ansag
18.10.07, 09:02
Mój facet chce głosować na PiS, ja na PO.
Wczoraj o mało co się nie pozabijaliśmy przez to. Wyzwiska, krzyki, wzajemne upokarzanie. Gorzej niż rozwydrzone bachory w przedszkolu.
Niestety M. nie ma właściwie ŻADNYCH argumentów, dlaczego wybrał PiS. Jedyny jego arument to taki, że jego przyjaciel jest w PiS i jest w porządku, co w jego rozumowaniu oznacza, że wszyscy w tej partii są OK. Zamiast porozmawiać ze mną jak człowiek na poziomie, wyśmiewa się z Tuska i ciągle ironizuje o Irlandii. Ja natomiast mam poważne argumenty, dlaczego właśnie PO. Mam nieodpartą chęć porozmawiania z nim o tym, ale na każde moje zdanie, on reaguje zawsze tak samo: "Idź pacyfikować kogoś innego." Zaczyna mnie to wkurzać.
Jak już jakaś osoba wcześniej napisała: "O matko, mój mąż chce głosować na PiS - ale wstyd, chyba się z nim rozwiodę!" - trafne.
My nie jesteśmy małżeństwem, ani nawet narzeczeństwem, ale zastanawiam się czy faktycznie to nie byłoby najlepsze rozwiązanie tej całej sytuacji.