Dodaj do ulubionych

czy warto czytać książki klasy B?

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.06.04, 16:48
ostanio mialem dyskusję ze znajmomym odowadnial ze wolalby aby jego dziecko
czytalo kiczowate ksiazki niż mialoby w ogóle nie czytać
uważam to za absurd
slabe ksiazki nic nie daja, zabieraja tylko czas
sam przeczytalemmnostwo ksiazek ktore nic mi nie daly, jakies horroy,
drugorzedne fantasy, te wszystkie coelho i whartony

to wole zeby nic nie czytalo
i zapisalo sie chociaz do ZHP, mialo kontakt z ludzmi, rozwijalo kontakty
spoleczne, robilo cos dla innych itd.
czasem wdaje mi sie ze te wszystkie coelho i prachetty to taka forma ucieczki
od rzeczywistości w swaty nierealne a trzeba zyt tu i teraz
Obserwuj wątek
    • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 28.06.04, 16:51
      oo przepraszam. pratchett wcale nie jest w klasie B- trzeba miec duza wiedze,
      zeby wylapac wszystkie aluzje itd ktorych u pratechetta pelno- bo w nich
      wlasnie tkwi urok jego ksiazek.
      dla dziecka jest wazny nawyk czytania, trudno sobie wyobrazic 10-latka
      zaczytujacego sie faulknerem
      • Gość: bobofruit Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 19:13
        A dlaczego czytanie ma być nawykiem?
        • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 28.06.04, 21:41
          dla mnie jest...
          • Gość: bobofruitpolonista Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 01:23
            Ale to nie znaczy, że dla dziecka czy kogokolwiek czytanie musi być nawykiem.
            Nawyk, czyli w tym przypadku nałóg czytania, jak każdy nałóg uprzedmiotawia,
            odbiera bardzo wiele z kontaktu z literaturą (powiedziałbym wręcz, że skutecznie
            zamyka drogę do istoty "tej dziwnej instytucji zwanej literurą").
            Przeciwstawiłbym mu modne, ale niech będzie, pragnienie.
            Mój przyjaciel twierdzi, że niektórzy (poloniści) tak nawykli do czytania, że
            braknie im czasu na myślenie.
            • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 11:15
              oczywiscie ze nie musi. ale tu przewaznie sa ludzie, dla kotrych jest, wiec nie
              bralam pod uwage tych innych :) nie czuje sie jak osoba uprzedmiatawiacja
              ksiazki, czytam od 3 roku zycia, mam nawyk czytania wszedzie i zawsze. z tym
              sie wlasnie wiaze pragnienie czytania- a apetyt rosnie w miare jedzenia.
              co do tego ostatniego zdania, to sie nie zgadzam- mam mame polonistke i wielu
              znajomych na lub przed polonistyka. i zazdroszcze im erudycji :)))
              • Gość: bobofruit Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 12:11
                Miałem na myśli uprzedmiotawianie podmiotu czytającego:)
                Erudycja - właśnie o to mi chodziło - bywa efektowną, ale faktycznie
                nieprzemyślaną kompilacją. Bardzo często występuje wśród polonistów.
                A czy, rozstawszy się z książką lub czekając na nieznajomą, nie lubisz marzyć o
                niej, wręcz odsuwać w czasie spotkanie?
                Ja nawet uwielbiam zdradzać książki.
                • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 13:16
                  ja jestem ksiazkowa poligamistka :) zdradzam ale wracam. raczej nie porzucam
                  bez czytania.
                  co do erudycji to masz racje- musze wiec sprecyzowac ze dla mnie erudcyja to
                  nie tylko kompilacja ale tez umiejetnosc jej wykorzystania- co wiaze sie z
                  mysleniem :)
                  • Gość: klip O erudycji IP: *.chello.pl 29.06.04, 13:25
                    Erudycja to kompilacja - czego, na Boga?
                    Umiejętność wykorzystywania - w jakim celu?
                    Proszę o odpowiedź, bo to ciekawy temat.
                    Nb. czy ksiązkowa monogamia miałaby oznaczać czytanie w kółko tej samej książki?
                    Wasz zaintrygowany uprzedmiotowiony podmiot czytający.
                    • Gość: sol_bianca Re: O erudycji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:31
                      > Erudycja to kompilacja - czego, na Boga?
                      Danych i myśli poznanych w toku lektury, nie?
                      > Umiejętność wykorzystywania - w jakim celu?
                      W celu wyciągnięci wniosków, ustosunkowania się do nich i budowania własnego
                      światopoglądu.
                      • Gość: klip Re: O erudycji IP: *.chello.pl 29.06.04, 14:15
                        Pomijasz zupełnie kwestię JAKOŚCI : samej lektury, poziomu jej czytania
                        i "kompilowania" danych, wniosków i światopoglądu. Przejście przez wszystkie te
                        etapy nie czyni nikogo erudytą. Kompilujesz i wyciągasz wnioski nawet
                        czytając "Przeminęło z wiatrem" na przemian z "Alchemikiem". To nie erudycja,
                        to naturalna funkcja mózgu.Poza tym oczytanie jest tylko jednym ze składników
                        erudycji.
                        Nie protestuję dla samej przyjemności polemizowania, po prostu uważam zjawisko
                        za złożone i zagadkowe. Spotkałam w życiu kilkoro erudytów i nie potrafię
                        uchwycić na czym polega ten fenomen i co go odróżnia od "zwykłej"
                        inteligencji.

                        • Gość: sol_bianca Re: O erudycji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 14:45
                          > To nie erudycja,
                          > to naturalna funkcja mózgu.
                          Po pierwsze, nie twierdzę że erudycja jest umiejętnością wyciągania wniosków,
                          tylko że dostarcza danych. To, jaki z nich uczynimy użytek, to inna sprawa.
                          Po drugie (trochę OT), chyba jednak wiele osób ma trudności z wyciąganiem
                          wniosków, więc to nie jest takie całkiem naturalne...

                          > Spotkałam w życiu kilkoro erudytów i nie potrafię
                          > uchwycić na czym polega ten fenomen i co go odróżnia od "zwykłej"
                          > inteligencji.
                          A znasz inteligentnych ludzi, którzy nie sa erudytami? To sobie porównaj :)
                          Sama nie jestem pewna, na czym polega ten fenomen. Jak również mam wątpliwości,
                          jak zdefiniować inteligencję. Jeżeli to jest to, co mierzą testy na
                          inteligencję ;) to faktycznie ilość i jakość przeczytanych lektur nie ma tu nic
                          do rzeczy.
                    • klymenystra Re: O erudycji 29.06.04, 13:54
                      oo

                      > Erudycja to kompilacja - czego, na Boga?

                      czekaj, bo to skomplikowane te moje skroty myslowe :)))
                      erudcyja to kompilacja wiedzy ksiazkowej z rozsadnym mysleniem i umiejetnoscia
                      wykorzystania wiedzy owej, kiedy jest potrzebna.

                      > Umiejętność wykorzystywania - w jakim celu?

                      np w dyskusji- powolywanie sie na tzw autorytety ale tez wlasnie wiedze nabyta
                      dzieki czytaniu- w zaleznosci od tematu dyskusji
                      wykorzystywac tez mozna w krzyzowkach oczywiscie ;) i samemu cos piszac.


                      > Nb. czy ksiązkowa monogamia miałaby oznaczać czytanie w kółko tej samej
                      książki
                      > ?

                      raczej czytanie jednego typu literatury i to tylko jednej ksiazki. ja czytam
                      rozne i kilka na raz (w sensie ze nie jednym okiem jedna, a drugim durga ;))

                      :)

                      wyjasnilam?

                      pozdrawiam :)
            • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:27
              Czyli twierdzisz że nawyk = nałóg? No nie wydaje mi się. Nałóg jest trudny lub
              niemożliwy do przezwyciężenia i rzutuje (negatywnie) na inne dziedziny życia
              (np. zamykanie się w sobie albo wspomniane przez ciebie czytanie zamiast
              myślenia). Nawyk nie musi. Jeżeli lubię poczytać książkę do poduszki, to nie
              jest nałóg, tylko nawyk. Jeżeli raz w tygodniu zaglądam do księgarni żeby
              przejrzeć nowości, to też nie pretenduje do miana nałogu - ale ktoś kto nie ma
              NAWYKU czytania, do księgarni z własnej woli nie wejdzie.
              • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 13:56
                mysle ze nalog sie rodzi z nawyku... to troche skomplikowane.. fakt, ze za dzuo
                czyrania moze wplynac negatywnie... ale nawyk to tez troche nalog..

                natomiast, co do Twojej wyzszej wypowiedzi, to nie dalabym znaku rownosci
                pomiedzy erudycja a wypracowywaniem sobie swiatopogladu i przemysleniami.
                • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 14:01
                  > natomiast, co do Twojej wyzszej wypowiedzi, to nie dalabym znaku rownosci
                  > pomiedzy erudycja a wypracowywaniem sobie swiatopogladu i przemysleniami.
                  Znak równości nie, ale pewna zależność występuje. Co nie znaczy, że nie można
                  mieć przemyśleń bez erudycji a erudycji bez przemyśleń ;)
                  • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 15:31
                    otoz to :)) mysle, ze ksiazki dostarczaja czytelinkowi dwoch rzeczy (poza
                    paroma innymi): po pierwsze- material do przemyslen, a po drugie- wiedze ktora
                    moze sie przerodzic w erudycje :)
                    • karmilla Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 15:36
                      po trzecvie - i dla mnie najważniejsze: przyjemności
                      • klymenystra Re: czy warto czytać książki klasy B? 01.07.04, 20:24
                        totez napisalam- poza paroma innymi :)))))))
      • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 20:09
        Właśnie. Jakie niby książki ma czytać dziecko? Jak będą za trudne, to tylko
        zniechęci się do czytania.
    • Gość: Młoda Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.devs.futuro.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 16:59
      Ja uwazam, ze lepiej zeby dziecko czytalo ksiazki klasy B niz zeby nie czytalo
      nic... Nie wszystkie "gorsze" ksiazki sa zle... Nie bede podawac tytulow, bo
      nie wiem co masz dokladnie na mysli mowiac "ksiazki klasy B" ale uwazam, ze
      dobrze jesli czyta sie wszystko. Mozna potem odroznic, porwnac, ocenic ksiazki.
      Oczywiscie trzeba czytac w pierwszej kolejnosci dobre ksiazki, ale te mniej
      wartosciowe tez zasluguja na chwile uwagi. Kazdy powinien czytac to co lubi!!
    • exilvia nie warto,ale czasem tak wychodzi :) 28.06.04, 17:12
      ja też uważam, że nie warto czytać kiepskich książek tylko po to, żeby cokolwiek czytać. jeśli ma się do wyboru coś z literatury pięknej i jakieś badziewie - to ja wybiorę coś lepszego. teraz. ale jak byłam młodsza - różne dziwne rzeczy czytywałam. zaspokojało to moje najróżniejsze potrzeby wieku dojrzewania. nie zawsze mogły byc one IRL zaspokojone widocznie. czytałam na przemian literaturę z wyższej i niższej półki. nie wierzę za to we frazes, że można przejść od czytania kiepskiej literatury do tej klasy A. jak się człowiek przyzwyczai do niemyślenia... ale młodzi ludzie przeważnie czytają przeróżne rzeczy i chyba dobrze.

      co do Pratchetta to zgadzam się raczej z Klymenystrą. Pratchett to inteligentna rozrywka.
    • gatta13 Re: czy warto czytać książki klasy B? 28.06.04, 19:47
      To może ktoś się podzieli swoją listą A i B?
      • maedel Re: czy warto czytać książki klasy B? 28.06.04, 21:35
        gatta13 napisała:

        > To może ktoś się podzieli swoją listą A i B?

        Przyłączam się : gdzie ten podział na książki klasy A i B?

        Dla jednego klasą A będzie twórczość Sienkiewicza, a dla innego nie będzie się
        kwalifikowały jego książki nawet do klasy C.;)
        • Gość: bobofruit Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 02:11
          To podam przykłady moich AUTORÓW klas A i B:

          A. Andrzej Sosnowski B. Jerzy Sosnowski
          A. Tadeusz Peiper B. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
          A. Harold Bloom B. Allan Bloom
          A. Jacques Derrida B. Charles Tylor
          A. Martin Heidegger B. Karol Wojtyła

          Ale po co to komu? Chyba tylko, żeby się sprzeczać:)
          • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:34
            > Ale po co to komu? Chyba tylko, żeby się sprzeczać:)
            A ja bym wolała przeczytać odpowiedź autora tego wątku, bo to on poruszył
            kwestię książek klasy A i B, twierdząc że tych drugich czytać nie warto. Więc
            fajnie byłoby się dowiedzieć, czego według niego nie warto czytać, i z jakich
            to wiekopomnych dzieł powinna składać się biblioteczka dziecka.
            • karmilla Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 14:13
              Mnie interesuje co takiego jest w literaturze klasy A, że w przeciwieństwie do
              literatury klasy B, ją akurat warto czytać.
    • braineater Re: czy warto czytać książki klasy B? 28.06.04, 19:53
      żadna ksiązka nie zabiera czasu i nie ma tak złego textu żeby nie dało sie
      czerpać z niego przyjemności - tej czy innej. To samo zresztą dotyczy komiksów,
      które też przez przeróżne "autorytety" odsądzane bywają od czci wszelakiej - i
      zawsze będzie tak że lepsze jest po raz kolejny dla dzieciaka przeczytanie
      jakiegokolwiek textu niźli wystawienie go na najnowszą kreskówkę made in
      japan/usa/poland.
      A to drogi traianie, że nic nie zyskałeś czytając : "mnostwo ksiazek ktore nic
      mi nie daly, jakies horroy, drugorzedne fantasy, te wszystkie coelho i
      whartony" to raczej traktować można w kategoriach samooskarżenia, bo nawet
      dzień poswięcony na czytanie Whartona jest o wiele wartościowiej spędzonym
      czasem niż sto lat w ZHP, gdzie mogą cię tak odmóżdżyć, jak żaden Cohello nie
      dałby rady...
      Pozdrowienia:)
      >
      • exilvia Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 00:38
        a do mnie bardziej przemawiają słowa Osieckiej, która kiedyś powiedziała, że woli rozmowę z kims (więcej jej ona daje) od przeczytania bardzo grubej książki.
        • j_u Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 00:51
          A ja wole rozmowe z kims o bardzo grubej ksiazce ;)))
          O ile ten ktos jest w stanie prowadzic ciekawa rozmowe.
    • Gość: ktoś Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 29.06.04, 01:03
      Przez ospę, świnkę czy różyczkę przechodziliśmy chyba wszyscy i to w większości
      w wieku szczenięcym. Przez czytanie bzdur pewnie też trzeba. Najgorsze jest
      czytanie (wogóle robienie czego kolwiek) pod czyjeś dyktando, albo dlatego, że
      pasowałoby.
    • Gość: bobofruit Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 01:47
      Pytanie jest bardzo proste i odpowiedź taka powinna być. Pytając ogólnie, czy
      warto czytać książki klasy B, mamy na myśli książki powszechnie uważane, za
      należące do klasy B. Warto, a nawet trzeba czytać, jeżeli mamy mieć z tego
      pożytek, np. wtedy gdy piszemy książkę o książkach klasy B względnie książkę o
      pożyteczności czytania książek klasy B. Albo - gdy chcemy rozmawiać o książkach
      klasy B z miłośnikami książek klasy B. Nie ma natomiast żadnego koniecznego
      związku między czytaniem książek klasy B a wyrabianiem nawyku czytania. Istnieje
      tylko niebezpieczeństwo wykształcenia nawyku czytania książek klasy B. Unikam
      czytania książek klasy B, ponieważ uważam, że książki klasy A są lepsze. Ale
      jestem tolerancyjny i potrafię wyobrazić sobie, że dla kogoś może być przeciwnie.
      • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:39
        Nie ma natomiast żadnego koniecznego
        > związku między czytaniem książek klasy B a wyrabianiem nawyku czytania.
        Istniej
        > e
        > tylko niebezpieczeństwo wykształcenia nawyku czytania książek klasy B.

        Istnieje też możliwość przejścia od książek klasy B do książek klasy A (jak się
        dorośnie, zmądrzeje i zapragnie czegoś na wyższym poziomie) albo odwotnie, od
        klasy A do B (np. pod wpływem zmęczenia, podejrzewam że ktoś, kto np. pracuuje
        12 godzin na dobę, zaśnie nad Derridą, natomiast doskonale zrelksuje się
        czytając kryminał).
    • Gość: klip Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.chello.pl 29.06.04, 11:38
      Jeśli Sienkiewicz jest wśród B najbardziej A,
      to Dostojewski jest wśród A najbardziej B.
      Spora część znakomitej literatury A
      ma pewien procent B.
      Książki B często zawierają jakiś pierwiastek A.

      Zjawisko złożone i wielce interesujące. Warto.
    • karmilla Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 11:43
      Gość portalu: traian napisał(a):

      Czytuję literaturę różną, z czego większość to literatura klasy B. I nie
      zauważyłam żeby zubażała mnie w jakikolwiek sposób (a rozmowy z niektórymi
      ludźmi tak - dlatego m.in. wolę kiepską książkę - jak mi się przestaje podobać,
      to przestaję ją czytać, a nie zawsze moge urwać rozmowę w połowie).
      Kiedy jadę pociągiem kilka godzien raczej trudno mi sobie wyobrazić, żebym
      czytał literaturę klasy A, bo to jednak wymaga większego skupienia, ale też nie
      widż poeodu dla którego miałabym nic nie czytać (bo umrzeć z nudów można). I w
      prawie każdej książce potrafię znależć coś dobrego - czasem jest to
      fakt/rzecz/zjawisko o którym dotąd nie wiedziałam, czasem zainteresuję się
      jakąś postacią historyczną, a czasem po prostu błyskotliwy dialog.
      Poza tym czytanie nawet kiepskiej literatury rozwija wyobraźnię i słowictwo (bo
      ja jednak widzę różnicę między literaturą klasy B a grafomanią).

      > czasem wdaje mi sie ze te wszystkie coelho i prachetty to taka forma ucieczki
      > od rzeczywistości w swaty nierealne a trzeba zyt tu i teraz
      a ja wolę taką formę ucieczki od rzeczywistości, niż dużo częściej spotykaną w
      alkohol, prochy i nieustające imprezy. Więc jeśli ktoś ucieka od rzeczywistości
      w książki to tylko moge mu przyklasnąć. A nawet jak się żyje tu i teraz to
      czasem warto mieć jakąś odskocznię, choćby po to żeby nabrać dystansu do tego
      tu i teraz, i nie widzę powodu dla którego to nie miałaby być literatura klasy
      B.
    • Gość: jona Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: 158.194.194.* 29.06.04, 12:36
      Ja czytam i A i B i czasem nawet C. Teraz tylko dlatego, ze lubię.
      Jestem ciekawa, czy uwazasz, ze caly swiat nalezy podzielic na kategorie. Moga
      byc filmy i programy A i B, wycieczki i wyjazdy wakacyjne lepsze i gorsze, gry
      komputerowe, strony w internecie, ba, nawet ludzie. Niech dzieciak sam
      wybierze, co mu odpowiada. Teraz czyta Coelho, a potem dojrzeje do Kundery.
      Kazda ksiazka cos daje, jesli sie ja czyta z pozytywnym nastawieniem. Jesli
      dzieciak NIC nie bedzie czytał, jak ma rozwijac wyobraznie?
    • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:42
      > czasem wdaje mi sie ze te wszystkie coelho i prachetty to taka forma ucieczki
      > od rzeczywistości w swaty nierealne a trzeba zyt tu i teraz
      Każda książka (poza naukowymi i biografiami) to świat nierealny. A Pratchett
      jest czasem bardziej "prawdziwy" (co nie znaczy dosłowny) niż
      niektóre "realistyczne" powieści psychologiczne.
      • karmilla Re: czy warto czytać książki klasy B? 29.06.04, 13:48
        Gość portalu: sol_bianca napisał(a):

        > Każda książka (poza naukowymi i biografiami) to świat nierealny.
        Hmm, niektóre naukowe (szczególnie z nauk humanistycznych) to świat jeszcze
        bardziej nierealny niż fantastyka ;-)

        > A Pratchett jest czasem bardziej "prawdziwy" (co nie znaczy dosłowny) niż
        > niektóre "realistyczne" powieści psychologiczne.
        No, Pratchetta to akurat nie czytałam, ale w wielu opowiadaniach SF czy fantasy
        sylwetki bohaterów kreślone były faktycznie dużo bardziej realistycznie niż w
        niejednej powieści obyczajowej czy psychologicznej.
        • Gość: sol_bianca Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 14:08
          > No, Pratchetta to akurat nie czytałam, ale w wielu opowiadaniach SF czy
          fantasy
          > sylwetki bohaterów kreślone były faktycznie dużo bardziej realistycznie niż w
          > niejednej powieści obyczajowej czy psychologicznej.
          Tyż prawda :) Z Pratchettem sprawa jest troche inna, bo to przede wszystkim
          satyra - więc sylwetki bohaterów nie są realistyczne (czyt. prawdopodobne), ale
          reprezentują pewne charakterystyczne typy i schematy zachowań, całkiem sprytnie
          uchwycone zresztą. Poza tym, mimo że jest Pratchett literatura "łatwą, lekką i
          przyjemną", a więc zaliczaną do klasy B, zrozumienie wszystkich gagów wymaga
          jednak pewnej hmm erudycji :)
          • Gość: trelamorela Frajda z czytania IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.04, 23:01
            Ludzie, zapominacie ze literatura ma przede wszystkim dawać PRZYJEMNOŚĆ, a
            dopiero przy okazji zbawiać świat! A że jest to rozrywka trochę wyższych lotów
            niz np. telewizja czy gry komputerowe (nie wszystkie, ale to juz temat na
            następny temat ;)) to oczywistość. Wiem, ze istnieją masochiści któży
            czytają 'mądre' ksiązki , tylko i wyłącznie i uważają że książka musi rozwijać.
            Czytanie książek tylko po to to,powtórze, maspchizm i pewna specyficzna odmiana
            szpanu... sęk jest w tym by mieć przyjemność w czytaniu 'mądrych' książek, a do
            tego ludzie dochodzą ,najczęściej właśnie czytrając książki klasy B...

            Przymuszając dzieciaka do czytania książek których nie lubi , nie interesują
            go ,nudzą i których nie rozumie może go tylko zrazić!
    • Gość: traian czytanie czesto prowadzi dobiernosci obywatelskiej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.06.04, 18:21
      1) Faraon Prusa to literatura klasy A, Pachnidlo Suskinda to litaratura klasy B
      scislejszej definicji nie potrafię ustalić, to kwestia intuicji, indywidualnego
      podejscia
      2) czytać dla samego czytania nie warto, czy czytanie instrukcji obslugi
      drukarki wzbogaca emocjonalnie?
      3) pamietajcie ze Main Kampf tez jest ksiażka
      4) uwazam ze czytanie literatury np. fantasy to w 9 na 10 strata czasu, mozna
      czytac Mastertona albo Conana, ale po co? rozumiem ze dla czystej rozrywki, dla
      mnie jest to troche ucieczka od rzeczywistości
      5) kraj sie sypie, poglebia sie dystans miedzy wladza a spoleczenstwem - jest
      to wina marazmu, apartii spolecznej
      6) czytanie nie sluzy dobru ogolnemu, czytajacy zaszyty w swej samotni nie jest
      uzyteczny spolecznie, jest troche free-riderem spolecznym,
      7) zbyt czesto literatura prowadzi do kwietyzmu

      chodzi mi o to ze lepiej wyjsc do ludzi, zrobic cos dla innych niż czytac
      kolejna czesc niekonczącego sie cyklu o smokach, albo ksiazki w ktorych gosciu
      zabija innych bo lubi ich zapachy, albo marzy o zamienieni sie w ptaka

      w dzisiejszych czasach potrzenujemy takich wzorców osobowych jak Judym i
      Gajowiec a nie kolejny alkoholik czy psychopata, ktorych pelno we wspolczesnej
      literaturze
      • braineater Re: czytanie czesto prowadzi dobiernosci obywatel 29.06.04, 19:25
        Gość portalu: traian napisał(a):

        > 1) Faraon Prusa to literatura klasy A, Pachnidlo Suskinda to litaratura klasy
        B
        > scislejszej definicji nie potrafię ustalić, to kwestia intuicji,
        indywidualnego
        >
        > podejscia
        Zda mi się jednak, że i Faraon i Pachnidło, są doskonałymi przykładami
        literatury czysto rozrywkowej, przy czym, to jednak Suskind dostarcza szerszego
        materiału do dyskusji i przemysleń - gdybyś zestawił "Lalkę" z "Pachnidłem", to
        wtedy bez problemu przyznałbym Ci rację i nie tak do końca jest to kwestia
        intuicji i podejścia ale raczej jakości materiału literackiego - obaj panowie w
        obu powieściach manipulują faktami historycznymi z ogromną dowolnością i
        generalnie tworzą powieści ku rozrywce...
        > 2) czytać dla samego czytania nie warto, czy czytanie instrukcji obslugi
        > drukarki wzbogaca emocjonalnie?
        Oczywiście, że warto czytać dla samego czytanie, miast na przykład siedzieć i
        asymilować telewizyjne programy tudzież wpuszczać się w dyskusje z ludźmi nie
        mającymi nic do powiedzenia albo zajmować się polityką
        > 3) pamietajcie ze Main Kampf tez jest ksiażka
        Ale nie jest literaturą, tylko właśnie podręcznikiem, instrukcją obsługi...
        > 4) uwazam ze czytanie literatury np. fantasy to w 9 na 10 strata czasu, mozna
        > czytac Mastertona albo Conana, ale po co? rozumiem ze dla czystej rozrywki,
        dla
        >
        > mnie jest to troche ucieczka od rzeczywistości
        Tu wypada powtórzyć za klytajmestrą - lepsza taka ucieczka niż dragi czy wóda
        > 5) kraj sie sypie, poglebia sie dystans miedzy wladza a spoleczenstwem - jest
        > to wina marazmu, apartii spolecznej
        Gdyby społeczeństwo czytało (projekt idealistyczno-utopijny) to wtedy być może
        znalazłoby drogę wyjscia z marazmu, zachęcone chociażby przykładami takich
        bohaterów literackich jak Robinson Cruzoe czy Philip Marlowe - że o Stavroginie
        nie wspomnę i O. Wilde też pominę:)
        > 6) czytanie nie sluzy dobru ogolnemu, czytajacy zaszyty w swej samotni nie
        jest
        >
        > uzyteczny spolecznie, jest troche free-riderem spolecznym,
        Oglądanie obrazów nie jest użyteczne społecznie, słuchanie muzyki nie jest
        uzyteczne społecznie, podziwianie architektury nie jest uzyteczne społecznie,
        spacery po lasach, plażach górach nie są uzyteczne społecznie - więc co?
        Zakazać i wszystkich tych frików zapędzić do obozów pracy przymusowej by mogli
        się wykazać ku chwale Łojczyzny?
        > 7) zbyt czesto literatura prowadzi do kwietyzmu
        To raczej oxymoron jest bo jak coś co zmusza do myślenia, może prowadzić do
        umysłowej bierności? I powtarzam - nie ma takiej książki z której nie dałoby
        sie wykrzesac choć garści przemyśleń i nauki - chociażby wiedzy o tym, jak nie
        należy pisać.
        >
        > chodzi mi o to ze lepiej wyjsc do ludzi, zrobic cos dla innych niż czytac
        > kolejna czesc niekonczącego sie cyklu o smokach, albo ksiazki w ktorych
        gosciu
        > zabija innych bo lubi ich zapachy, albo marzy o zamienieni sie w ptaka
        >
        > w dzisiejszych czasach potrzenujemy takich wzorców osobowych jak Judym i
        > Gajowiec a nie kolejny alkoholik czy psychopata, ktorych pelno we
        wspolczesnej
        > literaturze
        Czas wzorców osobowych na szczęście ma się ku końcowi a postaci takie jak Judym
        czy Gajowiec, były w penym sensie posrednią przyczyną Powstania Warszaskiego,
        gdzie młodzież zarażona tymi ckliwymi ideami głoszonymi przez wszelakiej maści
        pogrobowców romantyzmu, dała się po raz kolejny wmanewrować w z góry przegraną
        sytuację - bodaj Baczyński cenił sobie żeromszczyznę - i jakoś nie widzę żeby
        dało mu to cokolwiek prócz niepotrzebnych cierpień w imię jakiś wydumanych
        fikcyjnych idei. A literatura przede wszystkim powinna byc interesująca a nie
        walcząca czy perswadująca jakiekolwiek polityczne czy społeczne programy - od
        tego są inne media, które w trosce o własne zdrowie szerokim łukiem omijać
        należy, bo jeszcze nigdy z nich nic dobrego nie wyniknęło

        Pozdrowienia:)
        • Gość: traian ty tak na serio? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.06.04, 21:06
          <<Suskind dostarcza szerszego materiału do dyskusji i przemysleń
          mam nadzieje ze zartujesz !

          > obaj panowie w obu powieściach manipulują faktami historycznymi z ogromną
          dowolnością i generalnie tworzą powieści ku rozrywce...

          czy czytales(as?) Faraona? genialna rozprawa o wladzy, panstwie, namietnościach
          ludzkich, ktorej treści sa do dziś aktualne (w kontkescie np wojny w Iraku)...
          czy mowimy o tej samej powieści?

          > Oczywiście, że warto czytać dla samego czytanie, miast na przykład siedzieć i
          > asymilować telewizyjne programy tudzież wpuszczać się w dyskusje z ludźmi nie
          > mającymi nic do powiedzenia
          oczywiscie, dlatego trzeba szukac takich ktorzy coś do powiedzenia mają

          <albo zajmować się polityką
          to już mnie zszokowales, czytanie byle pismidel jest bardziej wartosciowe niz
          dzialanie na rzecz wspolnego dobra (bo przeciez to jest istota polityki)...
          potem sie dziwić, że w kraju taki syf...

          > Tu wypada powtórzyć za klytajmestrą - lepsza taka ucieczka niż dragi czy wóda

          tak, ale moze zaczac uciekać od rzeczywistości, zrobić coś aby ją zminić na
          bardziej przyjazną?

          > zachęcone chociażby przykładami takich
          > bohaterów literackich jak Robinson Cruzoe czy Philip Marlowe - że o
          Stavroginie

          dziwna zbitka... ludzie mają dziś inne problemy niż Cruzoe czy Marlowe, jakie
          przelozenie na codzienne zycie?
          a Stawrogin to rozumiem prowokacja? anarchizmu nam nie trzeba....

          > Oglądanie obrazów nie jest użyteczne społecznie, słuchanie muzyki nie jest
          > uzyteczne społecznie,

          ano nie jest, smiesza mnie ci mlodziacy, którzy podkreslają ze sa wolni
          podrygujac w rytm muzyki techno, nacpani i zblazowani

          > podziwianie architektury nie jest uzyteczne społecznie,
          > spacery po lasach, plażach górach nie są uzyteczne społecznie - więc co?

          oczywiscie trudno odmowić czlowiekowi prawa do rozrywki i przyjemności , ale u
          wiekszości na tym sie konczy

          > Zakazać i wszystkich tych frików zapędzić do obozów pracy przymusowej by
          mogli się wykazać ku chwale Łojczyzny?

          za dużo cynizmu...

          > To raczej oxymoron jest bo jak coś co zmusza do myślenia, może prowadzić do
          > umysłowej bierności?

          Conan zmusza do myslenia? chyba na temat dlaczego użyl topora a nie miecza

          > I powtarzam - nie ma takiej książki z której nie dałoby
          > sie wykrzesac choć garści przemyśleń i nauki - chociażby wiedzy o tym, jak
          nie należy pisać.

          Main Kampf jest dobrym przykladem... Harlequiny itd

          > Czas wzorców osobowych na szczęście ma się ku końcowi

          tak? raczysz zartowac chyba.... dzisiejsze czasy sa pelne wzorców osobowych:
          Beckham? Brad Pitt? Agnieszka Frykowska? do wyboru do koloru...

          >a postaci takie jak Judym czy Gajowiec, były w penym sensie posrednią
          >przyczyną Powstania Warszaskiego, gdzie młodzież zarażona tymi ckliwymi ideami
          >głoszonymi przez wszelakiej maści pogrobowców romantyzmu, dała się po raz
          >kolejny wmanewrować w z góry przegraną sytuację

          coz oni przynajmniej wiezyli w dobro wspolne, a dzisiejsza mlodziez w co
          wierzy... w to, że warto wyskoczyc na impre i zarajac szluge

          > bodaj Baczyński cenił sobie żeromszczyznę - i jakoś nie widzę żeby
          > dało mu to cokolwiek prócz niepotrzebnych cierpień w imię jakiś wydumanych
          > fikcyjnych idei.

          "umrzec przyjdzie gdy sie kochalo, wielkie sprawy glupia milościa"
          dla mnie wielki poeta... i obywatel

          >A literatura przede wszystkim powinna byc interesująca a nie
          > walcząca czy perswadująca jakiekolwiek polityczne czy społeczne programy

          literaura w sluzbie spoleczenstwa to moja wizja
          twoja - czysta rozrywka
          "ani nam sie witac, ani zegnać, żyjemy na archipelagach"...
          • noida Re: ty tak na serio? 29.06.04, 22:34
            Powiedzmy sobie jasno- ci, którzy mają za wzorzec osobowy Beckhama i Frytkę
            książek nigdy nie czytali, nie czytaja i czytać nie będą. O doktorze Judymie
            nie słyszeli, a nawet gdyby słyszeli to by go wyśmiali.
            Zaś tzw. dzisiejsza młodzież, o której ciągle słyszę, nie istnieje! Ja
            teoretycznie mogłabym się pewnie kwalifikować z racji wieku a tak się składa,
            że książek klasy B raczej staram się nie czytać, bo mi szkoda czasu, a na
            dyskoteki owszem czasem chodzę, bo poza tym, że człowiek się tam może naćpać i
            nachlać, czy co tam się powszechnie uważa, to jeszcze można np. potańczyć, a
            tańczenie jest przyjemne, zdrowe itp. Co to za jakiś głupi pogląd, że dyskoteka
            to złe wcielone? No nic, mniejsza o to. Co do reszty zaś się nie wypowiadam, bo
            Faraona nie czytałam, Pachnidła zresztą też i poza tym uważam, że polityka to
            bagno i tylko niektórzy się do niej nadają a reszta powinna trzymać się z
            daleka, bo tylko sobie i innym może wyrządzić krzywdę.
            A co do zdania Osieckiej, że woli porozmawiać z innym człowiekiem, bo to jej da
            więcej niż przeczytanie grubej książki to jest tylko połowicznie prawdziwe, bo
            mało kto, jeśli nie jest oczytany, ogólnie inteligentny i społecznie wrażliwy w
            ogóle jest w stanie dostrzec drugą osobę i jej odrębność jako fascynującą. Na
            pewno w każdym razie dziesięciolatek nie jest w stanie tego zrobić.
            • Gość: traian Re: ty tak na serio? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.06.04, 22:48
              > Powiedzmy sobie jasno- ci, którzy mają za wzorzec osobowy Beckhama i Frytkę
              > książek nigdy nie czytali, nie czytaja i czytać nie będą.

              Wspomnienia Frytki moze przeczytają....

              > Zaś tzw. dzisiejsza młodzież, o której ciągle słyszę, nie istnieje!

              nie?

              >Co to za jakiś głupi pogląd, że dyskoteka
              > to złe wcielone?

              a kto tak mówi?

              > uważam, że polityka to
              > bagno i tylko niektórzy się do niej nadają a reszta powinna trzymać się z
              > daleka, bo tylko sobie i innym może wyrządzić krzywdę.

              tylko jesli "porzadni" ludzie beda sie trzymac od polityki z daleka, to
              ci "paskudni" rządzący bedą robić co chcą...
              porządni obywatele muszą kontrolować polityków, bo inaczej dopiero sie zrobi
              bagno...
              uważam ze im więcej porządnych ludzi sie angażuje w życie publiczne, tym
              bardziej zyskuje ono na jakości...
              można oczywiście powiedzieć ze poltyka to bagno, ale obojętność obywateli wobec
              kryzysu sfery publicznej, na pewno do jego przezwycieżenia sie nie przyczyni


              > A co do zdania Osieckiej, że woli porozmawiać z innym człowiekiem, bo to jej
              da więcej niż przeczytanie grubej książki to jest tylko połowicznie prawdziwe

              polowiecznie prawdziwe? nowa logika?

              > mało kto, jeśli nie jest oczytany, ogólnie inteligentny i społecznie wrażliwy
              w ogóle jest w stanie dostrzec drugą osobę i jej odrębność jako fascynującą.

              z tego ze nie czytalas Faraona i Pachnidla wnioskuje, ze jestes malo oczytana,

              • noida Re: ty tak na serio? 30.06.04, 10:17
                Szczerze mówiąc, wątpię. Po co mają czytać wspomnienia Frytki? Ona o całym
                swoim życiu opowiedziała ze szczegółami w licznych talk-show oraz programach
                typu Big Brother.

                Owszem, nie. Wyobraź sobie, że dzisiejsza młodzież nie tylko ćpa na
                dyskotekach, ale również studiuje na uniwersytetach, stanowi 90% publiczności
                na festiwalach filmowych i masowo pożycza książki z biliotek i na dodatek potem
                je czyta, a nie stawia na półce, żeby ładnie wyglądało. Owa dzisiejsza młodzież
                jest tak samo zróżnicowana jak dzisiejsza pokolenie ludzi po 40-tce.

                Pośrednio ty, twierdząc, że młodzież na dyskotekach musi być zaćpana, naiwna i
                głupia. Rozumiem, że noga inteligentnego człowieka tam nigdy nie postanie.
                Intelignenty człowiek może jeździć na rowerze, pływać w morzu itp. Tańczyć nie
                może.

                Ja nie mówię, że tylko źli ludzie muszą brać udział w polityce. Ja po prostu
                mówię, że nie każdy się do tego nadaje. Też uważam, że polskiemu społeczeńśtwu
                daleko do społeczeństwa obywatelskiego. Ludzie mają poczucie niemocy, więc za
                politykę w ogóle się nie biorą. Ale to się zmieni. To przychodzi z czasem i z
                latami demokracji. I nie ma to nic wspólnego z Judymem, niestety. W Niemczech
                nikt nie słyszał o Judymie, a społeczeństwo obywatelskie jest tam jak
                najbardziej rozwinięte.

                To zdanie w ogóle nie jest możliwe do ocenienia z punktu widzenia logiki, bo
                mówi o jednostkowym wypadku i o preferencjach danej osoby, więc nie może być
                nieprawdziwe albo prawdziwe dla ogółu. A jeśli się już tak upierasz to ci
                powiem, że w takim razie dla mnie jest nieprawdziwe. Ale i tak dobrze wiesz, że
                to nie był argument w dyskusji tylko cios poniżej pasa, mający mnie zbić z
                tropu.

                A więc teraz jak ktoś nie czyta literatury klasy B, do której zaliczyłeś
                Suskinda, też jest nieoczytany? Rozumiem, że trzeba przeczytać wszystko, co się
                pojawia na rynku, żeby zasłużyć na to miano? Jeżeli wśród książek, które czytam
                nie pojawił się nigdy Suskind, czyli literatura klasy B oraz Faraon, należący
                do typu literatury, której nie lubię i z rozmysłem unikam, to już jestem mało
                oczytana? Z takim zarzutem ciężko się spierać. Aby go bowiem odeprzeć
                musiałabym zacząć płaszczyć się przed tobą wymieniającej wszystkie książki,
                jakie przeczytałam dotychczas i dopytywać się, czy może już zasłużyłam w twoich
                oczach na to miano, ale jest to poniżej mojej godności.
                • Gość: traian Re: ty tak na serio? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.06.04, 12:03
                  to zdanie o oczytaniu bylo zartem... po prostu rozsmieszylo mnie stwierdzenie
                  ze malo kto nie bedac oczytany jest w stanie dostrzec glebie drugiego
                  czlowieka... uwazam to za zwykly slogan...
                  w ogole slowo "oczytany" nie jest dla mnie wartosciujące... to ze kto zna
                  bohaterów roznych ksiazek nie znaczy ze jest lepszy od tego ktory ich nie zna
                  oczytany musi byc dziennikarz bo to jego praca

                  zauwaz ze wcale nie apeluje o bycie oczytanym, ani o kolekcjonowanie fabul
                  po co?

                  mlodziez nie tylko cpa ale i studiuje na uniwersystetach... tylko, ze ja widze
                  jaki jest poziom duzej czesci z nich, za moich czasów nie przeszliby pierwszego
                  roku... ot produkcja magistrów

                  nie rozumiem twego argumentu o tym ze mlodziez kupuje ksiazki i chodzi na
                  festiwale... super, tylko jakos nie widze z tego wikeszego pozytku dla
                  spoelczenstwa a przeciez o to chodzilo w mojej wypowiedzi

                  nikomu nie zakazuje tanczyc, dla mnie jest to strasznie nudne... ale co kto lubi

                  spoleczenstwo obywatelskie jest rozwiniete w USA, a w niemczech jest po prostu
                  dyscyplina

          • braineater Re: ty tak na serio? 30.06.04, 13:49
            Gość portalu: traian napisał(a):

            > <<Suskind dostarcza szerszego materiału do dyskusji i przemysleń
            > mam nadzieje ze zartujesz !

            Bynajmniej - chociażby do reflexji na temat natury zła, źródeł egoizmu oraz
            granicy zachowań "Społecznie właściwych"
            >
            >
            > czy czytales(as?) Faraona? genialna rozprawa o wladzy, panstwie,
            namietnościach
            >
            > ludzkich, ktorej treści sa do dziś aktualne (w kontkescie np wojny w
            Iraku)...
            > czy mowimy o tej samej powieści?
            >
            Czytałem - mówimy, ale nie rozumiem w takim razie do powieści klasy A, takich
            cykli jak "Pieśni Lodu i ognia" G.G. Martina czy "Królów Przeklętych" Druona -
            też przecież : "genialna rozprawa o wladzy, panstwie, namietnościach ludzkich,
            ktorej treści sa do dziś aktualne (...)". Jakiż tego powód? Czyzby fakt nie
            zaliczenia tych ksiązek w index ksiąg zakazanych zwany potocznie spisem lektur
            szkolnych...?

            > to już mnie zszokowales, czytanie byle pismidel jest bardziej wartosciowe niz
            > dzialanie na rzecz wspolnego dobra (bo przeciez to jest istota polityki)...
            > potem sie dziwić, że w kraju taki syf...
            >
            Ależ jak najbardziej - spójrz sobie niezmąconym fanatyzmem wzrokiem na tabelki
            frekwencyjne uczestnictwa naszego społeczeństwa w wyborach i wtedy może
            wreszcie zrozumiesz, jakim idiotyzmem jest wmawianie sobie, że polityka jest
            ważna, tudzież istotna dla każdego człowieka. Raczej każdy normalny człowiek
            stroni od tego spędu megalomanów i intelektualnych hohsztaplerów, by nie dać
            się do końca ogłupić. Od polityki pożyteczniejszym zajęciem jest nawet
            oglądanie wenezuelskich telenowel, bo tam przynajmniej nie ma aż tak dużej
            ilości kretynów z syndromem naprawiacza świata, tudzież głosiciela jedynie
            słusznych ideii

            >
            > tak, ale moze zaczac uciekać od rzeczywistości, zrobić coś aby ją zminić na
            > bardziej przyjazną?
            >
            Ja żyję w przyjaznej rzeczywistości, sam ją dla siebie tworzę - nie bez pomocy
            literatury właśnie, co generalnie jest chyba w miarę neutralnym rozwiązaniem
            twojego problemu z Weltschmertzem - sam sobie zrób rzeczywistośc i tylko
            zwracaj uwagę na to by innych do niej nieprzymuszać...

            > dziwna zbitka... ludzie mają dziś inne problemy niż Cruzoe czy Marlowe, jakie
            > przelozenie na codzienne zycie?

            A proste i zawarte w banale "sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem " - to jest
            jedyna idea której szerokie wyznawanie mogłoby zmienić ten tak przez ciebie
            nielubiany świat.
            > a Stawrogin to rozumiem prowokacja? anarchizmu nam nie trzeba....
            > A i owszem, prowokacja ale przemyslana i łacząca się z poprzednimi
            postulatami

            >
            > ano nie jest, smiesza mnie ci mlodziacy, którzy podkreslają ze sa wolni
            > podrygujac w rytm muzyki techno, nacpani i zblazowani
            >
            że zacytuję kompozytora Góreckiego odpowiedź dla Grzegorza Filipowskiego,
            łyżwiarza bodajże, który przyszedł doń po jakiś kawałek przy którym mogłby
            potańczyć na łyżwach: "drogi panie, to jest muzyka - tego się nie tańczy"

            >
            > oczywiscie trudno odmowić czlowiekowi prawa do rozrywki i przyjemności , ale
            u wiekszości na tym sie konczy

            I bardzo dobrze - bo na czy miałoby się kończyć? Na zmienianiu tych gór i lasów
            w centra myśli politycznej? Co zresztą, da się chyba połączyć, że przypomnę
            perypatetyków...
            >
            > > Zakazać i wszystkich tych frików zapędzić do obozów pracy przymusowej by
            > mogli się wykazać ku chwale Łojczyzny?
            >
            > za dużo cynizmu...

            Żaden to cynizm jeno logiczna kontynuacja twojego postulatu o "zaangażowanie
            społeczne" - vide słynny zjazd pisarzy polskich w roku 1956 i powstałe po
            tym "zaangażowane społecznie " dzieła typu "Traktory wiozą wiosnę"
            >

            >
            > Conan zmusza do myslenia? chyba na temat dlaczego użyl topora a nie miecza
            >
            A może do refleksji co trzeba zrobić, by stworzyć jeden z najbardziej
            komercyjnych schematów literatury i stać się "ojcem" postaci literackiej
            rozpoznawalnej nieco częściej niż Gajowiec & Judym - a także jak w nienerwowy
            sposób natłuc morze kasy...:)

            >
            > Main Kampf jest dobrym przykladem... Harlequiny itd
            >
            Main Kampf nie jest literaturą, co powtarzam zpo raz kolejny i bedę tak
            powtarzał aż do wyrzygania... A co do Harlequinów patrz wypowiedź wyżej nt.
            Conana

            >
            > tak? raczysz zartowac chyba.... dzisiejsze czasy sa pelne wzorców osobowych:
            > Beckham? Brad Pitt? Agnieszka Frykowska? do wyboru do koloru...

            Z tego co wiem nie są to bohaterowie literaccy jeno ikony nieco innych mediów,
            więc przytaczanie tychże tutaj, jest dość tanim zabiegiem retorycznym, bo
            równie dobrze mógłbyś się powołać JPII, Lema czy Kołakowskiego...
            >
            >
            > coz oni przynajmniej wiezyli w dobro wspolne, a dzisiejsza mlodziez w co
            > wierzy... w to, że warto wyskoczyc na impre i zarajac szluge
            >
            I przynajmniej ma szanse w spokoju dożyć osiemdziesiątki, niezmanipulowana
            przez cynicznych demagogów...

            >
            > "umrzec przyjdzie gdy sie kochalo, wielkie sprawy glupia milościa"
            > dla mnie wielki poeta... i obywatel
            >
            Coś się chyba niezrozumieliśmy:) nie czepiam się Baczyńskiego jako twórcy, ni
            obywatela (po cóz się zresztą czepiać słowa tak pozbawionego znaczenia) tylko
            jako biednego młodzika który dał się nabrac na górnolotne slogany, zamiast
            zostać tam gdzie był i nadal pisać wiersze...

            >
            > literaura w sluzbie spoleczenstwa to moja wizja
            > twoja - czysta rozrywka
            > "ani nam sie witac, ani zegnać, żyjemy na archipelagach"...

            Literatura w służbie!!! - W służbie to może być koń orający pole, krówka dająca
            mleko czy świnka prowadzona na rzeź - literatura nie powinna służyć niczemu,
            poza poznaniem drugiego człowieka lub innych kultur, po za prowokowaniem do
            przemysleń lub dostarczaniem odmiennych poglądów na rzeczywistość, po za
            dostarczaniem wrażeń i piękna - a jeśli przy tym dostarcza rozrywki to jest to
            zaleta - nie wada...

            Pozdrowienia:)
            • Gość: bobofruit Re: ty tak na serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 14:44
              powinno być: "Traktory zdobędą wiosnę" :)
            • Gość: traian Re: ty tak na serio? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.06.04, 15:04
              > Bynajmniej - chociażby do reflexji na temat natury zła, źródeł egoizmu oraz
              > granicy zachowań "Społecznie właściwych"

              cóż takich rzeczy mozna sie doszukac w serialach wenezuelskich również ;)

              > nie rozumiem w takim razie do powieści klasy A, takich
              > cykli jak "Pieśni Lodu i ognia" G.G. Martina czy "Królów Przeklętych" Druona -

              to glupi podzial wycofuje sie z niego, Martin jest pierwsza klasa ;) nie ma
              ksiazek A i B sa ksiazki uzyteczne i mniej uzyteczne

              > spójrz sobie niezmąconym fanatyzmem

              nie jestem fanatykiem wrecz przeciwnie

              wzrokiem na tabelki
              > frekwencyjne uczestnictwa naszego społeczeństwa w wyborach i wtedy może
              > wreszcie zrozumiesz, jakim idiotyzmem jest wmawianie sobie, że polityka jest
              > ważna, tudzież istotna dla każdego człowieka.

              no i wlasnie dlatego ze nie jest wazna w kraju jest tak zle, 90% ocenia sytuacj
              ejaka zla a jednoczesnie nikt nic nie robi zeby co zmienic... jakas
              schozofrenia?

              >Raczej każdy normalny człowiek
              > stroni od tego spędu megalomanów i intelektualnych hohsztaplerów, by nie dać
              > się do końca ogłupić.

              im bardzie normalny czlowiek bedzie stronili od polityki tym tych hosztaplerów
              bedzie wiecej

              Od polityki pożyteczniejszym zajęciem jest nawet
              > oglądanie wenezuelskich telenowel, bo tam przynajmniej nie ma aż tak dużej
              > ilości kretynów z syndromem naprawiacza świata, tudzież głosiciela jedynie
              > słusznych ideii

              a czy tego nie mozna nazwac demagogią? ludzi którzy chca cos zrobic dla innych
              nazywsz kretynami, k...wa boli mnie to i nie zartuje teraz

              > Ja żyję w przyjaznej rzeczywistości, sam ją dla siebie tworzę - nie bez
              pomocy literatury właśnie,

              gratuluję, a inni którzy zyja w rzeczywistosci mniej przyjaznej juz cie nie
              obchodzą?
              zasada kazdy sam sobie strem prowadzi do atomizacji stosunkó miedzyludzkich,
              nie potrzeba nam liberalizmu )jest go aż nadto) tylko SOLIDARNOSCI z tymi
              którzy sobie nie radzą w dzisiejszym swiecie... nie znasz takich? moze nie
              widać ich spoza tych twoich ksiazek


              > A może do refleksji co trzeba zrobić, by stworzyć jeden z najbardziej
              > komercyjnych schematów literatury i stać się "ojcem" postaci literackiej
              > rozpoznawalnej nieco częściej niż Gajowiec & Judym - a także jak w nienerwowy
              > sposób natłuc morze kasy...:)

              jedzmy miliiony much nie mogą sie mylić... od dzisiaj slucham disco polo

              > I przynajmniej ma szanse w spokoju dożyć osiemdziesiątki, niezmanipulowana
              > przez cynicznych demagogów...

              co za czlowiek, naprawde tak sadzisz? o tych cynicznych demagogach? to ludzie
              tacy jak my... wierzyli w to co robią

              > dał się nabrac na górnolotne slogany, zamiast
              > zostać tam gdzie był i nadal pisać wiersze...

              po prostu preferowal inny model zycia niż ty, dlatego nazywasz go naiwnym
              mlodzikiem, co za poczucie wyższości..


              > literatura nie powinna służyć niczemu,
              > poza poznaniem drugiego człowieka lub innych kultur, po za prowokowaniem do
              > przemysleń lub dostarczaniem odmiennych poglądów na rzeczywistość, po za
              > dostarczaniem wrażeń i piękna - a jeśli przy tym dostarcza rozrywki to jest
              to zaleta - nie wada...

              piszesz - literatura nie powinna sluzyc niczemu a potem wymieniasz caly zespo
              rzeczy ktorym powinna sluzyc
              • braineater Re: ty tak na serio? 30.06.04, 16:15
                Gość portalu: traian napisał(a):


                >
                > cóż takich rzeczy mozna sie doszukac w serialach wenezuelskich również ;)
                >
                bynajmniej - wenezuela jest społecznie niegroźna i służy jeno propagowaniu
                zachowań kulturowo unormowanych i nikomu nie szkodzących...Nie dowiesz się z
                nich o istnieniu takich niewygodnych dla moralistów postaci, jak bohater
                Suskinda


                >
                > nie jestem fanatykiem wrecz przeciwnie
                >
                Ok - zbyt logicznie argumentujesz jak na fanatyka, ale atmosferę debaty od
                czasu do czasu jakąś szpilą można zagęścić, no nie?:)

                > no i wlasnie dlatego ze nie jest wazna w kraju jest tak zle, 90% ocenia
                sytuacj
                >
                > ejaka zla a jednoczesnie nikt nic nie robi zeby co zmienic... jakas
                > schozofrenia?
                >
                Bo zmienienie tej sytuacji oznacza nic innego jak zawarcie paktu z tym złem -
                co prowadzi do utraty ideałów i przejście ze strony normalnych ludzi na "Stronę
                mroku":) - czyli najczystszej wody machiawelizm - najpierw łagodne frazesy a
                potem interesa własne i ogólne konszachty by zarobić jak najwięcej - do tego
                właśnie sprowadza się polityka made in poland..
                >
                >
                > im bardzie normalny czlowiek bedzie stronili od polityki tym tych
                hosztaplerów
                > bedzie wiecej

                Aż wreszcie ludzie odkryją, że pojęcia takie jak Ojczyzna, Naród,
                Społeczeństwo, Patriotyzm są jedynie narzędziami manipulacji, używanymi przez
                bandę nieodpowiedzialnych person od tysięcy lat tylko i wyłącznie po to, by
                wytworzyć w stadzie fałszywe poczucie wspólnoty i łatwiej nim kierować. Czas
                chyba już zrezygnować z tych nic nie dających kategorii i powrócić do tego, co
                najpierwotniejsze - małych grup społecznych związanych uczuciem i interesami,
                rządzonych wedle demokratycznych zasad (coś mi się widzi, że zaraz wyjdę na
                większego idealistę niż ty:)
                >
                > Od polityki pożyteczniejszym zajęciem jest nawet
                > > oglądanie wenezuelskich telenowel, bo tam przynajmniej nie ma aż tak dużej
                >
                > > ilości kretynów z syndromem naprawiacza świata, tudzież głosiciela jedynie
                >
                > > słusznych ideii
                >
                > a czy tego nie mozna nazwac demagogią? ludzi którzy chca cos zrobic dla
                innych nazywsz kretynami, k...wa boli mnie to i nie zartuje teraz
                >
                Nie mówię o ludziach, którzy chcą coś zrobić dla innych, bo nigdy kogoś takiego
                nie spotkałem/nie widziałem/nie słyszałem - jest to dla mnie byt mityczny
                pokroju Yeti - na razie jednak jest tak, że ci którzy mówią o zrobieniu czegoś
                dla innych, kończą zazwyczaj robiąc za pomocą innych coś tylko i wyłącznie dla
                siebie...(jeśli ty zaś jesteś owym z dwunastu biblijnych sprawiedliwych, to
                oczywiście wycofuję słowo "kretyn", bo obrażać cię nie zamierzam...)

                >
                > gratuluję, a inni którzy zyja w rzeczywistosci mniej przyjaznej juz cie nie
                > obchodzą?
                > zasada kazdy sam sobie strem prowadzi do atomizacji stosunkó miedzyludzkich,
                > nie potrzeba nam liberalizmu )jest go aż nadto) tylko SOLIDARNOSCI z tymi
                > którzy sobie nie radzą w dzisiejszym swiecie... nie znasz takich? moze nie
                > widać ich spoza tych twoich ksiazek
                >
                >A i owszem znam - ale wcale nie czuję z nimi najmniejszego związku - gdyby
                pozwolono im działać na własną rękę, a nie plątano ich w sytuację polityczną,
                sądzę że bybliby w stanie działać tak jak lubią i osiągać to czego pragną -
                ale, w moich oczach, prawda jest taka, że większości tych ludzi nie stać na
                chwilę samodzielnej reflexji i wolą iść za głosem tłumu bo to wymaga zerowego
                wysiłku, a czas zaoszczędzony na myśleniu można poświęcić na narzekanie jak to
                wszystko wkoło jest do dupy...

                >
                > jedzmy miliiony much nie mogą sie mylić... od dzisiaj slucham disco polo
                >
                Ja nie mówię o czytelnikach Conana tylko o jego autorach - oni poradzili sobie
                nader dobrze... to samo dotyczy twórców DP:)

                >
                > co za czlowiek, naprawde tak sadzisz? o tych cynicznych demagogach? to ludzie
                > tacy jak my... wierzyli w to co robią
                >
                Nic gorszego niż człowiek, który wierzy - należy mysleć i dociekac a nie
                wierzyć i to wbrew Mickiewiczowym zalecankom - to "medrca szkiełko i oko"
                powinno przemawiać o wiele bardziej niż "czucie i wiara" - wtedy świat byłby
                nieco bardziej zdrowy

                >
                > po prostu preferowal inny model zycia niż ty, dlatego nazywasz go naiwnym
                > mlodzikiem, co za poczucie wyższości..
                >
                > Ok - naiwnym - bo dał się wmanewrować w sytuację bezwyjścia - o czym wiadomo
                było od samego początku...a młodzik - bo człowiek z pewnym doświadczeniem (nie
                mówię że to ja) dziesięć razy by się zastanowił nim ruszyłby na bój z
                przeważającymi siłami wroga. Na jednego Leonidasa zawsze będą przypadały
                miliony ofiar, które tak na prawdę nawet nie wiedziały w imię jakiej idei
                giną...

                >
                > piszesz - literatura nie powinna sluzyc niczemu a potem wymieniasz caly zespo
                > rzeczy ktorym powinna sluzyc

                Ok - doprecyzowanie - literatura (a także cała Sztuka) nie powinna spełniac
                zadnych funkcji pragmatycznych jeno estetyczne i poznawcze. AMEN:)

                Pozdrowienia:)
                Ps - jeszcze parę takich postów i postuluję przenieść się na
                forum "Społeczeństwo" bo literatury już tu coraz mniej....:)
                • Gość: traian Re: ty tak na serio? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.06.04, 20:24
                  >bynajmniej - wenezuela jest społecznie niegroźna i służy jeno propagowaniu
                  > zachowań kulturowo unormowanych i nikomu nie szkodzących...

                  no sie sądzę, wciąz natykam sie w takic gserialach na romanse żony z bratem
                  męża, trójkąty, kwadraty i inne figury... nie są to postawy jednak unormowane


                  <<Nie dowiesz się z nich o istnieniu takich niewygodnych dla moralistów
                  <<postaci, jak bohater Suskinda

                  ty nazywasz go postacią niewygodną dla moralistów, ja zwyklym psychopatą-
                  mordercą...

                  > Ok - zbyt logicznie argumentujesz jak na fanatyka, ale atmosferę debaty od
                  > czasu do czasu jakąś szpilą można zagęścić, no nie?:)

                  można ;)

                  >Bo zmienienie tej sytuacji oznacza nic innego jak zawarcie paktu z tym złem -
                  > co prowadzi do utraty ideałów i przejście ze strony normalnych ludzi
                  na "Stronę mroku":)

                  jasne, lepiej nic nie robić i narzekać jak większość spoleczeństwa robi

                  > do tego właśnie sprowadza się polityka made in poland..

                  podtrzymuje swoje: dopóki uczciwi ludzie do polityki nie beda wchodzić, dopóty
                  jakośc polskiej polityki bedzie niska
                  zwalanie wszystkiego na "zlych polityków" jest bardzo wygodne, usprawiedliwia
                  bierność


                  >Aż wreszcie ludzie odkryją, że pojęcia takie jak Ojczyzna, Naród,
                  > Społeczeństwo, Patriotyzm są jedynie narzędziami manipulacji, używanymi przez
                  > bandę nieodpowiedzialnych person od tysięcy lat tylko i wyłącznie po to, by
                  > wytworzyć w stadzie fałszywe poczucie wspólnoty i łatwiej nim kierować.

                  no teraz to ty tracisz fanatyzmem, nie lubie stwierdzeń "tylko" "wylącznie"
                  piszesz ze takich pojec jak Ojczyzna naród... uzywa sie po to aby latwiej nimi
                  kierowąc, a moze po prostu po to by dac im poczucie wspolnoty, wzbudzić
                  poczucie odpowiedzialności za innych czlonków spoleczeństwa, aby zapobiegać
                  negatywnym skutkom rywalizacji, zeby ludzie mniej sie miedzy soba żarli, a
                  częściej wspólpracowali...

                  >Czas chyba już zrezygnować z tych nic nie dających kategorii i powrócić do
                  >tego, co najpierwotniejsze - małych grup społecznych związanych uczuciem i
                  >interesami, rządzonych wedle demokratycznych zasad

                  oj jakie patetyczne slowa, prosze
                  a jak napisze ze demokracja to tylko wynalazek rzadzących wymyślony tylko po to
                  by latwiej ludzmi kierować? dajac im zludzenie, ze to oni rzadzą hehe


                  > Nie mówię o ludziach, którzy chcą coś zrobić dla innych, bo nigdy kogoś
                  > takiego nie spotkałem/nie widziałem/nie słyszałem - jest to dla mnie byt
                  mityczny pokroju Yeti

                  czlowieku w jakich kręgach ty sie obracasz?

                  > na razie jednak jest tak, że ci którzy mówią o zrobieniu czegoś
                  > dla innych, kończą zazwyczaj robiąc za pomocą innych coś tylko i wyłącznie
                  >la siebie...

                  wiadomo ze nawet robią cos dla innych,robimy to czściowo dlasiebie, np. zeby
                  sie lepiej poczuć, miec satysfakcje z czynienia dobra... ale to nie
                  dyskwalifikuje dobrych uczynków

                  >jeśli ty zaś jesteś owym z dwunastu biblijnych sprawiedliwych, to

                  dziesięciu (to w ramach malej dopuszczalnej szpili ;)

                  > >A i owszem znam - ale wcale nie czuję z nimi najmniejszego związku - gdyby
                  > pozwolono im działać na własną rękę, a nie plątano ich w sytuację polityczną,
                  > sądzę że bybliby w stanie działać tak jak lubią i osiągać to czego pragną

                  tak? za 500 zlotych miesięcznie? mozna się realizować na calego, ogromne
                  mozliwości konstruowania tożsamości...

                  > Nic gorszego niż człowiek, który wierzy

                  okropny ten papież, a Matka Teresa jescze gorsza, tak samo Dalaj Lama

                  >należy mysleć i dociekac a nie
                  > wierzyć i to wbrew Mickiewiczowym zalecankom - to "medrca szkiełko i oko"
                  > powinno przemawiać o wiele bardziej niż "czucie i wiara"

                  to wiara pchala naukowców do czynu, to idee, fanatzje, marzenia tworzyly swiat
                  poytywisci realizowali sny romantyków


                  > > Ok - naiwnym - bo dał się wmanewrować w sytuację bezwyjścia - o czym wiado
                  > mo było od samego początku...a młodzik - bo człowiek z pewnym doświadczeniem
                  (nie mówię że to ja) dziesięć razy by się zastanowił nim ruszyłby na bój z
                  > przeważającymi siłami wroga.

                  gdybyśmy sie tak zastanawiali to w V wieku nie byoby kultury greckiej oraz
                  podstaw cywilizacji zachodniej... po prostu ugięliby Grecy kolana przed
                  Kserkesem


                  Na jednego Leonidasa zawsze będą przypadały
                  > miliony ofiar, które tak na prawdę nawet nie wiedziały w imię jakiej idei
                  > giną...

                  sam glosisz jakie slogany, a przypisujesz je innym, to być może dzięki
                  Leonodasowi mozesz glosić dziś te swoje libertariańskie hasla


                  >s - jeszcze parę takich postów i postuluję przenieść się na
                  > forum "Społeczeństwo" bo literatury już tu coraz mniej....:)

                  zycie jest literaturą

                  pozdr
                  • braineater Re: ty tak na serio? 30.06.04, 21:34
                    Gość portalu: traian napisał(a):


                    >
                    > no sie sądzę, wciąz natykam sie w takic gserialach na romanse żony z bratem
                    > męża, trójkąty, kwadraty i inne figury... nie są to postawy jednak unormowane
                    >
                    Szerszy ogląd świata zalecany - to masz zresztą również w polskich serialach
                    (sądząc po wypowiedziach na forum Telewizja) i jakoś nikogo to nie bulwersuje...
                    >

                    >
                    > ty nazywasz go postacią niewygodną dla moralistów, ja zwyklym psychopatą-
                    > mordercą...
                    >
                    Kwestia definicji - dla ciebie jest psychopatą mordercą dla mnie dobrze
                    skonstruowaną postacią literacką...

                    >
                    > można ;)
                    >
                    :)

                    >
                    > jasne, lepiej nic nie robić i narzekać jak większość spoleczeństwa robi
                    >
                    Nie - po prostu nie narzekać i robić swoje, po swojemu, nie oglądając się na
                    odgórne ukazy i przykazania

                    >
                    > podtrzymuje swoje: dopóki uczciwi ludzie do polityki nie beda wchodzić,
                    dopóty
                    > jakośc polskiej polityki bedzie niska
                    > zwalanie wszystkiego na "zlych polityków" jest bardzo wygodne, usprawiedliwia
                    > bierność
                    >
                    To nie jest zwalanie na "złych polityków" - to jest po prostu stwierdzenie, że
                    nie istnieje coś takiego jak "dobra polityka" - nikt nie ma prawa dyktować
                    ludziom co mają robić i uzasadniać tego "dobrem społecznym" czy innymi tego
                    typu wymysłami fantastów - istnieją tylko jednostki, nie grupy społeczne..
                    >

                    >
                    > no teraz to ty tracisz fanatyzmem, nie lubie stwierdzeń "tylko" "wylącznie"
                    > piszesz ze takich pojec jak Ojczyzna naród... uzywa sie po to aby latwiej
                    nimi
                    > kierowąc, a moze po prostu po to by dac im poczucie wspolnoty, wzbudzić
                    > poczucie odpowiedzialności za innych czlonków spoleczeństwa, aby zapobiegać
                    > negatywnym skutkom rywalizacji, zeby ludzie mniej sie miedzy soba żarli, a
                    > częściej wspólpracowali...

                    gdyby ludziom tego nikt nie dyktował to wpadliby na to prędzej czy później
                    sami - gdyby nie łączyły ich sztuczne więzy typu religia, narodowośc itp to
                    wytworzyliby je w oparciu o uczucia i szacunek do drugiej osoby a nie spisany
                    zbiór przykazań i paragrafów...a poczucia odpowiedzialności za kogoś innego zda
                    mi się że nie da się wytworzyć - to po prostu musisz sam poczuć że na
                    kimś/czymś ci na tyle zależy by być gotowym tego bronić - i raczej nie powinno
                    to funkcjonować w stosunku do omawianych przez nas abstraktów, tylko innych
                    jednostek
                    >

                    >
                    > oj jakie patetyczne slowa, prosze
                    > a jak napisze ze demokracja to tylko wynalazek rzadzących wymyślony tylko po
                    to
                    >
                    > by latwiej ludzmi kierować? dajac im zludzenie, ze to oni rzadzą hehe

                    to tylko w pewnym sensie potwierdzisz moje stwierdzenie, że nie istnieje coś
                    takiego jak "dobra polityka" i zawsze jest to manipulacja mniejszości
                    większością...a że patetyczne - no cóż trudno - o pewnych sprawach nie da się
                    dyskutować bez pewnego zaangażowania emocjonalnego...
                    >
                    >
                    >
                    > czlowieku w jakich kręgach ty sie obracasz?

                    >Wśród 40 milionów Polaków, oraz w ogólnoswiatowej globalnej wiosce - to gdzie
                    jeszcze bym miał szukac?

                    >
                    > wiadomo ze nawet robią cos dla innych,robimy to czściowo dlasiebie, np. zeby
                    > sie lepiej poczuć, miec satysfakcje z czynienia dobra... ale to nie
                    > dyskwalifikuje dobrych uczynków

                    Pewnie, że nie - tylko że po pewnym czasie okazuje się,że te dobre uczynki to
                    tylko przykrywka dla zupełnie jednostkowych interesów - że odwołam się już do
                    przywołanej przez Ciebie wojny w Iraku - to że niektórzy polscy żołnierze
                    zapewne wierzą, że robią coś pozytecznego i dobrego nie zmienia cierpień
                    Irakijczyków w usłaną różami prostą drogę do Allaha
                    >
                    > >jeśli ty zaś jesteś owym z dwunastu biblijnych sprawiedliwych, to
                    >
                    > dziesięciu (to w ramach malej dopuszczalnej szpili ;)
                    >
                    szpila przyjęta i zachowana bym miał się czym kłuc, gdybym całkiem megalomańsko
                    zbaloniał...

                    >
                    > tak? za 500 zlotych miesięcznie? mozna się realizować na calego, ogromne
                    > mozliwości konstruowania tożsamości...

                    500 złotych miesięcznie to dyktat państwa, polityki gospodarczej i
                    kapitalistycznych korporacji, których by nie było gdyby istniał projekt
                    społeczeństwa opartego na zdrowych zasadach jednostkowej współpracy...A
                    realizacja w życiu nie kończy się jeno na pieniądzach i można żyć spokojnie i
                    szczęśliwie nawet bez posiadania tak ogromnej sumy jak 500 zeta - vide
                    buddyjscy mnisi i wszelakie społeczeństwa zamknięte i samowystarczalne...
                    >
                    > > Nic gorszego niż człowiek, który wierzy
                    >
                    > okropny ten papież, a Matka Teresa jescze gorsza, tak samo Dalaj Lama

                    Mieszasz religię z fanatyczną wiarą w naprawę świata, co może się skonczyć tym,
                    że wymienię Homeiniego, Stalina, Hitlera i Busha, którzy też przecież święcie
                    wierzyli/wierzą, że są w stanie ów świat zbawić i uczynić lepszym
                    >

                    >
                    > to wiara pchala naukowców do czynu, to idee, fanatzje, marzenia tworzyly swiat
                    > poytywisci realizowali sny romantyków

                    Ale na szczęscie naukowcy owi nie kończyli tylko na wierze - na czym kończy
                    większość polityków - ale badali swoje wierzenia za pomocą dostępnych narzędzi
                    empirycznych i byli w stanie przyznać się do błędu gdy experyment nie
                    potwierdzał tego w co wierzyli (przynajmniej ci najwięksi) - a polityk zawsze
                    będzie szedł w zapparte i twierdził, że to nie on błądzi tylko rzeczywistośc...
                    >
                    >
                    >
                    > gdybyśmy sie tak zastanawiali to w V wieku nie byoby kultury greckiej oraz
                    > podstaw cywilizacji zachodniej... po prostu ugięliby Grecy kolana przed
                    > Kserkesem

                    I byłaby kultura persko-helleńska, która być może nie dałaby się w kilka wieków
                    później zdominować rzymianom i cała historia potoczyłaby się inaczej a my
                    klawiatury mielibyśmy opisane pismem klinowym B i żyli wedle kodeksu
                    Hammurabiego - co nie oznacza, że byłoby lepiej/gorzej, tylko po prostu
                    inaczej...(no i być może żaden fanatyk nie zjarałby Biblioteki Alexandryjskiej)
                    >
                    >
                    >
                    > sam glosisz jakie slogany, a przypisujesz je innym, to być może dzięki
                    > Leonodasowi mozesz glosić dziś te swoje libertariańskie hasla

                    A co złego w dobrym sloganie?:) Obaj ich używamy z jednakim skutkiem a co do
                    Leonidasa patrz wyżej:)
                    >

                    >
                    > zycie jest literaturą

                    No na takie dictum to ja się mogę już tylko zamknąc:) bo przecie nie będę się o
                    to kłócił...

                    Pozdrowienia:)
                    • Gość: traian Re: ty tak na serio? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.07.04, 00:28

                      > prostu nie narzekać i robić swoje, po swojemu, nie oglądając się na odgórne
                      ukazy i przykazania

                      Pershing, Kielbasa i inni szefowie mafii w Polsce postępowali dokladnie wedle
                      twoich zalecen, czy ich postawa ci imponuje?

                      > nie jest zwalanie na "złych polityków" - to jest po prostu stwierdzenie, że
                      > nie istnieje coś takiego jak "dobra polityka" - nikt nie ma prawa dyktować
                      > ludziom co mają robić i uzasadniać tego "dobrem społecznym"

                      czyli krzewienie tolerancji, promowanie zasad uczciwosci w zyciu spolecznym,
                      poszanowania godnosci innych osob jest zachowaniem niewlasciwym o ile
                      uzasadniane jest dobrem spolecznym???

                      > gdyby ludziom tego nikt nie dyktował to wpadliby na to prędzej czy później
                      > sami -

                      ??? jestes o wiele wiekszym fantastą niż ja

                      >gdyby nie łączyły ich sztuczne więzy typu religia, narodowośc itp to
                      > wytworzyliby je w oparciu o uczucia i szacunek do drugiej osoby a nie spisany
                      > zbiór przykazań i paragrafów...

                      bolszewicy juz podjeli taka próbe, skutek byl wiadomy

                      > to tylko w pewnym sensie potwierdzisz moje stwierdzenie, że nie istnieje coś
                      > takiego jak "dobra polityka" i zawsze jest to manipulacja mniejszości
                      > większością...

                      manipulacja zachodzi również wtedy kiedy mama mowi dziecku: nie wkladaj reki do
                      kontaktu, albo ustap miejsca starszym w autobusie...

                      > >Wśród 40 milionów Polaków, oraz w ogólnoswiatowej globalnej wiosce - to
                      gdzie jeszcze bym miał szukac?

                      > Pewnie, że nie - tylko że po pewnym czasie okazuje się,że te dobre uczynki to
                      > tylko przykrywka dla zupełnie jednostkowych interesów

                      ty jestes odwladniety mania spisków, ukrytych sensów, manipulacji,musi sie
                      ciezko zyc z taką podejrzliwością

                      - że odwołam się już do
                      > przywołanej przez Ciebie wojny w Iraku - to że niektórzy polscy żołnierze
                      > zapewne wierzą, że robią coś pozytecznego i dobrego nie zmienia cierpień
                      > Irakijczyków w usłaną różami prostą drogę do Allaha

                      cierpieli bardziej teraz czy za husajna?


                      > 500 złotych miesięcznie to dyktat państwa, polityki gospodarczej i
                      > kapitalistycznych korporacji, których by nie było gdyby istniał projekt
                      > społeczeństwa opartego na zdrowych zasadach jednostkowej współpracy...

                      masz taki projekt?

                      > I byłaby kultura persko-helleńska, (...) bysmy żyli wedle kodeksu
                      > Hammurabiego - co nie oznacza, że byłoby lepiej/gorzej, tylko po prostu
                      > inaczej...

                      tyle w panstwie hammurabiego nie móglbys glosic swej ideoligii.. pamietaj ze
                      liberalizm to stosunkowo nowy wynalazek kultury zachodniej

                      <(no i być może żaden fanatyk nie zjarałby Biblioteki Alexandryjskiej)

                      bo by jej nie bylo

                      • braineater Re: ty tak na serio? 01.07.04, 17:36
                        Gość portalu: traian napisał(a):

                        >
                        > Pershing, Kielbasa i inni szefowie mafii w Polsce postępowali dokladnie wedle
                        > twoich zalecen, czy ich postawa ci imponuje?

                        Czas jakiś temu wyrosłem już z potrzeby posiadania kogoś, kto by mi imponował,
                        a dokładnie wedle zasady brzmi to "nie szkodzić przy tym nikomu", co mam
                        nadzieję, w miarę jasno dało się odczytać a jeśli nie, to sorry. Dorzucając
                        przykładów - literackich, bo takie to forum - Genet, Rousel, Wilde - to były
                        postaci konsekwentne i potrafiły robić swoje, nie oglądając się na
                        społeczeństwo...
                        >

                        >
                        > czyli krzewienie tolerancji, promowanie zasad uczciwosci w zyciu spolecznym,
                        > poszanowania godnosci innych osob jest zachowaniem niewlasciwym o ile
                        > uzasadniane jest dobrem spolecznym???

                        Gdzieś ty widział polityka kierującego się tymi zasadami - w dobranockach? To
                        ten program po dobranocce opowiada o tym, co jest polityką w naszym kraju i
                        zapewnić cię mogę, że takie słowa bez ironicznego kontekstu w nim nie padają...
                        >
                        >
                        > ??? jestes o wiele wiekszym fantastą niż ja
                        >
                        całkiem możliwe...:)


                        >
                        > bolszewicy juz podjeli taka próbe, skutek byl wiadomy
                        >
                        Próbując zastąpić religię innym systemem kodeksów - co musiał doprowadzić do
                        tego samego...

                        > manipulacja zachodzi również wtedy kiedy mama mowi dziecku: nie wkladaj reki
                        do kontaktu, albo ustap miejsca starszym w autobusie...

                        Tylko matka kieruje się dobrem dziecka - a polityk dobrem własnym i tylko
                        tym...
                        >

                        >
                        > ty jestes odwladniety mania spisków, ukrytych sensów, manipulacji,musi sie
                        > ciezko zyc z taką podejrzliwością

                        żadna to podejrzliwośc tylko spokojny ogląd świata, bo ani mnie ziębi ani parzy
                        kto na czym zarabia i jaki kit jest w stanie wcisnąc by wyjść na swoje -
                        najwyżej bawi...
                        >

                        >
                        > cierpieli bardziej teraz czy za husajna?

                        Husajn przynajmniej nie maskował swojego skurwysyństwa białym gołąbkiem pokoju
                        tudzież pieprzeniem o krzewieniu demokracji - było to proste "Za ryj i do
                        roboty" a nie "my teraz was wyzwolimy po to byś cię mogli na nas pracować"
                        >
                        >
                        > > 500 złotych miesięcznie to dyktat państwa, polityki gospodarczej i
                        > > kapitalistycznych korporacji, których by nie było gdyby istniał projekt
                        > > społeczeństwa opartego na zdrowych zasadach jednostkowej współpracy...
                        >
                        > masz taki projekt?

                        dla siebie i owszem i zupełnie dobrze się sprawdza - a kompleksu zbawcy i
                        naprawiacza pozbawionym, więc nie zamierzam innych nauczać, łaskawie pozwalając
                        im na własną rękę zajmować się własnym życiem:)
                        >
                        >
                        > tyle w panstwie hammurabiego nie móglbys glosic swej ideoligii.. pamietaj ze
                        > liberalizm to stosunkowo nowy wynalazek kultury zachodniej

                        Wtedy zapieprzając z sochą po polu nawet by mi na mysl nie przyszło zastanawiać
                        się nad takimi pojęciami, tylko cieszyłbym się tym co mam co jest chyba jedynym
                        sposobem na spokojne życie...
                        >
                        >
                        > bo by jej nie bylo

                        tyż fakt - IV w.p.n.e. - zapędziłem się:)
                        >
                        Pozdrowienia:)

                        PS: Po trzech dniach dyskusji, obaj przeciwnicy z pobcinanymi nóżkami i
                        rączkami, krwawiąc z ran wszelakich, w zbroicach pogiętych do granic
                        możliwości, spokojnie przysiedli popod lasem i patrząc jeden drugiemu głęboko w
                        oczy, zaczeli się zastanawiać nad znaczeniem wiekopomnego cytatu z "Monthy
                        Pythona i Świętego Gralla", brzmiącego mniej więcj tak - "niech Ci będzie, jest
                        remis"....:)
              • noida Re: ty tak na serio? 30.06.04, 16:19
                No cóż, wniosek z dyskusji powoli się wyłania- nie ma tak naprawdę znaczenia,
                jaką literaturę czytamy- czy jest to literatura klasy A czy B. Nie ma to
                wielkiego wpływu na nasz odbiór rzeczywistości, vide traian i braineater,
                którzy, choć czytają te same książki, wyciągają z nich zgoła różne wnioski i
                inne wzory zachowań uznają za własne.
                Nigdy bowiem się nie dowiemy, czy człowiek czytający wyłącznie nędzną
                fantastykę nie wczuje się w swojego bohatera, nie opuści domowych pieleszy i
                nie ruszy zbawiać świata zaczynając od własnego podwórka...
                • Gość: jokim Re: ty tak na serio? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 01:09
                  a ja sie boję,że autor tego Forum tego nie czytał, bo z góry można było
                  założyć, że listy internautów będą klasy B, albo C. A jeżeli jednak przeczytał
                  i sie czegoś ciekawego dowiedział, to już ma odpowiedź: wrto czytać książki A B
                  C.
                  pozdrawiam
    • Gość: sznurówka Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: 193.201.167.* 15.07.04, 16:26
      Zauważyłam, że po drodze zgubiliście bardzo ważny element dyskusji. Przecież w
      pytaniu otwarcia pojawił się temat rozwoju upodobań literackich dziecka. To
      sprawa kluczowa! Sama zastanawiam się gdzie przebiega granica między całkowitą
      kontrolą a stworzeniem szkrabom absolutnie otwartej przestrzeni do oddechu?
      Wychowanie dzieci to zbyt poważna sprawa, by o niej poważnie mówić, ale jestem
      przeciwna zupełnemu spuszczeniu dziecka z szelek rodzicielskiej kontroli.
      Jednak jedno nie ulega wątpliwości - dobór lektur, którego dokonujemy my -
      dorośli - ma znacznie mniejszy wpływ na kształtowanie naszych osobowości (może
      najwyżej wygładzać formę stworzoną przez lata doświadczeń)i niesie za sobą
      znacznie mniej niebezpieczeństw niż wpływ jaki wywiera na osobowość dziecka.
      Rodzice mają trudny orzech do zgryzienia ... Może problem polega na subtelnej
      granicy różnicy między sugerowaniem a narzucaniem. W tym drugim przypadku
      smutny efekt jest łatwy do przewidzenia.

      Przyjrzałam się swojej karierze czytelniczki i doszłam do wniosku, że
      uzależnienie od książek kategorii B (zupełnie nie leży mi ten podział, ale o
      tym może kiedy indziej) jest mało realne choć nie nieprawdopodobne. Sama
      przebrnęłam w dzieciństwie i w czasach szkolnych przez wszystkie możliwe
      odmiany literatury. Dzięki temu miałam możliwość wyboru tego co naprawdę
      sprawia mi przyjemność, jest dla mnie wartościowe i poszerza horyzonty. Bo czyż
      nie o to chodzi? Niczego w życiu (poza kilkoma wymuszonymi lekturami szkolnymi)
      nie przeczytałam z poczucia obowiązku. Z niektórych pozycji wyrosłam, do
      innych dorosłam. I tak powinno być:)Czy przeczytanie w szkole
      podstawowej/gimnazjum książek mieszczących się w tzw kanonie literatury
      przyniosłoby mi wyłącznie pozytywne efekty? Szczerze wątpię... Wiele wątków,
      aluzji, problemów dociera do nas z czasem.
      Do tej pory przy łóżku stosem piętrzą się na przemian książki głównonurtowe i
      fantastyka. Staram się mieć czas na jedne i drugie, nie jest to niemożliwe.

      Co do zdania Osieckiej... nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy rezygnować z
      czytania "grubych książek" na rzecz rozmów z ludźmi. Hej, to jest do
      pogodzenia. Wychodzi mi to całkiem nieźle, nie czuję niedosytu kontaktów z
      ludźmi ani głodu lektury.
      Wniosek: nie demonizujmy - "książki kategorii B" nie czynią z nas odludków,
      typów aspołecznych i obojętnych obywatelsko. Problem leży znacznie głębiej.
      Jednostki prawdziwie szkodliwe nie czytają książek, żadnych.
      • Gość: szpilka Re: czy warto czytać książki klasy B? IP: *.kv.net.pl 16.07.04, 08:45
        Tak mi się wydaje, że chyba najpierw trzeba przeczytać trochę z klasy B, ażeby
        pózniej wziąc sie za A.

        Bo skoro nie ma różnicy, to po co przepłacać ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka