Gość: richards Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.zeo 25.04.02, 08:25 A kiedyś ktoś powiedział, że z tłumaczeniami jest jak z dziewczynami: są albo piękne, albo wierne... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: H` do Jasia IP: NTSPW* / 195.224.164.* 25.04.02, 08:57 Dzien dobry. Mam tu jedna tylko rzecz do dodania. Jestem tlumaczem i zajmuje sie tlumaczeniem prozy i filmow telewizyjnych. Tlumaczenie to nie jest slowo po slowie kalkowanie z jednego jezyka na drugi. Czasami jezeli cos nie ma sensu w doslownym tlumeczeniu to trzeba to zastapic bardziej abstrakcyjna wersja. Zagadzam sie, ze niektore tytuly zostaly zupelnie beznadziejnie przetlumaczone jak np Dirty Dancing byl znany jako Wirujacy Seks ale nie wszystkie tlumaczenia przytoczone w tym watku sa "debilne". Pozdrowienia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kruger Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.it.volvo.se 25.04.02, 15:01 Mysle, ze musimy scisle rozroznic tlumaczenia tekstu w filmie i samego tytulu. Chyba najglupsze tlumaczenie tytulu (oprocz "Wirujacego Seksu" (Dirty Dancing)) to "ELEKTRONICZNY MORDERCA" (The Terminator). Poza tym oczywiscie dobre tlumaczenie tytulu nie oznacza tlumaczenia doslownego. Pozdrawiam wszystkich kinomanow! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.233.140.* 26.04.02, 09:39 Ale w polskim języku istnieje słowo "terminator" (chociaż nie bywa jużoże często używane) i znaczy zupełnie co innego!. Jak ty bys to przetłumaczył? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kruger Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.it.volvo.se 26.04.02, 14:22 Droga Aniu: Dlaczego uwazasz, ze "oznacza zupelnie co innego?" innego niz co? Ja bym zostawil tytul oryginalny miedzy innymi dlatego, ze wlasnie to slowo jest w polskim. Byl na ten temat swego czasu bardzo dobry artykul bodajze w "Fantastyce" gdzie omawiano miedzy innymi wieloznacznosc slowa "terminator" (np. jako "uczen" - w tym wypadku maszyna uczaca sie od ludzi, oraz ktos co cos konczy itp.). Uwazam, ze pozostawienie oryginalnego tytulu byloby tu calkowicie uzasadnione. Pozdrawiam, Kruger Gość portalu: Anna M napisał(a): > Ale w polskim języku istnieje słowo "terminator" (chociaż nie bywa jużoże > często używane) i znaczy zupełnie co innego!. Jak ty bys to przetłumaczył? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.233.140.* 26.04.02, 17:49 Akurat tej dyskusji nie pamiętam, ale to było bardzo dawno... Można dorabiać różne znaczenia do Terminatora. Jednak w języku angielskim słowo to pochodzi od "terminate" czyli kończyć (wiem, że to wszystko pochodzi od łaciny, ale nie chce mi się szukać słownika). Nie ma tam żadnych związków z nauką. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kruger Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.it.volvo.se 25.04.02, 15:03 Mysle, ze musimy scisle rozroznic tlumaczenia tekstu w filmie i samego tytulu. Chyba najglupsze tlumaczenie tytulu (oprocz "Wirujacego Seksu" (Dirty Dancing)) to "ELEKTRONICZNY MORDERCA" (The Terminator). Poza tym oczywiscie dobre tlumaczenie tytulu nie oznacza tlumaczenia doslownego. Pozdrawiam wszystkich kinomanow! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kruger Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.it.volvo.se 25.04.02, 15:14 Mysle, ze musimy scisle rozroznic tlumaczenia tekstu w filmie i samego tytulu. Chyba najglupsze tlumaczenie tytulu (oprocz "Wirujacego Seksu" (Dirty Dancing)) to "ELEKTRONICZNY MORDERCA" (The Terminator). Poza tym oczywiscie dobre tlumaczenie tytulu nie oznacza tlumaczenia doslownego. Pozdrawiam wszystkich kinomanow! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: k Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.iaea.org 25.04.02, 17:45 to jest jedyna prawda, tytul ma przyciagac ma oddac nastroj-charakter filmu. doslownosc nie zawsze jest konieczna i madra. Podobnie moga byc nieudane tlumaczenie polskich tytulow. tytul filmu ma czasem wiele wspolnego z wyrazeniami idiomatycznymi rozumianymi dobrze wylacznie w jezyku w ktorym powstaly. by! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: youstynu Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.nrockv01.md.comcast.net 25.04.02, 18:26 Nie do konca sie z Wami zgadzam, choc i mnie czesto ponosi, ale to raczej z racji zboczenia zawodowego ("Black ..."). Pamietajcie jednak, ze to nie sztuka przetlumaczyc tytul doslownie; w koncu przenosimy cos z jednej kultury ( tu najczesciej amerykanskiej) do zupelnie innej kultury ( polskiej), wiec tytul musi byc dopasowany do naszych realiow. Wezcie to pod uwage! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: I_Cream Przesada IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 09:43 Poczytałem. Mam wrażenie, że w Polsce - oprócz lekarzy, polityków, ekonomistów, znakomitych kierowców i znawców komputerów - pełno jest tłumaczy. Ciekawe, że kiedy na ulicy zapyta się w języku angielskim o drogę, język ten jest najczęściej zupełnie obcy pytanym. Tymczasem na Forum... . Pomijam ewidentne potkniecia; takich nie brakowało nie tylko w polskich tłumaczeniach tytułów i list dialogowych. Pamietajcie o tym, że każdy obszar kulturowy ma swoją specyfikę: tropy, idiomy, zwyczaje jezykowe, itp. Dosłowne tłumaczenie tytułu "Die Hard" brzmiałoby po polsku idiotycznie. "Błędem" tłumacza było tylko to, że nie przewidział kontynuacji! Ale tej nie byli pewni nawet twórcy filmu, o czym można się przkonać ogladając materiał dokumntalny dołączony do "Szklanej pułapki" na płycie DVD. Filmów nie tłumaczę. Zdarzało mi się natomiast tłumaczyć szkolenia. Pamiętam, że na zakończenie jednej z nich osoba obecna na sali z dumą wytknęła mi pomyłkę. Chodziło o swego rodzaju "przestawkę" - powiedziałem 850 zamiast 815. Nie była to ważna liczba, tylko symbol jednego z podzespołów. Przeprosiłem, bo rzeczywiście pomyliłem się. Póżniej, podczas przerwy na kawę niechcący usłyszałem, że bardziej chodziło o satysfakcję niż o rzeczywistą potrzebę wyprostowania potknięcia. Cóż to za satysfakcja? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Otto Re: Przesada IP: *.acn.pl / 10.132.129.* 30.04.02, 11:47 Zgadzam się, tłumaczy u nas prawie tylu, co lekarzy i ekonomistów. Tylko dlaczego prawie nikt z nich tu na forum nie podaje własnych propozycji, tylko wyśmiewa (czasem słusznie) cudze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Przesada IP: *.altkom.katowice.pl 06.05.02, 14:34 Zgadzam sie z Toba całkowicie. Jestem anglista - uczę i tłumacze, choc nie filmy. Z doświadczenia wiem, ze młodziez bardzo łatwo i czesto bez zastanowienia krytykuje prace innych. Czasem jest to słuszne, ale czasem wynika z niewiedzy. Każdemu, kto liznął języka wydaje sie, ze nagle wszystko wie lepiej i że oto odkrył niekompetencje tłumacza. Tymczasem tłumaczenie to piekielnie trudna sztuka wymagajaca oprócz znajomości jezyka także szerokiej wiedzy kulturowej, ogromnej wyobrazni i wyczucia. Mistrzem w tej dziedzinie był nieodżałowany Tomasz Beksiński. Więcej zrozumienia i humoru! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ma Re: Przesada IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.05.02, 11:21 Gość portalu: Kasia napisał(a): > Zgadzam sie z Toba całkowicie. Jestem anglista - uczę i tłumacze, choc nie > filmy. Z doświadczenia wiem, ze młodziez bardzo łatwo i czesto bez > zastanowienia krytykuje prace innych. Czasem jest to słuszne, ale czasem wynika > > z niewiedzy. Każdemu, kto liznął języka wydaje sie, ze nagle wszystko wie > lepiej i że oto odkrył niekompetencje tłumacza. Tymczasem tłumaczenie to > piekielnie trudna sztuka wymagajaca oprócz znajomości jezyka także szerokiej > wiedzy kulturowej, ogromnej wyobrazni i wyczucia. Mistrzem w tej dziedzinie był > > nieodżałowany Tomasz Beksiński. > Więcej zrozumienia i humoru! Pozdrawiam Zgadzam się z przedmówcą :-) Wczoraj bylem na Gosford Park i mlodziez licealna, co to ledwo co sama duka podniecala sie, jak uslyszala slowo "fuck" przetłumaczone na "cholera". Mlodziez mamy madra, bardzo nawet, co widac po wynikach probnych matur - na prawdziwych bedzie lepiej, bo przeciez pani od polskiego nie da zginąć... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: purysta Władca Pierścieni kontratakuje :) IP: *.citysat.com.pl / *.net80.citysat.com.pl 18.05.02, 12:55 Popieram Twoją opinię. Choć ostatnio poruszyło mnie troche tłumaczenie pierwszej części filmu "Władca Pierscieni". Czytałem całą trylogię i hobbitai inne dzieła łącznie z ostatnim. Jak wiadomo wielu jest "fanatyków" Tolkiena, tzw. tolkienologów. I cóż film najpierw obejrzałem na Divixie - na komputerze ale jak wiadomo jet to film do kina więc raczej zwracałem uwagę na teksty. Dzięki temu w kinie uważnie słuchałem polskiego lektora "łapiąc" różnice w tłumaczeniu. I stwierdzam, że zwykły pirat, który nielegalnie skopiował ten film, dopisał polskie teksty i udostepnił wykazał się lepszą orientacją w klimatach tolkinowskich niż oficjalny dustrybutor. To przykre bo jest tylu fanów Tolkiena. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doopek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.polbox.pl / *.man.polbox.pl 26.04.02, 11:13 Dla mnie przebojem jest tłumaczenie tutułu Inner Space jako Interkosmos. Nie dość że bez sensu to jeszcze z błędem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.233.140.* 26.04.02, 11:33 A poszedłbyś na film "Przestrzeń wewnętrzna"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.acn.pl / 10.130.129.* 26.04.02, 12:01 > A poszedłbyś na film "Przestrzeń wewnętrzna"? Jasne! I spodziewalbym sie co najmniej nowego Bergmana.:-) Pozdrawiam jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wojtek_p Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.pseinfo.pl 17.05.02, 08:33 Gość portalu: Anna M napisał(a): > A poszedłbyś na film "Przestrzeń wewnętrzna"? Być może. A na pewno na "Kosmos wewnętrzny" :-) Pozdrówka Wojtek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ignorant Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 14:42 Dla mnie top of the class był film z 1990 "Uznany Za Niewinnego" - "PRESUMED INNOCENT" :) Całkowicie mi to zniszczyło odbiór filmu - oglądajć całą rozprawę sądową najczęściej zastanawiałem się, czy aby polski tłumacz nie chce mnie "nabrać". Jakże się rozczarowałem, dotrwawszy w tych rozmyślaniach do końca filmu... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.233.140.* 26.04.02, 17:41 Ale Presumed Innocent znaczy mniej-więcej to samo... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ignorant Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.04.02, 19:05 Bardziej mniej, niż więcej, i to znacznie. Jest to znana zasada domniemania niewinności, do której każdy ma konstystucyjne prawo. To nam nic nie mówi o zakończeniu (jak na ironię: autor książki, na podstawie której powstał film, prosił recenzentów filmowych, by nie zdradzali jego zakończenia. Jak widać polski dystrybutor [ITI] wziął to sobie do serca... ;)), najwyżej, że bohater jest postawiony przed sądem, ale to nie było tajemnicą. A jako oskarżony jest właśnie 'presumed innocent' by default. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.chello.pl 26.04.02, 23:45 No dobrze, był presumed innocent, czyli co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ignorant Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.04.02, 12:33 Właśnie to! Na początku filmu zostaje oskarżony - jest więc przez jego większą część 'presumed innocent'. A jak to się skończy, to zupełnie co innego i do samego końca niepewnego - fabuła nie była prostolinijna ;) Najlepiej przykładem: osobnik, który np. w trakcie meczu, na trybunach zadźgał kogoś nożem, na oczach wszystkich i kamer również, wręcz 'live on tv', i został natychmiast aresztowany, later indicted - jest cały czas 'presumed innocent' - takie jest prawo. Nie może być publicznie tytułowany winnym tej zbrodni, do czasu prawomocnego wyroku sądu, co może trwać miesiącami, a nawet latami. Cały film, ze swoimi zawiłościami, doskonale ukazywał aspekty, gdzie osoba jest oskarżona o mordertstwo, odbiór przez bliskich i znajomych - przy zagwarantowanej mu zasadzie domniemania niewinności, czyli bycia 'presumed innocent'. ps. o ile dobrze pamiętam, przy kolejnej prezentacji filmu w tv, tytuł został zmieniony wzgledem poprzedniej emisji, jak również rynku video, właśnie na "Domniemanie Niewinności" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.chello.pl 28.04.02, 15:43 Domniemanie Niewinności jest pewnie rzeczywiście lepsze. Ja się tylko usiłowałam zapytać, jak oni to mówili po polsku. Jakoś nie bardzo wierzę, żeby wstawiali w dialog angielskie słowa. Bo mnie ciągle wychodzi, że delikwent jest uznawany za niewinnego sopóki mu się nie udowodni winy. Możnaby od biedy powiedzieć uważany, ale to brzmi mało "definitywnie". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ignorant Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.04.02, 17:17 Nie, angielskiego zwrotu nie wkładali w polskie dialogi ;) To tylko moje wytłumaczenie angielskiego tytułu odnośnie treści filmu, i dlaczego właśnie "UZNANY za niewinnego" był tytułem złym. "Uznany", czyli tryb dokonany. Zapominając o formie, a koncentrując się na treści (i idąc tym tropem), powinien to być 'uznawany' za niewinnego ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Olamagat Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.dialog.net.pl / *.zgora.dialog.net.pl 16.05.02, 23:30 Lepiej by brzmiało "Uznawany za niewinnego". To chyba lepiej oddaje film. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kubson Słowacy - nielepsi od nas... IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 26.04.02, 15:48 Kiedyś będąc na Słowacji widzałem plakat filmu "Masz wiadomosć", którego tytuł po słowacku brzmiał: LASKA CEZ INTERNET Wyobraźcie sobie miny miejscowych widzących kilkunastu Polaków tarzających się ze śmiechu przed witryną kina... Swoje ganicie, cudzego nie znacie :-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Słowacy - nielepsi od nas... IP: 62.233.140.* 26.04.02, 17:45 Bez przesady, trudno się domagać, żeby jeszcze brali pod uwagę, jak to brzmi dla Polaków... Dla Słowaków znaczy to "Miłość przez Internet". Bywają lepsze tytuły, ale gorsze pewnie też. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Edziak Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.49.255.* 27.04.02, 00:50 Jak przyjezdzam do Polski albo rozmawiam ze znajomymi i tematem jest kino to czasem ja nie wiem o jakim filmie oni mowia, dopiero jak wnikamy w szczegoly tego o czym jest film to doznaje olsnienia. Tlumaczenie nie jest proste, bo zargon, przyslowia, powiedzonka w jednym jezyku so bardzo trudne do wyrazenia w innym jezyku. Wydaje mi sie ze powinny nad tym pracowac co najmniej dwie osoby, jedna ktora zna srodowisko slowne kraju w ktorym film zostal wyprodukowany a nie tylko slownictwo i gramatyke, a druga ktora zna polskie realia jezykowe. Tlumaczenia tytulow jeszcze ujda w tloku, ale bledy w tlumaczeniu dialogow moga wypaczyc caly film. Pamietam fragment z "Truposza" gdy ten Indianin recytuje poezje glownemu bohaterowi,wierzac ze jest on odrodzonym poeta, a ten mowi mu ze to pomylka, on nie moglby tego napisac- czy cos w tym rodzaju - a ten Indianin mu odpowiada- You're so modest- polski tlumacz poszedl tropem gramatycznym i wyszlo z tego - Jestes taki nowoczesny- zamiast -Jestes taki skromny. To duza roznica, nieprawdaz? Pewnie takich smaczkow jest wiecej. Zdarzaja sie tez dobre interpretacje np. w Shreku- gdy osiolek zaczal latac w oryginale chyba krzyczy-I can fly - w polskiej wersju jest o ile sie nie myle- Latac kazdy moze- co jest genialne biorac pod uwage kto to mowi. Przegladalam polski Box Office zauwazylam dwa filmy: Igraszki Losu, Dzien proby, czy so to polskie filmy czy jakies tlumaczenia, ktorych nie moge rozszyfrowac. Jeszcze jedno- czy nie powinien byc "kamien filozofow" zamiast kamienia filozoficznego a moze tylko sie czepiam, albo Straszydla i spolka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.chello.pl 28.04.02, 15:41 idealnie obie te funkcje, nie tylko w filmie, powinien spełniac jeden tłumacz. Własnie dlatego tłumaczenie to nie jest tak łatwe zajęcie, jak niektórym sie chyba wydaje. A trzymanie sensu w dialogach to spory problem. Wczoraj oglądałam w TV kawałek "Goldeneye" (całość juz widziałam tyle razy, że mi się znudziło :)) i trafiłam na ten sam kawałek, który mnie zawsze wkurza: dla próby zachowania paru żarcików słownych związanych z nazwiskiem, przetłumaczonoo Ksenia Siergiejewna Onatopp na Ksenia Siergiejewna Nagórna. Niestety, gry słowne itak wyszły kiepsko, a prze zmiane wmawia nam się, że Nagórna to nazwisko typowo gruzińskie... Czy warto było? A "Kamień filozoficzny" jest w porządku. Tak się ta substancja po polsku nazywa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olla Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.ph.ph.cox.net 04.05.02, 06:51 Gość portalu: Anna M napisał(a): > idealnie obie te funkcje, nie tylko w filmie, powinien spełniac jeden tłumacz. > Własnie dlatego tłumaczenie to nie jest tak łatwe zajęcie, jak niektórym sie > chyba wydaje. > > A trzymanie sensu w dialogach to spory problem. Wczoraj oglądałam w TV > kawałek "Goldeneye" (całość juz widziałam tyle razy, że mi się znudziło :)) i > trafiłam na ten sam kawałek, który mnie zawsze wkurza: dla próby zachowania > paru żarcików słownych związanych z nazwiskiem, przetłumaczonoo Ksenia > Siergiejewna Onatopp na Ksenia Siergiejewna Nagórna. Niestety, gry słowne itak > wyszły kiepsko, a prze zmiane wmawia nam się, że Nagórna to nazwisko typowo > gruzińskie... Czy warto było? > > A "Kamień filozoficzny" jest w porządku. Tak się ta substancja po polsku nazywa KAMIEN MOZE I JEST W PORZADKU. ALE W ORYGINALE NIE JEST ON "FILOZOFICZNY" TYLKO COS W RODZAJU "MAGICZNEGO". > . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Otto Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.acn.pl / 10.132.129.* 05.05.02, 20:37 Ludzie,ile razy trzeba Wan tłumaczyć. Cel wszystkich alchemików - coś, co zmienia różne rzeczy w złoto i daje nieśmiertelność nazywa się w j. polskim kamieniem filozoficznym, i o tę substancję zdaje się chodziło w H. Potterze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.altkom.katowice.pl 06.05.02, 14:57 W oryginale to był Philosopher's stone, czyli kamien filozofów, tyle, ze w j. polskim substancja ta nazywa sie kamieniem filozoficznym. Nie bądźcie bardziej papiescy od papieza. Odpowiedz Link Zgłoś
baldus Re: Debilne tłumaczenia filmów 06.05.02, 20:42 Gość portalu: Kasia napisał(a): > W oryginale to był Philosopher's stone, czyli kamien filozofów, tyle, ze w j. > polskim substancja ta nazywa sie kamieniem filozoficznym. Nie bądźcie bardziej > papiescy od papieza. Odpowiedz Link Zgłoś
baldus Re: Debilne tłumaczenia filmów 06.05.02, 20:43 NIE FILOZOFOW ALE FILOZOFA (JESLI CHODZI O DOSLOWNE TLUMACZENIE) = APOSTROF SUGERUJE FORME DZIERZAWCZA A NIE MNAOGA RZECZOWNIKA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cailin Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 5.2.1R* / *.llama.dialup.pol.co.uk 07.10.02, 23:31 Gość portalu: Edziak napisał(a): Jeszcze jedno- czy nie powinien byc "kamien filozofow" zamiast > kamienia filozoficznego a moze tylko sie czepiam, albo Straszydla i spolka. Kamien filozoficzny to nie jednorazowy wymysl na potrzeby pani Rowling i Harry'ego Pottera, ale trwaly zwiazek wyrazowy, uzywany juz w literaturze wiele razy. Aby to wiedziec, nie trzeba chyba byc znawca alchemii... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pinki Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 193.0.117.* 27.04.02, 19:17 nie wiem jak ty do tego podchodzisz, ale ja chcialem zauwazyc, ze to nie sa TLUMACZENIA oryginalnych tytolow, ale POLSKIE TYTULY. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek S Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.04.02, 18:55 Przy okazji, być może niezbyt związane z tematem: przeczytałem właśnie w WP recenzję z filmu Scorpion King, w której autor pisze, że główny bohater jest ostatnim z "Akkadianów", zawodowych morderców. Oto szczyt tępoty i lenistwa - pisanie recenzji należy powierzyć osobom, które skończyły 13 lat - wtedy wiedziałyby z lekcji historii, że chodzi o Akkadyjczyków, czyli mieszkańców starożytnego państwa w Mezopotamii, które nazywało się Akkad. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marcin Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.wspolczesna.pl 28.04.02, 19:53 Welcome to Sarajevo - Aleja snajperów Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.chello.pl 28.04.02, 22:38 To tak jak miasto Zion w Matrixie... Ktos nie skojarzył, że chodzi o Syjon (albo chciał uniknąc posądzeń o syjonizm :)). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.tnt43.dca5.da.uu.net 28.04.02, 21:19 Gość portalu: jasiu napisał(a): > Wobec krytyki tłumaczenia filmu Black Hawk Down proponuje zająć się innymi > perełkami. Wpisujcie tytuły. Oto moje propozycje: Podziemny krąg (Fight Club), > Złoto pustyni (Three Kings), Miłość i śmierć w Wenecji (The Wings of the Dove), > > Kolekcjoner (Kiss the Girls), Książe w Nowym Jorku (Coming to America) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: annnie Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.parkiet.com.pl 30.04.02, 15:51 A pamętacie film pt. Orbitowanie bez cukru, to jest dopiero jazda. Nawiasem mówiąc jak szukałyśmy go z koleżanką w wypożyczalni video, to pod tym tytułem go nie znalazłyśmy, ale jak zaczęłyśmy opowiadać o czym jest i kto w nim gra to pani sie zorienotwała i powiedziała, że owszem film pt. Rzeczywistość boli jest w ofercie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sylwia Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.tnt43.dca5.da.uu.net 28.04.02, 21:23 hej jasiu, byl jeszcze "Wirujacy Sex"-"Dirty Dancing"....mozesz powiedziec jaki byl polski odnosnik "black..." ja jestem w stanach, wiec ogladalam w oryginale, ale chetnie sie posmieje.. dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jasiu Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 29.04.02, 07:01 Gość portalu: sylwia napisał(a): > hej jasiu, byl jeszcze "Wirujacy Sex"-"Dirty Dancing"....mozesz powiedziec jaki > > byl polski odnosnik "black..." ja jestem w stanach, wiec ogladalam w oryginale, > > ale chetnie sie posmieje.. > dzieki Helikopter w ogniu. Pewnie gdzieś to pisze w tym temacie. Odpowiedz Link Zgłoś
perlotiel Re: Debilne tłumaczenia filmów 01.05.02, 21:53 mnie denerwuja nie tyle tlumaczenia tytulow, co calych zdan:/ dzisiaj rano ogladalam "x-men" i kazde przeklenstwo zostalo zalagodzone co zle wplywalo na klimat filmu:P slysze :son of the bitch" - czytam "a niech mnie" albo dick=palant... hmmm... nie czepialabym sie, gdyby tylko wulgaryzmu "upraszczali" :/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arti Dupek IP: *.teleaudio.com.pl 02.05.02, 13:34 perlotiel napisał(a): > mnie denerwuja nie tyle tlumaczenia tytulow, co calych > zdan:/ dzisiaj rano ogladalam "x-men" i kazde > przeklenstwo zostalo zalagodzone co zle wplywalo na > klimat filmu:P slysze :son of the bitch" - czytam "a > niech mnie" > albo dick=palant... > hmmm... nie czepialabym sie, gdyby tylko wulgaryzmu > "upraszczali" :/ A ja nie lubię "dupka". Nikt tak u nas nie mówi, no chyba, że ktoś naoglądał się amerykańskich filmów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arti Duńscy kupcy IP: *.teleaudio.com.pl 02.05.02, 13:40 W filmie "Mordercy" (bodajże) pojawiają się faceci z Holandii, którzy maja kupić jakieś dane na dyskietce, "dutch buyers". Przetłumaczono ich jako "duńskich kupców". Poza tym pamiętam jak kiedyś (jakieś 5-6 lat temu) na Warszawskim Festiwalu Filmowym był angielski film "Face". Przetłumaczono: "Facet". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Arti 9 i pół tygodnia IP: *.teleaudio.com.pl 02.05.02, 13:44 W tym filmie, obejrzenym przeze mnie z 9 i pól raza, jest moja ulubiona scena, kiedy na końcu Rourke opowiada Basinger o swojej rodzinie. I za każdym razem tłumaczą to inaczej. Pierwotnie, w wersji kinowej było: Mój ojciec pracował w hucie, a matka sprzedawała w sklepie spożywczym. Potem w TV słyszałem już: Mój ojciec pracował w odlewni, a matka była urzędniczką, a właścicie to tylko kasjerką w supermarkecie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hania Re: Debilne tłumaczenia IP: *.pl 02.05.02, 14:57 Jak tłumaczą za każdym razem inaczej, ale nie odbiegają od znaczenia, to pół biedy. Jeżeli jednak zmieniają dobre tłumaczenie na błędne, to dopiero dramat! Np. w "Niebezpiecznych związkach" wicehrabia de Valmont celem zdobycia klucza do pokoju Cecylii de Volanges powoduje małe zmieszanie u swojej ciotki i wybiegającej Cecylii zabiera szal mówiąc "Come back for it!". Kiedyś było dobrze - "Wróć po to" - tzn. po ten szal, ale w wersji pokazanej jakiś czas temu w telewizji tłumaczenie było "poprawione" na "Odpowiedz na list"...Przecież Cecylii nie trzeba było do odpisywania kawalerowi Danceny namawiać! Drugi kwiatek: "Cudowne lata". Kevin Arnold miał flirt z dziewczyną notorycznie żującą gumę. Kiedyś pocałowała go i "sprzedała" orzy okazji gumę. Kevin chwali się kolegom "I had her gum in my mouth", co wg tłumacza znaczy "Miałem w ustach jej dziąsła"!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Debilne tłumaczenia IP: *.altkom.katowice.pl 06.05.02, 15:09 kolejna perełka: serial Beverly Hills 90120 - chłopak pisze list do matki swojej dziewczyny, tłumacz tłumaczy końcowe "love" (w liście znaczy tyle co "pozdrawiam")"kocham cie" - istny obłęd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eowyn Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.05.02, 19:23 ha,cieszcie sie,ze nie zyjemy w Czechach! Bylam w Pradze,jak grali tam "American Beauty"-przetlumaczyli to na "Amerikanska krasa"! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.starogard.dialup.inetia.pl 02.05.02, 23:32 Gość portalu: Eowyn napisał(a): > ha,cieszcie sie,ze nie zyjemy w Czechach! > Bylam w Pradze,jak grali tam "American Beauty"-przetlumaczyli to na > "Amerikanska krasa"! nie znam czeskiego, uczyłam sie jednak kiedys rosyjskiego. Jak wszyscy wiedzą, i ten, i ten to języki słowiańskie. Choć obecnie to słowo krasiwyj oznacza piękny, kiedyś to samo znaczenie miało słowo krasnyj (mimo że obecnie znaczy czerwony). Kto chce, niech wyciągnie z tej wypowiedzi jakieś wnioski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eowyn Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 03.05.02, 00:15 Gość portalu: kasia napisał(a): > Gość portalu: Eowyn napisał(a): > > > ha,cieszcie sie,ze nie zyjemy w Czechach! > > Bylam w Pradze,jak grali tam "American Beauty"-przetlumaczyli to na > > "Amerikanska krasa"! > nie znam czeskiego, uczyłam sie jednak kiedys rosyjskiego. Jak wszyscy wiedzą, > i > ten, i ten to języki słowiańskie. Choć obecnie to słowo krasiwyj oznacza piękny > , > kiedyś to samo znaczenie miało słowo krasnyj (mimo że obecnie znaczy czerwony). > > Kto chce, niech wyciągnie z tej wypowiedzi jakieś wnioski > > Ja rozumiem co to znaczy,chodzi mi o to ze to strasznie smiesznie brzmi. Moze polski tez jest smieszny dla Czechow,ale ten tytul jest dla mnie zabojczy. W brzmieniu,nie w tlumaczeniu. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANIA Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.ph.ph.cox.net 04.05.02, 06:59 A DLACZEGO NIKT NIE MOWI O HARRYM POTTERZE?! PRZECIEZ TU TEZ ZAMIENIONO CZARNOKSIEZNIKA NA FILOZOFA... MOZE NIBY NIC, ALE JA AKURAT STUDIUJE NA TYM WYDZIALE I Z CZARAMI NIE MAMY NIC WSPOLNEGO....(PRZEWAZNIE...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eowyn Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 15:43 Gość portalu: ANIA napisał(a): > A DLACZEGO NIKT NIE MOWI O HARRYM POTTERZE?! PRZECIEZ TU TEZ ZAMIENIONO > CZARNOKSIEZNIKA NA FILOZOFA... MOZE NIBY NIC, ALE JA AKURAT STUDIUJE NA TYM > WYDZIALE I Z CZARAMI NIE MAMY NIC WSPOLNEGO....(PRZEWAZNIE...) Film wystepuje pod dwoma tytulami: Harry Potter and the Philosopher's Stone (2001) (International: English title) (UK) ... aka Harry Potter and the Sorcerer's Stone (2001) (USA) Sprwdz sobie na www.imdb.com,swietna strona jezeli chodzi o takie sprawy. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.chello.pl 05.05.02, 19:40 Bo substancja, o którą chodzi (pozwalająca osiągnąc nieśmiertelność i zamieniająca każdy metal w złoto) nazywa się po polsku kamieniem filozoficznym. A książka ma inny tytuł na USA a inny na Europę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: e Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 11:59 Gość portalu: Eowyn napisał(a): > ha,cieszcie sie,ze nie zyjemy w Czechach! > Bylam w Pradze,jak grali tam "American Beauty"-przetlumaczyli to na > "Amerikanska krasa"! A w Rosji przetłumaczyli: "Krasota po amierikanski" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 22:50 Ufff, ale się naczytałem. Odpowiem na kilka wątków (sorry, za dłużyznę): Faktycznie, tłumaczy jak psów. A co jeden to lepszy. a) dlaczego sztandarowym chłopcem do bicia jest Wirujący Seks. A jak ma być? Brudne Przytupy? Nieprzyzwoite Hołubce? Czekam na propozycje. b) Gum znaczy zarówno guma jak i dziąsła. Niewykluczone, że chodzi o grę słów (choć to raczej wątpliwe, z uwagi na charakter filmu... Tak czy owak, nie warto się śmiać na zapas. c) Sphere to niezaprzeczalnie kula. Zresztą sfera, czyli „powierzchnia kuli” również. Dylemat żaden a tytuł poprawny. Nic dodać nic ująć. d) Wulgaryzmy w filmach to temat starszy prawie niż tłumaczenia filmowe. Jedno jest pewne: w „amerykańskim” wyrażenia „dick”, czy „fuck” są o wiele bardziej zbanalizowane i mają dużo mniejszy ładunek wulgarności niż polska „kurwa” czy np. „chuj”, jak zapewne chcieliby tego niektórzy „forumowicze”. A ja nie dziwię się ugrzeczniaczom, choć to materiał na dłuższą rozmowę/kłótnię. W każdym razie to kolejny ulubiony konik domorosłych tłumaczy-krytykantów. e) Akad po polsku pisze się przez jedno „k”. Przynajmniej wg PWN-u. A Akadianom się nie dziwię, hehe.... f) Informacja dla ciekawych: polski Czechów owszem śmieszy, nie z uwagi na konkretne wyrazy, ale na są (w porównaniu z czeskim) miękkość. Te wszystkie ś, ć, których oni nie mają. Jeszcze bardziej śmieszy Bułgarów (znam kilku takich, pękają ze śmiechu, gdy otwieram usta...), bo bułgarski jest jeszcze twardszy. Natomiast polski pisemny, w odróżnieniu od czeskiego, jest raczej na drwiny odporny. Chyba, że o czymś nie wiem. Czekam na podpowiedzi. Aha, Czesi faktycznie lubią tłumaczyć dosłownie, ale jak to brzmi – nie wiem. Trzeba by Czecha zapytać... g) Angielski podtytuł Obcego to „Eighth Passenger of Nostromo”. Warto o tym pamiętać, zamiast bić pianę na zapas. No i nie warto marnować nawiązanie (choć nie wiem, czy celowej) do Conrada, które wciśnięto też do drugiej części filmu (vide: transportowiec „Sullaco”). h) Jak zrobilibyście, kicie milusie, Panic Room? Film widziałem i tłumaczenie Azyl jest bardzo adekwatne. Chodzi o ukryty gdzieś w dużym domu mały pokoik pozwalający na przetrwanie brutalnego napadu. Czekam na propozycje... :-)) i) John Doe i Jane Doe to chyba faktycznie NN, ale jak facet się miał przedstawić? Jestem NN? A może KCPZPR? Czy BZWBKSA? To już lepiej Anonim lub Bezimienny (nastrój!), ale komuś John Doe brzmiało OK i trudno... j) Between the Devil and the Deep Blue Sea. Tak dokładnie brzmi to angielskie powiedzenie i faktycznie znaczy “między młotem a kowadłem”... I co z tego, skoro bohater jest marynarzem (swoją drogą wspaniały Stephen Rea!) Dobrze, że tłumacz nie zrozumiał, bo mogłoby być jeszcze gorzej. Czasem odklepanie dosłowne jest gorsze od źle pojętej inwencji. A propos – za nieocenioną p. Kozak (miałem przykrość mieć z nią 2 (sł: dwa) semestry!) „polecam” lekturę niejakiego Venutiego. On ci to stosując tzw. „tłumaczenie oporne” ubrał w piękne teorie coś, co potrafi największy ciołek. Czyli tłumaczenie dosłowne. A facet ma wielu zwolenników... Paranoja. k) Ku przestrodze: jeden taki Don Chichot amator założył sobie stronę www, na której wyśmiewał najbardziej kretyńskie, jego zdaniem, tłumaczenia tytułów filmów, również folgując sobie na tych tłumaczach, którzy łamali jego świętą zasadę dosłowności. Podam tylko jeden przykład, powinien wystarczyć: „Twelfth Night or What You Will” – „Wieczór Trzech Króli”. No comments. l) Lemur zwany Rollo, to świetna aluzja do wcześniejszej Rybki. Nie rozumiem, czemu ktoś się czepia. Tytuł „Dzikie Bestie” byłby chyba dość bezbarwny. Zwłaszcza, że przymiotnik fierce ma w sobie nutkę ironii. I jak to tu oddać? m) Zarówno „Sorcerer’s Stone” jak i „Philosopher’s Stone” znaczą kamień filozoficzny. Koniec i kropka. A zwolenników np. „Czarnoksięskiego Kamlota” pozdrawiam i życzę dobrego samopoczucia. n) Poznęcajcie się na przykład nad kwasami w samych dialogach. Zwłaszcza u wspaniałej p. Gałązki-Salamon (a nie, jak tu ktoś napisał, Salamon-Gałązki): kobieta jest naprawdę świetna i tłumaczy nawet z francuskiego, ale problem w tym, że ma za dobrą renomę. To prowadzi do dwóch rzeczy: kupy zleceń i rutyniarstwa. I pani Ela, przywalona pracą, coraz częściej idzie na łatwiznę i wciska nam różne kity. Proponuję zrobić listę i jej wysłać. Może wstyd ją trochę zmotywuje... o) Kwas w dialogach: facet z drużyny futbolowej podrywa córkę swojego trenera (naprawdę twardego gościa!), co oczywiście temu ostatniemu by się nie spodobało. W pewnym momencie idąc z panienką pod rękę widzą ojczulka. Córeczka jęczy: „My dad!”, a chłopaczek: „My coach!”. Jak przełożyli? Zgadliście: Mój tata, mój autokar! (sic!) p) I jeszcze jedno: tytuł musi być chwytliwy. Dla wszystkich, nawet dla tych, którzy i po polsku tak nie do końca dobrze umieją :-))).... A nie mieścić się w wąskich pseudo-kryteriach wierności wymyślonych przez grupkę malkontentów z powierzchowną znajomością angielskiego (bez obrazy – to nie jest skierowane do nikogo konkretnego...) q) P.S. BLUEHEX ZGŁOŚ SIĘ! PODAJ JAKIEŚ NAMIARY NA SIEBIE! PISZĘ PRACĘ PORÓWNAWCZĄ Z TŁUMACZENIA TOLKIENA: FRĄCE VS. ŁOZIŃSKI I POTRZEBUJĘ KAŻDEGO „PIERŚCIENIOWEGO EKSPERTA”! SOS! r) P.S. 2 CZEKAM NA opinie pod adresem: olczyki@hot.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 22:54 A z tego wszystkiego zapomniałem dodać, dlaczego nie dziwię się "Akadianom". Skoro już nawet prezydent G. Walker Bush mówi publicznie: "Greetians", zamiast "Greeks", to o czym my tu rozmawiamy. Co prawda Bush jest w angielskim takim samym autorytetem jak Wałęsa w polskim (bez obrazy, Wałęsę szanuję, ale co "robociarski" język to "robociarski", choć bardzo barwny, nie przeczę...), ale jednak to znak, że coś jest nie tak... Odpowiedz Link Zgłoś
p_rzecinek Re: Debilne tłumaczenia filmów 05.05.02, 18:43 wiem, że o tym już była mowa, ale jak sobie przypomnę kłopoty z uzyskaniem zgody na wyjście na film Wirujący seks, to aż mnie ciarki przechodzą - która matka pozwoli pójść na film o takim tytule 12-letniemu dziecku. Koszmar. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 19:53 Chyląc głowę przed ewentualnymi razami, poprawiam się w dwóch kwestiach: oczywiście port Sulaco z Nostromo (transportowiec z Obcego II też...) pisze się przez jedno l. I druga, nieprzypadkiem zostawiona na koniec, wpadka: oczywiście z tym eighth passenger to bujda. Nie wiem, co mnie przyćmiło, ale wszystkim czepiaczom zwracam honor. To wymysł całkowicie polski. Ale czy tytuł jest taki zły... tego nie jestem pewien. Pozdrawiam i życzę luzu na wiosnę. Łukasz olczyki@hot.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Hania Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.pl 06.05.02, 12:29 Ja przepraszam, ale w dalszym ciągu uważam, że "miałem w ustach jej dziąsła" bez względu na rodzaj filmu brzmi nonsensownie i nie "naśmiewam się na zapas". Pozdro! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.02, 20:00 OK, przepraszam, masz w sumie rację, chciałem tylko zwrócić uwagę na pewną (absurdalną, przyznaję) możliwość. Pozdrawiam i więcej humoru "na zapas" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.chello.pl 05.05.02, 19:39 Gość portalu: Eowyn napisał(a): > ha,cieszcie sie,ze nie zyjemy w Czechach! > Bylam w Pradze,jak grali tam "American Beauty"-przetlumaczyli to na > "Amerikanska krasa"! I o co chodzi? Przełożyli tytuł absolutnie dosłownie. Trudno wymagać, żeby się jeszcze zastanawiali, czy dla Polaków to aby nie brzmi śmiesznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mpocc Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.centrum.gliwice.pl 06.05.02, 10:23 ja powiem tak - A CHUJ WAM W DUPE. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.02, 11:56 Hmm... Mpocc, oświeć nas, czy to jakieś tłumaczenie trudnego tytułu twojego autorstwa? Bardzo ekspresyjne, a ile treści! Tak trzymaj... Odpowiedz Link Zgłoś
eowyn Re: Debilne tłumaczenia filmów 06.05.02, 13:32 A ja nadal uwazam,ze niektory tytuly jest lepiej zostawiac w brzmieniu oryginalnym,w Czechach rzeczywiscie wszystko tlumacza,ponoc doslownie. A to ze dla mnie brzmi to smiesznie,to rzeczywiscie moja sprawa. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
elfi Re: Debilne tłumaczenia filmów 06.05.02, 14:05 "Lock stock and the two smoking barrels" po naszemu wyszło "Porachunki" - jak piernik do wiatraka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.altkom.katowice.pl 06.05.02, 15:33 "Lock stock and the two smoking barrels" jest idiomem znaczacym mniej więcej "groch z kapusta", czyli miesznke różnych dziwnych rzeczy. Mysle, ze biorąc pod uwage treśc filmu tytuł był OK. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.02, 15:49 Kasiu, przepraszam, ze sie wtracam, ale nie moglem sie powstrzymac. Na wstepie powiem, ze zgadzam sie na ogol z twoimi postami. Ale (jesteś anglistką, prawda?).. 1) polskie tlumaczenie dosc ciekawej powiesci Irvinga, na motywaj ktorej nakrecono "Wbrew Regulom" brzmi "Regulamin Tloczni Win". I tak moglo zostac. Byloby mniej sztampowo, nawiazywaloby w jakis sposob do tresci dziela i daloby sie zapamietac. A tak? Kto zapamieta ten tytul w zalewie podobnych, mącznych tekstów. 2) Tytuł filmu Ritchiego to "Lock, Stock and Two Smoking Barrels", bez tego "The" przed two. O ile wiem, angielski nie zna takiego idiomu. Zna natomiast idiom pod tytułem "lock, stock and barrel" a oznacza o ni mniej ni więcej tylko "wszystko", "co do joty", "co do ostatniego kawałka", jak w zdaniu "When we retired, we dug up our New Jersey garden and moved it - lock, stock, and barrel - back home". To akurat z J. Jonesa. Jednak barrel oczywiście znaczy tu raczej beczkę. Tak więc tytuł filmu jest przezabawną grą słów, bo oczywiście tu dymią nie beczki, lecz lufy obrzynów, którymi wywijają bohaterowie. Jak to przetłumaczyć, nie wiem. "Porachunki" są pójściem na łatwiznę, ale dadzą się bronić. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łukaszek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.02, 11:29 Ogłaszam konkurs: wczoraj uśmiałem się setnie (ale tylko raz) na filmie Art of War (Zasady Walki). Panienka, Chinka, ale mieszkająca w NYC i będąca zresztą tłumaczką dla ONZ, czyli znająca świetnie angielski, mówi do głównego bohatera, zła, że gość zbytnio nią rozporządza: „If you think I’m gonna bend over every time you tell me to, you’re very wrong!” Tu pełne zakłopotania milczenie, on na nią patrzy i mówi: “Well, it’s....” Ona na to: „I know. Bend over b a c k w a r d s , that’s what I meant!” Konia z rzędem temu, kto.... Czekam na propki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marla Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 10.05.02, 08:24 Taki miły, niskobudżetowy film o kreceniu niskobudżetowych filmów "Living in Oblivion". Tłumaczenie polskie: "Filmowy zawrót głowy". Ktoś tu pisał o "K-Pax". "There are 7 purple suns on K-Pax". Tłumaczenie: "Mamy sześć purpurowych słońc na K-Pax". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.233.140.* 10.05.02, 09:41 I tu można dostać szału. Polscy tłumacze wciąż nie mogą się nauczyć, że "purple" to wcale nie purpura. Szlag by ich trafił... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marla Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.05.02, 08:19 Gość portalu: Anna M napisał(a): > I tu można dostać szału. Polscy tłumacze wciąż nie mogą się nauczyć, > że "purple" to wcale nie purpura. Szlag by ich trafił... Niezły jest początek "Koloru purpury", Spielberga, kiedy dziewczynki biegaja sobie po łące pełnej fioletowych kwiatków... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rutus Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 2.4.STABLE* 10.05.02, 13:35 A co powiecie na to: w Fargo jeden z bohaterów mówi "Windy City" co przetłumaczono na..."miasto z którego pochodzi Windy....! Odpowiedz Link Zgłoś
eowyn Re: Debilne tłumaczenia filmów 11.05.02, 10:37 Gość portalu: Rutus napisał(a): > A co powiecie na to: w Fargo jeden z bohaterów mówi "Windy City" co > przetłumaczono na..."miasto z którego pochodzi Windy....! Boze,gdzie tak przetlumaczyli?Ja ogladalam na wideo z 2 razy i za kazdym razem bylo OK! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luzik12 Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 195.94.206.* 14.05.02, 17:48 Kiedyś zajmowałem się tłumaczeniami filmów i wierzcie mi, że przetłumaczyc zgrabnie jakiś dowcip słowno-sytuacyjny tak, żeby było "w tempo" i jeszcze do tego żeby zachować jego sens, a nie daj Boże spróbować użyć podobnego słownictwa - to graniczyło z cudem. Z treści polecam np. tłumaczenie "Królewny Śnieżki..." z 1937 roku. Np. "sweet dreams" - mówi Królewna, a krasnoludki odpowiadają nieco perwersyjnie "przyjemnych marzeń". Z tytułów od lat wzbudza we mnie podziw "Innerspace" - [pl] Interkosmos, gdzie tam był kosmos ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: oshink Psycho IP: 217.153.60.* 15.05.02, 11:52 Za pierwszym razem przetłumaczyli na "Psychoza", ale już remake jako "Psychol". Osobiście wolę pierwszą wersję tytułu. Druga brzmi idiotycznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ka_Rt_ek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.02, 16:45 Gość portalu: jasiu napisał(a): > Wobec krytyki tłumaczenia filmu Black Hawk Down proponuje zająć się innymi > perełkami. Wpisujcie tytuły. Oto moje propozycje: Podziemny krąg (Fight Club), > Złoto pustyni (Three Kings), Miłość i śmierć w Wenecji (The Wings of the Dove), > > Kolekcjoner (Kiss the Girls), Książe w Nowym Jorku (Coming to America) tytułów debilnych było jest i bedzie tysiące, troche nie rozumiemm tej kocepcji czy nie lepiej czasem zostawic tytul poprostu taki jaki jest w oryginale niz nieudolnie probowac stworzyc cos co okazuje sei kmpletna klapa podam moze kilka debilyc... :) - Czekając na wyrok ( Monster's ball) - Grzeszna miłosc ( Original sin ) - Konspiracja.com ( AntiTrust ) - Ukryta prawda ( The Contender) - Dziewczyny z druzyny ( Bring it on ) - Próba sił ( Bless the child) - mroczna dzielnica ( Exit Wounds ) - Desperaci ( The way of the gun ) - obłędny rycerz ( A Knight's tale ) - Powiedz tak ( The wedding Planner) - Dotyk przeznaczenia ( The Gift) - Miłosc w Nowym yorku ( Autumn in Nwe york) . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czesiek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.cvx28-bradley.dialup.earthlink.net 17.05.02, 00:28 1 z 3 RATOWANIE ŻYDOWSKICH MITÓW Recenzja „Saving Private Ryan” („Ratowanie szeregowca Ryana”) reżyserii Stevena Spielberga Tak mi się zdawało, że nareszcie Spielberg zrobił coś o Drugiej Wojnie Świa- towej, co jest bez „holocaustu” i „komór gazowych”, a tylko o walce na zachod- nim froncie, coś o honorze i współczuciu amerykańskiego rządu dla Żołnierza Amerykańskiego. Poszedłem więc obejrzeć „Ratowanie szeregowca Ryana”. W kinie jednak zobaczyłem, że propaganda żydowska najbardziej dydaktycz-nego cudownego dziecka holywudu tam jest bez zmian, tylko podsunięta chytrzej, albo, jak kto woli, subtelniej, mniej widocznie dla niewprawnego oka. Francuski historyk, Robert Faurisson, powiedział, że każda wojna jest zbrodnią. W kinie Żydów istnieją jednak dobre wojny. Druga Wojna Światowa jest taką dobrą wojną. 54 lata minęly od jej zakończenia, ale żydowskie mity Aliantów wciąż wsiąkają w naród. Hip, hip, hurra! Powodzenie kasowe „Saving Private Ryan-a” to potwierdza. Spielberg zaciera ręce, bo zrobił z największej bratobójczej rzezi gojów w wieku białego bratobójstwa nie tylko „dobrą wojnę”, ale jeszcze napełnił kasę superstudia „Dream Works” setkami milionów dolarów. (Ich następny projekt to film animowany o czarnym Mojżeszu wychowanym przez czarnego faraona Ramzesa. Ten „obciągnie” następne miliony u Murzynów i zarazem „podbechta” ich przeciwko białym.) Goje z rolniczej strefy Ameryki, z „bread basket belt”, są w 1998 roku desperacko zmęczeni chorobą duszy, co dotknęła Amerykę. Oni chcą widzieć bohaterów i coś, w co mogą wierzyć, wierzyć znowu. Voila, Spielberg przybywa na pomoc! Możesz zapomnieć o odcieniach szarości moralności, albo o egzystencjalnym samozwątpieniu, które musiałeś oglądać w filmach o walkach w Korei i Wietnamie. To były złe wojny. Zwalczaliśmy komunistów. Za te wojny amerykańscy weterani wojenni winni odpokutować obchodzeniem nie kończącej się żałoby, dopasowując się do puścizny zbiorowego rozstroju nerwowego lat 60-tych, za to że w ogóle brali udział. W kinie żydowskim ich walory jak patriotyzm, bohaterstwo i ślepa wiara w generałów różnią się o włos od „zbrodni wojennych”. Natomiast przeciwko Niemcom patriotyzm, bohaterstwo i ślepa wiara w generałów są słuszne i pełnoprawne – uzasadnił je półwiekowy tam-tam holywudu. Spielberg wystawił przynęty dla widowni - na zwolnionym ruchu, miłosne karesy kamer z pornografią brutalności, czym popisał się już poprzednio w „Amistad” (hi-tech dramacie orgii przemocy białych wobec czarnych na pokładzie okrętu z niewolnikami). Zagrał głównie na sentymentach roczników poborowych zapełniających ciemnice kinowe, naiwniaków tego samego typu, co dali zawieźć się do Omaha Beach na pewne stracenie. Na przykład, w makabrycznej scenie żydowski żołnierz przegrywa na białą broń i niemiecki żołdak pruje mu bebechy z prawie miłosnym współczyciem – wymysł przypominający blagierstwa innego Żyda, Freuda, ale głód czytelników szmatławców i tabloids został nasycony. Zaczyna się od lądowania piechoty US na skrwawionych plażach Normandii, gdzie te niemieckie sukins..., ci „zbrodniarze wojenni” mieli czelność strzelać do inwadujących Amerykanów. Nieomal psychoterapeutyczne sceny śmierci i rzezi – chyba najbardziej podniecające i fascynujące jakie kiedykolwiek zainscenizowano – z miejsca urzekają sadystów videowych cyrkiem digitalnej woltyżerki „wirtualnego boju”. Film ma nas przekonać, że rząd Henry Morgenthaua i Roosevelta wysłał młodzież na śmierć za sprawę Żydów w Europie, a jednocześnie z miłości do Ame-rykanów zadbał o amerykańskie rodziny. Yapp! Otóż, kiedy czterej bracia pomaszerowali na wojnę, żeby zrobić świat bezpiecznym dla komunistów i komunizmu, trzech od razu zginęło. Trzeba więc uratować tego czwartego. Nie bardzo to jasne dlaczego i dlaczego właśnie tego ostatniego brata, gdy na wojnie innych takich ostatnich braci jest masa? No więc to jest świat fikcyjny Spielberga, cicho! Nie psuć jemu zabawy w kino! No więc sam wielki generał Marshall, pomnikowo uheroizowany na surowy ekstrakt męskości, interesuje się tym czwartym, pozostałym przy życiu bratem, szeregowcem Ryanem. Może dla precedencu, może dla wyjątku z reguły, może dla reklamy, dla własnej popularności? Nieważne, przecież to fikcja, tu dba się o propagandę, a nie o historię. „Marshall” Spielberga, żeby rozsentymentalnić publikę „mądrością strategów”, recytuje słowa Lincolna z pamięci... Kto zna bucowatość Marshalla, tego pusty śmiech ogarnia. Ale temu, kto zna bratobójczą wojnę Lincolna, temu śmiać się odechciewa. Szeregowiec Ryan, desantowy skoczek spadochronowy wylądował zniesiony z kursu w okupowanej przez „wroga” Francji. „Mądry strateg” Marshall wyznacza specjalną drużynę komandosów do uratowania go w środku wojny, w rejonie chaotycznych, piekielnych walk ulicznych, gdzie co chwila przerywana jest łączność i walczący są zdani na siebie samych, odłaczeni od drużyny i gdzie cała operacja nie ma sensu, gdyż straty ratowników muszą być większe niż liczba przypuszczalnie uratowanych, która w tym wypadku ma wynosić jeden (1) ! c. d. poniżej SKOPIUJ — PODAJ DALEJ — OPOWIEDZ ZNAJOMEMU Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czesiek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.cvx28-bradley.dialup.earthlink.net 17.05.02, 00:29 1 z 3 RATOWANIE ŻYDOWSKICH MITÓW Recenzja „Saving Private Ryan” („Ratowanie szeregowca Ryana”) reżyserii Stevena Spielberga Tak mi się zdawało, że nareszcie Spielberg zrobił coś o Drugiej Wojnie Świa- towej, co jest bez „holocaustu” i „komór gazowych”, a tylko o walce na zachod- nim froncie, coś o honorze i współczuciu amerykańskiego rządu dla Żołnierza Amerykańskiego. Poszedłem więc obejrzeć „Ratowanie szeregowca Ryana”. W kinie jednak zobaczyłem, że propaganda żydowska najbardziej dydaktycz-nego cudownego dziecka holywudu tam jest bez zmian, tylko podsunięta chytrzej, albo, jak kto woli, subtelniej, mniej widocznie dla niewprawnego oka. Francuski historyk, Robert Faurisson, powiedział, że każda wojna jest zbrodnią. W kinie Żydów istnieją jednak dobre wojny. Druga Wojna Światowa jest taką dobrą wojną. 54 lata minęly od jej zakończenia, ale żydowskie mity Aliantów wciąż wsiąkają w naród. Hip, hip, hurra! Powodzenie kasowe „Saving Private Ryan-a” to potwierdza. Spielberg zaciera ręce, bo zrobił z największej bratobójczej rzezi gojów w wieku białego bratobójstwa nie tylko „dobrą wojnę”, ale jeszcze napełnił kasę superstudia „Dream Works” setkami milionów dolarów. (Ich następny projekt to film animowany o czarnym Mojżeszu wychowanym przez czarnego faraona Ramzesa. Ten „obciągnie” następne miliony u Murzynów i zarazem „podbechta” ich przeciwko białym.) Goje z rolniczej strefy Ameryki, z „bread basket belt”, są w 1998 roku desperacko zmęczeni chorobą duszy, co dotknęła Amerykę. Oni chcą widzieć bohaterów i coś, w co mogą wierzyć, wierzyć znowu. Voila, Spielberg przybywa na pomoc! Możesz zapomnieć o odcieniach szarości moralności, albo o egzystencjalnym samozwątpieniu, które musiałeś oglądać w filmach o walkach w Korei i Wietnamie. To były złe wojny. Zwalczaliśmy komunistów. Za te wojny amerykańscy weterani wojenni winni odpokutować obchodzeniem nie kończącej się żałoby, dopasowując się do puścizny zbiorowego rozstroju nerwowego lat 60-tych, za to że w ogóle brali udział. W kinie żydowskim ich walory jak patriotyzm, bohaterstwo i ślepa wiara w generałów różnią się o włos od „zbrodni wojennych”. Natomiast przeciwko Niemcom patriotyzm, bohaterstwo i ślepa wiara w generałów są słuszne i pełnoprawne – uzasadnił je półwiekowy tam-tam holywudu. Spielberg wystawił przynęty dla widowni - na zwolnionym ruchu, miłosne karesy kamer z pornografią brutalności, czym popisał się już poprzednio w „Amistad” (hi-tech dramacie orgii przemocy białych wobec czarnych na pokładzie okrętu z niewolnikami). Zagrał głównie na sentymentach roczników poborowych zapełniających ciemnice kinowe, naiwniaków tego samego typu, co dali zawieźć się do Omaha Beach na pewne stracenie. Na przykład, w makabrycznej scenie żydowski żołnierz przegrywa na białą broń i niemiecki żołdak pruje mu bebechy z prawie miłosnym współczyciem – wymysł przypominający blagierstwa innego Żyda, Freuda, ale głód czytelników szmatławców i tabloids został nasycony. Zaczyna się od lądowania piechoty US na skrwawionych plażach Normandii, gdzie te niemieckie sukins..., ci „zbrodniarze wojenni” mieli czelność strzelać do inwadujących Amerykanów. Nieomal psychoterapeutyczne sceny śmierci i rzezi – chyba najbardziej podniecające i fascynujące jakie kiedykolwiek zainscenizowano – z miejsca urzekają sadystów videowych cyrkiem digitalnej woltyżerki „wirtualnego boju”. Film ma nas przekonać, że rząd Henry Morgenthaua i Roosevelta wysłał młodzież na śmierć za sprawę Żydów w Europie, a jednocześnie z miłości do Ame-rykanów zadbał o amerykańskie rodziny. Yapp! Otóż, kiedy czterej bracia pomaszerowali na wojnę, żeby zrobić świat bezpiecznym dla komunistów i komunizmu, trzech od razu zginęło. Trzeba więc uratować tego czwartego. Nie bardzo to jasne dlaczego i dlaczego właśnie tego ostatniego brata, gdy na wojnie innych takich ostatnich braci jest masa? No więc to jest świat fikcyjny Spielberga, cicho! Nie psuć jemu zabawy w kino! No więc sam wielki generał Marshall, pomnikowo uheroizowany na surowy ekstrakt męskości, interesuje się tym czwartym, pozostałym przy życiu bratem, szeregowcem Ryanem. Może dla precedencu, może dla wyjątku z reguły, może dla reklamy, dla własnej popularności? Nieważne, przecież to fikcja, tu dba się o propagandę, a nie o historię. „Marshall” Spielberga, żeby rozsentymentalnić publikę „mądrością strategów”, recytuje słowa Lincolna z pamięci... Kto zna bucowatość Marshalla, tego pusty śmiech ogarnia. Ale temu, kto zna bratobójczą wojnę Lincolna, temu śmiać się odechciewa. Szeregowiec Ryan, desantowy skoczek spadochronowy wylądował zniesiony z kursu w okupowanej przez „wroga” Francji. „Mądry strateg” Marshall wyznacza specjalną drużynę komandosów do uratowania go w środku wojny, w rejonie chaotycznych, piekielnych walk ulicznych, gdzie co chwila przerywana jest łączność i walczący są zdani na siebie samych, odłaczeni od drużyny i gdzie cała operacja nie ma sensu, gdyż straty ratowników muszą być większe niż liczba przypuszczalnie uratowanych, która w tym wypadku ma wynosić jeden (1) ! c. d. poniżej SKOPIUJ — PODAJ DALEJ — OPOWIEDZ ZNAJOMEMU Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czesiek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.cvx28-bradley.dialup.earthlink.net 17.05.02, 00:31 Str. 2 z 3 c.d. - RATOWANIE ŻYDOWSKICH MITÓW, recenzja filmu: „Ratowanie szeregowca Ryana” Drużyna ratownicza składa się umyślnie z wielokolorowych Amerykanów. (Takie clichés spinały filmy B-klasy i komiksy Marvela.) Jest tam głupkowaty Włoch, straszliwy jajogłowy, popychany Żyd, wielki Arjanin z Brooklynu i typ z Południa, sierżant York. Gromada ta jest tak smagła, że z początku ona przypo- mina oddział portorykańskiej Gwardii Narodowej, co odwraca naszą uwagę i wytrąca nas z akcji na ekranie. Zauważamy, że siedzimy w kinie i trzeba chwili, żebyśmy wrócili do poddania się konwencji przeżycia kinowego. „Żyd” powiewa swoim naszyjnikiem z „Gwiazdą Dawida” w kierunku niemieckich jeńców i przedrzeźnia ich, pokrzykując: „Juden, Juden!”. Ale, o dziwo, Spielberg nie kazał „Niemcom” chrząkać i spluwać na żydowską świętość. Scena ta jest jedynym żydowskim odnośnikiem i, o dziwo, nie ma też grozy „Holocaustu” przenikającej z tła, czekającej ich dalej, w Polsce. Dlaczego Spielberg nie uderzył w strunę „Holocaustu”? Bo wie, że publika złożona z gojów nie będzie kibicować poświęcania Amerykanów za sprawę tych, co mordują palestyńskie dzieci rzucające kamieniami. Co gorzej, „Holohoax” sprzedaje sie coraz trudniej i męczy widownię. Wybrał zatem wstrzyknięcie swojej nienawiści do Niemców tam, gdzie publiczność je najmniej może zauważyć. Na przykład, wszyscy ratownicy Ryana widzą, że koniecznie trzeba rozstrzelać niemieckich jeńców wojennych, a tylko kapitan nie godzi się zamordować jeńców. W konsekwencji jego „słabości” nasz żołnierz ginie. Właśnie „nasz”, ten żydowski. A ubitj germancow!!! Oni są bezwzględni, to my też będziemy!!! Oko za oko!!! Papierowa jest postać serżanta Yorka, protestanta „fundamentalisty” z Południa, co zawzięcie nienawidzi Niemców. Dlaczego tak zawzięcie? Nie wiadomo. Kiedy jeniec niemiecki mówi do sierżanta Yorka po niemiecku, on wybucha wściekle: ”Zamknij tą brudną świńską łacinę!” Łacinę? Świńską? Niemiecki jest językiem szczytowych europejskich osiągnięć w filozofii, literaturze, teatrze, językoznawstwie itd. Czy ten reżyser o niemieckim nazwisku nie zapędził się w ignorancję posługaczy syjonizmu? Nienawiść rasowa nie tylko go oślepila, ale i ogłupiła. Jeżeli ktoś uwierzy bajaniu Spielberga, to będzie dziwił się jak to było możliwe, że Niemcy podbili Europę, Północną Afrykę i zapędzili Armię Czerwoną pod Moskwę, bo przecież w filmie oni walczą z tępą głupotą, jak statyści filmowi w starym serialu telewizyjnym: „Combat” z lat 60-tych. Jak oni tylko znajdą się w polu widzenia Amerykanów, to ino: puk! i Niemiec leży. Podczas gdy amerykańscy żołnierze biegną przed linią karabinów i ckm-ów, a kule ich się nie imają. To ci wojsko! „Niemcy” walczą tylko dopóty dopóki mają przewagę, chowając się w bunkrze, w gnieździe ckm-u, albo w „Tygrysie”. Jak tylko odwróci się fortuna, to oni rzucają swoją broń i mamroczą coś histerycznie zastrachani i błagają o życie. Dlaczego obsada jest tak uboga? Amerykańskiego oficera gra aktor filmów mafijnych Dennis Farina. Jego postać wychodzi nieprzekonywująco. Telewizyj-ny Ted Danson otrzymał szczodrze cameo, czyli krótkie wystąpienie, jako inny oficer, ale tu brakuje cameo á la Hitchcock - wystąpienia Spielberga z pejsami. W całym filmie widać tylko jedną swastykę, graffiti namalowane na Wale Atlantyckim. Nawet SS-mański dowódca czołgu występuje bez monoklu i opaski na ramieniu. Jak wspomniano, Spielberg nie poszedł na sztyk shoah- biznesowego szlajerowania. Aby nakłonić nas do pokochania amerykańskich wojskowych postaci użył on starego jak świat triku z Podręcznika Agitatora matki Adama Michnika, Schechterowej. Pokazuje je narzekające, żartujące, szlochające, hazardowo grające w karty. Nawet „Żyd” się „wychyla”. Bierzemy udział w historiach ich życia, ich tarapatach. Przez to „identyfikujemy się” z nimi i scalamy z ich losem. One, w przeciwieństwie do Niemców, nie są robotami, chwytają za serce slangiem, nazywają brak kompetencji rządu żargonowym wyrażeniem: „foobar”. Żydowski reżyser nawet popełnił koncesję ideologiczną dla uzyskania większego „realizmu” tych piechurów: mówi o absurdach u wysokiego dowództwa, inkompetencji rządu pomimo całego jego teatru współczucia i dobroci. Niemcy w tym arcykunszcie są cyframi. Spielberg nigdy nie zabiera nas do ich ogniska obozowego posłuchać ich piosenek i historii rodzinnych. Prawie nigdy nie widzimy migawki ich człowieczeństwa. Żadne niemieckie słowo nie jest przetłumaczone nawet w napisach. Niemiecki staje się nieczytelnym bełkotem – „świńską łaciną”. c.d. poniżej SKOPIUJ — PODAJ DALEJ — OPOWIEDZ ZNAJOMEMU Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Czesiek Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.cvx28-bradley.dialup.earthlink.net 17.05.02, 00:32 Str. 3 z 3 c.d. - RATOWANIE ŻYDOWSKICH MITÓW recenzja filmu: „Ratowanie szeregowca Ryana” Najbliżej przedstawieniu człowieczeństwa niemieckich żołnierzy dochodzi w krótkiej przerwie w walce, kiedy Amerykaninowi i Niemcowi braknie amunicji i obaj ciskają jeden w drugiego swoje hełmy. W szybkiej migawce Niemiec robi pośpieszny gest przypominający przeżegnanie się. Mrugnij oczami, a to przegapisz! Jednak te 15 sekund nie może ożywić papierowych kukiełek w prawie trzygodzinnym filmie. On wstawił te skąpe ścinki chcąc wcisnąć puentę: Niemcy może są ludźmi, może, ale nie dorównują naszym, szlachetnym i kochanym Amerykanom. Coś takiego nie przeszłoby w filmie wojennym o Korei albo Wietnamie w latach 90- tych. Azjatyckich przeciwników filmowiec musi malować jako szlachetnych i kochanych, inaczej naraziłby się, zostałby nazwany rasistą i na tym skończyłaby się jego filmowa kariera. Niemcy Spielberga to kupa „krautów”. Obrońcy takiego portretowania powiedzą, że on jednak upodobnił Niemców do ludzi, bo w jednej scenie niemiecki jeniec wojenny mamrze coś o „Betty Boop” i „Steamboat Willy”. Wcale nie, jego mamrotanie jest groteskowe, niewyraźne. Reżyser nie próbował humanizować postaci Niemców, bo chciał tylko upupić prostaczków na widowni wykazaniem, że „hitlerowskiego nadczłowieka” nie trza się bać, tylko rozbroić go, bo on jest tchórzliwy. Morał: rozbroić Niemca i trzymać rozbrojonego! Nie ma ani jednego dobrego niemieckiego żołnierza w „Saving Private Ryan”, tak jak i nie ma wśród setek niemieckich żołnierzy przedstawianych w „Schindler’s List”. Tylko mordujące roboty. Cieszymy się, kiedy niemieccy chłopcy umierają, a jeszcze więcej gdy amerykańscy cudem nie padają. Czy mamy też śmiać się, kiedy „wieśniak” za każdym trafieniem Niemca ze snajperskiego karabinu mruczy psalm? (Był w PRL-u Żyd Stanisław Wohl, co prowadził w telewizji warszawskiej Klub Blagierów. W latach 60-tych zrobił on film o leśniczym. Krytyk filmowy Gazda skompromitował Wohla artykułem: „Blagierska psychologia”. Tytuł artykułu pasuje także do tego Żyda.) Przy końcu filmu Spielberg potyka się znowu i depcze po tym, co zmajstrował i widać podszewkę jego agitpropu. Jego kamery wracają do Narodowego Cmentarza Arlington. (Miejsce odpowiadające jego nekrofilnej obsesji wybrał on za żydowskim sentymentalistą Frankem Caprą, jako że zbijanie intresu na tragedii ich pobratymców jest pospólnym ich plemieniu zajęciem od wieków. „Listę Schindlera” zakończył on podobnie, makabryczną wycieczką do żydowskiego kircholu.) W scenie skalkulowanej na „wyciskacza łez” dla najbardziej zahartowanych amerykańskich weteranów wojny, albo legionistów, stary wiarus trzęsący się na nogach wykonuje tableau patriotyzmu, a kamery panoramują przez cmen-tarz i widzimy tysiące krzyży znaczących groby tych biednych chłopców, któ- rzy padli w bratobójczej wojnie za oceanem. Spośród tych niezliczonych tysięcy tylko jeden grób oznaczony jest gwiazdą Dawida. Spielberg ostentacyjnie reklamuje tę dysproporcję: kiedy „my Amerykanie” idziemy na wojnę, to na tysiące gojów ginie tylko jeden Żyd. Wy, goje, urodziliście się po to, by umrzeć za naszych pobratymców. Talmud uczy, że tylko śmierć za Wybranych daje gojowi szansę oczyszczenia się z winy bycia gojem. Śmierć goja jest chwalebna wtedy, kiedy jest ofiarą dla ocalenia chłopców wyznających Yahwe i uchylających się od służby w U.S. Army. HOMILIA SPIELBERGA do następnej generacji mięsa armatniego z Ameryki: Hej, dzieci! Nie bałamućcie się zanadto aurą punków i „refusenic-ów”. My was potrzebujemy. Wcześniej czy później przyjdzie na was kolej umrzeć za Wybranych w następnej, okrytej fałszywą glorią krucjacie przeciwko „tyranii”. Może w Iraku, Iranie, Libii? Pokazuję ci krew i zniszczenie, nie ukrywam przed tobą okropności wojny, ale wiedz synku, że będziesz prawdziwym mężczyzną dopiero wtedy, kiedy ukatrupisz wrogów naszego rządu „naszych” i świętego syjonizmu. Tymczasem zaś słodkich marzeń, dzieci... Pejsaty misio, wujcio Stefcio Spielberg, „skarbnica żydowskiego ciepła i mądrości”, przygotował dla was „patriotyczną” prasówkę w ciemnicy. Pola rzezi czekają na was, wstrząśnijcie poduszeczki w szpitalach, przygotujcie szczudełeczka i wózeczki inwalidzkie, wyfasujcie „body-bags”... Powyższy tekst jest tłumaczeniem i adaptacją z angielskiego recenzji Michaela A. Hoffmana II., byłego reportera nowojorskiego biura A.P. i redaktora periodyku: „Revisionist History”. Oryginalna recenzja ukazała się w ”Washington Post” w pierwszych dniach dystrybucji filmu w USA. SKOPIUJ — PODAJ DALEJ — OPOWIEDZ ZNAJOMEMU Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojtek_p Saving Private Ryana IP: *.pseinfo.pl 17.05.02, 08:56 A mnie się podoba parafraza tytułu na : Saving Ryans' Private... Co nie zmienia faktu, że film ma strasznie debilne i płytkie zakończenie, hurrraaa patriotyczne, zrozumiałe dla każdego amerykanina. Pozdrówka Wojtek Gość portalu: Czesiek napisał(a): > > Str. 3 z 3 > c.d. - RATOWANIE ŻYDOWSKICH MITÓW > recenzja filmu: „Ratowanie szeregowca Ryana” Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Cailin Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 5.2.1R* / *.llama.dialup.pol.co.uk 08.10.02, 00:06 Prosze, znajdz sobie antysemickie forum do swoich celow i nie psuj mi humoru puszczajac w tym watku takich smieci, niewazne, firmowanych przez opiniotworcze dzienniki o zasiegu ogolnoswiatowym, czy tez przez gazetki wydawane przez polskich antysemitow i ksenofobow. Co to ma wspolnego z tematem?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wojtek_p Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.pseinfo.pl 17.05.02, 07:47 Ja pamiętam debilizm tłumaczenia tytułu starego filmu "Innerspace" na "Interkosmos".... Jak ktoś pamię ta takie zabytki to wie o co chodzi... Pozdrówka Wojtek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wojtek_p Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.pseinfo.pl 17.05.02, 08:40 Z nowszych debilnych tłumaczeń przypomniało mi się jedno o którym nikt nie wspomniał: "The Fifth Element" został pięknie i dosłownie przetłumaczony na... " Piąty Element". Tylko, że w filmie chodzi o piąty ŻYWIOŁ. Najbardziej jest w związku z tym wkurzająca scena w świątyni na początku filmu, gdy profesor mówi o czterech żywiołach (woda, powietrze, ogień, ziemia) i piątym ELEMENCIE. #@!%$*&^!! Skąd się to wzięło tłumaczowi??? Czy tłumacz w ogóle ogląda film zanim zacznie tłumaczyć? IMHO to powinno być obowiązkiem każdego tłumacza! Tylko czy będąc tłumaczem wytrzymałbym poatrzenie na tyle różnej szmiry 8 godzin dziennie??? ;-) Pozdrówka Wojtek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna M Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: 62.233.140.* 17.05.02, 09:35 Czasami wystarczy, jakby zajrzał do słownika... "Element" to jeden z tzw. fałszywych przyjaciół, czyli słów, które brzmią tak samo, albo bardzo podobnie w dwóch językach, a znaczą całkiem co innego. Innym fałszywym przyjacielem jest "purple", co tłumacze tłumaczą z uporem jako "purpura", oraz cudowne słówko "eventually". Mam niejasne wrażenie, że "element" paręset lat temu miał znaczenie takie, jakiemu nadano w tym filmie, ale nie sądzę, żeby tłumacz usiłował robić takie sprytne aluzje do dawnych czasów - raczej nie sprawdził słówek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jap Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.man.polbox.pl 17.05.02, 13:42 1. Czy znacie jakieś debilne tłumaczenia tytułów polskich filmów na angielski? 2. Zawsze proponowałem tłumaczyć Dirty Dancing na "Sprośne Tańce". Co wy na to? 3. Z perełek: Nie pamiętam tytułu filmu. Dwóch braci mieszkających razem wraca do domu. Po zdjęciu płaszczy jeden pyta drugiego - Szlafmyca?. Drugi odpowiada - Nie dziękuję. Po czym pierwszy z jednym kieliszkiem idzie do siebie. Pozdro Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Otto Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.acn.pl / 10.132.129.* 17.05.02, 15:15 Oamietam pewne zabawne tłumaczenie dialogu w polskim filmie w kinie polonijnym w Stanach (opowiadano mi o tym). tekst: 'polegaj na mnie jak na Zawiszy' przetłumaczono: ' rely on me like on Michael Jordan'. Mnie się podoba. Odpowiedz Link Zgłoś
megasia Re: Debilne tłumaczenia filmów 17.05.02, 16:15 Potwierdzam, że przetłumaczyć dobrze tytuł jest wielką sztuką. Ale do różnego rodzaju perełek dorzucam telewizyjną z filmu "Z zimna krwia" (ta nowa wersja z Dr. Greenem :). Bohaterowie majstrują coś przy samochodzie. Polski lektor czyta: "- Zmieniłeś talerze?" (oryg. "Did you change the plates?" czy coś w tym stylu. plates - tablice rejestacyjne). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jap Re: Debilne tłumaczenia filmów IP: *.man.polbox.pl 17.05.02, 16:32 Pamiętacie serial "Banachek"? O detektywie w stanach, który co odcinek przypominał o swoim polskim pochodzeniu w ten sposób, że cytował jakieś "stare polskie przysłowie" typu: "Ni sto złotych kandelabrów ni sto pedzących koni nie uchroni Białegostoku przed srogą zimą" Otóż w jednym odcinku był pościg samochodowy. Banachek chwycił za CB (wtedy nie było komórek) i krzyknął "Send in the chopper!". Lektor czyta "Przyślijcie siekacze!" Zgadnijcie co przysłali! Odpowiedz Link Zgłoś