Dodaj do ulubionych

Houellebecq

11.02.04, 22:08
(uff, mam nadzieje, ze dobrze napisalam to piekielne nazwisko :-)

Przejrzalam watki, ale nie znalazlam dyskusji o jego CZastkach elementarnych.
Za to z jednego watku wynika, ze niektorym podoba sie ta jego ksiazka.
Wlasnie ja przeczytalam i chetnie bym i niej porozmawiala, mimo ze bardzo mi
sie nie podoba.

Co mi sie nie podoba:

1. mieszanie epiki z jezykiem z naukowej broszury
2. usatwiczne wyglaszanie sentencjonalnych pogladow na zycie, mezczyzn,
kobiety, samotnosc, charakter ludzkich zwiazkow itepe.
3. defetyzm, ponuractwo, pesymizm, malowanie wszystkiego w czarnych barwach
4. "naukowo uzasadniona" zgoda na skrajny egoizm (Bruno opuszcza swoja
kochanke Christiane, kiedy ta zostaje inwalidka, a ona nawet nie ma o to do
niego zalu, bo rozumie, ze nie ma sensu byc z kaleka, i zdyscyplinowanie
popelnia samobojstwo)
5. co za tym idzie, robienie z mezczyzn hurtowo emocjonalnych kalek,
nieszczesnikow niezdolnych do milosci, a z kobiet czynienie maszyn do uczuc,
glupawe gloryfikowanie kobiet
6. i cos, z czym zetknelam sie pierwszy raz - absolutnie dretwe i sztuczne
sceny seksualne, jak gdyby wygenerowane z komputera, bez wczucia, bez emocji,
bez odrobiny autentycznosci.
7. zajadla, czesto obsesyjna krytyka wszelkiej lewicy, wrzucanie lewicy do
jednego wora, karykaturalne przedstawienie ludzi, ktorzy intereseuja sie
duchowym rozwojem jako satanistow, pedofili i pozeraczy galek ocznych
wydlubanych wlasnorecznie dzieciom.

Powiesc trafia w zapotrzebowanie na integracje do literatury tematow i dysput
zwiazanych z genetyka. Wedlug mnie jest nie do zniesienia. Kilku moich
naiwnych kolegow i kolezanki wprawila w depresje. Ale ma jeden zdecydowany
plus: po jej przeczytaniu i odlozeniu swiat wydaje sie pieknym, cieplym,
serdecznym miejscem pelnym ludzi m.in. w srednim wieku, ktorzy nie definiuja
sie poprzez swoje nie calkiem juz gladkie cialo, nie maja seksualnych
obsesji, nie sa emocjonalnymi kalekami i nie uwazaj, ze w zyciu i w
spoleczenstwie najwazniejszy jest haploidalny rozwoj gamet lewoskretnych i
to, co Niels Bohr mial na ten temat do powiedzenia.

Ciekawa jestem co wy na to.

Pozdrowienia
Roza
Obserwuj wątek
    • Gość: zosia Re: Houellebecq IP: *.kabelA.oprit.rug.nl 12.02.04, 12:36
      czesc,
      przeczytalam "czasteczki elementarne" kilka miesiecy temu, zaitrygowala mnie i
      mysle, ze taki byl jej cel. Pseudonaukowe wywody przeplatane niesmacznymi
      scenami, rodem z filmow pornograficznych -mysle, ze wlasnie dzieki tym opisom
      autor chcial zwroic uwage na swoja ksiazke, i to mu sie udalo. Zaszokowac,
      sklonic do myslenia - ale nie jest to najlepszy sposob. Za malo tutaj
      filozofii, za duzo seksu.
      Niedawno przeczytalam kolejna pozycje Houellebecqa "the platform" (nie wiem czy
      juz ukazala sie w Polsce) - i tutaj dokladnie widac jak wpadl we wlasna
      pulapke. Niestety za bardzo zalezy mu na popularnosci (poczytnosci) - powiesc
      traktuje o turystyce seksualnej - znowu 2 strony powazniejszych rozmyslan
      rozdzielone sa 30 stronami opisow orgii seksualnych.
      Jetem lekko rozczarowana, ale zgadzam sie z Toba, ze po lekturze jego ksiazek,
      na swiat patrzymy z zachwytem.
      pozdrawiam
      • rozaola Re: Houellebecq 12.02.04, 14:14
        Zosiu, mnie sceny seksualne same w sobie nie przeszkadzaja w literaturze, jesli
        sa napisane dobrze, z iskra, fantazja, odwaga, wyczuciem itepe - ale u H. to ma
        urok walenia mlotem w sciane. Co do teorii pseudonaukowych - nawet gdyby one
        byly nie pseudo-, a naprawde naukowe, to i tak sa wedlug mnie zbyt nachalne, z
        calej powiesci przebija jakies natretne moralizatorstwo, juz to naukowe juz to
        socjologiczne.

        Pozdrawiam
        Roza
    • braineater Re: Houellebecq 12.02.04, 14:26
      Z jednej strony zachwyt a z drugiej poczucie, że ktoś mnie, czytelnika próbuje zrobić w wała. Czytałem tą książkę nie potrafiąc wyzwolić się z nachalnych skojarzeń z "Filozofią w Buduarze" boskiego markiza. I tak, jak u de Sade'a monotonia opisów sexualnych przeważyła nad ładunkiem filozoficznych tak i Houllebecqu'e zbytnio skupia się nad tą sferą życia. Ale z drugiej strony są "Cząstki" jednym z najlepszych zapisów świadomości końca XX wieku, rewelacyjnie podsumowującym całkowite zobojętnienie świata na pozegoistyczne aspekty ludzkiego życia i doskonale opisuje zasadę rządzącą wspólczesną mentalnościa - 3P - pożreż, popić, popierdolić. I właśnie z tego względu, wydaje mi się, że za kilkanaście lat może to być tekst tak klasyczny jak zbrodnia i kara czy powieści Andre Gide'a. Co może się nam niezbyt spodobać...
      • rozaola Re: Houellebecq 12.02.04, 15:34
        Witaj braineaterze, liczylam na to, ze sie odezwiesz.
        Ale czy sam zapis swiadomosci juz kwalifikuje te ksiazke do wartosciowej
        literatury? Taki Varga w Polsce tez zapisuje (niestety) swoja swiadomosc,
        podobnie jak jakis pan, ktorego Zdanka w dyskusji o wspolcezsnej prozie
        polskiej zacytowala obficie kilka razy pod rzad (bylo tam cos o bibkach,
        prostytutkach, ulicach Lodzi itepe, o ile pamietam). Przeciez nie tylko H.
        martwi sie, ze przyjela sie zasada trzech P.
        Mnie by sie rzeczywiscie niezbyt podobalo, gdyby to mial byc tekst klasyczny,
        ale nie obawiam sie, bo sadze, ze nie bedzie.
        Pozdrowienia
        Roza
        • braineater Re: Houellebecq 12.02.04, 16:46
          Zapomniałem wspomnieć o jednej bardzo ważnej cesze tego textu - bezwzględnej szczerości i bezkompromisowości, która stanowi chyba jego główną wartość. Bo sam opis, jak wspominasz i z czym się zgadzam, oczywiście nie wystarcza. Udaje się też Panu H. uciec przed zbanalizowaniem tego problemu, co nie udaje się Vardze. Diagnozy H. są brutalne ale szczere i pobudzają czytelnika do zastanowienia się nad obrazem świata zachowanym w ksiązce. No i, kontynując porównanie H. z Dostojewskim, nie ucieka w tani happyend jak w zbrodni i karze - Miłośc, miłośc Uber alles - tylko pokazuje, że te tendencje będą się namnażać i patologizować. Stąd jak dla mnie wynika przekonanie o wielkości tego tekstu, pomimo wszystkich jego wad, które sama zresztę wymieniłaś.
          • Gość: Zdanka Re: Houellebecq IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.04, 17:32
            Hmmm...Generalnie,ja ten tekst czytałam zaraz po wydaniu w Polsce i
            jednocześnie z "Pianistką",co nie było dobrym zestawieniem ,a niewątpliwie
            optymistycznie do życia nie nastawiało.Aby sensownie tu coś zanalizować
            powinnam "Czątki..." przeczytać jeszcze raz,ale nie mam na to obecnie czasu.To
            co pamiętam,to niewątpliwie atmosfera dość przytłaczającej wegetacji,bo trudno
            to nazwać życiem...To nie jeśt świetny tekst,ale broni się -więcej tam plusów
            niż minusów...Przyszło mi jednak do głowy,że wcześniej pojawił się we Francji
            taki rozreklamowany knot niejakiego Collarda"Płowe noce",który to był formalnie
            zupełnie inny(tematycznie też),ale jakoś mi się ze światem "Cząstek"
            sumuje.Takie życie z dnia na dzień,seks bez miłości,ogłupienie i
            zmechanizowanie...Z Dostojewskim Houllebecqua nie zestawiłabym raczej,bo
            Dostojewski właśnie był do bólu szczery,"Cząstki" są szczere na tyle,na ile
            pozwala być szczera kultura "szczerze" manipulująca obrazkami i uczuciami...

            Co do kwestii braku uczuć,myślę,że to akutat jest w narracji "Cząstek..."
            świadome(podobnie jak w zachowaniach postaci)- oni mają,wg mnie,działać jak
            ludzie,którzy dawno żyją już bez żadnych nakazów czy zakazów,ale zachowały się
            jeszcze szczątki dawnych form i one są maechanicznie realizowane (wątek z
            odejściem po wypadku,naiwnymi tłumaczeniami swojego postępowania)

            Fakt- sporo tam sloganów,takiego naiwnego teoretyzowania ,ale myślę,że tu
            właśnie kłania nam się brak warsztatowy pisarza.Po prostu ta książka wyszła za
            szybko i bardziej interesował go temat niż niedoróbki formalne,a to jest błąd i
            minus dostrzegalny dla każdego...

            W sumie tematyka jest dużym plusem książki.Forma zostawia sporo do
            życzenia.Chociaż właściwie powinnam zadać takie pytanie.O czym właściwie ta
            książka jest dla WAS? dla mnie o kilku rzeczach i trochę jak galimatias wielu
            rzeczy -,a przede wszystkim człowiek i moralnośc czymkolwiek jest ,lecą na łeb
            na szyję w dół...Ale ,tak sobie myślę,że wielu pisarzy potrafiło to pokazać z
            mniejszymi fajerwerkami i bardziej przekonująco niż H.Może trzeba poczekać ,co
            dalej?Jeśli jego koleja książka będzie taką katastroficzną spełniajacą się
            prognozą ,to chyba będziemy mieć przykład kolejnego pisarza uwiężionego w
            konwencji,,,
            • luper Re: Houellebecq 12.02.04, 19:03
              Cząstki czytałem zaraz jak sie ukazaly,i o ile wtedy zrobily na mnie spore
              wrazenie,to teraz wspominam je kiepsko.szczegolnie przypomina mi sie ten
              pesymizm, a la nastolatek ktory sie naczytal za duzo egzystencjalistow i teraz
              sie podnieca ze zle jest.druga rzecza ktora mi sie przypomina to smieszna sceny
              w stylu wyglaszanie programowo smutnych tez o tym ze sie swiat wali przy
              obiadku.
              co mi sie podobalo:podjety temat,uchwycenie NIEKTORYCH zjawisk ktore zachodza w
              swiecie(tyle ze nieco wyolbrzymionych:),krytyka tego co sie podzialo z
              pierwotnymi idealami 68(tyle ze warto by bylo napisac tez o tym jaka tragedia
              by byla gdyby 68 nie bylo).
              aha i te sceny sexu w kontekscie powiesci byly dobrze opisane,wlasnie dzieki
              tej "mechanicznosci"(?).
    • Gość: Jan A mi się podobało IP: *.dclient.hispeed.ch 16.02.04, 00:20
      Tzn. nie była to przyjemna lektura, wręcz przeciwnie, ale na pewno ciekawa.
      Nie wiem, jak można byłoby napisać wesołą książkę o samotności, wyobcowaniu,
      życiu jak przemierzające przestrzeń cząstki elementarne.

      Sceny seksualne są męczące, bo taki jest ten seks - trochę gimnastyki i
      ucieczka przed uczuciem, przed związkiem. Gdyby te sceny były namiętne, książka
      byłaby o czymś innym.

      I rzadka we Francji, prowokacyjna krytyka "ideałów" roku '68. Dziś rządzi
      pokolenie soixante-huitardów, więc był to kij w mrowisko. O spustoszeniu
      wyrządzanym przez antyautorytarne wychowanie, gdy rodzice podporządkowują się
      dzieciom, bo nie wiedzą czego chcą, a najbardziej chcą mieć święty spokój i
      patrzyć się we własny pępek.

      H. pisze też wiersze, spotkałem się w jego przypadku z określeniem "deprymizm".
      Ale czy musi być wesoły? Baudelaire był dekadencki i co?

      Platformę miałem, ale nie chciało mi się za dużo czytać - jednak zbyt podobna.

      A czemu nie "jezyk z naukowej broszury"? Świat dziś myśli tym językiem. Kiedyś
      (prawie sto lat temu) futuryści wprowadzili do poezji lokomotywy i aeroplany,
      jakoś przeżyliśmy. Przed laty John Updike napisał wiersz o neutrinach:
      www.phys.psu.edu/~cowen/poetry/cosmic-gall.html
      Tyle, że stwierdzenie "They have ... no mass and do not interact at all"
      okazało się nieprawdziwe.
      Nie widzę problemu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka