Wiem, wiem, był chyba gdzieś taki wątek,ale przyznam się szczerze,
że nie chciało mi się troszku szukać

Mam nadzieję, że nie dostanę
za to jakiegoś bana

Tak sobie stwierdziłam, że przydałoby się czasem coś na poprawę
nastroju. Otwieram więc wątek na różnego rodzaju paradoksy z życia
wzięte. I żeby nie być gołosłowną podaję pierwszy przykład - z
dzisiaj, z mojej "jakże wzniosłej" pracy nauczycielskiej:
Klasa II (LO)
usprawiedliwienie ucznia poproszonego przeze mnie o przeczytanie
pracy domowej:
- Bo pani profesor, mnie wczoraj chuligani napadli, i zabrali mi
zeszyt od polskiego i wyrwali z niego kartkę z pracą domową.
Spadłam z krzesła

)
Ta sama klasa- kilka minut później.
Analizujemy wiersz Karpińskiego "Do Justyny. Tęskność na wiosnę".
Jeden uczeń zaoferował, że przeczyta ten wiersz "z uczuciem". Czyta.
Przy słowach:
"Już słowik w sadzie zaczął swe pieśni,
gaj mu się cały odzywa.
Kłócą powietrze ptaszkowie leśni;
a mój mi_ptaszek_nie śpiewa!"
dostał kolejno: ataku kaszlu, ataku śmiechu, ataku utraty głosu po
czym piejąc ze śmiechu praktycznie sturlał się pod ławkę

) Klasa
wzięła z niego przykład, po czym większość lekcji miałam z głowy.
Jak myślicie, jakim torem poszła interpretacja utworu?