Dodaj do ulubionych

Skradziona kolekcja

13.06.06, 10:10
W poniedziałek 20 czerwca 2006 r. godz. 20.00 "Ale Kino"
Obserwuj wątek
    • stara.gropa Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 10:13
      Niech to szlag trafi, nie mam Ale kinosad
      • g0p0s Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 10:35
        Wakacje niedługo, będą powtórki chodziły. Obstawiam Lekarstwo w TV4.
      • mzrr21 Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 10:36
        Przepraszam!!!!!!!!!
        WTOREK nie poniedziałek
    • groha Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 11:52
      Taaa... "Lekarstwo" będzie na mur również w Kino Polska, bo już było, a tam
      powtarzają w kółko. A "Kolekcji", jak nie widziałam, tak nadal nie zobaczę, bo
      operator kablówki mówi, że nie stać go na Ale Kino, kurza jego dziobata bez
      kreskisad
    • mzrr21 Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 12:13
      Nie przejmujcie się, ja na pewno zapomnę i będę ogladała co innego, albo będę
      siedziała w pracy
      • anorektyk2006 Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 16:10
        film jest średni... niestety ale z miłości nie takie rzeczy się ogląda smile

        anor
        • aganioq Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 18:40
          ...no właśnie, ja tego nie rozumiem, jak TAKIE książki można w taki sposób
          adaptować... czy my nie mamy normalnych scenarzystów, którzy nie pisaliby
          własnego mhm "dzieła" tylko najnormalniej w świecie na podstawie tego, co mają,
          a co nieraz jest materiałem wyśmienitym napisali scenariusz, z którego potem
          jakiś normalny reżyser zrobiłny normalny film...już nie mówię tylko o
          twórczości Guruy ale weźmy choćby "Wiedźmina" Sapkowskiego, czy jakąkolwiek
          polską adaptację...czuję się bezsilna...kiedyś myślałam, żeby we własnym
          zakresie coś stworzyć, ale brak mi środków, no chyba, że może wspólnymi
          siłami ??? tongue_out
          • dacard Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 21:17
            Czesc Wam wszystkim - podczytuję was od jakiegos czasu i pomyslalam ze skoro
            mogę wkleic tutaj przedsłowie do "Skradzionej kolekcji", to wezmę udział ustami
            w Gurui w dyskusji pt. jak to możliwe...

            A film b. chetnie obejrze, bo nie widziałam.

            No i pewnie wszyscy znacie to przedsłowie, ale ja na nie trafiłam dzisiaj, wiec
            tryska ze mnie chęć podzielenia się... no i rosnie ochota na obejrzenie filmu smile

            "Czuję się zmuszona powtórzyć zadawane mi wielokrotnie pytanie: dlaczego z
            moich książek nie kręci się filmów? Sama tym jestem zdziwiona i nawet ścisła
            współpraca z reżyserem nie rozjaśniła mi kwestii. Zastanawiam się, co w tym
            jest: chcą ekranizować książkę, łapią się za nią, wydają się nią zachwyceni, a
            potem wychodzi im kompletnie co innego. Zmieniają, co popadnie, wyrzucają, ile
            mogą, zostaje im ledwo ślad pierwotnego pomysłu. To właściwie co im się tak
            podobało w moim utworze? Dialogi...? A skąd, dialogi dokładają swoje, te
            książkowe gdzieś giną, bohaterowie ulegają metamorfozie całkowitej, w słowach
            wykazują tępotę i ograniczenie beznadziejne, gdzie w tym wszystkim sens, gdzie
            logika? Myślę obrazami. Najpierw oczyma duszy widzę scenę czy wydarzenie, potem
            je dopiero opisuję, możliwe, że czynię to nieudolnie, ale reżyser, operujący
            wyłącznie obrazem, powinien załatwić sprawę lepiej. Dla przedstawienia gestu,
            zachowania, wyrazu twarzy osoby potrzebuję całego akapitu, w filmie wystarczy na
            to jedna sekunda. Pod warunkiem oczywiście, że się chce pokazać akurat to, co
            opisałam, a nie coś zupełnie innego. Tymczasem pokazują co innego. Występujące w
            filmie osoby nie mają nic wspólnego z moimi bohaterami i to pod żadnym względem.
            Akcja startuje z jakiegoś kawałka mojego pomysłu i z dużym przyśpieszeniem
            podąża w odwrotnym kierunku. Jeśli jestem włączona w ten cały interes, ogłupia
            mnie to doszczętnie, sama już nie wiem, co mam robić, wydłubywać dalszy ciąg z
            książki, czy pisać nowy utwór? Nowy utwór nie podoba mi się wcale, napisałabym
            go całkiem inaczej. Ludzie, ratunku, od czegoś takiego można zwariować!
            Osobiście byłam zdania, że Upiorny legat zawiera w sobie mnóstwo możliwości,
            ostatecznie jest to kryminał, zaczyna się od trupa i jakieś zwłoki pałętają się
            także dalej. Przytrafiają się liczne idiotyzmy, już same napady i włamania w
            wykonaniu amatorów mogą dostarczyć rozrywki, jednostki płci żeńskiej występują
            tam cztery, można je zużytkować prawie dowolnie, mogą się nawet rozbierać jakby
            kto chciał, mogą być cudownie piękne, bo niby dlaczego nie, wszystko w ramach
            stworzonej i jako tako logicznej akcji. Zmodyfikować ją nieco, żeby nie było za
            długie i cześć, scenariusz gotowy. No, romans to nie jest z pewnością, a zdaje
            się, że reżyser był spragniony romansu. No dobrze, można było ostatecznie kogoś
            tam rzucić sobie wzajemnie w objęcia, niechby Gaweł ożenił się z Baśką, czort
            ich bierz, niechby kapitan zakochał się w kłopotliwej bohaterce, poszłabym na te
            dodatki dla świętego spokoju, ale kryminał powinien pozostać. Batory umiał robić
            kryminały, lubił nawet, skąd mu się wzięła nagła odmiana...? Przygnębiającym
            nieszczęściem była i jest dla mnie sprawa bohaterów. To prawda, że prawie
            nigdzie nie opisuję ich wyglądu zewnętrznego, ale wszyscy wiedzą, iż mają swoje
            pierwowzory w naturze. Posługuję się gronem znajomych, przyjaciół i wrogów,
            niekiedy wcale nie chcę, żeby się rozpoznali, niekiedy zaś głupio informować
            całe społeczeństwo, jak ktoś wyglądał, bo ten ktoś mógłby się obrazić. Niemniej
            są autentyczni i wszystko, co robią, pasuje do nich, prawdziwych. Tymczasem w
            filmach występują jakieś obce osoby, do nikogo niepodobne, niedopasowane do
            treści, całkowicie skłócone z moimi, bądź co bądź opisanymi wcześniej,
            wyobrażeniami. Pewnie że każdy może mieć dowolne wizje, ale skoro ich już
            pokazujemy, chciałabym wszystkich zaprezentować we właściwej postaci. A tu
            klops. No proszę, proszę, wyobraźmy sobie Herkulesa Poirot w charakterze
            wysokiego bruneta, gładko ogolonego, albo Scarlett O'Hara jako wielką, dorodną
            dziewuchę z głosem mosiężnej trąby. Co by z tego wynikło...? Rozpacz mnie istna
            ogarniała, kiedy żaden reżyser nie słuchał, co do niego mówię i robił swoje po
            swojemu. Miał własny obraz, no dobrze, wolno mu, ale po co mu była moja książka?
            Wszystko zaczynało się zmieniać... Upiorny legat przeistoczył się w Skradzioną
            kolekcję gruntownie i radykalnie. Na dobrą sprawę, jedynym elementem, jaki
            pozostał z książki, są znaczki, zaprezentowane zresztą w sposób urągający
            zasadom zbieractwa. Z piersi każdego filatelisty muszą się wyrywać rozpaczliwe
            jęki na widok macania pierwszej królowej Wiktorii gołymi palcami, nie mówiąc już
            o nie usztywnionej kopercie. Pan Parfiniewicz, doradca filatelistyczny w owej
            imprezie, musiał się zasugerować znikomą wartością używanych w filmie
            reprodukcji, albo też stracił siły, tak samo jak ja, co doskonale potrafię
            zrozumieć. Chyba jednak zabrakło mu tchu i poniechał protestów, bo używane dalej
            pakieciki z kiosku "Ruchu" nie mogły, wbrew intencjom scenariusza, budzić
            wzruszeń żadnego zbieracza. Na ekranie cenne serie powinny się różnić od chłamu
            wyraźnie i porządnie, nie różnią się wcale, cała sprawa zatem została zwyczajnie
            puszczona. No owszem, jeszcze szpital. Właściciel walorów poszedł do szpitala i
            na tym właściwie koniec powiązań filmu z książką. Zaczęłam się dziko kłócić z
            Batorym już od pierwszej sceny i pierwszego pomysłu. W książce bohaterem całej
            awantury i posiadaczem znaczków był Marcin, postać poniekąd ustabilizowana,
            przewijająca się przez kilka utworów, charakterem dopasowana do akcji. Batory
            uparł się przy dziewczynie, poszedł niejako po linii Lekarstwa na miłość, znów
            dwie przyjaciółki, wmieszane w idiotyzm. Uległam, bo niby co mi innego
            pozostało. Ponadto zaczął z tego robić groteskę w znacznie większym stopniu niż
            przy ekranizacji Klina. Po krótkim, acz zaciętym oporze też się ugięłam i
            machnęłam ręką na własną twórczość, przestawiając się na całkowicie nowy, świeży
            utwór, w zasadzie wymyślony przez reżysera. Batory miał pomysły znakomite, tak
            świetne, że mogły dać w rezultacie komedię stulecia i dałam się w nie wciągnąć.
            Co z tego wynikło, wszyscy widzą. Na włamania do hipotetycznych sprawców
            kradzieży zgodziłam się prawie od razu, aczkolwiek w książce poszłam raczej na
            rozboje. Do włamań miał być użyty gaz usypiający, wyprodukowany przez
            przyjaciółkę-chemika, którą byłam zmuszona zaakceptować. No dobrze, niech będzie
            gaz, w książce gaz występuje. Batory wpadł na pomysł, zamiast gazu usypiającego
            dziewczyna sporządziła gaz rozweselający wielkiej mocy, natchnieniem był mu
            zapewne Gaweł, chichoczący przy telewizorze. Od opisanej w scenariuszu sceny
            sama się popłakałam ze śmiechu. Miało to wyglądać następująco: Wdzierają się te
            dwie dziewczyny do willi jednego z podejrzanych. Dom stoi w ogrodzie, dają
            spokój zamkniętej furtce i przełażą górą przez ogrodzenie po dwustronnej
            drabince. Zakradają się pod drzwi i psikają gazem przez dziurkę od klucza. Facet
            rzeczywiście siedzi przed telewizorem, na fotelu pod regałem, nad głową ma
            półki, z których najwyższą przyozdabia wielki wazon, gapi się w ekran, dosyć
            znudzony, po czym nagle chichocze. Chichocze raz, chichocze drugi, zaczyna
            chichotać nieprzerwanie, wybucha śmiechem coraz potężniejszym, rży niczym ogier
            na łące, dostaje zgoła ataku, tupie nogami w podłogę i wali łbem w regał. Wazon
            z górnej półki spada mu na potylicę i mamy gościa z głowy. Dziewczyny otwierają
            drzwi, wchodzą i rzucają się gorączkowo do poszukiwań. W trakcie szperania
            zaczynają chichotać, dialog zaś brzmi mniej więcej tak: - W szufladach nic nie
            ma, cha cha cha... - Sprawdź w bibliotece, cha cha cha, ja zajrzę, cha cha cha,
            do szafy... - Cha cha cha, pieniądze, cha cha cha, on tu trzyma pieniądze, cha
            cha cha... - Żeby się tylko nie ocknął, cha cha cha, jeszcze komoda, cha cha
            cha, same gacie, cha cha cha, i skarpetki, cha cha cha... - W sypialni, cha cha
            cha, albumy tylko, cha cha ch
            • groha Re: Skradziona kolekcja 13.06.06, 23:17
              Witaj Dacardsmile To teraz już nie czekaj na następną okazję, co? Pisz! smile
              Och, ile myśmy się już tutaj nadyskutowali o tych nieszczęsnych ekranizacjach,
              to głowa puchnie. Chyba po każdej emisji i bez okazji także. Myślę, że twórcy
              tych arcydzieł filmowych nie mają spokojnego snu. Niektórzy nawet wiecznego,
              niestety. Bo jak mieć dla nich litość? Po prostu się nie da. Ale mimo to,
              chciałabym zobaczyć, jak został sknocony "Upiorny legat", bo fantazji mi
              brakuje, żeby sobie to wyobrazić. Aha, ale o "Całym zdaniu nieboszczyka" w
              wersji rosyjskiej, nie rozmawiamy, dobrze? Myśleć nawet o tym nie mogę. Z mety
              mnie szlag trafia.
              • g0p0s Re: Skradziona kolekcja 14.06.06, 10:05
                > Aha, ale o "Całym zdaniu nieboszczyka" w
                > wersji rosyjskiej, nie rozmawiamy, dobrze? Myśleć nawet o tym nie mogę.
                > Z mety mnie szlag trafia.
                Wszystkiego czerwonego nie widziałaśsmile Zresztą nikt z nas nie widział, nawet
                Gurua nie widziała w całości. Miały być jakieś wieści na temat seansu i co?
                • meduza7 Re: Skradziona kolekcja 14.06.06, 10:19
                  Słuchajcie, a może by tak od drugiego końca zacząć? Tzn wziąć którąś z tych
                  gorszych dzieł Gurui (nie wyrzućcie mnie za bluźnierstwo), taką najstarszą
                  prawnuczkę choćby i postawić na fantazję scenarzystów? jakby co, to i tak
                  bardziej nie sknocą tongue_out
                  • g0p0s Re: Skradziona kolekcja 14.06.06, 10:35
                    Nie zauważyłem, żeby ktoś był z tąd wyrzucany, chociaż przed swoją pierwszą
                    krytyczną wypowiedzią na forum też podobnie pisałem. Każdemu coś się może nie
                    podobać i ma do tego prawo. Nawet na takim forumsmile
                    Obawiam się, że mogą sknocić.
                    PS.
                    Prawnuczka nie jest taka najgorszasmile
                    • mzrr21 Re: Skradziona kolekcja 14.06.06, 10:48
                      Żeby w sposób tylko przyzwoity (pieniądze nie są tu najważniejsze), powtarzam
                      przyzwoity zrobić Guruę trzeba mieć odrobinę wyobraźni. Nasi filmowcy jej nie
                      mają. Dlatego nie mówię o już tym, żeby zrobić ja dobrze lub bardzo dobrze.
                      • groha Re: Skradziona kolekcja 14.06.06, 12:28
                        Filmowe ręce precz od Najstarszej prawnuczki! Oraz od Harpii, Złotej Muchy i
                        Depozytu! Jako i od pozostałych książek, napisanych przed Trudnym trupem. Jeśli
                        już muszą, niech knocą jego i to, co po nim. Trudno, płakać nie będę. Ale
                        prawnuczki ruszać nie pozwalam. Jest tak świetnie napisana, że chyba nie
                        przeżyłabym widząc, jak ją przerabiają. A za próby udziwnienia, lub
                        uwspółcześnienia diariusza panny Dominiki, z mety życzę scenarzyście
                        wszystkiego najgorszego, z siedmioma plagami egipskimi włącznie. Przepraszam,
                        ale już na samą myśl dostaję wścieklizny, wrrr...
                        • the_dzidka A wiecie co? :)))) 21.06.06, 10:27
                          Własnie wpadłam na pomysł, od którego Guruę, za przeproszeniem, szlag by trafił
                          na miejscu wink)))
                          Co powiecie o... ekranizacji "Autobiografii"?.. ;PPPP

                          (Ała! Ała!! Już nie będę!!)
                          • stara.gropa Re: A wiecie co? :)))) 21.06.06, 10:50
                            Dobre!smile
                            Która aktorka zagra Guruę?
                            • g0p0s Re: A wiecie co? :)))) 21.06.06, 10:56
                              Trzeba to (z zachowaniem praw autorskich do pomysłusmile sprzedać Guruismile))
                              • groha Re: A wiecie co? :)))) 21.06.06, 11:23
                                g0p0s napisał:

                                > Trzeba to (z zachowaniem praw autorskich do pomysłusmile sprzedać Guruismile))

                                Chyba po uprzednim zadaniu właściwego znieczulenia obu stronom? Bo na trzeźwo
                                może być ciężkosmile)
                                • asia.sthm Re: A wiecie co? :)))) 21.06.06, 11:31
                                  o jeeezzzuu, znowu modzicie!!
                                  Ja juz to wszystko prawie oczami widze i az mnie sciska smile)
                                  Gurue to powinno grac pare roznych osob zaczynajac od jakiejs przegrzanej
                                  cieplym ubrankiem dziewczynki.
                                  • alytka Re: A wiecie co? :)))) 21.06.06, 11:38
                                    > Gurue to powinno grac pare roznych osob zaczynajac od jakiejs przegrzanej
                                    > cieplym ubrankiem dziewczynki.
                                    I koniecznie banan w... tej, no, paszczysmile
    • alytka Re: Skradziona kolekcja 20.06.06, 20:05
      Mam nadzieję, że mnie nie zlinczujecie, ale... Właśnie oglądam "Skradzioną
      kolekcję" smile))
      • bumbecki Re: Skradziona kolekcja 20.06.06, 20:20
        nie,nie zlinczujemy smile)
        ciekawe czy ci się spodoba ...
        • alytka Re: Skradziona kolekcja 20.06.06, 21:46
          Ogladałam juz X lat temu. Jako film OK, jako adpatacja książki... NIe będę się
          posługiwac łaciną podworkową.
          • groha Re: Skradziona kolekcja 20.06.06, 22:01
            A kto grał w tym filmie? Bo może ja to widziałam, tylko nie pamiętam? Nie mogę
            tego wykluczyć. Alytko, opowiedz, opowiedzsmile
            • bumbecki Re: Skradziona kolekcja 20.06.06, 23:08
              Elżbieta Starostecka jako Janka i Izabella Dziarska jako Joanna
      • dacard Re: Skradziona kolekcja 21.06.06, 09:20
        Też oglądałam wczoraj, i dopiero podczas oglądania sobie przypomniałam, że już
        widziałam przed laty smile

        Ten film ma jednak tak mało z Chmielewskiej...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka