Macie tak czasem? Szereg tygodni prześladuje was jakiś cytat, kwestia z
książki? Nie da się odpędzić? Mruczycie ją w wannie, szepczecie w kolejce do
kasy? Kojarzy Wam się nieodparcie z czymś innym, powszednim?
Ostatnio wszędzie wlokę za sobą Tereskę czekającą w oknie na swoją wieką
miłość. Z racji remontu i innych takich interesujących wydarzeń zdarza mi się
często wykrzyknąć: "Boże jedyny!!!!""" A na to już nie ma rady, nieodmiennie
idzie po tym: "Przecież mogę rąbać drzewo".
I od razu lżej