Dodaj do ulubionych

Gęba jak Piotrowin?

18.06.06, 18:41
To, jedno z ulubionych jak mi się wydaje, wyrażenie Guruy intryguje mnie od
dłuższego czasu. Czy ktos wie, o co chodzi z Piotrowinem? Wyrażenie używane
także przez Konopnicką i Makuszyńskiego, świadczy o twarzy chudej,
zafrasowanej, mizernej itd. Ale ja chciałabym poznać całą historię tego
określenia - lub ewentualnie pofantazjować na ten temat smile
Obserwuj wątek
    • meduza7 Re: Gęba jak Piotrowin? 18.06.06, 23:13
      Z pamięci będzie, bo mi się źródel nie chce sprawdzać. Była taka legenda
      średniowieczna o wskrzeszeniu z martwych pewnego szlachcica, rzecz działa się w
      Polsce i albo w miejscowości Piotrowin, albo też ten wskrzeszeniec tak się
      nazywał. Chodziło zdaje się o jakieś falszywe oskarżenie, które oczywiście
      zostało oddalone, gdy umarły wlasnym głosem zaświadczył o prawdzie. Była tez
      powieść oparta na motywach tej legendy "Cud w Piotrawinie". No i oczywiście
      umarlak leżący ileś tam dni w grobie to za pięknej tej buźki nie miał wink
    • pajacynka Re: Gęba jak Piotrowin? 19.06.06, 08:47
      univ.gda.pl/~literat/podania/006.htm
      Takie znalazłam, i proszę, dobrze mi się ochapiało, że on jakiegoś kościelnego
      bronił. A gęby nikomu nie życzę, na paru obrazach w życiu widziałam tę legendę,
      brrr.
      • meduza7 Re: Gęba jak Piotrowin? 21.06.06, 10:38
        A swoją drogą, czemuż to biskup nie postaral się o jakiś dowód na papierze? To
        jest prawdziwa zagadka!
        • framberg Re: Gęba jak Piotrowin? 20.07.06, 00:14
          meduza7 napisała:
          > A swoją drogą, czemuż to biskup nie postaral się o jakiś dowód na papierze?
          > To jest prawdziwa zagadka!

          To nie jest zagadka. Bez przerwy fałszowano w owych czasach zapisy
          testamentowe, celowały w tym kościoły i zakony. Problemy ujawniały się
          przeważnie wtedy gdy do własności jednej wsi aspirowały dwie lub więcej
          organizacji kościelnych.
          Świadectwo zza grobu bardzo pomagało wink
          I świadczyło o świętości powołujacego skutecznie (!) zmarłego na świadka.
    • minerwamcg Re: Gęba jak Piotrowin? 27.06.06, 20:49
      Tego chudomordego Piotrusia wskrzesił nie byle kto, bo sam św. Stanisław, ten
      sam, co go potem król tak szpetnie posiekał. W kościele na Skałce w Krakowie
      jest figura św. Stanisława wskrzeszającego Piotrowina.
    • zamek U Sienkiewicza też było 30.06.06, 02:26
      univ.gda.pl/~literat/krzyzaki/0066.htm
      • the_dzidka Re: U Sienkiewicza też było 30.06.06, 09:10
        Do licha, chyba przeczytam "Krzyżaków"!! Jako lektura to było strasznie nudne i
        od tamtej pory nie wzięłaqm do reki. Może czas na przypomnienie?...
      • lylika Re: U Sienkiewicza też było 18.07.06, 08:34
        Wydaje mi się, że w "Ogniem i mieczem" też. Zdaje się, że tak wyglądał
        Skrzetuski po wyjściu ze Zbaraża, ale muszę to sprawdzić.
    • lubeck7 Re: Gęba jak Piotrowin? 12.07.06, 18:41
      aaaaa
    • vivictoria Re: Gęba jak Piotrowin? 17.07.06, 22:39
      Rzecz działa się nad Wisłą, w miejscowości zwanej dziś Piotrawin: znajduje się
      tam przepiękny kościół gotycki z 15 wieku. A w rocznicę zmartwychwstania
      Piotrawina, który w dodatku przeszedł pieszo po wodzie, ukazuje się na rzece
      ścieżka. Jest to jedna z moich ulubionych legend i miejsc rownież - Wisła jest
      tam najpiekniejsza!
      Skopiowane z netu, niestety nie zapisałam urla sad



      Osiem wieków z okładem mówi lud o wskrzeszeniu zmarłego człowieka przez Patrona
      Polski, Św. Stanisława Biskupa.

      Płynęła wtedy Wisła, jako i teraz płynie, tocząc wody bystre ku Bałtykowi.
      Przepływała, jako i teraz przepływa u podnóża wsi Piotrawin (Puławski) i —
      białego Solca, co rozsiadł się na wspaniałych skałach, na jej drugim brzegu.

      Gdy się bliżej ku Solcowi podpłynie, wydobywając się z zakrętu, „widać smętnie
      sterczące ruiny zamczyska, patrzące jakby w czerwone dachy nizinnego Piotrawina.

      Król Bolesław Śmiały budował ten zamek i zamieszkiwał go z całym dworem w
      ciepłe, letnie miesiące. Gdy się dobrze w te ruiny wpatrzeć a potem oczy
      przymknąć, to urastają one w niezdobyte, warowne mury, nad urwiskiem dumnie
      rozsiadłe. Z wieży zamkowej zda się powiewać królewska chorągiew, a z doliny
      dochodzi tętent rumaków powracającego rycerstwa. Król Bolesław naprzód
      wysunięty, tuż za nim koń „wróżebny" przez pachołka prowadzony, a dalej —
      błazny, dworacy, żołnierze...

      Na rynku miasteczka była królewska kaplica, a za miasteczkiem, w rzecznej
      dolinie, pośród kępy drzew wznosił się sąd, w którym król osobiście zasiadał.

      I raz wypadła sprawa trudna do rozsądzenia. Jadyny świadek zmarł, a był nim
      Piotrawin, dziedzic na Piotrawinie, wiosce, po lubelskiej stronie Wisły
      położonej. Sprawę tę miał biskup krakowski, Stanisław Szczepanowski, późniejszy
      patron naszego kraju i patron kościoła Dominikanów w Lublinie. Otóż zawahał się
      król i nieświadomy sporu rozstrzygnąć go nie chciał A sprawa była wielce ważna
      i sądu wymagająca.

      Wówczas stała się rzecz niepojęta.

      Biskup Stanisław dla utwierdzenia prawdy słów swoich przepłynął Wisłę, stanął
      nad grobem Piotrawina, kazał odwalić kamień i wieko trumny i rzekł do trupa:

      — Piotrawinie, wstań! a chodź dać świadectwo prawdzie!

      Na te mocne słowa struchlał zatrwożony lud towarzyszący biskupowi i czekał. A
      żółty, uschnięty trup po ruszył się na swym ostatnim posłaniu i wstał
      posłusznie.

      Wówczas biskup Szczepanowski ujął go za rękę i poprowadził wolno przez wiślane
      fale do Solca.. A lud zgromadzony został na brzegu, patrząc w osłupieniu na cud
      zmartwychwstania i cud przejścia przez głębinę wód.

      Prawdzie stało się zadość. Piotrawin złożył w sądzie potrzebne świadectwo, aż
      zdumiał się król i rycerstwo.

      - Piotrawinie, chcesz-li żyć — zapytał go biskup po opuszczeniu sądu. —
      Piotrawin wzniósł oczy szkliste na mówiącego i odpowiedział stanowczo: Chcę
      wrócić do grobu.

      I powrócił tą samą drogą i ułożył się w trumnie, pobłogosławiony przez swego
      wskrzesiciela, żegnany raz jeszcze przez lud.

      Wieść o tym niezwykłym cudzie rozeszła się po całym kraju. Mówili o nim starzy
      i młodzi, dzieciom niańki śpiewały nad kołyską, jak to Stanisław biskup przez
      Wisłę szedł zezmartchwystłym na Sąd Królewski. I biegły lata, a z lat układały
      się dziesiątki a z dziesiątków — stulecia. Ludzie pamiętali cud, ale nikt nie
      śpieszył ku widomemu uczeniu go. I oto pewna pobożna niewiasta, należąca do
      Trzeciego Zakonu, opiekunka dzieci w kamienieckim dworze (obok Piotrawina)
      miała sen dziwny, aby postarała się o bryczuszkę i objechała okolice po obu
      stronach Wisły, kwestując na wybudowanie kościoła „na łążku w miejscu gdzie św.
      Stanisław spoczął wraz z Piotrawinem śpiesząc na Sąd.

      Zakonnica o ten sen dziedziczce Kamienia, która, przejąwszy się do głębi,
      ofiarowła natychmiast osiołka z brycuszką i pewną kwotę na zapoczątkowanie
      ofiar.

      Odtąd rozpoczęła się kwesta powolna żmudna, bo osiołek chodził wolno, droga
      bywała, a wolę w śnie objawioną trzeba była wypełnić.

      Toteż ludzie w polu podczas żniw, kopania, pielenia czy siejby widywali ten
      dziwny pojazd i kwestarkę objeżdżającą cierpliwiei ochotnie dwory, kolonie i
      zamożniejsze chaty, ale nawet najbiedniejsi dorzucali swój grosik wdowi aby
      wypełniło się.

      Tym sposobem zajaśniały wśród kępy drzew na łążku bielone ściany murowanego
      kościółka dla uczczenia wielkiego cudu z woli Bożej przez w. Stanisława Biskupa.

      Artyści malarze różnych wieków oddali na płótnie wstrząsającą scenę
      wskrzeszenia Piotrawina. Jeden z takich obrazów zdobi ołtarz w kościele OO.
      Dominikanów w Lublinie w kaplic św. Stanisława.

      Rok rocznie w dzień ósmego maja odbywają się od pusty w kościołach jego
      imienia. Rok rocznie ciągną także rzesze narodu z Solca. z Raju, z Lipska, a
      zza Wisły, z Kluczkowic i innych dalszych wsi, na odpust do małego
      kościółka „na łążku przyrzecznym, w końcu minionego stulecia wystawionego.

      I podziwia zapatrzony lud jasną smugę na wodzie, łączącą oba brzegi, na
      pamiątkę odbytej tędy drogi przez św. Stanisława ze wskrzeszonym z grobu
      Piotrawinem.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka