Gość: krisco IP: *.dsl.chcgil.sbcglobal.net 26.01.09, 02:22 Bardzo polecam ten film,szkoda ze tak niedostrzezony przez Czlonkow Akademii w tym roku . Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Gonzzo Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 10:54 Ciekawy film, inne niż reszta nominowanych, bliski ludziom..... dla mnie nawet chyba za bliski, bo momentami wydawało mi się, że w lustro patrzę:/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waran Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.09, 20:28 Lustrzane odbicie zblazowanych wpółczesnych japisznow, osadzonych w realiach lat 50'. To już było. Każde pokolenie ma tego typu odczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: 94.254.155.* 27.01.09, 09:44 Kiedy ten film będzie w kinach??? W trójmieście nie ma, a widziałam zwiastun w tv i na końcu był tekst: w kinach - czyli powinni już graaaaać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: 94.254.155.* 27.01.09, 10:05 Premiera 30.01 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: leo Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.acn.waw.pl 27.01.09, 15:59 film jest po prostu mistrzowski. fajna recenzja! Odpowiedz Link Zgłoś
bogiemslawiena Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia 30.01.09, 12:25 Dawno nie widziałam tak dobrego filmu. Dawno nie widziałam filmu, po którymś czułabym coś więcej niż wkurzenie, że zmarnowałam czas na kolejną szmirę. Polecam, bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
oloros Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia 30.01.09, 12:27 wspaniały film a w temacie : może tak musi być? może nie ma innego wyjścia jest problem tylko definicji szczęścia dwojga ludzi narzuconej nam wszystkim przez ten stek reklamowo-marketingowy który cieknie z ,mediów mój kolega ma już trzecia zonę i nn kochanek - nie widzę zęby był szczęśliwszy - za to biedniejszy na pewno aha a adres zmienił jeszcze wicej razy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: 83.238.175.* 30.01.09, 14:20 świetny, mądry i wzruszający film Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guyr Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.acn.waw.pl 30.01.09, 16:33 znakomity Mendes! warto o nim pisać, zdecydowanie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: croupier Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.netcity.pl 30.01.09, 16:53 Fajnie że ludzie opisują wrażenia z tego filmu choć go jeszcze nie było w kinach ;D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: croupier Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.netcity.pl 30.01.09, 16:54 Ale fakt, świetny film :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tereska Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.81.204-77.rev.gaoland.net 30.01.09, 17:58 Jak nie bylo jak jest ?! Na ekranach kin jest od tygodnia ... we Francji. Piekny film. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.nwrk.east.verizon.net 30.01.09, 20:06 Bez Boga nic sie nie moze udac. Tam gdzie Go nie ma kroluje zlo. Takie to oczywiste a czlowiek nadal wywaza otwarte drzwi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eve Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 30.01.09, 20:12 Nigdy nie wyszlam z kina tak zmeczona psychicznie jak po "Revolutionary Road". Moze i kreacja K. Winslet swietna ale nie chce isc do kina zeby sie zdolowac i czuc zmeczenie. Juz w pierwszych minutach filmu chcialam poszukac wyjscia z kina i zostalam wbita w fotel negatywnymi emocjami i krzykiem z ekranu. Moge sobie tylko wyobrazic jak trudne musialy byc te role dla aktorow i w jakim stanie ich zostawily. Co do tlumaczenia tytulu na jezyk polski...przypomnialo mi sie tlumaczenie "Dirty Dancing";-) BTW, film jest w Kanadzie od 26 grudnia;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naiwna Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.adsl.inetia.pl 05.02.09, 01:41 Mnie też ten film zdołował. Baaardzo nieamerykański. A co do tego, czy role były trudne dla aktorów: widziałam długi wywiad z Di Caprio i Winslet, i oboje twierdzili, że bardzo się cieszyli na to, że będą mogli to zagrać właśnie z sobą, ponieważ znają się i przyjaźnią od lat i na planie mogli sobie ufać w tych tak mocno negatywnie naładowanych scenach. Winslet wyraziła się chyba nawet, że to była przyjemność. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Great K. Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.hsd1.ct.comcast.net 30.01.09, 20:43 Film bardzo mnie porwał i wzruszył, niewątpliwie zmusił do refleksji na temat życia... Wyśmienity film i gra aktorska obojga aktorów, żałuje tylko że DiCaprio nie został doceniony przez Akademię FIlmową tym razem, ale wierzę, że jego czas jeszcze przyjdzie... Teraz z utęsknieniem czekam na przeczytanie książki Yates'a pod tym samym tytułem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciotka Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.0.251.72.1dial.com 30.01.09, 21:22 jak widze Leonardo to naprzemian zbiera mi na rzygi i mam erekcje czy to normalne ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ciotka Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.0.251.72.1dial.com 30.01.09, 21:28 mam pytanko, czy tak aktorka na fotce to bez biustonosza ? jakby bylo widac jej sutki przez to kiecke. I I To jest skandal, kazda, ale to kazda Amerykanka, MUSI, nosic biustonosz, nawet jak spi ! Do pracy to ma paniusia sie co pokazywac bez biustonosza. A tym bardziej w tak milosnym filmie jak Titanick. Milosc i sex to dwie rozne sprawy. I I I Viva l'Ojciec Odpowiedz Link Zgłoś
fackir Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia 31.01.09, 00:04 fatalny film, nudny, przewlekły i z nieszczęśliwym zakończeniem. tłumaczenie tytułu na polski hmm chyba w celach reklamowych zupełnie niezgodne z tytułem oryginalnym (nazwa ulicy) czy choćby treścią filmu. szczerze absolutnie odradzam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: widz Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 00:09 Strasznie dołujący i ciężki film. W recenzji jest sporo prawdy, jednak moim zdaniem nie ma się czym zachwycać. Akcja rozwija się w tempie galopującego ślimaka. Aktorstwo - szczególnie DiCaprio - koturnowo teatralne. Odradzam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gość Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: 79.191.58.* 31.01.09, 00:16 film świetnie zrobiony, bardzo uwodzicielski, zagrany na najwyższych emocjach. Książki nie czytałem ale nie rozumiem roli PANI WHEELER. Nie wiem o co jej chodzi. Oczywiście, że totalnie rozumiem chęć wyrwania się ze społecznych rytuałów, ról, które dla nas przyszykowano i które musimy grać czy tego chcemy czy nie, bo inaczej będziemy wyklęci, wyśmiani i społecznie odrzuceni (szczególnie w latach 50tych - wszyscy byli jednakowi, role były sztywne). ALE - jak ta kobieta mimo wszystko może być taką egoistką, przez cały film prawie się nie zająknąć o dość dużych było nie było dzieciach, które już urodziła? Nie rozumiem tego jak może tak nie być dzieci w życiu tych ludzi. Nie wierzę w to przez to niestety nie kupuję dylematu bohaterki, który, mimo że zmierza w dobrą stronę, prawdziwą to jednak jakoś nadaje na fałszywych tonach - czyżby ona po prostu nie wolała porzucić tych dzieci? Nie być matką? Przeciez bycie matką to co innego niż pełnienie głupich społecznych ról. A tu to jest utożsamione jedno z drugim. Nie kupuję tego więc tez nie przyjmuję końcówki. Jeśli jest to mimo wszystko założenie super świadome to bohaterka jest po prostu egoistką skupioną na swoim marzeniu w imię którego potrafi poświęcić innych. I dlatego mnie już nie interesuje jako osoba. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: naiwna Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.adsl.inetia.pl 05.02.09, 02:29 Gość portalu: Gość napisał(a): "Nie wiem o co jej chodzi. Oczywiście, że totalnie rozumiem chęć wyrwania się ze społecznych rytuałów, ról, które dla nas przyszykowano i które musimy grać czy tego chcemy czy nie, bo inaczej będziemy wyklęci, wyśmiani i społecznie odrzuceni (szczególnie w latach 50tych - wszyscy byli jednakowi, role były sztywne). ALE - jak ta kobieta mimo wszystko może być taką egoistką, przez cały film prawie się nie zająknąć o dość dużych było nie było dzieciach, które już urodziła? Nie rozumiem tego jak może tak nie być dzieci w życiu tych ludzi." Te dzieci tam są, tyle, że nie wplątano zbytnio ich główek w intrygę... Co w sumie moim zdaniem wcale nie świadczy o egoiźmie głównej bohaterki. Po pierwsze, te dzieci są jeszcze małe, zdaje się 7- i może 5-4-letnie... Tak małe dzieci po wyjeździe za granicę z obojgiem rodziców przystosowałyby się do nowego życia błyskawicznie. Dlatego nie miało sensu stawiać ich na pierwszym planie, bo w opowieści chodzi i tak o coś innego. Po drugie, bohaterka grana przez Winslet jest wystarczająco dobrą matką, która dziećmi opiekuje się dwadzieścia cztery godziny na dobę właściwie, i od której dzieci wcale nie uciekają w popłochu. Jedna scena, w której bohaterka traci cierpliwość jest uzasadniona. Każdy rodzic z co najmniej siedmioletnim stażem to przyzna :P Po trzecie, w tamtych czasach były inne standardy wychowywania dzieci. Widać to m.in. w scenie, w której sąsiad wchodzi do pokoju, gdzie jego synowie oglądają telewizję. Akcja filmu toczy się w czasach, zanim rodzice zaczęli dzieci zapisywać na wszystkie możliwe zajęcia pozaszkolne i ogólnie stawiać swoje pociechy w centrum swojego Wszechświata. W tamtych czasach w USA ojciec pracował, a przeciętna matka raczej siedziała z dziećmi w domu, i to głównie "siedziała", dbając o dom, a nie latała po orbicie wokół synusia czy córeczki. Jeśli już ktoś był centrum jej wszechświata, to mąż, zarabiający na całą rodzinę. Co ciekawe, wśród ludzi którzy wyrośli w tamtych czasach wcale nie spotykało się więcej psychopatów niż teraz :P Tak więc nie ma co kopać tej biednej już i tak leżącej na łopatkach bohaterki twierdząc, że była złą matką. Ona po prostu matką stała się trochę z przypadku, zanim zdążyła sobie uświadomić, czego tak naprawdę w życiu chce. Na tym polegała jej tragedia. Wciąż miała poczucie obowiązku wobec dzieci i wobec męża, jednak rozziew między potrzebami jej rodziny a jej własnymi był zbyt duży, by potrafiła te potrzeby pogodzić bez szkody dla siebie i ostatecznie męża i dzieci. Pozwolę sobie też zwrócić uwagę, że jej wybór pod koniec filmu był w gruncie rzeczy podyktowany rozpaczą i poczuciem opuszczenia. Ona do końca usiłowała przekonać i samą siebie, i męża, że pomimo nieoczekiwanej zmiany sytuacji wciąż mogą zmienić swoje życie na lepsze, może ponosząc większe ofiary, ale jednak. Dopiero po wyznaniu męża i po kolejnej awanturze, w której on rzuca jej w twarz, że wolałby, żeby dokonała aborcji, coś w niej pęka. "to bohaterka jest po prostu egoistką skupioną na swoim marzeniu w imię którego potrafi poświęcić innych" To nie było po prostu "marzenie". To była sprawa zachowania własnej tożsamości. To nie są mrzonki i to nie są żarty. Przykładem tego, co dzieje się z ludźmi, którzy usiłowali zachować własną tożsamość w tamtych czasach w tamtym środowisku jest jeden z bohaterów - syn agentki biura nieruchomości. Też postać tragiczna, właściwie ubezwłasnowolniona. Nie możemy patrzeć na postaci z tego filmu przez pryzmat naszych doświadczeń. Nam bezkarnie wolno o niebo więcej. Zwłaszcza kobietom wolno dziś więcej w porównaniu z czasami przedstawionymi w filmie. A i mężczyznom wolno więcej, choć inaczej... Wtedy biurowy romans dla bohatera granego przez Caprio był po prostu czymś w rodzaju dodatku socjalnego :\ Dziś taki "Caprio" mógłby zostać w domu na urlopie rodzicielskim, i "pozwolić" żonie na pracę zawodową. W filmie jest scena, w której przyjaciel Wheelera mówi o nim z oburzeniem: jaki mający rodzinę facet będzie siedział na tyłku i dłubał w nosie, i pozwalał, żeby żona na niego pracowała?! Dla "porządnych ludzi" taka zamiana ról w małżeństwie była wtedy nie do pomyślenia. Pomimo, że film jest mocno osadzony w realiach epoki, ja odebrałam go też jako uniwersalną i ponadczasową opowieść o dynamice ważnych związków międzyludzkich. O złudzeniach, którymi wszyscy się kierujemy wiążąc się z kimś, o stopniowym bliższym poznawaniu się, o nieuniknionych rozczarowaniach, o budowaniu dalszej relacji na gruzach pierwotnych iluzji, i o tym, że czasem niestety miłość ginie pod tymi gruzami. Dodatkowym atutem filmu jest fakt, że traktuje też o potrzebie samorealizacji, o konieczności zachowania pewnej autonomii nawet w bliskich związkach, i o tym, że zdławione poczucie własnej tożsamości skutkuje w najlepszym wypadku, jak to ujęto w filmie, beznadziejną pustką, w typowym, kliniczną depresją, a w najgorszym po prostu tragedią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: widz Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 00:49 A propos dzieci - można odnieść wrażenie, że dzieci Wheelerów to rekwizyt, wypożyczony przez reżysera z magazynu i wstawiony do paru scen w charakterze dekoracji. Dzieci w życiu Wheelerów praktycznie nie istnieją. Czy to miał być środek artystycznego wyrazu? Jeśli tak, to kiepski. Przez to cała opowieść bardzo traci na wiarygodności. Odpowiedz Link Zgłoś
kozaczek3 Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia 31.01.09, 05:02 Czyżby znowuż razem z Pisiorkami? Ratuj się kto morze!!! Amen. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc: bronek z c Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.dyn.optonline.net 31.01.09, 07:15 historia ta dzieje sie w miasteczku redding w stanie connecticut, i film ten byl tam robiony, a duzo scen jest szczegolnie miejskich, a takze na plazy z miasta, w ktorym ja mieszkam, zreszta bardzo blisko redding, a mianowicie fairfield w tym samym stanie. pozdrawiam rodakow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Edii Re: Oscary 2009: Droga do szczęścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.09, 10:12 to taki życiowy film. życie mam na co dzień. do kina idę po coś innego. historia nudna i długo opowiedziana. gdyby to skrócili do pół godziny to może i mogło by się coś dziać. Odpowiedz Link Zgłoś