Dopadłam wreszcie tak wychwalaną "Dziewczynę z pociągu", nawet, nawet, ale dudy mi nie urwała. Kolejny Indridason ("Jezioro") - może nie na Nobla, ale wciąż z zainteresowaniem, może dlatego że tak mało wiem o Islandii. A po kiepskich Rudnickich ("Były sobie świnki trzy" i "Cichy wielbiciel") z przyjemnością poczytuję rózne hasła w "Słowniku mitów i tradycji kultury" niezrównanego Kopalińskiego, skąd pchło mnie do powrotów do Singera