Gość: oszołomobójca
IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl
17.01.04, 15:29
Czasami, juz podczas lektury "Hebanu", zastanawiala mnie slaba znajomosc
przedkolonialnej historii Afryki u Kapuscinskiego. Niby nie robi on bledow co
do faktow, ale kresli czesto jakis nieprawdziwy obraz. Kapuscinski jest
mistrzem opisu aktualnej rzeczywistosci i jej interpretacji, widac ze
znakomicie zapoznal sie z historia i kultura Azji, ale Afryka u niego kuleje.
Tak samo w tym odcinku "Podrozy z Herodotem". Wyobraza sobie dawna Afryke
jako kontynent bez wladzy, pamieci historycznej, panstw, miast, bez
dalekosieznego handlu. A w tym odcinku dodatkowo rozciaga wyobrazenie
rozbitej na male, jednowioskowe plemiona, strefy lasow deszczowych na caly
kontynent. Gdy tym czasem owa "dzungla" kongijska jest raczej nietypowa w
skali kontynentu, skoro wiekszosc jego terenu to luzne, suche lasy, sawanny i
pustynie, slowem - tereny otwarte.
Tymczasem nawet w Kongo istnialy kiedys potezne panstwa. Jedne silnie
scentralizowane i centralnie administrowane - jak krolestwo Konga ktore
nawiazalo stosunki dyplomatyczne z Portugalczykami i zostalo przez nich w
koncu zniszczone. Inne przypominajace luzne konfederacje - ale panujace na
tysiacach kilometrow kwadratowych (jak Lunda). Nawet te luzne wspolnoty
oszalamialy europejskich poslow potega, porzadkiem i kultura swoich dworow i
stolic - na miare, rzecz jasna, technologicznego zacofania, jakie bylo
udzialem Afryki. Dwory krolewskie "rozsiewaly" taka sama kulture polityczna,
ideologie i sztuke setki kilometrow wokol, tak wiec Afryka nie byla az tak
zatomizowana na malutkie "zagubione w dzungli" spolecznosci, jak moznaby
wywnioskowac z tekstu Kapuscinskiego. Tradycja historyczna niektorych panstw
i ich dynastii (jak kongijskie Bakuba) siega setki lat wstecz. Szlaki
handlowe przecinaly kontynent z zachodu na wschod i z "gory na dol", a ci co
podazali z karawanami musieli widywac cos wiecej niz tylko swoich sasiadow.
Fakt ze obok poteznych krolestw, istnialy malutkie wspolnoty rodowe, wioskowi
kacykowie na zadupiu, ale nic nie jest tak proste jak to przedstawil mistrz
reportazu (pisze to z podziwem a nie sarkazmem) pan Kapuscinski.
Obraz "innej Afryki" - kontynentu z przeszloscia - wyziera czasem na
kartach "Hebanu". A to wykute w skale koscioly w Lalibeli (Etiopia), a to
palac krolewski i tradycje panstwowe w Ugandzie. Ale kloca sie z generalna
teza ksiazki - oparta o wcale nie budujacy obraz syfu i calkowitego rozpadu,
jaki dzis kontynent ten przedstawia. Obraz tego syfu znacznie lepiej rozumie
sie majac przed oczami stan trwajacego setki lat plemiennego rozbicia i
plynnosci spolecznej (brak korzeni i potrzeby panstwa) - ale takie
wyjasnienie nie jest do konca prawdziwe. Nie wszedzie i nie zawsze Afryka tak
wygladala... Przyczyny lepiej upatrywac w przerwaniu naturalnej ewolucji
afrykanskich spoleczenstw i zbudowaniu nowoczesnych panstw w oparciu o aparat
kolonialny, z ktorym nikt sie nie identyfikuje, a pozniej - w oparciu o
importowane z Europy ideologie - i to czesto te glupie, np. komunizm. Jak
biali sobie poszli, a oszolomskie rezimy zaczely padac - wszystko rozpadlo
sie jak domek z kart, drogi zarosly dzungla, rurociagi i fabryki zardzewialy,
tylko kalasznikowy obslugiwac sie doskonale nauczyli...