i już nic nie wiem.
biorę logest od pół roku. Od jakichś 2 m-cy bardzo źle się czuję. Internistka
powiedziała, że mam klasyczne objawy nerwicy wegetatywnej. Ktoś inny natomiast
upiera się, że to od pigułek. Owszem, większość objawów, jakie mam, są
wymienione jako środki uboczne, ale powiedzcie mi skąd ja do jasnej ciasnej
mam wiedzieć, czy to kwestia pigułek czy nerwicy? Czy powinnam odstawić je czy
nie? Czy skutki uboczne mogą się pojawić po kilku miesiącach stosowania?
Bo tak generalnie to myślę o zmianie logestu - wydaje mi się, że jest dla mnie
za "słaby" - wciąż czuję jajniki - taki normalny cykl jak bez tabsów, tylko
ból przytłumiony. No i suchość i libido ekhm. Z pięćdziesiątej czwartej strony
nie bardzo mam ochotę na hormonalne eksperymenty. No nic, jutro gin - pogadam
z nim, ale mówię Wam - zgłupiałam