowy mundur ze wszystkimi detalami.
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 09:32
                                                    Naprawdę istnieje/istniało coś takiego jak marynarka konna?
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 16:33
                                                    Felis - nie 😊 To jest koncept mojego taty, w oryginale "marynarka konna na rowerach", co miało oznaczać dowolnie dziwaczny rodzaj wojska 😊
                                                  • gat45 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.12.18, 12:48
                                                    felis2 napisała:

                                                    > Naprawdę istnieje/istniało coś takiego jak marynarka konna?

                                                    ... a to z kolei przypomniało mi baaaaardzo brodaty kawał o wyjaśnieniu, udzielonym przez radzieckiego generała na widok morza, pokrytego po horyzont bąbelkami : "Eto nasza morskaja piechota - idiot da pajot".
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 13:34
                                                    miausmile chwilowo wprawdzie będę potrzebowała chyba riserczu technicznego odnośnie pojazdów samochodowych lat 50., ale niech mi tylko jakiś tygrys czy leopard się wyłoni zza krzaka! możecie się zacząć baćsmile
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.11.18, 16:29
                                                    Z samochodowymi też wal jak w dym, śp. Teść w latach 50 i później wykładał o nich na Politechnice, a w 70 i następnych zainfekował synów.
                                                  • gat45 o tłumaczach 01.12.18, 12:42
                                                    Warsztat - jasne.
                                                    Ale ile razy mowa o tłumaczeniach, tyle razy przychodzi mi do głowy wspomnienie fragmentu z "Wykładu Profesora Mmaa". Się nie oprę i przytoczę, może ktoś się uśmiechnie smile

                                                    +++++
                                                    [...]
                                                    - Z wielkim smutkiem mój Książę Formicus Czarny oraz całe Osiedle Formicae Czarnych przyjęło wiadomość o tym, że Jej Królewska Mość, Królowa Osiedla Formicae Białych, przestała składać jaja. Lecz i Wielki Książę, i całe moje Osiedle wzniesie wraz z panem, panie Pierwszy Ministrze, i wraz z całym Osiedlem Formicae Białych - nowy okrzyk: „Niech składa jaja Królowa!”
                                                    Pierwszy Minister nie mógł przyjąć do wiadomości oświadczenia, w którym jego osiedle, Osiedle TERMITÓW, zostało nazwane Osiedlem MRÓWEK BIAŁYCH. I Pierwszy Minister skinął na tłumacza.
                                                    - Ekscelencja Pełnomocna - powiedział tłumacz - rzekł, iż z wielkim smutkiem Jego Wielki Książę Formicus Czarny oraz całe osiedle TERMITÓW CZARNYCH przyjęło wiadomość o tym, że Jej Królewska Mość Królowa TERMITÓW BIAŁYCH przestała składać jaja. Lecz i Wielki Książę, i całe jego osiedle z wielką radością wzniesie wraz z panem, panie Pierwszy Ministrze, i wraz z całym naszym Osiedlem nowy okrzyk: „Niech składa jaja królowa!”
                                                    - Niech składa jaja królowa! - rzekł Pierwszy Minister.
                                                    [...]
                                                    EKSCELENCJA: - Gdybym znajdował się w pozycji ekwilibrystycznej na samym ostrzu języczka u wagi, uważałbym za ryzykowne zdejmować z jednej szali ten ciężar, który utrzymuje drugą szalę w równowadze.
                                                    TŁUMACZ: - Ekscelencja mówi, że zlikwidowanie ćwierciaków wzmoże siłę abdomenowców skrajnych i wywoła przesilenie gabinetowe.
                                                    MINISTER: - Powiedz mu, żeby nie wtykał nosa w nie swój abdomen i niech idzie do wszystkich opierzonych!
                                                    TŁUMACZ: - Pan Minister żałuje, lecz sprawy wagi należą do Głównego Urzędu Miar, na który Pan Minister nie ma żadnego wpływu. Pan Minister nie wątpi, że jeszcze nieraz będzie miał sposobność wszystkie te niezwykle interesujące sprawy omówić z Ekscelencją.
                                                    EKSCELENCJA: - Jeżeli pan Minister życzy sobie jeszcze jeden raz sprawy te poruszyć, rad byłbym, gdyby uczynił to przed godziną siódmą.
                                                    TŁUMACZ: - Ekscelencja żąda ostatecznej odpowiedzi przed godziną siódmą.
                                                    MINISTER: - A jeżeli nie?
                                                    TŁUMACZ: - Pan Minister rad by wiedzieć, kiedy mógłby liczyć na rozmowę z Ekscelencją, gdyby zajęcia związane z wielkimi wydarzeniami bezpłodności pochłonęły cały jego czas do godziny siódmej?
                                                    EKSCELENCJA: - Niestety, po godzinie siódmej będę zajęty przygotowaniami do powrotu do mego Wielkiego Księcia Formicusa Czarnego.
                                                    TŁUMACZ: - Ekscelencja grozi zlikwidowaniem przedstawicielstwa.
                                                    MINISTER: - Powiedz mu, że nie jestem larwa i nie dam się nastraszyć.
                                                    TŁUMACZ: - W tym wypadku pan Minister, w imieniu Jego Królewskiej Mości, prosiłby Ekscelencję o przesłanie jak najlepszych życzeń Wielkiemu Księciu Formicusowi Czarnemu.
                                                    EKSCELENCJA: - Jestem przeświadczony, że Wielki Książę Formicus Czarny prześle ze swej strony jak najlepsze życzenia Jego Królewskiej Mości za pośrednictwem posła Jego Królewskiej Mości.
                                                    TŁUMACZ: - Ekscelencja grozi wyrzuceniem naszego przedstawicielstwa.
                                                    MINISTER: - Powiedz mu, że mam go gdzieś!
                                                    TŁUMACZ: - Pan Minister pozwala sobie zapytać Ekscelencję, co to jest godzina siódma.
                                                    EKSCELENCJA: - Najlepszą definicję godziny siódmej znaleźć można w Głównym Urzędzie Miar.
                                                    TŁUMACZ: - Ekscelencja odpowiada, że ma pana Ministra także gdzieś.

                                                    ++++

                                                    {Bałamuku, pamiętasz ?}
                                                  • balamuk Re: o tłumaczach 01.12.18, 14:02
                                                    A jak! big_grin
                                                    Przy okazji - ja wiem, Gatu, że miałam zrobić korektę i nawet kawałek poprawiłam, ale czasu jakoś i warunków nie staje...
                                                    Blamuk skruszony.
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.12.18, 17:29
                                                    Co do warsztatu, to masz Jottko rację, i jej nie masz. Masz, oczywiście, bo sprawny tłumacz wsparty researchem jest w stanie przetłumaczyć wszystko łącznie z ABC młodego pingwinologa, i to tak, żeby nawet starzy pingwinolodzy nie zgrzytali zębami. Aaa przynajmniej być powinien, ale to już inna para kaloszy. A nie masz, bo nie bez powodu całego Pratchetta dostał do tłumaczenia doktor matematyki, który w danym momencie siedział w fantastyce po uszy od iks lat i zawodowe ostrogi zdobywał przekładając opowiadania do fanzinów. I nie bez powodu za "Działa Nawarony" (badałam kiedyś ten przekład z punktu widzenia stylistyki, jest naprawdę dobry) wziął się Adam Kaska, AKowiec, LWPowiec, politruk i wojak. Albowiem, jak mawiał Don Camillo, albo się w czymś siedzi, albo nie siedzi. Ja zaś wolę, jak tłumacz siedzi. Ponieważ, że się tak powtórzę, warsztat warsztatem, a ciupazka ciupazkom. I gdyby jakieś katolickie wydawnictwo powiedziało Arthurowi, że nie da mu do tłumaczenia mistyków nadreńskich, nie uznałabym tego za obrzydliwą dyskryminację z powodów religijnych, bo on panie tego protestant, tylko za proste stwierdzenie faktu, że sam warsztat do tego nie wystarczy. I że lepiej sobie z tym poradzi ojciec Bielecki od karmelitów.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.12.18, 18:49
                                                    Dowolny ojciec od karmelitów poradzi sobie, o ile potrafi tłumaczyć. Zacytuję Jottkę, bo celnie napisała: sama znajomość tematyki to nie jest warunek wystarczający do zrobienia dobrego przekładu. No nie jest, nierzadko zdarza się, że siedzący w czymś tam superfachman doprowadza później redaktora do migotania przedsionków. A Piotr Cholewa jest maniakiem fantastyki, ale przy tym zawodowym tłumaczem i zbiegło mu się idealnie, każdy by tak chciał i sama szczerze mu zazdroszczę. smile
                                                    Podsumowując, twoja ciupazka ciupazkom, a warsztat warsztatem, według mnie Jottka ma rację i już.
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.12.18, 21:50
                                                    1. Nie mówię o dowolnym karmelicie, tylko ojcu Bieleckim smile
                                                    2. Cholewa jest zawodowym tłumaczem, bo mu hobby wyewoluowało w drugi zawód. Nic tu się nie zbiegło, tak się czasem zdarza. I rzeczywiście, wówczas tylko zazdrościć.
                                                    3. Nie, nie każdy zawodowy tłumacz może (i powinien!) tłumaczyć wszystko. Tak jak nie każdy lekarz może leczyć każdą chorobę. Wśród tłumaczy też są specjalizacje. I niektóre teksty (w tej liczbie mistyków nadreńskich i w ogóle wszelką filozofię) daje się właśnie specjalistom.
                                                    4. Ale nie tylko. W bazie tłumaczy Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury oprócz personaliów i języka jest także rubryka "specjalizacja", tu są podane informacje często dość szczegółowe. W swej naiwności sądzę, że tam podane są dziedziny, na których dany tłumacz zwyczajnie się zna, i jeśli nieobca mu jest np. historia średniowiecza albo barwa i broń, to nie będzie jeńcowi przywiązywał nóg do ostróg (autentyk!) tylko raczej do strzemion, uniknie także walenia barbakanem w zamczyste wrzeciądze (dobra, to już nie autentyk, tak się wytrząsał Sapkowski).
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.12.18, 22:28
                                                    Znaczy, ciupazka w warsztacie niezbędnawink

                                                    Kiedyś nam się z kolegą zgadało, że był on studentem pana Cholewy. No i kiedyś studenci czekali na korytarzu na pana doktora. Gadali sobie i czekali, i czekali i gadali, i nagle zorientowali się, że kwadrans akademicki minął, a pana doktora niet. Ale też ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby zajrzeć do sali. Gdzie pan doktor oczywiście był, czytając sobie spokojnie książkę. Skruszeni studenci weszli na zajęcia, zajęli miejsca, na co pan doktor książkę zamknął, oświadczył, że kwadrans akademicki minął i spokojnie opuścił salę.
                                                  • minerwamcg Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.12.18, 22:59
                                                    A tak swoją drogą, czy Cholewa tłumaczył coś z matematyki? smile
                                                  • ewa9717 Znów kulinarnie 22.01.19, 11:20
                                                    Czytam w "Skorumpowanych" Dona Winslowa (chyba się poddam w połowie 281 na 591, bo choć pomysł niezły, rozwlekłe do wypęku): "Zamawiają deser - szarlotkę z wielkim kawałami sera cheddar..."
                                                    Nie ogarniam smakowo czy znowu coś nie tak z tłumaczem?
                                                  • jottka Re: Znów kulinarnie 22.01.19, 15:11
                                                    oryginał dajciesmile czasem idiotyzm nie taki zupełny, są ciasta czekoladowe z serem pleśniowym, nasza szarlotka to nie szarlotka w rozumieniu francuskim, a w ogóle może chodziło o to-co-się-je-po-obiedzie typu sałata, sery, deser i ktoś to skrócił?
                                                  • asia.sthm Re: Znów kulinarnie 22.01.19, 15:51
                                                    zgaduje, ze to apple pie with cheddar cheese
                                                    www.google.com/search?rlz=1C1AVFA_enSE785SE785&biw=1366&bih=657&tbm=isch&sa=1&ei=1yxHXI_-Kca6sQGCpoLoCQ&q=apple+pie+with+cheddar+cheese&oq=apple+pie+withcheddar+cheese&gs_l=img.1.0.0i7i30l2j0i7i5i30.60517.64750..66886...0.0..0.118.340.3j1......0....1..gws-wiz-img.UUNWuxz12LU

                                                    nawet zgadzaja sie te wielkie kawaly. Szarlotka nie szarlotka, tlumaczowi widocznie wsio ryba
                                                  • ewa9717 Re: Znów kulinarnie 22.01.19, 16:10
                                                    wink
                                                  • jottka Re: Znów kulinarnie 22.01.19, 16:15
                                                    no, czyli zwykłe niechlujstwo, dość typowe, gdy mowa o kulinariach... trzeba było pisać o placku z jabłkami czy czymś takim, bo szarlotka u nas ma za silne skojarzenia z trochę innym ciastem i dodać przypis, że to tak naprawdę, proszę czytelnika, niektórzy Amerykanie tak lubiąsmile
                                                  • balamuk Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 18:40
                                                    Nie wiem, czy kulinarnie.
                                                    Peter James, "Śmierć na sprzedaż": Ubrany w płowy skafander, białą nylonową koszulę włożoną na siatkowy podkoszulek, szare flanelowe spodnie i wegańskie sandały.
                                                    Szczerze wam powiem, boję się sprawdzić w Internecie...
                                                  • jottka Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 19:59
                                                    osobliwesmile ale pognałam do Gugla, to faktycznie trudno krócej opisać... są wegańskie buty, torby i inne ciuchy, tyle że nam przemożnie się określenie z jedzeniem kojarzy. hm. można niby pisać, że z tworzywa sztucznego albo naturalnych tkanin, albo nieskórzane, tyle że to nie tosmile

                                                    a czytałaś "Jeść przyzwoicie" Karen Duve? już chyba tu polecałam, ale co mi szkodzismile
                                                  • myq1 Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 21:06
                                                    Mnie powiedział wujaszek G., że to buty, przy wytworzeniu których nie ucierpiało żadne zwierzę.
                                                  • jottka Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 21:36
                                                    no właśnie dlatego ciężko zastąpić to określeniesmile tyle że "wegański" się powszechnie kojarzy z dietą bardziej restrykcyjną niż wegetarianizm, a to odniesienie do całości światopoglądu...
                                                  • asia.sthm Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 22:00
                                                    Musialam sprawdzic jakie to prawdziwie weganskie buty.

                                                    https://vegemoda.pl/wp-content/uploads/2015/12/buty-weganskie-jakie-powinny-byc-buty-dla-wegan.jpg

                                                    vegemoda.pl/buty-weganskie-jakie-powinny-byc-buty-dla-wegan/
                                                  • balamuk Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 21:35
                                                    A ekologiczne nie mogą być? Bo określenie "wegańskie buty" brzmi naprawdę idiotycznie spożywczo. Przy okazji - złamałam się i rzuciłam okiem do netu. I znalazłam reklamę "Vegan, Vegetarian Shoes", no rany, frutariańskich brakuje.
                                                    Książkę raczej sobie daruję, pewnie interesująca, ale chwilowo mój organizm odmawia dowalania sobie poczucia winy...
                                                  • minerwamcg Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 22:08
                                                    Asiu, cudności obuw! Jakbym w LARP ie miała grać tłustą elficę, byłyby jak znalazł.
                                                  • asia.sthm Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 22:56
                                                    Mnie troche ten obcasik zniecheca do dluzszego wystepu, ale tez mnie zachwycil weganski obuw.
                                                  • jottka Re: Znów kulinarnie 29.01.19, 23:31
                                                    "ekologiczny" może - i prawie na pewno - zostanie zrozumiany jako wyrób z czegoś pozyskanego w sposób nieszkodliwy dla środowiska, np. ze skóry zwierzęcia ustrzelonego w ramach jakichś zupełnie legalnych działań. albo odwrotnie - jako wyrób nieszkodliwy dla środowiska (bo łatwo rozkładalny itp.) i tu znowu buty skórzane mieszczą się jak najbardziej. a weganizm zakłada, że nie wolno korzystać z niczego, co wiąże się z czyjąś krzywdą (w wersji ekstremalnej ze śmiercią innej istoty).

                                                    to trudny światopogląd, a niezwykle godzien szacunku. ale fakt, leksykalnie to mamy sporo jeszcze do nadrobieniasmile
    • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.19, 13:20
      "Gwiazda Polarna, zwana po rosyjsku Zoria Połunocznaja(...)". Ogłuszyło mnie i przez czas jakiś nie byłam sobie w stanie przypomnieć северa.
      Później zaintrygowało mnie, czy to dzieło autora czy tłumaczki i znalazłam oryginał. Babola strzelili oboje, chociaż autora mogę zrozumieć i nawet mu wybaczyć. W końcu Amerykanin mógł pomieszać polski z rosyjskim i napisać "The midnight star, Zorya Polunochnaya(...)". Widocznie "polunocznaya" brzmiało mu bardziej słowiańsko, chociaż "polnocna" byłoby łatwiejsze. Ale nie ma zmiłuj, polska tłumaczka rosyjski od polskiego rozróżniać powinna, a skoro rosyjskiego nie znała, to jednak sprawdzić, czy aby na pewno jednostka anglojęzyczna nic nie pokręciła. No i autor słówka nie pisnął przecież, że to po rosyjsku.
      Jak już zaczęłam sprawdzać, to poszperałam za słowiańskimi bóstwami, i Zorze tyle mają wspólnego z Gwiazdą Polarną, że jest zorza polarna. Dalej sprawdzać nie będę, bo jak pominąć takie kwiatki, to czytadło jest przyjemne i można się pośmiać. O irlandzkich bóstwach i wymowie nic nie wiem, to mi nie będzie przeszkadzać.
      • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.19, 21:45
        a jak ja się szarpię i usiłuję dociec, czy autor cudzoziemski ptysia z pączkiem nie poplątał, to mnie tacy różni od czci i wiary odsądzająsad twoja tłumaczka albo z tych szczęśliwie bezproblemowych, albo tych, co się już poddali... choć sądząc po dopisku to raczej z tych pierwszych.

        w związku z czym nie zna się kto na tradycyjnych deserach sycylijskich?smile
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.02.19, 10:04
          Najwyraźniej nikt... wink
          Ja tu się jeszcze poczepiam P. Jamesa. W jednej z książek (handel żywym towarem, handel organami) pojawia się wątek rumuński. Czas akcji - nie chciało mi się szukać, ale na pewno po 2007 roku. Wrodzona łagodność sprawiła, że machnęłam ręką na mhoczne opisy Bukaresztu, pasujące raczej do minionej epoki, machnęłam ręką (choć z lekkim uniesieniem brwi w duchu WTF?) na powtarzające się wzmianki o rumuńskich rysach i "typowej dla Rumunów barwie skóry", ale zabiła mnie informacja, że w domu dziecka (z moich wyliczeń wynika, że nie wcześniej niż w 2001 roku) "Z rana zmuszano ich do śpiewania państwowych pieśni, a każdy, kto nie stał na baczność, obojętne chłopiec czy dziewczynka, dostawał lanie".
          No luuudzie...
          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.02.19, 13:04
            To coś jak te octy i musztardy - jedyni bywalcy sklepowych półek przez całą tę naszą wybrakowaną komunę wink
            A ja w jakimś czytadle tłumaczonym z angielskiego (nie pytajcie o tytuł, w zeszłym miesiącu przeleciałam, już nie pamiętam) wyczytałam o facetce, która miała włosy koloru malwy. I do dziś mnie męczy, że może różowe? Może niebieskawe? A i czarną malwę miałam wink
            Za to bez tłumacza, u rodaka (niejaki Leszek Herman "Latarnia umarłych" - męczę drugi tydzień ze względu na miejsce akcji rzadko się w książkach pojawiające: Darłowo, oba Darłówki, Koszalin, Szczecin) różne cuda, np. dom kryjący się za parkanem z siatki... Nie chciało mi się zaznaczać ani wynotowywać, ale takich malw mnóstwo wink
            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.03.19, 11:20
              Do pociągu wzięłam "Terapię" Kellermana i teraz mam zagwozdkę:
              " Zamówiliśmy sake i sałatkę ze skórek łososia..." Łososie, nawet w USA skórkę mają chyba taką jak te sprzedawane w Polsce, niech mi kto to pomoże ogarnąć...
              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.03.19, 11:21
                O i jeszcze: "Miał wąsik w kolorze rzadkiej owsianki". Czy gęsta owsianka ma inne wąsiki?
                • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.03.19, 12:39
                  Wujek G. pokazał zdjęcie sałatki z chrupiących skórek łososia z awokado i czymś tam, ale nie wyglądało to zanadto apetycznie. To chyba jakiś specjał kuchni chińskiej albo japońskiej, bo obrazek podpisany po ichniemu.
              • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.03.19, 12:57
                Te skorke sie frytuje na chrupiaco jak frytki - niektore obrazki nawet smakowite.
                www.google.com/search?q=salmon+skin+salad+recipe&rlz=1C1AVFA_enSE785SE785&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiryeDA9OXgAhWjo4sKHYgKB0MQ_AUIDigB&biw=1366&bih=657

                A co do koloru owsianki i wasow to sie nawet nie chce zaglebic w to zagadnienie - niesmacznie brzmi.
                • myq1 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.03.19, 13:27
                  Ale jak to - zdziera się skórę z łososia i wysmaża na chrupko? Oszczędni ludzie ci Azjaci, nic im się nie marnuje. A co robią z wątpiami? Oczywiście poza wątróbką z ryby fugu?
                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 17:30
                    Znowu szwedzkie, kryminał Carin Gerhardsen. Tapenada (myślałam, że coś egzotycznego, a to po prostu pasta z oliwek, nie dla mnie) i tradycyjne przyjęcie rakowe z obowiązkowymi czapkami z papieru i śliniaczkami. Asiu, brałaś udział? Opowiedz, zwłaszcza o śliniaczkach! smile
                    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 18:51
                      Balamuku, kazdy bral udzial - tu nie da sie wymigac od tej tradycji. Nie bede opowiadac bo internet ugina sie od przepieknych obrazkow.
                      Tu masz link do bogato ilustrowanego festu rakowego - wszystko jest wedlug przykazan, sliniaczki tez.
                      pasmallen.nu/arets-kraftskiva-med-extra-allt/
                      Mlodzi:
                      https://hemofritidonline.se/wp-content/uploads/2016/07/front-825x510.jpg

                      starzy:
                      https://www.johann-sandra.com/images/crawfish/sweden/kraftskiva-snaps.jpg
                      • se_nka0 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 18:54
                        Bardzo kolorowa ta tradycja smile
                        Az chce się dołączyć do biesiadników smile
                        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 19:04
                          A mnie jakoś raków żal...
                          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 19:16
                            Raków też mi żal, ale... To jest totalnie dekadenckie! wink))
                            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 19:24
                              Aj tam, zal rakow - raki caly rok czekaja na sierpien - jarzebina czerwona to i raki czerwienieja. Taki to raczy los big_grin
                              A pod kazde szczypce pije sie sznapsa i najpierw spiewa zeby moc wypic.
                              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.03.19, 19:37
                                I czy ja nie mam racji, że intuicyjnie ten kraj kocham? big_grin
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.10.19, 02:02
      Jakie ładne znazłam: Potem rozbudzona namiętność zaprowadziła ich nagie ciała do sypialni.
      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.10.19, 10:21
        A to dorzucę z rozpędu właśnie wyczytane: "W kącie, tuż przy lodówce (biedne lata pięćdziesiąte bidnej polskiej rodziny) stało jej łóżko, przesiąknięte zapachem zasmażki". Strasznie mnie ten łóżkowy zapach intryguje!
      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.10.19, 10:22
        balamuk napisałatongue_outotem rozbudzona namiętność zaprowadziła ich nagie ciał
        > a do sypialni.[/i] No i czego się czepia, na śpiku przecie namiętność prowadzić nie mogła! wink
        • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.10.19, 14:10
          Nie taka to ogromna namiętność, skoro w łóżku musiała osiągnąć finał. Na podłodze nie mogła? Albo na stole?
          W Skazie Małeckiego wyczytałam takie zdanie, pi razy oko:
          Wszedłszy do kuchni starej kobiety
          Gross zobaczył kartofle gotujące się w garnku przykrytym szczelnie płaską pokrywką.
          Kurcze, jasnowidz? Gdyby napisał, że poczuł zapach gotujących się kartofli, to tak.
          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.10.19, 14:19
            big_grin
            • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.10.19, 20:34
              hipotetycznie mogła to jednak być przezroczysta pokrywka, sama takie mamsmile
              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.10.19, 20:07
                Fajny jest też ogląd tzw. natury przez autorów, którzy są znawcami, bo przecież byli na wakacjach na wsi.Czytam (już nie pamiętam gdzie, ale było to coś "ambitniejszego" niż kryminał), że uciekinier dopadł lasu. I tu mu już pogoń niestraszna, bo przecież jako dziecko (tak minimum z ćwierć wieku wcześniej) poznał w tym lesie każdą ścieżynkę... Autor las chyba widział na obrazku, po tylu latach to już zupełnie inny las. A teraz u tej nieszczęsnej Mai Wolny dziewczęta dekorują ołtarz na święto majowe konwaliami, bzami i georginiami...
                • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.10.19, 21:20
                  Placek z malinami w październiku czy może nawet listopadzie. Nie jako łakoć niezwykły tylko zwyczajnie na wsi. Świat wprawdzie fantasy, ale czasy kreowane na dawne, szklarni na pewno nie mieli, a klimat ogólnie był lokalny.
                  Bohaterka zafascynowana wpatrywała się w odległą górę. W końcu wybrała się na wycieczkę i w jeden dzień do tej odległej góry doszła, wlazła na nią i wróciła do domu.
                  Niemowlę hodowane w sposób spartański rozdarło japę jak mu urządzono kąpiel w ciepłej wodzie, bo do zimnej było przyzwyczajone.
                  A największym zdumieniem było, że ktoś to dzieuo wydał.

                  • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.10.19, 21:43
                    Też często się zastanawiam, jakim cudem taki czy inny powieściowy koszmarek został uwzględniony w planach wydawnictwa. A dobre książki przez całe dziesięciolecia niewznawiane, że nie wspomnę o tetralogii
                    Vilhelma Moberga, której 1. i 2. tom (Emigranci i Imigranci), zostały wydane pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, natomiast tom 3.Osadnicy i 4. Ostatni list do Szwecji, do tej pory nie znalazły wydawcy. Nóż się w kieszeni otwiera!
                    • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.11.19, 11:14
                      Cały dzień szwendała się po mieszkaniu.
                      Mieszkanie to mikroskopijny pokoik i jeszcze mniejsza kuchenka, jak można się szwendać po taki metrażu?
                      Spojrzał na kobietę z natapirowanym jeżem.
                      Konia zrzędę i kierdel owiec temu, kto jeża natapiruje.
                      Takie i mnóstwo innych, ale lecę z pamięci, czyli z niczego, u Marty Zaborowskiej.
                      • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 05.11.19, 09:56
                        To w sumie jest nawet zabawne. Cos w rodzaju jak to moj nawalony kumpel w mlodosci, w pijackim skupiemiu podal mi zlozona na pol papierowa serwetke: - Masz, dzwigaj to.

                        Nie wiem dlaczego mi sie to skojarzylo ze szwendaniem sie po klitce albo natapirowanym jezem big_grin
                        Ten sam kolega juz na trzezwo, w swoim malutkim pokoiku u rodzicow, zapytany czy ma cokolwiek: Mam, tu sie gdzies poniewiera.
                        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.11.19, 15:43
                          Padłam.
                          Z dźwigu, który stał dokładnie nad nim, spadały z prędkością galopującego konia dwie tony zgniecionego metalu.
                          • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.11.19, 16:14
                            Widocznie koń galopuje z szybkością równą wartości przyciągania ziemskiego, hihi. smile
                            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.19, 18:40
                              No to jeszcze jedno, z tej samej bajki:
                              - DNA to rzeczywiście unikalny kod, bo nie ma dwóch ludzi o tym samym DNA… z wyjątkiem bliźniaków jednojajowych, czyli bliźniaków, którzy wyszli z tego samego jaja.

                              I co wy na to?
                              • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.19, 18:54
                                Tak podejrzewałam, że nie do końca są takimi zwykłymi osobnikami. Miałam rację. A jakby się jeszcze okazało, że to jajo kogut zniósł!
                                www.cassolettecafe.com/sad-nad-zwierzetami/3/
                                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.19, 19:15
                                  Rany, co za koszmar.
                                  Ja miałam całkiem nieszkodliwą wizję strusia, który stoi nad pękającym jajem i przygląda mu się
                                  z rosnącym frasunkiem...
                                  • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.19, 19:45
                                    Wiesz co? Przez chwilę w wyobraźni ujrzałam głupi wyraz "twarzy" tego gapiącego się na jajo z dziwną zawartością, strusia. wink
                                    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.11.19, 19:59
                                      O to to. big_grin
    • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.20, 08:52
      "iveco dobiło do świateł i umknęło w lewo, gdzie wykonało kilka piruetów, na skutek czego od jednej z opon odpadła felga.
      Zabłyszczała w słońcu, po czym zatoczyła się z brzękiem w pobliskie krzaki i przeszła do historii"

      Felga. Odpadła od opony.
      Trochę wcześniej były opinie bohaterki, że felgi na dziurach odpadają, tak było jest i będzie, ale że bohaterka jest szurnięta, to jeszcze nie byłam pewna, czy to nie taka przenośnia.
      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.20, 21:21
        Co tam opona z felgami! Jack Reacher: "Szyba w oknie była nierówna i przez cieńsze fragmenty było słychać głos Jacoba."
        • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.01.20, 21:53
          Odpowiedź na pytanie: - Co słychać? nie bez racji brzmi: - Zależy, gdzie się ucho przyłoży. wink
          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.05.20, 23:40
            Hi, hi. (...) prawdopodobnie liczyła sobie zaledwie cal mniej wzrostu niż dziewięć stóp i pięć cali Banksa.
            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.05.20, 10:30
              No to leleputkom nie była? wink
              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.05.20, 17:01
                Nooo! wink))
                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.05.20, 01:23
                  Tym razem z wiadomości: Po 10 maja 2020 roku oraz przewidywanym stwierdzeniu przez Sąd Najwyższy nieważności
                  wyborów, wobec ich nieodbycia, Marszałek Sejmu ogłosi nowe wybory prezydenckie
                  .
                  Jako poniekąd filolog, jestem do głębi zafascynowana.
                  • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.05.20, 01:39
                    Hihi. 😆
                    • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.05.20, 10:17
                      I ja. Tylko, kurna, pokąd, Balamuku!
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.05.20, 20:28
                        Też mnie to pytanie dręczy. sad
                        • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.05.20, 20:17
                          I proszę!
                          • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.05.20, 12:23
                            Ryba psuje się od głowy.
                            Dziś wyczytałam w Fakcie:
                            30-letnia mieszkanka Zabrza (woj. śląskie) wykazała się całkowitym brakiem nieodpowiedzialności. Kobieta opiekowała się swoim 7-miesięcznym dzieckiem, mają blisko 3 promile alkoholu w organizmie.

                            Za ten brak nieodpowiedzialności powinna otrzymać tytuł Prawdziwej Matki Polki! Mając 3 promile, nie odstąpiła od obowiązku opieki nad dziecięciem. Godne to i sprawiedliwe!
                            Trwa walka z alkoholizmem.
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.05.20, 02:29
      (...) i nadział na widelec kawałek tak zwanego jajka po szkocku – obtoczonego w warstwie kaszanki z wędzonym bekonem oraz usmażonego w mielonym mięsie.
      No i próbuję to sobie wyobrazić.
      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.05.20, 11:11
        O matuś, mnie się uzwojenie przegrzało! Gdzie taka smakowitość znalazłaś?
        • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.05.20, 12:18
          Znalazłam przepisy na jajko po szkocku, ale ograniczały się do opakowania jajka w mięso i panierkę, kaszanki z bekonem nie uwzględniając.
          Jajko po szkocku dodatkowo obtaczane kaszanką z bekonem - to tak w stylu dania powitalnego Janeczki dla ojca wracającego z kontraktusmile Co tam było? Schabowe, placki kartoflane i coś jeszcze, ale kompletnie nie pamiętam konfiguracji.
          • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.05.20, 12:52
            A mówią, że Szkoci skąpi są! wink
            Janeczka wymodziła klabzdrony, też nie pamiętam ich składu.
            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 25.05.20, 15:06
              Smakowitość z P. Robinsona, którym się końsekwentnie relaksuję. wink
              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.06.20, 00:37
                Dalej szkockie. Pani komisarz zamawia biały pudding z frytkami, podwójną solą i octem. I marynowane jajko. I sos pomidorowy.
                Mnie ten kraj fascynuje niemożebnie i czasem myślę, że w końcu mają tam w sklepach żarełko dla kotów i jakoś da sie przeżyć...
                • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.06.20, 01:04
                  Myślisz, że szkockie koty są karmione normalnym kocim żarciem??? wink
                  Czytam mojego Robinsona od miesiąca, zastopowało mnie na siedemdziesiątej stronie. Potem długo, długo nic i wreszcie czytam dalej. Dobrze by się czytało, gdyby nie relacja z procesu kobiety, która otruła ponoć męża, za co została powieszona prawie 60 lat wcześniej, niż toczy się akcja powieści. I wcale nie jest to nudne, tylko ta część drukowana jest drobniejszą czcionką. I ten drobiazg mi przeszkadza, bo jak wiadomo - diabeł tkwi w szczegółach!
                  Ponieważ bohater Trucicielki zamieszkał w domu tej kobiety i dąży do wykazania niewinności Grace Fox, nie sposób tego drobniejszego druku nie czytać. No i ślimaczy się czytanie!
                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.06.20, 13:43
                    Inspektor Banks, zaprawiony solidnie w czerep karafką, oprzytomniawszy podejrzewał, że może mieć wstrząs mózgu. Rozbity ep go bolał więc walnął sobie piguły przeciwbólowe, popił je whisky i w charakterze kierowcy wpakował się do samochodu.
                    • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.06.20, 14:12
                      Drobny ów fakt świadczy o tym, że wstrząsu mózgu jednak doznał!
                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.07.20, 22:34
                        Jodełka, kolejne podejście: Usiadła w kącie przy wielkiej dracenie, plecami do drzwi, żeby możliwie dyskretnie obserwować, czy ktoś nie wchodzi.
                        Ktoś mnie to wytłumaczy?...
                        • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.07.20, 23:32
                          To proste - na ścianie na wprost drzwi wisiało lustro, albo miała oczy dookoła głowy! Tertium non datur! wink
                          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 22.07.20, 09:27
                            Jest czecia datura! Miała oczy w dudzie!
                            • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.07.20, 02:13
                              Ewciu, jeśli miała oczy w dudzie, to kiedy siedziała, oczy jej zakrywało siedzisko krzesła, n'est pas?
                              Ty to mnie zawsze umiesz rozśmieszyć, nawet po drugiej w nocy! kiss
                        • apersona Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 22.07.20, 20:54
                          Usiadła tak, żeby znaleźć się za otwartymi drzwiami niewidoczna dla wchodzącego
                          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.08.20, 00:38
                            Amsterdam: "Mewy wygrzebywały śmieci spomiędzy kamieni brukowych. Kilku popołudniowych pijaczków stało cierpliwie w kolejce, by wrzucić puste butelki do pojemnika na szkło."
                            Ach, te różnice kulturowe... big_grin
                            • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.08.20, 09:01
                              Właśnie, u nas leżałyby - zarówno całe, jak i potłuczone - wszędzie, tylko nie na śmietniku. wink
                              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 23.08.20, 11:13
                                Na FB kursuje zdjęcie z Białorusi: z jakiegoś wiecu chyba, ci w najtylniejszych rzędach, żeby coś widzieć, powchodzili na ławeczki, takie zwykłe, parkowe. WSZYSCY NAJPIERW ZDJĘLI BUTY. To dopiero dudę urywa!
                                • m.y.q.2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.08.20, 04:49
                                  Co kraj, to obyczaj. U nas, gdyby ktoś spróbował wymóc na gostkach zdjęcie butów na ławce, zostałby w najlepszym wariancie wyzwany od najgorszych, a może majchrem by go potraktowali!
                                  Natomiast do swojego mieszkania w butach, za żadne skarby świata by nie wszedł!
                                  Zostawiają, paniska, buty na klatce schodowej!
                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.08.20, 09:15
                                    Model skandynawski. wink
                                    • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.08.20, 10:59
                                      I bardzo praktyczne rozwiązanie jak się ma zmieniające zęby zwierzątko.
                                      Koty też obgryzają buty, tylko są trochę mniej efektywne od psów. Chociaż może różnica wynikała też z różnicy w gabarytach.
                                    • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 27.08.20, 13:03
                                      balamuk napisała:

                                      > Model skandynawski. wink

                                      na klatce? Przy pierwszym sprzataniu wszystko by bylo pozamiatane, podloga umyta.
                                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.20, 17:02
                                        No nie na klatce, w przedpokoju, ale wchodzenie do mieszkania bez butów. wink
                                        A teraz w nzwiązaniu do kanapek z ogórkiem, które nam się tu kiedyś pałętały: weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,26226694,trzeba-umiec-i-wiedziec-wiele-rzeczy-by-ja-zrobic-fascynujaca.html
                                        • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.20, 17:56
                                          Ę, to wszystko przesądy światło ćmiące! Wynalazcą kanapek był Obelikx przekładający dwa okrągłe bochny ćwiercią wolu czy czymś! A starsze dziewczynki pamiętają z literatury młodzieżowej z akcją we wczesnych latach sześćdziesiątych talerze z kolorowymi kanapkami (tymi otwartymi, nie klapsznytami) jako ęą i wielki świat na prywatkach? wink
                                          • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.20, 18:30
                                            > jako ęą i wielki świat na prywatkach? wink

                                            Moja najstarsza siostra byla mistrz nad mistrzyniami. Zakasowala caly rodzinny talent w tej dziedzinie. Najmlodsza siostra jadala prawie jak Obelix pol chleba w poprzek, duzo okladziny, dobrze docisnac i miec rozdziaw paszczy jak wilk.

                                            A historia kanapek fascynujaca. Ja uwazam Dunczykow za mistrzow. No uwazam, bo calego swiata nie zwiedzilam ale konkurencji i tak nie umiem sobie wyobrazic.
                                            Glodna sie zrobilam big_grin
                                            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.20, 19:30
                                              aa TE DUŃSKIE TO CZYM CIĘ TAK ZACHWYCIŁY?
                                              • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.20, 20:02
                                                Czym zachwycily?
                                                pl.wikipedia.org/wiki/Sm%C3%B8rrebr%C3%B8d
                                                https://www.travelfoodie.se/wp-content/uploads/2018/10/smorrebrod.gif
                                                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 05.09.20, 10:45
                                                  Rychtyk kanapki prywatkowe z moich czasów licealnych, tylko obłozenie ciut droższe. wink
                                                  A ja dziś w wyciągniętym z głębin Dexterze czytam o panience w ceglanym sweterku. Twardy chyba troszku?
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 05.09.20, 11:55
                                                    Sweterek ceglany, majteczki blaszane. A buty cementowe.
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 06.09.20, 16:19
                                                    a łeb zakuty... i tym sposobem rycerz juz ubrany.
                                                  • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.09.20, 19:57
                                                    Moja Babcia na wszelakie rodzinne imprezy serwowała połmiski kanapek. Na każdym półmisku - inny rodzaj obłożenia, ale wszystkie danego rodzaju IDENTYCZNE, nawet jak np plasterki rzodkiewki były do dekoracji, to wsie identycznej wielkości. Szkoda, ze wtedy nikt nie robił fotek tego co na stole....
                                            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 01.09.20, 19:31
                                              Czyli Młodsze, wychowane na moich artystycznych kanapkach, nie powinno mieć w Danii kompleksów. wink
                                              Kanapki imprezowe robiliśmy w latach 80' też. A i ze trzy lata temu dziecko przyjaciółki przygotowywało imprezkę
                                              urodzinową i zagoniło siostrę, matkę i ciotkę do produkcji kanapek. smile
                                              Fajny artykuł.
                                              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.09.20, 17:31
                                                Przy okazji wysyłania kumpeli obiecanego linka do Armady weszłam sobie losowo na analizę
                                                McDusi i przeczytałam fragment tekstu źródłowego: "Przezornie postanowili wyruszyć
                                                nieco wcześniej, niż było trzeba (...), a to ze względu na warunki atmosferyczne oraz
                                                korki, które to elementy mogły jeszcze w ostatniej chwili podnieść szansę zadziałania
                                                ślubnego fatum."
                                                O święci młodziankowie...
                                                • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.09.20, 14:47
                                                  właśnie pod przymusem studiuję przekłady "Poezyj" Michała Anioła w wykonaniu Lucjana Siemieńskiego, język mi się zdaje dziwnie podobny...smile
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.09.20, 19:22
                                                    Ajajaj, boli. Dlaczego musisz koniecznie Siemieńskiego?
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.09.20, 11:46
                                                    bo alternatywą jest Staff ("Piękniejsza jesteś daleko od rzepy/ Twe zęby mają białość pasternaku" - to chyba komplement...).
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.09.20, 12:15
                                                    Staff jednak weselszy wink
                                                    A ja czytam w serii z Wistingiem: Mężczyzna wygladął na mieszkańca Europy Wschodniej. Asiu, jak wy tam, Norwegia to prawie Szwecja w końcu wink od pierwszego kopa poznajecie, ze ktoś mieszka tak cirka ebałt między Niemcami a Rumunio-Bułgarią? wink
                                                    I: Miał zaciśnięte mięśnie twarzy. Ćwiczę to zaciskanie mięśni na obliczu od wczoraj, ale jeszcze nie mam efektów.
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.09.20, 17:08
                                                    Raczej tak, ja też poznaję kto skad pochodzi, a przynajmniej mniej wiecej. Nawet zakłady wygrywałam stawiajàc jak na konie za przeproszeniem.
                                                    Europa tzw. wschodnia inaczej sie nosi, inna budowa głowy i inna pogoda na obliczu. Inny klimat znaczy, te spięte mięśnie to przeciwieńtwo pogodnego oblicza.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.09.20, 20:17
                                                    Te zaciśnięte mięśnie twarzy miał akurat rodowity Norweg. wink
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.09.20, 21:27
                                                    Aaaa, to przepraszam.
                                                    Norwegom też się ścina, przeważnie z zimna.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.09.20, 22:18
                                                    big_grin
                                                    A Porębowicz nie?...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.10.20, 14:39
                                                    Ciekawostka: Na dzikich rabatkach po obu stronach drogi kwitła cykoria, trybula leśna i żmijowiec zwyczajny. Na Gotlandii dba się o przydrożną florę tak bardzo, że zimą nie posypuje się dróg solą.
                                                    Dzikie rabatki trochę mnie przerastają, ale ekologiczne podejście wprawia w podziw. smile
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.10.20, 15:22
                                                    W 2018 po 30 latach skrobania drog, sol na niektorych odcinkach wrocila. Nie duzo tych odcinkow i glownie dla samochodow dostawczych gdyz gwozdziastymi oponami niszczyly asfalt.
                                                    Testuje sie metody solooszczedne czyli soli tyle co kot naplakal i zaraz szybciej niz wsiaknie zamiataja.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.10.20, 20:54
                                                    Tak czy inaczej, podziwiam. smile
                                                    A teraz coś, co mi zrobiło krzywdę: Po śledziu, słabym piwie i kawałku tortu z truskawkami
                                                    Nieważne, co było dalej, zestawienie śledzia z tortem jakoś mnie zabiło. sad
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.10.20, 21:51
                                                    to byl skrot myslowy na caly obiad, sledz z dodatkami popity piwem 2.8% kupionym w spozywczaku (po mocniejsze idzie sie do monopolowego). Tort na deser, kawa w domysle. W brak kawy trudno uwierzyc.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 08.10.20, 00:24
                                                    To w knajpie było. big_grin
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 08.10.20, 11:51
                                                    Tort na deser po obiedzie to w ogóle jest nie bardzo. Do marynowanego śledzia mogłoby być ciasto czekoladowe. A do pieczonego czy smażonego to właściwie jakiekolwiek.
                                                    Kiedyś kolega w pracy bardzo przeżywał, jak na śniadanie zjadłam jakieś śledzie, a później prince polo z kawą. Owszem, byłam wtedy w ciąży, ale nie zagryzałam przecież tych śledzi wafelkiem i taki sam posiłek spokojnie mogłabym zjeść i teraz.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.10.20, 05:08
                                                    Na Szetlandach hodują małże i łososie. A bałtyckie małże się ji? U nas?
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.10.20, 03:03
                                                    Odpadłam. Pani inspektor ogląda zwłoki i... Erika zauważyła, że dziewczyna była wygolona, pozostał tylko mały pasek włosów. – Czy wygolono ją podczas sekcji zwłok? – spytała. – Nie. Erika nie chciała wyciągać zbyt pochopnych wniosków, ale czy nie była to oznaka rozwiązłości? Spojrzała na Douga. – Nie wykorzystywałbym tego do oceny moralności tej biednej dziewczyny – rzekł, jakby czytając w jej myślach.
                                                    Wtf???
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.10.20, 03:20
                                                    O matko, co ty czytasz?
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.10.20, 11:07
                                                    właśniesmile rzuć ten badziew, ostatni Connelly z Harrym Boschem jest przyjemny
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 26.10.20, 22:18
                                                    Robert Bryndza, seria z Eriką Foster. wink
                                                    To jest znośne, choć główna bohaterka nieco marysujkowa. Więcej takich dziwnych tekstów nie odnotowałam, ale i tak do tej pory mam opad szczęki.
                                                    Connelly? Do przemyślenia. smile
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.10.20, 23:44
                                                    No to Connelly, sam początek: podszedł do drzwi frontowych, by wziąć z progu „Timesa”. Rozpostarł pięciokilogramowe, niedzielne wydanie gazety na kuchennym kontuarze
                                                    Ja się nie znam, bo Timesa nie czytywam, ale serio 5 kg?
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 31.10.20, 00:21
                                                    Moze to taki lokalny sarkazm co to w tlumaczeniu nie dziala.
                                                    Ja bym nasze niedzielne wydanie Dagens Nyheter swobodnie zazwala półtonowym, normalnie reka odpadaja big_grin
                                                  • eulalija Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 31.10.20, 09:51
                                                    Miesięcznik dla pań ważył 1,415 kg.
                                                    Owszem, numer akurat świąteczny, ale waga, uff.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 31.10.20, 11:12
                                                    Bry?
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 31.10.20, 11:19
                                                    A, nie tu miała być, ale jak już jestem... Z kompletnie nie do polecenia niejaki ostrowski jacek, który wziął się zakryminalno-sensacyjny PRL. O Peerelu wypowiadają się tacy różni, dla których jest to jednym ciurkiem coś w rodzaju stanu wojennego z solowym octem na półkach. Tu w roku 1970, który nawet nieźle pamiętam, bohaterem jest żyjący w Koninie znany działacz ORMO, przy okazji i ruski szpieg, trzęsie okolicą (a jest tylko dość prymitywnym dupkiem i gołodupcem przy okazji, w pochodzie pierwszomajowym idzie z transparentem ORMO, a per wy zwracają się do siebie nawet bezpartyjni. Oprócz wczesnego Pana Samochodzika nie słyszałam o nikim, kto w tym czasie chwaliłby się przynależnością do ORMO. Dociągnęłam do 1/3.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 02.11.20, 14:43
                                                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26470206,czarnek-zapowiada-zmiane-w-lekturach-ma-byc-wiecej-dziel-jana.html#s=BoxOpImg3
                                                    Zdumiona jakoś nie jestem, ale zachwycona tak. Na myśl o reakcji polonistów. big_grin
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 02.11.20, 15:04
                                                    Młoda jesteś czy naiwna? Znakomita większość ma to w dudzie, zrobią, co im władza każe, najwyżej na boczku po cichu trochę pomarudzą. Wiesz, ile znowu forsy pójdzie na zaopatrzenie każdej szkolnej biblioteki w dzieua jedynie słuszne? Cała nadzieja w tym, że idiotę czarnka szybko wy.....ą wink
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 02.11.20, 16:21
                                                    W nadziei łączę się z tobą. wink
                                                    A co do reszty - po prostu mnie ubawiło, bo wątpię, żeby młodzież coś takiego czytała, ale nauczyciel powinien. I jeszcze póżniej tłomaczyć, jakie toto walory posiada.
                                                    Ta z ręką na sercu, która z Szanownych próbowała się w te dzieła wgłębić, zrozumieć i docenić?
                                                    Sorry, surrealistycznej głupawki dostałam i już. smile
                                                  • anchan Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.11.20, 09:26
                                                    Ja dawno temu zaczęłam oglądać w telewizji jakąś sztukę, głównie z sentymentu, bo bohaterka wyglądała jak moja babcia na przedwojennych zdjęciach, ale jakoś mnie nie wciągnęło.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 03.11.20, 22:49
                                                    W liceum jeszcze byliśmy na "Bracie naszego Boga" w Słowackiego. Wszyscy wtedy walczyli o bilety a potem... No cóż, nuda to była straszna.
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.11.20, 00:15
                                                    właśnie usiłowałam sobie przypomnieć, jak się toto nazywałosmile ale ja na tym szczęśliwie przysnęłam w telewizji, a potem kształcona polonistycznie znajoma powiedziała mi, że poezje też mogę sobie darować.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.11.20, 01:38
                                                    Ja nie polonistka, ale słusznie powiedziała. Zrobiłam jedno podejście i ten, odpuściłam.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.11.20, 12:23
                                                    Też usiłowałam, alem se spokój dała.
                                                    DLA KOTA:
                                                    co kociary powią na pyrantel (pasta).
                                                    Bry.
                                                    W Stanach procent idiotów równy naszemu...
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.11.20, 13:05
                                                    W czasach licealnych coś tam czytałam, nie pamiętam kompletnie, ale skoro czytałam z własnej woli i przeczytałam, to widocznie niechęci nie budziło. Źródłem była antologia polskiej poezji współczesnej więc możliwe, że selekcjonerzy wybrali właściwie smile
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 06.11.20, 16:11
                                                    Pewnie tak. smile
                                                    A teraz coś podnoszącego na duchu: miał czterdzieści trzy lata i mięśnie twarde jak postronki – mięśnie, które nie powstały na przyrządach w sali gimnastycznej, lecz w sposób naturalny, od dźwigania ciężaru codziennego życia.
                                                    Ja też dźwigam ciężar codziennego życia!!! big_grin
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 06.11.20, 23:24
                                                    znaczy pulchni starcy umierają rozpieszczeni życiem, tak?smile
                                                  • tt-tka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 07.11.20, 03:10
                                                    Nie probowalam, bo ja zawsze na skroty - przeczytalam, co o tej tfurczosci pisal Sandauer i wyznania Kaluzynskiego, ze umarl ze strachu na wiesc o tym, ze S. wytyka K.W. bledy gramatyczne smile
                                                    z tego, co zapamietalam, pojawialy sie tam kwiotki takie jak "kie-my do cie", "cochmy zle zebrali"... i podobne.

                                                    Z moich zauroczen literackich gnebi mnie jedna rzecz - w "Moskwie-Pietuszkach", ktore czytalam w dwoch roznych przekladach, raz kultowy koktajl nalezy mieszac galazka wiciokrzewu, a raz lebiody. No i nie wiem, jak bedzie prawidlowo...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 01:04
                                                    Do ogólnego nastroju bardziej pasuje lebioda. wink Może ktoś ma oryginał?
                                                    A ja znowu Connelly'ego zacytuję. Hala targowa w Hollywood: "Patrzyli jak rzeźnik w wystawowej ladzie chłodniczej starannie układa na lodzie obdarte ze skóry kozie głowy, obok równiutkich rzędów urżniętych wołowych ogonów." Ogony wołowe mniam-mniam, ale co się robi z kozimi głowami?
                                                  • apersona Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 15:03
                                                    balamuk napisała:

                                                    > Do ogólnego nastroju bardziej pasuje lebioda. wink Może ktoś ma oryginał?

                                                    Lebioda, lebiodka czyli oregano?
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 18:50
                                                    Lebiodka to nie jest mała lebioda, a różniczka nie jest wyniczkiem odejmowanka.

                                                    Sprawdziłam sobie, że wiciokrzewów jest coś 180 gatunków, w formie od zielnej, poprzez pnącza i krzewy po drzewka. Przy czym krzewy i drzewka zwie się suchodrzewami. Jagoda kamczacka też jest wiciokrzewem.
                                                    Jeśli ten drink miałby być całoroczny, to krzaczasty wiciokrzew byłby praktyczniejszy. Za to w sezonie lebiody można mieć bez problemu powyżej zapotrzebowania.
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 19:24
                                                    W oryginale jest жимолость. Czyli jednak wiciokrzew. Ale nie mam pojęcia jak by miało wyglądać alternatywne (i pogardzane) mieszanie повиликой.
                                                  • tt-tka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 19:31
                                                    O, dzieki. grunt to scisla informacja. Czyli moge robic smile
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 20:26
                                                    Robić - czemu nie, ale z degustacją wstrzymaj się może aż szpitale zaczną normalnie funkcjonować.
                                                  • tt-tka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.11.20, 21:08
                                                    Eeee, ja to dla wrogow, nie dla siebie !
                                                  • apersona Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.11.20, 21:39
                                                    felis2 napisała:

                                                    > W oryginale jest жимолость. Czyli jednak wiciokrzew.

                                                    A zaraz to w Moskwie nie w Kalifornii czy UK. To rzeczywiście czelabinka czy suchodrzew prawdopodobniejszy

                                                    Ale nie mam pojęcia jak by
                                                    > miało wyglądać alternatywne (i pogardzane) mieszanie повиликой.

                                                    Lebiodą jak łodygą selera, kanianką (Повили́ка) jak japońską miotełką do herbaty
    • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.11.20, 19:18
      "(...) Ile ty masz sióstr do cholery? (...) zbieraj dupę w troki (...) gówno mnie obchodzi (...)". I tak dalej. Czy to aby na pewno jest język szesnastowiecznej arystokracji??
      Barbara Radziwiłłówna. Zmierzch Jagiellonów / Magdalena Niedźwiedzka
      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.11.20, 13:14
        czekolada72 napisała:
        > "(...) Ile ty masz sióstr do cholery? (...) zbieraj dupę w troki (...) gówno mn
        > ie obchodzi (...)". I tak dalej. Czy to aby na pewno jest język szesnastowieczn
        > ej arystokracji??

        🤯🤯🤯
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.12.20, 18:44
          Martini: Pod każdą pachą ma plamy potu wielkości końskiej uprzęży.
          What?
          • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.12.20, 14:34
            Upociło mnie ze śmiechu! wink
            A ja w najnowszym Nesbo (Nóż) wyczytała z zachwytem, że w dialekcie bergeńskim nie mają rzeczowników rodzaju żeńskiego, majo ino wspólny męsko-żeński i nijaki. Od wczoraj usiłuję do się gadać po bergeńsku, na razie średnio mi idzie. wink
            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 14.12.20, 22:31
              Ech, skoro w naszym własnym języku mamy takie cuda jak rodzaj męskoosobowy, niemęskoosobowy, męskożywotny i męskonieżywotny, co się innych czepiać...
              A ja mam jeszcze jedno ładne z tego samego źródełka: Pod kaszmirową sportową kurtką nosi ciemną wełnianą kamizelkę i jasne spodnie.
              Ćwiczenie na wyobraźnię? wink
    • tt-tka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.12.20, 10:50
      Tak mi sie przypomnialo... tekst byl w porzadku, tylko percepcja sluchaczki (moja) nie teges...

      Otoz sluchalam z upodobaniem Skaldow, w tym "Z kopyta kulig rwie". Dziecieciem niezepsutym przez swiatowe zycie bylam i nie znalam ani slowa "smoking", ani samej rzeczy. Wiec ten kawalek "zbojnik od Kmicica, zbojnik szarooki, hej, z wierzchu baranica, a pod spodem smoking" slyszalam i slysze do dzis jako "pod spodem smoki". I nic dziwnego w tym nie bylo, zbojnik nosi smoki za pazucha, bo tak chce albo one chca, wygodnie im i cieplutko pod kozuchem, no.
      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.02.21, 15:58
        W ksice literówka - "uhybień". Przez chwilę myślałam, że to jakiś rodzaj małży...
        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 04.02.21, 15:59
          W książce!
          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 08.02.21, 22:44
            Asiu, na Archipelagu Sztokholmskim Nalała mleka do brązowego ceramicznego kubka, nasypała cukru, wrzuciła torebkę herbaty i zalała wrzątkiem.
            Naprawdę w takiej kolejności, jejku jej?
            • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 10.02.21, 01:36
              przy tym składzie to już rzewnie obojętnesmile
            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.21, 12:58
              > Asiu, na Archipelagu Sztokholmskim Nalała ....

              Dopiero teraz zauwazylam to przerazajace pytanie.
              Owszem niektorzy gwalciciele herbaty tak robia, skandal obyczajowy i tyle mam do powiedzenia. Jak cos takiego widze to zamykam oczy i uciekam.
              Wersja: torebka, woda i jednoczesnie dwa chlusty mleka jest mniej przerazajace ale tez uciekam. Nigdy ta herbata nie naciagnie i zastanawiam sie czy nie lepiej pic wode z mlekiem.
              • eulalija Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.02.21, 13:35
                Byłam herbaty gwałcicielką.
                Częściową, o ile można to tak nazwaćsmile
                Do szklanki szedł cukier i torebka.
                Na to wrzątek i talerzyk.
                Od roku problem zniknął.
                Nie słodzę herbaty.
                Chyba że z cytryną, ale to bardzo rzadko i ze specjalną procedurąwink
                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.21, 17:25
                  Daj spokój, Eulalijo, to, co robiłaś, to najwyżej lekkie molestowanie!
                  Za to wariant z mlekiem... Brrr. wink
                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.21, 17:32
                    Tez nie wiem za co sie Eulalija wini, przeciez herbate parzy. Mysmy mowily a o namoczeniu big_grin
                    Mnie nawet mleko nie razi jesli ktos lubi, byleby te herbate najpierw zaparzyc wrzatkiem przed chlapnieciem w nia mleka.
                    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.21, 17:59
                      Nooo, gdzieś w czasach studiów miałam fazę na herbatę z mlekiem, ale ta herbata to był prawie czaj, bardzo czarna i bardzo mocna. I do niej, po zaparzeniu, chlup.
                      Parzenie jest ok, namaczanie fuj. wink
                      • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.02.21, 20:18
                        W pracy mieliśmy te takie dystrybutory co chłodzą albo podgrzewają wodę. Kiedyś przyuważyłam jak sobie ktoś tą gorącą zalewał herbatę. Musiało być widać, co myślę, bo bez pytania zyskałam wyjaśnienie, że to zielona. Ale minęło nieco czasu i się gorszący obyczaj rozpełzł. Z ciekawości spróbowałam, na owocowej, czarna przekraczała moją odporność. Zalałam tytkę, poczekałam, spróbowałam, poczekałam jeszcze trochę, i jeszcze, i w końcu to wylałam i normalnie zaparzyłam nową.
                        Za to kawa zalewana zimną wodą i naciągająca w lodówce jest zupełnie pijalna.
                        • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.21, 08:27
                          Kawa to jednak musi byc kawa, czyli nawet jak mrozona, to zaparzona wrzatkiem, w jakijbadz formie... No chyba, ze mowimy o kawowym proszku...
                          A my w pracy tez mielismy dystrybutor wrzatku, i tak, nie dosc, ze plastikowe kubki dodane, w ogole sie don nie nadawaly, to herbatke kazda, tako i czarna, zaparzalo sie na maxa, tyle, ze w zwyklym, ceramicznym kubku.

                          M mial taka faze, ale szybko sie wyleczyl, ze zaparzajac sobie herbatke torebkowa, natychmiast dorzucal cytryne. I dziwil sie, ze sie nie chce zaparzyc.
                          Tiaaa ja sie tez dziwilam. Jemu.
                          • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.21, 10:04
                            czekolada72 napisała:

                            > Kawa to jednak musi byc kawa, czyli nawet jak mrozona, to zaparzona wrzatkiem,

                            A widzisz, a jednak niesmile
                            Oglądaliśmy kiedyś jakiś tam program z baristą w roli głównej. Różności opowiadał i m.in. o kawie robionej na zimno. Zalewa się normalną mieloną kawę bardzo zimną wodą i odstawia na kilka godzin do lodówki. Z ciekawości spróbowaliśmy, bo co nam szkodzi poświęcić te odrobinę kawy i ku naszemu wielkiemu zdziwieniu nie uzyskaliśmy jakiejś barwionej wody tylko coś, co autentycznie smakowało jak porządna kawa, zaparzona wrzątkiem i wystudzona.
                            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.02.21, 10:09
                              O, na pewno wypróbuję latem, jak nie zapomnę! Na wszelki wypadek zapiszę. Żeby tylko potem pamiętać, gdzie zapisałam...
                              • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.03.21, 23:34
                                Starsza córka urodziła się w kwietniu siedemdziesiątego drugiego.  - Dlaczego nie usunęliście ciąży, skoro nie chcieliście dziecka? - pyta Sofie.  - Wtedy to było niemożliwe. Niektóre kobiety wyjeżdżały za granicę, żeby przerwać ciążę, na przykład do Polski.
                                Szwecja lat 70'. Wklejam, bo ciekawostka to jest.
                                • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.03.21, 13:33
                                  No, ciekawostka.
                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.03.21, 18:21
                                    Wielka Brytania, współcześnie: ...to jak zobaczyć swoje odbicie w wiadrze mleka, które skwaśniało od burzy.
                                    Ale dlaczego?
                                    • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.03.21, 20:29
                                      Nie do końca kumam to widzenie swego odbicia w wiadrze, ale z tym kwaśnieniem burza ma jakiś związek. Szybciej kwaśnieje, psuje się nie tylko mleko, ale np. zupa pozostawiona poza lodówką. Chyba to działa tylko w lecie, ale wiem to od ponad pół wieku. wink A autopsji też. wink
                                      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.03.21, 20:50
                                        No pacz pani, może kto wie, dlaczego burza zupę psuje. wink
                                        Człowiek się furt uczy.
                                        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 18:03
                                          Niekulinarne: Carlyle nigdy w życiu nie trzymał w ręku pistoletu, za co był wdzięczny losowi. Nawet nie chciał myśleć, jakie to może być uczucie.
                                          Ww. jest londyńskim inspektorem policji, z ponad dwudziestoletnim stażem.
                                          Wtf?
                                          • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 18:30
                                            Co ty za bajki czytasz?
                                            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 19:57
                                              Londyn we krwi, James Craig. Zdecydowanie mi się podoba, trochę w stylu Rankina. Wcześniej jest mowa o wojnie i broni maszynowej, więc przypuszczam, że tłumacz odleciał myślami...
                                              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 20:24
                                                Może to był inspektor zaoczny?
                                                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 20:30
                                                  Skoro pacyfista moze wojsko odsluzyc to moze i policja przyjmuje pacyfistow. Hmmm. Raczej tlumacz sie rozgalopowal bez zastanowienia.
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 21:26
                                                    czekaj, ja się nie znam, ale może on posługuje się na co dzień rewolwerem? to co innego niż pistolet, choć faktycznie u policjanta trochę dziwnesmile
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 21:28
                                                    yyy, jest lepiej niż myślałamsmile

                                                    sluzbymundurowe.plportal.pl/?q=artykuly/policja-wiadomosci/roznica-w-wyposazeniu-brytyjskiej-i-amerykanskiej-policji
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 21:29
                                                    i chciałam powiedzieć, że automatyczne przypisywanie winy tłumaczowi to parszywy odruchsad i należy z nim walczyć! acz niekoniecznie pistoletem
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 11.04.21, 23:37
                                                    ooo, dobrze wiedziec.
                                                    Faktycznie tlumaczowi sie oberwalo nieslusznie. Odszczekuje.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 10:15
                                                    No ale to, że służby mundurowe w Anglii nie dostają broni palnej w podstawowym wyposażeniu, nie może oznaczać, że glina nie miał jakiegoś szkolenia strzeleckiego i czegoś tam, więc niewiarygodnie brzmi, że w zyciu kopyta w rękach nie miał!
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 10:43
                                                    nie miał pistoletu, jak czytamy, czyli zapewne glocka, skoro to broń służbowa tych, którzy dostają - pojęcia nie mam, jak wygląda ichnie szkolenie, może na czym innym ich trenują. poza tym - jak nie znam książkismile - to dochodzeniowiec, a nie antyterrorysta...
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 15:34
                                                    Ponoć nie mają tam jednolitego szkolenia, w różnych regionach może być różnie. gazeta.policja.pl/997/archiwum-1/2021/numer-1-0120/198339,Policja-w-UK.html
                                                    No i wygląda na to, że faktycznie szkolenie strzelania nie obejmuje:
                                                    "W policyjnych szeregach pojawiają się gorący zwolennicy powszechnego uzbrojenia. Simon Chesterman, jeden z dowódców, wyliczył, że policjanci na początek potrzebowaliby jedynie dwutygodniowego szkolenia w zakresie obchodzenia się z bronią i podstaw taktyki. Na dodatkowy trening wystarczyłyby 2 dni w roku. Oczywiście konieczne byłoby stworzenie infrastruktury, budowa strzelnic i zatrudnienie wykwalifikowanych instruktorów. Kosztuje też sama broń. Jeden pistolet to około 500 funtów."
                                                    www.brexitstandard.com/wiadomosci/515,bezbronny-jak-policjant
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 15:44
                                                    O matko, pojecia nie mialam ze londynski Bobby taki jest bezbronny. Moze w czapce chociaz granat maja na wszelki wypadek.
                                                    W sumie to fascynujace. W USA uzbrojeni po zeby a w UK policjant bezbronny big_grin
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 17:56
                                                    No to już bez pukawek, druga kniga z komendantem Servazem: "Zmrużył brwi, wpatrując się w nią..." Tu już chyba jednak tłumaczowi zabrakło czujności. wink
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 18:56
                                                    > zabrakło czujności.

                                                    Pieknie sformulowane Ewuniu. W razie gdyby sie okazalo ze to mruzenie jest mozliwe to odszczekiwac nie bedzie czego big_grin
                                                  • tt-tka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 18:24
                                                    asia.sthm napisała:

                                                    > O matko, pojecia nie mialam ze londynski Bobby taki jest bezbronny. Moze w czap
                                                    > ce chociaz granat maja na wszelki wypadek.

                                                    Na wszelki wypadek to oni dostaja zrolowany plaszcz przeciwdeszczowy. Standardowe wyposazenie podstawowe to gwizdek i palka (nie teleskopowa bynajmniej), tak przynajmniej bylo w kryminalach z lat 60- i 70-tych, ktorych swego czasu sporo przeczytalam.
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 12.04.21, 18:59
                                                    > gwizdek i palka ..>

                                                    Faktycznie, jak pomysle, to z lektury i filmow zadnych strzelanin nie pamietam. Chyba dlatego uwielbiam brytyjskie kryminaly. Jakos tak pogodnie czlowiek sie boi
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.05.21, 12:25
                                                    Odkryłam amerykańską Szuflandię: Na środku niewielkiego pokoju o wymiarach niecały metr na metr kazał ustawić równolegle do siebie dwa biurka.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.05.21, 13:19
                                                    Doobre! Ale z drugiej strony: jedno na drugim to też równolegle. wink A ja niedawno, chyba u tego kryminalnego Dugoniego, w DOMKU na przedmieściu byłam w pokoju syna narkomana: 6 na 6 metrów.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.05.21, 13:50
                                                    Fajnie. To teraz zobaczyłam, jak komisarz siedzi sierżantowi na barana i tak sobie przy dwóch biurkach pracują...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.05.21, 20:53
                                                    To samo źródło: Wstał i wyciągnął dłoń, spodziewając się tradycyjnego uścisku, ale ona nachyliła się i pocałowała go w oba policzki.
                                                    Wcześniej czytamy, że bohater ma tak pod 180 cm, hmm.
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 10.05.21, 14:03
                                                    Oj tam, najpierw wlazla na krzeslo ale po co o tym pisac big_grin
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.05.21, 18:50
                                                    Adrenalina została wtłoczona w żyły Huntera z siłą szarżującego byka. Yeah!!!
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.05.21, 19:09
                                                    Jeśli Hunter przeżył, to don Escamillo przy nim wysiada!
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.05.21, 19:28
                                                    To akurat bardzo do mnie przemowilo, sama bym tego lepiej nie ujela big_grin
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 00:44
                                                    Obiecałam sobie, że już nie będę, ale trafiłam na coś dokładnie opposite i nie mogę się powstrzymać: Klaustrofobiczny pokój miał dwadzieścia dwa metry kwadratowe, starczyło w nim miejsca zaledwie na dwa biurka, trzy stare szafy i dużą, białą, magnetyczną tablicę ustawioną pod wschodnią ścianą. Może i był ciasny, ale oddzielał detektywów od całej reszty funkcjonariuszy wydziału zabójstw i zapewniał im nieco prywatności i ciszy.
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 09:27
                                                    Ojej, takie klaustrofobiczne 5 na 4 z hakiem. wink
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 10:27
                                                    Moze nie przeliczyli dobrze powierzchni. 22 stopy kwadratow2 (sq.ft.) bedzie 2,044 metra kw.
                                                    Tez niedobrze bo trzecia szafa nijak nie wejdzie. Chyba znowu tlumaczowi sie oberwie.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 18:46
                                                    A w życiu, żadnym tłumaczom niczego nie będę wytykać, znowu mi się oberwie! big_grin
                                                    A wkleiłam, bo ten sam autor poprzednio umieścił tych samych detektywów w pokoju o wymiarach niecały metr na metr i jestem zaintrygowana.
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 19:01
                                                    Czyli 22 sq.ft to i tak maja luz, stad te 3 szafy.
                                                    U mnie sie pobudzila wyobraznia co oni tam robia i jak.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 20:41
                                                    W szafach?...
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 24.05.21, 21:45
                                                    Wszystko w pionie albo chyłkiem.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.07.21, 14:07
                                                    Tym razem już się w ogóle nie czepiam, bo nie ma czego, ale i tak mam atak abstrakcyjnej radości sytuacyjnej. Wiecie, że w Buku piękne lato i ciepło? No wiecie. Leżę więc sobie, już nawet bez piłeczki w pysku, i próbując czytać wyznania umęczonego właściciela zajazdu trafiam na takie, o: Zresztą w czasie upałów [chłodziarka] nigdy nie działała zbyt dobrze, a w tym tygodniu temperatura prawie nie spadała poniżej 25 stopni.
                                                    Hiiii... Na mózg mi się rzuca, innego wyjaśnienia nie widzę. wink
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.07.21, 16:08
                                                    opanuj się, bo każę zgadywać, jaki jest synonim do średnicy wg pewnej pani redaktor...
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 17.07.21, 19:22
                                                    pewnie przekątna
                                                    z powodu upalu zgaduje sobie tak bez namyslu
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 00:02
                                                    nie, ale podoba mi się twój tok rozumowaniasmile w pewnym sensie jesteś bliskosmile
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 10:07
                                                    Jottko ratuj, nie wiem w ktorym kierunku mam ruszyc.
                                                    najdłuższa cięciwa?
                                                  • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 10:41
                                                    Też chcę wiedzieć. Zgadywać nie czuję się na siłach. To od czasu tlumaczenia pewnych pań, że liczby parzyste to te występujące w parach
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 13:24
                                                    obwód. obwód jest synonimem średnicy... bo zdaniem pewnej pani red należało poprawić stylistycznie akapit opisujący jakiś wzór, bodaj na grubość ułamanej gałęzi, w którym to akapicie w kółko się ta średnica (jako jedna ze zmiennych) powtarzała. książka była popularnonaukowa jakby co, choć i w powieści by to mną wstrząsnęło.
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 13:56
                                                    Popatrz, mnie ten obwód przemknął, ale natychmiast się otrząsnęłam i popukalam w czerep na zasadzie "no przecież czegoś takiego to by nikt".
                                                    Przy okazji - pamiętacie liczby pierwsze ze "Sposobu na Alcybiadesa"? big_grin
                                                  • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 14:17
                                                    He he he, a to nie dalszy ciag z telewizyjnych lekcji o liczbach w parach?

                                                    Nie wiem dlaczego przypomnial mi sie film Okej Kleopatro jak to facet wymyslil kwadratowe kola do roweru ale ze mu sie zle jechalo to stwierdzil: - A, to beda okna.
                                                    On byl jaskiniowcem ale bardzo postepowym.
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 18.07.21, 17:09
                                                    to już nie ja, ale psiapsiółka oglądała bodaj 'Milionerów' i tam padlo pytanie, do czego służy suwmiarka - dwóch panów wybrało odpowiedź "do mierzenia szerokości", bo jak uznali, "do mierzenia długości" (inna z proponowanych odpowiedzi) suwmiarka jest za krótka...
                                                  • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 19.07.21, 14:27
                                                    A wią, że wpadłam na obwód!
                                                    Zaś suwmiarka chyba tylko do szerokości wzorem rozumowania carycy suskiej, że z Radomia bliżej niż z Warszawy lotem do krajów południowych...
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.09.21, 18:57
                                                    Wszystko jest kwestią punktu widzenia... wink
                                                    Jeden z bohaterów Adlera-Olsona o hipisach: Wieczorem palili ogniska i ganiali wokoło, czasem całkiem na golasa, w jakiś taki dziwny sposób. Różne rzeczy, na które normalni ludzie by nie wpadli. – Uśmiechnął się półgębkiem. – Dziwny? – Tak, malowali sobie jakieś symbole na ciałach i coś tam mamrotali, jakby byli katolikami.
                                                  • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.09.21, 21:57
                                                    i coś cię dziwi w tym opisie?smile
                                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 09.09.21, 23:01
                                                    Nie dziwi, bawi i się dzielę. wink
    • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 10.09.21, 22:14
      Z cyklu zagiętej przestrzeni: 'Na przestrzeni niewiele większej od sześcianu o wymiarach metr na metr ledwie mieściło się biurko, dwa krzesła, rząd szafek na akta i półki na książki'
      Ilona Andrews, cykl o Kate Daniels. Ogólnie to jest sympatyczne czytadło, ale czasem świat robi się nadmiernie magicznysmile
      • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.09.21, 18:55
        O, to p. Andrews chodziła do tej samej szkoły co Chris Carter, ten od dwóch biurek na metrze kwadratowym! big_grin
        • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 16.09.21, 19:10
          Nie no, tu na wysokosc pani poszlo, metr byl szescienny. Wysilam sie i to zobaczyc, ale nie...
          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 28.09.21, 23:42
            Norwegia: Nie cierpiał myśli, że mógłby siedzieć w domu z ojcem, jeść świąteczną owsiankę i gapić się w ścianę.
            Asiu, czy skandynawska świąteczna owsianka jest jakaś szczególna?...
            • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.09.21, 15:25
              To teraz dla rozrywki: Nerwy wiły się w jej piersi jak węgorz i w końcu ścisnęły ją za gardło.
              Ładne, prawda?
              • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.09.21, 19:02
                Prawie tak jak zmysły, które Michorowskiemu wypełzły na usta!
              • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.09.21, 22:07
                > Nerwy wiły się w jej piersi jak węgorz i w końcu ścisnęły ją za gardło.

                Cudne, pobilo zmysly Michorowskiego na ustach o dwie dlugosci. Ratunku!
            • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.09.21, 22:04
              > czy skandynawska świąteczna owsianka jest jakaś szczególna?...

              O tak! to sie nazywa risgrynsgröt ale slownik tlumaczy na owsianka ryżowa. Co ma owies z ryzem to ja nie wiem big_grin
              To jest tradycja bardzo wazna. Do gara z paciaja wklada sie jeden migdal i potem czeka komu przypadnie i kto sobie zeba naruszy. Migdal wrozy pomyslnosc i tym podobne przyjemnosci zalezy kto go znajdzie w swojej misce.
              Nalezy tez zawsze nia poczestowac przybywajacego tomte i wszystkie domowe duchy.
              https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSa9W5hPIz3_kco3DWswHWn1oDmvUsQrbVUcA&usqp=CAU
              • jottka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 29.09.21, 23:38
                W którymś tomie Mankella była informacja, że ukochana komisarza "była ryżanką". Nie mogłam zrozumieć co to za dziwna forma określająca zapewne rudość... Pani, jak się okazało, była z Rygi i forma jest jak najbardziej prawidłowa, tylko rzadka do bólusmile
                • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.09.21, 00:01
                  > "była ryżanką".

                  Ryżanka to dla mnie zupa, a pani z Rygi to Rygianka. Czuje sie ogluszona i pokonana.
                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.09.21, 04:23
                    A ja byłabym była przekonana, że chochlik zeżarł "pa" na początku. wink))
                    Asiu, aaaaaaaaaaaaaa!!! Skleroza, migdał, Agda, muszę poszukać "Dzieci z Bullerbyn"! Widocznie wyparłam ryżoowsiankę. I sama się sobie nie dziwię.
                    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.09.21, 06:47
                      Jeszcze trochę rozrywki z tego samego źródła, no nie mogę się powstrzymać: Uniósł głowę i obrzucił go wyniosłym spojrzeniem; spojrzeniem, które wypłynęło mu z oczu, zjechało po twarzy, wybiło się z trampoliny jego szczęki i poleciało w stronę Víctora jak splunięcie.
                      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.09.21, 09:02
                        O, co to było za spojrzenie!
                        Przybrała płaski wyraz twarzy - z jakiegoś czytanego ostatnio kryminału. Polskiego, żeby nie było na tłumacza.
                        Ryżanin i ryżanka jak najbardziej oczywiste. wink
                    • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.09.21, 10:11
                      balamuk napisała:

                      > A ja byłabym była przekonana, że chochlik zeżarł "pa" na początku. wink))
                      > Asiu, aaaaaaaaaaaaaa!!! Skleroza, migdał, Agda, muszę poszukać "Dzieci z Buller
                      > byn"! Widocznie wyparłam ryżoowsiankę. I sama się sobie nie dziwię.
                      >
                      O ile pamiętam to tam z migdałem była kasza. Dziwne mi się wydawało, ale i tak nie wymyśliłam, żeby kaszę jeść na słodko. Myślałam, że do normalnej kaszy bez dodatków wrzucali migdał jako niespodziankę.
                      • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.09.21, 14:10
                        Może manna?
                        • tt-tka Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 02.10.21, 16:59
                          Jagly tez mozna robic na slodko... i taka drobna szara kaszke, ktora u mnie nazywala sie krakowska, ale na pewno pojawia sie poza Krakowem tez.

                          Czy ta kasza z migdalem podawana jest jako soppa, na rzadko (bo wiem, ze to danie deserowe czy tam na zakonczenie posilku), czy normalnie jak kasza ?
                          • asia.sthm Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 02.10.21, 22:35
                            risgrynsgröt to okragly ryz na slodko z cynamonem, ten swiateczny znaczy z migdalem. Normalnie mozna to jesc na zwykle sniadanie, lub deser z innymi dodatkami. Na gesto, nigdy jako zupa.
                            Tu swiateczny :
                            https://www.landleyskok.se/wp-content/uploads/2018/10/risgrynsgrot-D14I2411-main.jpg

                            a tu zbior fotek w roznych wersjach:
                            www.google.com/search?q=risgrynsgr%C3%B6t+jul&rlz=1C1AVFA_enSE785SE785&sxsrf=AOaemvK276wYrHswj7UI6prATIoEvNItBQ:1633206420920&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=2ahUKEwi23cCEyKzzAhVptIsKHWtVDb4Q_AUoAXoECAEQAw&cshid=1633206441851466&biw=1366&bih=657&dpr=1

                            Glodna sie zrobilam.
                            • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 17:34
                              U Marininy ( "Niezamknięte drzwi" - co najwyżej takie sobie) Anastazja uczy się gotować i podejmuje Korotkowa kolacją: nieudane twarde schabowe (co się może nie udać w schabowych?), kartofle posypane koperkiem i polane olejem. Jak jestem kartoflara od stóp do głów, tak mnie się z letka cafło...
                              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 18:52
                                Ja! Na całej wschodniej ścianie ziemniaki polewa się olejem lnianym. Mniam!!
                                Natomiast na ile wariantów można schabowego spie...c to książkę nowa można by napisać 👌
                            • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 18:49
                              Mój Brat nauczył się od jakiegoś Skandynaws robić na Święta BN ryż na słodko- migdałów, z żurawiną. Mniam!
                              Ja zaś wychowanam na xupie-grysiku na słodko, z miodem lub czekolada; z ryżem na słodko w kilku wersjach i na słodkiej jaglance. Innych kasz na słodko nie kojarzę...
                              • czekolada72 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 18:50
                                Zawsze sprawdzam co to jest kasza krakowska, bo nigdy takiej u nas nie było 😁
                                Ale gryczana, ufffff. Tyle, że nigdy na słodko.
                                • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 19:07
                                  Chyba w życiu nie jadłam, w domu się nie używało. big_grinbig_grinbig_grin
                                  Ewu, tu u mnie oleju i oliwy używa się do wszystkiego, smażenia, gotowania itp. Ja ziemniaki czy makaron ubogacam masłem, ale sądzę, że moja teściowa dodaje właśnie olej, taki jakościowo pozytywny.
                                  • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 19:08
                                    A schabowe? Może nieutłuczone i niedosmażone?
                                    • ewa9717 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 13.10.21, 19:20
                                      A nie wiem, w szczegóły nie wchodziła. Twarde.
                                      Oleju na kartoflu mówim NIE! wink
                                      • anchan Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.10.21, 10:05
                                        Z wycieczki do Związku Radzieckiego pamiętam śniadania składające się z kotleta mielonego, puree ziemniaczanego z proszku dziabniętego 3 razy łyżką żeby powstały zagłębięnia wypełnione olejem oraz kubka gęstej śmietany. Da się przeżyć jakiś czas na śmietanie wink
                                        • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 15.10.21, 14:22
                                          Mocne. wink
                                          Chyba jednak wybrałabym mielony bez dodatków. wink))
                                          • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 28.10.21, 18:52
                                            Na odmianę jeometria: Nowy, zbudowany na planie sześcianu budynek.
                                            Nieopacznie spróbowałam to sobie wyobrazić. sad
                                            • felis2 Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 30.10.21, 20:52
                                              Jeden pan prof opowiadał nam o pewnym matematyku, który dawał radę wyobrazić sobie i zrzutować przestrzeń bodajże ośmio- czy dziewięciowymiarową. Po ćwierćwieczu nie pamiętam ani liczby wymiarów ani nazwiska matematyka, ale skończył w psychuszce. Zrzutowanie przestrzeni trójwymiarowej na dwuwymiarową jest jeszcze bezpiecznewink
    • balamuk Re: Z/ZL, czyli zdumienia/zachwycenia lekturowe 21.08.22, 14:59
      Chrapki jego nosa zadrżały.

      Ihaaa!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka