Dodaj do ulubionych

Odnośnie Pilcha: do Jakobe

18.04.04, 23:17
Dużo gadaliśmy ostatnio... dyskusja utknęła na niczym, jak to zawsze bywa w
podobnych sprawach. Dla mnie Pilch jest jak już powiedziałem krzykiem
rozpaczy utalentowanego człowieka, który koniecznie chce być wielkim
pisarzem. Ta... moje to zdanie. Dla mnie wielkim nie jest, choć nie znaczy,
że nie zostanie. Nie tacy dostawali Nobla za Herberta. Czy jestem złośliwy?
Prawda zazwyczaj ma taki posmak.

Ale... niech tak zostanie, że Pilch wielkim pisarzem jest.

I znowu do komparatystki powracam, jeśli mogę użyć tego lemowskiego
określenia. Weźmy prozę Janka Himilsbacha. Czy ta prostota odkryć zwykłych
rzeczy nie poraża geniuszem? No, może przesadziłem z tym geniuszem, ale ja
naprawdę nienawidzę snobów i bufonów, więc prosto z mostu walę i sadystycznie
pastwię się nad wyrobnikami, którym zamarzył się Olimp. Tak! Dla mnie Janek
większym i lepszym "poetą" jest od Pilcha. Otóż pan Janek jest autentyczny.
Ma to coś. Nie udaje nikogo. Nie puszy się (jak mawiał Witkacy) na pisarza
namber łan. Pilch to jest literat. Może i wybitny, ale tylko literat.

To tyle tytułem wstępu.
Obserwuj wątek
    • solfuga Ja nie Jakobe 19.04.04, 01:28
      Tak! Pan Janek był artystą!
    • Gość: adas Też nie Jacobe IP: 212.244.195.* 19.04.04, 01:50
      Raz już wtrąciłem się w wasz spór. Tak już to jest, wyrzucą drzwiami to wrócę
      oknem. Jest na forum taki wątek o "Mieście utrapienia", o dziwo niezbyt
      pozytywny dla Pilcha. Ale nawet tam panuje przekonanie o
      znaczeniu "Bezpowrotnie utraconej leworęcznosci". Ja bym jeszcze
      bronił "Tysiąca spokojnych miast", choć to powieść nierówna. Obok frapujących
      zdań pojawiają się kompletne pomyłki, a zakończenie przynosi raczej
      rozczarowanie niż satysfakcję. Tak jakby Pilch tracił impet z każdą stroną.

      P.S. Nie wiem czy Pilch przeczytał więcej niż Gombrowicz. Ironicznie, Pilch ma
      przewagę nad Gombrowiczem ponieważ przeczytał dzieła konkurenta (bodaj w
      całości), czego Gombrowicz nie zrobił, bo i nie mógł.
    • Gość: adas Nawet nie Jakobe IP: 212.244.195.* 19.04.04, 02:17
      Dla mnie Pilch jest jak już powiedziałem krzykiem
      > rozpaczy utalentowanego człowieka, który koniecznie chce być wielkim
      > pisarzem.

      No coż, chyba każdy gryzipiórek chce być wielkim. To takie zboczenie zawodowe
      pisarzy, jak i wszystkich ludzi. Szczególnie zagrożeni są nim jednak, jak im
      tam, artyści. Nie wyłączając Gombrowicza. Kwestią sporną jest kto tą wielkość
      osiąga, a kto nie. To już nasza, czytelników i nieszczęsnych krytyków, działka.

      • karol.mojzesz Gombrowicz 19.04.04, 07:20
        Jeszcze odnośnie Gombrowicza. Dając go za wzór dobrego pióra, mam na myśli
        jego "Dzienniki". Inne jego dzieła, nie przekonują mnie (oprócz "Ferdydurke"
        i "Kosmosu") dziś tak jak dawniej.

        W.G. zaistniał tak naprawdę na kilka lat przed śmiercią. Pilchowi pomagają już
        za życia koledzy z różnych redakcji i koteria od wręczania nagród. Szymborska
        dostaje Nobla za kogoś innego, któremu brakowało na lekarstwa itepe itede.
        Można jeszcze kilka nazwisk dorzucić. Całe wydawnictwa nastawione są na
        promowanie "odpowiedniej" literatury.

        Jest to jednak różnica - chcieć być wielkim i nim być, a takim, który chce być
        wielki, a niekoniecznie jest. Dzisiaj napisać książkę to już nie sztuka.
        Wszyscy piszą - aktorzy, baletmistrze i analfabeci. Kapuściński twierdzi, iż
        napisanie to 20% sukcesu. Reszta, tj. 80%, to sprawa marketingu.
    • jakobe.mansztajn Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 20.04.04, 15:13
      Drodzy Forumowicze, drogi Karolu.Mojżesz, chcę powiedzieć, że przykro mi
      niezmiernie. Przykro, bo najmniejsza nawet jaskółka nie wróży byśmy w naszej
      dyskusji dojść mieli do porozumienia. A niezmiernie, bo w swojej naiwności
      uparcie na to liczyłem. W naszej dyskusji starałem się nie narzucać, nie pluć,
      nie obrażać, nie negować. I istotnie: nie narzucałem, nie plułem, nie
      obrażałem - a przynajmniej nie czyniłem tego celowo, a jeśli negowałem, to
      tylko ze szczytnej konieczności prostowania nieprawdy. Przy pomocy dozwolonych
      środków perswazji centralnej próbowałem zachwiać nieporuszalną nieomylnością
      garstki tutejszych forumowiczów. Lecz na ile skuteczne okazały się te próby,
      niech drodzy forumowicze sami ocenią. Na moje oko - skuteczne jak "ani trochę".
      Niestety - nieomylnością tutejszych gawędziarzy chwiać niepodobna. I tu właśnie
      tkwi diabeł pogrzebany, wszak wiedzieć trzeba, że ta przesadna pewność siebie
      to nic tylko diabeł w ludzkim przebraniu, a ten jak wiecie na wodę święconą
      nawet się uodpornił.

      Lecz może to nie forumowiczów zbytnia pewność, a moja poplątanie winne? Może to
      ja perswadowałem niezbornie, stąd i to całe nieszczęście? Dla jasności powtórzę
      zatem raz jeszcze, lecz teraz krócej, prościej i - by okazję do powtórnego
      zamieszania częściowo okiełznać - w punktach:

      1) Pisząc o legendach miałem na myśli: W swych doraźnych sądach ludzie
      ograniczeni są perspektywą teraźniejszości, stąd wyjątkowo często ulegają
      magicznemu wpływowi aktualnych a peryferycznych zjawisk pod postacią, np.
      działających obecnie trendów. W związku z powyższym i w oparciu o dodatkowe -
      nie tak wydumane jednak - założenie o istnieniu powszechnej wśród ludzi
      tendencji do pozytywnego myślenia o sobie (a więc także, albo przede wszystkim
      posiadania zawsze racji), śmiałem w domyśle twierdzić, iż tutejsi forumowicze -
      wszak są ludźmi - nie zawsze, a raczej niezmiernie rzadko dopuszczają do swej
      świadomości myśl, że być może ulegają wpływom takich właśnie magicznych mocy,
      albo że w tej ich przesadnej pewności siebie brakuje pokory, albo wreszcie, że
      plotą jak poparzeni trzy po trzy.

      2) Pisząc o miarach miałem na myśli: Ważenie rzeczonych panów nie ma
      najmniejszego sensu. Gombrowicz to formalista, Pilch zaś - sentymentalny
      treściowiec.

      3) Pisząc o gerberach miałem na myśli: Krasicki wcale nie był niespełna rozumu,
      a Pilch nie opiewając gerberów, wcale tym samym nie zaświadczył, że na
      gerberach sie nie zna, albo że gerbery nie spędzają mu snu z powiek.

      4) Pisząc o brodzeniu Pilcha w filozofii miałem na myśli: Pojęcia najmniejszego
      żaden z nas nie ma co któremu z rzeczonych po (a raczej "w") głowie
      chodziło/chodzi, bo to sfera -uwierzcie mi- z zewnątrz niedostępna.

      5) I jedno na koniec pytanie: kto to grafoman u licha?


      pozdrawiam Romana z Sieradz
      • jakobe.mansztajn sprostowanie 20.04.04, 15:31
        przepraszam, rzecz jasna nie o Romana z Sieradza chodzi, a o Radosława z tegoż
        miasta ;)
      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 20.04.04, 16:11
        Przepraszam, ale ja nic do Ciebie nie mam. Rzecz tyczy tylko Pilcha. Nota bene
        lubię go jako faceta. To, że nie wytrzymuje dla mnie porównania z Himilsbachem
        albo z Jerofiejewem, to widać mój problem. Problem literatury.

        > 1) Pisząc o legendach miałem na myśli: W swych doraźnych sądach ludzie
        > ograniczeni są perspektywą teraźniejszości,


        Zgoda! Ale co z tego? Mam mówić, że Pilch lepszy jest od Czechowa? Bo na
        bezludną wyspę zabrałbym książki tego drugiego. Chociaż, gdyby przypadkiem były
        tam Pilcha pozycje, nie wykluczone, że zakochałbym się w nich w try-miga.


        > stąd wyjątkowo często ulegają
        > magicznemu wpływowi aktualnych a peryferycznych zjawisk pod postacią, np.
        > działających obecnie trendów.

        Sorry, ale co to są te "peryferyczne"? Jeśli już, to jestem pod wpływem
        klasyki, a może instynktu, który podpowiada mi, co jest szlachetniejsze.

        > W związku z powyższym i w oparciu o dodatkowe -
        > nie tak wydumane jednak - założenie o istnieniu powszechnej wśród ludzi
        > tendencji do pozytywnego myślenia o sobie (a więc także, albo przede
        wszystkim
        > posiadania zawsze racji), śmiałem w domyśle twierdzić, iż tutejsi
        forumowicze -

        No to kto ma rację? Przecież my dyskutujemy o gustach. Ja Ci walę prosto, co
        sądzę o Pilchu. I staram się jakieś argumenty podać.

        > wszak są ludźmi - nie zawsze, a raczej niezmiernie rzadko dopuszczają do swej
        > świadomości myśl, że być może ulegają wpływom takich właśnie magicznych mocy,
        > albo że w tej ich przesadnej pewności siebie brakuje pokory, albo wreszcie,
        że plotą jak poparzeni trzy po trzy.

        Nie, no trochę przesadziłeś. Po prostu ktoś lubi bardziej Iksa od Pilcha i może
        to wyrazić na forum. Ja nie widzę Pilcha w roli klasyka.
      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 20.04.04, 16:58
        Znowu ja, odnośnie fragmentu:

        > Drodzy Forumowicze, drogi Karolu.Mojżesz, chcę powiedzieć, że przykro mi
        > niezmiernie. Przykro, bo najmniejsza nawet jaskółka nie wróży byśmy w naszej
        > dyskusji dojść mieli do porozumienia.

        Ale do czego mieliśmy dojść? Ty mnie lubisz, ja Cię lubię, ale spieramy się.

        > A niezmiernie, bo w swojej naiwności
        > uparcie na to liczyłem. W naszej dyskusji starałem się nie narzucać, nie
        pluć,
        > nie obrażać, nie negować.

        Pluć nie wolno. Tzn. można, ale trzeba za to odpowiadać. Ja nie pluję. O Pilchu
        wyraziłem się nieźle, niezły literat, kapitalny facet, ale, że klasyk?


        > I istotnie: nie narzucałem, nie plułem, nie
        > obrażałem - a przynajmniej nie czyniłem tego celowo, a jeśli negowałem, to
        > tylko ze szczytnej konieczności prostowania nieprawdy.

        Fajnie zabrzmiało: "szczytnej"? A ja z jakiej polemiki (planety) się urwałem?

        > Przy pomocy dozwolonych
        > środków perswazji centralnej próbowałem zachwiać nieporuszalną nieomylnością
        > garstki tutejszych forumowiczów.

        Już wiesz, że się mylimy?

        > Lecz na ile skuteczne okazały się te próby,
        > niech drodzy forumowicze sami ocenią. Na moje oko - skuteczne jak "ani
        trochę".

        Skąd wiesz?

        > Niestety - nieomylnością tutejszych gawędziarzy chwiać niepodobna.

        Ty znowu wyroki wydajesz.

        > I tu właśnie
        > tkwi diabeł pogrzebany, wszak wiedzieć trzeba, że ta przesadna pewność siebie


        Jakobe!!! Jaka pewność???

        > to nic tylko diabeł w ludzkim przebraniu, a ten jak wiecie na wodę święconą
        > nawet się uodpornił.

        Cześć.

    • jakobe.mansztajn od Jakobe 22.04.04, 11:16
      Karolu, perspektywa teraźniejszości w tym mianowicie nas ogranicza, że często
      nie pozwala wyjść poza to, co jest dane obecnie, a obecnie - do czego
      nieudolnie piłem - krytyka Polska w zachwytach się rozpływa nad Gombrowiczem
      (co zresztą w pełni jest uzasadnione), a na Pilchu ostatnie z zapchlonych psów
      wiesza (co już tak dobrze uzasadnione nie jest, tutaj bowiem za narzędzia
      krytyki służą rzeczone zjawiska peryferyczne, które zresztą nie tyle nawet spod
      piór krytyków twórczości Pilcha wychodzą, ile spod piór krytyków jego samego).
      Lecz jakby tego było mało, ta afektywno-krytycka dychotomia znajduje niemal
      literalne odzwieciedlenie w postawach tutejszych forumowiczy. Przypadek?
      Jeśliby uznać kolejny psychologiczny truizm powiadający, iż ludzie to w gruncie
      rzeczy poznawcze nieroby, które nader rzadko same formułują wypowiadane przez
      siebie wnioski, a jedynie powtarzają zasłyszane i te raczą przyjmować jako
      swoje, to to już nie daje się mocą żadną włożyć w ramy zwykłej przypadkowości,
      a wtedy ostateczny wniosek, iż to, co się tu mówi, to nic tylko echo nie-
      merytorycznego ("peryferyczne" w teorii komunikacji znaczy tyle, co "nie-
      merytoryczne"), ataku na samego Pilcha, narzuca się sam, jako logiczna,
      a raczej psychologiczna konsekwencja natury człowieka, a więc i natury
      tutejszego forumowicza. Ostatnią zaś konsekwencją tego stanu rzeczy jest obecny
      stan rzeczy, rzecz się bowiem nie o dowolność krytyki rozchodzi, ale o jej
      merytoryczne uzasadnienie, a z tym - jak sam już pewnie zauważyłeś - nie jest
      tutaj najlepiej.

      Karolu, to odwieczna pewność sądów kategorycznych! :)

      A czy klasyk, czy nie, to już nie rzecz gustu, ale odpowiedniej stylistyki jaką
      operuje autor, a tej w wątpliwość poddawać nie należy. Inaczej możnaby księdza
      święceń pozbawiać, gdy ten nam nie w smak, albo poety bycia poetą, gdy ten
      gerberów nie opiewa. Jeśli zaś o to drugie znaczenie "klasyka" idzie, to tu
      rozstrzygać niepodobna, bo czy klasyk, czy nie to nie na dzisiejsze czasy
      sprawa, bo i klasykiem przecież nie od razu się zostaje, tak jak nie od
      razu literatura klasyczna została klasyczną. Ja bym z wyrokiem zaczekał.

      Cześć
      • sharleena Re: od Jakobe 22.04.04, 11:35
        a obaj PT Panowie rozmawiają zdaje się o 'de gustibusie' czyli o czymś, o czym
        się nie powinno i finału nie będzie.
        serdecznie pozdrawiam i wolę twórczośc pana Jana H.
        • karol.mojzesz Re: od Jakobe 22.04.04, 12:10
          Tak, my o gustach. Ale przecież po to jest to FORUM!
      • Gość: adas Re: od Jakobe IP: 212.244.195.* 22.04.04, 13:47
        Dobrze piszesz, pewnie i prawdziwie. Czy jednak "zasada człowieka - nieroba"
        odnosi sie tylko i wyłącznie do Pilcha czy ma uniwersalne zastosowanie? Może
        biedny człowieczek siedzi przed telewizorem i widzi Gombrowiczem obwieszony
        płot - galerię, i myśli sobie: oto ktoś, kto do czegoś doszedł? I wielkość
        pisarzowi przyznaje, mierząc ja w ilości wzmianek w oknie na świat - telewizji.
        Albo jeszcze inaczej:
        Gombrowicz - geniusz uznany, ale nieczytany (Moda? Lęk przed kompromitacją?)
        Pilch - galernik pióra wyszydzany, ale czytany (Moda? Lęk przed kompromitacją?)
        • karol.mojzesz Re: od Jakobe 23.04.04, 08:31
          Czy chodzi o mnie? Czy O Jakobe? Z tym "dobrym pisaniem"?

          Zresztą nieważne. Ja uważam, że nie ma żadnych zasad. Takie jest życie. Mnie
          Pilcha rozterki wcale nie interesują. Ja po prostu idę do księgarni i chcę
          dobrą książkę. Albo coś wciąga, jest piękne, prawdziwe, albo nie jest.
          Gombrowicz też był wielki bufon, ale większy od tych dzisiejszych, co wynika z
          lepszej kondycji cywilizacyjnej, jak mniemam.

          Coś w tym jest co piszesz i po głębszych analizach, spróbuję odpisać. Te dwa
          ostatnie zdania.
          • Gość: adas Re: od Jakobe IP: 212.244.195.* 23.04.04, 21:08
            Karolu
            Dobrze piszecie obydwaj, i ty, i Jakub, elektronicznym piórem władacie o niebo
            lepiej ode mnie. Niegodny jestem, nawet nie uczestnictwa, co obserwacji waszego
            sporu, czasem jednak z czymś się niepotrzebnie wyrwę i potem muszę się
            tłumaczyć...
            W tym wypadku moja pisanina odnosi się jednak do uwagi Jakuba. Jeśli Pilcha
            kreują media, to w jakim stopniu media (nie te same!!!) wykreowały Gombrowicza?
            Uwaga, nie chodzi tutaj o obiektywną/subiektywną wielkość danej
            ksiażki/pisarza, tylko o to w jakim stopniu o znaczeniu danego autora
            decydujemy my - czytelnicy - wspierani w tym przez różnych macherów od
            rozrywki/kultury. No właśnie rozrywki czy kultury?
            Toczą się chyba dwa spory:
            1 o wielkość (literacką) pisarza
            2 o zdolność "sztucznego" wykreowania danego pisarza


            >Gombrowicz też był wielki bufon, ale większy od tych dzisiejszych, co wynika z
            > lepszej kondycji cywilizacyjnej, jak mniemam.

            Właśnie, na ile wielkość Gombrowicza wiąże się ze sławą
            genialnego "Argentyńczyka" znienawidzonego (nawet dzisiaj) za
            swą "antypolskość" i "szarganie narodowych świętości"? Oraz decyzją
            ministerstwa oświaty o wpisaniu "Ferdydurke" na listę lektur. No dobra,
            ironizuję.
            Dobre czasy zawsze już przeminęły, pewnie dlatego, że trudniej zająć określoną
            postawę wobec zjawisk teraźniejszych niż przeszłych.

        • karol.mojzesz Re: od Jakobe 28.04.04, 11:33
          A kto tam wie co sądzi Pilch naprawdę. Ale kiedyś na zarzut p. Święcickiego
          z "Pegaza" jakoby sprzedał dupę mediom, Pilch odpowiedział dobrze, że jesli to
          prawda, to Święcicki sprzedał całe swoje ciało. Jakos tak to brzmiało. I ma
          rację, tyle, że Pilch dostał Nike, a Święcickiemu z głodu burczy w brzuchu. Kto
          wie o co tak naprawdę chodzi. A może prawda jest mniej wyrafinowana. To
          wszystko takie skomplikowane. Najlepiej pójść do księgarni i kupić sobie dobrą
          książkę, tyle, że musielibyśmy na miejscu ją przeczytać. Ryzyko istnieje. Każdy
          niech załatwia wybór książki na własny rachunek. A że się czasami coś powie od
          serca. Kiedyś wziąłem do ręki zbiór Święcickiego, ale mnie odrzuciło po dwóch
          stronach, więc jakieś szanse w tym nierównym pojedynku księgarnie/czytelnik
          mamy.
        • jakobe.mansztajn od niekłamanego Jakobe 06.05.04, 12:02
          Adasiu, w imię Ojca i Matki odżegnuję się od jakichkolwiek podejrzeń, jakobym
          forumowicza z nierobem miał równać, bo co to to nie, w końcu i tacy tu piszą, i
          dzięki bogu nie pozostają przy tym niewidzialni, co nad wzmianki w telewizji
          własny rozum przedkładają, a przedkładają, bo po pierwsze: mogą, a po drugie:
          wiedzą, że inaczej nie wypada. I chwała im za to. Choć przyznaję, że niewielu
          tu takich, na palcach dwóch rąk możnaby zliczyć. Mam jednak nadzieję, że ci co
          już są, i szczęśliwie zachowują widzialność, nie znikną tak szybko, bo biada
          nam wszystkim, jeśli tych jeszcze zbraknie.

          pozdrawiam
      • karol.mojzesz Re: od Jakobe 23.04.04, 09:05
        Witam.

        > Karolu, perspektywa teraźniejszości w tym mianowicie nas ogranicza, że często
        > nie pozwala wyjść poza to, co jest dane obecnie,

        Zgoda najczęściej tak jest. To wiemy, chodzi mniej więcej o wino, którego się
        wczoraj trochę napiłem? W sensie, że jak poleży... ? Ze lepsze!

        > a obecnie - do czego
        > nieudolnie piłem - krytyka Polska w zachwytach się rozpływa nad Gombrowiczem

        To wymuszone zachwyty. Moim zdaniem Gombrowicz jest przeceniony. W tym sensie,
        że napisał wielkie "Dzienniki" i poza "Ferdydurke" i "Kosmosu" już wyżej nie
        poleciał. I Pilch ma rację na temat Gombrowicza i Witkacego, ale ja oceniam
        dzisiaj z perspektywy chwili, potrzeb współczesnych, życia, obserwacji, mojego
        własnego ku*****stwa, a Pilch pisze staromodnym językiem swoje "wygibajce", i
        ja tam nie znajduję uroku.

        > (co zresztą w pełni jest uzasadnione),

        Właściwie jak uzasadnione?

        > a na Pilchu ostatnie z zapchlonych psów
        > wiesza

        Nie, no nie ładnie. Prawdę ludziska mówią na temat piszących, w TV Pilch jest
        namber łan, a mówisz, że on jakoby poszkodowany.

        > (co już tak dobrze uzasadnione nie jest, tutaj bowiem za narzędzia
        > krytyki służą rzeczone zjawiska peryferyczne, które zresztą nie tyle nawet
        spod
        >
        > piór krytyków twórczości Pilcha wychodzą, ile spod piór krytyków jego
        samego).

        Nie rozumiem tej frazy?

        > Lecz jakby tego było mało, ta afektywno-krytycka dychotomia znajduje niemal
        > literalne odzwieciedlenie w postawach tutejszych forumowiczy.

        Znowu nie wiem o co ci chodzi? Że przychodzi taki gość jak TY i mówi nam, co
        jest Najlepsze?

        > Przypadek?
        > Jeśliby uznać kolejny psychologiczny truizm powiadający, iż ludzie to w
        gruncie
        >
        > rzeczy poznawcze nieroby, które nader rzadko same formułują wypowiadane przez
        > siebie wnioski, a jedynie powtarzają zasłyszane i te raczą przyjmować jako
        > swoje, to to już nie daje się mocą żadną włożyć w ramy zwykłej
        przypadkowości,

        Da Vinci powiedział o ludziach, że to "worki służące do przeżuwania". Ale to
        problem ich, Leonardów, Witoldów i nas zapewne.

        > a wtedy ostateczny wniosek, iż to, co się tu mówi, to nic tylko echo nie-
        > merytorycznego ("peryferyczne" w teorii komunikacji znaczy tyle, co "nie-
        > merytoryczne"), ataku na samego Pilcha, narzuca się sam, jako logiczna,
        > a raczej psychologiczna konsekwencja natury człowieka, a więc i natury
        > tutejszego forumowicza. Ostatnią zaś konsekwencją tego stanu rzeczy jest
        obecny
        >
        > stan rzeczy, rzecz się bowiem nie o dowolność krytyki rozchodzi, ale o jej
        > merytoryczne uzasadnienie, a z tym - jak sam już pewnie zauważyłeś - nie jest
        > tutaj najlepiej.

        No nie.

        > Karolu, to odwieczna pewność sądów kategorycznych! :)

        Jakich odwiecznych? Jeżeli widzę złoty samorodek na ścieżce, nagle, a zawsze
        widziałem tam kamień, to się nie zatrzymam?

        > A czy klasyk, czy nie, to już nie rzecz gustu, ale odpowiedniej stylistyki
        jaką
        >
        > operuje autor, a tej w wątpliwość poddawać nie należy. Inaczej możnaby
        księdza
        > święceń pozbawiać, gdy ten nam nie w smak, albo poety bycia poetą, gdy ten
        > gerberów nie opiewa.

        Takie jest życie. Spieramy się o to samo co 200 i nawet 2000 lat temu. Jeden
        chce nazwać literata klasykiem, drugi broni się klasyką. Cholera go wie, może
        to faktycznie geniusz! Skoro tak za nim obstajesz!

        > Jeśli zaś o to drugie znaczenie "klasyka" idzie, to tu
        > rozstrzygać niepodobna, bo czy klasyk, czy nie to nie na dzisiejsze czasy
        > sprawa, bo i klasykiem przecież nie od razu się zostaje, tak jak nie od
        > razu literatura klasyczna została klasyczną. Ja bym z wyrokiem zaczekał.

        Ja też, ale wiem, że już to klasyk będzie. W tym różnica. Przez te właśnie
        koterie i telewizyje, z których tak kpiłeś.
      • Gość: Kola Re: od Jakobe IP: *.dialup.mindspring.com 23.04.04, 19:47
        Nie moge sie oprzec wrazeniu, ze jakobe.mansztajn to sam p. Pilch, ale moze sie
        myle, a moze nie...
        • Gość: BarbaraB Re: od Jakobe IP: *.man.olsztyn.pl 25.04.04, 19:33
          ...wyrazam szczera nadzieje, ze to jednak nie Jurek...
          • karol.mojzesz Re: od Jakobe 28.04.04, 11:08
            Niezłe! A czemu właściwie miałby się Pilch ukrywać w sieci?
            Na pewno jednak Karol, to nie Witold. Tego jednego możemy byc pewni.
    • jakobe.mansztajn od Jakobe 02.05.04, 10:58
      A po temu chociażby, że tu pozostaje ukryty, tu uprawia skrywanie sie
      skuteczne, inne, bo lepsze, od tułania się po odwiecznie przeludnionych
      dworcach, gdzie nieustannie, pod każdym gestem, uśmiechem, skinieniem, o drogę
      zapytaniem niebezpieczeństwo się czai - tym większe, że uświadamiane - że w
      końcu odkryją, zgadną, zdemaskują, że zatrzymają się, rozbiorą do
      nagusieńkiego, że zaczną pytać, chwalić, prosić, krzyczeć, że pozbawią
      niewidzialności. Lecz nie, Jakobe Mansztajn to nie Jurek Pilch. Choć gdyby nim
      był zapewne nie omieszkałby skorzystać z przydarzającej się tutaj możliwości.

      ps. Przepraszam za zwłokę, jednak poprawy obiecać nie mogę.

      pozdrawiam Kolę
    • Gość: ciekawska JESZCZE! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.04, 12:47
      składam prośbe na ręce forumowiczow, by zainicjowac jakas nową gorącą dyskusję,
      jaką swojego czasu prowadzili Karol Mojzesz i Jakobe Mansztajn, bo to był jeden
      z nielicznych ciekawych watkow na tym forum. do dziela. miziam
    • Gość: panna nikt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 25.05.04, 16:40
      Ach co za wspaniała dyskusja. Mam jednak cichą nadzieję, że Jacobe w jakiejś
      części jest Jerzym P. A jeśli tak, jeśli to jest nawet maciupeńki ślad Jerzego
      to ja go gorąco pozdrawiam. trochę z niebytu choć odbyliśmy swego czasu miła
      pogawędkę i nawet mam prawo przypuszczać, że Jerzy P. jakoś mnie lubi.
      Niemniej istota mojej wypowiedzi jest jednak apel do pana Karola.
      Panie Karolu! Finezja pana tyrady jest miła memu uchu i oku niemniej nie jest
      godne, takie polemisty używanie argumentów ad personam, mało tego argumentów
      ulicy, magla i popegeerowskiej frustracji.
      Panie Karolu!
      Nie godzi się używać argumentów - Szymborska dostała nagrodę za Herberta,
      Pilcha popierają znajomi. To już nawet nie kwestia ich pospolitej banalności.
      To kwestia dobrego smaku!
      Panie Karolu liczę na pana i dalsze pana polemiki, niekoniecznie ze mna
      oczywiście. Wierzę, że się pan poprawi.
      pozdrawiam serdecznie wszystkich dyskutantów.
      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 26.05.04, 17:31
        A co ja ma z PGR-em wspólnego? Cholera, a może jednak? Nie należę do ludzi
        próżnych, więc często w lustro nie patrzę. Może jednak nie znam całej prawdy o
        sobie...

        Wtłoczenie mnie w ciemmne zakątki ulicy, tam, gdzie bliżej rynsztoka niż
        zabytkowych kamienic i pałaców, w PGR-owskie slamsy intelektualne, przypisanie
        mi mentalności pospolitego chłopka - nie powie... nie powiem, nawet mnie się
        podoba. Dziekuję. Lecz dodam, że byłoby próżnością z mojej strony cieszyć się z
        tej nominacji. Nie zasługuję na nią, uwierz mi.

        Dalej idziem.

        > Nie godzi się używać argumentów - Szymborska dostała nagrodę za Herberta,

        OK. Zastosuję metodę "sokratesową". Czy Szymborska "dostała" nagrodę za
        Herberta? Tak czy nie? Na ile jesteśmy pewni, że nie?

        > Pilcha popierają znajomi.

        Zdaje się sam mówił, że dzięki znajomościom coś tam osiągnął. Akurat w tej
        materii nie dziwię mu się zupełnie, gdyż nie ma w tym nic zdrożnego. Niestety,
        co innego załatwić sobie robotę w "Polityce" i różne tam takie drobne prace
        zarobkowe, a co innego zależeć od mafii występującej pod jakże pięknie brzmiącą
        nazwą - "NIKE". Moje PGR-owskie rozżalenie bierze się nie tyle z postawy samego
        Pilcha, a ze złości na rozdających karty w tej trwającej od lat aferze
        przyznawania nagród "swoim zasłużonym". Nie wiem... gdybym był literatem, może
        skusiłbym się na NIKE za pewne usługi na rzecz diabła? Kto tam wie. Może gdybym
        miał jeszcze talent... to byłoby to bardziej możliwe. Przy dzisiejszych
        nakładach, trzeba szukać sponsorów. Na szczęście nie mam, więc mogę na wszystko
        spojrzeć zawistnym okiem PGR-owskiego mądrali. Co za rozkosz bałwana!

        > To już nawet nie kwestia ich pospolitej banalności.
        > To kwestia dobrego smaku!
        > Panie Karolu liczę na pana i dalsze pana polemiki, niekoniecznie ze mna
        > oczywiście. Wierzę, że się pan poprawi.

        Niestety, to niemożliwe, jestem niepoprawny politycznie, co trochę się kłóci z
        moim PGR-owskim wizerunkiem, ale przecież cała nasza dyskusja jest jednym
        wielkim żartem.

        Pozdrawiam!
    • Gość: panna nikt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 26.05.04, 19:13
      Panie Karolu!
      A niech się pan wstyda!
      Co też pan mi zarzucasz - PGR jakiś. Jestes pan dużej klasy tu dyskutantem
      czemuż więc łapać się za myśl, łapiesz się pan za widły? Czyż nie pisałam O
      ARGUMENTACJI pańskiej, że podszyta pgrowską frustracją. Toż to nie implikuje,
      żeś pan sam z PGR-u! To znaczy jedynie, że pańskie argumenty, przy całej
      rozbudowanej i naukowej nawet retoryce, czasami obniżają loty, dając sie
      ponieść łatwym osądom ulicy.
      Panie Karolu.
      Pozycje z jakich pan krytykujesz pilcha oraz szymborką sa nie do obronienia o
      ile nie walisz pan w cel zwany ad rem. Możesz pan plwać na twórczość Pilcha,
      możesz pan go uważać za marność pod warunkiem jednak, że masz pan jakieś ku
      temu argumenty oceniającego jego TWÓRCZOŚĆ nie zaś jego samego.
      Nie godzi się, powtarzam wyciągać panu Jerzemy znajomości o których pan na
      dodatek zbyt mało wiesz i sugerować dalej, że jest w związku przestepczym
      literatów zwanym potocznie mafią. Owszem należą do niego inni pisarze tacy jak
      oczko czy dziad, albo niegdys nikos to jednak udowodnił im sąd panie Karolu.
      Kiedy pan Jerzy sądzie na ławie przestępców razem z pania Szymborską, panią
      Grocholą, pann Masłowską i wszyscy oni będą oskarżeni ba skazani o udział w
      związku przestępczym polegającym na przyznawaniu sobie tytułów i zmuszaniu
      szantażem czytelników do kupowania ich książek wtedy owszem, krzykne razem z
      panem: Pilch mafiozo!
      Panie Karolu.
      Przyjaciele pilcha to jego sprawa podobnie jak gusty jurorów Nike.Pisze to z
      bólem bo sama tworzę cos do szuflady póki co i chętnie widziałabym na końcu
      tunelu jakąś Nike dla mnie:-) jakość nie zawsze idzie z popularnością w parze,
      jeśli jednak pan Jerzy, pana zdaniem jedynie literat osiąga jakąś popularność
      to nie znaczy przecież, że trzeba go od razu walić pałka i dźgać widłami.
      Jeszcze gorsze jakościowo sa pańskie zarzuty odnośnie pani Szymborskiej.
      Panie karolu!
      każesz mmi pan udowadniać tezę czy jest aby napewno nieprawdą , że Szymborska
      dostała nobla za herberta i gdzie dowody. Czy zatem koń szybko biega bo krowa
      nie może? Herbert był wielkim poetą i noba nie dostał, szymborska jest wielka
      poetką i nobla dostała. panie Karolu. Toż to ten sam nasz polski nobel!
      PIszę do pana bo pan wspaniale trzymasz poziom na forum. Czy jednak stosując
      zasadę konsekwencji pozostaniesz pan w przekonaniu, żeś pan czytał, że sam
      pilch mówił, że ma tam jakieś znajomości przez co dalej bedziesz go pan widział
      członkiem mafii?
      Nie domagam się być pan polubił pana J. i pana S. Nawet być pan sie zgodził, że
      to wilcy literaci. PO prostu krytując ich waż pan argumenty na te istotne i te
      banalne.
      pozdrawiam i liczę, że pan jeszcze jakiś i inny watek pociągniesz bo jak już
      nadmieniałam lubię czytać pana wywody i polemiki. Być może przyciągnie tu pan i
      swego największego polemistę Jacoba.
      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 27.05.04, 06:03
        Z tym PGR-em to nie ja zacząłem. Nieładnie Panno Nikt - kto daje i zabiera, ten
        się w piekle... itepe. Oczywiście, operowałem metaforą. Nie, że zakładam
        gumofilce, biorę widły i idę po siano dla ryczącego bydła.

        "Łatwy osąd ulicy" zawsze był mi bliższy od "trudnego", stąd mój większy podziw
        dla twórczości Jana H. niż noblistów (nota bene Szymborska jest utalentowaną
        poetką, Pilch zaś literatem). Jakichże to narzędzi poznawczych, badawczych
        musiałbym użyć, aby nie zarzucano mi łatwych osądów? Tych salonowych? Trudnych?
        Przypomina to mówienie na migi w ciemnym pokoju. A może chodzi o unikanie
        mówienia prawdy?

        Jeszcze jedno... ja właśnie o Pilchu, jako o człowieku, mówiłem całkiem znośne
        rzeczy, o twórczości już gorzej. Nie będę do tego powracał. Nie dorobiliśmy się
        skutecznej metodologii oceny twórczości naszych pupilków, więc dyskutujemy
        wszyscy na własną odpowiedzialność.

        Znajomości obojga pupilków nie są chyba rzeczą wstydliwą? Czego mieliby się
        wstydzić? Ja bym się nie wstydził. I tutaj wyższość pana Pilcha jest
        zdecydowana, on nie podpisywał za czasów socrealizmu żadnych listów skazujących
        niewinnych Krakusów na więzienie i śmierć. Jako neokonserwatysta (w stylu wolno-
        amerykańskim) nie mogę przejść obojętnie obok tej fascynacji naszej noblistki
        dawnym ustrojem, uznanym chyba przez Świat cały za zbrodniczy (nawet Rosjanie
        to mówią). Proszę zważyć, że to są fakty niepodważalne. Wybacz mi, nie będę Ci
        podsyłał kopii właściwych dokumentów z archiwów - nie mam czasu. O ile Miłosz,
        wyspowiadał się za swoje "grzechy", o tyle pani Wisława (powtarzam, bardzo
        utalentowana poetka) nie uczyniła tego nigdy. Widać, nie odczuwa potrzeby.

        Nobel nie jest nagrodą polską. Dlatego też nie spływa na mnie słodki smak
        patriotyzmu z faktu wyróżnienia Szymborskiej. To światowe wyróżnienie,
        niestety, obowiązują w jego przyznawaniu jeszcze większe koneksje niż we
        wręczaniu skromnej NIKE. Można śmiało napisać, że - filozofom się nie śniło.
        Oczywiście, ci ze Sztokholmu są osobnikami nadzwyczaj inteligentymi i wręczają
        Noble wyłącznie jednostkom wybitnie utalentowanym (choć nie zawsze moralnym
        czyścioszkom). Widać, nie o to chodzi w tym całym "biznesie". Dowodów na
        manipulację mamy wiele i nie chcę teraz o tym pisać. W przypadku NIKE mamy
        trochę zabawną stuację, na miarę naszej nadwiślańskiej rzeczywistości, bo
        trochę talentów czeka w kolejce, ale też i więcej miernot skamle po zaszczyty
        za plecami tych pierwszych, a wszystkiemu przyświeca jeden cel - nagradzanie i
        przyjmowanie za posłuszeństwo. Jak w klubie tresury owczarków. Nie będę
        wymieniał jakich to pisarzy obu płci pominięto w ostatnich latach... raczej
        przyjrzyjmy się co mają wspólnego ci wszyscy nominowani. Jaką linię
        światopoglądową reprezentują. Poprawna polityczność na całego!

        Mam powody przypuszczać, że podobne manipulacje odbywały się z okazji ostatnich
        Targów w Warszawie. Znam ja te mechanizmy promocji, ale niestety, nie mogę
        podać nazwisk swoich informatorów, którzy uczestniczą pośrednio i bezpośrednio
        w tym procederze. Nie trzeba jednak trzymać łba w paszczy lwa, żeby wiedzieć do
        czego służą mu zęby, wystarczy dobrze obserwować, kojarzyć fakty, żeby
        orientować się w mechanizmach i regułach gry jakie prowadzą od lat nasze
        skorumpowane media i zaprzyjaźnieni z nimi twórcy (cokolwiek miałoby to
        znaczyć).

        Nazwałem grono ludzi przyznających NIKE "mafią" nie w sensie organizacji
        przestępczej de facto. To chyba zrozumiałe. Istnieje ścisłe grono ludzi (wstyd
        albo strach wymieniać), którzy manipulują nie tylko polską sceną polityczną,
        ale i duszami rodaków. W tym sensie nie za daleko oddaliliśmy się od
        socrealizmu, a obecny system nazwałbym neo-marksistowskim. Przynajmniej w tym
        kierunku zmierzamy. Obecny jest on w uprawianiu polityki, ale także wznosi się
        bezwstydnie ponad łby szarej masy prostaczków zwanej pogardliwie - narodem.

        Co do wypowiedzi Pilcha, to czytałem z nim wywiad w gazetce pt. "Metro" (czy
        jakoś tak). Na zarzut "poety" Święcickiego (ha ha ha... poety!; prawdziwy poeta
        i koń by się tu uśmiali), że on (Pilch) dał d**y władzy, odpowiedział tej
        miernocie (Święcickiemu), że jeśli on (Pilch) dał d**y, to Święcicki musiał
        sprzedać się cały.

        Czyż ten fragment nie uprawnia mnie do podejrzeń, że Pilch romansuje ze
        współczesną "władzą" (czytaj: ośrodkami dystrybucji przywilejów). On tego nie
        ukrywa, co dobrze o nim świadczy. Zresztą "Polityka" to gazetka o wyraźnym
        powinowactwie do czerwieni. Nie mam o to pretensji do Pilcha, jeszcze raz
        powtórzę, niestety, mimo dobrego warsztatu literackiego, ciekawej osobowości,
        brakuje w jego twórczości iskry bożej. Uprawiając swego czasu komparatystykę na
        miarę naszej dyskusji, podałem kontr-przykłady twórczości Himilsbacha i
        Jerofiejewa (tego od "Moskwy-Pietuszki").

        Ale wtedy Ty, Panno Nikt, nie uczestniczyłaś w tamtej debacie.
    • Gość: panna nikt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 26.05.04, 19:18
      Panie Karolu, poza wszystkim jednak przepraszam pana za ogromna ilość literówek
      które miejscami wprowadzają w mój wywód niezamierzony humor. Wiń pan za nie
      mnie, ja sama zaś będę winić pospiech z jakim muszę pisać na cudzym sprzęcie.
      pozdrawiam
    • Gość: panna Nikt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 27.05.04, 15:02
      Panie Karolu.
      Powiem to panu wprost: mam w d. co podpisywała Szymborska, a co odszczekał
      Miłosz, choć fakty te sa mi znane chocby z racji wykształcenia uniwersyteckiego.
      W przypadku tych dwóch osób interesuje mnie jedynie czy sa dobrymi poetami czy
      nie.Otóż twórczośc objga poważam, ba cieszę się, że oboje zostali docenieni na
      forum miedzynarodowym, a ja z tego mam taką przyjemność, że doznaję uczuc
      wzniosych czytając sobie ich wiersze.
      Panie Karolu.
      Przykro mi to pisać, ale pańskie wycieczki w stronę pani Szymborskiej nie
      przystoją nie tylko krytykowi, jakim pan tu stajesz, ale i to przykro mi
      napisać mężczyźnie. I nie sa one nawet tak zabawne jak pana uwaga bym nie
      zapomniała, że Nobel nie jest nagroda polską.
      Panie Karolu.
      Coraz trudniej sie z panem rozmawia. krytykuje pan literature i literatów z
      pozycji politycznych co jednak wyklucza jakąkolwiek dyskusje bo przecież nie o
      politycznych przekonaniach tychże tu rozmawiamy prawda? Przypominam, że to
      forum nosi nazwę: KSIĄŻKI. Jeszcze trudniej dyskutuje się z pewną zapiekłością
      jaka przebija z pana wypowiedzi. Zaiste nie rozumiem. Staje sie pan tu sędzią i
      krytykiem, ostatnim sprawiedliwym ale mój boże czy naprawdę znajomośc kilku
      osób które znaja rynek wydawniczy, które znaja Pilcha i znają ludzi którzy
      znają, takich co znają Szaymborską np daje panu prawo do podobnych sądów?.
      Panie Karolu.
      Dyskusja winna być twórczą przyjemnością, a nie wizyta w jatce. Pan
      niebezpiecznie, swoimi uwagami wiedziesz mnie do mięsnego i prosze wybaczyć tę
      uwagę, ale ja się troche brzydzę rzeźni.
      pozdrawiam.

      • karol.mojzesz Rozważania na kiblu 28.05.04, 05:59
        > mam w d. co podpisywała Szymborska, a co odszczekał
        > Miłosz

        Cóż, pozazdrościć dobrego samopoczucia i beztroski. Uwaga, mnie naprawdę nie
        interesuje co ma Pani w d***e.

        > W przypadku tych dwóch osób interesuje mnie jedynie
        > czy sa dobrymi poetami czy nie.

        Dobrymi są, ale byli lepsi. Faktem jest, że zostali docenieni na forum
        międzynarodowym, nie sposób zaprzeczyć, szkopuł w tym, że znając mechanizmy
        nominowania, metody nagradzania "zasłużonych", ich sukces jakby blednie, a
        nawet dostarcza traumatycznych przeżyć na temat kondycji rodzaju ludzkiego,
        obszaru - który poeci od wieków tak pięknie uprawiają. Proszę, jednak wyłazi ze
        mnie PGR.

        > krytykuje pan literature i literatów z
        > pozycji politycznych co jednak wyklucza jakąkolwiek
        > dyskusje bo przecież nie o
        > politycznych przekonaniach tychże tu rozmawiamy prawda

        Bez przesady, poproszę o trochę więcej demokracji, wolności (choć te dwa
        pojęcia znaczą co innego, a nawet w praktyce się wykluczają). Jak oddzielić
        twórczość poetów od ich życia? Ja nie umiem. Gdyby nie to powiązanie osobistych
        przeżyć z twórczością, czy Pilch dostałby pierwszą NIKE za książkę o
        alkoholizmie? Wolne żarty! Przesadza Pani, bo chyba nie dorosła do rozmawiania
        na tym forum. Przecież to ja powiedziałem, że pani Szymborska kolaborowała z
        władzami socjalistycznymi (i nadal to czyni z lubością, widać ten typ tak ma),
        i to jest fakt, lecz jednocześnie przyznałem, że jest dobrą poetką. Wprawdzie
        to nie wymiar Herberta i twierdzę tak nie dla tego, że jestem mężczyzną (i do
        tego niepoprawnym politycznie), lecz wynika to z obiektywnej, chłodnej oceny na
        jaką mnie stać. A wbrew pozorom oceniam świat i ludzi na chłodno, w
        przeciwieństwie do Pani, która unosi się na falach emocji i zależna jest od
        wszystkich odpływów i przypływów (metafora to się nazywa). Literatura, w tym
        poezyja, od zarania dziejów zajmuje się... czym? Tak, bingo! Zgadła Pani.
        Polityką.

        CZY MAM WYMIENIĆ NAJWIĘKSZE POLSKIE DZIEŁA LITERATURY, W KTÓRYCH POLITYKA JEST
        TŁEM NIEMALŻE PRZYRODNICZYM?

        Pani Szymborska napisała wiele wierszyków o jawnie politycznym zabarwieniu i
        jeśli Pani o tym nie wie, to proponuję przejść się do dobrej biblioteki i
        poczytać jak to świeciło nam kiedyś "słoneczko". Wiem, wiem, wspominała Pani
        coś o d***e. Tylko, że to jej (Szymborskiej) poezyja! Nie moja. Niewykluczone
        jednak, że te gloryfikujące zbrodniczy system wersety tchną w pani serduszko
        wiele ciepła i dobrego samopoczucia.

        Mam też pytanie merytoryczne: czy to poezyja jeszcze, czy już polityka?

        Nie bądźmy dziećmi - nie o polityce tu rozprawiałem, a o kondycji moralnej
        twórców lepszych i twórców gorszych (jak by tego nie zwać). Dyskutujemy tu już
        od dłuższego czasu na tematy dalekie od oceny twórczości, nie zawsze
        analizujemy dzieła, a Pani tu budzi się z krzykiem niewinnego wegetarianina w
        środku nocy i protestuje, wylawszy za dnia pół litra atramentu w temacie
        dalekim od książkowych analiz. Hipokryzja to się nazywa, proszę Pani.

        Osobiście g***o mnie obchodzą pani wegetariańskie zamiłowania, bo mniemam, że
        nie jada Pani mięsa. Zbyt delikatna natura nie pozwala przełknąć proteinowych
        włókien naszych mniejszych braci. A jeśli jada Pani mięso, to jest pani
        organiczną hipokrytką, która czarną robotę (a w zasadzie czerwoną od krwi)
        zostawia Pani innym, tym "gorszym", a sama spija śmietankę. Jej przyjemna
        otulina przesłania pani widzenie świata takim jakim jest. Jak nadmieniłem na
        początku - to wygodna postawa. I pewnie nie jeden zazdrości Pani tej beztroski.

        Rozumiem też Pani wycieczki na mój temat z pozycji wrogich PGR-om. Skąd taka
        nienawiść do klas niższych? Czyż pani Wisława nie opisywała pięknymi i
        słonecznymi strofami wyższości ustroju proletariackiego nad krwawym
        kapitalizmem?

        Na koniec uwaga. Na forum KSIAŻKI dysktutuje się na różne tematy. Ostatnio
        widziałem piękny, szlachetny temat o czytaniu w kiblu. Cóż, polecamm szczerze.

        Pani oddany,

        Karol
    • Gość: panna Nikt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 28.05.04, 13:47
      panie karolu!
      Zaperzył sie pan tak, iz pana wypowiedzi stają sie obraźliwe. Czy to naprawde
      temat poezji popycha pana wobez takich czarnych dziur pana duszy i sprawia, że
      nie dość, że mnie pan posponujesz to jeszcze nazywasz pan wiersze p.
      Szymborskiej wierszykami.
      Z postu na ost obnażasz pan coraz więckszą niechęc do wymienianych już
      wcześniej autorów, która to niechęć panie Karolu zadaje kłam i każe odrzucic
      poprzednia pana dość logiczną jeszcze argumentację.
      Panie karolu.
      Czy warto pisać tak miłej oponentce jak ja, że nie dorosła do pisania na tym
      forum? No panie karolu trochę galanterii dla pań!
      A teraz uwaga mdertyroczna.
      W istocie wśród krytyków literazkich i znawców tematu od lat ścierają sie dwa
      prądy: czy oceniac twórczość w kontekście życia pisarza czy też w jego
      oderwaniu.
      Pan jesteś wyznawca pierwszego nurtu ok. Ale co jest owym krterium moralnej
      poprawności. Czy tylko polityka. Czy to każe panu odrzucać szymborską odejmowac
      jej wielkości i przydawać innym politycznie poprawnym pana zdaniem. POmijam
      fakt, że nic pan nie wiesz o zyciu duchowym pani S. anie o jej zapatrywaniach
      politycznych ani o niczym co pozwoliłoby panu jednak oceniać ja jako człowieka.
      mam jednak jedno pytanie?
      Czy oprócz kryterium politycznego łączonego przez pana dziwnie z moralnością
      stosujesz pan jakieś inne. Herbert nizaprzeczalnie jest wielkim pisarzem,
      wspaniałym poeta, dla mnie jedynie poetą. Ale czy odrzucisz go pan bo był
      również człowiekiem kochliwym i w tych miłościach nieuczciwym. Czy odsądzisz
      pan jego pozeje od czci i wiary dlatego, ze miewał kochanki, dlatego, że łamał
      bliskim serca, dlatego, że w potocznym rozumieniu tego słowa nie był człowiekim
      moralnym?
      No panie karolu! Do dzieła.

      I jeszcze jedno: powszechnie znane sa przekonania polityczne GG Marqueza. Czy
      to pona zdaniem umiejsza coś takim jego powieściom jak Sto lat samotności czy
      Kronika zapowiedzianej smierci. proszę odpowiedzieć.

      A na koniec. Nie jesteś pan niepoprawny politycznie. Jedynie chcesz sie takim
      widzieć bo to przydaje panu blasku i to daje panu oręż którym pan walisz
      adwersarzy i tych którym udało sie w literaturze cos osiągnąć.
      Znasz pan człowieka jednak który powiedział" kto jest bez winy niechaj pierwszy
      rzuci kamień". Panie karolu czas na rachunek sumienia.
      pozdrawiam




      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 29.05.04, 06:16
        Pragnę zauważyć, że nie ja zacząłem wątek kloaczny; wyszedł on spod klawiatury
        Panny Nikt, więc chciałem zakończyć mój poprzedni list odpowiednim akcentem.

        O ile mnie pamięć nie myli, nie nazwałem poezyj p. Wisławy "wierszykami". Moja
        niechęć do p. Wisławy jest o niebo (a może nawet o trzy nieba) wyższa niż do p.
        Jerzego. Do Pilcha nawet specjalnie nic nie mam, tylko nie klękam przed jego
        twórczością. Rzeczywiście, niechęć, to właściwe słowo w odniesieniu do
        osoby "naszej" noblistki. Jednakże nie odmawiam jej talentu. Powtarzam to
        jeszcze raz. I już nie będę. Panna Nikt uprawia metodę "zdartej płyty",
        powtarza w kółko, do znudzenia, te same frazy, wkłada w usta oponentów dowolne,
        pasujące jej do dyskusji słowa, licząc, że nie argumentami zwycięży, a ilością
        zdań. Nazywa się to - manipulacja.

        Dalej. Od kiedy to logikę mierzymy stopniami zacietrzeźwienia?

        Ja oceniam twórczość artystów i Artystów dwutorowo. Potrafię powiedzieć, że p.
        Wisława jest bardzo dobrą poetką (ale nie wielką), a jednocześnie osobą
        moralnie podejrzaną. Szkoda, że tak wrażliwa i dobra osoba, nigdy nie zabrała
        głosu w temacie swojej podejrzanej działalności. Jak ta wrażliwa, piękna dusza
        mogła pośrednio wsadzać ludzi do więzienia? Widać jej życie duchowe nie
        samymi "pięknościami" się żywi.

        Dla mnie Herbert nie tylko jest poetą, i tu się różnimy. Odstawmy jednak spory
        o literaturę (i poezyję) na bok.

        Nie będę porównywał miłostek Herberta (czy Pilcha) do soc-realistycznej służby
        p. Wisławy, z uwagi na absurd tej Pani (jakże kobiecej) propozycji. Uszanujmy
        ofiary i spuśćmy zasłonę milczenia na obojętność ich katów - tylko tyle wypada
        napisać w tym miejscu. Nie dlatego uważam, że Herbert jest lepszym poetą (i
        myślicielem) od p. Wisławy, że nie babrał się w donosach, ile przede wszystkim
        dlatego, że jego poezyja to piękne i bolesne zderzenie ducha i mądrości. Pióro
        wielkiego Formatu. Oczywiście, uważamy tak my, wieśniacy z popegeerowskich wsi.

        Dalej. Jeśli Herbert ma na sumieniu ludzkie życie bądź inne podłości, musi za
        nie odpowiedzieć. Bezwzględnie. Ale zdrowy na umyśle czowiek nie będzie chyba
        przeciwstawiał grzechom p. Wisławy - miłostek Herberta (albo Pilcha czy samej
        p. Wisławy, o ile była kochliwa). Myślenie Panny Nikt jest typowowo kobiece
        (dodam, że jestem mniejszością seksualną: zwyczajny hetero; to tak na
        marginesie). Otóż myśli sobie ona tak, ta nasza kobieta modelowa: mój ukochany
        jest piękny, mądry itepe itede. A co mnie obchodzi, że ręce sobie obrudził
        jakimiś nieprzyzwoitościami, że na ludzi donosił albo i gorzej. Nie wierzę im,
        tylko jemu, bo on przystojny i dobry dla mnie jest. Tak ładnie mi śpiewa przed
        zaśnięciem. Z pewnością łżą, bo oni nie są pięknymi ludźmi, a mój mężczyzna
        jest nadzwyczaj piękny, inteligentny też jest bardzo, więc MUSI być czysty. O,
        tu widzę zdjęcie, ktoś przysłał, mój ukochany kopie bliźniego. Fotomontaż? Z
        pewnością jakaś sztuczka. W końcu mój ukochany słowem o tym nie wspominał,
        widać, to jakaś mistyfikacja, bo gdyby miał coś na sumieniu, to już dawno by mi
        o tym powiedział, bo on taki wrażliwy jest. A jak nie mówi, tzn. że jest
        uczciwy. O, i jeszcze mu dali premię w firmie w wysokości dwóch mercedesów, co
        tylko mnie upewnia, że jest wspaniałym facetem, na którym inni się poznali. Bo
        przecież nagradza się tylko najlepszych i najuczciwszych.

        Dalej. Literatura (jak i poezyja, a także eseje różne i inne formy twórczości,
        łącznie z nauką) interesują mnie o tyle, o ile jest w nich zawarta Prawda
        Bezwzględna. Piękno nie jest w stanie przesłonić mi Prawdy. Talent talentem -
        bo tego musi starczyć, żeby w ogóle ubiegać się o zaszczyt bycia obiektem
        naszych beznadziejnych dyskusji - ale autentyczność (rozumiana jako
        nieprzejednanie w poznawaniu natury świata) i umiętność dochodzenia do Prawdy
        muszą być warunkami koniecznymi. Bo co z tego, że ktoś pięknymi operuje
        frazami, tworzy cudowne strofy, żywe dialogi, opisuje lepiej niż wygląda
        rzeczywistość, skoro wniosek końcowy jest do bani? Albo gdy talent rozpoczyna
        swoje gody na łąkach zakłamanych? Znamy na pęczki takich mądrali, co to
        potrafią każdą rzecz udowodnić albo zwykłe g***o okryć szlachetna tkaniną, byle
        tylko zabłyszczeć. Ujmijmy to tak, oprócz talentu nada być "badaczem" świata. A
        tego nie dają nam uniwersytety, ani koteria od wręczania nagród. To dlatego
        Herbert większym poetą jest od p. Wisławy (bardzo dobrej poetki, skądinąd).

        Jak Pani dobrze wie, kamieniem moglibyśmy rzucić my wszyscy (łącznie z p.
        Wisławą na czele), ale wtedy nasze forum zamieniłoby się w gołoborze jakieś.

        Z mojej "niepoprawności" tumaczyć się nie będę, ale Panna Nikt ma trochę racji.
        Do twarzy mi z taką postawą i trochę się, widać, kreuję. Jeśli jednak nie
        jestem "niepoprawny", to co sądzić o Pannie Nikt? Poprawna aż do obrzydzenia? A
        może nieco zakłamana, skoro afiszuje się tutaj szlachetnymi myślami, świat chce
        nam upiększyć, a o grzechach swojej idolki milczy.

        A raczej ma to w d.!

        Czasami myślę, że poziom tej dyskusji osiągnął już ten, jakże istotny bo stały,
        punkt odniesienia.
    • a.adas Literacki spisek stulecia!!! 28.05.04, 14:23
      Kierując się spiskową teorią dziejów (literatury polskiej):
      Jeżeli Jakub to Pilch, to za Karolem Anderman Janusz się skrywa? (do serowego
      sporu powracający)
      A może i Karol, i Jakub jedną osobę okrywają?
      Albo wspólny twór to pisarzy na wzór borgesowskich argentyńskich stronnictw.
      Albo polski Bastos Domecq.
      Forumowicze, bierzemy udział w orwelowskiej mistyfikacji, co prawda na polu
      literackim jedynie - na szczeście.

      Panno Nikt, do szuflady, a może do internetu?

      Reaktywowano wątek? Dobrze, może znowu uda mi się z czymś wyrwać.
      Pzdr
      adas

      Właśnie czytam "Rok śmierci Ricarda Reisa", o podejrzliwosć nietrudno...
      • karol.mojzesz Re: Literacki spisek stulecia!!! 29.05.04, 06:17
        Jak jeszcze powiesz, że Ty to bin Laden, to Twoje rozumowanie ma sens.
        • a.adas Re: Literacki spisek stulecia!!! 29.05.04, 12:28
          Cóż w jaskinii nie mieszkam, na koncie miliardów nie posiadam, brata także mam
          tylko jednego. Tyle wspólnego mam ze wspomnianą postacią, że sukcesu
          literackiego ani on, ani ja nie odnieśliśmy i zawiść nas gryzie straszna.
          Kto wie, może zostałem wymyślony przez Fernando Pessoa, kolejnym wcieleniem -
          kompletnie nieudanym - J. L. Borgesa nieświadomie jestem, swą pisaniną słowo w
          słowo post kogoś z Ameryki powtarzam?
          pozdr.
          adas
          • karol.mojzesz Re: Literacki spisek stulecia!!! 29.05.04, 22:13
            Przyznaj się - piłeś dzisiaj? Bo ja tak.
            • a.adas Re: Literacki spisek stulecia!!! 29.05.04, 23:03
              Czekaj, próbuję sobie przypomnieć.



              Juz wiem, ostatni raz jakikolowiek napój alkoholowy trawiłem jakieś dwa lata i
              cztery miesiące temu czyli będzie juz z 848 dni abstynencji. Pilchowski program
              czynem zwalczam a nie słowem.
              Przyznać muszę - czasem się jakaś tabletka trafi.
              • karol.mojzesz Optymistyczny akcent 30.05.04, 05:06
                OK, rozumiem. Nie za bardzo wiedziałem o Ci chodzi z tą teorią spiskową.

                Cholera, ostatnio mam trudności w rozumieniu nie tylko długich, ale i krótkich
                maili. To ten PGR sie odzywa (albo, pocieszam się, mózg wyrzuca z siebie to co
                niepotrzebne).

                Znaczy się Pilcha literatura okazała się pożyteczna dla narodu. Daje to do
                myślenia. Niech tak zostanie! Zawsze uważałem literatów za bandę darmozjadów, a
                Ty z tym Pilchem wyskoczyłeś, że on pożyteczny. Tym samym wróciliśmy do
                bohatera wątku. Może tym optymistycznym akcentem pora zakończyć wątek -
                notabene tak samo bezsensowny jak większość literatury, która nas otacza.
    • jakobe.mansztajn Ja bym 29.05.04, 02:29
      Jak niegdyś dwóm zacietrzewionym panom pisać raczyłem, tak i tu
      powtórzę: "oboje państwo (tu kłaniam się wpół i w galanterii nieoszukanej
      Pannie Nikt i uściskiem serdecznym dawnego w dyskusji oponenta - Karola -
      witam) żeście w schopenhauerowskiej pułapce ugrzęźli, bo gdy jedno z
      zacietrzewieniem godnym indora próbuje z równowagi drugie wyprowadzić, drugie z
      zacietrzewienim godnym tego pierwszego poczyna w odwecie kąsać. I choć i jedno,
      i drugie najpewniej, co tam najpewniej - na pewno! zna się na rzeczy, i to zna
      się nieprzeciętnie, czego niejednokrotnie w tej deptaninie ripost skutecznie
      dowodziło, to jednak próżno wspólnej tu szukać miary, bowiem oboje panstwo
      niepodważalną macie rację, i oboje grubo się mylicie: macie rację, bo takie
      wasze prawo, a mylicie się, bo to prawo nie jest powszechne, wszak bój tu o
      świętość idiomatyczną idzie, a tej w podobnym sporze rozstrzygać niepodobna.
      Uwierzcie na słowo".

      Ps. I ja rad jestem, żeśmy znów rozmawiać zaczęli.

      Buzia
      • karol.mojzesz Re: Ja bym 29.05.04, 06:56
        Domyślam się, że "zacietrzeźwiony" pan, to taki pan, który nie ma racji? Jako,
        że domyślny jestem raczej pan, sądzę, że to ja jestem tym panem. Tym drugim -
        jakiś inny pan, ośmielający się mieć podobne do mojego, zacietrzeźwione
        zdanie. tym panem, jakobe, przesadzięłś. Nie godzi się nazywać mnie "panem", o
        czym dobrze wie Panna Nikt.

        Dowiaduję się, że mam rację i jej nie mam, czyli - w zasadzie mnie nie ma
        (jeśli tylko prawo zachowania mas i ładunków jest prawdziwe). Panny Nikt nie ma
        z pewnością, o czym świadczy ten dający wiele do myślenia pseudonim. Tu, sprawa
        jest jasna. W zasadzie to niema też Jakobe - jest tylko Jerzy. Nie ma też mnie,
        bo ktoś inny mówi, żem Janusz i Jakobe, czyli, że jestem też Jerzy, a może
        przede wszystkim on.

        Jakobe się cieszy (chociaż go nie ma), że znowu dyskutujemy (chociaż nas nie
        ma), lecz jednocześnie tłumaczy, że nie mamy racji i że sensu takie gadanie nie
        ma. Czyli, że fajnie jak pleciemy bzdurki.

        Idzie zwariować od tego. To za skomplikowane na mój prosty łeb.

        Jeszcze jedno. Jeśli twierdzę, tu i teraz, że Ziemia jest płaska, to racja leży
        po mojej stronie dlatego, że mam prawo to powiedzieć? Do bani z takim prawem!
        Chyba, że Jakobe daje do zrozumienia, że grubo się mylimy, uważając, że mamy
        rację.

        Może i spór nie doprowadzi do niczego (tak musi być, skoro nas nie ma), ale jak
        to jest w przypadku rozmowy dziesięciu panów na temat jednego zjawiska? Każdy z
        nich ma zazwyczaj własny "idiom" wypisany na czole, widzą oni jeden obraz w
        dziesięciu różnych wymiarach. Czy jeśli prawda jest jedna, to czy wszyscy oni
        mogą mieć rację? Zakładając optymistycznie, że jeden z nich dotknął prawdy
        (cały czas mają oni inne zdanie na jeden temat), to chyba dziewięciu jest w
        błędzie. Najczęściej błądzi cała dziesiątka - tak podpowiada praktyka. Lecz nie
        błądzą oni z powodu tego mianowicie, że mają i nie mają racji, tylko że oni
        wcale do prawdy nie dążą bądź nie starcza im zwyczajnie narzędzi. Albo
        uprawiają - jakże wygodny w takich sytuacjach - relatywizm. Może być i tak, że
        dziesięciu panów zgadza się ze sobą i wszyscy oni michałki opowiadają, że aż
        idzie boki zrywać.

        To bardzo nie-efektowne zakończenie mojego listu. Tak, to z mojego,
        popegeerowskiego i nie-relatywistycznego punktu widzenia, wygląda.

        Pozdrawiam!
        • jakobe.mansztajn Jako bym 29.05.04, 11:14
          Karolu Drogi, racz mnie pouczyć, bo choć pod latarnią, po omacku jąłem błądzić:
          czy "zacietrzewiony" znaczyć ma zatem tyle, co "nie posiadający racji", czy
          może jednak tyle - i od początku do końca tylko tyle - co "zacietrzewiony"
          właśnie? Wprawdzie idem per idem, ale i też tłumaczyć niczego tu nie trzeba,
          bowiem tak w mojej, jak i w Twojej głowie "zacietrzewiony" znaczyć będzie
          dokładnie to samo. I choć manierą jest słuszną, by dzieło krytykować, nie
          twórcę, to jednak Tobie zarzut uczynić muszę, boś z piewcy absolutyzmów,
          erystycznym zapaśnikiem się zrobił, co - podkreślić nalezy - niebezpiecznie, bo
          podług swej tezy, pojęcia jął przeinaczać - jak wyżej. A to relatywistów domena
          (a więc i moja), od których sie wszakże odżegnujesz.
          Co się zaś świętości idiomatycznej tyczy, to tu spor o moralność idzie: Panna
          Nikt w opozycji do Karola Mojżesza, albo na odwrót. Rację oboje macie, boście
          wolni a prawo moralne podług waszej woli. Mylicie się zaś, gdy jedno na drugim
          rzeczone prawo siłą próbuje wymusić. Zresztą w dobie postmodernizmu o żadnej
          siłą imputacji mowy być nie może (choć przecież dzieje się takowa na codzień w
          postaci niewiele bardziej tylko ułagodzonej!), bowiem szanując odmienność
          bliźniego, jak zresztą powszechnie się deklaruje, szanować należy również jego
          prawo do posiadania własnej prawdy - tej słusznej i tej głupiej (choć w świetle
          tego co powiedziałem, każda jest słuszna). Najlepszy dla ludzkości kierunek
          tam, gdzie liczba prawd równa się ilości istnień. I bez obaw - i tak się
          dogadamy, bowiem odszczepieństwo nie od dziś tryumfy święci. I dobrze.

          Ps.jeśli zaś o Ziemię idzie, to tu nie każda opinia jest prawdziwa, bowiem to
          nie świętość idiomatyczna, a prawda - jak się zdaje - obiektywna. Tu dyskusja
          próżna, bo co najwyżej w obrębie niedoskonałości wiedzy - ktoś powie, że kula,
          drugi, że nie kula, że elipsa, wtem się głos odezwie, że elipsoida itd. itd.

          buzia
          • karol.mojzesz Re: Jako bym 29.05.04, 22:10
            > czy "zacietrzewiony" znaczyć ma zatem tyle, co "nie posiadający racji", czy
            > może jednak tyle - i od początku do końca tylko tyle - co "zacietrzewiony"
            > właśnie?

            Z Waszych listów wynika, że "zacietrzeźwiony" to taki pan co nie ma racji.
            Odnosi się to jednak wyłącznie do mnie. A dlatego, że szargam "świętości".

            > I choć manierą jest słuszną, by dzieło krytykować, nie
            > twórcę...

            A czemuż to? Przecież to on, człowiek, stworzył dzieło (lub kicz).

            > Rację oboje macie, boście wolni, a prawo moralne podług waszej woli.

            Nadal nic z tej filozofii nie rozumiem. Wystarczy być, żeby mieć rację? Jakaś
            krówka jestem?

            > Mylicie się zaś, gdy jedno na
            > drugim rzeczone prawo siłą próbuje wymusić.

            Prawo rzeczone - co by to nie było - istnieje niezaleznie od naszych wysiłków i
            woli. Nie ma bowiem relatywizmu, jest tylko nasza niewiedza. Szkopuł w tym, że
            nie możesz wiedzieć jakie to prawo. Możesz się domyślam, dedukować, poszlakami
            operować i logiką.

            > Zresztą w dobie postmodernizmu o żadnej
            > siłą imputacji mowy być nie może

            Jakaś ustawa wyszła? Trochę mnie niewolnictwem zalatuje ta filozofia. Co mnie
            obchodzi jakiś postmodernizm? Butelka wina jest lepsza.

            > bowiem szanując odmienność bliźniego,
            > jak zresztą powszechnie się deklaruje, szanować należy również
            > jego prawo do posiadania własnej prawdy - tej słusznej i tej głupiej (choć w
            > świetle tego co powiedziałem, każda jest słuszna).

            A ja mówię, że - nie. I może być tak, że to ja się mylę. Niewykluczam tego.
            Szanuję wolność każdej jednostki do wszelkich wyborów (pod warunkiem, że nie
            szkodzi to innym), ale nie muszę się zgadzać z ich poglądami. Mam je tam, gdzie
            Panna Nikt ma fakt, że p. Szymborska kolaborowała ze stalinistami. A może
            raczej TOLERUJĘ tę "wolność", do szacunku brakuje mi kilku kroków (w lewo, jak
            się domyślam). Muszę tolerować, skoro godzę się dobrowolnie na ataki i riposty.

            > Najlepszy dla ludzkości kierunek
            > tam, gdzie liczba prawd równa się ilości istnień.

            To jakaś kreatywna księgowość? Czy nowa dyrektywa? I dla kogo lepiej? Toleruję
            to co tutaj głosisz, skoro dyskutujemy sobie słodko (mimo, że kpisz sobie), ale
            nie zgadzam się! Co to jest liczba prawd? Czy da się je - te prawdy - mnożyć i
            dzielić? A co z potęgami? Prawda musi być jedna, inaczej nie byłaby Prawdą.
            Jeśli wszystko jest prawdą, to gdzie jest fałsz? Chyba, że nie ma fałszu, a
            jest tylko prawda. Rozumiesz, ta prawdziwa i prawdziwsza.

            > jeśli zaś o Ziemię idzie, to tu nie każda opinia jest prawdziwa, bowiem to
            > nie świętość idiomatyczna,

            Co to jest ta świętość?

            > a prawda - jak się zdaje - obiektywna.

            Tego nie można być do końca pewnym. Stwierdzam, że niezależnie od opinii
            dyskutantów na temat kształtu Naszej Planety, prawda jest jedna. Może okrągła,
            może jej nie ma, tej Ziemi. Ale nie może być tak, że wszyscy mają rację.

            > Tu dyskusja próżna, bo co najwyżej w obrębie niedoskonałości
            > wiedzy - ktoś powie, że
            > kula, drugi, że nie kula, że elipsa, wtem się głos odezwie,
            > że elipsoida itd. itd.

            Zgoda, ale z tych naszych niedoskonałości, tych odcinków wiedzy buduje się nasz
            światopogląd, a w konsekwencji dochodzi się do tych twoich "świętości".

            Nie całuję (z powodów heterosexualnych).
    • Gość: panna Nikt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 29.05.04, 12:11
      A fe, panie Karolu.
      Już mnie pan tak tutłasz, jakbyśmy nie o poezji a o Żydach nie daj boże
      rozmawiali.
      No panie Karolu!
      Czyż nie możemy różnić się pięknie?
      Różnijmy się również precyzyjnie.
      Panie Karolu, wmawiasz mi pan, że ci coś wsadzam w usta. No szanowny panie! nie
      jesteśmy w jadłodajni.
      Co zaś do owych wierszyków, napisałeś pan o nich w poście zatytułowanym
      rozważania na kiblu. Bądź pan łaskaw tam zajrzeć i mam nadzieje, że gdy pan owe
      wierszyki znajdziesz, bedziesz pan w stanie przyznać sie do swojej pomyłki
      honorowo.
      Panie Karolu. Możesz pan uważać za moralnie podejrzanego, że pana zacytuję,
      kogo tylko chcesz. Wszak jesteś pan panem swego losu i sam budujesz swój
      wizerunek. Ja zaś mogę niezgadzać sie z pana stwierdzeniami.
      I jak jeszcze ociupinke sądzę, możemy na ten temat twórczo sobie porozmawiać.
      Panie Karolu, pytam więc pana: czy jest jeszcze szansa na to byś pan ochłonął i
      przestał mnie biczować, a podjął na nowo dyskusję, czy już pan nie jesteś w
      stanie?
      czółko.


      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 30.05.04, 05:19
        > mam nadzieje, że gdy pan owe
        > wierszyki znajdziesz, bedziesz pan w stanie przyznać sie do swojej pomyłki
        > honorowo.

        Przyznaję się. Nie sprawdzałem, ale wierzę Pani, że w zacietrzeźwieniu nazwałem
        poezyję p. Wisławy wierszykami, choć i takie się zdarzały, a nawet bywało
        jeszcze gorzej (te chwalące system zbrodniczy - chyba można śmiało je nazwać
        poezyją nienajwyższych lotów).

        > wmawiasz mi pan, że ci coś wsadzam w usta.

        Wydawało mi się tylko.

        > No szanowny panie! nie
        > jesteśmy w jadłodajni.

        A szkoda. Człowiek najedzony jest senny i seriale ogląda. A tak?
        Zacietrzeźwienie rośnie.

        >I jak jeszcze ociupinke sądzę, możemy na ten temat twórczo sobie porozmawiać.

        Twórczo - niestety, nie da rady. Pani "idiom" jest większy. Poza tym - jak
        orzekł Jakobe - oboje mamy rację i wszelkie twórczości diabli wzięli. Sens
        sporów, debat, wielkiej literatury, nauki, jest wtedy, gdy dążymy do ideału
        (czytaj: Prawdy), a nie kitujemy filozoficznie. Pora zakończyć ten wątek, a
        przynajmniej stworzyć inny, żeby Pilcha do tych naszych żarcików nie mieszać. A
        najlepiej przejść się na spacer, napić się winka, popatrzeć na kobiety (jeszcze
        można, ale niedługo każą mi parady oglądać) i wziąć się za coś pozytecznego.
    • Gość: panna NIkt Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe IP: *.itpp.pl 29.05.04, 12:24
      Panie karolu, jeszcze tylko drobna uwaga techniczna. Licząc na dalszą nasza
      dyskusję prosze jednak, byc pan nie czytał moich postów przez pryzmat mojej
      kobiecości i nie nazywał mojego myślenia modelowo kobiecym. Czy nie przyszło
      panu do głowy, że tu w sieci gdzie nikt nie widzi jak piszę te słowa mogłam
      nieco nakrętaczyć.
      Skąd masz pan pewność, że pod nikiem panna nikt nie ukrywa się regularny
      mężczyzna, co gorsza bedący tak jak pan to raczyłeś o sobie zadeklarować
      również hetero.
      Może więc jednak panie Karolu jestem podszywającym siew pod nick mężczyzną. Ha
      może jestem samym Tomkiem Tryzną?
      Albo jednak kto wie czy nie rany julek jestem mężczyzną homo.
      No panie karolu, nie warto oceniać ludzi po pozorach.
      • karol.mojzesz Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 30.05.04, 05:24
        A czemu to Pan/Pani (niepotrzebne skreślić) nakrętaczył (a)? Czy to taka moda
        się zrobiła na krętaczenie? Czy to jakaś cnota wyrosła z łajna relatywizmu?

        Mimo wszystko wolę myśleć o Pannie Nikt jako o kobiecie a nie homosiu.
        • jakobe.mansztajn Re: Odnośnie Pilcha: do Jakobe 30.05.04, 10:54
          Drogi karolu, Ad 1. "rzeczone prawo" (a nie "prawo rzeczone") - "rzeczone"
          oznacza "wspomniane", "nadmienione wcześniej", nie zaś specyficzny sort prawa.
          Ad 2. Niewolnictwa brak. Co najwyżej anarchia. Ad 3. Relatywizm - przy
          całkowitej bezstronności i próbie zachowania obiektywizmu;) - siłą rzeczy
          niewymuszonej istnieć musi, inaczej powyższa dyskusja zamknęłaby się w
          przyznaniu sobie racji. Ad 4. Toteż i ja nie twierdzę, byś się miał godzić na
          każdą postawioną tezą, bo nie. Twoje prawo. Prawo Panny Nikt. I prawo dalszych
          sześciu miliardów. Ad 5. A dla kogo lepiej? Dla mnie lepiej. Wolę wolę, niż
          niewolę. Tu się chyba ze mną zgodzisz. Ad 6. Prawd jest wiele. Twoja. Panny
          Nikt. Moja. Dalszych sześciu miliardów. Koniec: co więcej, by wyrokować co
          prawdą, co nie, należałoby zaopatrzyć się w usta Pytii jakiej, bowiem nam -
          ludziom - własna perspektywa zdaje się niezmiernie przeszakdzać.

          Pozdrawiam Pannę Nikt, Karola I Adasia:)

          buzia
          • karol.mojzesz Ministerstwo Prawd i Wyższej Buchalterii 30.05.04, 14:39
            Proponuję od razu sprawdzić przecinki i na koniec wystawić mi stopień.

            Chwilkę poświęcę tylko punktowi 6.

            >Ad 6. Prawd jest wiele. Twoja. Panny
            > Nikt. Moja. Dalszych sześciu miliardów.

            A urodzonego mutanta, bez świadomości, odmóżdżonego osobnika też?

            Czy prawda powstaje już w momencie, gdy Zdzisiek (mój kumpel z PGR-u) warknie
            na kierownika: "co za fiut"? Znaczy się wystarczy pierdnąć, żeby już wyrazić
            jakąć prawdę? Śmierdzącą zapewne, ale jednak prawdę. A jak coś powiemy, to już
            nawet prawda będzie pełniejsza. Z tym smrodem to całkiem poważna sprawa, bo ja,
            Ty, Panna Nikt, możemy się nabijać, i nie ma prawdy, tylko są słowa fałszywe! A
            smrodu nie podrobisz, jest prawdziwszy od słów, definicji i samego pana Kanta.
            Oczywiście do pewnego stopnia, bo może się zdarzyć, że mamy katar albo nasz
            węch diabli wzięli. Niemniej jednak smród - niezależnie od jego właściciela -
            określa go prawdziwie. Bez jego woli. W momencie, gdy pojawia się wola, rodzą
            się błędy w interpretacji rzeczywistości. Ja to nazywam błądzeniem, Ty zaś
            prawdą. Co nie znaczy, żeby ów "błądzący" poprzestał tylko na pierdziawce, a
            nie zajmował się, powiedzmy, odkrywaniem Prawdy. Tej jednej. Może po drodze
            zbłądzić setki razy, i co mam powiedzieć, że miał on 100 prawd?

            Jeśli prawd jest obecnie tyle co ludzi (a jeszcze każdy ma wiele prawd i ćwierć
            prawdek), tzn. że w jednym momencie tysiące prawd przestaje być prawdą i nowe
            prawdy się rodzą, nieustannie kopulują. To znaczy, że każdy byt jest prawdą (a
            raczej rezerwuarem prawdek), co by znaczyło, że prawda ewoluuje, a więc jest
            wpisana w jakiś nadrzędny Ideał. Prawdę! Przez duże "P". A co z prawdą Zdziśka,
            który po latach zmienił stosunek do kierownika i nazwał go "równym kumplem"?
            Tamta prawda była nieprawdziwa? A ta obecna jest prawdziwa? Dorósł dopiero do
            prawdy? Czy to tylko sprawa chwilowego otumanienia podwyżką pensji?

            Mnie się zdaje, że Prawda odzwierciedla Ideał. To jego odbicie. A zatem musi
            być jedna Prawda, nasze prawdki to zwykłe pierdnięcia. 6 miliardów ludzi
            ewentualnie może się zbliżać do Ideału, praktyka jednak mówi, że raczej -
            błądzi.

            I jak z tym dodawaniem prawd i mnożeniem?

            Generalnie tylko jedno mnie interesuje: kto zostanie sekretarzem i skarbnikiem
            tego Ministerstwa Dusz (czytaj: prawd). Bo za bardzo pachnie mi tu buchalterią.

            Dobra, pora na winko.
            • jakobe.mansztajn za pozwoleniem - rzeczony Jakobe 30.05.04, 19:03
              Racz mi wybaczyć, Karolu Drogi, lecz bzdury pleciesz niemiłosierne.

              Po pierwsze: indukujesz tu definicję "prawdy", którą sam stworzyłeś, a na którą
              ani ja, ani Panna Nikt słowem najmniejszym zgody nie wyraziliśmy, i w jej
              kontekście nieuczciwe prowadzisz wywody, lecz co tam nieuczcwe, dziecięce po
              prostu, bo na dziecięcych założeniach oparte, co spróbuję wykazać opierając się
              na - jak się zdaje - uwielbionej przez Ciebie "prawdzie obiektywnej" pod
              postacią nieobalalnych doniesień naukowych.

              Po drugie: Nikt na Prawdę nie posiada wyłączności. Faszyzm indukował prawdy
              powszechne. Komunizm indukował prawdy powszechne. Teraz jest inaczej. Nawet
              Twój Zdzisiek może mieć własną.

              Po trzecie: Co do "smrodu" - jeśli smród jest prawdziwszy od słowa, udowodnij
              to, a ja Ci udowodnię, że tak nie jest. Ty mi powiesz, że dwie linie są proste,
              ja ci powiem, że to złudzenie Zollnera. Ty mi powiesz, że to kółko jest
              mniejsze, ja ci powiem, że to z kolei złudzenie Sandera. Co więcej, pisząc o
              smrodzie nie można nie wziąć (dla Twojej teorii brzemiennej) poprawki na
              różnice w obrębie wrażliości sensorycznej Twojej, Panny Nikt, mojej i tych
              dalszych sześciu miliardów. Te różnice właśnie konstytuują różne wrażenia w
              obrębie tej samej modalności, w obrębie tego samego bodźca, i w obrębie tej
              samej siły bodźca. Krótko - wrażenie smrodu będzie inne dla Ciebie, inne dla
              Panny Nikt, i inne dla mnie. Nie ma tu więc miejsca na ten sam smród - prawdę
              absolutną/obiektywną, ideał. Co więcej, nawet sam fakt określenia czy coś
              śmierdzi, czy nie zależy wyłącznie od narzędzi pomiarowych. A te zawsze są
              umowne. Niech mi wolno będzie powtórzyć: "Umawiamy się, że "prędkość" to "V",
              że "kilometr" to 1000 umownych "metrów", i że "minuta" to jednostka składająca
              się z sześdziesięciu umownych jednostek - "sekund". Doba trwa 24 godziny, choć
              mogłaby trwać i 47 godzin, starczy że
              zredefiniujemy "godzinę", "minutę", "sekundę" itd. Co więcej, nawet w samej
              fizyce nie istnieją prawdy obiektywne: to czy newtonowska kulka spadnie na
              ziemię przewiduje się z pewnym tylko prawdopodobieństwem. I choć doswiadczenie
              podpowiada, ze spadnie w 10/10 przypadków, logika fizyczna dopuszcza tu
              margines błedu, i w tym znaczeniu doswiadczenie nie jest równe logice". Twoje
              również. Wstyd mówić, ale ulegasz dziecięcemu egocentryzmowi - złudzenu o
              powszechnej jednomyslności rodzaju ludzkiego, który różni się w całej niemal
              rozciągłości.

              Po trzecie i pół: "A smrodu nie podrobisz". Zakład? Podrabiali wrażenie
              kwaśności, wrażenie słodkości, złudzenie optyczne, podrobiają czyjeś podpisy,
              sprawiają, że wydaje Ci się, że coś po Tobie chodzi. I to jest własnie prawda.
              Naukowa, należy dodać.

              Po czwarte: "Niemniej jednak smród - niezależnie od jego właściciela - określa
              go prawdziwie. Bez jego woli. W momencie, gdy pojawia się wola, rodzą się błędy
              w interpretacji rzeczywistości". Czym więc sterowana jest praca naukowca? Na
              czym opiera się drążenie rzeczywistości? Na bezwładnym miotaniu się trzciny na
              wietrze? Wola stanowi podstawę celowego działania. Jest źródłem kontroli a
              kontrola to nic więcej jak refleksja. Jak sobie zatem wyobrażasz dochodzenie do
              wniosku, np. na temat kulistości Ziemii, bez kontroli tego, co się w umysle
              przetwarza? Na Boga! No przecież nie doszło do tego przypadkiem! Dalej:
              heurystyki wydawania sądów. Nic bardziej bezrefleksjnego! A wola właśnie
              stanowi tu bazę dla motywacji do refleksyjnego przetwarzania informacji. To co
              ty nazywasz błądzeniem, w rzeczywistości jest psychologicznym komponentem
              dochodzenia do prawdy.

              Po czwarte: twierdzisz, że istnieje prawda obiektywna - ideał. Dlaczego więc
              zakładasz, że Zdzisiek z PGRu nie może wejść w posiadanie takowej? Bo jeśli ta
              istnieje i rzeczywiście jest obiektywna, wówczas każdy jest w mocy być jej
              potencjalnym wyznawcą i posiadaczem, bo z racji sewj obiektywności, musi być
              też powszechnie dostępna. Ale to truizm. Sam pewnie o tym wiesz.

              Po piąte: "To znaczy, że każdy byt jest prawdą (a raczej rezerwuarem prawdek),
              co by znaczyło, że prawda ewoluuje, a więc jest wpisana w jakiś nadrzędny
              Ideał. Prawdę! Przez duże "P". Prawda ewoluuje wraz z człowiekiem. Podobnie
              zmienia się świadomość: inna jest świadomość dziecka, inna dorosłego i inna
              starca z posunietym zespołem dementywnym. Każda z tych świadomości jest
              jakościowo (nie ilościowo!) niepowtarzalnym bytem (Piaget!), stąd inny będzie
              również system wartości ich podmiotów, a co za tym idzie - inne będą ich
              prawdy. I właśnie dlatego Zdzisiek po latach zmienia stosunek do kierownika i
              nazywa go 'równym kumplem'. Bo tylko głupiec nie zmienia zdania. Ewolucja jest
              najlepszym tego przykładem.

              Po szóste: "Mnie się zdaje, że Prawda odzwierciedla Ideał. To jego odbicie. A
              zatem musi być jedna Prawda, nasze prawdki to zwykłe pierdnięcia. 6 miliardów
              ludzi ewentualnie może się zbliżać do Ideału, praktyka jednak mówi, że raczej -
              błądzi". To Twoja prawda. I masz do niej prawo, podobnie jak rzeczone sześć
              miliardów. Zapytuję tylko: jaka u licha praktyka??

              Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka