Dodaj do ulubionych

Niesamowite historie/zbiegi okoliczności

11.08.11, 00:26
=miewacie takie? Tak/Nie/Tak na wszystkie/Anuluj?
No dobra=nikt się nie odzywa to ja zacznę jaki miałem niesamowity zbieg okoliczności ostatnio=

Jak byłem mały to lubiłem chodzić do lasu na jagody. Wiadomo=jagody są małe i jest ich dużo, więc nie mieszczą się w dłoni i trzeba je do czegoś zbierać. Ja zbierałem je do garnuszka. Razu jednego po ok 3-4 godzinach chodzenia nazbierałem pełen garnuszek jagód i wracając do domu zamyślony i radosny wywróciłem się o korzeń drzewa. Garnuszek się potoczył, ja go podnoszę, patrzę - a pod nim łazi taki wielki granatowy żuk=no kur#wa wielkości pięści chyba. Mówię wam, że był straszny.
Uciekłem do domu, minęło parę lat, dorosłem, skończyłem studia, praca, dom i tak dalej - o całym wydarzeniu powoli zapominałem. Do czasu...
W zeszłym tygodniu idę przez lotnisko na odprawę, patrzę, a tam jakaś kobieta ma walizkę w takim podobnym granatowym kolorze jak tamten żuk z lasu. Tylko wiadomo=walizka była większa i miała kółka a żuk nie. Dacie wiarę? I teraz nie wiem czy to zbieg okoliczności czy przeznaczenie?
Do teraz mi to spokoju nie daje.

Macie też podobne historie?
Obserwuj wątek
    • facettt dva piva 11.08.11, 09:23
      potworski napisał:
      > Do teraz mi to spokoju nie daje.
      > Macie też podobne historie?

      nie mamy
      ale dva piva i bedziesz mial spokoj.
    • allerune Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 11.08.11, 12:18
      nieudolnie przerobiona stara historyjka
      • potworski Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 11.08.11, 13:00
        Która? Daj link.
        • n.michal Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 11.08.11, 16:06
          na forum kobieta pisales to samo tylko elementy zmieniles ale konstrukcja historii bez zmian, zreszta jak ty, caly czas to samo tylko innymi slowami.
          ze ci zycia nie szkoda byc takim gamoniem i nie traktu tego jak obelgi tylko meski sposob wyrazenia bezinteresownej troski.
    • e-no-kolego No jacha, że mamy: 11.08.11, 18:17
      No jacha, że mamy:
      Kiedyś mój dziadek miał siwe włosy a później wyłysiał. Teraz też pokazują się siwe u mnie... czy powinienem zostać kibolem?...Pewnie przeznaczenie, heh.
    • rach.ell Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 11.08.11, 19:19
      a jesli zobaczylbys nad woda wazke a potem spojzal w niebo i zobaczyl helikopter to tez dziwnie bys sie poczul czy to tylko z zukami ci sie przytrafia?:))
    • mariusz-ef Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 11.08.11, 22:24
      oooo...To ja mam taka dziwną historię.

      raz idę do pracy, a w zasadzie do samochodu, bo samochodem jeżdżę do pracy, bo gdybym chciał iść pieszo to jest za daleko. do pracy mam około 8 km. w zasadzie to gdybym wcześniej wstawał to może bym chodził pieszo do pracy (tak, masło jest maślane). ale z drugiej strony, iść 8 km w "garniturowych" butach, to chyba sztuka dla sztuki... no ale mógłbym mieć parę "garniturową" w pracy, a dochodzić w butach sportowych. no właśnie, ale jakie wtedy wybrać - takie do biegania, czy może do trekkingu? załóżmy, że pomijam kwestię butów i jakoś dochodzę, ale czy chodziłbym cały czas, czy tylko w słoneczną pogodę? w zasadzie, to nie lubię słońca, ale uznajmy, że słoneczna pogoda to każda pogoda bez opadów deszczu. piszę o deszczu, bo lubię jak śnieg pada. oczywiście śnieg musi być suchy, bo jak padają te duże, mokre płatki śniegu to tak jakby padał deszcz.... tak więc chyba jednak nie chodził bym pieszo do pracy, bo żeby wcześniej wstać, to trzeba też wcześniej położyć się spać, a ja lubię długo w nocy posiedzieć. moja żona nieszczególnie lubi jak długo siedzę, ale gdybym chodził do pracy to pewnie by nawet mogła to zaakceptować (tylko, że wtedy bym chodził spać wcześniej). jeszcze jedna sprawa - jak chodzę do pracy (w tym przypadku - jeżdżę) to po drodze mijam wysypisko śmieci. w pobliżu wysypiska czasami strasznie cuchnie. oczywiście nie zawsze - sporo tu zależy od kierunku i siły wiatru, temperatury otoczenia - jak jest gorąco to odpady szybciej się rozkładają i cuchnie bardziej, ale zimą smród nie jest tak uciążliwy. swoją drogą to odpady podczas rozkładania się wydzielają ciepło, więc podejrzewam, że na wysypisku zimą jest inna temperatura. gdybym więc chodził pieszo do pracy to pewnie mógłbym takie zależności poczuć na własnej skórze. teraz jeżdżąc do pracy czasami czuję ten smród, ale staram się w okolicach wysypiska jechać szybciej by szybko minąć strefę "skażoną", dodatkowo przestawiam wentylację w aucie tak, by powietrze z zewnątrz auta nie dostawało się do środka. cenię ten mechanizm w samochodzie - przydaje się podczas przejeżdżania nie tylko w okolicach wysypisk, ale również przez dym. smrodu dymy też nie lubię. odkąd rolnicy są postępowi, często palą skoszone siano, albo słomę, albo te badyle z ziemniaków. jeśli o mnie chodzi najbardziej nie lubię smrodu tych ziemniaczanych badyli, potem siana, szczególnie mokrego, a na końcu - najmniej przeszkadza mi dym ze słomy. Nie to, żebym lubił zapach słomy - nie zrozumcie mnie źle. mokra słoma też wali, ze w oczy szczypie (w sensie - palona słoma). fajnie jak jadę z żoną - co prawda nie jeździmy do pracy razem - moja żona dochodzi pieszo do swojego zakładu pracy - raz, że ma blisko, około 250 metrów, to i różne godziny pracy - ona zaczyna o 7:30, a ja zwykle o 10.00 rano. co prawda teraz jeżdżę na 9.00 rano, bo jest okres wakacyjny i mamy wielu pracowników na urlopach, ale jak się skończy, to znowu na dziesiątą będę jeździł. żeby uściślić, to na 10 we wtorki, środy i piątki, a na 9 w poniedziałki, czwartki i soboty. co prawda nie pracuję w każdą sobotę, ale piszę akurat o tych sobotach kiedy pracuję. tak więc w te soboty, gdy mam dyżur, jeżdżę na 9.00 rano. ktoś mógłby napisać, że praca w soboty może być męcząca. na szczęście moja praca daje mi sporo satysfakcji i lubię do niej jeździć. no i w sobotę kończymy wcześniej - pracujemy tylko 6 godzin i nie jest to zbyt wyczerpujące. tak więc może chodziłbym do pracy tylko w soboty i dzięki temu nie musiałbym wcześniej kłaść się spać, bo i tak odespałbym zaległość w nocy z soboty na niedzielę? choć z drugiej strony to problemem mógłby być powrót - wcześniejsze wyjście rano byłoby ok, ale powrót trwałby około 2 godzin - zakładam średnią prędkość podróży pieszej na 5 km/h, ale że chodzę z aktówką, co przy takiej trasie jest trochę niewygodne, bo papiery też ważą, więc daję sobie godzinę ekstra. w zasadzie mógłbym kupić sobie plecak i chodzić z nim do pracy i nosić w nim te wszystkie rzeczy, których potrzebuję, ale w gorące dni lata byłoby mi gorąco w plecy i pewnie pod plecakiem byłbym spocony. no i co zrobić z marynarką - w gorący dzień fajnie ją ściągnąć, ale nieść ją w ręku przez 8 km.... chyba przesada. do plecaka nie wcisnę, bo się pogniecie, no i gdybym miał plecak, to i koszula by mi się gniotła...
      nie, plecak to chyba nieszczęśliwy pomysł.
      dajmy sobie jednak spokój z plecakiem, bo chyba to najmniej ważna sprawa.
      Tak więc, idę raz do pracy, a w zasadzie do samochodu, bo samochodem jeżdżę do pracy, bo gdybym chciał iść pieszo to jest za daleko - jak może pamiętacie, patrzę, a tu przy klatce stoi taka kobieta i patrzy w moim kierunku! co za dziwny zbieg okoliczności, nieprawda?
      przecież, gdybym szedł chwilę później, albo chwilę wcześniej, to ona patrzyłaby, a mnie by tam nie było!
      • jasna_olera Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 11.08.11, 22:41
        :))))))
      • kaja5 Re: mariusz-ef 11.08.11, 22:51

        mariusz-ef
        ty to masz za dużo wolnego czasu.
        tyle sie "naprodukowaleś" a i tak tego nikt nie czyta,
        wiec po co?
        mariusz-ef napisał:
        > oooo...To ja mam taka dziwną historię.
        raz idę do pracy, a w zasadzie do samochodu, bo samochodem jeżdżę do pracy, bo > gdybym chciał iść pieszo to jest za daleko. do pracy mam około 8 km. w zasadzie
        to gdybym wcześniej wstawał to może bym chodził pieszo do pracy (tak, masło je st maślane). ale z drugiej strony, iść 8 km w "garniturowych" butach, to chyba
        sztuka dla sztuki... no ale mógłbym mieć parę "garniturową" w pracy, a dochodzi
        ć w butach sportowych. no właśnie, ale jakie wtedy wybrać - takie do biegania
        czy może do trekkingu? załóżmy, że pomijam kwestię butów i jakoś dochodzę, \ale > czy chodziłbym cały czas, czy tylko w słoneczną pogodę? w zasadzie, to nie lubi
        ę słońca, ale uznajmy, że słoneczna pogoda to każda pogoda bez opadów deszczu.
        piszę o deszczu, bo lubię jak śnieg pada. oczywiście śnieg musi być suchy, bo j
        ak padają te duże, mokre płatki śniegu to tak jakby padał deszcz.... tak więc c
        hyba jednak nie chodził bym pieszo do pracy, bo żeby wcześniej wstać, to trzeba
        też wcześniej położyć się spać, a ja lubię długo w nocy posiedzieć. moja żona
        nieszczególnie lubi jak długo siedzę, ale gdybym chodził do pracy to pewnie by
        nawet mogła to zaakceptować (tylko, że wtedy bym chodził spać wcześniej). jeszc
        ze jedna sprawa - jak chodzę do pracy (w tym przypadku - jeżdżę) to po drodze m
        ijam wysypisko śmieci. w pobliżu wysypiska czasami strasznie cuchnie. oczywiści
        e nie zawsze - sporo tu zależy od kierunku i siły wiatru, temperatury otoczenia
        > - jak jest gorąco to odpady szybciej się rozkładają i cuchnie bardziej, ale zi
        > mą smród nie jest tak uciążliwy. swoją drogą to odpady podczas rozkładania się
        > wydzielają ciepło, więc podejrzewam, że na wysypisku zimą jest inna temperatura
        > . gdybym więc chodził pieszo do pracy to pewnie mógłbym takie zależności poczuć
        > na własnej skórze. teraz jeżdżąc do pracy czasami czuję ten smród, ale staram
        > się w okolicach wysypiska jechać szybciej by szybko minąć strefę "skażoną", dod
        > atkowo przestawiam wentylację w aucie tak, by powietrze z zewnątrz auta nie dos
        > tawało się do środka. cenię ten mechanizm w samochodzie - przydaje się podczas
        > przejeżdżania nie tylko w okolicach wysypisk, ale również przez dym. smrodu dym
        > y też nie lubię. odkąd rolnicy są postępowi, często palą skoszone siano, albo s
        > łomę, albo te badyle z ziemniaków. jeśli o mnie chodzi najbardziej nie lubię sm
        > rodu tych ziemniaczanych badyli, potem siana, szczególnie mokrego, a na końcu -
        > najmniej przeszkadza mi dym ze słomy. Nie to, żebym lubił zapach słomy - nie z
        > rozumcie mnie źle. mokra słoma też wali, ze w oczy szczypie (w sensie - palona
        > słoma). fajnie jak jadę z żoną - co prawda nie jeździmy do pracy razem - moja ż
        > ona dochodzi pieszo do swojego zakładu pracy - raz, że ma blisko, około 250 met
        > rów, to i różne godziny pracy - ona zaczyna o 7:30, a ja zwykle o 10.00 rano. c
        > o prawda teraz jeżdżę na 9.00 rano, bo jest okres wakacyjny i mamy wielu pracow
        > ników na urlopach, ale jak się skończy, to znowu na dziesiątą będę jeździł. żeb
        > y uściślić, to na 10 we wtorki, środy i piątki, a na 9 w poniedziałki, czwartki
        > i soboty. co prawda nie pracuję w każdą sobotę, ale piszę akurat o tych sobota
        > ch kiedy pracuję. tak więc w te soboty, gdy mam dyżur, jeżdżę na 9.00 rano. kto
        > ś mógłby napisać, że praca w soboty może być męcząca. na szczęście moja praca d
        > aje mi sporo satysfakcji i lubię do niej jeździć. no i w sobotę kończymy wcześn
        > iej - pracujemy tylko 6 godzin i nie jest to zbyt wyczerpujące. tak więc może c
        > hodziłbym do pracy tylko w soboty i dzięki temu nie musiałbym wcześniej kłaść s
        > ię spać, bo i tak odespałbym zaległość w nocy z soboty na niedzielę? choć z dru
        > giej strony to problemem mógłby być powrót - wcześniejsze wyjście rano byłoby o
        > k, ale powrót trwałby około 2 godzin - zakładam średnią prędkość podróży piesze
        > j na 5 km/h, ale że chodzę z aktówką, co przy takiej trasie jest trochę niewygo
        > dne, bo papiery też ważą, więc daję sobie godzinę ekstra. w zasadzie mógłbym ku
        > pić sobie plecak i chodzić z nim do pracy i nosić w nim te wszystkie rzeczy, kt
        > órych potrzebuję, ale w gorące dni lata byłoby mi gorąco w plecy i pewnie pod p
        > lecakiem byłbym spocony. no i co zrobić z marynarką - w gorący dzień fajnie ją
        > ściągnąć, ale nieść ją w ręku przez 8 km.... chyba przesada. do plecaka nie wci
        > snę, bo się pogniecie, no i gdybym miał plecak, to i koszula by mi się gniotła.
        > ..
        > nie, plecak to chyba nieszczęśliwy pomysł.
        > dajmy sobie jednak spokój z plecakiem, bo chyba to najmniej ważna sprawa.
        > Tak więc, idę raz do pracy, a w zasadzie do samochodu, bo samochodem jeżdżę do
        > pracy, bo gdybym chciał iść pieszo to jest za daleko - jak może pamiętacie, pa
        > trzę, a tu przy klatce stoi taka kobieta i patrzy w moim kierunku! co za dziwny
        > zbieg okoliczności, nieprawda?
        > przecież, gdybym szedł chwilę później, albo chwilę wcześniej, to ona patrzyłaby
        > , a mnie by tam nie było!
        >
        • qqbek Re: mariusz-ef 11.08.11, 23:02
          Wbrew pozorom niektórzy przeczytali... i przednio się z tego dowcipu dotyczącego autora wątku ubawili:)
          A mariusza znają (te osobniki, w tym i ja) już z innych forów, w związku z powyższym, wysoko cenią jego wypowiedzi:)
          Narracja trochę mi Hrabala przypominała (z tym, że była jeszcze bardziej "soczysta"), tak więc faktem lektury postu imć mariusza-ef jestem w pełni usatysfakcjonowany (bo ja, cholera, Hrabala to lubię:)
      • saraisa Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 16.08.11, 23:23
        no dobra to ja napiszę dla odmiany na temat :))

        kiedyś zdarzyło mi się usłyszeć myśli koleżanki - post factum okazało się, że naprawdę o tym pomyślała, i zdziwiła się, że powiedziała to na głos. ja na to: nie powiedziałaś tego. nigdy sobie tego nie wyjaśniłyśmy.

        mam jeszcze jedną historię.
        kiedyś w trakcie imprezy mieliśmy z trójką znajomych to samo złudzenie - sąsiad opierniczał nas za hałasowanie, ale do żadnego z nas nie docierały jego słowa, zamiast tego widziałam jak jego słowa do mnie płyną w zwolnionym tempie - coś jak naboje w matriksie :D okazało się, że znajomy miał to samo złudzenie. :)
        ale wtedy byłam młoda, to może jakoś inaczej się świat odczuwało. albo alkohol trafiał bardziej do głowy ;)
        • kalllka Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 17.08.11, 10:08
          While what happened at Molina is still in dispute, job displacement because of offshore outsourcing is a fact of life in today's IT workplace. While there are no government numbers that detail its extent, the broad outlines of the story told by the Molina workers should be familiar to other IT workers.

          w unii IT nie potrzebuje paszportu
    • mallwia Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 12.08.11, 01:35
      Dawno temu dziewczynka w czerwonych bucikach spotkała na swej drodze króliczka.Spędziła z nim kila krótkich chwil,przyjemnych.Bawili się w ganianego i chowanego.Po jakimś czasie dziewczynce przyśnił się króliczek,ale był wielki ogromny,przewyższał bydynek wieżowca chodził za nia po mieście jak cień,nie mogła się uwolnić.Obudziła się nie rozumiejąc.Następnej nocy nawiedziły ją ptaki,dziubały ją potwornie i boleśnie.I zrozumiała dlaczego.


      www.youtube.com/watch?v=KAJK0MMo7PU
    • green-chmurka Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 17.08.11, 16:09
      Ja sie boje latac samolotem, ale latam i zawsze przed odlotem walne sobie pare kieliszkow, no i tez rozne rzeczy po pijoku widzialam.
    • baruch71 Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 18.09.13, 16:30
      Moja historia jest również niesamowita ...Co poznaje jakąś kobietę to dzieje się rzecz niesamowita .....Może powiem moją ostatnią świeżą historie .....A mianowicie ...Poznałem kobietę .Zaczęło nam się układać .Miłość niemalże od pierwszego spotkania...Gdy już postanowiliśmy zamieszkać razem ..Nagle zaczęły dziać się różne dziwne wydarzenia ..Np: Moja partnerka, kupiła nowy samochód .Przez 20 lat nigdy nie miała najmniejszej stłuczki .Nagle gdy miała jechać po mnie ,niegroźnie rozbiła auto ...Po tym incydencie .Postanowiłem pojechać do niej sam ...Nagle w jej domu przestał działać piec grzewczy .Było zimno i musiała tymczasowo wyprowadzić się do swojej mamy ...Co wy sądzicie o mojej historii ?
      • six_a Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 18.09.13, 17:10
        jest zdecydowanie mniej niesamowita od mojej, ale dzięki, że się podzieliłeś.
    • six_a Re: Niesamowite historie/zbiegi okoliczności 18.09.13, 17:07
      wchodzę wczoraj na wagę i baterie padły. a weszłam tylko po to, żeby zobaczyć zawartość tłuszczu w cukrze.
      a to są nietypowe baterie, takie okrągłe jak monety, które trzeba w fotograficznym kupywać.
      i co mi ten straszny zbieg chciał powiedzieć?
      do dziś nie wiem.
      od wczoraj do dziś.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka