Dodaj do ulubionych

Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą.

12.12.08, 22:20
Denerwuję się jutrzejszym dniem i dlatego robotę sobie wynajduję. Właśnie powiesiłam na Picasie wszystkie prezenty, tak chronologicznie i ze szczegółami (szczegółów jeszcze nie znacie). Na razie niedostępne. Kliknę i udostępnię je jutro wychodząc na spotkanie żebyście mogli w spotkaniu uczestniczyć. Chociaż troszeczkę. smile
Obserwuj wątek
    • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 13.12.08, 16:19
      Zdjęcia na Picasie. Właśnie wychodzimy. smile
    • goonia Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 13.12.08, 17:19
      moja scierkasmile
      • goonia poszlo bez zdjecia:( 13.12.08, 17:20
        picasaweb.google.com/wnukizawoda/Scierka#
    • groha Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 13.12.08, 17:43
      Ho ho! Ho ho! - że zawołam tak, jak Okrętka - Ho ho ho!
      Niech Gurua cieszy się tym wszystkim, jak dziecko, i niech Jej idzie na zdrowie.
      P.S. Nie wiem, czy inne doleciały, ale mój duch już siedzi na lampie w Bramie.
      Tej z białym kloszem, dokładnie. I poszczękuje wesolutko czym tam może, nie
      wiem, chyba plazmą: bzdryń... bzdryń... Aha, jeśli niechcący kogoś dotknie
      zimnym paluszkiem, to absolutnie proszę się nie przejmować. To będzie tylko
      znaczyło, że oferma jest i spadł z lampy, po prostu.
      A resztą jestestwa, cierpliwie czekamy na zdawanie całej sprawy, liczne i
      śliczne, rzecz jasna.
      • 36krzysiek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 19:49
        Do Bramy dotarłem przed 22 z nadzieją, że może ktoś jeszcze jest.
        Okazało się, że są wszyscy, włącznie z Guruą! Zdębiałem! Czym
        prędzej poleciałem się witać, padając na kolanko i całując w dłoń, z
        przeprosinami na ustach, że tak późno dotarłem. W odpowiedzi
        usłyszałem, że nie ma sprawy, najważniejsze, że jestem. Główne
        wydarzenia mnie ominęły niestety, znam jedynie z relacji. Natomiast
        o drugiej części imprezy mogę relacjonować dokładnie, zwłaszcza, że
        przez cały wieczór grama wyskokowych trunków do ust nie wziąłem z
        uwagi na samochód na parkingu. Reszta Towarzystwa w tej materii
        poczyniała sobie dowolnie, pod koniec imprezy, około 3 w nocy, barek
        świecił pustkami winkTańce były, decybele wykańczały Szefową,
        kalambury były z wykorzystaniem kredy i tablicy do wypisywania menu,
        ogólnie Brama huczała jak ul. Moje wrażenia po spotkaniu są takie,
        że Gurua traktuje nas prawie jak rodzinę, a na pewno jak dobrych
        przyjaciół, odleciała gdzies daleko bariera dzieląca nas od Bóstwa.
        Można usiąść i pogadać o wszystkim. Byle tak dalej!
        • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 19:55
          Moje wrażenia po spotkaniu są takie,
          że Gurua traktuje nas prawie jak rodzinę, a na pewno jak dobrych
          przyjaciół, odleciała gdzies daleko bariera dzieląca nas od Bóstwa.
          Można usiąść i pogadać o wszystkim. Byle tak dalej!
          --
          Bardzo pięknie to ująłeś. smile
          • 36krzysiek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:04
            Szefowo, podaj linka do prezentów, bo nie umiem znajść na pikasie.
            • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:12
              Proszę.
              picasaweb.google.pl/llylka/081212Prezenty#
              • 36krzysiek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:27
                Dziemkuję
                • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:32
                  Sprawozdawczo dodam, że Gurua zwracała się do nas naszymi nickami albowiem wszystkich nas pięknie ometkował Migos, któren metki wytwarza przewyborne. smile
                  • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:35
                    I jeszcze sprawozdawczo o pierniczeniu. Kiedy Gurua zobaczyła pierniczki Kocia zapytała dość surowo: a to co? Na to Kocio bezceremonialnie: Jak to co? Zagrycha pod nalewki!
                    • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:58
                      Dawajcie wreszcie swoje wersje. Ja stałam po prawicy Guruy, niech też ktoś z lewicy się odezwie. Luda było mrowie a prawie nikt się nie odzywa. Prawie każdy rozmawiał też indywidualnie. Ja pogadałam sobie z Guruą o Grzesiu Tsu, architekcie. Miło mi było usłyszeć, że Gurua Go bardzo ceniła i lubiła i odżałować nie może. Pan T też lubił i cenił Grzesia. Nawet był na maszy, ale ja Go nie widziałam. No cóż, nie znaliśmy się jeszcze i byłam zajęta swoimi myślami.
                      P.S. Tak mi się przypomniało; Gurua bardzo mocno zaakcentowała, że Alicja wyjechała do Szwajcarii, więc musimy o tym pamiętać.
                    • asia.sthm Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 21:26
                      > a to co? Na to Kocio bezceremonialnie: Jak to co? Zagrycha pod
                      > nalewki!

                      A nie mowilam, ze te pierniczki bardziej na bizuterie niz zagryche
                      wygladaja ? Brawo Kociu!! Nawet sama Gurua nie zgadla.

                      A tak aproposik: Gurua miala na sobie cud pieknosci wisiorek, ten
                      prostokatny. Z czego on? Macal ktos?
                      • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 21:52
                        Dostany od wnuczki. Chyba masa perłowa i dodatki nie wiem jakie. Ale wisiorek, to pryszcz. Pierścionek miała tak cudnej urody, że wymiękłam, a sroka nie jestem, tylko koneserka(w moim mniemaniu smile.
                        https://img368.imageshack.us/img368/8673/kopia081213woloducha198vs0.jpg
                        • asia.sthm Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:06
                          On mi mignal malutki. Teraz widze, ze jest na czym oko zawiesic i
                          tez nie srokam. Ja nie wiem czy Gurua ma cos brzydkiego.

                          Tych cholernych glutow bez skorupek nie biore pod uwage.
                          O jajkach napisze w prawidlowym watku.
                        • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:17
                          Ja jestem bardzo spokojny człowiek, mnie można na język nadepnąć, ale czekam na sprawozdania:
                          Wołoducha
                          Starej.gropy
                          Meduzy
                          Anmaniki
                          Bbbbzyty
                          Kocia
                          Migosa
                          Dzidki
                          Cytrynki
                          Eulaliji
                          Cafeszpulki
                          Aggie
                          Papugi
                          Kasikaz
                          Mariurzki
                          Idy
                          Heniuli

                          Wszystkich pozostałych, którzy przybyli później, też.
                          Zawstydziłam wszystkich? Oby!
                          • ewa9717 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:18
                            No tak, teraz wleźli pod stół i wstydzą się, pisać im trudniej wink
                            • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:33
                              I znowu tylko ja jestem winna, Boszszsze przebacz...
                              • ewa9717 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:36
                                O matko, zaś se nagrabiłam!!!!!!
                          • eulalija Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:44
                            Ja zasprawozdam jutro, dziś wprawdzie nieco odsypiałam do 9.15, ale
                            potem musiałam ukokosić MLP, bo się Kopciuszek spóźnił o 2,5 godziny
                            w domowe pielesze, a następnie miałam do dopieszczenia moja Mamunię
                            na dolnym Mokotowie i pewne obowiązki na Ursynowie. Jutro! Słowo
                            harcerki.
                          • mariurzka Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 23:44
                            lylika napisała:

                            > Ja jestem bardzo spokojny człowiek, mnie można na język nadepnąć,
                            ale czekam na
                            > sprawozdania:
                            [...]
                            > Mariurzki

                            Lyliko, ja przepraszam, ale moje jutro, dobrze?smile Od pół godziny
                            dopiero jestem w domu. Padam po 4 godz. podróży w busie, który brał
                            chyba udział w konkursie na najlepiej ogrzany bus tysiąclecia.
                            Weszłam tylko rzucić okiem na wrażenia po spotkaniu i uciekam spać,
                            jutro trzeba do pracy...
                            W ramach sprawozdania powiem tylko że nadal trwam w zachwyciesmile
                          • aggie9 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 10:39
                            i ja coś wrzucę, skoro powoli dochodzę do się po nadmiarze wrażeń
                            weekendowych. smile chociaż niewiele do dodania zostało....

                            moja podróż do stolicy już w Poznaniu zaczęła się ciekawie...
                            dłuższy czas debatowałyśmy z Cytrynką czym mam przyjechać, ze
                            względu na zaplanowane używanie "stanęło" na pociągu, bo szybciej,
                            bo punktualniej, bo nie mierzą promili. Jak wsiadłam do tego pociągu
                            to okazało się, że nie będzie szybciej tylko wolniej... bo
                            pojedziemy przez Łódź, coś tam się wcześniej na trasie wykoleiło...
                            potem jak tylko ruszyliśmy jakiś Pan poczuł się źle i zatrzymał
                            pociąg ręcznym, no i całe procedury.... i karetka... i te tam
                            inne.... i już chciałam wysiąść pojechać do domu i jednak udać się
                            autkiem.... no ale koniec końców pociąg ruszył i zawitałam do Wawy
                            tylko z 40sto minutkowym opóźnieniem (jak to Pan Konduktor nas
                            ostrzegał, że "pociąg może doznać opóźnienia"), zgrywając się w
                            czasie perfekcyjnie z siostrą bliźniaczką jednojajową Cytrynka,
                            odbierającą mnie z dworca smile

                            potem nocne sióstr rozmowy i przygotowywanie się do spotkania...
                            trzeba było wywiesić "perugi" smile

                            Atmosfera na spotkaniu powaliła mnie na kolana od samego początku...
                            tak jak Cytrynka też powinnam chyba w coś zagrać, albo usiąść i
                            czekać aż w końcu będę bogata wink w oczach mieniło się od czerwieni i
                            żółto-zielonych ścierek, ale tylko do momentu wkroczenia naszego
                            Bóstwa, które to lśni nieodmiennie ogromnym blaskiem... Większość
                            już spisała wrażenia i nie bardzo jest co dodawać, tylko czytać i
                            utrwalać...

                            Z rozdziwaionym paszczydłem oglądałam ceremonię wręczenia
                            prezentów smile oraz zachwyty Gurui nad onymi wink gdzieś tam w trakcie
                            wpadł do głowy pomysł zrealizowany i opisany przez Szefową. Jaki był
                            taki był, ale Gurui się spodobał i jest "pretekstem" do kolejnej
                            świetnej zabawy smile

                            Wrażeń innych mrowie a mrowie mi jeszcze po głowie się kłębi i żal,
                            że nie widziałam czerwonego kłębowiska na barze.....
                            • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 11:17
                              Zdjęcia Kocia i Cytrynki na Picasie.
                              • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 14:09
                                Grzesiu, może podlinkujesz Picasę fanom ze wschodu. smile
                                • g0p0s Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 14:23
                                  Pajechło.
                • 36krzysiek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 20:33
                  Dodam, że Wołoduch przyduszał kolanem pana T. i jest malutki cień
                  nadzei, że Wydawnictwo, w przypływie szaleństwa i amoku, wyda nasze
                  opowiadania, jako hołd złożony Bóstwu. Powtarzam, cień nadzei
                  błąkający się w mojej ulubionej mgle smile
                  • ter.eska Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 21:00
                    Ja to okresle krotko:BYLO BOOOOOOOOOOOOOOOSKO,GURUA PIĘKNA,KOCHANA,Towarzystwo
                    wspaniałe,cudowne.Kolejne niezapomniane chwilesmile
                    • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 21:02
                      Żadne krótko, ma być długo i na temat. smile
        • asia.sthm Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 21:47
          Baron ten z Okładki napisał:

          > poleciałem się witać, padając na kolanko i całując w dłoń, z
          > przeprosinami na ustach, że tak późno dotarłem. W odpowiedzi
          > usłyszałem, że nie ma sprawy, najważniejsze, że jestem.

          Nie miales prawa w tym momencie nie zemdlec! Pomimo lipcowego
          wyznania ze moglbys byc Blondynem w Jej zyciu, to uodpornic sie na
          takie odzywki sie nie da. Zemdlales wiec jak dlugi, rozumiem.
          • 36krzysiek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:20
            Nie zemdlałem, ponieważ zemdlenie odebrało by mi mozliwość kontaktu
            face to face z Bóstwem smile
            • monia.i Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:33
              Faktycznie - zemdleć można było trochę później smile
              • monia.i Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:36
                Przepraszam za wtręt ale podczytuję z lubością i czasem mi się
                ciśnie na usta..
            • asia.sthm Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:39
              Baron nan sie zbiesil od tych wyrozniajacych komplementow Bostwa.
              Zacznie sie bez soli trzezwiacych obywac, nerwy ma juz jak stal
              hartowana w hucie.
              • ewa9717 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 22:40
                W hucie im. Ostrowskiego w dodatku!
                • edyta95 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 14.12.08, 23:03
                  dorzucę swoje 3 grosze
                  Przybyłam około 21. Również myślałam, że już po wszystkim, a tu taka
                  miła niespodzianka. Impreza w pełni rozkwitu. Czem prędzej dopchałam
                  się do pani Joanny. Rozmowę utrudniało chore gardło Bóstwa, nie
                  wszystko zatem słyszałam. Rozmowa dotyczyła m.in. zimnego wychowu
                  cieląt, znaczy Gurua opowiadała anegdoty dotyczące wychowania
                  dzieciątek, my ze swej strony zapewniałyśmy, że bierzemy przykład i
                  co najważniejsze to działa . Po drugie primo, Gurua powiedziała, że
                  traktuje nas jak osoby bliskie smile Po trzecie primo, ma chęć napisać
                  książkę, za którą społeczeństwo by Ją wykleło (oprócz mnie, ha ha),
                  ponieważ ma chęć napisać o matkach Polkach. Po czwarte primo,
                  propozycja kolejnego spotkania wyszła od Pani Joanny, co więcej
                  nawet na nie nalegała sugerując zwrot kosztów smile Po piąte primo
                  opowiadała o swojej Mamie, a raczej o swoim uwielbieniu dla Niej.
                  Po szóste primo, mowa była również o tym, że pisze po to, aby ludzi
                  rozweselić, szczerze się wzruszyła kiedy Wołoduch opowiadał anegdody
                  rodzine dotyczące zbiorowej histerii podczas czytania tekstu " ta
                  dama to wasza mać".
                  więcej grzechów pamiętam dziś, może jutro coś dopiszę
                  dobranoc się z Państwem
                  • ter.eska Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 01:00
                    mni sie przypomnialy dwa grzeszkismilepo pierwsze krotka rozmowa z GURUĄ na temat
                    niezmiernie waznych dla Lublina i okolic obiektów lubelskich powstałych dzięki
                    NASZEMU BÓSTWU,po drugie moja rozmowa z Panią Małgosią o dwóch psach o imieniu
                    Karo(jednym moim,drugim GURUY)z drobnym wtrętem GURUY.
                    • elizka666 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 09:21
                      Tereska, jakie to lubelskie obiekty? Bo ja znam jeden, w którym
                      leżałam swego czasu. A w ogóle to pozdrawim frakcję lubelską, bu
                      lublin to miasto moich studiów.
    • eulalija Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 08:48
      No to i ja swoje spostrzeżenia.
      Najważniejsze, i nie jest to jak sądzę nadmierna pycha, Gurua nas
      lubi. Przez dłuższy czas siedziałam tuż koło Pani Małgosi, więc
      byłam w zasięgu głosu Guruy. Po pierwszych kilku minutach, gdy
      mówiła bardzo cicho, ze względu na chrypę, którą ze sobą, nie
      wiedzieć po co przyniosłasmile słyszałam już wszystko. Gurua chciała z
      nami rozmawiać, bardzo ucieszyła się, że to my zadajemy pytania.
      Jej opowieść o zdarzeniach z piątku, związanych z kotką, Panią Beatą
      i Panem Witkiem, dobitnie świadczy, że niczego wymyślać do swoich
      książek nie musi, życie samo przynosi takie rzeczy, że nie
      odważyłaby się czegoś takiego wymyślać.
      Prezenty bardzo Guruę zaciekawiły. Podzielony i oszlifowany Wielki
      Diament wzbudził zachwyt, Kociowe pierniczki lekkie niedowierzanie,
      czy aby to się je, bo jednak to dzieło sztuki. Bardzo długo Gurua
      oglądała zawartość apteczki, czytała etykiety i deklarowała
      korzystanie z miarę potrzeb.
      Wracając jeszcze na chwilę do samego początku, owszem, strasznie to
      było miłe, co powiedziała wchodząc do Bramy i dostała za to gorące
      brawa, ale muszę przyznać, że na jakieś dwie sekundy wszystkich
      zgromadzonych zatkało z wrażenia, owacja ruszyła po złapaniu oddechu.
      O stroju już pisano, wyglądała świetnie.
      Pan Witek nie zasiadł za stołem, robił dokumentację fotograficzną.
      Wołoduch powinien się dopisać, długo rozmawiał z Guruą, może zdradzi
      jakieś szczegóły dotyczące tematów poruszonych.
      Po wyjściu Szanownych Gości impreza nabrała rozpędu. CafeSzpulka
      wyglądała na nieco ogłuszoną rozwojem sytuacji. Barman trzymał się
      dzielnie. Pozdrawiam przy okazji Barmankę, która niestety musiała
      wyjść i nie mogła uczestniczyć w spotkaniu.
      Szkło się potłukło, chyba dwa razy, więc pewnie więcej nas tam nie
      wpuszczą.
      Razem z Heniulą opuściłam urocze towarzystwo kilka minut przed
      drugą, co było dalej, nie wiem.
      • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 09:01
        Zdjęcia Dorki na Picasie.
        • kocio_pierzaczek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 10:50
          Przypominam jeszcze o akcji zbierania skorupek od jajek. Moje trzy
          już się suszą. Gurua miała zachwycający naszyjnik, Asiu, masz rację,
          mam jego zbliżenie - owieszę niebawem. Wkradłszy się w łaski
          właścicielki lokalu zostałam nauczona nalewania piwa z kija, czym
          zabawiałam się ku uciesze spragnionych. Doliczane im do rachunku
          oczywiście było. A na koniec, żałujcie, kogo nie było, były tańce na
          barze w wykonaniu trio w czerwieni.
          • cytrynka6543 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 13:21
            Troszkę i ode mnie na temat spotkania.
            Napisałabym jednym zdaniem: "Miłość obopólna kwitła!",ale nie chcąc
            się narażać na reprymendę zdanie to nieco rozbuduję.
            Nie spełniły się obawy co do pojemności Bramy,zmieściliśmy się
            wszyscy,a nawet więcej nas niż było w planach. Wprawdzie chwilami
            trudno było się przepchnąć pomiędzy rozentuzjazmowanymi
            uczestnikami,jednakowoż nikt nikomu nie deptał po odciskach i
            panował pełen życzliwości Wersal.
            W oczekiwaniu na Guruę towarzyszył nam objawiony przed czasem pan
            Tadeusz,zresztą czekać długo nie musieliśmy. Gurua po wejściu do
            Bramy chyba poczuła się lekko ogłuszona naszym ąturażem,ale szybko
            opanowała to ogłuszenie i głosem schrypniętym zadeklarowała miłość
            do nas. Nie pozostaliśmy dłużni w zapewnieniach o wzajemności. Co z
            tego wynikło wiecie już doskonale,w czerwcu bierzemy ślub!
            Lokalizacja uroczystości ustalona,obecność kamer
            zagwarantowana,stroje wiadome:Gurua w welonie,a my w garniturach i
            pod muchami.
            Nie chciałabym powtarzać tego co już zostało napisane,ale konieczny
            podkreślenia jest fakt,że Pani Joanna czuje się z nami dobrze i jak
            ktoś zauważył nie ma już sztywnej granicy między nami a Bóstwem.
            Jest głęboka miłość i bezpośredniość kontaktu i chyba każdy z
            uczestników spotkania może to potwierdzić,bo przypuszczam,że nie
            było nikogo kto paru słów z Guruą nie zamienił.
            Było wspaniale,tak rodzinnie,blisko. Atmosfera cudna,wrażenia
            niezapomniane.
            Bardzo na imprezie brakowało nam obecności G0p0sa,wspominany był
            często i ciepło.
            A teraz coś śmiesznego. Z racji mojej bujnej fryzury w kolorze
            czarnym nie zostałam rozpoznana w pierwszej chwili przez Dzidkę i
            Papugę,a Bzyta nawet próbowała mi się przedstawić! Chyba powinnam
            zagrać w totolotka.smile
            • g0p0s Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 13:25
              W inym wątku przegłosowano, że bez metki byłaś do Bydgoszczysmile
              • cytrynka6543 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 13:28
                Nie,ja byłam do Wrocławia,co mi bardzo pasuje. To Aggie była do
                Bydgoszczy smile))
            • bbbzyta Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 13:43
              cytrynka6543 napisała:

              nie zostałam rozpoznana w pierwszej chwili przez Dzidkę i
              > Papugę,a Bzyta nawet próbowała mi się przedstawić! Chyba powinnam
              > zagrać w totolotka.smile
              >
              Sama prawda i tylko prawda! Usiłowałam się przedstawic, i to będąc 100% trzeźwą i zdrową na umyśle! smile
              • lylika Foto-Edyta. 15.12.08, 14:40
                Zdjęcia Edyty z nalewkowego na Picasie.
              • groha Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 14:56
                Wszyscy wyglądacie przeuroczo i wszystko takie zachwycające jest, że klękajcie
                narody. Dziękuję bardzo za podzielenie się tym wszystkim. Jeszcze tylko zapytam
                z prostej, babskiej ciekawości: a co dalej ze ścierkami? Bo pojawiły się i
                wystrzeliły pięknie, jak ta strzelba z początku powieści, więc do wycierania
                garów się nie nadają, to zrozumiałe.
                • g0p0s Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:03
                  Może wrócić z paragonami do sklepu i oddać? smile
                  • edeka5 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:35
                    g0p0s napisał:

                    > Może wrócić z paragonami do sklepu i oddać? smile

                    bo się strzępią smile
                • eulalija Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:13
                  Migos proponował, żeby zrobić z nich wielki hamak dla Guruysmile
                  • g0p0s Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:23
                    A stadko Teres i młodych Wyrobków było jakoś skomentowane, poza
                    wyrażeniem uczuć?
                    • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:27
                      Tak. Teresa miała ścierkę w jeszcze bardziej wściekłych kolorach.
                • edeka5 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:37
                  groha napisała:

                  > a co dalej ze ścierkami? Bo pojawiły się i
                  > wystrzeliły pięknie, jak ta strzelba z początku powieści, więc do
                  wycierania
                  > garów się nie nadają, to zrozumiałe.

                  Dlaczego się nie nadają? Już na miejscu wycierałam nią zalany
                  stolik smile
                  • asia.sthm Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:45
                    Mozna z nich zrobic makatki nad lozko... i jeszcze te nasze medaliki
                    doczepic. Kapliczka jak malowana..
                    • groha Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 15:55
                      Na ołtarzyki domowe też sposobne. Z oczu taki nie zejdzie, to pewne.
              • bbbzyta Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 16:14
                Uzupełnię jeszcze nt. o czym było: przy mnie Gurua wróciła do tematu wrednej meszki, która ją pokąsała (poniekąd za sprawą p. Tadeusza) w Poznaniu, i to po nogach pod stołem. Gurua przypomniała jeszcze inne szczegóły o meszce zawarte w książce, ponadto skarżyła się, że ta zaraza wpuszcza taki jad, że do tej pory się go jeszcze nie pozbyła (tzn. Gurua), i zrozumiałam, że właśnie to podstępne pokąsanie obwinia o wiele swoich obecnych dolegliwości. Meszka grasuje w maju, zatem pozwalam sobie apelowac niejako w imieniu Guruy, aby się jej strzec! Chociaż do maja mamy jeszcze trochę czasu!
                • asia.sthm Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 16:25
                  To ten slub bedziemy brac w jakich lochach, czy co.
                  Mozemy sie opryskac muchozolem, albo skombinuje takie smierdzace
                  swinstwo z Norlandii, zabronione oficjalnie ale skuteczne. Oni tam w
                  tej Norlandii sami wszystko produkuja i dobrze na tym wychodza.
                  • edyta95 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 16:53
                    meszka podobno nie lubi zapachu wanilii, a dopóki ja pracuję w
                    fabryce aromatów, wanilii nam nie zabraknie smile
                    • anmanika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 20:44
                      Wyprobowane, ze nie lubi i dlatego jak maj majem, w tym okresie w sklepach
                      brakuje zapachu waniliowego.
                      • anmanika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 20:51
                        Udalo mi sie zawiesic na pikasie.
                        Podaje nawet te nieostre:

                        picasaweb.google.com/anmanika/Chmielewska131208?authkey=Pnlt6IvpjF0#
                        • edyta95 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 15.12.08, 21:58
                          fajne, ale co tak mało, wydawało mi się że ciągle Tajfun z aparatem
                          biega smile
                          • anmanika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 08:33
                            Widocznie zajęta za barem byławink
                            • cafeszpulka Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 10:38
                              Tajfun był zajęty, najpierw obowiązki poźniej przyjemności.
                              Chociaż w Jej wypadku na odwrót powinnam napisać smile

                              P.S. Kelner zapytał kiedy Ją znów zobaczy bo chciałby się napiwkami podzielić
    • woloduch1 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 17:25
      Po przyjezdzie do stolicy zameldowalem sie u szefowej i tam nastapila pierwsza czesc pakowania ksiazki. Po czym wszystkie prezenta zostaly przeniesione na dol, gdzie czekaly na przyjazd transportu, czyli Anety z JKM. Przyjechaly przed czasem, zaladowalismy sie i pojechali. W Bramie znalezlismy sie grubo przed wyznaczonym terminem spotkania, jak rowniez przed czasem przybycia czlonkow TWCh. Towarzystwo zaczelo sie pomalu schodzic i wkrotce przystapilismy do przemeblowania Bramy, czemu ze zgroza w oczach przypatrywali sie obecni tam goscie - taka sympatyczna mloda para. Bylem nawet ciekaw, czy zainteresuja sie co jest grane i zechca zaczekac na jakies wyjasnienie, jednak nie wytrzymali nerwowo i uciekli. Uciekla tez Beatka, ktora jakas przypadlosc zmusila do opuszczenia Bramy. Zastapil ja mlody czlowiek, ktory kiedys w Bramie pracowal. Kiedy stoly juz byly gotowe, wniesiono przyjecie i stoly bez mala zaczely uginac sie pod gorami bobu, serow i owocow. Zas towarzystwo zaczelo nerwowo snuc sie po Bramie, przysiadujac to i owdzie, rozmawiajac w mniejszych lub wiekszych grupkach i starajac sie nie zezrec z nerwow wszystkiego. Jakos sie udalo. Kolejne przybywajace osoby byly witane glosno i serdecznie. Nie obylo sie oczywiscie bez niespodzianek. Na przyklad za Chiny Ludowe nie rozpoznalem Cytrynki i przez kilka minut chodzilem wokol niej jak pies kolo jeza zastanawiajac sie, jak by tu sie przedstawiac. Kocio przyniosl mi sznurek i aczkolwiek nie byl on taki, o jakim mowilismy, to jednak, natezywszy pamiec, udalo nam sie przypomniec, ze w owym okresie, rzadko, bo rzadko, ale zdarzaly sie ksiazki obwiazywane takim sznureczkiem, a wiec wszystko bylo w porzadku i ksiazka zostala zapakowana do konca. Migos przytargal pudelko z identyfikatorami i wszyscy je sobie zaczeli przyczepiac. Powoli tlum rosl, na czerwonych bluzeczkach pojawily sie scierki wywolujac tym szok kolorystyczny. Dorek zadawal szyku w PRAWDZIWYM kasku z lat szescdziesiatych. Podobno zostal wygrzebany z jakiejs stodoly. Wreszcie, pare minut przed szosta zjawil sie pan Tadeusz. Zostalem mu przedstawiony i okazalo sie, ze zna mojego nicka. Szosta minela, piec po szostej minelo, a Guruy ani sladu. Pan Tadeusz chyba sie lekko zdenerwowal, bo zadzwonil zapytac sie, gdzie sie obecnie znajduja. Okazalo sie, ze w odleglosci okolo 15 minut, przy czym pan Tadeusz przekazal wskazowki jak najlepiej pod Brame podjechac. Rzeczywiscie, niemal w oznaczonym czasie przed Brama zatrzymal sie samochod i Gurua przybyla. Oczywiscie nastapilo malenkie zamieszanie, gdy delegacja powitalna ustawiala sie na z gory upatrzonych pozycjach, zas reszta usilowala zajac najdogodniejsze do fotografowania pozycje. Wchodzaca Gurue powitala kanonada fleszow, dopiero po chwili delegacji udalo sie powiedziec kilka slow powitania, na co Gurua powiedziala, ze nas wszystkich kocha. Gromkim, acz niezgranym chorem odpowiedzielismy, ze my Ja takze i i zaczelismy klapac jedna lapka o druga, co dalo calkiem niezly efekt akustyczny. W koncu Gurui udalo sie usiasc i poprosic o cos goracego do picia, albowiem miala chryke i chciala nawodnic struny glosowa. Tym goracym okazala sie woda, bowiem ani na herbate, ani na kawe ochoty nie miala. Z podziwem obserwowalem Ja popijajaca ten ukrop. Na szczescie na zapitke miala kieliszeczek wina oczywiscie czerwonego. Pojawil sie pan Witek po odstawieniu samochodu na parking. Mimo nie w pelni sprawnego gardla Gurua zaczela chetnie opwiadac roznosci. Na pierwszy ogien poszla historia o kotce, czyli o Monice i Beatce. Pan Witek dostal okazje przedstawienia tej historii z drugiej strony. No a potem nastapila "godzina pytan". Lylika juz ja opisala, weic ja pomine, ale dodam tylko, ze Gurua bynajmniej nie odpowiadala monosylabami. Po zakonczeniu zadawania pytan Lylika dala mi znak i wreszcie moglem zadac pytania czekajace juz rok.
      Pierwsze - przcowala w warszawskim Enrgoprojekcie od 1954 r, czy znala ludzi z innych oddzialow, konkretnie krakowskiego. Niestety, nie, tak wiec nie znala mojego ojca.
      Drugie - Znamy jej podejscie do czosnku, ale czy istnieja potrawy, w ktorych czosnek toleruje, np. baranina lub wiejska kielbasa. Odpowiedz - baraniny nie jada, ale raz jadla wspaniala chyba jagniecine, w ktorej nie wyczula nawet sladu czosnku. Natomiast od kogos dostala sloiczek czosnku w jakis sposob przyrzadzonego (malutki, tzn. czosnek, nie sloiczek), ktory uzywa i wcale Jej sie z czosnkiem nie kojarzy. Sprawa kielbasy nie zostala wyjasniona.
      Trzecie - wiedzac, jaki ma sluch - tu Gurua przerwala i zapytala czy aby nie chcemy Jej zmusic do spiewania, bo spiewa fatalnie, ale na przyklad bardzo lubi spiewac koledy, a ulubiona to nawet drugim glosem, za co byla przez bliskich tepiona. Wracajac do pytania, to slucha piosenek, o czym moze swiadczyc Jej niechec do piosenki "Przelec mnie" - tu znowu uslyszelismy dosc ktotka ale gwaltowna tyrade na temat tak idiotycznych tekstow. Wracajac do pytania - to czy wpadlo Jej w ucho piosenki Jacka Kaczmarskiego i czy go lubi. Jak sie okazalo, nazwisko nic Jej nie mowilo, chciala uslyszec jakies fragment ("Niech pan zaspiewa"), ale zanim udalo mi sie rozewrzec paszczeke i cos zaspiwac, zainterweniowal pan Tadeusz, ktory byl starszym (o trzy lata) kolega Kaczmarskiego z Uniwersytetu i zacytowal poczatek jednej z jego piosenek, moze nie najbardziej charakterystycznej, aly tym niemniej doskonalej tekstowo. Pan Tadeusz krociutko omowil tworczosc Kaczmarskieego i jego losy, Gurua sie troche zainteresowala i wtedy pan Tadeusz zaproponowal Jej przyniesieniu 23 plyt Jacka do przesluchania no i wtedy padlo slawetne "Niech sie pan puknie w glowe" i "a skad ja na to wezme czas?". Na tym wyczerpalem chwilowo liste pytan i przystapilismy do realizacji programu.

      c.d.n.

      Pozdrawiam

      Woloduch
      • romy_sznajder Kaczmarski 16.12.08, 17:48
        Jakie piekne sprawozdanie!
        Samo sie czyta.
        Przypomnialo mi sie cos off topic.

        > Jak sie okazalo, nazwisko nic Jej nie mowilo

        Byl kiedys w Gazecie tekst Jaroslawa Kurskiego o Kaczmarskim, a tam dwie perly, z cyklu: Polonia australijska kocha swojego barda.
        Pierwszy byl tekst kogos wsrod Polonii arcywaznego, ktory powital artyste tekstem (cyt. z pamieci): -Panie Kaczmarkiewicz, jest pan duma polonii, panskie nazwisko jest u nas powszechnie znane.
        Byla tez emfatyczna wypowiedz emigrantki: -Panie Jacu, uwielbiam pana! Jest pan dla mnie pierwszy po Koconiu!

        big_grin
        • lylika Re: Kaczmarski 16.12.08, 18:59
          Sprawozdanie co się zowie! smile
      • ter.eska Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 20:49
        Ja nadal jestem w szoku,nie moge uwierzyć w to szczęście,na szczęście żywy dowód
        spotkania z BÓSTWEM jest wiersz z piękną dedykacją,który z chwilowego braku
        ramki przykleiłam do szyby w regale i jak wstaje i jak kładę się spać mam go
        przed sobą.Jeszcze raz GORĄCE DZIĘKI GURUI,Pani Małgosi,Panu Witkowi za
        przybycie,no i I.mamie za zabranie mnie i heniuli i dostarczenie do bramy,no i
        dzidce za pomoc noclegową.No i wam wszystkim za wspólne cudowne chwile.
      • woloduch1 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 20:50
        Nadszedl czas prezentow. Szefowa wreczyla Gurui niewielka koperte z biblioteki w
        Noirmont w ktorej byly dwie stare ksiazki. Gurua bardzo ostroznie je otwierala i
        achala i ochala. Przeczytala w jednej z nich wskazana Jej cene w rublach i
        kopiejkach i wreszcie zapakowala je ponownie. A wtedy Lylika przekazala jej taka
        wieeeeeelka poduszeczke do igiel. Gurua juz byla gotowa ja pruc, ale Lylika
        wskazala jej ulatwienie w postaci wszytego zamka blyskawicznego. Gurua otworzyla
        go i zaczela wyciagac nadzienie. Wyciaga to nadzienie, wyciaga, wyciaga, juz
        caly stolik jest zalozony tym nadzieniem, a farszu jak nie bylo, tak nie ma.
        Wreszcie wsrod bialego nadzienia blysnelo cos czarnego. Gurua wyciagnela to,
        rozwinela i Jej oczom (a takze oczom wszystkich (wstrzymujacych dech) wokol)
        pojawil sie Wielki Diament. Bardzo sie on Gurui podobal, ale jakos nie siegnela
        dalej. Padla podpowiedz, ze trzeba jeszcze szukac no i po chwili na stole lezaly
        juz dwa Wielkie Diamenty. Na zdziwione pytanie "dlaczego dwa" padla odpowiedz,
        ze jeden, ale sie nam rozlupal i obie polowki sie oszlifowalo. No a po
        upchnieciu nadzienia z powrotem w poduszczke, na stoliku pojawil sie kuferek.
        Gurua nieufnie probowala go otworzyc, co Jej sie po chwili udalo. Zamurowalo Ja
        na ladnych pare sekund. A potem zaczela (w skupieniu!) wyjmowac jedna nalewka po
        drugiej, czytac ich sklady i zastosowania i komentowac. Widac bylo, ze zna sie
        na tym! Obiecala tez je uzywac zgodnie z intencjami ofiarodawcow i instrukcjami
        uzycia. Przeglad zawartosci trwal co najmniej kilka minut. Wreszcie (wygladalo
        na to, ze z zalem) kuferek zostal zapakowany z powrotem i przystapiono do
        gnebienia Guruy. To znaczy, Lylika wyciagnela trzy ksiazki i jedno sluchowisko i
        poprosila o autografy, wyjasniajac, ze ksiazki pojda na aukcje, a sluchowisko do
        siostrzenicy (obie historie znane z innych watkow, wiec ich nie bede powtarzal).
        Gurua zapytala co ma wpisac (chodzi o ksiazki) i chyba wygralo "Dla szczesliwego
        zdobywcy", ale na wlasne oczy nie widzialem, wiec prosze o sprostowanie. No a
        potem niesmialo zaczeto podsuwac Gurui ksiazki obecnych na miejscu z prosba o
        autografy. Gurua podpisala wszystkie. Wtedy na scene wkroczyla Tereska i
        ofiarowala Gurui swoj wiersz. Gurua przeczytala go bardzo uwaznie i poprosila o
        dedykacje. Sama z kolei napisala na drugiej kopii mile slowa od siebie i oddala
        ja Teresce (tez juz opisane). Teraz przyszla kolej na mnie. Podszedlem z dwoma
        ksiazkami w lapkach. Pierwsza, ta opakowana wreczylem Jej ze slowami mniej
        wiecej nastepujacej tresci, ze wiemy, iz poszukuje kilku ksiazek i chyba udalo
        sie jedna z nich znalezc i ze specjalnie jest opakowana w ten sposob, jaki przez
        40 ponad lat ksiegarnie pakowaly ksiazki. Gurua zdjela sznureczek, rozwinela
        ksiazke i zamarla. Wpatrywala sie w okladke ksiazki Ericha Kaestnera "35 maja" i
        wreszcie powiedziala z entuzjazmem ze tak, ze tej ksiazki od dawna szuka i za to
        mam u niej dedykacje, jaka zechce. No coz, wzialem Ja za slowo i przypomnialem
        Jej nagranie z przed dwoch lat "Dla Woloducha z Kanady i Gooni z Kanady, Asi ze
        Sztokholmu i Grohy z Kielc" zakonczone zyczzeniem zobaczenia tych mitycznych
        postaci na wlasne oczy, czyli spotkaniem, "czego sobie i wam zycze". Pamietala,
        wiec poprosilem o autograf "Dla Woloducha z Kanady". Proscie, a bedzie wam dane.
        Taki wlasnie wpis znajduje sie w moich Okropnosciach. A tak przy okazji, widac
        bylo jakie trudnosci sprawia jej pisanie reczne.
        Poniewaz czesc oficjalna sie juz skonczyla, skorzystalem z tego, ze nikt sie
        akuratnie nie pchal i przez chwile porozmawialem z Gurua. Zapytalem, miedzy
        innymi, czy nie ma ochoty upchnac nas w ktorejs przyszlej ksiazce, ale nie ma.
        Widocznie jeszcze Jej nie podpadlismy wystarczajaco wink. Zapytalem rowniez, czy
        moge jej opowiedziec historie mojego pierwszego czytania Wszystkiego Czerwonego
        (opowiadalem to juz na forum, wiec powtarzac nie bede). Gurua sie zgodzila i
        bardzo Jej sie to opowiadanie podobalo, bo powiedziala, ze takich historii
        slucha z prawdziwa przyjemnoscia, ze wlasnie dla takich czytelnikow warto i chce
        sie pisac i przypomniala swoja wlasna historie z czytaniem Lesia w domu
        rodzinnym. I co z tego, ze znamy te historie? Wazne jest, ze opowiedziala ja
        jeszcze raz dla nas. I podejrzewam, ze kazdy reporter, zadajac owe slawetne
        pytanie, za ktore wylatuje za drzwi, zna odpowiedz, ale chce ja uslyszec z ust
        Guruy. A, przypomnialo mi sie. Na samym poczatku, spotkania, kiedy byla mowa o
        Okropnosciach, Gurua powiedziala, ze napisala ten tom, po to, zeby nie
        odpowiadac na pytania - zbyt bolesna. I w pewnym momencie z naciskiem
        podkreslila, ze Alicja jest w sanatorium w Szwajcarii. Dobra, koniec dygresji. A
        moze nie? Bo tez pamietam, ze mowila o trzech rzeczach, ktore przekonaly
        spoleczenstwo lat 40 i 50 do ustroju - elektryfikacja, walka z analfabetyzmem i
        powszechna opieka lekarska. Jej szwagierki byly zwiazane z medycyna i wiozly ja
        na wies, walka z analfabetyzmem - sama radosc no i te kiermasze majowew Dni
        Ksiazki! zas elektryfikacje poczula na wlasnej skorze przepisujac obliczenia
        slupow. I to Ja przekonalo. A, juz wiem. To bylo wtedy, kiedy pytalem o
        znajomosci ludzi z krakowskiego Energoprojektu.
        Zjawila sie Lylika i w imieniu TWCh poprosila Gurue o reke blyskajac slicznym
        pierscionkiem zareczynowym. Pierscionek zostal zaaprobowany i wlozony na palec,
        termin zaklepany na lato i powstal problem uwiecznienia tego wydarzenia czyli
        nagrania. Ale przez kogo? Najwyrazniej moja podswiadomosc jest szybsza od
        swiadomosci, bo zanim zdazylem pomyslec, wypalilem "Martusia". Wlasnie
        "Martusia" a nie "Pani Marta", "Pani Marta Wegiel" czy cokolwiek innego, byle z
        szacunkiem. Pani Joanna natychmiast Martusie podchwycila (nie poprawila mnie) i
        powiedzial, ze Martusia jest jesli nie najlepszym, to jednym z absolutnie
        scislej czolowki najlepszych dokumentalistow w Polsce i pewnie wlasnie dlatego
        ja z krakowskiej telewizji wylali. Zaszokowany, spytalem "Wylali???" a Gurua
        potwierdzila "Wylali" i opwiedziala historie, z ktorej niewiele mi w pamieci
        zostalo. Chyba tylko to, ze oczywiscie zadzialaly jakies tam uklady. No a w tym
        czasie pani Malgosia zadzwonila do Martusi i poinformowala ja o najswiezszych
        nowosciach. Niestety, czas plynal nieublaganie i wreszcie Gurua (dosc
        niechetnie) pozwolila sie od nas oderwac i na pozegnaie ponowila deklaracje
        milosci do nas (my, oczywiscie, tez nasza deklaracje milosci do Niej). I tak
        zakonczyla sie oficjalna czesc spotkania, Wydawala sie chwilka, momentam, a w
        rzeczywistosci trwala trzy i pol godziny (rekordowo dlugie spotkanie). Potem
        nastapily rozne inne rzeczy, jak np. tance, urzadzony przez Migosa i nizej
        podpisanego festiwal piesni KSP, rozmowa z Cytrynka na temat Hornblowera w
        aspekcie mozliwego pobytu Cytrynki na wybrzezu tureckim, zmuszenie mnie do tanca
        przez Kocia itd. itp. itd.
        Aha, wazna rzecz. Wreszcie znalezlismy czas z panem Tadeuszem na chwile rozmowy.
        Tematem poruszanym byl rysujacy sie cien mozliwosci opublikowania ODT. Na razie
        krok wstepny - czyli przeslanie tekstow, zeby pan Tadeusz mogl zobaczyc, czy cos
        z tego jest w ogole publikowalne. Z autorow jak na razie powiadomilem o tym
        Barona i Grohe. No i tak czas plynal, az zrobila sie druga nad ranem i ostatnie
        niedopitki opuscily goscinna Brame.
        Acha, na samym poczatku, jeszcze przed przybyciem Guruy, pomny dylematu
        Anmaniki, zapytalem Tajfuna czy wzoruje sie na Robercie, zas kiedy zapytala o
        jakiego Roberta chodzi, zalecilem przeczytanie Autobiografii.
        No na tym skoncze, jak mi sie jescze cos przypomni, to dopisze.

        Pozdrawiam

        Woloduch
        • romy_sznajder Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 21:17
          > Pierscionek zostal zaaprobowany

          Trwale zaaprobowany?
          Czy Wybranka wyszla z pierscionkiem na palcu?
          Wybaczcie, ze dopytuje, ale tak mi to zgrzyta, jak rzadko co. To nie stylu
          zupelnie Waszym. Jakies to dziewcynkowate, zawlaszczajace, dziwne... dobra,
          dosc. Tyle powiem, ze jak pierwszy raz o tym przeczytalam, to az wstalam od
          komputera z zazenowania.
          • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 21:55
            romy_sznajder napisała:

            > > Pierscionek zostal zaaprobowany
            >
            > Trwale zaaprobowany?
            > Czy Wybranka wyszla z pierscionkiem na palcu?
            > Wybaczcie, ze dopytuje, ale tak mi to zgrzyta, jak rzadko co. To nie stylu
            > zupelnie Waszym. Jakies to dziewcynkowate, zawlaszczajace, dziwne... dobra,
            > dosc. Tyle powiem, ze jak pierwszy raz o tym przeczytalam, to az wstalam od
            > komputera z zazenowania.
            ...
            Tak, trwale. Gurua wyszła z nim na palcu. To bardzo piękny pierścionek i ofiarowany ze szczerego serca/szczerych serc. Gurua tak to odczytała i zaręczyła się z nami z ochotą. Nawet wyznaczyła przybliżoną datę ślubu, żeby Jej dzieci mogły uczestniczyć w tej uroczystości.
            Gurua, to jest Osoba, która nigdy nie robi czegoś, co Jej nie odpowiada. Spontanicznie odpowiada na zadawane pytania i spontanicznie reaguje na zaistniałe sytuacje. Gdyby Jej to się nie spodobało, posłałaby nas do diabła.
            Zupełnie nie rozumiem gdzie tu jest miejsce do zażenowania.
            P.S. Co jak co, ale Gurua dziewcynkowata nie jest!
            • romy_sznajder Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 22:37
              > P.S. Co jak co, ale Gurua dziewcynkowata nie jest!

              I ja tego nie napisalam. Propozycja zareczyn taka mi sie zdala, wylacznie. Ta
              akcja z pierscionkiem.

              Dziekuje za obszerne wyjasnienie.
              Coz, sprobuje to jakos ogarnac..smile


              ps: A co do wczesniejszego:

              > Gurua, to jest Osoba, która nigdy nie robi czegoś, co Jej nie odpowiada.

              To jest kulturalna osoba i duzo zachowan jest w stanie nie tylko przetrzymac,
              ale i skomentowac na poziomie. Pozyczylam Autobiografie, wiec nie zacytuje
              doslownie, ale nasuwa mi sie skojarzenia (bardzo na wyrost!! bez urazy) i
              pokazywaniem zabawek przez wnuczke. Odpracowala, okazala zainteresowanie, a
              potem zaproponowala inna rozrywke.

              • ewa9717 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 22:57
                ale nasuwa mi sie skojarzenia (bardzo na wyrost!! bez urazy) i
                > pokazywaniem zabawek przez wnuczke. Odpracowala, okazala
                zainteresowanie, a
                > potem zaproponowala inna rozrywke.
                >

                Przyznam, że czytanie ze zrozumieniem zazwyczaj nie sprawia mi
                trudności, ale tu mam niejakie kłopoty. Mogłabyś nieco jaśniej
                napisać, o co ci chodzi, bo nie bardzo cwytam?
                • romy_sznajder Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 23:47
                  moglabym.

                  > i
                  > > pokazywaniem zabawek przez wnuczke.


                  Z pokazywaniem - mialo byc. skojarzenie z pokazywaniem zabawek. obejrzala je
                  cierpliwie i nawet pochwalila, bo dziecko bylo przejete.

                  • papuga_ara Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 17.12.08, 12:44
                    Cześć Koochani!! Witam po wizytowaniu krzy krakowskich! Zdjęć ze
                    spotkania jeszcze nie widziałam, ale rzucę się na nie dziś
                    wieczorem!!!
                    Do licznych i sążnistych sprawozdań dorzucę to, że ogrrrromnie
                    przyjemnie jest móc przebywać z Guruą coraz bardziej osobiście. I
                    jakież to miłe, że po każdym spotkaniu nabiera się jeszcze większego
                    apetytu na następne.. big_grin
                    Jak poprzednio, tak i tym razem byłam wzruszona tym, jak Gurua jest
                    wzruszona prezentami od nas. Patrzenie na Nią i Jej autetntyczną
                    radość przy rozpakowywaniu każdziusieńkiego pudełeczka jest
                    niesamoitą frajdąsmile To jest po prostu fajna babka wink
                    Dla mnie niezapomnianym pozostanie, gdy w trakcie chwilowej
                    konwersacji prawie-indywidualnej(Wołoduch, Gurua i ja), Gurua
                    powiedziała zdanie: "ech, Wy pewnie myślicie, że ta Chmielewska to
                    anioł jakiś albo coś, że taka wspaniała, jak jakiś cud", na co ja
                    gorliwie pospieszyłam z zapewnieniem: "ależ nie, skąd, do głowy by
                    nam to nie przyszło!" i już gdy zaczęłam się orientować, co mówię,
                    zobaczyłam te iskierki rozbawienia w jej oczach. No iskierki
                    pierwsza klasa! big_grin
                    I jeszcze odnośnie filmu. Fajnie wyszedł, jest trochę
                    materiału "sprzed" i trochę też "po" wink
                    Są momenty, w których Guruy nie słychać dobrze, ale są też takie, w
                    których słychać ok. Cały film trwa kilkadziesiąt minut. Jest
                    pierwsza opowieść o kocie, rozpoakowywyanie prezentów, jest
                    Pasowanie - Na - Członka TWCHsmile Papug już to zgrał na dysk i będzie
                    przegrywał na płytę. Zrobimy tak, że jedną płytę podarujemy Pani
                    Prezes, a drugą podarujemy również Pani Prezes wink, z tym że ta
                    druga będzie na użytek wewnętrzny Towarzystwa - i każdy, kto będzie
                    chciał obejrzeć lub sobie przegrać, będzie mógł to zrobić z tej
                    właśnie kopii. Na styczniowe nalewkowe na pewno przyniosę smile smile smile
        • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 22:00
          Wołoduchu, zapomniałeś o cycatej i kalendarzach. Prosimy o rozwinięcie tematu. smile
          • kocio_pierzaczek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 22:13
            Wołoduchu, cudowniste (cudownie sążniste) sprawozdanie.Tylkon - jaki
            sznurek, na rany kota, ja ci przyniosłam?
            • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 22:29
              Papunia przyniosła. Wołoduch permanentnie Was myli. smile
          • woloduch1 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 22:44
            nie tylko, nie tylko... Skleroza nie boli, ale co sie czlowiek nalata...
            Otoz, po zdjeciu apteczki ze stolu nadszedl czas na upominki dla gosci Guruy. I
            tak pan Tadeusz dostal paczuszke, po rozpakowaniu ktorej popatrzyla na niego
            Kalina Jedrusik ze slynnej sceny wannowej w Lekarstwie na milosc. Pan Tadeusz
            natychmiast poinformowal nas, ze i on i jego koledzy chodzili do kina poogladac
            tylko te scene, wowczas najodwazniejsza w historii polkskiej kinematografii. Po
            rozpakowaniu pudeleczka oczom naszym pokazala sie deramiczna cycatka w wannie.
            Bardzo sie panu Tadeuszowi podobala i wszystkim ja z duma pokazywal. Nastepnie
            Lylika przekazala kalendarze dla pani Malgosi i pana Witka oraz Gururzatka. Nie
            jestem pewny czy to wlasnie wtedy czy kiedy indziej rozwiazala sie zagadka
            niemoznosci skomunikowania sie z Jerzym. Otoz przebywa w Dolomitach. Kalendarze
            bardzo sie podobaly.
            Zaraz po kalendarzach Kocio przekazal Gurui tacke swoich pierniczkow, ktore,
            oczywiscie, rowniez wywolaly furore.
            No i jeszcze jedno. Serwis fotograficzny Lylika umiescila juz dawno, wiec po
            zdjecia zapraszam na Picase.

            Pozdrawiam

            Woloduch
            • edyta95 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 23:14
              Dolomity pojawiły się bez prezentów, to Stara Gropa temat wywołała
              znacznie później.
              Przy pierścionku Gurua lekko się zastanowiła i po chwili
              zaaprobowała, imprezę weselną zaproponowała sama nawet u siebie, ale
              to trochę z obawą piszę, bo znowu ktoś pojedzie bez uprzedzenia.
              A jeśli chodzi o to, że jest damą wysokiej klasy i umie się
              zachować, to jak najbardziej się zgadzam. Nie powiem dlaczego,
              przykład na spotkaniu był że ho ho, sami się domyślajcie
              • lylika Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 23:23
                imprezę weselną zaproponowała sama nawet u siebie, ale
                > to trochę z obawą piszę, bo znowu ktoś pojedzie bez uprzedzenia.
                ...
                Ktoś kiedyś pojechał do Guruy bez uprzedzenia? Szkorbuta masz na myśli?
                • edyta95 Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 16.12.08, 23:36
                  nie Szkorbuta, Marka
                  • 36krzysiek Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 17.12.08, 12:47
                    Wrzuciłem już swoje trzy grosze, więcej nie mam, odkładam na
                    lokatę smile
            • g0p0s Re: Sprawozdanie ze spotkania nalewkowego z Guruą 17.12.08, 12:51
              Ze zdjęć wynika, że Gurua najbardziej ucieszyła się z cycatej smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka