Dodaj do ulubionych

Kij w mrowisko

IP: *.elblag.dialog.net.pl 09.12.04, 00:02
Tak sobie patrzę, jakie filmy teraz w USA się kręci. Widzę, że lubi je wiele
osób. Niech im będzie, ale może wspólnie z innymi forumowiczami wytkniemy
najbardziej upierdliwe elementy amerykańskiego kina pseudoartystycznego. Oto
propozycje:
- bohater lub bohaterka. Często nieżywi lub umierający, stają się narratorami
filmu (American Beauty, 21 gramów). Mają pokręcone życie osobiste - utrata
męża, żony, dzieci, czasem w wyniku śmierci, czasem zaś rozwodu. Zachowanie
aktorów często histeryczne, na granicy kiczu (Naomi Watts w 21 gramach -
chciałam rzucić czymś w ekran. Kiedyś zrobiłam to naprawdę, więc jestem do
tego zdolna),
- nigdy dotąd kino amerykańskie nie wykorzystywało seksu w takich ilościach,
co dziś. Przykłady - American Beauty, 21 gramów, To wszystko z miłości (lub
Wszystko to miłość, nie pomnę:, Monster's ball ) Nawet na granicy "rżnięcia".
Im odważniejszy, tym bardziej film zyskuje na "artyzmie",
- koniec z happy endem. Teraz jest moda na unhappy end, obowiązkowo ze
śmiercią głównych bohaterów. Przynajmniej jednego z nich.
- aktorki są celowo "pobrzydzane" ( Charlize Theron w Monsterze, Naomi Watts
w 21 gramach straszy tłustymi strąkami i świecącą się cerą) - to takie "inne"
od standardowego upiększania hollywoodzkich gwiazd. Podobnie Nicole Kidman w
skądinąd nie takich znowu złych Godzinach. Taka moda. Czemu nie dać kogoś
naprawdę brzydkiego? Bo w American Dream nie ma miejsca na brzydotę, więc,
kiedy jest ona potrzebna, zohydza się lub troszkę zniekształca piękną panią,
by była brzydka,
- patos musi być. Końcówka Rzeki tajemnic dobiła mnie swym patosem,
jednocześnie nieomal przyprawiając o spazmy ze śmiechu. Żonka do męża, który
zabił swego przyjaciela, zmuszając najpierw do przyznania się do popełnienia
zbrodni, której ten nie uczynił, a który nie wie, jak spojrzeć w oczy
rodzinie: powiem, że tatuś jest królem. I że wszystko, co robi, jest słuszne.
Po prostu ręce opadają. Oczywiście, nie jest to cytat dosłowny, ale o to pani
chodziło, ci, co widzieli, będą wiedzieć.
- zawsze, kiedy nie wiadomo, co zrobić z fabułą, można ją przecież
poszatkować, udziwnić, powstawiać jakieś inne wtręty. Nie będę już się
pastwić nad 21 gramów, bo nie warto. Nad innymi też, z podobnych przyczyn.
Nie każdy film amerykański jest zły. Nie każdy ma opisane przeze mnie wyżej
cechy, które uważam za odrażające. Ale reżyserzy amerykańscy i kręcący dla
Hollywoodu obcokrajowcy często wpadają w pułapkę źle pojmowanego artyzmu.
Jest to artyzm hollywoodzki, który z prawdziwą sztuką niewiele ma wspólnego.
Zapraszam do wypowiedzi.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka