03.09.05, 00:28
Porno przeplatane muzyką - być może jest w tym coś z "obrazu prawdziwej miłości", ale ile tak można? Całe szczęście, że film taki krótki (jedyne 70 minut). Wieeelki plus za muzykę i wieeelki minus za dialogi. Starsze małżeństwa wychodziły podczas seansu wyraźnie zgorszone :).
Obserwuj wątek
    • chelseaa Re: 9 songs 03.09.05, 13:25
      Podobno trwa nie 70 tylko 69 minut . 69 - od razu się kojarzy ..
      • tago_mago Re: 9 songs 03.09.05, 16:13
        Różnie podają - oficjalnie to chyba nawet 71. 69 minut to taki chwyt reklamowy ;)
        • realista17 Re: 9 songs 03.09.05, 16:30
          69? to ma cos znaczyć hehe, czy tak sobie jest ?
          • madine1 Re: 9 songs 05.09.05, 13:53
            Tak czy siak - wytrzymałem 40.
            Co za pretensjonalne nudziarstwo.
            Powinna to polecać Liga Polskich Rodzin jako terapię antyseksualną. Dawno nie widziałem tak
            aseksualnego filmu.
            Rozumiem szczytne intencje autorów: przełamać tabu "zwykłego" pożycia seksualnego na ekranie.
            Pokazać, że seks jest także elementem każdego związku. Ale sprowadzanie związku TYLKO do seksu
            jest takim samym wypaczeniem i stereotypem, jak nakładanie na niego tabu w filmach.
            Przede wszystkim: autorzy poszli na łatwiznę. Scenariusz tego filmu został prawdopodobnie napisany
            w knajpie na serwetce. Zbudowanie wiarygodnej relacji między postaciami jest jednym z
            najtrudniejszych elementów pisania scenariusza, w związku z czym twórcy postanowili całkowicie z
            tego zrezygnować. O ile łatwiej jest, gdy wszystko co dzieje się na ekranie sprowadzone jest do
            kopulacji, obmacywania się i pourywanych sugestii nieistniejących wątków.
            Jestem absolutnym przeciwnikiem pruderii w kinie. Uważam, że seks powinien być pokazywany w
            normalnych filmach. Ograniczenie wiekowe (od lat 21) nałożone na ten film uważam za absurd!
            Ale manifestacja obyczajowa jest dla mnie zbyt błahym pretekstem do robienia filmu. Trzeba mieć
            jeszcze coś do opowiedzenia.
    • Gość: Neospasmin Wyscie, moi przedmowcy, chyba nigdy nikogo nie... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.09.05, 20:31
      Zachwcil mnie.
      Boo najoczywistszymi srodkami opowiadal o uczuciach.O milosci.
      Boo usuwajac w kat wszytstkie obocznosci(prace,zarabianie pieniedzy by przezyc
      do pierwszego,rodzine,zdrowie,polityke czy cokolwiek jeszcze mozna sobie
      wyobrazic)skupial sie tylko i wylacznie na bliskosci pary ludzi.Z teza ze
      kochac
      sie mozna chadzajac razem na zebrania kola PO,przekazujac sobie w kosciele znak
      pokoju,dokarmiajac ptaszki,chadzjac na dlugie spacery,wspolnie budujac
      dom,hodujac wspolne dzieci,ogladajac telewizje czy gromadzac szmal, tylko te
      wszystkie powzsze formy sa kochaniem sie "poprzez", a ta najnaturalniejsza,
      najoczywistsza to czulosc i fizyczna bliskosc.

      Boo bardzo wyraznie pokazal co jest a co nie jest pornografia.Idac na ten film
      obawialem sie ze to co z niego wyniose to podniecenie,niesmak wlasnym
      voyeuryzmem,zazenowanie.To co kojarzy mi sie z pornografia.Tu zobaczylem ze
      nawet pokazujac expressis verbis to co w wiekszosci filmow jest
      niedopowiedziane mozna zrobic cos co zupelnie nie jest pornografia.Szczerze
      mowiac nie do konca wiem czemu to sie udalo?Czy dlatego ze film jest o
      czujacych,potrzebujacych sie wzajem ludziach a nie maszynach do pie..nia?Czy
      moze dlatego ze caly czas obracamy sie wokol pytania czym jest,odarta ze
      wszystkich ozdobnikow,obraczek,sukni slubnych milosc?BRW.

      Film jest blyskotliwy boo opowiada o calkowitej odwrotnosci tradycyjnego
      zwiazku miedzy ludzmi. Tu najpierw byl sex, z niego dopiero fascynacja,
      zakochanie.Trzeba bylo tylu lat przemian obyczajowych by mozna bylo osmielic
      sie tak opowiadac.Opowiadac ze i w tych czasach,latwosci i dostepnosci kazdej
      niegdysiejszej intymnosci, ze wlasnie z tego otwarcia zrodzic sie moze uczucie.

      Czytalem recenzje ze nic sie w tym filmie nie dzieje.To calkiem prawda.Boo to
      nie jest film przygodowy,nie jest to Bond.Opowiada o stanie zakochania,stanie w
      ktorym to co nas otacza wydaje sie jakos mniej wazne.Nieistotnym jest to ze
      wygrali wybory ludzie z ktorymi nie chcialbym miec nigdy nic wspolnego,to ze
      polskie wojsko wciaz hanbi sie w Iraku czy ze biskup Paetz do konca zycia
      pozostanie bezkarny.Ze nie ma sie forsy czy ze w pracy robia ci
      nieprzyjemnosci.Im bardziej jest sie zakochanym tym mniej istotne sa takie
      kwestie.Przypominajac sobie okres zakochania przpominamy sobie stan ducha, nie
      fakty, boo ich prawie nie ma.Bo przezywa sie wtedy wzajemna obecnosc,bliskosc a
      nie wzajemne krzatanie.

      • sutekh1 Re: Wyscie, moi przedmowcy, chyba nigdy nikogo ni 30.09.05, 12:05
        madine 1 i inni "; to właśnie wy sie posługujecie stereotypem odczytując obraz
        filmowy jednoznacznie z tego co na ekranie widzicie - przecież to tylko i
        zawsze wycinek życia...
    • anatrasz Re: 9 songs 28.10.05, 13:02
      Czy ktoś wie, kto gra na fortepianie pewien temat muzyczny pod koniec filmu ?
      Wspominany jest w napisach niejaki Nyman. Czy to jego muzyka ?
    • Gość: reggatta Re: 9 songs IP: *.acn.waw.pl 28.10.05, 13:10
      Ten film to anty-porno. W żadnym wypadku nie jest nastawiony na wywołanie
      podniecania u widza. Ukazany jest w nim fizyczny aspekt miłości dwojga ludzi i
      nic więcej. Jasne jest przesłanie twórcy - odrzucamy ograniczenia wynikające z
      natury sztuki filmowej. Tylko pytanie czy o to chodzi w aktorstwie? Czy film
      wojenny zrealizowany w tej konwecji zakładałby poświęcenie życia kilku "aktorów"
      ? Aż się boję pytać, co by nie wywołać wilka z lasu.
      • Gość: Neospasmin aktorstwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 14:14
        odwracajac twe pytanie:czy nie smieszy cie gdy aktor ktory nie jest wirtuozem
        gra role np.Chopina?I kiedy dlonie na klawiaturze nie sa dlonmi aktora
        odgrywajacego postac muzyka?
        Kiedys byly aktorki ktore do pokazywania np.biustu uzywaly dublerek.Czy to tez
        oki?

        A jesli chodzi o 9 songs to MIMO scen sexu,aktorzy wydaja sie tu dobrzy-
        tworzacy wyraziste postaci.Nie uwazasz?
        m
        • Gość: reggatta Re: aktorstwo IP: *.acn.waw.pl 28.10.05, 14:49
          Śmieszy tylko wtedy, gdy operator nieudolnie stara się mnie oszukać lub gdy aktor nie potrafi naśladować wirtuoza.
          A aktorstwo w 9 songs wydaje mi się dobre, ale właśnie z uwagi na sceny zbliżeń. Poza tymi scenami, niewiele się tam dzieje. W scenach łóżkowych aktorzy wydali mi się bardzo naturalni, co zważywszy na fakt, że mimo autentyzmu i dosłowności jednak przede wszystkim grali, jest sporym osiągnięciem. Aby docenić ich pracę, wystarczy odpalić sobie zwykłego pornosa i obejrzeć "grę" niewyszkolonych aktorów.
          • Gość: NEOspasmin udolnosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 15:43
            A nie smieszy gdy operator/rezyser oszukuje udolnie? Gdy wychodzi to dopiero
            w "liscie plac"?
            Z tego pytanie CO ma robic aktor by nadal mowic o grze a nie o odgrywaniu
            siebie.
            Pamietam ten film nie tylko sexem,czy moze sexem jako ciagiem/kontynuacja
            wczesniejszych sytuacji stad trudno mi tu dzielic jak grano sceny lozkowe a jak
            wszystkie inne.Dobrzy byli, w mojej opinii.
            Dawno nie odpalalem pornosa,a ty?(pisze o tym zupelnie bez poczucia braku)
            • Gość: reggatta Re: udolnosc IP: *.acn.waw.pl 28.10.05, 16:12
              Jak oszukuje udolnie, to nie zwracam po prostu uwagi, jak na przykład w pianiście.
              Nie rozumiem Twojego pytania, dotyczącego gry aktorskiej. Dobre aktorstwo jest
              imo przede wszystkim przezroczyste. Jeżeli oglądając film widzisz postać w którą
              jesteś skłonny uwierzyć, to aktor odwalił swoją robotę. Taka jest moja definicja.

              A co do pornosa, to nieczęsto, ale się zdarza - ostatnio z 1,5 miesiąca temu.
    • Gość: Zdanka Re: 9 songs IP: *.4web.pl 28.10.05, 16:27
      Hmmm...Chyba nie rozumiem, o czym wy wszyscy gadacie...Akurat zostałam na niego
      zaciagnieta kilka dni temu i film laduje na tej samej kupie, co 5x2,
      Nieodwracalne, itp...czyli kategoria poniżej sansu wyjścia z domu...Co do tego,
      o czym jest nie mam zbyt wiele do powiedzenia, bo jak dla mnie jest o
      niczym...Generalnie zastanawia mnie, o co w tym chodzi, że co pewien czas
      pojawia sie jakiś durnowaty film kreowany na sensację i obrazoburcze
      arcydzieło, a obok przechodzi nikomu nie znny filmik , który naprawdę łapie za
      gardło(i tu ukłon w stronę Rumunii)
      • login_niedostepny Re: 9 songs 28.10.05, 17:10
        anatrasz napisał:

        > Czy ktoś wie, kto gra na fortepianie pewien temat muzyczny pod koniec filmu ?
        > Wspominany jest w napisach niejaki Nyman. Czy to jego muzyka ?

        Tak, niejaki Nyman to kompozytor, ktory napisal muzyke m.in. do Fortepianu.
    • Gość: kasia Re: 9 songs IP: *.prod-empresarial.com.mx 22.11.05, 21:28
      w meksyku ten film nosi nazwe- 9 orgazmow, tak chyba by zachecic penwa czesc
      widowni, ktora nigdy nie zaglada do kina
    • francesca12 Re: 9 songs 25.11.05, 11:14
      Dobrze, że film nie trwał dłużej niż 69 minut.
      Muzyka bardzo dobra.
      Dialogi - zgodnie z oczekiwaniami - skąpe.
      Co tak szokuje? Że w ogóle taki film w kinach pokazano?

      Jakże dydaktyczny to film!
      Nauka (!) płynie taka, że zachować właściwą koleność należy, jeśli nam na kimś
      zależy..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka