Dodaj do ulubionych

kiepskie przekłady

29.07.11, 16:25
Spotkaliście się z książkami, w których co chwila pojawiają się błędy językowe/stylistyczne/gramatyczne?

Właśnie przeczytałam taką - Studentka na wybiegu, autorka Robin Hazelwood, tłumaczka Renata Kopczewska, wydawnictwo Albatros.

Bohaterka wypełniała voucher z kwotą wynagrodzenia? Po polsku to się rachunek nazywa.

"Róbcie z Ayaną!"??? Nawet jeśli w oryginale było "Do with Ayana", to z kontekstu wynika, że raczej "Pracujcie".

"To żaden zastępnik"??? Zastępnik i namiastka to może to samo, ale niekoniecznie tak samo brzmi w danym kontekście.

Plus obowiązkowy błąd w zdaniu z imiesłowem - błąd typu "Idąc przez most rozwiązało mi się sznurowadło".

Człowiek się co chwila potyka o takie błędy.
Obserwuj wątek
    • yanga Re: kiepskie przekłady 29.07.11, 18:57
      Wprawdzie tłumacza nic nie usprawiedliwia, ale błędy gramatyczne i stylistyczne powinien mu wytknąć (i ewentualnie poprawić) redaktor.
      Ja mam wielki żal do wyd. Zysk za wydanie wybitnej książki - "Pieśni lodu i ognia" (cz. I - "Gra o tron") w tak niedobrym przekładzie, że odbiera to całą przyjemność lektury.
    • qw994 Re: kiepskie przekłady 30.07.11, 17:47
      > Spotkaliście się z książkami, w których co chwila pojawiają się błędy językowe/
      > stylistyczne/gramatyczne?

      Owszem, spotkałam się. Niektórych błędów nie sposób nie zauważyć. Ostatnio w jakiejś książce uparcie używano kuriozum pt. "zaginać palce" (o ile dobrze pamiętam), zamiast "trzymać kciuki". Pamiętam też, jak kiedyś, dziecięciem będąc i nie znając słowa po angielsku przeczytałam w "Emilce ze Srebrnego Nowiu" wyrażenie "krem mrożony". Chwilę mi zajęło zastanawianie się, co jadła bohaterka.
      Strasznie nie lubię takiego niechlujstwa.
      • aqua48 Re: kiepskie przekłady 31.07.11, 17:23
        Zdarza mi się odrzucać książkę ze względu na fatalny przekład i niechlujstwo językowe...
    • Gość: chillchild Re: kiepskie przekłady IP: 81.219.133.* 31.07.11, 22:33
      Wampirzy bestseller Zmierzch. Tłumaczka wstawia od siebie całe zdania, wymyśla opisy, których w oryginale nie ma. Zdaję sobie sprawę, że Zmierzch to literatura średnia, ale wstawki tłumaczki piękna jej nie dodają, oryginał naprawdę o niebo lepszy.
      • natahtari Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 00:26
        Oj tam, oj tam, do Boya nikt o to pretensji nie miał ;-)
        • maitresse.d.un.francais Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 18:23
          Oj tam, oj tam, Boy miał jaja. I pióro. ;-) Hihi, ależ to zabrzmiało. ;-)
      • vivyan Re: kiepskie przekłady 02.08.11, 07:43
        Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie: "Zmierzchu" nie da się czytać ani w przekładzie ani w oryginale. Pierwszy tom przeczytałam po polsku, wpadłam w osłupienie, kupiłam to samo w oryginale i wszystko stało się jasne. :)
    • hajota Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 12:08
      Przy nędznych, od lat niewaloryzowanych stawkach za tłumaczenia książek oraz stachanowskim tempie, jakiego wymaga wielu wydawców (są nawet tacy, co rezygnują z redakcji i korekty, żeby oszczędzić na szmalu i czasie), marnie widzę szanse na poprawę sytuacji. Ale dobrze, że ktoś zwraca uwagę na jakość przekładów, może da to niektórym wydawcom do myślenia.
      • chiara76 Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 12:12
        e tam, ja nie wierzę, że to coś da...ja mam wrażenie, że taka niechlujność wydawania książek została wpisana w kapitalistyczną rzeczywistość...niestety. Też czasem się łapię za głowę, raz, że tłumacz coś takiego popełnił, ale , że korektor nie zwrócił uwagi. Teoretycznie chyba każda książka powinna przejść korektę, a czy tak jest naprawdę?
        • troppo_bella Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 12:22
          Teoretycznie każda książka przechodzi korektę, a praktycznie robi ją na boku student pierwszego roku polonistyki używając korektora WOrda i pobierając za to stawkę, która mu starczy na trzy piwa. Słyszałam o takich praktykach, niestety.
          • Gość: cynamoon6 Re: kiepskie przekłady IP: 62.29.248.* 01.08.11, 13:17
            W kwestii korekty, to chyba nigdy nie widziałam więcej literówek i błędów, jak w 1Q84 Murakamiego. To dośc irytujące, zwłaszcza w tak ładnie i drogo wydanej książce.
            Mam nadzieję, że 3 tom będzie w lepszym stanie.
          • maitresse.d.un.francais Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 18:23
            Teoretycznie każda książka przechodzi korektę, a praktycznie robi ją na boku student pierwszego roku polonistyki używając korektora WOrda i pobierając za to stawkę, która mu starczy na trzy piwa.

            O Jezu!
      • maitresse.d.un.francais Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 18:22
        Przy nędznych, od lat niewaloryzowanych stawkach za tłumaczenia książek oraz stachanowskim tempie, jakiego wymaga wielu wydawców (są nawet tacy, co rezygnują z redakcji i korekty, żeby oszczędzić na szmalu i czasie),

        Tak, wiem o tym.

        Bardzo chciałabym ten stan rzeczy zmienić!
    • nieopisywalne Marguerite Duras - Kochanek - wydawnictwo znak 01.08.11, 15:21
      Przepiękna historia zmasakrowana przez polskie tłumaczenie. Tego nie da się po prostu czytać... Nie znam francuskiego więc nie mogłam przeczytać w oryginale. Szczerze nie polecam książki, za to polecam film nakręcony w oparciu o w/w powieść.
    • yanga Re: kiepskie przekłady 01.08.11, 15:40
      Philippa Gregory "Czerwona królowa". Moja ulubiona autorka, ale ostatni raz kupiłam jej książkę po polsku. Czy w XV w. dzieci zwracały się do rodziców per ty, i to w sferach dworskich? To ewidentny błąd tłumaczki, bo to do niej należy rozstrzygnięcie, jak się do siebie zwracają bohaterowie. Wiadomo, że angielskie you można tłumaczyć na różne sposoby. A redaktor to przełknął...
    • chief_inspector_toschi nie tylko beletrystyka 03.08.11, 10:42
      w jednym z pism socjologicznych ukazał się niedawno artykuł, w którym autor – zresztą czołowy w polsce teoretyk komunikacji społecznej, spec m.in. od habermasa, etnometodologii - wzywa do ograniczenia liczby i tempa przekładów zachodniej literatury humanistycznej, bo mylących tłumaczeń jest tak wiele, że zaczynają stanowić zagrożenie dla jakości kształcenia.

      jest tam szkic typologii błędów translatorskich, diagnoza przyczyn obecnego stanu rzeczy (w duchu foucaltowskim), m.in. na przykładzie ewolucji pwn-u, i katalog proponowanych środków zaradczych, mniej lub bardziej realistycznych.

      jeden z ciekawszych typów błędów wyróżnionych w artykule: jest pewna kategoria autorów o ekscentrycznym idiolekcie, który to idiolekt nie jest oznaką skłonności do dziwactwa, tylko jest umotywowany merytorycznie – tak przynajmniej twierdzi autor tekstu, przykłady to goffman, garfinkel – natomiast wielu tłumaczy wychodzi z założenia, iż tekst oryginału trzeba w pierwszym rzędzie przybliżyć czytelnikowi polskiemu za pomocą powszechnie znanych zwrotów czy przejrzystych struktur składniowych. . . to fałszywe wyobrażenie swojej roli jako „udostępniacza” może stanowić uzasadnienie dla rzekomego „poprawiania” szczególnie „nieznośnych” autorów, a czasami także alibi dla trwania we własnej niewiedzy.

      taka strategia "uprzystępniania" jest bezpieczna o tyle, że chroni tłumacza przed zarzutami o popełnianie błędów językowych, gramtycznych, stylistycznych, natomiast z punktu widzenia norm przekładu promowanych w tym artykule - jest grubym błędem.


      • hajota Re: nie tylko beletrystyka 03.08.11, 11:02
        A możesz podać bliższe dane - tytuł pisma, numer, nazwisko autora?
        • chief_inspector_toschi Re: nie tylko beletrystyka 03.08.11, 11:05
          link nie działa?
          • hajota Re: nie tylko beletrystyka 03.08.11, 11:18
            Przepraszam, nie zauważyłam linku :-( Bardzo ciekawy artykuł, dzięki za namiar.
            • jottka Re: nie tylko beletrystyka 03.08.11, 11:59
              he he, pan czyżewski ma już wyraźnie dosyć.. no same święte słowa, tylko co z tego? przecież rzecz nie dotyczy li i jedynie przekładów naukowych - ale jakość nie jest wartością szczególnie cenioną przez wydawców. o równaniu w dół sporo już napisano, tyle że ja nie widzę prostej recepty na poprawę sytuacji.
      • broch Re: nie tylko beletrystyka 03.08.11, 16:19
        autor napisal 21 stronicowy artykul o problemach tlumaczen tekstow nie beletrystycznych. Oczywiscie absurdem byloby dokonanie tlumaczenia np rzeczonego Foucaulta z 21 stronicowymi przypisami dotyczacymi interpretacji kazdego watpliwego slowa (gdy jezyk polski nie dysponuje scislym odpowiednikiem).
        Co wiecej autor sam gubi sie w poszukiwaniu zrodel:
        np:
        "Ten sens terminu raréfaction wywodzi się z łaciny – raraavis to dosłownie „rzadki ptak‟), natomiast raritas to „rzadkość‟,

        ale Webster podaje:
        Origin of RAREFY
        Middle English rarefien, rarifien, modification of Latin rarefacere, from rarus rare + facere to make
        First Known Use: 14th century

        Jak widac interpretacja pochodzenia slowa tez moze budzic watpliwosci. Mowiac szczerze bardziej przekonuje mnie Webster.

        Nawiasem mowiac Paul Veyne jest Francuzem objasniajacym tekst francuski (Foucaulta). Daje troche do myslenia.

        Mysle ze autorce pierwszego postu bardziej chodzilo o niechlujnosc tlumaczenia (gdy mozna bylo lepiej) niz o problemy wynikajace z ograniczen jezykowych. To drugie latwo znalezc w wielu przypadkach dziel nieprzetlumaczalnych na polski bez czytania (ciekawego) artukulu pana Czyzewskiego.

        Oczywiscie mozna postulowac "czytanie w oryginale" ale jest to z przyczyn praktycznych niewykonalne (ile jezykow? jest np mnostwo tekstow hiszpanskich, francuskich z ktorymi absolwenci romanistyki/iberystyki sobie nie poradza).

        Nawiazujac do pierwszego postu:
        nowe tlumaczenie Lunatykow jest slabe
        tlumaczenie Brokeback Mountain jest beznadziejne (trudno byc dalej od oryginalu)
        • chief_inspector_toschi sorry, ale... 03.08.11, 16:52

          ...nie - czyżewski nie zajmuje się w ogóle nieprzetłumaczalnością. cały jego tekst podporządkowany jest tezie, że za suboptymalną jakość tłumaczeń literatury humanistycznej odpowiadają nie żadne „obiektywne” trudności językowe, tylko w zasadniczej mierze mechanizmy instytucjonalne determinujące funkcjonowanie wydawnictw naukowych, a zwłaszcza zjawisko, które nazywa, nadmiernie zresztą komplikując sprawę, „izomorfizmem mimetycznym”. to właśnie te uwarunkowania powodują powstawanie tłumaczeń „niechlujnych” w sytuacji, gdy „można (i trzeba) było lepiej” - choć jest to oczywiście inny rodzaj i poziom niechlujności, niż ta, o którą chodzi w poście otwierającym wątek.

          inaczej mówiąc (i nawiązując do pierwszego postu): skoro nawet wydawnictwa akademickie…itd.
          • broch Re: sorry, ale... 03.08.11, 17:38
            jesli pan Czyzewski ma trudnosci z przykladami (chocby zrodloslow rarefy) to mozna sie zastanawiac o czym pisze.

            poza tym: eee tam. Akademia nie jest niczym specjalnym. Pomijajac nieprzetlumaczalnosc tekstu najczesciej w zlych tlumaczeniach widac albo brak wiedzy tlumacza albo nadmierna wiedze. Efekt taki sam. Pisanie 21 stron wydaje sie przerostem formy nad trescia.

            "skoro nawet wydawnictwa akademickie…itd. "

            to bardzo smieszne zdanie. Moze wynikajace z braku doswiadczenia akademiciego?

            W Polsce tekst jest tlumaczony raz na dziesiat lat wiec pewnie tego tak nie widac, ale np w wypadku jezyka angielskiego teksty sa czesto tlumaczone wielokrotnie w ciagu krotkiego czasu. Odbiorca decyduje ktora interpretacja byla najbardziej przekonujaca. Wszystkie tlumaczenia tego samego tekstu mozna uznac za proby „można (i trzeba) było lepiej”.
            • chief_inspector_toschi jednak przeczytaj tekst 03.08.11, 18:35
              zdanie może i śmieszne, ale wyraża całkiem prostą treść: to sektor akademicki w założeniu ma wyznaczać standardy jakości i rzetelności m.in. w takich obszarach, jak przekłady i edytorstwo. „akademickość” jest do pewnego stopnia grą wizerunkową, co oczywiste, ale jeżeli przeczytałeś artykuł, to wiesz, że czyżewski odwołuje się tutaj nie tyle do jakiegoś abstrakcyjnego ideału, tylko mówi przede wszystkim o pewnym empirycznym procesie, pewnej ewolucji w jakości przekładów, której kierunek jest negatywny; podaje przykłady, nie tylko złej, ale też dobrej praktyki.

              (nawiasem: jeżeli „akademia nie jest niczym specjalnym”, tym bardziej nie ma się co burzyć na przykłady z tego obszaru).

              mnie w twoich postach śmieszy co innego: dość małostkowe wytykanie autorowi domniemanych potknięć przez wyrywanie zdań z kontekstu i kompletne lekceważenie hierarchii semantycznej tekstu, do którego się odwołujesz: skupianie się na sprawach drugorzędnych, a pomijanie zasadniczych. mylisz też kryteria dobrego tłumaczenia z mechanizmami, które sprawiają, że tłumaczenia są, jakie są.

              w tym tekście jest sporo szczegółowych sformułowań, co do których można się spierać, ale ty pozorujesz dyskusję w sytuacji, gdy ewidentnie nie chciało ci się przeczytać tych 21 stron. to żaden obowiązek, ale po co się ośmieszać, formułując zawrotne tezy o ogólnej sytuacji w zakresie przekładów w świecie anglojęzycznym i w polsce? czy właśnie takiego umiaru w ocenach uczy doświadczenie akademickie?
    • qw994 Re: kiepskie przekłady 31.08.11, 11:52
      Dzisiaj przeczytane w "Ojcu chrzestnym": "randka na niewidzianego". Aż mnie coś zakłuło w mózgu.
      • Gość: Doris Re: kiepskie przekłady IP: *.adsl.inetia.pl 01.09.11, 14:41
        Uwielbiam Leśmiana! Co za poeta !!! Ale Jego przekłady Poe'go, hmmm..., no cóż, można się zapoznać i porównać. Za to Leśmianowska reinterpretacja przygód Sindbada Żeglarza - to jest to!
    • black_jotka Re: kiepskie przekłady 01.09.11, 17:12
      Pewnie Knapik tlumaczyl.
    • sammler Re: kiepskie przekłady 01.09.11, 19:28
      maitresse.d.un.francais napisała:

      > Spotkaliście się z książkami, w których co chwila pojawiają się błędy językowe/
      > stylistyczne/gramatyczne?
      >
      > Właśnie przeczytałam taką - Studentka na wybiegu, autorka Robin Hazelwood, tłum
      > aczka Renata Kopczewska, wydawnictwo Albatros.

      Proponuję, byś przytoczyła również nazwiska redaktora prowadzącego, korektora i wydawcy. Co najmniej. Jeśli się odrobinę wysilisz, znajdziesz je.

      Sam zajmuję się tłumaczeniami, choć nie literatury pięknej - od razu zaznaczam. Od razu też dodam, że nie pracuję dla tego wydawnictwa, nazwisko tłumaczki też mi nic nie mówi. Staram się być obiektywny.

      Umówmy się więc, że wiem, jak to wygląda od tej drugiej strony. Tłumacz też ma prawo mieć gorszy dzień, poza tym praktycznie zawsze pracuje pod presją czasu i goniących terminów. Ale on jest sam jeden! W redakcji nad książką pracuje jeszcze niemałe grono ludzi, którzy też za coś biorą pieniądze! Często "obróbka" książki w redakcji przez te kilka osób trwa dłużej niż samo tłumaczenie u jednego tylko tłumacza! Nikogo tu nie wybielam, sam dbam o to, by podobne błędy mi się nie zdarzały, ale co z tego, jeśli się zdarzają? Kiedy pracuje się nad przekładem kilkusetstronicowej książki, szczególnie jeśli jest to specjalistyczna monografia, nie da się nie popełnić drobnych błędów. Od tego jest jednak redakcja oraz korekta językowa (i merytoryczna, jeśli trzeba), by je wszystkie wychwycić.

      Jeśli więc musisz koniecznie wieszać na kimś psy, możesz śmiało robić to na wszystkich, których nazwiska znajdziesz na okładce, ale na tłumaczu niekoniecznie w pierwszej kolejności (no i może nie na autorze grafik ;-) ).

      S.
      • eeela Re: kiepskie przekłady 01.09.11, 20:12
        Często "obróbka" ks
        > iążki w redakcji przez te kilka osób trwa dłużej niż samo tłumaczenie u jednego
        > tylko tłumacza!

        Nie chcę umniejszać pracy korektorów i redaktorów - mnie się trafili bardzo porządni ludzie, przykładający się do swojej pracy i bardzo pomocni - ale naprawdę wątpię, żeby spędzili więcej czasu i włożyli więcej pracy nad korektą mojego tłumaczenia niż ja nad samym tłumaczeniem kilkusetstronicowej, specjalistycznej monografii. OK, robiłam też redakcję naukową, i to rzeczywiście zajęło o wiele więcej czasu niż w swojej naiwności debiutanta myślałam, że zajmie, jednak wciąż nie widzę, jakim cudem nakład czasu i pracy miałby być większy przy robieniu korekty.
        • sammler Re: kiepskie przekłady 01.09.11, 20:46
          Napisałem "obróbka" (w dodatku w cudzysłowie). Nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że ktoś nad książką pracuje. Ten wątek jest dowodem na to, że nie zawsze tak jest. (Oczywiście nie jest to także równoznaczne ze stwierdzeniem, że w redakcji nikt nad książką nie pracuje!) Chcę tylko zauważyć, że od chwili oddania przekładu do redakcji do jego wydania w postaci książki jest jeszcze daleka droga. Z efektem pracy tłumacza coś się w tym czasie dzieje.

          Przetłumaczyłem w swoim życiu trochę książek i opisałem po prostu swoje doświadczenia (we współpracy z różnymi wydawnictwami). Ja nie chcę przerzucić całej winy na redakcję, chcę tylko zauważyć, że zadaniem tłumacza nie jest oddanie tekstu w 100% bez błędów. Z reguły w umowach pisze się o tym, że "przekład ma spełniać warunki, które powinien spełniać tekst przeznaczony do rozpowszechniania". Jakoś tak jest to mgliście ujmowane. Nie może to być zresztą wymogiem, bo jest to po prostu nierealne. Nigdy jedna i ta sama osoba nie będzie znała się absolutnie na wszystkim, by nie popełniać błędów merytorycznych, nigdy też nie wyłapie wszystkich błędów stylistycznych, bo często sama nie zdaje sobie sprawy z tego, że je popełnia - ot, taki ma styl wypowiedzi. Przed wysłaniem treści jakiejś większej całości (zwykle rozdziału) czytam tekst kilkukrotnie. Za każdym razem coś poprawiam - taki już urok pracy nad czyimś tekstem.

          Podsumowując: książka jest efektem pracy wielu ludzi. A coś mi się wydaje, że kochanica próbuje wieszać Cygana, choć nie on (a przynajmniej nie tylko on) zawinił.

          S.
          • eeela Re: kiepskie przekłady 01.09.11, 21:07
            Ja wcale tego nie próbowałam podważać, zgadzam się z tobą w ogólności. Bardzo się cieszę, że od razu za pierwszym razem trafiłam na kompetentny i pomocny zespół redakcyjny, i wcale nie miałam zamiaru umniejszac ich pracy. Nie zgodziłam się tylko z jednym stwierdzeniem, dotyczącym nakładu czasu, bo zupełnie mi ono nie przystawało do znanej mi rzeczywistości.
    • Gość: tyda Re: kiepskie przekłady IP: *.9.175.181.ng.pl 01.09.11, 20:00
      "Zapomniany ogród" Kate Morton - tragedia, błąd na błędzie. Mnóstwo nieścisłości, błędów itp.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka