Wywlekam kolejny wór, żeby było gdzie wrzucać takie różne, które nigdzie
indziej nie pasują, może komuś się przyda. Na początek pragnę poinformować
Szanownych, że w ubiegłą niedzielę doszło do spotkania KKŚ, czyli sekcji
kanadyjsko-krakowsko-świętokrzyskiej, które wieszczył kiedyś Wołoduch, a kiedy
doszło ono do skutku, to oczywiście zamilkł, jak głaz, co mnie nawet nie
dziwi, bo tutaj często się to zdarza, wiadomo - jak się człowiek nagada, to
już mu się nie chce pisać i musi odpocząć, czy coś. A spotkanie, jak zwykle
upłynęło w miłej oraz w przyjacielskiej atmosferze i rozciągnęło się nie tylko
w czasie, ale także mocno w przestrzeni, gdyż zaczęło się w Kielcach, a
skończyło w Krakowie. Który, nawiasem mówiąc, warto teraz zobaczyć, bo pełen
jest prześlicznych aniołów, dużych i świecących. Grających na trąbach,
dodajmy. I w ogóle, szalenie niebiesko i niebiańsko w nim jest. W Kielcach
jest trochę mniej anielsko, bo Sienkiewka cała na żółto, za to wieje o wiele
bardziej, nie tylko na dworcu, to pewne. Niestety, nie zdążyliśmy zobaczyć,
jak jest teraz w Toronto, szkoda. Chociaż powiem Wam, że gdyby Groh nie
popatrzył na zegarek, to kto wie, kto wie...

A tak apropo, to w tym roku, u nas znów przeważają tradycyjne, pstrokate
choinki, migoczące wszystkimi kolorami światełek i świecidełek, aż oczy rwie.
U Was jak?