36krzysiek
07.03.06, 16:36
- Że też mnie diabeł podkusił na skróty jechać, cholera jasna! – mruczał pod
nosem wciekły Rafał. Od dwóch godzin próbował trafić na drogę z Krzyża na
Poznań. Po kolejnej próbie znów znalazł się na przedmieściach miasta.
- No piękna ta okolica, że co nawet ! Lasek sosnowy i słoneczko świeci ale za
raz zajdzie i gówno znajdę a nie drogę! – klął w myślach na siebie i wszystko
dookoła.
Czwarta godzina za kółkiem dawała się we znaki a do Warszawy jeszcze co
najmniej drugie tyle. Samochód wygodny i klimatyzowany ale sam jechać nie
chciał, trzeba go było prowadzić a od tego tyłek drętwiał i głowa bolała od
wrażeń, jakie dostarczają polskie drogi.
- Co to za odludzie cholerne, że ni gdzie człowieka nie widać, a nawet baby!
O drogę bym spytał !
Kolejna krzyżówka i kolejny dylemat prawo czy lewo? Oczywiście o
drogowskazach tu nikt nie słyszał, z resztą obcy się tu pewnie nie kręcą a
autochtoni okolicę znają.
- Kręciłem ciągle w prawo , dajmy w lewo dla odmiany, zobaczymy co będzie
Droga była jeszcze piękniejsza od poprzedniej. Po obu stronach strzeliste
sosny, gdzieniegdzie bele ściętych drzew i wspaniały zapach żywicy, który
rekompensował zszargane nerwy. Bita nawierzchnia zmieniła się w zwykłą leśną
drogę.
-No tędy to daleko nie zajadę – pomyślał, ale brnął dalej w celu znalezienia
czegoś szerszego do zawrócenia. Za łukiem drogi ukazała się postać idąca
niespiesznie środkiem drogi.
- O święci pańscy! – pomyślał – Wreszcie jakaś żywa istota!
- Dzień dobry! – krzyknął przez uchylone okno - Pomoże mi pan znaleźć drogę
na Poznań?
- zapytał – Bo tędy to chyba nie dojadę !
Facet spojrzał , wyjął niedopałek z ust i powiedział – No nieźle się pan
zapuścił. Ta droga to do nikąd. Kończy się starym tartakiem. Kiedyś tu drzewo
wozili, ale jak tartak zamknęli to tylko grzybiarze tu zaglądają .A na Poznań
to w całkiem drugą stronę trzeba.
Gość wyglądał dość porządnie i niegroźnie , więc Rafał zaryzykował
- Mam propozycję. Podwiozę pana kawałek a pan pokaże jak się stad wyplątać.
- Dobra – odparł – ale ja tu tobół mam brudny dość, nie chce środka panu
zapaskudzić. Może do bagażnika wrzucić?.
Nieznajomy ściągnął z ramienia po macoszemu traktowany wór marynarski.
- OK. – odparł Rafał i pociągnął za rączkę otwierającą kufer.
Po kwadransie jazdy Rafał doszedł do wniosku, że bez pomocy faceta sam nigdy
by się nie wyplątał z tych dróg ósmej kategorii. Facet pilotował z wprawą,
przekonując do wjazdu w drogi, które robiły wrażenie nieprzejezdnych i
wybierania kierunków, które robiły wrażenie bezsensownych. - Dobrze, że mnie
kwiatki nie pociągają - pomyślał - Zakopałbym się tam pewnie na amen jak
Chmielewska!.
Mijając znak Grotów wrócili wreszcie do cywilizacji.
-Tu mnie pan wyrzuci przy PKS - powiedział przypadkowy pilot - dalej to już
prosta droga na Międzychód i Poznań.
- Nareszcie! Wielkie dzięki za pomoc!
Uścisnęli sobie ręce, facet wysiadł z samochodu i zabrał swój bagaż z kufra.
Rafał odetchnął z ulgą, podkręcił radio, zapalił papierosa i ruszył w dalszą
drogę. Jak zwykle trasa na Poznań zapchana była ciężarówkami.
- Jak ja nienawidzę ciężarówek! – myślał i dusił gaz do dechy wyprzedzając
jedną za drugą z duszą na ramieniu.
Po 6 godzinach za kółkiem miał już serdecznie dość jazdy i samochodu i
postanowił zatrzymać się na noc w Poznaniu. Wypukując na telefonie numer
kumpla myślał – Bądź w domu! Bądź w domu!.
- No witam szanownego pana! – odezwał się głos w słuchawce- Co tam słychać
dobrego ?.
- Nic nie słychać – odparł - Za 10 minut będę u ciebie, mam nadzieje, że mnie
przenocujesz?
- Jasne! Nie ma problemu! Aleś mnie zaskoczył! To czekam! Wstawiam wodę na
kawę!
- Wstawiaj, wstawiaj, bo z nóg lecę - odparł Rafał i zamknął klapkę telefonu.
- Żeby tylko było miejsce do zaparkowania! – myślał, odganiając od siebie
wizje akrobacji przy „kopercie” Pod blokiem mieszkańcy zdążyli już
skutecznie zastawić każdy centymetr powierzchni, ale w bocznej uliczce
taksówka zwalniała miejsce, odjeżdżając z klientem. Rafał zapakował bez
problemu, rozejrzał się po wnętrzu, zgarnął śmieci z siedzenia do torby i
wysiadł. Z bagażnika wyjął walizkę na kółkach i reklamówkę.
-A to co ?- pomyślał, wyjmując z bagażnika złożoną kartkę. O dziwo kufer
wręcz świecił dziewiczym porządkiem, co należało do rzadkości. Przed wyjazdem
gruntowne czyszczenie samochodu załatwiło sprawę.
Walizka wydawała z siebie niezły gruchot, ciągnięta po kostce chodnika, a
echo jeszcze protegowało wrażenia akustyczne.
Drzwi na szóstym piętrzę otworzył z uśmiechem na twarzy stary przyjaciel
Rafała – Kisiel.
- Diabła bym się spodziewał! – krzyknął na powitanie.
- Jeszcze jedna godzina za kółkiem a porzuciłbym samochód w polu i uciekł z
krzykiem!- odparł Rafał - Kiedy w tym cholernym kraju będą autostrady?
Dożyjemy takich czasów?
- Prędzej nasze wnuki -odparł Kisiel i zabrał z kuchni kubki z kawą.
- Musze wziąć prysznic i zmyć z siebie ten kurz bitewny - powiedział Rafał-
Droga na Poznań to sport ekstremalny!
- Wiem, nie musisz mi mówić. Zrobiłem trasę Poznań, Grudziądz, Toruń,
Warszawa, Wrocław i w końcu sam straciłem rachubę gdzie jestem i jak się
nazywam.
- Ty to masz zdrowie do tych rozjazdów- odparł Rafał- ja bym się wykończył.
Przebrany w luźne dresy zasiadł na kanapie przy stoliku kawowym.
- Słuchaj, gdzieś tu położyłem papierosy, nie widziałeś?
- Pal moje – odparł Kisiel
- Nie chce, mam gdzieś całą paczkę , pewnie w kieszeni w kurtce - wstał i
sięgnął po kurtkę. W kieszeni znalazł papierosy i kartkę z bagażnika.
Rafał zapalił papierosa i rozłożył kartkę wyjętą z bagażnika.
- Co to jest? - zapytał Kisiel, zerkając przez ramie. Kartka była kserokopią
strony jakiejś książki pisanej po niemiecku i sądząc po kroju czcionki raczej
starej. U góry widniała rycina lub zdjęcie fragmentu jakiejś miejscowości,
podpisane niemiecką nazwą. Na marginesie kartki były zrobione notatki. Pismo
było wyblakłe ale dość wyraźne.
- Zobacz, to chyba ołówek bo połyskuje pod światło – powiedział Rafał
- Skąd to masz ? I co to ma być?
- Znalazłem w bagażniku. Widziałem takie książki u dziadka w bibliotece ale
nigdy nie robiłem z nich kopii.
- To skąd się to wzięło?
- Pod Krzyżem miałem pilota, wrzucił do kufra swoja torbę, może to jego?
- No jak nie twoje to pewnie jego.
- Daj, popatrzymy dokładnie co tu jest napisane.
Podtykając sobie kartkę pod nos starali się odczytać ołówkowe bazgroły.
- Tu jest na bank numer komórki- powiedział Kisiel – ale jakiś dziwny ten
numer
- Może to jego ? Zadzwonię i powiem że to zostawił
- Myślisz że mu to potrzebne?
- No skoro ksero z notatkami to pewnie tak?
- To chyba niemiecka komórka, tak mi się jakoś wydaje
- Daj, odszyfrujmy to dalej.
Pod numerem widniały drukowane B i M , za nimi szereg kolejnych cyfr
przedzielonych kropkami.
- Inicjały i numer konta bankowego- stwierdził Kisiel
- Albo numer czegokolwiek – burknął Rafał
Dalej wypisane było p., kar. i kolejna cyfra tym razem 50.
- Szyfr szpiegowski! - wysyczał Kisiel- Albo miejsce zakopania skarbu bądź
trupa!
- Trupa ze skarbem w objęciach! –Rafał pokiwał z politowaniem głową - Za dużo
telewizji oglądasz.
- Ciekawe co to za treść, niemieckiego nie znam
- Ja też nie ale chyba mamy kogoś kto zna?
- Monika powinna znać, uczy w szkole więc cos tam może rozumie, jest nadzieja.
- Zadzwonię do niej jak będę w Warszawie, niech przetłumaczy, chociaż piąte
przez dziesiąte.
- To wygląda na jakieś dzieło raczej niż na powieść, może historyczne.
- Ta rycina jest podpisana. Freienwalde. Ciekawe jak to się teraz nazywa.
- Wklepać w necie w wyszukiwarkę , na bank znajdzie
Brzęczący całą dobę komputer stał pod nosem. Internet uzależnia, naukowo
udowodnione.
Na ekranie ukazała się lista linków.
-Chociwel?! – zdum