osieuek
19.03.05, 23:56
Zdarzyło mi się niedawno coś takiego (opisuję od razu razem z interpretacją
zjawiska, jakiej dostarczył ginekolog):
Przez jakieś co najmniej 3 cykle nie dochodziło u mnie do pęknięcia pęcherzyka
jajowego. Rósł sobie, rósł - ale gdy powinna nastąpić owulacja, to nie pękał.
Nie zaobserwowałam wówczas śluzu płodnego, cały czas był "niepłodny",
aczkolwiek w połowie cyklu zanotowałam typowy skok temperatury, no i cykle
były normalnej długości, z normalną miesiączką. Różnica tylko taka, że ten
nieszczęsny pęcherzyk oklapywał trochę na czas miesiączki, a potem znowu rósł
i znowu nie chciał pęknąć. Za czym urósł do na tyle sporych rozmiarów, że
zaczęło mnie to boleć i z tego powodu udałam się do lekarza. Do postawienia
ostatecznej diagnozy doszło po kilku wizytach i obserwacjach na USG w różnych
fazach cyklu, toteż sądzę, że jest ona prawidłowa.
I teraz moje (być może głupie) pytanie: Czy taki przerośnięty pęcherzyk mógłby
sobie pęknąć w dowolnym momencie? Jeśli tak, to czy wypuściłby jajeczko zdatne
do zapłodnienia? Czyli czy w takim przypadku możliwa jest owulacja w
nieprzewidzianym terminie?
Muszę się podedukować na temat działania poszczególnych hormonów w cyklu, bo
gdybym to wiedziała, to najprawdopodobniej miałabym gotową odpowiedź na moje
pytanie. Tymczasem jednak proszę osoby bardziej kompetentne o oświecenie mnie.
Na mój rozum - przeciwko tezie o możliwości nieprzewidzianej owulacji
przemawia fakt, że pozostałe aspekty cyklu (temperatura, miesiączka)
funkcjonowały typowo. Czyli, jeśli podniosła mi się temperatura w 2. połowie
cyklu, to znaczy, że działa już jakiś hormon, który raczej uniemożliwia
owulację. (Proszę wybaczyć, jeśli napisałam jakąś bzdurę.)
Bardzo uprzejmie proszę o wszelkie wyjaśnienia, jak to właściwie jest?