Wywlokłam potomka z domu. Słoneczko śliczne było, ciepło, więc przemogłam
lenistwo własne oraz niechęć małolata do zmiany odzieży i poszliśmy. Suuuuper
było

Wprawdzie na początku zamiast podziwiać jesienny park jakieś 10 minut
staliśmy przy drodze podziwiając samochody, ale to szczegół. Zawartość
samochodów patrzyła na nas dziwnie, sami kręcą kierownicami, a nam nie wolno?
Znalazłam jeszcze 3 kasztany, dzieciątko ma upodobania wiewiórki i znaleziska
usiłuje zakopywać, ale 2 ocaliłam i mam. A później szuralismy sobie w
liściach, zgarniali je na wieeeelką kupę i obrzucali nimi. Niektórzy jeszcze
się w nich tarzali i teraz nadają się do prania. Trochę liści trzymam teraz w
przedpokoju. Wcale nie są takie śliczne, ale nie znalazłam argumentów, które
przekonałyby dzieciątko do pozostawienia zdobyczy na dworze