Dodaj do ulubionych

,,Miłość w czasach zarazy"

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.04, 21:44
Ogólnie do Marqueza mam stosunek powściągliwy, chłodny. Wielbię go na ,,Sto
lat samotności" i inne książki, ale np. ,,O miłości i innych demonach" już
nie za bardzo mi się podoba. Z kolei - łagodnie rzecz ujmując - odpierdoliło
mi na punkcie ,,Miłości w czasie zarazy". Po prostu wielbbię tą książkę ze
wszech miar. I przechodząc do rzeczy: co o niej myślicie?
Obserwuj wątek
    • clevera ??? 30.05.04, 23:39
      Belle , a mozesz opowiedziec za co ja tak wielbisz? :)
      • Gość: belle odp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 00:06
        Szczerze mówiąc to bardzo osobiste pytanie. Za ujęcie miłości, pokazanie, że
        tak naprawdę kocha się tylko jedną osobę pośród wielu jej dekoracji. Wydaje mi
        się czasami, że Fermina żyła w wyobraźni Florentina i na odwrót: posiadamy w
        sobie ideał, który później cały czas szukamy, ,,przez całe życie".
        Oczywieście wielbię tą książkę takze za styl, ujęcia postaci: przybliżenia i
        oddalenia.
        W moim wypadku to złożony problem, którego chyba tylko namiastkowo wyraziłam:
        kocham tą książkę, po prostu.
        • pure_morning Re: odp 31.05.04, 09:41
          popieram całkowicie Twój zachwyt.
    • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 09:31
      Podzielam Twój entuzjazm, choć może nie wyraziłabym go w takich słowach.
      Książka jest świetna.
    • mary_ann Re: ,,Miłość w czasach zarazy" 31.05.04, 09:53
      Bijcie, zabijcie - mnie wykończyła.
    • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 10:33
      Ale rozbawil mnie ten post.1 zdanie:"ogolnie do M. mam stosunek
      powsciagliwy,chlodny". 2 zdanie (sic!) "Wielbie go za 100 lat i inne ksiazki."
      Nie wiem, ktoremu zdaniu wierzyc. Czy ktos zartuje czy ma schize?? Zabawny jest
      rowiez stosunek do tego czytalda jakim jest "milosc w czasach cholery".
      Naprawde podziwiam. A tak na powaznie interesuje mnie odpowiedz na pytanie w
      czym ta ksiazka jest Waszym zdaniem lepsza od ksiazeczek o milosci dla
      dorastajacych dziwczat i innej tzw. literatury nizszych lotow np.harlekinow
      etc.?
      • Gość: iska Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.aster.pl / *.acn.pl 31.05.04, 14:12
        chociaz ambiwalencja autorki watku wobec Marqueza istotnie dosc zagadkowa,mnie
        rozbawilo zdecydowanie bardziej Twoje pytanie: jesli jestes gluchy na cudowna
        fraze Marqueza i caly ten realizm magiczny, to szkoda Twojego czasu.Siegaj po
        ksiazki z nizszych polek,czyta sie je szybciej i nie pozostawiaja zadnych
        dylematow i watpliwosci.
        • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 15:01
          Nie skorzystam.Wole Mann od Marqueza.
          • Gość: belle Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 15:02
            ja też.
            • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 15:04
              Uwazam, ze watek milosny w czarodziejskiej gorze jest o kilka klas lespzy niz w
              tej "cholerze".
              • Gość: belle Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 00:22
                To dwa zupełne inne ujęcia miłości. ,,Miłość w czasach zarazy" to w ogóle
                reminiscencja wszelkich wątku miłosnych, z któryc wyrasta przesłanie
                współbrzmiące z moim pojomowaniem tego uczucia.
                • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.pomorzany.v.pl 01.06.04, 08:14
                  Widze w tym co piszesz sprzecznosc. Najpierw piszesz, ze u Manna jest zupelnie
                  inne ujecie milosci niz w "Cholerze", a nastepnie, ze w tejze "Cholerze" jest
                  reminiscencja wszelkich watkow milosnych. Zatem tego z czarodziejskiej gory
                  rownez?? A Ty czy nie widzisz sprzecznosci??
                  Kontunuujac, ksiazeczka Marqueza jest w mim odczuciu za malo subtelna.
                  Rowniez jesli chodzi o przeslanie tej ksiazki- to wypowiadasz sie dla mnie
                  zagadkowo- o jakim przeslaniu piszesz??
                  • Gość: belle Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 16:30
                    Oj plączesz się;) Samo przedstawienie miłości jest inne, co nie przeszkadza,
                    żeby wątek zafascynowania Claudią Chauchat (dobrze nazwisko?)nie wystąpił u
                    Marqueza, a dokładniej Florentino jest zauroczony Ferminą na samym początku.
                    takich pojędyńczych epizotów można by wymienić wiele. Inne ujęcie miłości nie
                    wyklucza wykorzystania podobnych sytuacji (aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że
                    trochę naciągam).
                    O przesłaniu nie mogę w żadnym wypadku pisać na forum;)
                    • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.pomorzany.v.pl 03.06.04, 18:15
                      Jestem zupelnie zawiedziony :((
                      Niczego z tego co piszesz nie moge pojac :(( (mowa o 1 akapicie)
                      W dodatku nt.przeslania stosujesz srodki anty...

                      Pozdrawiam
                      • Gość: belle Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 23:11
                        hm.. Pierwsza wypowiedź możę rzeczywiście była nieco chaotyczna, ale moja
                        ostatnia nie. Zaczni czytać ze zrozumieniem, tego uczą w podstawówce!!;);)

                        pozdr,
      • Gość: belle odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 14:55
        Moja abiwalenacja wbrew pozorom nie jest skomplikowana. Mianowicie ,,Sto lat
        samotności" i ,,jesień patriachy" to ksiązki, które uważam za wielkie,
        genialne, ale odnajduję sie w nich w małych stopniu. Ogólnie czuję zachwyt nad
        Marquezem, ale bez podłoża emocjonalnego jak w wypadku innych pisarzy, skąd mój
        chłód.
        • Gość: itek Re: odp. IP: 82.145.73.* 31.05.04, 15:23
          jesli sie w jakiejs ksiazce nie odnajduje nie uwazam ja za wielka.
          • Gość: belle Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 18:40
            Ja uważam, że wartość ksiązki opiera na czymś więcej niż tylko osobiste
            preferencje poszczególnych czytelników. Zawsze staram się na wszystko spojrzeć
            z drugiej strony.
            • Gość: itek Re: odp. IP: *.pomorzany.v.pl 31.05.04, 18:59
              A na czym innym??
              • Gość: belle Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 21:17
                Gdybym ja jeszcze wiedziała!!;) Ale chyba jakieś wartości literackie, jakaś
                prawda, którą można odczuć instyktownie. Ale ja też zwykle bardziej wielbię
                książki, w których się odnajduję,np. ,,Miłość w czasach zarazy":)\
                pozdrawiam,
                • Gość: itek Re: odp. IP: *.pomorzany.v.pl 31.05.04, 21:54
                  Ksiazke, ktora mnie nie porusza nie bede nazywal wielkim dzielem mimo ochow
                  licznych admiratorow.Nie bede tez uciekal sie w tym wypadku do instynktu, bo
                  moze zawiesc :) Lubie miec komfort wlasnego sadu niz powtarzac jak papuga czyjes
                  opinie.
                  • Gość: belle Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 22:15
                    Smutne to trochę: ograniczać się do siebie samego. Rozumiem aluzję:
                    powtarzałabym cudze opinie, gdybym pieprzyła, ze uwielbiam Marqueza itd. itp.
                    Mówię o swoich, podkreślam swoich uczuciach i odczuciach.
                    pozdrawiam,
                    • Gość: itek Re: odp. IP: *.pomorzany.v.pl 31.05.04, 22:25
                      Napisalem bez aluzji :)
                      Chodzilo mi o pewne niebezpieczenstwo powtarzania cudzych opinii, w przypadku,
                      gdy ksiazka nie bierze.
                      Co do "Cholery" to zdaje sobie sprawe z grona wielbicieli tej powiesci (do
                      ktorych zapewne nalezysz), jednak zupelnie nie rozumiem dlaczego- mnie ta
                      historia nie bierze; ksiazke te analizuje na zimno i nic wielkiego tam nie zauwazam.
                      Pozdrawiam
                      • Gość: belle Re: odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.04, 00:26
                        Ja mam tak z innymi książkami Marqueza, aczkolwiek zawsze gdy go czytam czuję
                        ducha wielkiej prozy, wielkiej prawdy. Możliwe, że widzę w tej książce za dużo
                        lub to co chce wiedzieć, ale wątpię. Samo przedstawienie postaci: najpierw
                        zbliżenie, a potem oddalenie i na odwrót - świetne, głębokie. No i uwielbiam
                        (aż wstyd się przyznać:)) Florentina, którego nie wiedzieć dlaeczego bardziej
                        przypominam niż Ferminę, ale to już zupełnie inna historia.
                        pozdrawiam bardzoo,
    • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 11:23
      Różnica jest mniej więcej taka jak pomiędzy "Casablancą" a "Beverly Hills
      90210".
      • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 12:04
        a konkretnie??
    • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 12:13
      Konkretnie różnica dotyczy klasy, wysublimowanego wyczucia twórczego, stylu,
      wirtuozerii w przeplataniu słowa i niedopowiedzenia... Długo by o tym pisać.
      • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 12:18
        Zarem brak jest roznicy w tresci a jedynie forma jest b.subtelna,czy dobrze
        rozumiem??
        • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 12:27
          Wszystkie dzieła o miłości opowiadają o ... miłości. Różnice z reguły dotyczą
          sposobu podania. Wybór konkretnych treści także należy do wyboru sposobu.
          • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 12:34
            Nie wydaje mi sie,zeby jedyna roznica miedzy ksiazkami o milosci polegala tylko
            na sposobie opisu milosci. Wazna jest tresc. Powiedzialbym, ze nawet
            wazniejsza.
            • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 12:45
              Nigdy nie sugerowałam, że treść nie jest ważna. Usiłowałam jedynie pokazać Ci
              swoje do niej podejście: uważam (powtórzę swoją wcześniejszą wypowiedź), że
              wybór treści jest również wyborem sposobu. I jako taki jest równie ważny jak
              pozostałe wybory sposobu. Pozdrawiam.
              • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 12:58
                Jednak nie moge sie zgodzic z Toba. Wybor tresci to JESZCZE nie wybor sposobu.
                Bo zauwaz ta sama tresc mozna przedsawic na n! sposobow.Rowniez pozdrawiam.
                • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 13:08
                  W porządku, rozpatrzmy hipotetyczną sytuację: zamierzasz napisać powieść o
                  miłości (bo taki zamiar wyśnił Ci się dziś w nocy albo tak zainspirowała Cię
                  miła forumowa wymiana zdań). Co robisz? Zadajesz sobie pytanie: co i jak mam
                  napisać, żeby był to utwór ciekawy, wart przeczytania, nieposądzany o wtórność
                  (temat wszak jest jednym z wyjątkowo często poruszanych w literaturze)? W
                  głowie zaczyna Ci dojrzewać pewna fabuła - spotkają się tu i tu, w taki sposób,
                  coś im przeszkodzi, coś pomoże, historia zakończy się tak lub tak.
                  Co to takiego? Treść, czyli TWÓJ SPOSÓB na powieść o tematyce miłosnej.
                  :-)
                  • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 13:27
                    Chyba sie troszke nie rozumiemy. Na poczatku musze wiedziec- CO chce napisac, a
                    w drugiej kolejnosci- JAK to chce uczynic. Bo jesli tresc bedzie malo
                    interesujaca to mala nadzieja ze forma cos tu zmieni, choc nie przecze, ze moze
                    dodac uroku opowiesci. Z drugiej strony jesli tresc bedzie wyjatkowo
                    ekscytujaca to drobne uchybienia formy beda przelkniete. Zatem,tresc nie jest
                    rownoznaczna ze sposobem jej opowiedzenia, raczej determinuje reszte. I
                    przypominam, ze jest n! sposobow opowiedzenia tej samej tresci.
                    • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 14:09
                      Rzeczywiście, mam nieodparte wrażenie, że każde z nas zaczęło skupiać się w tej
                      rozmowie tak naprawdę na czym innym: jedno na wartościowaniu treści i formy,
                      drugie na sposobie postrzegania tych dwóch zagadnień. To właściwie dwa różne
                      tematy.
                      Nadal upieram się, że CO to także JAK. To, CO wybieram, jest przecież
                      świadectwem tego, JAK coś postrzegam i JAK chcę to coś zobrazować. I nadal nie
                      oceniam, co jest ważniejsze: forma czy treść. Dla mnie są równie ważne,
                      ponieważ równoległe jako dwa sposoby wyboru.
                      Zwrócę Ci tylko uwagę, że - deprecjonując formę - na końcu swojej wypowiedzi
                      jednak pokazujesz, jak bardzo ważny jest jej wybór. Właśnie od tego zaczęliśmy
                      naszą dyskusję: jest jeden temat miłości i mnóstwo (lepszych lub gorszych)
                      sposobów jego oddania.
                      • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 14:58
                        Po kolei.
                        1.Dla mnie "jeden temat milosci" to tak naprawde ponad 1000 tematow. W tym
                        miejscu na pewno sie roznimy. Nie powiedzialbym, ze jest jeden temat milosci
                        (tak sie mowi wg mnie upraszczajac skomplikowana materie- slowa tutaj sa
                        balastem).
                        2.Nie deprecjonuje formy co mi przypisujesz, ale uzalezniam ja od tresci, ktora
                        dla mnie jest fundamentem opowiesci i ja tak naprawde chcemy przekazac snujac
                        watek.
                        3.Uparta jestes z wyrownaniem CO=JAK :) !
                        Ja zakladam, ze cos sie wydarzylo realnie poza swiadomoscia narratora,a on
                        probuje jedynie udolnie (badz nieudolnie) przedstawic wersje zaisnialych
                        (poruszajacych go) wydarzen. Preferuje tutaj narratora niepewnego swojej wersji
                        wydarzen,zwielokrotniajacego katy postrzegania.
                        "Co" nie jest rownoznaczne z "jak"- decyduje o tym m.in.kwestia innej
                        wrazliwosci percepcyjnej-w przypadku "co" i innej wrazliwosci estetycznej- w
                        przypadku "jak".
                        4."Co" opowiadam nie musi byc swiadectwem tego "jak" cos postrzegam, bo moze
                        byc sfalszowane moja nieudolnoscia w przekazie i wieloma innymi czynnikami.

                        Pozdrawiam :)

                        PS.Czy ta "Cholera" to moze Twoja ulubiona ksiazka o milosci??


                        • Gość: monk4 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.04, 15:30
                          No to również po kolei:
                          1. Bardzo jestem ukontentowana stopniową zmianą konwencji odpowiedzi Waćpana.
                          Nie to, żebym robiła jakieś przytyki, ale zdecydowanie wolę "upraszczanie
                          skomplikowanej materii" od "książeczek o miłości dla dorastających dziewcząt"
                          (z racji braku sformatowanej, zresztą błędnie, Pańskiej złośliwości). :-)
                          2. A dla mnie temat miłości jednak jest jeden, brzmi po prostu i aż: Miłość, i
                          tylko jego realizacji jest ponad 1000. I myślę, że żadne z nas nie "upraszcza
                          tu materii", tylko - mając na myśli treści podobne - spieramy się o
                          nomenklaturę. To rzeczywiście balast słowny. :-)
                          3. Jak to nie deprecjonujesz formy, skoro w każdej wypowiedzi przedkładasz
                          ponad nią treść? Nawet w tym samym podpunkcie, w którym twierdzisz, że tego nie
                          czynisz (FUNDAMENT - powiało postumentem). :-)
                          4. Pewnie, że jestem uparta, bo mnie nie do końca rozumiesz, a chciałabym, żeby
                          było inaczej. Taki zresztą mój (nieodparty) urok.
                          I w dodatku w Twoich wypowiedziach ciągle kryją się treści potwierdzające moje
                          zdanie, a nie polemizujące z nim, np. jeśli preferujesz "narratora
                          zwielokrotniającego kąty postrzegania", czyli pokazującego wiele JAK, a
                          zadaniem narratora jest w znacznej mierze pokazanie CO, to przecież też
                          zestawiasz (nieświadomie) te wartości. :-)
                          5. Jeśli przekaz autora jest rzeczywiście nieudolny w warstwie JAK, to i
                          warstwa CO pozostawi co nieco do życzenia... Bo jeśli JAK jest nieudolne, to
                          pokazuje mi to obraz autorskiego CO. :-)

                          Pozdrawiam z głębi mojego CO/JAK.
                          PS: Nie, ale fajnie było o niej z Tobą pogadać. :-)
                          • Gość: itek Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: 82.145.73.* 31.05.04, 15:58
                            Nie zestawiam nieswiadomie(!) warosci, wrecz przeciwnie dostrzegam ich
                            hierarchie. I tu jest problem, bo trudno jest udowodnic w dowolnej sprawie, ze
                            istnieje okreslona hierarchia, temu kto jej nie dostrzega.
                            Preferuje narratora niepewnego,zwielokrotniajacego perspektywy, ale nie jako
                            popis genialnego autora paralizujacego czytelnika swoim stylem i mozliwosciami
                            formalnymi.


        • Gość: belle odp. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 14:57
          W treści, formie jest wielka różnica, identyczny jest wątek głowny.
          • madziurex Miłośc w czasach... 03.06.04, 01:24
            Od lat jestem śmiertelnie i beznadziejnie zakochana w Marquezie, więc na pewno nie jestem "obiektywna" (czy możliwy jest obiektywizm w odbiorze literatury? mam nadzieję, ze tak!), ale przyznam, ze "Miłośc..." to moja najmniej ulubiona (no, może poza dziwadłem "Opowieśc rozbitka")ksiażka tego autora. Jest jakaś inna, nie ma w niej zwykłej (niezwykłej raczej) dla niego magii, no - coś jest tam nie tak. Rozczarowała mnie.
            Moje ulubione to "Sto lat..." i "Jesien patriarchy". Genialne sa też opowiadania.
            • exilvia Re: Miłośc w czasach... 03.06.04, 01:35
              ja nie doczytałam nawet "Miłości..." do końca, chociaż inne książki Marqueza uwielbiam. najbardziej też "sto lat.." plus felietony.
            • Gość: belle odp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.04, 16:33
              Ja najbardziej lubię ,,Mił0ść w czasie zarazy", potem ,,Sto lat samotności".
              Marqueza przeczytałam całego i już nic na mnie zrobiło takiego wrażenia, a
              momentami aż denerwowała mnie jego narracja itd.
    • ryza_malpa1 Re: ,,Miłość w czasach zarazy" 03.06.04, 12:39
      Przeczytałam większośc książek Marqeza, miałam okres fascynacji jego dziełami i
      osobą, teraz patrzę z na to z pewnym znużeniem i chłodem wynikającym zupływu
      czasu ale...do " miłości w czasach zarazy " wracam czesto ( jako do jedynej
      książki Marqeza).
      Dla mnie to jest przewdstawienie form jakie może przybierac miłość lub
      pokrewne formy syosunków damsko - męskich - wiadomo, ze u każdego w róznych
      momentach jego życia takie stany przejwiają sie inaczej.
      We wczesnych fazach młodzieńczych uniesień czesto idealizuje sie obiekt
      uczuc, zakochuje się w kims z powodu pierdół, umiera sie z milości ( Florentio
      wącha kwaitki na parkowej ławce), gdzies tam w książce występuje jeszcze miłośc
      wynikająca z porządania ( z ta grubą, jak jej tam było ...np.),
      z "przystosowania intelektualnego" no i wreszcie mój ulubiony wątek w tej
      powieści : Fermina Daza plus Doktor Urbino - miłośc dojrzała i pełna - dla mnie
      Florentino w tym układzie to piąte koło u wozu, które owszem, ważne jest w
      konstrukcji powieści oraz w zamyśle przedstawienia różnych form miłości ( co
      sie Florentino w zyciu nabalowął - to jego) - równie dobrze książka mogłaby
      ograniczyc sie do tej pary.
    • Gość: asica Re: ,,Miłość w czasach zarazy" IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.06.04, 10:58
      Po „Stu latach Samotnośći”, przyznam, że „Miłość w czasach zarazy”,
      pieszczotliwie nazywana tu „ Cholerą” , nieco mnie rozczarowała. Jednak nie aż
      tak bardzo, żebym uznała to dzieło za niewarte przeczytania. Nieco przydługawe
      i momentami monotonne wątki osładzały mi genialne- sprośne lub wulgarne ( może
      ciut za mocne słowo) kawałki. Np.

      „ Hildenbranda, jakby nigdy nic, weszła do sypialni zjadłszy kolację w kuchni z
      Galą Placidią i zaczęła komentować, z wrodzonym sobie wdziękiem, wypadki
      dzisiejszego popołudnia. Nie ukrywała entuzjazmu dla doktora Urbino, tak
      eleganckiego i sympatycznego, ale Fermina nic na to nie odpowiedziała, niemniej
      złość już jej przeszła. W pewnym momencie Hildenbranda wyznała: kiedy doktor
      Juvenal Urbino przewiązał sobie oczy, a ona zobaczyła błysk jego wspaniałych
      zębów między różowymi wargami, poczuła nieprzepartą chęć, żeby schrupać go
      całego pocałunkami. Fermina Daza odwróciła się do ściany i położyła kres
      rozmowie, nie mając zamiaru jej obrażać, raczej śmiejąc się i to z całego serca.
      - Ale kurwa z ciebie!- powiedziałą.”

      Drugi, który warto byłoby przytoczyć w większej części, ale ....

      „ .. a potem przez jakiś czas leżeli w milczeniu, nadal w sobie rozkochani, ale
      nie oddając się już miłosnym rozkoszom. O piątej, gdy słońce jeszcze było
      wysoko, wyskoczyła z łóżka, naga aż po wieczność, z organdynową kokardą we
      włosach i ruszyła do kuchni, by poszukać czegoś do picia. Nie przestąpiwszy
      nawet progu sypialni, nagle wydała z siebie okrzyk przerażenia.
      Nie wierzyła własnym oczom. Jedynymi przedmiotami, jakie ostały się w
      domu, były wiszące lampy. Cała reszta, stylowe meble, indiańskie dywany,
      posążki i gobeliny, niezliczona ilość bibelotów ze szlachetnych metali i
      kamieni, wszystko, co złożyło się na to, iż uczyniła swoje mieszkanie jednym z
      najprzyjemniejszych i najlepiej wyposażonych domów w mieście, wszystko, łącznie
      ze świętą kakadu, wszystko wyparowało. Wyniesiono cały dobytek przez taras od
      strony morza, nie zakłócając ich miłości. Zostały tylko puste pokoje z
      otwartymi na oścież oknami i napis wymalowany dużym pędzlem na przeciwległej
      ścianie: „ Nie trzeba się było tak ruchać”.”

      Jest ich więcej, ale te udało mi się na szybko znaleźć.
    • kagula Re: ,,Miłość w czasach zarazy" 07.06.04, 10:46
      Dla mnie ta książka była niesamowita głównie z jednego powodu. Tak ją czytałam,
      czytałam i nie wiedziałam dokąd to wszystko zmierza, raczej spodziewałam się
      fatalistycznego zakończenia. Florentino tak się pogrążał i pogrążał, i dopiero
      w zakończeniu wszystko rozbłysło, nabrało sensu. No i to, że ona zgodziła się z
      nim płynąć jeszcze raz. Przecież w każdej porządnej współczesnej książce nigdy
      by na to nie poszła, bo ją ojciec molestował, zdechł jej kanarek i w ogóle jest
      skazana na autodestrukcję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka