Dodaj do ulubionych

bez tematu

07.03.06, 16:36
- Że też mnie diabeł podkusił na skróty jechać, cholera jasna! – mruczał pod
nosem wciekły Rafał. Od dwóch godzin próbował trafić na drogę z Krzyża na
Poznań. Po kolejnej próbie znów znalazł się na przedmieściach miasta.
- No piękna ta okolica, że co nawet ! Lasek sosnowy i słoneczko świeci ale za
raz zajdzie i gówno znajdę a nie drogę! – klął w myślach na siebie i wszystko
dookoła.
Czwarta godzina za kółkiem dawała się we znaki a do Warszawy jeszcze co
najmniej drugie tyle. Samochód wygodny i klimatyzowany ale sam jechać nie
chciał, trzeba go było prowadzić a od tego tyłek drętwiał i głowa bolała od
wrażeń, jakie dostarczają polskie drogi.
- Co to za odludzie cholerne, że ni gdzie człowieka nie widać, a nawet baby!
O drogę bym spytał !
Kolejna krzyżówka i kolejny dylemat prawo czy lewo? Oczywiście o
drogowskazach tu nikt nie słyszał, z resztą obcy się tu pewnie nie kręcą a
autochtoni okolicę znają.
- Kręciłem ciągle w prawo , dajmy w lewo dla odmiany, zobaczymy co będzie
Droga była jeszcze piękniejsza od poprzedniej. Po obu stronach strzeliste
sosny, gdzieniegdzie bele ściętych drzew i wspaniały zapach żywicy, który
rekompensował zszargane nerwy. Bita nawierzchnia zmieniła się w zwykłą leśną
drogę.
-No tędy to daleko nie zajadę – pomyślał, ale brnął dalej w celu znalezienia
czegoś szerszego do zawrócenia. Za łukiem drogi ukazała się postać idąca
niespiesznie środkiem drogi.
- O święci pańscy! – pomyślał – Wreszcie jakaś żywa istota!
- Dzień dobry! – krzyknął przez uchylone okno - Pomoże mi pan znaleźć drogę
na Poznań?
- zapytał – Bo tędy to chyba nie dojadę !
Facet spojrzał , wyjął niedopałek z ust i powiedział – No nieźle się pan
zapuścił. Ta droga to do nikąd. Kończy się starym tartakiem. Kiedyś tu drzewo
wozili, ale jak tartak zamknęli to tylko grzybiarze tu zaglądają .A na Poznań
to w całkiem drugą stronę trzeba.
Gość wyglądał dość porządnie i niegroźnie , więc Rafał zaryzykował
- Mam propozycję. Podwiozę pana kawałek a pan pokaże jak się stad wyplątać.
- Dobra – odparł – ale ja tu tobół mam brudny dość, nie chce środka panu
zapaskudzić. Może do bagażnika wrzucić?.
Nieznajomy ściągnął z ramienia po macoszemu traktowany wór marynarski.
- OK. – odparł Rafał i pociągnął za rączkę otwierającą kufer.
Po kwadransie jazdy Rafał doszedł do wniosku, że bez pomocy faceta sam nigdy
by się nie wyplątał z tych dróg ósmej kategorii. Facet pilotował z wprawą,
przekonując do wjazdu w drogi, które robiły wrażenie nieprzejezdnych i
wybierania kierunków, które robiły wrażenie bezsensownych. - Dobrze, że mnie
kwiatki nie pociągają - pomyślał - Zakopałbym się tam pewnie na amen jak
Chmielewska!.
Mijając znak Grotów wrócili wreszcie do cywilizacji.
-Tu mnie pan wyrzuci przy PKS - powiedział przypadkowy pilot - dalej to już
prosta droga na Międzychód i Poznań.
- Nareszcie! Wielkie dzięki za pomoc!
Uścisnęli sobie ręce, facet wysiadł z samochodu i zabrał swój bagaż z kufra.
Rafał odetchnął z ulgą, podkręcił radio, zapalił papierosa i ruszył w dalszą
drogę. Jak zwykle trasa na Poznań zapchana była ciężarówkami.
- Jak ja nienawidzę ciężarówek! – myślał i dusił gaz do dechy wyprzedzając
jedną za drugą z duszą na ramieniu.
Po 6 godzinach za kółkiem miał już serdecznie dość jazdy i samochodu i
postanowił zatrzymać się na noc w Poznaniu. Wypukując na telefonie numer
kumpla myślał – Bądź w domu! Bądź w domu!.
- No witam szanownego pana! – odezwał się głos w słuchawce- Co tam słychać
dobrego ?.
- Nic nie słychać – odparł - Za 10 minut będę u ciebie, mam nadzieje, że mnie
przenocujesz?
- Jasne! Nie ma problemu! Aleś mnie zaskoczył! To czekam! Wstawiam wodę na
kawę!
- Wstawiaj, wstawiaj, bo z nóg lecę - odparł Rafał i zamknął klapkę telefonu.
- Żeby tylko było miejsce do zaparkowania! – myślał, odganiając od siebie
wizje akrobacji przy „kopercie” Pod blokiem mieszkańcy zdążyli już
skutecznie zastawić każdy centymetr powierzchni, ale w bocznej uliczce
taksówka zwalniała miejsce, odjeżdżając z klientem. Rafał zapakował bez
problemu, rozejrzał się po wnętrzu, zgarnął śmieci z siedzenia do torby i
wysiadł. Z bagażnika wyjął walizkę na kółkach i reklamówkę.
-A to co ?- pomyślał, wyjmując z bagażnika złożoną kartkę. O dziwo kufer
wręcz świecił dziewiczym porządkiem, co należało do rzadkości. Przed wyjazdem
gruntowne czyszczenie samochodu załatwiło sprawę.
Walizka wydawała z siebie niezły gruchot, ciągnięta po kostce chodnika, a
echo jeszcze protegowało wrażenia akustyczne.
Drzwi na szóstym piętrzę otworzył z uśmiechem na twarzy stary przyjaciel
Rafała – Kisiel.
- Diabła bym się spodziewał! – krzyknął na powitanie.
- Jeszcze jedna godzina za kółkiem a porzuciłbym samochód w polu i uciekł z
krzykiem!- odparł Rafał - Kiedy w tym cholernym kraju będą autostrady?
Dożyjemy takich czasów?
- Prędzej nasze wnuki -odparł Kisiel i zabrał z kuchni kubki z kawą.
- Musze wziąć prysznic i zmyć z siebie ten kurz bitewny - powiedział Rafał-
Droga na Poznań to sport ekstremalny!
- Wiem, nie musisz mi mówić. Zrobiłem trasę Poznań, Grudziądz, Toruń,
Warszawa, Wrocław i w końcu sam straciłem rachubę gdzie jestem i jak się
nazywam.
- Ty to masz zdrowie do tych rozjazdów- odparł Rafał- ja bym się wykończył.
Przebrany w luźne dresy zasiadł na kanapie przy stoliku kawowym.
- Słuchaj, gdzieś tu położyłem papierosy, nie widziałeś?
- Pal moje – odparł Kisiel
- Nie chce, mam gdzieś całą paczkę , pewnie w kieszeni w kurtce - wstał i
sięgnął po kurtkę. W kieszeni znalazł papierosy i kartkę z bagażnika.
Rafał zapalił papierosa i rozłożył kartkę wyjętą z bagażnika.
- Co to jest? - zapytał Kisiel, zerkając przez ramie. Kartka była kserokopią
strony jakiejś książki pisanej po niemiecku i sądząc po kroju czcionki raczej
starej. U góry widniała rycina lub zdjęcie fragmentu jakiejś miejscowości,
podpisane niemiecką nazwą. Na marginesie kartki były zrobione notatki. Pismo
było wyblakłe ale dość wyraźne.
- Zobacz, to chyba ołówek bo połyskuje pod światło – powiedział Rafał
- Skąd to masz ? I co to ma być?
- Znalazłem w bagażniku. Widziałem takie książki u dziadka w bibliotece ale
nigdy nie robiłem z nich kopii.
- To skąd się to wzięło?
- Pod Krzyżem miałem pilota, wrzucił do kufra swoja torbę, może to jego?
- No jak nie twoje to pewnie jego.
- Daj, popatrzymy dokładnie co tu jest napisane.
Podtykając sobie kartkę pod nos starali się odczytać ołówkowe bazgroły.
- Tu jest na bank numer komórki- powiedział Kisiel – ale jakiś dziwny ten
numer
- Może to jego ? Zadzwonię i powiem że to zostawił
- Myślisz że mu to potrzebne?
- No skoro ksero z notatkami to pewnie tak?
- To chyba niemiecka komórka, tak mi się jakoś wydaje
- Daj, odszyfrujmy to dalej.
Pod numerem widniały drukowane B i M , za nimi szereg kolejnych cyfr
przedzielonych kropkami.
- Inicjały i numer konta bankowego- stwierdził Kisiel
- Albo numer czegokolwiek – burknął Rafał
Dalej wypisane było p., kar. i kolejna cyfra tym razem 50.
- Szyfr szpiegowski! - wysyczał Kisiel- Albo miejsce zakopania skarbu bądź
trupa!
- Trupa ze skarbem w objęciach! –Rafał pokiwał z politowaniem głową - Za dużo
telewizji oglądasz.
- Ciekawe co to za treść, niemieckiego nie znam
- Ja też nie ale chyba mamy kogoś kto zna?
- Monika powinna znać, uczy w szkole więc cos tam może rozumie, jest nadzieja.
- Zadzwonię do niej jak będę w Warszawie, niech przetłumaczy, chociaż piąte
przez dziesiąte.
- To wygląda na jakieś dzieło raczej niż na powieść, może historyczne.
- Ta rycina jest podpisana. Freienwalde. Ciekawe jak to się teraz nazywa.
- Wklepać w necie w wyszukiwarkę , na bank znajdzie
Brzęczący całą dobę komputer stał pod nosem. Internet uzależnia, naukowo
udowodnione.
Na ekranie ukazała się lista linków.
-Chociwel?! – zdum
Obserwuj wątek
    • 36krzysiek Re: bez tematu II 08.03.06, 11:23
      -Chociwel?! – Zdumiał się Rafał - Wszystkie wakacje spędzałem w dzieciństwie
      w tej okolicy!
      - A cos ty tam robił? – Zdziwił się Kisiel
      - Mój ociec polował, tam było jego koło łowieckie. Nieźle znam te okolice,
      zjechałem je rowerem wzdłuż i wszerz.
      - No dobra, ale co nam to mówi? – Przerwał Kisiel – Wiemy gdzie to jest i co
      z tego?
      - Myślę, że ta treść jest ważna, coś tu napisali, co ma związek z Chociwlem,
      to logiczne chyba?
      - A co kartka o Chociwlu robiła u chłopa pod Krzyżem?
      - A co za różnica Krzyż czy Pasłęk. Interesować się historią każdemu wolno.
      - Tak – pokiwał głową Kisiel – szczególnie z jednej kartki można dużo wiedzy
      zdobyć!
      - gość bez potrzeby by śmiecia nie nosił- skwitował Rafał – Zagnieżdżę się w
      Warszawie to pchniemy temat.


      Rafał zaparkował samochód pod kamienicą przy Nowolipiu.
      -Teraz to mój nowy dom- pomyślał.
      Wynajęta kawalerka nie prezentowała sobą szczytu wygód. Meble od Sasa do
      lasa, podstawowe wyposażenie i ciepła woda w łazience wystarczały, na jakie
      takie zamieszkanie.
      -Zawsze lubiłem eklektyzm- pomyślał- Te meble pewnie są sporo warte na
      zachodzie. Tam pełno wariatów lubiących starocie. Parę dni zajęło mu
      ulokowanie się w nowym miejscu. Szafa wchłonęła ubrania, szafki podstawowe
      sprzęty kuchenne
      -Jakoś to będzie. W końcu to nie na zawsze.
      Kolejne miesiące, dość monotonne w wydarzenia, pochłonięte były pracą.
      Zdobycie posady to jedno, jej utrzymanie to zupełnie, co innego. Młody zespół
      przypadł mu do gustu, nowe wyzwania nie przerażały ogromem i komplikacjami. Z
      tygodnia na tydzień Rafał coraz lepiej radził sobie w nowej pracy. Nie tylko
      pracą człowiek żyje a nowe miasto ciekawiło i trochę przerażało. Bywał nie
      raz w stolicy, jednak dopiero teraz miał okazję poznać ją lepiej i odwiedzić
      miejsca, które znał tylko ze słyszenia. Tajemnica spod Krzyża lekko pokryła
      się kurzem.
      Gorące lato miało się ku końcowi. Wczesna jesień,wciąż słoneczna, dawała
      oddech po ukropie wśród murów.
      -Panie Rafale- zagadnął szef w przerwie na kawę- czas chyba na jakiś urlop
      się wybrać? My tu przestrzegamy zasad, więc proponuję teraz udać się na
      kanikułę, póki mamy spokój ze zleceniami i plan nas nie goni
      -Jasne szefie- odparł Rafał- z miłą chęcią złapię drugi oddech.
      Plany wakacyjne trochę kulały, więc postanowił ściągnąć kogoś do siebie, by
      spędzić wspólnie czas. Padło na Kiśla.
      -Mam urlop a planów, niet- powiedział do słuchawki- Może masz ochotę spędzić
      parę dni w stolicy?
      -Jasne- odparł Kisiel- mam zaległy urlop, więc jest okazja by go wykorzystać.
      Dwa dni później Kisiel zapukał do drzwi.
      -Słuchaj! – Powiedział z podnieceniem- mamy zaproszenie do Przemka na obóz
      paralotni. Może masz ochotę posmakować życia na krawędzi?
      -Ja smakuje żyje na krawędzi, gdy zapomnę wziąć pigułek na nadciśnienie-
      odparł Rafał- Nie będę się wygłupiał a Przemek niech się wypcha.
      Wieczór przy piwie mijał w przyjemnej atmosferze.
      -Słuchaj, a co z tą tajemnicą? – Zapytał Kisiel- zrobiłeś coś z tym?
      -Szczerze mówiąc nie miałem jakoś czasu i wyleciało mi to z głowy, ale teraz
      może się tym zajmiemy?- Odparł Rafał - Monika jest na miejscu można by jej
      podrzucić tą kartkę do tłumaczenia.
      Monika, germanistka i pedagog wakacje spędzała w Warszawie.
      -Witaj Królowo!- Krzyknął Rafał do słuchawki – nawiedzimy cię jutro wieczorem
      z Kiślem w celach rozrywkowych.
      -Z nieba mi spadliście- odparła ucieszona Monika- Nudzę się jak mops.
      Tłumaczenia mi się wściekły, Maciek zabrał dzieci na wieś i nie za bardzo
      wiem, co ze sobą zrobić.
      Niewielkie mieszkanie Moniki na Ursynowie było wielce gustownie i praktycznie
      urządzone. Monika, urodzona pedantka, miała już wypucowane i wypolerowane
      wszystkie centymetry.
      -Nie ma kto mi brudzić – odparła po powitaniach- na co dzień mogę liczyć na
      męża abnegata i dzieci, a mycie okien trzeci raz to zakrawa na chorobę
      -Nie martw się – odparł Rafał- Mamy dla ciebie zajęcie. To zagadka krew w
      żyłach mrożąca- i położył na stole kartkę z niemieckim tekstem.
      -szukamy naiwnego, który przełoży z obcego na nasze, co tu autor napisał, jak
      sądzimy przed stu laty.
      Monika z zainteresowaniem wzięła kartkę do ręki.
      -To jakaś stara rzecz- stwierdziła-dziwnym językiem pisana, ale na pewno to
      niemiecki
      -tyle to wiemy- stwierdził Kisiel-nas interesuje, co tu jest napisane.
      Rafał po krótce streścił historie tajemniczego znaleziska
      -Na kiedy to potrzebujecie?- spytała Monika- myślę, że jeden wieczór mi
      wystarczy.
      -na kiedy dasz radę – odparł Rafał- nie spieszy nam się, tyle, że nas
      ciekawi, co to jest i dlaczego.
      -A te notatki na marginesie?- spytała Monika.
      --Kisiel ma już teorię- odparł zgryźliwie Rafał- to plan ukrycia skarbu
      wielkiej wartości. Pewnie jakiś baron von Dupersztangiel zakopał złoto i
      brylanty w ogródku i już widzę Kiśla latającego z łopata dookoła Chociwla.
      -To Chociwel?- spytała Monika
      -Tak – odparł Rafał - Ta rycina jest podpisana niemiecką nazwą tej mieściny.
      -A co tam jest w ogóle? –spytała Monika -i gdzie to jest?
      -Piętnaście kilometrów od Stargardu. A w mieście jest dworzec PKS, sklep GS i
      wielki kościół nad jeziorem
      -Aaa!- Kiśla natchnęło- tam ktoś pewnie cos w jeziorze utopił!
      -Jasne! Bursztynową Komnatę- odparł Rafał. Jedyne co się tam utopiło to stara
      krowa albo pijany chłop I wybij sobie z głowy penetrację dna! Pływać nie
      umiem a akwalunek widziałem raz na grubym turyście w Hurgadzie.
      -A kto ci każe zaraz dno penetrować? – odparł rozbawiony Kisiel- lato gorące
      poczekamy aż samo wyschnie i pogrzebiemy w mule.
      Rafał popukał się wymownie palcem w czoło.
      Monika podniosła głowę znad kartki.
      -Zajrzyjcie no Kisiel do lodówki-powiedziała- mam tam piwo a to zdecydowanie
      poprawia myślenie.
      -Aż się boję pomyśleć, co z tego waszego myślenia wyniknie!- stwierdził Rafał.
      Tajemnicza kartka wylądowała na komodzie i przyjaciele zajęli się uprawianiem
      życia towarzyskiego.
      ...

      Gdzieś w przestrzeni dźwięczał sygnał komórki.
      -To twoja czy moja? -zapytał Kisiel stłumionym głosem spod kołdry.
      -Rusz tyłek z materaca-odparł Rafał- Moja ma ściszony dzwonek.
      To Monika-zakomunikował Kisiel-zdążyła się rozłączyć, później do niej
      zadzwonię.
      Telefon zabrzęczał ponownie
      -Wstaliście? - spytała Monika, głosem dźwięcznym jak skowronek w
      przestworzach- jakoś spać nie mogłam i siadłam do tej waszej tajemniczej
      korespondencji
      -I co ci z tych studiów wyszło? –spytał Kisiel w słuchawkę.
      To fragment większego dzieła- odparła Monika- ten kawałek opisuje historie
      niemieckiego rodu, który od wieków zamieszkiwał okolice tego waszego Chociwla
      Nettelbeckowie się zwali, mieszkali tam od pokoleń w jakimś pałacu w okolicy.
      -Nic dziwnego-odparł Kisiel-to przecież stare pruskie ziemie. Bardziej by
      mnie zdziwiło gdyby tam mieszkało afrykańskie plemię
      -Głupi jesteś – odparła Monika-tam się wydarzyła jakaś rodzinna tragedia albo
      skandal, nie wiem dokładnie co, bo brakuje początku i końca i w ogóle dużo
      brakuje.
      -Wymordowali się nawzajem? Dla sportu palili wsie i lasy? Może to był jakiś
      miejscowy Neron? –zapytał Kisiel
      -Nie wiem, mówię, że dużo brakuje, ale zaciekawiło mnie to, lubię stare
      historie. Ciekawe by było dorwać całą książkę.
      -To jak szukanie igły w stogu siana- odparł Kisiel.
      -Wpadnę do was na kawę to pogadamy. Cześć.
      -Cześć.
      -I co tam się urodziło o świcie?- spytał Rafał
      -Monika przebrnęła przez ten tekst i uważa, że odkryła wielką tajemnicę
      -Co to za tajemnica, o której w książce pisali- stwierdził Rafał, ziewając
      szeroko.
      -Nie wiem, będzie za godzinę.
      -No to chciał nie chciał trzeba się zwlec.
      Po godzinie Monika zapukała do drzwi.
      -Dajcie kawy, bo mi wyszła z domu a bez kawy nie działam.
      -się robi szefowo, zrobię ci Late domowej roboty-odparł Rafał.
      Usiedli przy kuchennym stole. Monika wygrzebała ze przepastnej torby kopertę
      z tajemniczym tekstem i notatkami.

    • 36krzysiek Re: bez tematu 08.03.06, 11:25
      Rafał dołożył swoją część i przystąpiono do śledztwa, zgodnie z regułami
      zaczerpniętymi z kryminałów.
      -Od czego zaczynamy? – zapytała Monika
      -Od początku najlepiej – zaproponował Kisiel.
      -Nie bądź taki mądry – odparła Monika- lepiej tu jakieś napitki zorganizuj,
      bo źle mi się myśli na sucho.
      Na stół wjechała zastawa, kawa w dzbanku, szklanki i piwo.
      -Musimy cos założyć- rozpoczął naradę Rafał- Zakładamy, że państwo baronostwo
      gnieździło się w Karkowie i tego się trzymajmy. Tam rozegrał się dramat.
      Reszta ekipy śledczej przytaknęła zgodnie.
      -nie będę wam tu streszczać drzewa genealogicznego Nettelbecków, bo to mało
      istotne- kontynuowała swoją część Monika- skupmy się na początku wieku.
      Istotnie historia rodu potwierdza Karkowo, był baron, baronowa -Polka i trzy
      córki. Dwie wyszły za mąż za fabrykantów i wyfrunęły z gniazda, trzecia za to
      wiązana była z niejakim Schulzem, wysokim urzędnikiem państwowym z Berlina,
      jednak do ślubu nie doszło. Coś tam się zagmatwało panna się rozmyśliła czy
      kawaler nosem kręcił, w końcu wesela nie było i panna Edytka została na
      lodzie. Więcej o niej informacji nie znalazłam.
      -No to kłóci się to nam z notatką- stwierdził Rafał- zaginienie a niedoszły
      mariaż to chyba różnica?
      -zgadza się, ale mamy Schultza. To on w notatce plątał się po pałacu.
      -I co?- spytał Kisiel- niedoszły teść tak by mu na ręce patrzył? Taki
      podejrzliwy? To były inne czasy, tam byle komu ręki córki się nie oddawało.
      Narzeczeństwo z rok trwało, miał czas przyszłego zięcia poznać A panna Edyta
      co? Ukrywała się miesiąc w wieży przed niechcianym oblubieńcem?
      -No nie gra nam to zupełnie-przytaknął Kisiel
      -Bo to bujda- stwierdził Rafał- ta kartka to fragment jakiegoś romansidła z
      przełomu wieków. Tyle że się realia zgadzają.
      -Nie sądzę, żeby taki znamienity ród pozwolił szargać swoje nazwisko po
      powieściach i zgodził się na występowanie osobiście- skomentowała Monika-
      pamiętajcie, że to dzieło sprzed prawie stu lat, inne czasy, inna moralność.
      -No to może autor wydał jeden egzemplarz i to z niego ta kopia-podrzucił
      Kisiel
      -Jasne! Na małym drukarzu albo na pececie. Myśl ty czasami! A poza tym to ty
      chciałeś szukać skarbu! To się skup i myśl.
      -Umysł mi nie działa – skwitował Kisiel dolewając piwa do szklanki.
      -Panowie! Trochę powagi! Grzebiemy tu w żywych ludziach, oni mają potomków!
      -Ja nie grzebie! – oburzył się Kisiel – ja się brzydzę! A potomkowie już
      dawno położyli krzyżyk na Edycie i teraz resztę majątku trwonią w kasynach
      -Dlaczego w kasynach? – spytał Rafał
      -Bo mi kasyna pasują do czasów i znamienitych rodów – odparł Kisiel
      -Może nie trwonią! Może są profesorami albo mają sklep z dywanami! – oburzyła
      się Monika
      -Musimy znaleźć sponsora – stwierdził Kisiel- żeby za telefon zapłacił jak
      Monika zacznie wszystkich Nettelbecków w Niemczech obdzwaniać.
      -Ani mi się śni! – stwierdziła Monika
      -Ale to najlepsze wyjście- upierał się Kisiel- może Edytka znalazła się na
      następnej stronie i potomkowie znają jej losy.Dostała konarem w łeb i
      straciła pamięć. Rok pasała kozy trzy wsie dalej aż ją przypadkiem papa
      odnalazł i przywiózł do domu.
      -Przypominam, że w historii rodu Edyta jakoś też przepada a przeczytałam od
      deski do deski, Żadnej Edyty potem nie było.
      -Bo po spotkaniu z konarem była trochę nie tego na głowę i poszła do
      klasztoru. Nie było o czym pisać.
      -Przestań nam psuć zabawę- wtrącił Rafał - Ty sprawdzisz klasztory w
      promieniu dwustu kilometrów a my dalej będziemy szukać śladów przepadłej
      baronówny.
      -Dobrze już dobrze-uspokajał Rafał -dużo bym się dowiedział rozmawiając na
      migi
      -Trzeba się było uczyć języków – odparła Monika
      -Nie miałem warunków, miałem trudne dzieciństwo!- odparł Kisiel
      -I tak ci zostało-podsumowała Monika
      -Dajcie spokój! Mamy tu historyczne śledztwo a wy młodość sobie wypominacie! –
      Rafał starał się przywołać towarzystwo do porządku.
      -Dobra wracamy do rozważań – zgodził się Kisiel- tylko nie wiem po co nam to
      -Skarb znajdziemy? Spieniężymy, zyski wrzucimy na konto! Będziemy rentierami-
      podsunął Rafał
      -Mnie tam na skarbie nie zależy. Chce się dowiedzieć co tam się stało. Dusi
      mnie to i męczy- stwierdziła Monika.
      -Choć z drugiej strony raczej przepadła baronówna a nie kosztowności jakieś –
      zauważył trzeźwo Rafał- nie stwierdzono żadnych braków w posiadaniu, w
      piwnicach też nic nie było
      -Skąd wam się ten skarb w ogóle wziął? - spytała Monika
      -Z tych notatek na marginesie- odparł Rafał- pierwsze skojarzenie Kiśla, że
      to mapa piratów.
      -Piratów pływających po Odrze a skarbem była panna Edyta dla wygłodniałych
      wilków morskich?- skwitowała Monika
      -Zeżarli ją ? – zaciekawił się Kisiel
      -Raczej spożytkowali w inny sposób- podsunął Rafał
      -To nic dziwnego, że zapadła na głowę i skończyła w klasztorze – podsumował
      Kisiel
      -Ratunku! – jęknęła Monika.
      Śledztwo wyraźnie utknęło w martwym punkcie.
      c.d.n.




      • 36krzysiek Re: bez tematu III 08.03.06, 13:33
        -to dzieło, więc należy o nie dbać- stwierdziła- a poza tym macie tylko jeden
        egzemplarz, trzeba zrobić kopię.
        -mam nadzieje, że nie uprałaś tego przed czytaniem -spytał Rafał
        Odwal się-powiedziała Monika i sięgnęła po papierosy.
        -więc- zaczęła
        -nauczycielka i zaczyna zdanie od więc!- oburzył się Rafał
        -nie marudź odparła- to są ciekawe rzeczy i nie zawracaj mi tu głowy formą
        -I co tam odkryłaś ciekawego -zapytał Rafał.
        -Tak jak mówiłam to fragment dzieła o historii tamtych ziem. Nie wiem, od kiedy
        i do kiedy, bo to tylko kawałek, ale ten jest dość interesujący.Jeden baron,
        jak mu tam- zajrzała do notatek- Nettelbeck był właścicielem połowy powiatu,
        czy jak to tam się nazywało, no wiecie, wsie, gorzelnie, tartaki.
        -Obszarnik, który gnębił chłopów i ściągał dziesięcinę- skwitował Rafał
        -No feudalizm to chyba na początku XX wieku już nie obowiązywał, ale
        zdecydowanie był zamożnym obszarnikiem. Miał żonę, Polkę, i trzy córki. I tu
        właśnie jest opisane, że jedna z tych córek, Edyta, zaginęła w tajemniczych
        okolicznościach.. Wieczorem po kolacji udała się na spoczynek do pałacowej
        sypialni a rankiem nie zeszła na śniadanie. Jej pokój był zamknięty od środka,
        rzeczy nietknięte, zasłane łóżko, jakby w nim nie spała. Jedyny ślad, na jaki
        się natknięto to rozbita pozytywka leżąca obok łóżka. Szukano panny przez wiele
        dni, jak kamień w wodę. Rodzina szalała, zatrudniono do poszukiwań chłopów i
        nawet ściągnięto policję ze Stargardu Przeczesano lasy, okoliczne mokradła,
        nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Zniknęła.. Żadnego śladu.
        -porwało ją UFO-stwierdził Rafał
        -głupi jesteś- odparła Monika- jakie UFO? W 1908 roku!?
        -a ty myślisz, że obce cywilizacje powstały w 1980? A piramidy? A Inkowie?
        -To Inkowie byli kosmitami?- spytał Kisiel
        -Nie koniecznie, ale ktoś im pomógł zbudować cywilizację.
        -Wróćcie może do Europy? – poprosiła Monika.
        -No dobrze- odparł Rafał- panna Edytka przepadła w pięknym stylu, ślad po niej
        zaginął, ale co to ma wspólnego z facetem spod Krzyża?
        -A o tym nie napisali – odparła Monika – a ja nie jestem Harry Potter i nie
        czytam z kuli. Za to po roku w pałacu stawił się dziwny gość. Nazywał się
        Schultz, twierdził, że jest z Berlina i przyjechał specjalnie, by pomóc w
        rozwikłaniu zagadki. Krążył po okolicy, zagadywał ludzi, węszył po pałacu,
        zaglądał w piwnice. Służba miała go na oku, bo choć baronowa łapała się każdej
        nadziei, baron był człowiekiem bardziej pragmatycznym i wolał wiedzieć co też
        poczyna. Tajemniczy jegomość zabawił u nich ponad miesiąc. Śledztwo pozornie
        nie posunęło się ani o krok, ale Schultz robił tajemnicze aluzje i czynił
        wrażenie człowieka, który wie. Przed wyjazdem zapowiedział się z kolejną
        wizytą, jednak się nie pokazał. Baron uruchomił znajomych w Berlinie, by
        odnaleźć tajemniczego jegomościa, jednak pod adresem z wizytówki ukazała się
        miejska rzeźnia. Po jakimś czasie do barona dotarły plotki ze wsi. Jeden z
        chłopów, którego chałupa stała zaraz za murem pałacu, opowiadał w miejscowej
        karczmie, że widział w piwnicznych okienkach jakieś światło. Towarzysze od
        gorzałki naigrywali się z niego, żeby mniej używał tego płynu, bo mu się na
        oczy rzuca. Baron wezwał do siebie tego chłopa i kazał zrelacjonować
        wydarzenia. Chłop potwierdził, że wracając do domu, przez trzy noce pod rząd,
        widział oświetlone od środka słabym światłem okienka piwniczne. Trochę go to
        przeraziło a trochę złożył to na karb karczmowych trunków. Baron nakazał
        służbie spenetrować piwnice. Piwnice jak piwnice ciemne i wilgotne pełne były
        starych rupieci i zapasów wina. Nie stwierdzono żadnych ubytków, jednak jedne z
        drzwi, od lat nieruszane nosiły ślady otwierania. Kurz był na nich częściowo
        starty a na posadzce były wyraźne łukowe ślady, że te drzwi ktoś przesuwał.
        Pomieszczenie nie było używane i nawet zapomniano co mogło zawierać.
        Zorganizowano poszukiwania klucza. Po otwarciu wierzei w świetle lampy ukazało
        się zupełnie puste pomieszczenie, z gotyckim sklepieniem, dość niskie i bez
        okien. Służba na polecenie barona obmacała każdą cegłę i wymiotła każdą
        pajęczynę z kąta, jednak niczego nie znaleziono.
        -A już myślałem, że będzie tam szkielet baronówny- wtrącił Kisiel
        -Nie przerywaj, zaczyna mnie wciągać – warknął Rafał – i co było dalej?
        -A dalej to już jest pewnie na następnej stronie, bo tu się kończy tekst z
        kartki- odparła grobowo Monika.
        -Wiesz co, jesteś beznadziejna – skwitował Rafał- nie mogłaś poczekać z tym do
        wieczora? Byłby nastrój, zapalilibyśmy świece i poczekali do północy
        -No wtedy to bym na pewno została u was i spała w wannie- odparła Monika- Do
        rana miałam pozapalane światła w domu i trzy razy sprawdzałam zamki w drzwiach!
        -Wariatka!- powiedział Rafał- bałaś się Edytki ?
        -Głupi jesteś – odparła- wiesz, że ja mam wyobraźnie!
        -To fakt. I horrory oglądasz z zamkniętymi oczami – skwitował Kisiel.
        -Te w kinie tez? – spytał Rafał
        -Do kina na horrory nie chodzę! – odparła urażona Monika- wystarczą mi klasówki
        moich uczniów, od nich stają mi włosy na głowie.
        -No dobrze. Wiemy co się wydarzyło w tym pałacu w Chociwlu, ale co nam z tej
        wiedzy przyszło? – spytał Rafał
        -Nic. Widać właściciel, czy adresat tej notatki wiedział więcej od nas- odparła
        Monika
        -No to możemy to sobie pod tramwaj położyć- skwitował Kisiel.
        Rafał robił wrażenie zamyślonego.
        -Zaraz- powiedział- ja znam te okolice. Tam nie ma żadnego pałacu.
        -A pewnie że nie ma- odparł Kisiel- dwóch wojen i uwłaszczenia nie wytrzymał.
        -Tam niczego nie uwłaszczali- ripostował Rafał- wszystko było niczyje bo po
        Niemcu, więc stało się państwowe, a władze lubiły się gnieździć w okazałych
        budowlach.
        -No to nie przetrzymał wojny i nie został po nim kamień na kamieniu.
        -Primo to pierwsza przeszła tam jakoś bokiem, fakt, druga mu mogła nieźle
        dokopać Ale secundo oni wcale nie musieli mieszkać w samym Chociwlu- upierał
        się Rafał- tam jest parę wsi dookoła a w jednej z nich stoją najprawdziwsze
        ruiny!
        -I straszą! – skomentował Kisiel
        -Nie widziałeś to nie wiesz. Wiele razy tam jeździłem bo to wielce urokliwe i
        romantyczne miejsce. Zostały już tylko mury i wieża, reszta poszła w ruinę przy
        wydatnej pomocy okolicznej ludności, która cegły wykorzystała do własnych
        potrzeb. Pałac stoi przy samej drodze przelotowej przez wieś a wieś nazywa się
        Karkowo.
        -Ma piwnice?- spytał Kisiel
        -A co ty myślisz!? Jak może nie mieć!? Pewnie, że ma.
        -Ktoś się tym opiekuje? – spytała Monika.
        -Pies z kulawą nogą – odparł Rafał - Władze pewnie by wolały żeby to runęło na
        dobre. Żadnych zabezpieczeń nie ma, jak tam bywałem dostęp był swobodny,
        łaziłem tam nie raz, na szczęście żadna cegła na łeb mi nie spadła.
        -I co? Dalej tak stoi? -spytała Monika
        -Teraz nie wiem, lata tam nie byłem ale ruszę rodzinę i się dowiem, oni tam
        częściej bywają.
        -Ruina ruiną ale nie mamy pewności, że to się tam działo te sto lat temu.
        -Fakt- odparła Monika- w tekście nie ma słowa na temat innej miejscowości.
        Jedyna wskazówka to nazwa pod ryciną.
        -Moi drodzy- odparł Rafał- Od czego mamy Internet? Śmietnik tam jak diabli ale
        może uda się cos wygrzebać? Bo do ksiąg parafialnych nie ma co zaglądać,
        niemieckie były, pewnie przepadły albo je zniszczyli nowi osadnicy. Z resztą i
        tak niemieckiego nie znam, dużo by mi z tego przyszło jakbym nawet którąś
        znalazł. Wrzuci się parę haseł do przeglądarki i zobaczymy co nam z tego
        wyniknie.
        -Wiecie, to dobry pomysł – zapaliła się Monika- ja poszukam na niemieckich
        stronach.
        -No to zajęcie na urlop mamy – stwierdził Rafał- I pewnie bez wycieczki do
        Chociwla się nie obędzie, widzę to po waszych oczach! Towarzystwo taktownie nie
        zaprzeczyło.
        ...

        Poszukiwania w Internecie dały nad wyraz dobre rezultaty. Chociwel to nie
        Kraków, więc wiadomości były dość skąpe ale były. Przypuszczenia Rafała
        potwierdziły się. Ród N
        • 36krzysiek Re: bez tematu IV 08.03.06, 13:36
          Poszukiwania w Internecie dały nad wyraz dobre rezultaty. Chociwel to nie
          Kraków, więc wiadomości były dość skąpe ale były. Przypuszczenia Rafała
          potwierdziły się. Ród Nettelbecków miał rodowe gniazdo właśnie w Karkowie w
          ruinie pałacu, który w owych czasach pysznił się przepychem i neogotyckim
          stylem. Ród był bardzo stary i od pokoleń zamieszkiwał okolicę. Zmroziła go
          wiadomość, że we współczesnych czasach ruiny zostały sprzedane jakiemuś
          biznesmenowi, który po podpisaniu umowy przepadł bez wieści. Rafał skrzętnie
          zapisywał wszystkie zebrane informacje i studiował je wieczorami. Zdobyta
          wiedza posunęła śledztw ledwie o krok. Lepsze wyniki osiągnęła Monika. Znalazła
          wiele stron na temat ziem zachodnich i rodów tam mieszkających, a także
          dokopała się obszernego opracowania na temat rodziny Nettelbecków. Przebrnęła
          przez jego historie, liczne koligacje i zasługi dla Prus, spragniona jak kania
          dżdżu wiadomości na temat okresu z początku wieku. Kisiel natomiast zajmował
          się organizacją żywienia i jedynie duchem wspierał poszukiwania przyjaciół. Po
          tygodniu wytężonej pracy towarzystwo zorganizowało roboczą naradę.
          -Mamy wiedzę, ciekawe co nam z niej przyjdzie – powiedziała Monika kładąc
          tekturową teczkę pełną wydruków i notatek.
          Rafał dołożył swoją część i przystąpiono do śledztwa, zgodnie z regułami
          zaczerpniętymi z kryminałów.

    • 36krzysiek Re: bez tematu VI 08.03.06, 13:42
      Kolejne zebranie detektywi zorganizowała u Moniki.
      -odkryłam dużo ciekawych rzeczy! Jednak Internet to potęgą – wyszeptała z
      przejęciem po odpracowaniu powitań w przedpokoju.
      -dziś 8 marca, pomyśleliśmy, by cię uhonorować, bądź co bądź jestem płcią
      piękna- wypalił Rafał wręczając Monice bukiet goździków i pudełko z rajstopami
      w kolorze opalonym
      - jakie cudne rośliny!- zachwyciła się Monika- i pasmanteryjny prezent!
      Dziękuje wam kochani, że pamiętaliście!
      - drobiazg- odparł Kisiel- znajdź lepiej jakiś odpowiedni wazon dla tych
      kwiatów. Pasowałby niebieski kryształ
      - czegoś takiego nie posiadam niestety- odparła Monika- ale zrobię co w mojej
      mocy.
      Ostatecznie różowe goździki z obowiązkowym asparagusem i tasiemką wylądowały w
      starej butelce po winie.
      -jakie plany na dziś mamy? –zapytał Rafał lokując się w fotelu.
      -znalazłam inną wersję historii rodu naszego barona. Ale ani słowa o Edycie!-
      zmartwiła się Monika
      -Zamieniamy się w słuch!
      Monika rozsiadła się wygodnie na kanapie, rozłożyła wokół notatki zapaliła
      papierosa i zaczęła opowieść.
      - dawno, dawno temu..
      -za górami, za lasami, za rzeką, za łąką, mieszkał krasnoludek- wspomagał z
      całych sił Kisiel
      - którego szlag trafiał, że ma wszędzie tak daleko- dokończył życzliwie Rafał
      Monika starała się uspokoić chichrające towarzystwo.
      -No w takich warunkach to się nie da pracować! Cisza proszę i się skupcie.
      -już się zamieniamy w zmurszałe głazy i będziemy grzeczni- powiedział Rafał.
      -słuchajcie, bo to fajna historia i może doprowadzi nas do upragnionej Edyty.
      Nettelbeckowie mieszkali tam ze trzysta lat jak nie lepiej. Zajmowali ważne
      stanowiska w okolicy i nie tylko. W 1807 któryś przodek wsławił się
      bohaterstwem w czasie obrony Kołobrzegu przed wojskami Napoleona. Nie znalazłam
      niestety od kiedy mieszkali w Karkowie, ale na pewno uciekli stamtąd pod koniec
      drugiej wojny. Baron już nie żył w tym czasie, sędziwą baronową zajmowała się
      kuzynka, która zjechała wraz z rodziną na pogrzeb pana rodu i już została. Z
      tego co znalazłam uciekli do Monachium, do którejś z ciotek lub ciotecznych
      babek, rodzina była rozgałęziona i trochę się gubiłam w tych dociekaniach. I tu
      się zaczyna robić ciekawie. Na majątku w Karkowie położyli krzyżyk, wiadomo,
      czego nie zburzono to ruskie rozkradli.
      -a propos ruskich-wtrącił Rafał- pamiętam, babcia opowiadała, że jak ruskie
      wojska wtoczyły się do miasta, to całymi rodzinami ciągnęli, jak cyganie.
      Rozleźli się po opuszczonych domach i kwitł szaber. Sam mam szafkę nocną i
      toaletkę z tego procederu, bo miejscowa ludność nie należała do najświętszych,
      w tym moja babcia. Wiadomo, Niemcy w popłochu uciekali z tym co dali rade
      udźwignąć, reszta zostawała odłogiem. I babcia na własne oczy widziała jak
      ruskie baby paradowały dumnie po mieście w nocnych koszulach, przekonane, że są
      ubrane w wieczorowe suknie! A ich mężowie stali w łazienkach i zastanawiali się
      do czego może służyć taka długa wąska miska. Nieporęczne to jakieś i
      przeznaczenia trudno zgadnąć.
      - proszę cię!- zdumiał się Kisiel- w Rosji wanien nie było?
      - w pałacach może i były ale chłopskie chałupy to raczej nie miały takich
      instalacji. A z drugiej strony na własne oczy oglądałem łazienki w XX wieku,
      jakie były w Związku Radzieckim, więc bardzo możliwe, że i w pałacach takich
      cudów nie znali.
      -zostawmy ruskich w spokoju- wtrąciła Monika- wracamy do Monachium.
      -palisz się- oświadczył spokojnie Kisiel
      - o rzesz w mordę! -krzyknęła Monika i zerwała się z kanapy-dobrze, że to stara
      spódnica ale dziura wspaniała – stwierdziła z zachwytem.
      - ty lepiej żaru szukaj, bo druga taką będziesz miała w dywanie- powiedział
      Rafał
      -patrz, a podszewki nie ruszyło, z teflonu czy co?- zdziwiła się Monika
      - stara ta spódnica? – spytał Kisiel
      -stara jak świat – odparła Monika
      -to może azbestowa ta poszewka- podsunął uczynnie Kisiel- lepiej ją wyrzuć bo
      ci zaszkodzi.
      -żar już nie groźny, zamienił się w popiół- powiedział Rafał – wracamy do
      Monachium?
      Monika ponownie zagnieździła się na kanapie i sięgnęła po papierosa.
      - tak, już wracamy, na czym skończyłam ? A! Na ciekawostce. Stara baronowa
      ulokowana wygodnie pędziła spokojny żywot. Rodzina niewiele straciła w czasie
      wojny. Jakieś tam interesy potracili ale szwajcarskie banki uratowały większą
      cześć kapitału. Kuzynka, ta która mieszkała z baronową w Karkowie, miała córkę
      Annę, jedynaczkę. Panna rosła zdrowo, kończyła studia dziennikarskie i jeszcze
      w czasie nauki zaczęła praktyki w Bildzie. Oczywiście , jak to panny w młodym
      wieku, zapoznała sobie faceta, fotoreportera z tej gazety i miłość buchnęła
      romantycznym płomieniem..
      -do kiedy tę historię spisano? To już prawie współczesne czasy!- zauważył Rafał.
      -nie wszystko było w jednym miejscu- odparła Monika – od strony do strony, od
      linka do linka i dzieje jakoś mi się ułożyły. Gwarancji w stu procentach nie
      dam, ale nie o daty nam tu chodzi tylko o nazwiska.
      - A! jeśli tak to zgoda. Rozumiem że najlepsze zostawiłaś na koniec- spytał
      Rafał
      -jasne! – odparła Monika- i teraz to najlepsze nastąpi!. Panna Anna w końcu
      wydała się za mąż, gdzieś na początku lat sześćdziesiątych i przyjęła nazwisko
      męża. Anna Schultz!
      - Shultz- powtórzył Rafał – już jednego mamy.
      - ten z piwnic?- zapytał Kisiel
      -trochę za stary by był – zauważyła Monika
      - Schultz to bardzo popularne nazwisko w Niemczech. Tam jest Schulzów jak
      mrówków. Nie mamy żadnej gwarancji że cos ich łączy.
      -nazwisko ich łączy-podsunął życzliwie Kisiel.
      Rafał tylko spojrzał wymownie
      - pewnie, że nie mamy ale nie mamy innego tropu, czegoś należy się trzymać-
      odparła Monika.
      -posumujmy- zaproponował Rafał- mamy zaginioną baronównę i Schulza pałętającego
      się po pałacu w charakterze ni to narzeczonego, ni to detektywa. Teraz mamy
      pannę Annę za Scultza wydaną.
      - nie zapomnij o kartce z notatkami- zauważył Kisiel- tam są tajemne zapiski!
      - szkoda, że nie trafiłaś na Edytę!- westchnął
      -niestety, o Edycie ani słowa, jakby kamień w wodę.
      - a imię oblubieńca Anny?- spytał Krzysiek
      -Erich- odparła Monika.
      -Trzeba ich rozrysować, bo się pogubimy, nigdy nie wiadomo, kto nam się nowy
      ujawni- podsumował Rafał.
      Monika przyniosła z pokoju dzieci blok rysunkowy.

      c.d.n.



      • 36krzysiek Re: bez tematu VII 08.03.06, 16:39
        W sobotnie popołudnie Rafał wracał z zakupów w centrum handlowym. Pod bramą
        czekała Monika
        - Piętnaście minut na ciebie czekam!- warknęła
        -Pomóż mi!- jęknął Rafał- Mam wrażenie, że połowę pogubiłem po drodze
        -Sklep okradłeś?- spytała Monika
        - A tam zaraz okradłeś – odparł Rafał- Wszystko mi wyszło i chemia i spożywka,
        więc wziąłem hurtem, żeby w tygodniu nie latać
        - Bardzo rozsądnie- odparła Monika- Ja poczekam na moją połowę, niech targa
        siaty.
        -Jak się dorobię służby tez nie będę targał- rozmarzył się Rafał- A lodówka
        sama będzie zamawiać zakupy w Internecie
        -Lepiej zejdź na ziemie i łap te kartony, bo zaraz będziesz z chodnika
        zawartości zamiatał.
        Na podłodze w kuchni powstał niezły stosik złożony z plastikowych toreb i
        kartonowych opakowań.
        -Gdybym tu miał większy zamrażalnik, to bym jeszcze nabrał, a tak mnie gabaryty
        ograniczają- westchnął Rafał
        -Przewidujesz gości, czy zamierzasz pułk wojska zameldować ? – spytała Monika
        -Mam z głowy zakupy co najmniej na miesiąc- odparł Rafał –Będę mógł oddać się
        ambitniejszym działaniom , niż latanie po cukier. Kawy chcesz?
        - Chorego się pytasz? – odpowiedziała Monika- Najchętniej taką sypaną z
        fusami. Te rozpuszczalne jak zbożowe smakują.
        - Marudzisz – odparł Rafał- Nie mam szklanek, chcesz w kubku, czy filiżance?
        - Daj w kubku, więcej będzie – odparła Monika .
        Towarzystwo rozsiadło się na fotelach, popijając parujący napój. Zakupy zostały
        pozostawione własnemu losowi.
        - Jak tam masz coś zamrożonego to może schowaj do lodówki- zaproponowała Monika-
        Zaraz będziesz miał kałuże na podłodze.
        - Pół godziny wytrzyma – odparł Rafał- Wszystko zamarznięte na irydoplatyne
        - Dwa dni szukałam po necie dalszych informacji o naszej tajemniczej rodzince-
        zaczęła zasadniczy temat spotkania Monika-Faktyczne Schultzow tam pełno, nie
        wiem czy nie więcej niż naszych Kowalskich. Ericha fotografa co prawda
        znalazłam, ale same śmieci, jakieś stopki redakcyjne, parę zdjęć. Na wszelki
        wypadek wydrukowałam. Wydruki ułożone były w teczce, zgodnie z zawartością.
        Rafał sięgnął po materiały i przerzucał stronę po stronie.
        - Ranyyyyy!!! – krzyknął – Patrz na to!!!
        Wydruk stanowił czarno-białe zdjęcie ośmiokątnej wieży na tle nieba.
        - To jest wieża pałacu w Karkowie!- mówił z podnieceniem- Siedziby naszej
        tajemniczej familii!!
        -No popatrz- zainteresowała się Monika- A jednak miałam rację, by się czepiać
        męża Anny
        Rafał napił się kawy, wody ze szklanki i zapalił papierosa.
        -Mogła go ta Anna zabrać na wycieczkę w rodzinne strony, taka podróż
        sentymentalna, stąd zdjęcie
        - Ja bym na jej miejscu nie ryzykowała- odparła Monika- Jakbym mojego Maćka w
        rodzinne strony zabrała, to gotów by się ze mną rozwieść.
        -Nie przesadzaj- odparł Rafał-Jeszcze mu nie przeszło, żeś hrabianka z domu?
        -Jaka tam hrabianka! -parsknęła Monika- Piąta woda po kisielu. Ten tylko
        wariacji dostawał, że się będę wywyższać i traktować go jak pańszczyźnianego
        chłopa
        -A propos Kisiela trzeba go wezwać na narady- zmienił temat Rafał i złapał za
        komórkę.

        Pokój oświetlała lampa, nisko wisząca nad stołem, a wokół siedziały osoby
        gapiące się na zdjęcie wieży jak sroka w gnat
        - I co z tym zrobimy? – zapytał Kisiel
        - Żeby tak wiedzieć kiedy to zdjęcie było zrobione i czy to ten cały Erich je
        robił osobiście- myślał głośno Rafał- Co to była za strona ? Może cos tam było
        więcej? – zwrócił się do Moniki- Mam nadzieje, że adres pamiętasz?
        - Barani łbie! – warknęła- Na dole wydruku masz adres jak wół. Patrzy a nie
        widzi! A poza tym nie wiem co tam było jeszcze, może i było nie przejrzałam jej
        dość dokładnie
        - Z tego zdjęcia nie widać czy to jeszcze całe było czy już w ruinie- skwitował
        Rafał
        -I możliwe że to w ogóle nie ten pałac- podsunął Kisiel
        - Nie siej tu wrogiej propagandy! – odparł Rafał – Mówiłem ci sto razy, że ja
        ten pałac znam osobiście, łaziłem po nim i to jest ta wieża na bank!
        -Nie widzę innego wyjścia- wtrąciła Monika- Zbieramy manatki i jedziemy do
        mnie. Trzeba dokładnie przejrzeć stronę tego Ericha w Internecie.
        Po dziesięciu minutach nie było po nich śladu ni popiołu.


        Trzy głowy, dwie męskie i jedna żeńska pchały się wspólnie przed monitor
        komputera.
        - Nie skacz tak po tej stronie! – warknął Rafał- to trzeba systematycznie wers
        po wersie , zdjęcie po zdjęciu .
        - Idę po lupę i fajkę- odparł Kisiel- Jak śledztwo to śledztwo.
        -Lepiej się kopnij do kuchni- odparła Monika- Potrzebna jeszcze jedna
        popielniczka i nowe puszki piwa.
        -To jeść nie będziemy już nigdy? –zasmucił się Kisiel
        -Na lodówce jest ulotka z pizzerii- odparła Monika –Zamów, tylko dużą i na
        grubym cieście!
        - I bez cebuli-wtrącił Rafał- Bo mnie potem męczy w nocy i spać nie mogę
        Monika uważnie studiowała stronę Schulza. Były odnośniki do portfolio, galerii
        zdjęć podzielonych tematycznie, jakieś tajemnicze obróbki komputerowe, księga
        gości.
        - Strona fotografa i ani jednej podobizny autora!- warczała Monika.
        -A po co ci jego zdjęcie?- zapytał Rafał
        - Bo chcę zobaczyć mordę wroga! – odparła Monika
        - Zwariowałaś?! Jakiego wroga?!- zdziwił się Rafał
        - Nie lubię go!- wyznała Monika- I wszystkich Schulzów na świecie też!
        Na ekranie migały kolejne zdjęcia. Pałac się więcej nie powtórzył.
        - Nie pasuje mi to- stwierdziła-Te zdjęcia są jakieś za nowe. To widoczki z lat
        całkiem współczesnych.
        - No to co? Może tu wrzucił tylko cyfrowe ? – odparł Rafał
        - To z tego by wynikało, że wieża to portret ruiny – stwierdziła Monika-
        Zdjęcie zrobione cyfrówką, a więc jakaś wycieczka w rodzinne strony.
        - Wejdź na konkursy- doradził Krzysiek- Zobaczymy osiągnięcia
        -Jest!- krzyknęła Monika- Mamy mordę Schultza!
        Urocza fotka przedstawiała scenkę rodzajową, Uśmiechnięty laureat odbierał
        puchar, będący z pewnością nagrodą.
        - Ale on jest za młody! – oburzył się Rafał – To jakiś gówniarz ! Do
        czterdziestki mu jeszcze daleko!
        - Ale jak się ślicznie uśmiecha! – zauważyła Monika- Błyska uzębieniem na lewo
        i prawo.
        -I to ma być mąż tej Anny? To on co? Gerontofil? Skoro ona przyszła na świat w
        czasie wojny to już ją pierwsza młodość chyba opuściła? A to zdjęcie jest
        sprzed 4 lat! Masz afisz za plecami !Rugia 2002!
        - No fakt, cos tu nie gra – zasmuciła się Monika
        Kisiel pojawił się w pokoju pachnąc pizzą na kilometr.
        - Nie wiem jak wy, ale ja się biorę za żarcie- powiedział
        -Weź talerzyki z kuchni bo jak mi napaskudzisz na podłogę to cię zabiję-
        warknęła złowrogo Monika – I serwetki- dodała.
        -Biorę, nie warcz- uspokajał ją Kisiel- Chodźcie zjeść, bo zimna to niezdrowa.
        - A ciepła to zdrowa? – zdziwił się Rafał- jak żyje nie słyszałem o zdrowej
        pizzy.
        Monika zniknęła za drzwiami kuchni, Kisiel zajadał przy stole a Rafał z
        talerzykiem w dłoni wrócił do komputera.
        - A to świnie cholerne!!! Ożesz wy w mordę kopane!!! Żeby was jasny piorun
        strzelił!! – wrzasnął na całe gardło Rafał. Kawałek pizzy zjechał po koszuli
        zostawiając uroczy szlaczek i chlapiąc na lewo i prawo sosem.
        - Zawału dostanę! - odparł Kisiel łapiąc oddech- czego się drzesz na rany!!
        -Czego??!! -wrzasnął Rafał – Czego ??!! A!!! O!!! Sami zobaczcie !!!





        • 36krzysiek Re: bez tematu VIII 08.03.06, 16:41
          c.d.n. smile
          • 36krzysiek Re: bez tematu IX 10.03.06, 14:22
            Pulpit komputera wypełniało piękne zdjęcie, na którym widniała błyskająca
            hollywoodzkim uśmiechem twarz Ericha, przyjmującego gratulacje od starszego
            jegomościa. Zdjęcie było podpisane - Erich Nettelbeck -Sohn und Erich
            Nettelbeck- Vater
            -Jasny gwint! – krzyknął Kisiel- Tatuś z synkiem!
            -Co to za wrzaski? – spytała Monika, wchodząc do pokoju-Trochę umiaru i
            kultury! Mam wrednych sąsiadów, zaraz będą mi pukać w ścianę.
            - Ty się tu nie zajmuj relacjami międzyludzkimi, tylko patrz, co znaleźliśmy! –
            odparł Kisiel
            Monika podeszła do chłopaków i spojrzała na ekran
            - O jasna cholera! Dwóch Erichów! Młodszy i starszy!
            - Bystra jesteś! – zadrwił Kisiel- Chyba zaczyna nam się układać
            - Co to za zwyczaj dawać synowi imię po ojcu! – oburzał się Rafał – To powinno
            być zabronione, strasznie utrudnia śledztwo i komplikuje życie!
            - No fakt- stwierdził Kisiel- Mogli mu dać po matce
            - Widać w rodzinie kwitnie więź- mruknęła Monika- Sami widzicie! Miałam rację,
            że nie lubię Schulzów, wredne kreatury.
            - Raczej wątpię, żeby imiona nadawali z myślą żeby nas wykończyć umysłowo-
            stwierdził Rafał
            Monika wpatrywała się namiętnie w zdjęcie na monitorze. Jej twarz zdradzała
            miotające nią uczucia.
            - Dziewczyno, wyluzuj! – podsunął Rafał- to nie glizdy, nie musisz się tak
            krzywić
            - Popatrz na nich, widać podobieństwo, dwie wredne gęby i te oczka, szydercze i
            złośliwe
            - Teraz widać podobieństwo, jak wiemy, kto z kim.
            - Uśmiech fałszywy, ale oczki zawsze prawdę powiedzą, zimne i bezwzględne! –
            cedziła przez zęby Monika
            - Myślisz, że piją ludzką krew? – spytał Rafał
            - Na pewno! – stwierdziła – I okręcają sobie szyję ludzkimi flakami.
            - O rany ! Ja jem! – jęknął Kisiel
            - Ciekawe, czy ten pieprzyk pod okiem malowany, czy prawdziwy- Monika nadal
            studiowała podobiznę
            - Jak go spotkasz to poplujesz na palec i sprawdzisz- podsunął Kisiel
            - Taki śliczny cały! Glancuś w odwłok kopany! Gładki i błyszczący! A te włoski!
            Każdy ułożony! Każdy wystudiowany!
            - Cos się tak człowieka czepiła! – spytał Rafał- W końcu to gala jakaś, miał
            przyjść we worku pokutnym?
            - Założę się, że nawet worek pokutny miałby w kant wyprasowany! On mi się nie
            podoba! Nie lubię go!
            - To nie wychodź za niego za mąż! – skwitował Kisiel
            - Nawet tak nie mów!- zagotowała się Monika- Wolałabym się utopić!
            - Nie bądź taka Wanda- podsunął
            - Zostaw już tę podobiznę- powiedział Rafał – Trzeba usiąść i pomyśleć.
            - Musze się uspokoić – odpowiedziała, wstając od biurka – Chce ktoś drinka? Idę
            zrobić Krwawą Mary.
            - O! – zapalił się Kisiel- Chętnie skosztuję, sok pomidorowy ma dużo potasu a
            ja chyba odczuwam braki.
            - To samego soku się napij – podsunął Rafał
            -Nie, nie, sam nie działa
            Towarzystwo uzbrojone w szklanki z napojem zasiadło do narady. Monika w
            aptekarski sposób odmierzała krople tabasco.
            - No to już mamy pewność, że te Schulce to nasze- stwierdził Rafał- Stary
            Schulz ma żonę Annę, spłodzili potomka i dali mu Erich na imię, po tatusiu.
            - Następnie młody Schulz wybrał się do Karkowa poznać dzieje protoplastów-
            kontynuowała Monika- Zobaczył ruinkę, szlag go pewnie trafił, zrobił parę zdjęć
            i wrócił do Niemiec.
            - To dziedzictwo po kądzieli – stwierdził Rafał – Tak by się pchał?
            -A ty nie? Zdziwiła się Monika- przecież to prawie jego matki!
            - No fakt – zgodził się Rafał – Sam bym się pchał. W końcu rodzinne .
            - A czemu szlag miałby go trafić?- zdziwił się Kisiel
            - Bo mnie trafił, jak zobaczyłam dworek po prababci- odburknęła Monika
            - Tylko pytanie, pchał się pchany nostalgią czy może uzbrojony w jakąś wiedzę-
            wtrącił Rafał, sącząc czerwony napój
            - Napisz maila do niego i spytaj – zaproponował Kisiel – na pewno ci chętnie
            odpowie i rozwiążę wszystkie zagadki.
            -Dlaczego wy zakładacie , że to jakiś złoczyniec i ma coś do ukrycia? Może
            chętnie by się podzielił historią rodziny . Może to tylko my szukamy sensacji i
            dziury w moście.
            - Ja jestem pewna, że to złoczyniec, czuję to w trzewiach, wisi mi w atmosferze
            i jego gęba mi się nie podoba.
            -Jesteś uprzedzona, może nie lubisz brunetów?
            - Odwal się! Nie ważne brunet czy blondyn. Z niego takie fluidy emanują, że na
            pewno ma cos na sumieniu – upierała się Monika.
            - No to wiemy, że potomkowie pałacu żyją, może już czas zająć się szyfrem? A ty
            Monika przeczytaj jeszcze raz ten niemiecki tekst, może cię jeszcze oświeci.
            - Poczytam , ale później, teraz szyfr.
            Wstała z fotela i wyjęła z szuflady teczkę z notatkami.
            - Przepiszemy to na osobną kartkę, tylko dokładnie w takim układzie jak jest
            tu – zarządził Rafał- Trzeba działać zgodnie z zaleceniami kryminałów.
            Karta z przepisaną treścią ani nie przemówiła ani nie oświeciła strapionych
            przyjaciół.
            - No i co ? – zapytał Kisiel- patrzę, patrzę ale nic nie widzę.
            - Układ nie ma znaczenia chyba – stwierdziła Monika- po prostu przypadkowo
            zapisane jak leci
            - No to rozłóżmy to na czynniki pierwsze- zaproponował Rafał- A obok napiszemy,
            z czym nam się to kojarzy.
            Monika, z wrodzoną pedanterią wykaligrafowała cyfrę jeden.
            - Zaczyna się! – jęknął Kisiel
            - Zamilcz i nie przeszkadzaj- warknęła Monika.
            Punkt pierwszy zawierał szereg cyfr w jednym ciągu
            - To jest na bank numer niemieckiej komórki – stwierdziła Monika- teraz jestem
            już pewna
            - To notuj z boku – polecił Rafał
            Kolejny punkt zawierał dwie drukowane litery B i M
            -Nie ma kropek, ja bym sugerował, że to inicjały-podsunął Kisiel
            - Notuj – polecił Rafał
            Kolejny punkt to szereg cyfr, przedzielonych kropkami, które grupowały je po
            dwie
            - Numer konta- zaproponował Kisiel
            - Pisz na razie jak leci, potem pomyślimy- powiedział Rafał
            Przy „p.” i „kar.” trochę ich zastopowało.
            - Pan kardiolog! – zaproponował Kisiel
            - Pan kardynał !– podsunęła Monika
            - Piotr i Karolina !
            - Prokurator i kara ! Logiczne!
            - No to ostatnie a i owszem, ale nie w naszym kraju- podsunął Rafał
            - To ja już głupi jestem- odparł zniechęcony Kisiel
            -To się musi jakoś wiązać z naszą zagadką – zamyśliła się Monika- Co tam mamy
            na „p” i „kar”
            Rafał z Moniką patrzyli sobie w oczy szukając natchnienia. Jedno i drugie w tym
            samym momencie uśmiechnęło się od ucha do ucha.
            - No jak tak ma wyglądać nasze myślenie, to za daleko nie zajedziemy –
            powiedziała Monika
            - Nie przesadzaj- uspokoił ją Rafał- ile śledztw w życiu prowadziłaś?
            - Ani jednego – odparła Monika
            -No to jak na samwpierw idzie nam całkiem nieźle
            - Co was tak rozbawiło ?- spytał Kisiel
            -„P” to pałac a „kar” – Karkowo – odparł Rafał
            -Iiiiii! Tez mi zagadka!- zdziwił się Kisiel
            - To czemu na to nie wpadłeś- spytała złośliwie Monika
            - Bo akurat myślałem o czymś innym- odparł
            - A o czym?
            - Że nam się rozcieńczacz do soku skończył i ktoś musi iść nabyć
            - Aaa! To przepraszam- skłonił się Rafał- faktycznie problem niecierpiący zwłoki
            - To ja pójdę się przejdę a wy dalej myślcie- zaproponował
            Monika z Rafałem wrócili do notatek
            - Co teraz mamy ? Pięćdziesiąt!
            - To może być cokolwiek ,wyraża jakąś wartość tylko czego?
            - Wypiszemy wszystko, co można policzyć
            - Za dużo tego wyjdzie, może wypiszemy podstawowe ?
            - Dobra to piszemy jak leci. Długość, szerokość, wysokość, odległość, wiek,
            waga, wzrost..
            - Wzrost zostaw
            - Cena, pojemność, ilość czegoś tam
            Lista wydłużała się w zatrważającym tempie.
            - Zastopuj Monika, tak daleko nie zajedziemy, wracamy do początku.
            - Fakt to bez sensu, może jak odgadniemy początek to nas rozjaśni
            Wrócili do początku listy i zajęli się dumaniem nad rzekomym numerem
            telefonicznym.
            -No i co ?- spytała Monika
            -Nic. Skoro założyliśmy, że to komórka, więc trzeba tam zadzwonić
            - No co ty! – zdziwiła się – Jakoś głupio
            - Jakie głupio? Pozna cię
            • 36krzysiek Re: bez tematu X 10.03.06, 14:24
              - No co ty! – zdziwiła się – Jakoś głupio
              - Jakie głupio? Pozna cię ktoś przez słuchawkę? Numer się ukryje, jak się ktoś
              zgłosi to się rozłączymy.
              - Eeee! Bez sensu – odparła rozochocona - Jak już ktoś odbierze, to warto by
              wiedzieć kto to!
              - Jak? Zapytasz, do kogo się dodzwoniłaś?
              - Nie – odparła rezolutnie – Powiem, że chcę rozmawiać z Erichem Nettelbeckiem!
              -A jeśli to jego telefon?
              - To będę krzyczeć halo halo i się rozłączę, niby, że zasięg albo co. Stary
              numer!
              - Fakt – zgodził się Rafał – Stary jak świat.
              - Dzwonie!
              Złapała za telefon, usunęła identyfikację własnego numeru i wstukała cyfry z
              kartki.
              - Guten Abend! – zabrzmiało w pokoju- Chciałabym rozmawiać z panem Erichem
              Nettelbeckiem!
              W słuchawce zatrzeszczało po niemiecku.
              -Przepraszam-odpowiedział damski głos-Ale Ericha u nas nie ma.
              Monika zamilkła zaskoczona.
              -A będzie? – zapytała niezbyt pewnie.
              Głos w słuchawce odpowiedział
              -Niech pani może spróbuje na drugą komórkę syna zadzwonić, Bernard powinien
              wiedzieć więcej.
              - Ale ja mam tylko ten jeden numer- brnęła Monika
              - Proszę poczekać, podam pani drugi..
              Monika zaczęła gwałtownie machać na Rafała, domagając się czegoś do pisania.
              - Jest pani ?- zabrzmiało w słuchawce
              - Tak, tak czekam
              - Proszę notować.
              Monika zapisała szereg cyfr.
              - Mamy numer jakiegoś Bernarda, który zna Ericha, ale nie wiemy, którego –
              podsumowała
              - Jak zaczęliśmy to skończmy – zadecydował Rafał – Dzwoń
              Po paru sygnałach odebrał męski głos
              - Guten Abend! – zaczęła zdecydowanie -Szukam pana Ericha Nettelbecka
              - W jakiej sprawie? – spytał głos
              Monika nie traciła zimnej krwi.
              - Wysłałam mu plik zdjęć do oceny, miałam dzwonić.
              -Przykro mi, ale Ericha nie ma, wyjechał
              - Ojej – zmartwiła się A kiedy wróci?
              - Gdzieś za dwa tygodnie – odpowiedział głos- Jest w Polsce.
              - Acha! – odpowiedziała - To ja zadzwonię za dwa tygodnie. Do widzenia
              Szybko rozłączyła słuchawkę.
              - Matko- sapnęła- Jak się zgrzałam! Gdzie ten Kisiel z wódką?
              - Pewnie czeka aż żyto wzejdzie.
              W tym momencie odezwał się brzęczyk domofonu
              Monika pstryknęła włącznik
              -Czy to melina? Ma pani wódkę? – odezwał się głos Kiśla
              - Ja ci się ponawydurniam !-odpowiedziała – Dawaj na górę, mamy sensację!
              Kisiel wparował do mieszkania.
              - Co jest?
              Monika streściła telefony podczas przyrządzania kolejnej porcji drinków.
              - Wiecie, co mnie zastanawia? – zadumał się Rafał- nie zdziwiło go, że dzwonisz
              na jego numer, szukając całkiem innej osoby
              - W trakcie rozmowy to sobie uświadomiłam- skwitowała Monika- Dlatego tak
              szybko skończyłam.
              -Ale wiemy, że któryś Erich jest w Polsce-podsumował Kisiel- Ciekawe gdzie.
              - Głowę dam sobie uciąć, że odbywa wycieczki przyrodnicze w okolicach Chociwla!
              Niech pierzem porosnę, jeśli nie mam racji!
              - Nie mamy pewności, ale wykluczyć tez nie można – stwierdził Rafał.
              - Rany! Coraz ciekawiej się robi! – podsumował Kisiel
              - Dobra, wracamy do naszych szyfrów, numer mamy rozpracowany, zostały inicjały
              i te cyfry-zaproponował Rafał –Założyliśmy, że to numer konta. Właśnie wpadłem,
              jak to sprawdzić.
              -Jak?- zainteresowała się Monika.
              -Mam konto internetowe- odpowiedział –w przelewach wpiszemy ten numer z kartki
              i wyświetli, jaki to bank
              Operacja została przeprowadzona, na monitorze ukazała się informacja –
              nieprawidłowy numer konta.
              - No to klops- zmartwił się Rafał- to nie konto
              Zapał jakby lekko ostygł. Słychać było tylko szum komputera. Towarzystwo
              myślało w skupieniu.
              - I co teraz- przerwał milczenie Kisiel- Może te inicjały?
              - To taka sama zabawa jak z pięćdziesiątką – stwierdził Rafał- Bez punktu
              zaczepienia w życiu nie dojdziemy.
              -Mamy punkt zaczepienia- Monika podniosła głowę – Schulz jest w Polsce.
              - I co w związku z tym? – zapytał niepewnie Rafał, przeczuwając odpowiedź
              - Jedziemy do Karkowa!

              c.d.n.





    • 36krzysiek Re: bez tematu XI 13.03.06, 14:46
      ***
      Kolejny dzień upłynął trójce przyjaciół na gorączkowych przygotowaniach do
      wyjazdu. Rafał i Kisiel spędzali czas na organizowaniu zapasów, sprzętu
      turystycznego i podręcznego wyposażenia, umożliwiającego przetrwanie co
      najmniej w buszu.
      -Tak patrzę na to wszystko i zastanawiam się nad sensem brania butli gazowej, 6
      latarek i raków – zastanawiał się głośno Kisiel- Czy my jedziemy na biegun
      północny? A może na safari w afrykańska puszcze?
      - Chyba przesadziłem-przyznał się Rafał- Przecież nie będziemy spać pod gołym
      niebem. Jakaś meta się znajdzie, ale upieram się nad sprzętem potrzebnym w
      naturze. Nigdy nie wiadomo, gdzie wylądujemy.
      - Pamiętaj, tam jest jezioro, trzeba wziąć ponton i kieszonkową łódź podwodną –
      zadrwił Kisiel.
      Monika, jak na doświadczonego podróżnika zaprawionego w bojach, popołudnie
      spędziła u fryzjera. Już z nową koafiurą stosowna do krajoznawczych wycieczek i
      dochodzeń śledczych w terenie przystąpiła do pakowania. W wyniku działań bagaż
      stanowiły dwie pokaźne walizki, które zawierały kreacje na różne okazje, zestaw
      kosmetyków oraz komplet obuwia . Artykuły stanowiące wyposażenie obozu
      przetrwania potraktowała po macoszemu, ograniczając się do jednej pary traperów
      i dużego pojemnika ze środkiem na komary.
      Następnego dnia o siódmej rano Rafał z Kisielem zaparkowali pod blokiem
      koleżanki.
      - Mam nadzieję, że nasza Monisia siedzi na walizkach i czeka- powiedział Rafał
      W głośniku domofonu odezwał się głos
      - Chłopaki! Do windy to jeszcze walizki wstawię ale już przed blok ich nie
      zniosę. Za ciężkie!
      Panowie spojrzeli na siebie wymownie.
      Po paru minutach w drzwiach klatki ukazała się Monika w całej krasie.
      - Matko boska! – jęknął Rafał – Co ty masz na głowie?! I czy już pozwałaś
      fryzjera?!
      - Czego chcesz?- odparła Monika, dotykając lekko wielobarwną mierzwę na głowie –
      To najmodniejszy trend na jesień i zimę.
      - Wyglądasz jakbyś sama się strzygła i to po ciemku- podsunął Rafał
      - Nie znasz się odparła Monika- pakuj te torby lepiej i ruszamy bo to strasznie
      daleko jest.
      Kisiel jęknął pod ciężarem walizek.
      -Nie będę nawet pytał co tam masz, ale wybij sobie z głowy, że będę to za tobą
      nosił
      - Nie musisz nosić – odparła- to ma kółka i samo jeździ.
      Towarzystwo zapakowało się do srebrnej alfy.
      -Ciasno mi tu z tyłu- sapnęła Monika- Co to za tobół?
      - Ekwipunek globtrotera- odparł Rafał- Same potrzebne rzeczy zwłaszcza, że nie
      wiemy dokąd i po co jedziemy.
      -Mogę to trochę upchać? – spytała – Jajek tam chyba nie włożyłeś.
      - Możesz nawet na tym usiąść- odparł- najwyżej cos ci zadek ugniecie.
      Podróż przebiegała bez większych problemów. Jeden postój załatwił kwestię
      pożywienia drugi uzupełnienia napędu samochodu.
      Przed zmierzchem stanęli przed białą tablicą z nazwą Karkowo.
      -Ale wiocha- skwitował Kisiel
      - Czego się spodziewałeś- zapytał Rafał- popegeerowska wieś.
      - A gdzie pałac? –spytała Monika- Ja chcę zobaczyć!
      - Na końcu wsi – odparł Rafał- Podjedziemy tam i przy okazji zapytamy o metę.
      Przejechali przez wieś i zaparkowali na poboczu drogi. Turystom ukazała się
      wieża pałacu górująca nad czubkami drzew.
      - Jest!- powiedziała z przejęciem Monika- Wysiadamy!
      Cała trójka przeprawiła się przez krzewy oddzielające teren pałacu od drogi i
      stanęła na środku prowizorycznego boiska.
      Oczom przyjaciół ukazał się pałac, a właściwie to, co po nim zostało
      Dwukondygnacyjny budynek przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy. Ruiny
      stanowiły jedynie część ścian, brak było stropów i dachu, tylko wieża wydawała
      się najlepiej zachowana. W niektórych oknach zachowały się jeszcze fragmenty
      stolarki. Wokół widać było pozostałości parku.
      - Jakie to musiało być piękne- zachwyciła się Monika- pewnie wojna zniszczyła,
      ale żeby tak zostawić sobie a muzom?
      - Chyba stoimy na tyłach?- zauważył Kisiel
      - Tak- odparł Rafał- Główne wejście jest z drugiej strony
      Grupa obeszła budynek oglądając go dokładnie
      - Widać piwnice- zauważył Kisiel- Jedno wielkie rumowisko
      - Nawet jeśli tam coś jest, to nie ma szans na odnalezienie.
      Zaczynało się ściemniać i postanowili opuścić atrakcyjne ruiny.
      - Trzeba skołować lokum- powiedział Rafał- Popytamy u gospodarzy.
      Już druga próba znalezienia noclegu okazała się sukcesem.
      - Letników to u nas nie ma- odpowiedziała sympatyczna gospodyni- ale na
      pięterku są nieużywane pokoje, jak państwu pasują to mogę wynająć.
      Kisiel z Moniką weszli na górę, by obejrzeć lokum, Rafał został w kuchni by
      dobić targu.
      Po chwili dołączył do dwójki na górze.
      - I jak ?- zapytał
      - Czysto i schludnie- odparła Monika
      -Na wiejskie żarcie nie ma co liczyć- powiedział Rafał- Wszystko z miasta
      przywożą, już prawie nikt żywiny nie trzyma.
      - Jest sklep, więc z głodu nie umrzemy
      - Z kuchni możemy korzystać – dodał Rafał.
      Przyjaciele wrócili po samochód, zaparkowali przed domem i wypakowali bagaże.
      Po lekkiej kolacji zasiedli przy stole i popijając herbatę planowali kolejne
      dni.
      - I co teraz? – spytał Kisiel- Nie liczyłbym, że ruiny coś nam same powiedzą
      - Trzeba popytać ludzi – stwierdził Rafał- Może ktoś cos wie, coś pamięta, cos
      widział.
      - Powiemy, że chcemy spisać historię pałacu jako dzieło naukowe i że to nagoni
      tu turystów- zaproponowała Monika- Wizja zarobku może rozwiąże języki.
      - Martwi mnie tylko, że tu teraz głównie napływowa ludność mieszka- stwierdził
      Rafał- Ciężko będzie znaleźć kogoś, kogo przodki żyły w tamtych czasach
      - Przodkowie- poprawiła Monika
      - No jak się nie dowiemy, to nie będziemy wiedzieć – skwitował Kisiel- jest tu
      cmentarz?
      - Jest- odparł Rafał- Prawie naprzeciwko pałacu po drugiej stronie drogi.
      - I tam zaczniemy poszukiwania.
      Zmęczenie podróżą dawało się coraz bardziej we znaki we znaki. Towarzystwo
      niemrawo rozeszło się po pokojach i zapadło w sen.

      ***
      Wśród otaczających ciemności drogą z Chociwla jechała ciemnozielona honda.
      Kierowca w skupieniu patrzył przed siebie i palił papierosa. W oddali
      zamajaczyły budynki. Wyłączył światła samochodu i prawie bezgłośnie przejechał
      przez wieś. Minąwszy zabudowania stanął w niewidocznej zatoczce i z wnętrza
      pojazdu wyszła ciemna postać. Przemknęła przez drogę, minęła ruiny pałacu i
      zatrzymała się przed domem, przed którym zaparkowana stała srebrna alfa.
      Właściciel hondy bez trudu zapamiętał numery rejestracyjne.

      ***

      Śniadanie w postaci jajecznicy na boczku i kawy postawiło trojkę przyjaciół na
      nogi i dodało energii na pracowity dzień. Pół godziny później stali pod bramą
      cmentarza.
      -Dawno tu nikogo nie chowają- stwierdziła Monika
      - Rozejrzymy się- zaproponował Rafał.
      Każde z nich zajęło inną część i z uwagą studiowało nagrobki. Te kamienne były
      nieźle zachowane, inne zarośnięte i zniszczone nie dawały szans na odczytanie
      klepsydr. Na wprost bramy na końcu zarośniętej alejki górował nad reszta
      grobowiec. Familie Von Nettenbeck głosił napis nad wejściem zwieńczonym
      portalem. Wszyscy zebrali się pod budowlą.
      - Czuję się jak Robinson- odparła Monika- aż mi dreszcz po plecach przeszedł.
      - Fakt- odparł Rafał- Dotykamy prawdziwej historii
      - Tu pewnie były tabliczki z nazwiskami – wskazała Monika na ścianę obok drzwi
      ze śladami otworów.
      - Tabliczki były metalowe, pewnie wieki temu wylądowały w skupie złomu –odparł
      Kisiel.
      - Większość grobów jest niemiecka- stwierdził Rafał- I ostatni pochówek, jaki
      znalazłem był w 1942 roku.
      - Ten cmentarz to zabytek, ciekawe, czy jakieś władze się poczuwają? –zapytała
      Monika
      - Władze to najczęściej się poczuwają do brania łapówek i nicnierobienia –
      stwierdził filozoficznie Kisiel
      Rafał obszedł grobowiec dookoła.
      - A gdybyśmy tak spróbowali poszukać grobów z 1908 roku?- zaproponował Rafał
      - Rok zaginięcia panny Edyty- przypomniała Monika.
      - Sensu w tym nie widzę ale jak już tu jesteśmy. Do roboty!
      Po godzinie intensywnych poszukiwań przyjaciele zebrali się przy grobowcu.
      • 36krzysiek Re: bez tematu XII 13.03.06, 14:47
        Po godzinie intensywnych poszukiwań przyjaciele zebrali się przy grobowcu.
        - Mamy 3 osoby – podsumowała Monika- Pomyślimy przy obiedzie, co z nimi zrobić.
        Obiad w postaci gołąbków z kaszą gryczaną urządzono w niewielkim ogródku przed
        domem.
        - Dwóch mężczyzn i jedna kobieta –powiedział Rafał- Josef Hert, Uwe Verden i
        Marthe Michalak
        - Polskie nazwisko- zauważyła Monika- miała 19 lat jak umarła, rok starsza od
        panny Edyty.
        - Ci dwaj umarli po osiemdziesiątce- policzył szybko Kisiel
        - Michalak – myślał głośno Rafał- Trzeba popytać, może w okolicy żyją
        potomkowie.
        W obejściu kręciła się gospodyni, rozwieszając pranie na sznurach.
        - Pani Małgorzato- zapytał Rafał- Mówi pani coś nazwisko Michalak? Znaleźliśmy
        grób Marty Michalak na cmentarzu i szukamy jej rodziny w okolicy.
        Pani Małgorzata, znająca historyczne hobby swoich gości, zmarszczyła brwi w
        skupieniu.
        - Michalak, Michalakowie, Michalaki- odmieniała głośno- A pewnie ,że mieszkają-
        odparła- Tylko nie tu we wsi, tylko pięć kilometrów dalej, w Kani. Stary
        Michalak jest leśniczym.
        - No pewnie! - odparł Rafał- Przecież ja go znam ! Bawiłem się z jego dzikiem
        w zagrodzie!
        - Co robiłeś?!- spytał zdziwiony Kisiel
        - Bawiłem się z dzikiem, hodował znajdę od małego, był jak pies choć trochę
        większy i silniejszy.
        - Tak pamiętam tego dzika! – zaśmiała się pani Małgorzata- Wszystkie dzieciaki
        tam latały!
        - Nie ma na co czekać- odparła Monika- Pakujemy zadki w samochód i jazda!
        Alfa wyjechała na drogę i po paru kilometrach zatrzymała się przed bramą
        leśniczego.
        Wzdłuż siatki biegał wilczur i szczekał bez większego zapału tak trochę z
        poczucia obowiązku. W drzwiach okazałego domu ukazała się postać gospodyni.
        Rafał wysiadł z samochodu.
        - Dzień dobry! –zawołał- Szukam pana Michalaka
        - Dzień dobry!- odpowiedziała gospodyni-Mąż jest przy paśnikach- pokazała w
        stronę lasu.
        - Wiem gdzie to jest – odparł Rafał – Dziękuję, znajdziemy go.
        Po chwili zatrzymali się na skraju lasu. Na polance otoczonej młodnikiem pan
        Michalak naprawiał zadaszenie karmnika.
        - Dzień dobry panie Michalak – powiedział Rafał, idąc po skoszonej łące.
        Michalak odwrócił głowę i spojrzał na przybysza.
        - Rafał?! – zdziwił się – A to ci niespodzianka! Co tu robisz?
        - Przyjechałem z przyjaciółmi odwiedzić stare kąty- odpowiedział – A przy
        okazji zbieramy informacje na temat pałacu w Karkowie. Koleżanka jest
        historykiem- nagiął lekko zawód Moniki do potrzeb- I zainteresowałem ją
        ruinami.
        - Stare dzieje- odparł Michalak – Dużo z niego już nie zostało, a po wojnie
        można go było uratować.
        Zszedł z drabiny i włożył narzędzia do skrzynki
        - Chodźcie do domu- zaproponował- usiądziemy przy piwie i pogadamy.
        Po chwili alfa zaparkowała na podwórku. Leśniczy i goście zasiedli przy długim
        stole, postawionym w cieniu starej gruszy. Pani Michalakowa przyniosła ze
        spiżarni piwo i wiejskie wędliny.
        - Gdybyście chcieli coś na ciepło dajcie znać- odpowiedziała- Mam biały barszcz
        na kuchni a wczoraj zrobiłam z Luśką prawie czterysta ruskich pierogów.
        - Ruskie!- Rafałowi zaświeciły się oczy- Uwielbiam ruskie pierogi!
        - To wam zaraz przyniosę całą misę - zaśmiała się gospodyni i zniknęła w domu.
        Przy stole zaczęło się śledztwo.
        - Pałac należał do rodziny Nettelbecków- zaczął Michalak- zaraz na początku
        czterdziestego trzeciego uciekli do Niemiec, zostawiając prawie wszystko.
        - To wiemy ale nas interesują starsze dzieje- przerwała Monika- Zaginięcie
        córki barona, Edyty, w 1908 roku.
        Pan Michalak spojrzał na gości.
        - To faktycznie stare dzieje – odparł – Mniej więcej w tym samym czasie zginęła
        siostra mojej babki – Martusia.
        - Jak to zginęła? – zapytała Monika.
        - Została zamordowana.
        Nad stołem powiało grozą.

        ***
        Właściciel hondy siedział przy barze hoteliku „ Pałac pod lipami”. W kieszeni
        marynarki zadzwonił telefon komórkowy.
        - Słucham- odebrał nieznajomy. W notesie, obok numeru rejestracyjnego srebrnej
        alfy zapisał imię i nazwisko Rafała.

        ***

        Na stole pod gruszą pani Michalakowa postawiła dymiąca misę pełną pierogów z
        okrasą. Jednak gościom odebrało apetyt.
        - Niech pan opowie dokładnie jak to się stało! – poprosił Rafał.
        -Niczego nie wiadomo dokładnie – odpowiedział leśniczy- Zniknęła i po paru
        dniach znaleziono ją nad jeziorem w Chociwlu z poderzniętym gardłem.
        - Horror!- szepnął Kisiel
        - Policja prowadziła dochodzenie, ale niczego nie wykryto. Chociwel był wtedy
        miastem targowym. Kręciło się wielu ludzi z okolic, przyjeżdżali kupcy,
        handlarze i klienci warsztatów rzemieślniczych. Śledztwo prowadziło do nikąd i
        w końcu dochodzenie umorzono .
        - A rodzina? – spytała Monika- Nie miała żadnych podejrzeń?
        - Moi pradziadowie byli poważani w okolicy- ciągnął Michalak- Pradziadek był
        zaufanym zarządcą majątku barona i dzięki temu byli dosyć zamożni jak na tamte
        czasy. Mieli piętrowy dom niedaleko pałacu, jednak wykluczono morderstwo na tle
        rabunkowym. Gotówki wtedy nie noszono przy sobie a cioteczna babka nie
        posiadała cennej biżuterii. Jedyne, co miała, to złoty krzyżyk, ale ten
        znaleziono przy zwłokach. Dostała go od córki barona – Edyty.
        - Znały się?- spytał Rafał
        - Tak, nawet przyjaźniły. W okolicy nie było zbyt dużo młodzieży odpowiedniej
        dla baronówny, baron pradziadka znał i szanował. Może to nie było powszechne,
        ale dziewczyny były bliskimi przyjaciółkami.
        - Mówi panu coś nazwisko Schultz?- spytała Monika.
        Leśniczy zamyślił się.
        - Schultz- powtórzył- Coś mi świta, ale raczej z późniejszych czasów
        - Niech pan sobie przypomni – poprosił Kisiel- Schulz plączę nam się po tej
        historii w roli nieodgadłej persony.
        - Nie taki znów nieodgadły- poprawił go Rafał- Co najmniej dwóch Schulzów
        widzieliśmy na zdjęciu.
        Towarzystwo streściło panu Michalakowi wszystko, czego dowiedzieli się o nich
        do tej pory.
        - Oczywiście, że wiem, kto to jest Erich Schulz- odparł z uśmiechem leśniczy-
        Mój kuzyn w latach siedemdziesiątych zwiał do Niemiec. Jego syn, Bernard
        przyjeżdżał do nas parę razy na wakacje. Któregoś lata przyjechał ze swoim
        kumplem ze szkoły. Ten chłopak nazywał się Erich Schulz.
        Ekipa śledcza dostała wypieków.
        - Schulz nad Schulzami we wszystko kopany! – krzyknęła Monika- Wiedziałam, że
        ta kreatura to klucz do zagadki. Plączę się we wszystkich pokoleniach ! A do
        pana kuzynka Bernarda to mamy nawet telefon komórkowy!
        Przez chwilę przy stole zapanowało prawdziwe pandemonium.

        c.d.n.


        • 36krzysiek Re: bez tematu XIII 13.03.06, 16:56
          - Co robi teraz Bernard?- zapytał Rafał
          - Skończył politechnikę w Niemczech, jest architektem. Jak byłem u kuzyna ,
          Bernard był w Stanach na praktykach, nie widziałem go od tamtych wakacji .Ale,
          ale zaraz! – zadumał się- Czy przypadkiem ten Schulz nie był w okolicy później?
          Zgromadzeni przy stole wstrzymali oddech, Kisiel siniał z tkwiącym w przełyku
          pierogiem, bojąc się przełknąć.
          - Jak sołtys z Karkowa hodował świnie, przyjechał do niego ktoś z Niemiec,
          niby w celu importu tuczników. Sołtys potem opowiadał, że dziwny to był kupiec,
          bo latał po okolicy a na świniach zupełnie się nie znał.
          - I to był Schulz?
          - Nie wiem, nie jestem pewien, to było z osiem lat temu, trzeba by Kaczora
          zapytać
          - Nadal jest sołtysem?- spytał Rafał
          - A gdzie tam- odparł leśniczy- Wdał się w politykę i konszachty, jakieś
          łapówki, przekręty, śledztwo było, ale umorzyli, tyle że z sołtysa go zdjęli.
          Pazerny na pieniądze i władzę był zawsze, ale głupi i bez wyobraźni. Kurdupel
          jeden.
          - Coś panu się naraził, widzę- skwitował Kisiel
          - Bo mi się do lasu chciał wtrącać- warknął Michalak- A ja lasem żyję i las
          znam, żaden ćwok szyków mi tu psuć nie będzie. W gminie mi koło pióra chciał
          robić, ważniak niemyty, do klamek ledwo sięgał a po cudze łapska wyciągał.
          - Co teraz robi? – spytała Monika
          - Nic, szacunku we wsi nie ma, nikt z nim gadać nie chce, pije na umór.
          - No to od niego się niczego nie dowiemy, ale sąsiadów popytać można, może ktoś
          coś wie.
          - Jak mam wam polecić, to stary Dornik płot w płot z nim mieszka, a Dornikowa
          wie wszystko, co się we wsi dzieje. Cały dzień łazi i ucha nadstawia.
          - Pamiętam Dornikową- odparł Rafał- Jajka się od niej brało. Ale najpierw
          pojedziemy do Chociwla i pokręcimy się po mieście, dawno tam nie byłem.

          Na drugi dzień ekipa śledcza przeniosła się do miasta. Obejrzeli stary kościół,
          okrążyli świńskim truchtem jezioro Starzyc, zwiedzili centrum. Kisiel z Moniką
          z wielkim zainteresowaniem obejrzeli asortyment sklepu metalowego. Po południu
          postanowili coś zjeść.
          - Gdzie tu dają jakieś żarcie? – zapytał Kisiel- Na fast fooda raczej szans nie
          ma, a tak za mną chodzi kawał wołowiny w bułce.
          - Pałac pod lipami – powiedział Rafał – brzmi nieźle i chyba dają dobrze jeść.
          Po paru minutach towarzystwo zajechało pod budynek. Na parkingu stało parę
          samochodów.
          Sala restauracyjna prezentowała się schludnie i dość wytwornie. Przyjaciele
          zajęli miejsca za stołem i przystąpili do studiowania menu.

          ***
          Z piętra, gdzie znajdowały się pokoje gościnne, schodził młody mężczyzna,
          ubrany w jasny garnitur. Po wyjściu z motelu jego wzrok spoczął na
          zaparkowanej srebrnej alfie. Jego oczy zwężyły się pod ciemnymi okularami, usta
          wykrzywił lekki grymas. Przeszedł na tyły budynku, i wsiadł do ciemnozielonej
          hondy.

          ***

          - Bardzo dobrze tu karmią – pochwalił Kisiel- Te roladki drobiowe były
          przepyszne.
          - Potwierdzam- przytaknęła Monika – Jedzonko pierwsza klasa
          - I co nam przyszło z dzisiejszej wycieczki? – zapytał Rafał mieszając cukier w
          filiżance z kawą
          - Oprócz wycieczki krajoznawczej raczej niewiele- przyznała Monika
          - Znaleźliśmy dobrą knajpę – podsunął Kisiel
          - Ale nasze śledztwo nie posunęło się ani o krok.
          - Miejmy nadzieję, że wszystkowiedząca Dornikowa nas oświeci.
          Zapłacili rachunek i zebrali się do wyjścia. Rafał z Kisielem wyszli z sali,
          Monikę w przejściu przepuścił mężczyzna w jasnym garniturze i ciemnych
          okularach. Poczuła nieprzyjemny dreszcz, przebiegający po plecach.
          Po powrocie na stancje zaparkowali samochód i usiedli w ogródku. Monika
          siedziała zamyślona i nieobecna.
          - Co ci jest? – zapytał Rafał
          - Nie wiem- odparła- Jakoś dziwnie się czuję, sama nie wiem czemu. Cos mnie
          męczy, jakaś myśl, nie mogę jej złapać, to takie dziwne uczucie, że czujesz i
          nie wiesz gdzie jest i co oznacza.
          -Może ten obiad? – podsunął Kisiel.
          -Nie – odparła- To nic gastrycznego, raczej duchowość tak bardziej w prawo i do
          góry
          - Jutro odwiedzimy Dornikową- powiedział Rafał- A na dzisiejszy wieczór
          zarządzamy czas wolny.
          Towarzystwo zajęło się swoimi sprawami. Kisiel oddał się drzemce w swoim
          pokoju, Monika została w fotelu w ogrodzie i oddała się rozmyślaniom, Rafał
          poszedł pod pałac.
          Było spokojnie, korony drzew szumiały monotonnie, ze wsi dochodziły odgłosy
          krzątaniny, gdzieś w oddali było słychać silnik samochodu. Przyglądał się
          ruinom i poddawał tajemniczej atmosferze.
          - Szkoda, że nie umiesz mówić – pomyślał patrząc na wieżę. Odgłos silnika
          zbliżał się coraz bardziej. Rafał odruchowo spojrzał w stronę drogi i w
          prześwicie między krzakami zobaczył ciemną karoserię zwalniającego samochodu.
          Mężczyzna za kierownicą, ubrany w jasny garnitur, pochylił się w stronę okna
          pasażera, by spojrzeć na pałac. W tym momencie ich wzrok się spotkał.
          Spojrzenie trwało ułamki sekund, samochód nawet nie zdążył wyhamować . Oczy
          kierowcy były zimne i bezwzględne. Rafał miał uczucie, że ten wzrok przeszywa
          go na wskroś. Poczuł narastające uczucie paniki a jednocześnie nie mógł oderwać
          spojrzenia. Doskonale wiedział, kto jest właścicielem tego wzroku i
          ciemnozielonej hondy. Erich Schulz.

          c.d.n.

          • 36krzysiek Re: bez tematu XIV 14.03.06, 16:32
            Erich Schulz nie miał już żadnych wątpliwości. Ta trójka przyjezdnych z
            pewnością węszyła dookoła pałacu. Coś wiedzieli i czegoś szukali, pytanie tylko
            czego. Jechał w stronę Maszewa i myślał nad sprawą. Szperali po cmentarzu, byli
            u starego Michalaka, widział ich kręcących się po Chociwlu.
            -Czego oni szukają do diaska? – myślał gorączkowo- Trzeba działać, bo może się
            zrobić gorąco.
            Zjechał na pobocze i sięgnął po telefon.

            ***
            Rafał szybkim krokiem zbliżał się do gospodarstwa. W ogrodzie na fotelu
            siedziała Monika, pogrążona w lekturze. Podniosła głowę z nad książki i
            spojrzała
            - Rany! Ducha zobaczyłeś? – spytała.
            Rafał wyraźnie robił przestraszonego i zdenerwowanego.
            - Widziałem Schulza- powiedział – był na drodze w samochodzie, zatrzymał się i
            patrzył na pałac. Widziałem go!
            Monika jakby z lekka przybladła i uniosła się w fotelu
            - Miał na sobie jasny garnitur i okulary przeciwsłoneczne- powiedziała
            spokojnym głosem.
            - Tak!, Skąd wiesz? To znaczy nie! Nie miał akurat okularów! Patrzył na mnie!
            - Przy wyjściu z motelu przepuścił mnie w drzwiach- odpowiedziała- Cos zostało
            w atmosferze! Teraz wiem, co mnie gniotło, tylko nie mogłam sobie uzmysłowić
            co! A więc jednak Schulz!
            Oczy Moniki zwężyły się a twarz wyrażała zwierzęcą żądzę mordu i krwi.
            -On jest niebezpieczny- stwierdził Rafał – Tak na mnie patrzył aż mi się słabo
            zrobiło
            - Mówiłam ci, że to podła kreatura- Monika gotowała się do boju- Wszyscy tu
            czegoś szukamy, założę się, że tego samego. Ciekawe ile on wie.
            - Myślę, że więcej od nas, w końcu to sprawa jego rodziny.
            - Jakby wiedział, to by już dawno to coś znalazł i nie kręcił się po okolicy
            tylko spieprzał gdzie pieprz rośnie.
            Z głównej drogi w stronę domu skręcił stary tarpan. Za kierownicą siedział
            Michalak.
            - Witam- powiedział wysiadając- Byłem wcześniej ale was do miasta poniosło
            - Tak- odpowiedział Rafał- Kręciliśmy się trochę po okolicy.
            - Po naszej rozmowie tak sobie myślałem o starych dziejach i poniosło mnie na
            strych- powiedział leśniczy- Dawno tam nie zaglądałem i powiem, że z
            ciekawością zajrzałem w kąty. Pamiętam, że były jakieś starocie po dziadkach i
            zaciekawiło mnie, co tam tez może być. Znalazłem to.
            Maciejak wyjął z samochodu trzy grube książki.
            - Pewnie resztki po bibliotece- powiedział- Wydane w 1920 roku, pisane po
            niemiecku, więc za wiele nie rozumiem. Nie wiem, czy się przydadzą, ale z
            tamtych czasów, więc wziąłem.
            Monika sięgnęła po dzieła.
            - Ja znam niemiecki- powiedziała- Ciekawe egzemplarze, pewnie są wiele warte.
            - Ja tam się nie znam – odparł leśniczy- Jak chcecie mogę wam zostawić do
            przejrzenia.
            Monika usiadła w fotelu i zaczęła przerzucać kartki.
            Leśniczy porozmawiał jeszcze chwilę z Rafałem i odjechał.
            - I co? – spytał Monikę
            - Jedna powieść- odpowiedziała- Ta druga to jakieś opracowanie historyczne a ta
            trzecia…
            - No?
            Monika poczuła gorąco.
            - Historia Pomorza.
            Wspólnie oglądali książkę kartka po kartce i nagle ich oczom ukazał się znajomy
            widok.
            Rafał poderwał się z fotela.
            - Idę po notatki
            Błyskawicznie wrócił, trzymając tekturową teczkę. Monika wyjęła kserokopię
            tajemniczej notatki i położyła na stoliku. Obok w książce widniała identyczna
            strona.
            - Sprawdź, co to za rozdział – powiedział Rafał
            Monika wróciła parę stron i odnalazła stronę tytułową - Freienwalde
            - Chociwel – powiedział z przejęciem Rafał
            - Nie ma na co czekać, trzeba to porządnie przeczytać – powiedziała Monika i z
            ksiązka w objęciach pobiegła do siebie.
            Wieczorem siedzieli wszyscy przy stole i słuchali tłumaczenia . Za oknem padał
            deszcz.
            - Parę rzeczy nam się wyjaśnia- streszczała Monika- Po pierwsze Schulz był
            oficjalnym narzeczonym panny Edyty. O jej zniknięciu niczego więcej się nie
            dowiedziałam. Po drugie narzeczony Schulz mieszkał w Karkowie po jej
            zniknięciu prawie dwa lata z przerwami. Jest też informacja o zamordowaniu
            Martusi, ale bardziej na marginesie. Potem to już same historyczne dyrdymały.
            Widać autor potraktował tę historię jako sensacyjny przerywnik w dość
            monotonnej treści.
            - Na razie to wszystko upewniło nas w naszych genialnych wnioskach- podsumował
            Kisiel
            - A tamta historyczna książka czego dotyczy? -zapytał Rafał
            Monika spojrzała na niego i zerwała się na równe nogi.
            - Zostawiłam na stole!- krzyknęła i wybiegła z pokoju.
            Deszcz nie zaszkodził specjalnie obu książkom, kartki nie zdążyły nasiąknąć,
            grube tekturowe okładki, obciągnięte jakimś materiałem, skutecznie
            zabezpieczały zawartość.
            Monika wytarła je ściereczką i zaczęła przeglądać wolumen.
            - Historia Francji- powiedziała- Dla świętego spokoju przejrzyjmy obie.
            Rafał otworzył książkę i starał się odczytać dziwną niemiecka czcionkę.
            Dłonią trzymał okładkę tytułową i kciukiem wyczuł delikatne zgrubienie, jakby
            miękkość wewnętrznej strony. Przeniósł wzrok. Okładka była wykończona papierem
            introligatorskim.
            Woda nie zaszkodziła stronom, ale dostała się na spód okładki. Stary klej lekko
            puścił. Rafał sięgnął po nóż i delikatnie podważył papier. Okładka odchodziła z
            lekkim trzaskiem. Odchylił papier i wyjął spod niego złożoną na pół kartkę
            cieniutkiego pergaminu. Rozłożył ją na stole pod zwisającą nisko lampą.
            - Mapa! – szepnęła Monika- Prawdziwa, najprawdziwsza mapa!
            - Raczej przerysowany fragment- uściślił Rafał. – Ale tu piękny klasyczny
            krzyżyk.
            - Pod spodem jest cos napisane, tylko strasznie niewyraźne
            - Faktycznie, wygląda jak wykaligrafowane ręcznie.
            Kisiel uniósł mapę pod światło i marszcząc oczy starał się odczytać napis.
            - To cyfry- powiedział- Notujcie.
            Rząd cyfr wydał się dziwnie znajomy.
            - To te z notatki – powiedziała Monika.
            Trójka przyjaciół porównywała zapiski.
            - Na mapce są w ciągu, a tu z kropkami.
            - Co to może oznaczać ?
            Rafał wstał od stołu.
            - Idę robić kawę , kto chce?
            Dwie głowy przytaknęły. Monika zapaliła papierosa i przeciągnęła się na krześle.
            -Wykończą nas te tajemnice.
            Rafał wrócił na górę z dymiącymi filiżankami.
            - Męczy mnie to – powiedział- Wydaje mi się, że powinienem wiedzieć.
            Na stole zabrzęczała komórka.
            - Budzik – powiedział Rafał i otworzył menu, by wykasować polecenie.
            W tym momencie spłynęło na niego oświecenie.
            - Wiem! - krzyknął – Albo mi się wydaje że wiem! Taki zapis po dwie cyfry to
            godziny, minuty i sekundy!
            - Długość i szerokość geograficzna! – Kisiel poderwał się zza stołu! O my
            barany ciemne! Szkolna wiedza z podstawówki!

            c.d.n.

            • 36krzysiek Re: bez tematu XV 17.03.06, 17:45
              Erich Schulz siedział w barku motelu „ Pałac pod lipami” i popijając whisky z
              lodem nerwowo spoglądał na zegarek. Gość, na którego czekał, spóźniał się
              karygodnie. Erich nie lubił spóźnialskich. Każde takie przewinienie odbierał
              jako atak na własną osobę. Cenił się wysoko i wiele wymagał od innych. Jego
              gość był osobą niezbędną do kontynuowania misji w Polsce. Przeszkody, jakie
              napotykał na swojej drodze, zaczynały wyraźnie wyprowadzać go z równowagi.
              Działając nie na swoim terenie musiał mieć kogoś, kto w razie wpadki odciągnie
              od niego wszelkie podejrzenia. Już założył sobie szczegółowy plan działań.Musi
              usunąć przeszkody a gdy sprawa przyschnie wróci dokończyć dzieła. Nie mógł
              narazić się na cień podejrzenia. Po prostu nie mógł.

              +++

              Srebrna Alfa zatrzymała się pod Urzędem Miasta . Trójka przyjaciół wysiadła z
              samochodu i udała się na umówione spotkanie. Dział kartografii znajdował się na
              drugim piętrze a przed drzwiami kłębił się dziki tłum petentów.
              -Co to za oblężenie? – zdziwiła się Monika
              - Tu tak zawsze- odpowiedział starszy pan stojący obok- Wieki trzeba czekać na
              każdy papierek, biurokracja w pełnym rozkwicie a o komputerach to chyba czytali
              tylko u Lema.
              - Pół dnia nam zejdzie w tej kolejce- zadumał się Rafał- Trzeba jakoś dotrzeć
              do naszej kierowniczki innym sposobem. Pchać się przed ogon nie mam zamiaru. Na
              pierwszy rzut oka widać, że tylko czekają na okazję dokonania linczu w celu
              wyładowania energii.
              Rozszalały tłum sapał wymownie.
              - Zadzwonię do niej po prostu i powiem, że czekamy pod drzwiami - skwitowała
              Monika.
              Po dziesięciu minutach od telefonu z gabinetu wyszła sympatycznie wyglądająca
              brunetka
              - To państwo w sprawie tej mapy? – zapytała.
              Trójka przyjaciół przytaknęła zdecydowanie głowami
              - Tak, to my, ale nie ryzykowaliśmy przedzierania się przez ten tabun
              - Och, ja już siły nie mam – odparła jękliwie- Co trzy miesiące mam nowe kadry,
              zanim ich przeszkolę, zanim się czegoś nauczą panuje tu istna bitwa pod
              Grunwaldem- odrzekła - Ale nie ja im pensje ustalam, wiec każdy, kto ma tylko
              okazję odchodzi a ja zostaje na polu bitwy. Przejdziemy do innego pokoju-
              zaproponowała- Bezpośrednio do map
              Cała czwórka zniknęła za drzwiami, niedostępnymi dla zwykłych śmiertelników. Od
              lewa do prawa i od góry do dołu pokój zastawiony był regałami i szafami, które
              zawierały w sobie mapy różnego formatu i przeznaczenia.
              -Na szczęście mam swój system poruszania się po tych szpargałach-powiedziała
              kierowniczka, rozglądając się z dumą po swoim królestwie- Osobiście pilnuję
              porządku jak oka w głowie i każdemu patrzę na ręce. Inaczej dawno bym
              zwariowała i uciekła stąd z krzykiem.
              Monika podała jej kartkę z zapisanymi cyframi.
              - Sprawdzimy najpierw na mapie powiatu jaki to rejon, a potem spróbujemy
              znaleźć coś bardziej szczegółowego –powiedziała i zniknęła w labiryncie regałów.
              - Co za cudowna kobieta- zachwycił się Kisiel- Gdyby wszyscy pracownicy byli
              tacy, to wizyta w urzędach byłaby samą sielanką i cudownością
              - Zejdź na ziemię – odparł Rafał- I dziękuj Opatrzności że czuwa nad nami
              Kisiel posłusznie wzniósł wzrok w kierunku sufitu, zapewnie w celu odprawienia
              modłów, ale w tym momencie zza regałów wyłoniła się urzędniczka. Taszczyła w
              objęciach kartonowe coś, co przypominało bardziej harmonię niż dokumenty.
              Ułożyła to na stole i zaczęła przewracać strony.
              - Znalazłam bardzo dokładną mapę powiatu- odsapnęła- Powinno wystarczyć
              Powiat był podzielony na segmenty a każdy segment na kolejne. Złożenie tej mapy
              w jedną płachtę zajęło by bez mała całe piętro urzędu.
              - Długość i szerokość się zgadza- mruczała urzędniczka, rysując nosem po mapie –
              To powinno być zaraz na następnej stronie.
              - Jest! - odparła z dumą pukając palcem w mapę.
              Ekipa śledcza podeszła do stołu i w skupieniu pochyliła się nad płachtę.
              Fragment pod nerwowym palcem urzędniczki przedstawiał sobą niewyobrażalną
              plątaninę linii prostych, skośnych i falujących, kropek, punktów,
              zakreskowanych i zakratkowanych miejsc. Trójka poczuła się lekko ogłuszona.
              - Co to ? – zdziwił się Kisiel
              - Wykrój na jakąś straszliwie skomplikowaną odzież – odparła Monika
              - Czemu tu nie ma żadnych kolorów ? – zdziwił się Rafał
              - No tak – kierowniczka lekko sklęsła w sobie- Dla państwa to może być dość
              skomplikowane
              - Dość ?!- zdziwił się Kisiel- Skomplikowane?! To jest kompletnie popier…
              - Przyhamuj – warknął Rafał.
              - No ten, tego, chciałem powiedzieć, że to jest nie do odczytania
              - Ależ to nic trudnego- odparła urzędniczka- Mówiłam, że ta mapa jest bardzo
              dokładna, jest tu zaznaczone ukształtowanie terenu, można odczytać wysokość nad
              poziomem morza, są wszystkie drogi bite i polne, linia wąskotorówki, większość
              dużych drzew, pola, łąki, lasy.
              -Tak- odparł bez przekonania Rafał- To bardzo możliwe, co pani mówi, ale
              prosimy jakoś nam opisać to miejsce, bo inaczej nie widzę szans na ustalenie
              czegokolwiek.
              Kierowniczka w skupieniu pochyliła się nad mapą.
              - To miejsce jest na skraju starego lasu, jakby na styku z młodnikiem. Obok
              jest polna droga na linii wschód- zachód. Po jej drugiej stronie w kierunku
              północnym jest kępa drzew i pole. Pole przedzielone polną drogą północ-
              południe, która dzieli to pole na ziemię uprawną i łąkę. Obie drogi, ta przy
              lesie i ta z pola krzyżują się i w kierunku południowym i w formie już jednej
              dochodzą do drogi utwardzonej wschód- zachód. Ta z kolei w kierunku wschodnim
              dochodzi do drogi powiatowej asfaltowej północ-południe, łączącej wieś Karkowo
              ze wsią Kania.
              W pokoju panowała głucha cisza.
              - Proszę ? – zapytał Kisiel – Ja w sumie zrozumiałem pojedyncze słowa, ale
              całości to już niekoniecznie.
              -Ta droga asfaltowa wschód-zachód- zaczęła urzędniczka.
              -Moment- przerwał Rafał- Narysujmy to byle jak na czymkolwiek, zaznaczymy co
              ważniejsze kierunki i może coś z tego zrozumiemy.
              Urzędniczka błyskawicznie wykonała prosty szkic i opisała linie i pola
              - To droga- wyjaśniała- W tym miejscu jest las a tu, o! pole , dalej las ale
              to nie istotne.
              - Zaraz, zaraz- przerwał jej Rafał- Jak to było? Tu się krzyżują te polne
              drogi? – pukał palcem w rysunek- A co jest obok tej krzyżówki?
              Urzędniczka zerknęła na mapę.
              - Drzewo- odparła- Tu mam zaznaczone drzewo, dość duże, bo jest ujęte jako
              punkt odniesienia
              - Dąb- odparł Rafał - Wielki dąb
              - A tego to nie wiem- odparła urzędniczka- Tu nie ma gatunków
              - Ale ja wiem- odparł Rafał.

              +++
              Bernard Michalak po spotkaniu z Schulzem wsiadł do samochodu, zaparkowanego na
              tyłach motelu. Czapka nasunięta na oczy, broda i ciemne okulary skutecznie
              maskowały go przed wzrokiem wścibskich. Otworzył schowek i wsunął przedmiot
              owinięty w irchę.

              +++
              - Jedziemy tam od razu? – zapytał Kisiel z tylnej kanapy samochodu.
              - Nie- odparł Rafał – Robi się późno a ja nie mam zamiaru plątać się po lesie w
              ciemnościach
              - Zwłaszcza, że mamy tu towarzystwo-wsparła go Monika
              - Odczekamy dwa dni i wybierzemy się rowerami na grzyby albo na leszczynę
              - Mogę nawet szyszki zbierać, niech się tylko cos wyjaśni! – odparła nerwowo
              Monika.
              - Powiedz gdzie to jest i co tam jest -powiedział Kisiel
              - Powiem, jak dojedziemy na miejsce.
              Towarzystwo po spożyciu obiadu udało się z krzesełkami turystycznymi na teren
              pałacu.
              - Jeśli Schulz się gdzieś tu kręci, będzie nas dobrze widział- powiedział Rafał-
              Czepiliśmy się pałacu i trwamy przy nim.
              - Mogę trochę pochodzić po ruinach ,poświecić latarką, popukać tu i tam-
              zadeklarował Kisiel
              -Jasne- odparła Monika- A potem będziemy cię wyciągać po kawałku z gruzowiska.
              Wystarczy, jak tu sobie posiedzimy.
              Rafał sięgnął po piwo, Monika zapaliła papierosa.
              - Mów co to za miejsce i gdzie to jest- zaproponowała.
              - Całkiem niedaleko, prawie przy głównej drodze a wiecie co tam jest? –
              przerwał teatralnie
              Dwie pary oczu wgapi
              • 36krzysiek Re: bez tematu XV 17.03.06, 17:46
                Rafał sięgnął po piwo, Monika zapaliła papierosa.
                - Mów co to za miejsce i gdzie to jest- zaproponowała.
                - Całkiem niedaleko, prawie przy głównej drodze a wiecie co tam jest? –
                przerwał teatralnie
                Dwie pary oczu wgapiały się w niego nachalnie.
                -No mów na rany! – nie wytrzymał Kisiel
                - Stare fundamenty po wyburzonym budynku.
                c.d.n.

                • 36krzysiek od autora 17.03.06, 18:01
                  Od Autora
                  Pomysł na napisanie powieści zrodził się pod wpływem absolutnego przekonania
                  autora o posiadanym talencie literackim oraz miłości własnej jako takiej.
                  Autor, jako osoba wykształcona i człowiek renesansu, traktuje literaturę obcą i
                  własną jako wyprawę w nieznane. Niniejsza powieść powstała pod wpływem
                  twórczości najlepszej pisarki nurtu kryminału ironicznego – Joanny
                  Chmielewskiej.
                  Autorka w wielu wywiadach podkreślała potrzebę czytania nie tylko siebie, ale i
                  innych twórców, piszących w bliskim jej stylu. Namawiała do tego szczególnie
                  mężczyzn.
                  Niniejsze dzieło jest próbą nawiązania do tego stylu, oraz spełnienia
                  zachcianki pisarki, która w pewnych znanych twórcy kręgach staje się rozkazem.
                  ( zachcianka nie pisarka)
                  Autor ostrzega wszystkich potencjalnych Czytelników, że jest to jego pierwsze
                  dzieło, które wstępnie zostało przyjęte dobrym słowem, lecz bez pewności czy
                  szczerym.

                  Autor oświadcza, że wszelkie podobieństwo to osób i zdarzeń jest przypadkowe
                  Wszelkie prawa są zastrzeżone. Na wszelki wypadek. Skoro Paris Hilton może
                  wydać książkę, to dlaczego nie autor?


                  Krzysztof von Dupensztangel

                  • daria_nowak Re: od autora 17.03.06, 19:11
                    Jestem pod wrażeniem! Zdecydowanie. Jeszcze nie skończyłam czytać i szczerze
                    przyznam, ze znielubiłam tę część rodziny, która mnie siłą odciągnęła od
                    komputerkasmile)
                    • mzrr21 Re: od autora 20.03.06, 07:44
                      Gdzie jest koniec ?????????????????
                      • 36krzysiek Re: od autora 20.03.06, 10:19
                        A kto powiedział, że koniec bliski? bohaterowie kombinują jak konie pod górę,
                        Schulz cos knuje autor sam nie wie co, autor liczy,że kolejne osoby nie zjadą
                        do Karkowa bo wtedy osobiście tam pojedzie i uzyje broni palnej.
    • groha Re: bez tematu 20.03.06, 11:43
      Czuję się tak poruszona manifestem Autora, że aż boję się zapytać, czy to tylko
      normalna, poniedziałkowa niemoc, czy może zaliczka od wydawnictwa okazała się
      zbyt mało motywującasmile)
      • 36krzysiek Re: bez tematu 05.04.06, 15:35
        Towarzystwo po spożyciu obiadu udało się z krzesełkami turystycznymi na teren
        pałacu.
        - Jeśli Schulz się gdzieś tu kręci, będzie nas dobrze widział- powiedział Rafał-
        Czepiliśmy się pałacu i trwamy przy nim.
        - Mogę trochę pochodzić po ruinach, poświecić latarką, popukać tu i tam -
        zadeklarował Kisiel.
        -Jasne- odparła Monika- A potem będziemy cię wyciągać po kawałku z gruzowiska.
        Wystarczy, jak tu sobie posiedzimy.
        Rafał sięgnął po piwo, Monika zapaliła papierosa.
        - Mów co to za miejsce i gdzie to jest- zaproponowała.
        - Całkiem niedaleko, prawie przy głównej drodze a wiecie co tam jest? –
        przerwał teatralnie
        Dwie pary oczu wgapiały się w niego nachalnie.
        -No mów na rany! – nie wytrzymał Kisiel
        - Ruiny, fundamenty po budynku.
        - I co zrobimy?- zapytał Kisiel- Przekopiemy to?
        - A dlaczego nie? – zdziwił się Rafał – Jak inaczej dostaniemy się do tego
        iksa z mapy?
        - Jeżeli tam będzie szkielet to padnę na zawał a was pozabijam- zagroziła Monika
        - Na pewno w tej kolejności ? – spytał Kisiel.
        - Dajcie spokój- odparł Rafał – Weźmiemy rowery od naszej gospodyni i
        pojedziemy na rekonesans. Dla upartego możemy tam się nawet rozłożyć z
        piknikiem. Widok na łąkę tak nas zachwycił.
        - A między udkiem kurczaka a pieczonym ziemniakiem będziemy kopać pod tyłkiem –
        stwierdził Kisiel.
        Monika wstała z fotela
        - Idę po bluzę, zimno mi się robi. Przynieść wam coś z domu?
        - Możesz wziąć mi fajki – poprosił Rafał
        - OK - odparła i po paru krokach schyliła się gwałtownie, wydłubując coś z buta.
        W tej samej sekundzie coś świsnęło w powietrzu i przeleciało z dziwnym
        dźwiękiem. Z pnia drzewa, stojącego naprzeciwko Moniki prysnęły drzazgi.
        dziewczyna odruchowo skoczyła w bok w przykulonej pozycji.
        - Co ona robi ? – spojrzał Rafał
        Monika poczuła, jak stopniowo słabnie w kolanach i upadła na ziemię.
        - Monika! – Kisiel zerwał się z fotela- Co ci się stało?!
        Podbiegł do dziewczyny i pomógł jej wstać.
        Monika była sinozielona i drżała.
        - Ktoś do mnie strzelał- odparła
        Co ty mówisz?!- zdziwił się Rafał- Jak to strzelał ?
        - Tak, kula,, prawie ją poczułam, przeleciała mi nad głową z takim strasznym
        gwizdem.
        Cała trójka przyglądała się sobie z przerażeniem
        - Może ci się zdawało?
        - Spójrz na pień.
        Panowie zgodnie spojrzeli na drzewo. Po środku pnia wyraźnie widniała
        wyszarpana świeża rana ze sterczącymi na wszystkie strony drzazgami. Podeszli
        bliżej i zaczęli badać zjawisko.
        - Faktycznie, świeżutkie, nawet żywicą nie zdążyło zajść.
        Monika stała roztrzęsiona.
        - Strzelał od szosy- Rafał patrzył w tamtą stronę – Pewnie ukrył się w tych
        krzakach, ani od nas ani z drogi nie był widoczny.
        Kisiel był nie mniej przerażony niż Monika.
        - Wiecie co?! – powiedział- Ja stąd spieprzam! Tu się robi jakieś bandyctwo!
        W biały dzień do nas strzelają! Nie mam zamiaru zginąć za jakąś durną tajemnicę
        z przeszłości!
        - A chała- odparła Monika- Strachu mi narobił, ale teraz to ja tym bardziej nie
        popuszczę! Znajdę drania i mu coś zrobię! Jeszcze nie wiem co, ale to nie
        będzie nic przyjemnego!
        - Może faktycznie dać sobie spokój?- zapytał Rafał- Jeszcze się komuś krzywda
        stanie
        - O tym to ja was zapewniam!- Moniki strach przeradzał się we wściekłą furię-
        Podrapię go po twarzy, włosy powyrywam, nogi połamię! Będę nożem kroić i solą
        posypywać!
        -Idziemy do domu – powiedział Kisiel- Dość mam wrażeń na dziś. Trzeba się
        zastanowić co robimy dalej.
        Emocje opadły po nerwowym popołudniu. Trójka przyjaciół siedziała przy stole w
        towarzystwie piwa i orzeszków. Narada trwała
        - Nie wyobrażam sobie teraz jak mamy zacząć roboty budowlane na tych ruinkach w
        lesie- powiedział Rafał – Przecież tam będziemy wystawieni jak kaczki na strzał!
        - Może chciał nas tylko przestraszyć - odparła Monika- Nie chciał nikogo
        ukatrupić.
        - No straszenie to mu wyszło, nie ma co – warknął Kisiel- Ale ja się
        zastanawiam co on teraz zrobi, jak te strachy na nas nie podziałają. Każdy
        normalny już by był zwiewał z trzęsącymi się portkami, a my tu siedzimy jak
        głupki jakieś i się narażamy.
        - Jak na razie to ja się narażam – skwitowała Monika- Do ciebie nie celował.
        - Myślę, że mu było wszystko jedno- odparł – Walnął w pierwszą osobę, która mu
        się pod lufę nawinęła.
        Rafał pociągnął łyk piwa ze szklanki.
        - Teraz to on poczeka co zrobimy, zwiejemy czy będziemy się nadal pakować w
        kłopoty - skwitował- To jest jawne wypowiedzenie wojny i nie ma to tamto, już
        gra w otwarte karty.
        - On wie, że my wiemy, a my wiemy, że on wie , że my wiemy – powiedziała Monika.
        Kisiel przyjrzał jej się z zainteresowaniem
        - Konstantynopolitańczykiewiczówna- odparł- Nie dokładaj tu jeszcze ciągów
        logicznych bo i tak mam zlasowany mózg.
        - Niczego nie dokładam- odparła- Po prostu nie ma złudzeń, że jesteśmy tu
        niezależnie i bez związku i dla nas i dla niego.
        - On wie mniej od nas- upierał się Rafał- Gdyby było inaczej nie zawracałby
        sobie nami głowy, drapnąłby co ma do drapnięcia i w nogi.
        - Najlepiej go przeczekać- odparła Monika- Będziemy łowić ryby, pielić ogródek
        i odczepimy się od pałacu i ruin.
        Kisielowi pomysł najwyraźniej nie przypadł do gustu.
        - Tak, zapuścimy tu korzenie, może od razu kupmy pole i krowy, bo to pewnie
        trochę potrwa. Urlopy nam się skończą, wrócimy do domu a ten zgnilec spokojnie
        sobie przekopie całą okolice.
        - Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to postawić dom na tych fundamentach i
        potem spokojnie sobie kopać w piwnicy.
        - Albo postawmy tam obozowisko i okopmy się, może fosa albo zapadnie z wężami.
        Rafał pokiwał głową.
        - Każdy pomysł jest dobry, z tym że nierealny. Ja widzę jedno wyjście,
        posiedzimy dwa, trzy dni grzecznie na tyłku, pokręcimy się niezobowiązująco po
        łące i popatrzymy, co on na to.
        - To od razu namaluj sobie tarcze na tyłku- odparł Kisiel- Niech nie strzela po
        próżnicy.
        - Może policja? – spytała Monika – W końcu do nas strzelał
        - I co im powiesz? – zapytał Rafał - Że mamy teoretyczną tajemnicę sprzed lat?
        i teoretycznego złoczyńcę, który teoretycznie chce nas zabić ?
        - Kula w drzewie siedzi – odparła Monika- Można ją dopasować do broni.
        -A skąd wiesz, że ma broń przy sobie? – spytał ł- To nie amator, strzelał z
        tłumikiem, huku nie było. Swoją drogą ciekawe jak przejechał z nią przez
        granicę.
        - Co to teraz za problem! - odparł Kisiel- Na niemieckich blachach w ogóle nie
        sprawdzają chyba że mają cynk. Pewnie miał cały bagażnik aparatury
        fotograficznej, w takim śmietniku mógł i kałacha przewieźć.
        - Mamy dwa wyjścia – podsumowała Monika- Albo zwijamy się i zostawiamy temat
        albo brniemy dalej narażając się na niewiadomo co.
        Nad stołem zapadła cisza. Przyjaciele spoglądali na siebie wzajemnie.
        - Ja bym został – zaproponował Rafał
        - Ja też
        - I ja .

        ***
        Następnego dnia Rafał i Monika wybrali się do Dornikowej, przy okazji
        załatwiając sprawę mleka.
        - Żeby było takie prosto od krowy!- rozmarzyła się- Wieki takiego nie piłam
        Rafał przytaknął ochoczo
        - Faktycznie już nie pamiętam kiedy piłem prawdziwe mleko a nie te pomyje ze
        sklepu. I taka śmietankę z wirówki łyżką bym pojadł.
        - Z ziemniakami i koperkiem! – Monika wyglądała jak zgłodniały wilk.
        Dornikowa krzątała się w obejściu
        - Witam pani Wando!- krzyknął Rafał nad płotem.
        Gospodyni spojrzała na nich i przymrużyła oczy.
        - Rafał ?! Rafał ! – pani Wanda uśmiechnęła się od ucha do ucha- Święci Pańscy !
        Weszli przez furtkę na podwórko, wokół nich skakał kudłaty, śmieszny kundel.
        - Nic się nie zmieniłeś! – powiedziała Dornikowa po odpracowaniu uścisków i
        powitań – ostatni raz cię widziałam, jak byłeś smykiem w szkole !
        - Dzięki pani Wando- odparł Rafał – Pani tez młodnieje w oczach!
        - W oczach i może- odparła filuternie- Szkoda, że nie w pasie !
        Kanki pełne mleka stały już pełne. Wszyscy zasiedli przy ławie . Monika
        łapczywie
        • 36krzysiek Re: bez tematu XVII 05.04.06, 15:37
          Kanki pełne mleka stały już pełne. Wszyscy zasiedli przy ławie . Monika
          łapczywie piła kolejny kubek mleka, przegryzając wiejskim chlebem. Jej mina
          zdradzała błogość i szczęście. Rafał rozmawiał z gospodynią o wydarzeniach
          ostatnich lat, próbując dowiedzieć się czegoś na temat pałacu i tajemniczych
          Schulzów.
          - Ze dwa lata temu na imieninach Michalikowej byli goście z Niemiec. Bernard,
          ten od Michalaka kuzyna, jakiś znajomych przywiózł z Niemiec. Chłopak taki
          wysoki i czarniawy i jeszcze panienka jakaś. Nie wiem żona czy narzeczona.
          Raczej się z boku trzymali i znikli pod wieczór. Tu obcy rzadko zaglądają.
          Atrakcji mało, turystów nie ciągnie. Czasami ktoś przejazdem, ale żeby się na
          dłużej się zatrzymał to nie. A te imieniny to Stach, mój syn, kamerą kręcił,
          kupił sobie dopiero co i się uczył, teraz wesela i chrzty w okolicy kręci.
          - Ma pani tę kasetę?- zapytał Rafał
          Trzeba popatrzeć w segmencie w pokoju, wszystkie leżą, ja tam nic nie ruszam,
          tym Stach rządzi. Każda opisana jak trzeba. Jak chcecie możemy sprawdzić.
          Monika z Rafałem weszli za Dornikową do domu. W dwóch szafkach leżały kasety w
          czarnych pudełkach, każda opisana na grzbiecie. Po chwili szukania Monika
          wyjęła właściwą.
          - Mam – pokazała reszcie- Możemy ją sobie obejrzeć?
          - A pewnie- odparła gospodyni- Ja obiadu przypilnuje w kuchni a wy tu sobie
          oglądajcie.
          Rafał włożył kasetę do magnetowidu. Obraz, kręcony niewprawną ręką,
          przedstawiał średnich rozmiarów uroczystość na podwórzu Michalaków. Stół uginał
          się pod jedzeniem, goście co chwila wznosili toasty, z wystawionego na zewnątrz
          magnetofonu grzmiały skoczne melodie.
          - Jest- odparła Monika – Siedzi cholera przy samym rogu.
          Rafał spoglądał na obraz
          -Gdzie i kogo widzisz?
          - Schulza, o! tu! – popukała palcem w ekran.
          - To czyjś tył głowy! - odparł Rafał
          - To on, jestem pewna, wyczuwam padalca na odległość, po ciemku, nawet tyłem
          i w przebraniu.
          Po chwili teoretyczny Schulz wstał i przeszedł na drugą stronę stołu,
          przysiadając się do młodej dziewczyny
          - A nie mówiłam! – triumfowała Monika- Jest gadzina cholerna! Że też się nie
          otruł ani mu nikt kłonicą łba nie rozwalił
          - To porządna familia- odparł Rafał- Po ryjach się nikt nie leje.
          Na filmie, od strony domu szedł wysoki mężczyzna, niosąc skrzynkę z piwem.
          Odstawił ją z boku i podszedł do Schulza i dziewczyny. Rafał zatrzymał kasetę.
          - Kto to jest ?!- prawie krzyknął – Kto to?! Pani Wando!
          Gospodyni wyszła z kuchni, wycierając dłonie w fartuch.
          - Pani Wando! Ten młody! Wysoki ! Tu! Kto to jest?!
          Pani Wanda podeszła bliżej telewizora.
          -Toż to Bernard – odparła – Syn kuzyna czy stryja Michalaka, no w każdym razie
          jakaś rodzina.
          Rafał patrzył na ekran i nie wierzył własnym oczom.
          - Ja go znam ! – odparł – To ten, którego podwoziłem do Grotowa, ten , który
          mnie pilotował na Poznań, to on zgubił kartkę z szyfrem.
          Monika spoglądała to na obraz to na Rafała.
          - Koło się zamyka – odparła- W przyrodzie nic nie ginie. Wiedzą, że mamy te
          kartkę, i że nie jesteśmy tu przypadkiem, że szukamy tego samego co oni.
          - Skarbu szukacie? – spytała Dorniakowa – Po baronach?
          Rafał z Moniką spojrzeli pytająco na gospodynię.
          - Legendy mówią- ciągnęła pani Wanda – Że baronowie coś zakopali jak przed
          ruskimi uciekali, żeby to zabrać potem. Ale poplątało się po wojnie, nam tu się
          ustrój gruntował śliczny, Niemcy nie byli mile widziani i przez lata rozeszło
          się po kościach.
          - A co to za skarb? – zainteresowała się Monika.
          - Pewnie złoto, biżuteria, monety, to co kto miał wtedy cennego w pałacu,
          dokładnie nikt nie wie. Tu któryś Nettelbeck był zaraz po wojnie ale nic nie
          wskórał, rada powiatowa mu w zęby zaglądała, powietrze psuli wokół niego , więc
          się zmył. Potem to już nikt się tym nie interesował.
          - Dopiero nasz Schulz coś wydobył z przeszłości i wrócił do tematu- odparł
          Rafał.
          - Ruskie mi dochodzą w garnku. Może zjecie ? – zaproponowała gospodyni.
          Oczy Rafała i Moniki zapłonęły nieziemskim blaskiem
          - Chętnie skosztujemy – odparli.


          c.d.n.



          • 36krzysiek Re: bez tematu XVIII 24.04.06, 16:08
            Biesiada u Dornikowej przeciągnęła się do późnego wieczora. Rafał wspominał z
            gospodynią dawne lata, Monika zaś udawała bezwonną i bezcielesną, trzymając się
            blisko kuchni, wyjadała pierogi z patelni popijając mlekiem.
            - Będziemy się zbierać- powiedział Rafał- Zostawiliśmy kumpla samego, pewnie
            głodny i się martwi.
            - Wpadnijcie wszyscy do mnie- zapraszała Monika- Roboty dużo nie mam, chętnie
            was ugoszczę czym chata bogata.
            Monika obżarta do wypęku wytoczyła się zza stołu.
            - Ja na tydzień mam dość, najadłam się za wszystkie czasy.
            Pożegnali się z gospodynią i wrócili na kwaterę. Pokój był pusty. Lekki bałagan
            wskazywał, że Kisiel wyszedł gdzieś na chwilę.
            - Pewnie papierosy mu się skończyły albo co- powiedziała Monika zwalając się na
            tapczan- Zaraz pęknę!
            -Trzeba było tyle nie żreć -odparł Rafał- A tu leżą jeszcze trzy paczki jego
            papierosów.
            Na dworze zapadł zmrok, dochodziła jedenasta, Kiśla nie było. Dwójka przyjaciół
            zaczynała się niepokoić. Rafał wstał od stołu.
            -Zejdę na dół, spytam gospodyni, czy nic nie wie.
            Pani Małgorzata siedziała w pokoju i śledziła losy serialowych bohaterów.
            - Widziałam przez okno jak wychodził- poinformowała Rafała - Tak po szóstej
            musiało być, a jak wracał to nie zauważyłam.
            Rafał wrócił na górę.
            - Wyszedł o szóstej, to już cztery godziny, gdzie się podział?
            Na półce zaterkotała komórka, Rafał odebrał
            - Słucham?
            - Mamy waszego kolegę – odparł męski głos w słuchawce- Macie dwadzieścia cztery
            godziny na zwinięcie manatków. Inaczej może mu się stać cos złego. I radzę nie
            lecieć z tym na policję.
            Połączenie zostało przerwane.
            - Rany boskie! – krzyknął Rafał – Ci idioci porwali Kiśla!
            - Co ty mówisz?!- Monika poderwała się jak porażona- Jak to porwali?!
            - Normalnie- odparł Rafał- Dzwonili z jego komórki, dali nam dwadzieścia cztery
            godziny na wyniesienie się z Karkowa.
            - Trzeba zawiadomić policję!- krzyknęła Monika- Przecież to jest jakiś obłęd!
            - Zabronili nam to robić! Grozili, że mu zrobią cos złego!
            -Nie! No to jest wariactwo! Jak ten Kisiel dał się w ogóle porwać! Toż to nie
            mały dzidziuś ani wątła panienka!
            - Nie pytałem.
            - Dzwonię do niego! – powiedziała Monika i złapała za komórkę
            - Halo ?- zabrzmiało w słuchawce
            - Halo?! – odpowiedziała Monika wściekłym głosem- Jakie halo?!
            - O rany! Nie drzyj się tak! To ja! Kisiel!
            Monikę z lekka zatkało.
            - Czyś ty kompletnie zidiociał?! –wrzasnęła- Jakiś palant tu dzwoni i mówi, że
            cię porwali!
            - Bo porwali!- odparł teatralnym szeptem Kisiel- Siedzę zamknięty w
            pokoju „Pałacu pod lipami”. Ci idioci zostawili mi komórkę . Nie wiem gdzie są,
            ale ja na nich czekać nie będę pryskam przez okno, to tylko pierwsze piętro.
            Znajdziemy się gdzieś w centrum Chociwla! Cześć!
            - Cześć ! -odparła Monika słabym głosem- Nie! No to jest nie do wytrzymania!
            Kiśla faktycznie porwali, właśnie pryska przez okno! Gazu! Jedziemy do
            Chociwla!.
            Oboje wyskoczyli z pokoju. Po paru minutach byli w centrum miasta, było ciemno
            i pusto o tej porze. W kieszeni Moniki zaterkotał telefon
            - To ja! – zduszonym szeptem zakomunikował Kisiel- Siedzę za sklepem GSu,
            schowałem się wśród śmietników.
            - Wyłaź stamtąd ! Już podjeżdżamy!
            Zza węgła wyłonił się Kisiel i szybko wskoczył na tylne siedzenie samochodu.
            Zaczął się histerycznie śmiać.
            - I czego rżysz jak kobyła! – warknął Rafał- Co tu się dzieje na rany!
            Kisiel starał się wrócić do równowagi.
            - Bo to jest jakaś paranoja! – powiedział- Takiego idiotyzmu jeszcze w życiu
            nie przeżyłem!
            c.d.n.



            • 36krzysiek Re: bez tematu XIX 05.05.06, 15:51
              Po kilkunastu minutach towarzystwo siedziało za stołem w swojej kwaterze. Dwie
              pary oczu wpatrywały się w Kiśla.
              - No mów w końcu! Tylko ze szczegółami bo nie wytrzymam!- piekliła się Monika
              - Wyniosło was do tej baby na plotki, zgłodniałem, skończyło się piwo i
              papierosy, więc poszedłem do geesu. Wracając poszedłem pod pałac bo mnie jakoś
              ciągnęło i zobaczyłem tego podleca Schulza jak się tam kręcił. Coś notował i
              miał bardzo skupiony wyraz twarzy. Nie miałem zamiaru włazić mu na oczy, więc
              zrobiłem w tył zwrot i tu mnie zastopowało. Przede mną stał ten cały Bernard z
              pistoletem wymierzonym w mój żołądek. Nie lubię jak ktoś denerwuje mój żołądek
              i trochę od tego zgłupiałem. Grzecznie i stanowczo poprosił mnie, żebym poszedł
              z nim bez krzyków i szarpaniny, bo zrobi z broni użytek a by wołał nie. Nogi
              cudem nie odmówiły mi posłuszeństwa i poszliśmy przez ten cholerny plac na
              drugą stronę. Schulz spojrzał, nic nie powiedział tylko pokazał głową w stronę
              krzaków. Pomyślałem, że tam właśnie dokonam żywota, nie wiadomo za jakie winy i
              z lekka się zaparłem. Wtedy Bernard poinstruował mnie, że wybierzemy się na
              przejażdżkę bo mają do mnie parę pytań. Wsadzili mnie na tylne siedzenie i
              ruszyli w stronę Chociwla.
              _ Mówili cos po drodze? – spytał Rafał
              - No właśnie nic. Ani słowa. Czekałem na te pytania ale widać zdecydowali się
              poczekać z tym na bardziej sprzyjające okoliczności. Weszliśmy do „Pałacu”
              jakby nigdy nic i zaprowadzili mnie na górę.. Kazali wejść do pokoju i
              czekać, po czym zamknęli drzwi na klucz. Posiedziałem tam trochę, porozglądałem
              się, pomyślałem. Przystawiłem ucho do drzwi, niczego nie słyszałem. Z okna
              parkingu nie widać, więc nie wiedziałem gdzie są i co robią. Mieli moją
              komórkę. Liczyłem że nie będą dzwonić pod 0700
              - Ty się nie wygłupiaj, myśmy się naprawdę zdenerwowali!- przerwał Rafał-
              Zadzwonili z twojego telefonu i kazali się wynosić , bo inaczej łeb ci ukręcą
              przy samej.. tego, znaczy się zrobią coś złego.
              -A wy myślicie, że mi było do śmiechu?!. Jakoś morderstwa w powietrzu nie
              czułem ale nie mam doświadczenia jako ofiara kidnapingu!
              - Kidnaping to porwania dzieci a nie starych koni- sprostowała Monika
              - Nie bądź taka dokładna. Ciekawe jak ty byś się czuła, jakbyś była na moim
              miejscu!
              - Kopała bym, gryzła i darła się w niebogłosy, głównie na literę „Aara”
              ewentualnie „ratunku”
              - Jasne! Z lufą w żołądku! W każdym razie po chwili ten cały Bernard otworzył
              drzwi i bez słowa wrzucił moją komórkę, po czym zniknął. No w tym momencie to
              już zgłupiałem kompletnie!
              - Tak idiotycznego porwania to nawet ja bym sobie nie umiała wyobrazić a co
              dopiero przeprowadzić – skomentowała Monika
              - Widać, że też sami nie mają w tym temacie doświadczenia, ale jak to mówią
              lepiej wpaść w łapy profesjonalistów niż nieprzewidywalnych amatorów, więc się
              trochę bałem. Posiedziałem chwilę cicho czekając na wydarzenia ale nic. Drzwi
              zamknięte na głucho, nie wpuszczają gazu ani węży, więc ruszyłem na rekonesans.
              Torby rozbebeszone ze szmatami, pedanci to oni nie są ale ja szukałem jakiegoś
              słowa pisanego. Przegrzebałem biurko i znalazłem to! – Kisiel sięgnął do tylnej
              kieszeni spodni i wyciągnął dwie zszyte kartki różnego formatu.
              - Ty to dopiero teraz?! – krzyknęła Monika- Czyś ty zwariował?!
              - Spokojnie. Nie miałem zamiaru tego ukrywać ! Co! Miałem tym machać jak
              sztandarem?!
              Szczepione kartki prezentowały sobą niemiecki dokument pisany ręcznie i drugi,
              maszynowy po polsku.
              - To list – powiedziała Monika –I tłumaczenie po polsku.
              - No proszę jacy pożyteczni przestępcy! Dostarczają historycznej korespondencji
              i od razu z tłumaczeniem. Dwa w jednym! – kisiel był wyraźnie zadowolony z
              siebie
              Trójka pilnie przyglądała się dokumentom.
              - Charakter pisma wskazuje na historyczność, ta kaligrafia.
              - Nie ma podpisu.
              - Uważam, że to kobieca ręka, facet by tak nie zawijał.
              - Znam paru co by zawijali- wtrąciła Monika- Ale niech wam będzie, możliwe że
              kobieta jest autorem, dojdziemy po treści.
              Rafał spojrzał na Kiśla.
              - Nic więcej nie znalazłeś?
              - Możliwe, że było cos jeszcze ale w ty właśnie momencie zadzwoniła komórka,
              mało na serce nie padłem, i Monika przystąpiła do robienia mi awantury. Wolałem
              nie naciągać losu i postanowiłem dać dyla przez okno. Resztę znacie.
              Monika podniosła się od stołu.
              - Zgaście światło! Może się tam czają pod oknami z giwerą w dłoni – Monika
              starała się przez firankę spojrzeć na kompletnie ciemne podwórko.
              - Pies by szczekał, ale na wszelki wypadek sprawdzę drzwi na dole czy zamknięte
              a wy zaciągnijcie zasłony.
              Po chwili trójka przyjaciół wróciła do studiowania listu.
              - Jedno czyta reszta słucha, potem się zastanowimy.
              Monika poprawiła się na krzesle i zaczęła
              - W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
              Kisiel przeżegnał się odruchowo.
              - Ja Marta Michalak, będąca zdrowa na ciele i umyśle Bogu i ludziom zawierzam
              ten sekret.
              Proszę Boga o rozgrzeszenie, bom źle czyniła, jeno w imię przyjaźni i zaufania,
              jakim mnie, prostą dziewczynę obdarzyła wielmożna panna Edyta Nettelbeck.
              Przysięgą żem obarczona i nikomu zwierzyć się nie powinnam, jednak ostatnie
              wydarzenia w domu moim skłaniają mnie do złożenia tej informacji dla potomnych,
              by prawdę poznali. Panna Edyta Nettelbeck, wobec niegodziwych czynów jej
              narzeczonego, którego imienia nie chcę wymieniać, a znane one jest osobom, dla
              których ten list kierowany, zmuszona była w skrytości opuścić swoją rodzinę bez
              słowa pożegnania i udać się na tułaczkę po świecie. Zhańbiona przez kochanego
              nie mogła dopuścić, by na głowę jej familii choćby cień podejrzenia padł, i by
              jej dobre imię uszczerbku doznało. Oblubieniec jej w sposób podstępny i
              niegodny człowieka honorowego wykorzystał czystą miłość Edyty do swoich
              brudnych sprawek, wciągając ją bez zgody w sprawy zdrady między krajami. Otóż
              wykorzystał on spokojną rodzinę, a szczególnie pannę Edytę jako skrytkę dla
              swych niegodnych konspiracji i nakazał milczenie oraz współpracę, gdzie odmowa
              jednoznaczna by była ze zhańbieniem całej rodziny na wieki. W przyjaznym domu,
              który przyjął go jak brata skrytki utworzył, gdzie trzymał kompromitujące
              materiały oraz dobra, jakie otrzymał za swoje usługi. Trwało to 2 lata i pół
              roku. Narzeczony poprosił o rękę panny Edyty i został przyjęty pod dach jak
              syn. Panna Edyta ze strachu i w poczuciu hańby godziła się na wszystko, chcąc
              bronić rodziny. Zwierzała mi się że o samobójstwie rozmyśla, by ukrócić ten
              proceder, jednak czyn tak drastyczny mógłby się nieoczekiwanym rozgłosem
              zakończyć, czego w tej sytuacji uniknąć należy. Dlatego też panna Edyta ukryła
              w sobie znanym miejscu wszystkie dowody zbrodni i uciekła za morze, by tam
              skrycie wieść swój żywot. Koniec
              - Czyli dziadek Schulz był zwykłym szpiegiem – za oknem zagrzmiała burza.


              c.d.n.
              • 36krzysiek Re: bez tematu XIX PS 05.05.06, 15:53
                kartki nie byly na nic szczepione, tylko sczepione big_grin big_grin big_grin
              • 36krzysiek Re: bez tematu XX 22.05.06, 16:51
                - A za swoje usługi pobierał opłaty w postaci walorów i kosztowności –
                kontynuowała Monika.
                - I w pałacu urządził sobie magazyn i skrzynkę kontaktową – ciągnął Kisiel.
                - Magazyn to rozumiem, ale skrzynka kontaktowa? Pałac to nie dworzec! Obcy nie
                mają szans na swobodę.
                - Obcy nie, ale korespondencja do Edyty mogła przychodzić swobodnie, a wplątana
                w aferę przekazywała to grzecznie narzeczonemu.
                - Uroczy człowiek! – warknęła Monika – Kochaś od siedmiu boleści, zwykła gnida
                i bydlę! Mógł sam sobie ten proceder uprawiać! Po co wciągnął biedną Edytę?
                - Baronówna prysnęła do Ameryki, tak chyba należy ten ocean zinterpretować –
                Rafał zmienił temat.
                - I co ? Do końca życia nie odezwała się do rodziny? Aż taka egoistka? Nie
                wiem, czy to dobre rozwiązanie, przepaść bez śladu, doprowadzając własną
                rodzinę do szaleństwa!
                - Nie dopłynęła do Ameryki – w drzwiach do pokoju stanął Schulz. Trójka
                przyjaciół poderwała się od stołu.
                - Planowała zniknąć na jakiś czas, a przez młodą Michalakową zawiadomić rodzinę
                o wszystkim. Jednak ani jedna ani druga nie zdołały wypełnić swojej misji. Obie
                spotkały bardzo nieprzyjemne wypadki- usta Schulza wykrzywił podły uśmiech,
                jego oczy błyskały groźnie w półmroku.
                - Jak tu wszedłeś?! – zapytała Monika
                - Po schodach – odparł – Domy na wsi mają często dwa wejścia, warto o tym
                pamiętać.
                - Czego chcesz?! – Rafał starał się zachować zimną krew w obliczu niechcianego
                gościa.
                - Dogadać się z wami – odparł Schulz.
                - O proszę! Rura ci mięknie?! – Monika poczuła się nad wyraz rezolutnie w
                obliczu słabszej pozycji wroga – Nie widzę powodu, dla którego my chcielibyśmy
                z tobą rozmawiać. Jeżeli już to z policją.
                Schulz skrzywił się szpetnie.
                - Jaką policją? I z czym do nich pójdziecie? Myślicie, że pies z kulawą noga
                zainteresuje się tą sprawą? Że ktoś będzie sobie na głowę kłopoty ściągał?
                Sprawa przepadnie w otchłani administracyjnej niekompetencji, na kolejne sto
                lat.
                - A o jakiej sprawie w ogóle rozmawiamy, bo może nie mamy wspólnego tematu?
                - Nie wysilaj się, dobrze wiesz, co to za sprawa. Macie list tej sieroty
                Michalikowej, kręcicie się wokół zamku.
                - A do czego konkretnie jesteśmy ci potrzebni? – zapytał Rafał – Czego nie
                wiesz?
                Twarz Schulza wyraźnie stężała, widać, że to, co miał do powiedzenia nie
                chciało mu przejść przez gardło.
                - Macie mapę. Nie wiem skąd, ale macie,
                - Nie masz mapy?! – Monika szczerze się zdziwiła – Jakim cudem?
                - Ten kretyn Bernard zgubił jedyny egzemplarz.
                Rafał wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
                - jeśli nawet mamy, to do czego ty nam jesteś potrzebny?
                - Sądzę, że tam są dokumenty, pieniądze i kosztowności. Pomogę spieniężyć
                majątek, i podzielimy się łupem. To wszystko prawnie należy do mnie.
                - Wątpliwe – odparła Monika- Trzeba to najpierw udowodnić. A po drugie ten
                majątek pochodzi z przestępstwa.
                - Jakiego przestępstwa?! Po stu latach?!
                - Prawnie może i przedawnione, ale przez te skarby życie straciły dwie osoby i
                to nie był przypadek. Że już nie wspomnę, że to bonusy za zdradę!
                - Ale on szpiegował na rzecz Francji !
                - Nie obchodzi mnie to ! Zdrada to jest zdrada, nieważne kto kogo!. Szpiegostwo
                to obrzydlistwo! I nie wyjeżdżajcie mi tu z polityką ani patriotyzmem! Nie
                znoszę donosicielstwa na żadnym poziomie! Ani przedszkola ani CIA! A gardło
                Maciejakównie poderżnęli w imię walki z wrogiem?! O szmal i skarby szło! Zwykłe
                złodziejskie bandyctwo! Bez skrupułów i sumienia! Z zimną krwią! A Edyta ? Nie
                dopłynęła do Ameryki? Wysiadła po drodze?
                - Wypadła za burtę – odparł Schulz
                - Ha! Miała problemy z błędnikiem czy jej ktoś dopomógł?!
                Schulz milczał.
                - Nie wiem jak reszta, ale ja nie mam ochoty wchodzić z tobą w żadne układy!
                Wolę, by te skarby leżały tam gdzie leżą następne sto lat niż dostały się w
                twoje łapy!
                - Sami ich nie zdobędziecie, ja się o to postaram!
                - Wypchaj się i nas nie strasz. Nam na skarbach nie zależy. Pójdziemy z tym do
                władz, Do ministerstwa pójdę! Będę tam siedziała dzień i noc, aż się ktoś
                zainteresuje!
                Schulz cofnął się lekko do wyjścia.
                - Jeszcze zobaczymy i gwarantuję wam, że sami nie dacie rady.
                -Wypchaj się ze swoja pomocą ! I zapewniam cię, że jutro idziemy z tym na
                policję! Będą cię mieli na oku!
                W powietrzu nienawiść aż iskrzyła. Schulz omiótł wzrokiem całą trójkę.
                - Moja propozycja jest aktualna, czekam do jutra, do północy w Pałacu pod
                Lipami. Mam nadzieję, że pójdziecie po rozum do głowy.
                - Czekaj tatka latka – odparł Rafał – Nie licz na sukces bo się przeliczysz i
                żegnamy, bo nie jesteś tu mile widzianym gościem.
                Schulz zniknął za drzwiami.
                W pokoju panowała atmosfera zgrozy i potępienia.
                - To bydle skończone! Śmiał tu wtargnąć jak złodziej! - Moniką szarpała furia.
                - Czekaj – odparł Rafał – Sprawdzę czy wyszedł z domu. Zszedł po schodach i
                sprawdził parter domu. Gospodyni dawno spała a drzwi kuchenne faktycznie były
                otwarte. Rafał przekręcił klucz w zamku i sprawdził wszystkie wejścia.
                W pokoju Monika i Kisiel siedzieli przy stole i starali się opanować emocje.
                - Mało na serce nie padłem – stwierdził Kisiel – Przecież mógł nas pozabijać!
                - Już on taki do mokrej roboty nie skory – uspokajała Monika- Morderstwo to nie
                jest prosta sprawa.
                Rafał wrócił do pokoju i stanął w miejscu, gdzie niedawno tkwił Schulz.
                - To była bardzo dziwna wizyta. Nadal nie wiem, o co mu chodziło, to wszystko
                jakoś grubymi nićmi szyte. Przyznaje się do morderstw popełnionych przez
                przodka, chce się dogadywać. O co chodzi?
                - Mnie tez wydaje się to dziwne – powiedział Kisiel- Jakoś za grzeczny był, jak
                na mój gust. Nie zostawił nam jakiegoś prezentu? Może wylecimy w powietrze?
                Rafał kucnął i zaczął oglądać krzesło przy którym stał Schulz.
                - Bomby nie widzę, ale pluskwę mógł zostawić . Zaczął metodycznie badać miejsce
                po miejscu. Na oparciu krzesła, między listwami, znalazł przyklejony maleńki
                okrąg. Wykonany był z przezroczystego tworzywa, przypominał kawałek taśmy
                klejącej. Rafał delikatnie odkleił go od ramy i podniósł pod światło. Wewnątrz
                widoczne były mleczne przewody, układające się w wyraźny układ scalony. Rafał
                położył palec na ustach nakazując milczenie. Po kilku sekundach towarzystwo
                odblokowało. Kisiel sięgnął po notes.
                Co robimy ? - widniało nabazgrane na kartce. Monika odezwała się pierwsza.
                -Schulz Schulzem, ale ja mam na dziś dość, idę pod prysznic i spać. – po czym
                poszła do łazienki. Rafał delikatnie przykleił pluskwę na blat stołu i napisał
                odpowiedź: Symulujemy, ze idziemy spać a po cichu wyjdziemy z domu.
                Panowie zaczęli normalną rozmowę, komentując wizytę Schulza, omijając starannie
                konstruktywne wnioski. Monika wyszła z łazienki kompletnie ubrana, spojrzała na
                kartkę na stole i przytaknęła głową. Wszyscy męczyli się trzepiąc pościel,
                udając przygotowania do snu. Ogólne "dobranoc" zakończyło słuchowisko. Drzwi do
                pokoju zostały uchylone. W łazience paliło się światło, niewidoczne z zewnątrz.
                Cała trójka wymknęła się na schody i zeszła do kuchni. Przez okna spenetrowali
                okolicę, było pusto, cicho i ciemno.
                - Żeby pies nie zaczął ujadać – szepnął Kisiel.
                - Budę ma po drugiej stronie domu – oparł Rafał- Musimy być bezszelestni!
                Przekręcili klucz w drzwiach i gęsiego wyszli w noc. Przemknęli skuleni obok
                domu i udali się w kierunku sadu. Osłonięci drzewami wrócili do normalnych
                pozycji .
                - Mam nadzieje, że gospodyni nie zamknie nam drogi powrotu – szepnęła Monika
                - Śpi jak suseł – odparł Rafał- Musimy teraz podjąć decyzję, co dalej. Dość
                tej ciuciubabki. Albo kończymy zabawę i oddajemy to w powołane ręce, albo
                jeszcze dziś w nocy spróbujemy dokopać się do skarbu. Schulz myśli, że napędził
                nam stracha i teraz leżymy w lóżkach cicho jak trusie.
                - teraz chcesz kopać?! Po ciemku?! – Zapytał Kisiel
                - Tak, t
                • 36krzysiek Re: bez tematu XXI 22.05.06, 16:52
                  - Tak, teraz i po ciemku,. W bagażniku mam saperki i latarki, noc ciepła, nie
                  pada. Ziemia jest wilgotna, łatwa do kopania. Dojedziemy tam bez świateł, ja
                  dokładnie wiem , gdzie jest to miejsce! Dzis to jedyna szansa, od jutra Schulz
                  będzie nam siedział na karku.
                  W ciemności błyskały groźnie białka spiskowców.
                  - Raz kozie śmierć! – odparła Monika – Albo teraz albo nigdy!
                  - Jedziemy! – powiedział Kisiel- Tylko cichaczem i bezszelestnie.


                  c.d.n.
                  • 36krzysiek Re: bez tematu XXII 17.08.06, 12:06
                    Cała trójka wskoczyła do samochodu, Rafał przekręcił kluczyk w stacyjce, silnik
                    zagrał cicho. Samochód wytoczył się z podwórka i wjechał na wiejską drogę.
                    Jazda po ciemku nie należała do najprostszej , jednak Rafał, znając drogę,
                    radził sobie nieźle. Minęli ostatnie budynki i przyspieszyli. Kierowca
                    prowadził na pamięć. Monika na tylnej kanapie skręcała sobie kark i traciła
                    wzrok, obserwując, czy nikt nie podąża ich tropem. Przed nimi zamajaczyły
                    budynki Michalaka.
                    - Zaraz zjedziemy w lewo. Trzeba jechać powolutku, bo tam jest droga żużlowa i
                    koła hałasują - powiedział Rafał.
                    Samochód wjechał na drogę i kierował się w stronę lasu.
                    -Kompletna ciemność - skwitował Kisiel- wiesz, dokąd jedziemy?
                    -Przed tym młodnikiem skręcimy w prawo.
                    Jasna wstęga drogi wyraźnie odcinała się od reszty otoczenia. Podwozie jęczało
                    na nierównościach. Na końcu młodnika Rafał skręcił ostro i wjechał między
                    rozrośnięte chaszcze.
                    - Tu nas nie będzie widać - powiedział - Trzeba by podejść bardzo blisko..
                    Trójka przyjaciół opuściła samochód. Ogarnął ich chłód nocy i zapach wilgotnego
                    lasu. Monika wzdrygnęła się.
                    - Ciemno jak w kopalni - powiedziała - I straszno jakoś.
                    - Nic nam tu nie grozi. Dookoła chaszcze i krzaki, dobrze nas osłaniają.
                    - Nie uspokoję się dopóki Schulz jest w pobliżu - odparła - On ma broń,
                    niewiadomo do czego jest zdolny.
                    - Liczę na to, że da nam spokój do rana. Pewnie myśli, że leżymy w łóżkach i
                    trzęsiemy się ze strachu.
                    Rafał wyjął z bagażnika saperki i latarki.
                    -Bierzemy się do roboty - wskazał krzewy na skraju drzew
                    -Będziemy karczować? - spytał z przekąsem Kisiel.
                    Rafał poprowadził wszystkich gęsiego. Za krzewami była niewielka polana o
                    regularnych kształtach. Na jej środku widniały resztki ogniska.
                    - To tu - wskazał miejsce w ciemnościach.
                    Monika zapaliła latarkę i omiotła miejsce nerwowym ruchem.
                    - Musimy wyznaczyć teren poszukiwań - powiedział Rafał - Na obrzeżach da się
                    wymacać resztki podmurówki .
                    Zaczęli na kolanach badać teren.
                    - Jest! - powiedział Kisiel
                    - Tu też! - odparła Monika
                    Rafał zaznaczył cztery narożniki.
                    - No to mamy nasz plac
                    Kisiel pokiwał smutnie głową.
                    - Kopiemy do poziomu piekła? Może tam są resztki piwnic, wszystko zawalone, nie
                    wiemy czego szukamy. Cienko to widzę.
                    - Nie siej defektyzmu! - warknęła Monika - Jak nie zaczniemy to się nie
                    dowiemy. Ja świecę a wy się bierzcie do roboty. Ruch na świeżym powietrzu
                    dobrze wam zrobi
                    Panowie zabrali się do pracy. Walka z trawą wzmagała stęki i sapania.. Słychać
                    było zgrzyt szpadli o kamienie. Po dwóch godzinach cały plac pozbawiony był
                    trawy i wierzchnich kamieni. Dookoła rósł wał ziemi, resztek po biesiadach,
                    szkła, puszek i innego śmiecia.
                    - Jutro z łóżka nie wstanę - sapał Kisiel - Ja jestem umysłowy a nie fizyczny!
                    - W zdrowym ciele zdrowy duch - odparła Monika podając mu butelkę wody.
                    Kolejna godzina zaczęła dawać się mocno we znaki. Łopaty stały się cięższe, a
                    ziemia dziwnie twarda , jednak poziom wyraźnie się obniżał.
                    Rafał wrócił do narożnika i rozpoczął rozkopywać nową warstwę.
                    - Nie kop tak głęboko - wysapał Kisiel - Trzymajmy jeden poziom, bo nam się
                    zacznie zasypywać.
                    - Jeszcze dwa ruchy i przesuwam się dalej - odparł Rafał.
                    Drugi ruch łopaty wywołał metaliczny zgrzyt. Cała trójka zamarła.
                    - Pewnie jakieś żelastwo - zareagował Rafał. Jednak ich wyobraźnia ruszyła
                    galopem.
                    Popukał szpadlem o przeszkodę, metaliczny dźwięk się powtórzył. Monika podeszła
                    bliżej i poświeciła
                    - Trzeba to sprawdzić .
                    Panowie przystąpili do ręcznego usuwania ziemi. Po chwili ukazał się kawał
                    zardzewiałego metalu, który bez problemu wyszedł z ziemi.
                    - Mówiłem, tu pełno takiego śmiecia - odparł i postukał ponownie łopatą w to
                    samo miejsce. Tym razem metalicznemu dźwiękowi towarzyszył głuchy odgłos.
                    - O nie ! - warknęła Monika i rzuciła się do wybierania ziemi . Panowie
                    przystąpili do pomocy. Po chwili w snopie latarki ujrzeli kawał gładkiej
                    blachy, brudnej od ziemi i rdzy. Nie miała ani początku ani końca.
                    - Kopiemy w dwie strony - powiedział Kisiel. W pewnym momencie blacha się
                    skończyła, tworząc prostokątną płaszczyznę. Emocje sięgały zenitu.
                    - Okopać to! - zarządziła Monika - Niech ja pierzem porosnę, jeśli to nie nasz
                    skarb!
                    Kolejne pół godziny przyniosło efekty. W prostokątnej jamie tkwiła metalowa
                    skrzynka. Kisiel wbił łopatę tuż przy niej i podważył. Przy zgrzycie i z lekkim
                    oporem zaczęła wychodzić. Rafał i Monika rzucili się do pomocy i wspólnymi
                    siłami ustawili skrzynię na sztorc.
                    - No to mamy nasz skarb, chyba - odparł Rafał.
                    - Żebyś nie wypowiedział w złą godzinę - warknęła Monika .
                    Leśną ciszę zakłócił cichy pomruk jadącego samochodu.
                    - Gaś latarkę! - krzyknął Rafał.
                    Cała trójka stała nieruchomo, prawie nie oddychając.
                    - Jasna cholera! Kogo tu po nocy nosi!? - zapytał Kisiel.
                    -Wątpię, żeby kogoś miłego i sympatycznego - odparła Monika.
                    -I raczej nie grzybiarz – poparł ją Kisiel
                    Rafał starał się dostrzec światła reflektorów.
                    - Nie widać go, albo jedzie po ciemku, albo nas minął. Czekajcie tu na mnie,
                    przekradnę się przez młodnik i spróbuje coś zobaczyć. Rafał ruszył w ciemny
                    las, starając się robić jak najmniej hałasu . Przesłonięty gęstą roślinnością
                    dotarł do drogi i ukryty za pniem jedynej sosny, obserwował teren. Od ciemnej
                    ściany lasu wyraźnie odcinała się sylwetka stojącego na drodze samochodu. Ktoś
                    w środku palił papierosa. Rafał czuł, że po woli przyrasta do pnia.
                    - Będziemy tak stali do skończenia świata - pomyślał.
                    W samochodzie kierowca wykonał ruch. Po chwili samochód odjechał bez świateł.
                    Kiedy pojazd zniknął za zakrętem, Rafał ruszył biegiem w powrotną stronę.
                    Monika i Kisiel stali nadal w ciemnościach nad wykopaliskiem. Usłyszeli
                    zbliżający się hałas łamanych gałęzi.
                    - Locha z młodymi! - szepnęła z przejęciem.
                    - Stado jeleni! - odparł Kisiel.
                    Zza krzaków wyskoczył Rafał ozdobiony elementami flory.
                    - Rany boskie! Mało nie umarłam! - krzyknęła Monika - Lecisz jak stado
                    dziczyzny!
                    - Już myślałem, że się tam mordujecie! - wysapał Kisiel
                    - Gazu! - krzyknął Rafał - Pakujemy manatki i pryskamy stąd!
                    Cała trójka rzuciła się do pakowania łopat. Rafał i Kisiel, napędzani emocjami
                    jednym ruchem wyrwali skrzynie z dołu i wrzucili ją do bagażnika. Samochód
                    ruszył na wstecznym do rozwidlenia drogi. Rafał wykręcił w polu i prysnęli
                    przed siebie. Nie zważając na czyhające niebezpieczeństwo samochód jechał na
                    długich światłach.
                    - Zanim się ktoś zorientuje, będziemy w domu - powiedział Rafał, skupiając całą
                    uwagę na terenowej jeździe - Mam nadzieje, że nie zgubimy tu podwozia.
                    -Widziałeś kto tam stał na drodze? - zapytał Kisiel
                    -Za ciemno było. Stał samochód z kierowcą za kółkiem. Obstawiam, że to
                    był Shulz.
                    Pół godziny później panowie taszczyli zdobyczną skrzynię do pokoju. Monika
                    pospiesznie robiła miejsce na stole.
                    - Myć się będę potem – odparła, rozsmarowując resztki ziemi po czole -
                    Otwierajmy to.
                    Wbrew najgorszym obawom skrzynia nie była zabezpieczona żadnym zamkiem ani
                    staroświecka kłódką. Wieko było zamknięte na wcisk. Łatwo dało się podważyć
                    nożem. Trzy głowy zderzyły się nad wnętrzem, próbując zajrzeć do środka.
                    W skrzyni leżał tłumok, zawinięty w ciemny materiał. Rafał ostrożnie wyjął go z
                    wnętrza.
                    -Ciężkie.
                    Po odwinięciu materiału zobaczyli kolejny pakunek, ten owinięty był w kawał
                    skóry, przewiązanej rzemieniem. Rozwiązanie supłów wymagało ostrego narzędzia.
                    Monika podała pilnik do paznokci.
                    -Jeżeli tam będzie kolejna paczka rozerwę ją zębami – warknęła
                    Po odwinięciu zwoju skóry znaleźli cztery skórzane sakiewki i sporą paczkę
                    zawiniętą w kolejny kawałek skóry. Monika wzięła jedną z sakiewek i wysypała
                    zawartość na stół.
                    -Matko Boska! – jęknął Kisiel.
                    Na blacie stołu migotała biżuteria. Trójka zaczęła oglądać precjoza,
                    przekazując sobie z rąk do rąk. W świetle lampy błyskały brylanty, szafiry i
                    rubiny.
                    • 36krzysiek Re: bez tematu XXII 17.08.06, 12:20
                      -Wyglądają na prawdziwe – stwierdził Rafał.
                      Monika oglądała spory pierścień.
                      -No Jablonex to to nie jest, choć nie wiadomo na pewno. Takie cuda widziałam
                      tylko w telewizji.
                      Pozostałe trzy sakiewki także zawierały klejnoty.
                      -To chyba zapłata za usługi tego pradziadka Schulza – stwierdziła.
                      Rafał rozwijał kolejny pakunek. Po rozwinięciu skórzanego opakowania wyjął
                      pakiet pożółkłych dokumentów i listów. Ostrożnie rozkładał jeden po drugim.
                      -Wszystkie po niemiecku – podał jeden z dokumentów Monice.
                      -Tu są pieczęcie, wyglądają na jakieś urzędowe pisma – stwierdziła – Może to
                      dokumenty, których Schulz nie zdążył przekazać swoim mocodawcom.
                      -To pewnie ten ostatni depozyt, który panna Edyta schowała przed ucieczką.
                      -Nasz przyjaciel na pewno nie szukał starych papierów, tylko tych diamentów i
                      szmaragdów, to musi być warte majątek!
                      Kisiel sięgnął po kolejną pożółkłą kartkę i rozłożył ją na stole.
                      -Mamy nową mapę – powiedział ponuro.
                      Cała trójka skupiła się nad znaleziskiem.
                      -Mnie się kończy urlop – powiedziała smętnie Monika.
                      Rafał spojżał na przyjaciół ze zdziwieniem
                      -Przecież w przyszłym roku też są wakacje!

                      koniec
    • 36krzysiek zapowiedź 21.08.06, 09:35
      Rafał siedział na tarasie swojego apartamentu na 34 piętrze i podziwiał
      panoramę Warszawy. Majowe słońce oświetlało dachy miasta, Pałac Kultury lśnił
      jak diament. Na stoliku z chińskiej laki, parowała filiżanka gorącej kawy.
      - Z tej perspektywy to miasto wygląda całkiem znośnie- pomyślał.
      W głębi mieszkania zadźwięczał telefon. Wszedł do salonu i podniósł słuchawkę.
      - Słucham.
      Poprzez szumy i trzaski usłyszał głos Moniki.
      - Cześć, to ja!
      - Dzwonisz z Marsa?
      - Nie, właśnie odbijamy z portu na Santorini i wracam na Kretę.
      - Ty dalej na ekspedycji? Znalazłaś coś?
      - Niezbyt dokładnie szukałam, ale nie znalazłam śladów po Germanach. Za to
      jestem pięknie opalona.
      - Że też uniwersytet finansuje te twoje eskapady
      - Nowe volvo przychylnie nastroiło dziekana do moich pomysłów. Ale dzwonię w
      innej sprawie. Wczoraj dostałam małpią pocztę od Barona.
      - Czego chce?
      - Prześlę ci z hotelu. Generalnie sugeruje, byśmy się zajęli mapą. Jakieś
      tajemnicze Towarzystwo go naciska, podobno powiązane z Zakonem Syjonu i
      finansowane przez mafię paliwową.
      - Coś słyszałem. Tak mi się obiło o uszy, że to wyznawcy szatana i fani
      horrorów. Podobno uwielbiają tworzyć makabryczne rysunki.
      - Pewnie w celach rytualnych, ale mniejsza o to.
      - I kiedy mielibyśmy się tym zająć?
      - Jak najszybciej
      - Najbliższy miesiąc jestem uziemiony. Czekam na resztę mebli z Mediolanu.
      Dekoratorka kręci nosem na odcień dywanów, przysłali prawe drzwi do szaf
      zamiast lewych i nie działa centrum multimedialne. Kisiel dostał wiadomość?
      - Nie wiem, gdzieś w Stanach się zapodział. Ostatnio był w Nowym Jorku, teraz
      się pewnie opala na Florydzie.
      - To widzę, że się nam zapowiadają ciekawe wakacje.
      W słuchawce zabuczał sygnał, rozmowa została przerwana.
      Rafał wrócił na taras i rozsiadł się na otomanie.
      - Dobrze, że mamy Hammera, Bóg jeden wie, gdzie wylądujemy tym razem.

      c.d.n. (kiedyś)
    • pulsarkowy Re: bez tematu 03.09.06, 11:35
      ze tak powiem kolokwialnie - szacuneczek. a nawet szacun big_grin
      • asia.sthm Re: bez tematu 14.11.20, 20:47
        Ten watek jest tylko do degustacji.
        Prosze tu nie bazgrac, to jest dzielo.
        Pochwaly dla Aurora mile widziane w pogodowym lub osobnym watku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka