Hej
Tak sie zastanawiam od dluzszego czasu, czy taka praktyka jest wszedzie..
Otoz od jakiegos 1-1,5 roku moj lekarz ginekolog (przyjmujacy prywatnie)
zaczal pobierac oplaty za wystawienie recepty na tabletki, rzucajac tekstem
ze takie przepisy niby weszly (Od razu sobie pomyslalam, ze przeciez to
prywatna praktyka i chyba te 'przepisy' nie musza obowiazywac.Predzej nie
pobieral takich oplat, przychodzilo sie po prostu i prosilo o recepte i po
sprawie.) W kazdym razie dzieje sie tak w przypadku gdy np. po jakims czasie
przyjdzie sie tylko po recepte, a nie na wizyte. Praktycznie w takiej
sytuacji lekarza sie nie widzi, tylko jego personel..a co lepsze, oplata jest
pobierana nie od recepty, ale od ilosci opakowan na recepcie.. Oczywiscie
najlepsze wyjscie w takiej sytuacji to podczas wizyty prosic o recepty np na
pol roku z gory.. ale tak sie zastanawiam czy u waszych lekarzy tez tak jest?
tez wprowadzili takie zmiany? Zastanawiam sie nad tym dluzszy czas, ale jakos
nie mialam okazji nikogo zapytac.. lekarz ma niby dobra opinie, tlumy
pacjentek, ale ze wzgledu na te recepty coraz czesciej mysle o poszukaniu
kogos nowego..
Jak jest u was z tymi receptami?
I moze ktos poleci dobrego ginekologa (najlepiej babke

) w Gdyni?
Pozdrawiam