Wróciłam do domu. Piechotą, żeby ochłonąć..

) Było... Było cudnie.
Wzruszająco!!
Zacznę od początku... Gurua WCHODZI

) Przyjęła z należytym
zrozumieniem informację od Edyty, że może na wszelki wypadek nie
należy zdejmowac okrycia, bo być może trzeba będzie się natychmiast
ewakuować...

) Strzały z korkowca wzbudziły należyte
zainteresowanie, a po nich.... upadek Barona i Kociowa akcja
ratunkowa tegoż

)) Obecni w kasynie chórem powtarzali, że wszystko
złożone i tak dalej....

) Gurua śmiała się i powtarzala kojąco,
że "nawet jak się ktoś pomyli, to przecież nie szkodzi nic"

, a
potem pochwaliła Baronowe i Kociowe wykucie tekstu na
blachę: "dobrze, dobrze..."

)) Następnie część mniej oficjalna,
cyli siadamy...

Się przymierzałam gdzieś z tyłu (stresik czy
co?

), ale wolne miejsca vis a vis Guruy skusiły

) I usiadłam
NAPRZECIWKO. I rany. Zablokowało mnie. Ale na szczęście odblokowało
dość szybko

Tematy poruszane były jako żywo (bez zachowanej
chronologii): czasy PRL-u i rzeczywistość komunikacyjna oraz
kartkowa tychże, koty i ich stosunek do kretów, jak poprzednio i ich
stosunek do jeży, okoliczności uzależniania się od hazardu,
fajerwerki i czy da się zrobić tak, żeby wystrzelił w górę napis
2008.... c.d.