Dodaj do ulubionych

Jak zostać postmodernistą

IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 21:36
generator jest genialny! nieźle się uśmiałem, przyznaje.
Obserwuj wątek
    • Gość: humanista POST OFFICE IP: *.ed.shawcable.net 28.06.04, 21:43
      Nareszcie ktos przetlumaczyl to dzielo na polski. Pracuje od lat na
      uniwersytetach holdujacych nonsensom "post" i "femi" od Australii po USA! To,
      czego wysluchalem na roznych wykladach i konferencjach, to tylko czesc gory
      lodowej! Mam przygotowanie matematyczno-logiczne i zajmuje sie lingwisytyka
      formalna. W mojej dyscyplinie nie ma miejsca na idiotyzmy. To tak jak w
      pianistyce - albo ktos potrafi swietenie grac, albo nie. Oczywiscie cala
      afere znam od poczatku jej powstania. Mam teraz nadzieje, ze w Polsce
      ostygnie nieco goraca tendencja do bycia modnym w nauce i wszelkie "post"
      znajda swe miejsce tam gdzie powinny, tzn na smietniku historii.
      A tak na marginesie: ze wszystkich "post" uznaje tylko Post Office.
      • Gość: Eim Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 23:32
        Swietnym przykładem bełkotu para naukowego jest ksiażka Roch
        Sulima "Antropologia codziennosci", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
        (!). Polecam, kiedy to czytałem myślałem, że to żart. Niestety, okazało się, że
        jest to lektura do egzaminu.

        Fragment:
        "[...] Dwukodowość syreny, jej "przejściowoość", zaważy na całej cywilizacyjno-
        technicznej i kulturowej egzystencji produktu żerańskiego, dawała o sobie znać
        w momencie "narodzin", daje o sobie znać wmomencie "umierania". Do syreny
        pasują jeszcze zupełnie dobrze te naturalistyczne, a nawet eschatologiczne
        metafory [...] Samochód z Żerania stał się przemiotem rytuałów i gier
        kulturowych, wyznaczył sferę "żarłocznej" mityzacji, wytworzył pola
        spekularnych metaforyzacji, sprzyjał fetyszyzacjom. Syrena była przemiotem
        potencjalnie "otwartym" na procesy symbolizacji, gdyż koncentrowała na sobie
        znaczenia nowości cywilizacyjnej; znaczyła bardziej w planie kultury
        symbolicznej niż kultury technicznej. Świadczą o tym przemiotowe metaforyzacje,
        które były tworzone z jej udziałem". Cytat pochodzi z rozdziału "Semiotyka
        śmieci".
        • Gość: student Re: Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.chello.pl 29.06.04, 14:23
          absolutnie sie z Toba zgadzam...A juz myslałam, ze tylko ja widze ten bełkot w
          ksiazce Sulimy. Zreszta zajecia z nim tez niewiele bardziej wartosciowe :)
          • Gość: YYYYYYYYYYYYYYYYYY YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.waw.prince.pl / 212.160.146.* 30.06.04, 17:10
            Problem z humanistami jest taki: „humaniści” z nieznanych mi powodów mają
            większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu
            błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś
            się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich
            bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w
            większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują
            poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi
            teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest
            taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by
            mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE
            i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu.
            (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi)
            Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie
            obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania
            • Gość: william_basinski Re: YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.07.04, 10:25
              jee tam
              twoj poglad to hybryda XVII, XVIII i XIX wieku - "logiczne
              myslenie" "racjonalizm" - wybacz, ale te sposoby poznania swiata zostaly juz
              dawno skompromitowane...moze jeszcze empiryzm jest bardzo ok, hehe
            • Gość: William_Basinski Re: YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.07.04, 10:29
              a przede wszystkim bezkrytyczny kult nauk scislych - slabo, bardzo slabo
            • Gość: tmg Re: YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.ath.cx 04.08.04, 18:46
              "rzeczywistoscia czyli fizyką"- uargumentuj.
          • Gość: as31 Tylko Roch Sulima?Z wielkiej chmury mały deszcz... IP: 194.181.190.* 01.07.04, 14:47
            Czemu znęcacie się tylko nad francuskimi szarlatanami? A u nas ich nie ma?
            Proszę o rodzimych. Boicie się, rozumiem... Ja proponuję, konkretnie, na
            początek, p. Janion. I proszę o dalszą listę. A potem ranking.
        • Gość: Wydawca Re: Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 29.06.04, 19:59
          Tego jest tyle w humanistyce, że nie sposób wszystko wymienić. Pierwsza z
          brzegu książka, np tzw. filozoficzna,jest stekiem głupot i pewnie dlatego
          pisana jest najczęściej pseudomądrym językiem, który ma zamataczyć, ściemnić.
          Prostota językowa Kołakowskiego utytułowanych zarozumialców straszliwie wnerwia.
        • Gość: Zatrwożony Re: Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 29.06.04, 20:22
          Nikt chyba, poza redaktorem, nie czyta tak uważnie tekstów jak tłumacz. Są
          teksty nieprzekładalne, bo sam autor nie wie, co napisał. Przyciśnięty do muru
          wymyśla kolejne zawiłości, nie wiedząc, co rzec. Jest to prawdziwą zmorą
          humanistyki, w której trudno o sprawdzenie wiedzy i kompetencji piszącego.
          Najważniejsze, żeby ktoś odważył się powiedzieć: to jest genialne, a potem już
          wszyscy chórem, by nie wyjść na ignorantów, zawtórują solidarnie: genialne! A
          potem nie wypada już inaczej. Gdy nagle znajdzie się śmiałek, który odważy się
          krzyknąć: Król jest nagi!, natychmiast uznany zostanie za kogoś
          niezrównoważonego.
          • Gość: as31 Dobre kryterium: jeśli coś jest trudno lub nieprze IP: 194.181.190.* 01.07.04, 14:30
            tłumaczalne z polskiego na obcy lub vice versa, to (z wyjątkiem poezji,
            lit.pięknej) jest to prawdopodobnie po prostu bełkot, a myśl zawarta na 200
            stronach, zmieści się na dwóch (jeśli jest).
      • Gość: monadina Re: przyganiał kocioł...itd. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.04, 23:48
        Przykro mi, ale lingwistyka formalna to takie bzdury jak monstrualne skądinąd
        brednie Lacana czy gorsze z rzeczy Derridy. Dorzuciłbym jeszcze cały
        neopozytywizm, większość analityków poza prekurosami itd. W odróżnieniu
        od "francuskiej" awangardowej humanistyki pogrobowcy pozytywizmu tworzą
        rzeczywiście ścisły system myślenia, tyle że ma on zastosowanie wyłącznie do
        sztucznego "laboratoryjnego" niejako reżimu, natomiast nie wnosi żadnej
        istotnej wiedzy do obrazu świata; zwłaszcza jeżeli dysponujemy matematycznymi i
        przyrodniczymi naukami w ścisłym sensie, nie potrzebujemy hybryd, których
        efektem są odkrycia typu: Jeżeli żaden kot nie jest psem, a Mruczek jest kotem,
        to Mruczek nie jest psem". To ostatnie to logicznie prawda, w odróżnieniu od
        wielu sentencji Lacana można jego treść zweryfikować jednoznacznie. I co nam z
        takiej prawdy? .


        Chyba nawet Chomskyemu nie wiele przyszło - w sensie satysfakcji - z
        lingwistyki, bo zamiast robić, co potrafił, coś się facet rozpolitykował -hm
        właśnie, czyżby w gruncie rzeczy u naukowców miało sie dziś do czynienia z
        niewyżytymi popędami, w tym o zgrozo - popędem ku masowej popularności, który
        każe raczej bronić nauki w bestsellerach niż ją uprawiać!!! Np. na
        prowincjonalnym polskim podwórku - neokonserwatyści typu "dzisiejszy" Lem
        pchają się do mediów bardziej niż "postmoderniści", których słabo widać, choć
        oczywiście pchają sie, żeby powiedzieć o "zagrożeniu wszechobecnym
        postmodernizmem".

        No i tu przechodzimy do książki Sokala - niby czarno na białym Sokal wszystko
        pięknie pokazuje, inteligentnie wydrwiwa, ale nie do końca wszystko jest takie
        proste! Prawdą jest, że Sokal nie ma w fizyce szczególnych osiągnięć - gdyby
        miał - nie pisał by wydawniczych hitów tego typu. Czyli - jest równie miernym
        fizykiem jak śp. Lacan i wiecznie żywa Kristeva
        filozofami/psychologami/krytykami literackimi, a przy tym nie ma jaj, z
        Kristevej przynajmniej była niezła dupa -to tylko tytułem dygresji rzecz jasna,
        prosze nie brać do siebie...

        Po drugie - to co Sokal ujawnia na pewno przynosi wstyd protagonistom (choć w
        kilku przypadkach miałem wrażenie, że sam trochę nie zrozumiał o co chodzi -
        np. fragmentów z Deleuza/Guattariego, ale to nie odbiera mu oczywiście
        generalnej racji). Tyle, że żaden z omawianych tam "humanistów" (mówmy już
        potocznie) nie używa pojęć matematycznych i fizycznych jako dominujących w jego
        systemie i fragmenty ich prac (nie znam wszystkich oczywiście) nie są raczej
        najbardziej dla nich reprezentatywne.
        Jeżeli się kogoś wyśmiewa, to bardziej ambitnym zadaniem było by obalenie
        całościowych poglądów danej osoby, a nie czepianie się marginalnych wypowiedzi
        dotyczących (nigdy zresztą wprost) kwestii, na których ktoś się akurat zna. W
        przeciwnym razie popełniamy błąd np. ornitologa, który ogląda w zoo tylko
        ptactwo i na tej podstawie wypowiada się o jakości całej menażerii.

        Brakuje mi więc wyjaśnienia, czy - zdaniem Sokala wszystkie teorie (szczególnie
        tak szerokich co do zainteresowań autorów jak Derrida czy Deleuze) są bzdurne -
        czy to wpadki, które ośmieszają autorów, ale niekoniecznie podważają całość ich
        dorobku - gdyby każda bzdura przekreślała filozofa lub uczonego in toto -
        musielibyśmy odrzucić całego Keplera (wierzył w harmonię sfer), całego
        Kartezjusza (wierzył w szyszynkę jako wyjaśnienie tajemnic relacji między duszą
        i materią), całego Newtona (uprawiał alchemię, utrwalił platońskie przesądy na
        temat absolutności czasu i przestrzeni), czy nawet dlaczego nie ? Einsteina -
        za to, że próbował - z pobudek czysto subiektywnych, a nie naukowych!!! bronić
        obrazu wszechświata, który między innymi sam podważył ("Bóg nie gra w kości").
        Nie dodam już, że współcześni fizycy,ilekroć wchodzą w swoich wypowiedziach na
        obszary ogólno-filozoficzne - a niestety wchodzą!!!! demonstrują dziecięcą
        dobroduszność połączoną z wiedzą ograniczającą się do podstawowych haseł z
        przeciętnego gimnazjum (coś o Platonie, coś o Arystotelesie,coś o Kartezjuszu,
        coś - tu już bez wiekszwego zrozumienia - o Kancie, przykład pierwszy lepszy -
        wypowiedzi Hawkinga).

        Gdyby książka Sokala była po prostu zgrywem i ograniczała się w
        prawdopodobnycyh jejintencjach do suchego katalogu pseudonaukowych absurdów -
        pierwszy bym bił brawo autorowi!!!

        Tymczasem ma ona wyraźne ambicje skompromitowania całego prądu intelektualnego
        (Bardzo zresztą różnorodnego i wewnętrznie niespójnego) na podstawie skądinąd
        żenujących błędów, które dotyczą jednak kwestii nie stanowiących o istocie
        nurtu. Dlatego uważam, że "naukowa suszność" Sokala i Bricmonta nie zaprzecza
        temu, że ich rewelacje są równie manipulacyjne, demagogiczne i żałosne (prawdę
        się załatwia nie tylko kłamstwem, pustą retoryką i brakiem logiki, ale też
        selekcją tego, co skądinąd niezaprzeczalnie prawdziwe- to z lekcji polityki a
        nie lingwistyki), jak wypociny pseudoawangardowych lewacko -feministycznych,
        bełkotliwych "humanistów" . Dalej - widzę tu - zwłaszcza w kontekście dyskusji,
        jaka się rozpętała nie bez wiedzy, a uważam, że i nie bez woli autorów książki -
        niepotrzenny i głupi ideologiczny spór (wywodzący sie zapewne z jakichś
        koteryjnych gierek na uniwersytetach) między zwolennikami "Ścisłego",
        a "humanistycznego" podejścia - spór godny ambicjonalnej kłótni nauczycielek z
        prowincjonalnej podstawówki, tu i ówdzie odzywający się w pomrukach i
        świadczący o niskiej kondycji całej współczesnej kultury (czy komuś w XVI, XVII
        wieku - czy Bruno albo Galileuszowi - przyszło by do głowy odróżnianie tego,
        co "Matematyczne" od tego co :Humanistyczne"???!!! Że książka
        Sokala jest awanturniczą szmirą w tym guście świadczy, m. in. dobór autorów
        głównie europejskich i pominięcie przy opisie szarlatanerii wykorzystującej
        wiedzę fizyczną do pseudo-ontologii i epistemologii faktu, że płynie ona też z
        odwrotnego kierunku, tzn. od samych fizyków - np. warto by się wziąć za
        wypociny Penrose'a na temat działania umysłu.


        No i na koniec - patrząc cynicznie, ale realistycznie - obawiam sie, ze brednie
        wcale nie zawsze laduja na smietniku historii. Czego dowodzi wielowiekowa
        zawrotne i przerażająca kariera - nie tylko w swiecie "laboratoryjnym", ale i w
        świecie empirycznym i historycznym- takich dzieł jak "O Państwie Bożym" Św.
        Augustyna, czy "Fenomenologia Ducha" Hegla!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • colas.breugnon do Monadiny 29.06.04, 08:23
          Bardzo światłe uwagi. Zgadzam się z większością z nich, choć wydaje mi się, że
          obszar hermeneutyki w naukach przyrodniczych jest znacznie węższy niż w
          humanistyce, to oczywiście i tam jest wiele dadaistycznego bełkotu. Wynika to
          głównie ze stosunków społecznych w obszarze świata nauki: koteryjnych
          rozgrywek, naśladownictwa, mód, zabiegania o finanse itd.
          Mam wrażenie, że nauka akademicka weszła w ogóle w jakiś stan nasycenia, w
          którym pozostaje użyteczna dla techniki czy wdrożeń, lecz jest coraz mniej
          odkrywcza fundamentalnie. Przypomina to trochę okres dojrzałej scholastyki w
          Europie, kiedy uczelnie międliły dzieła paru mistrzów, a przyszłą naukę
          tworzyli hobbyści bez cenzusu.
          Może to uprzedzenie jakieś, ale wyjątkowo krytycznie oceniam to, co się w XX
          wieku porobiło z francuskim intelektualizmem. Oczywiście najbardziej
          groteskowych przykładów dostarcza humanistyka, ale i nauki ścisłe nie pozostają
          tu aż tak w tyle: taki Prigogine, skądinąd noblista, śmiało może ścigać się z
          Derridą o nagrodę piątej klepki. To trochę moda taka na hermetyczność i jakąś
          kalamburystykę pogmatwaną, ulegają jej zresztą także polscy naukowcy. Taka
          ciotka Jadźka (Staniszkis), medialnie sensatka, prywatnie logiczna, gdy napisze
          coś w manierze naukowej, to aż zęby bolą od zabełkotanej redundancji.
          W ogóle to jakiś szerszy problem: model europejskiej inteligencji gnije od
          francuskiej choroby, a konkurencyjny model amerykański sprowadza prawdę do
          wyników badań opinii publicznej czy oglądalności, produkując jakichś Tofflerów,
          Fukayamy czy innych niepełnosprawnych myślicieli. No, ale skoro jest siatkówka
          bez nóg, malarstwo bez oczu, to może być i filozofia bez mózgów – takie signum
          tempori, prawda?
          • Gość: Gabiene stało się coś ważnego, co dawno powinno nastąpić.. IP: *.idea.pl 29.06.04, 09:39
            bełkot Derridy kreującego się i kreowanego na bożyszcze zdumiewał brakiem reakcji, od dziesięcioleci, otwierając wrota innym "uczonym". Ten pseusospecjalistyczny język pleni się i pieni - np. w kolejnych rozprawach o hermeneutyce czegoś tam, deprecjonujących ten skądinąd piękny, grecki termin...
            • Gość: bobofruit Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 09:50
              Albo nie czytałeś/aś Derridy, albo jesteś debilem. Dotyczy to wszystkich, którzy
              uważają jego pisanie za bełkot. Debile. Znam to od dawna, przyzwyczaiłem się.
              Operowanie samym pojęciem bełkotu przystoi prowincjonalnemu nauczycielowi
              fizyki, który wieczorem pije za dużo piwa. Powtarzam - debile.
              • Gość: Gabiene Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.idea.pl 29.06.04, 11:22
                "Albo...albo" się nie przyzwyczaiłeś...
                • Gość: bobofruit Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 11:53
                  Przepraszam za 'debile'. Wściekłem się.
              • harp Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą 29.06.04, 15:30
                Na nonsensy w pisaninie tego francuskiego mędrka zwrócił uwagę Bogusław
                Wolniewicz w swojej "Filozofii i wartościach" - tom II. Jest tam analiza
                kilkunastu zdań z Derridy, wykazanie, iż jest to bełkot, a potem, nie
                pozbawione humoru podsumowanie.
                Derrida = makulatura filozoficzna.
                • Gość: tmg Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.ath.cx 04.08.04, 18:49
                  pomijam kwestie racji, ale niewatpliwie jest ono pozbawione humoru.
              • Gość: debil Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.neumann.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.04, 13:51
                Użyta argumentacja nie wymaga komentarza - to właśnie ten dkładnie
                rodzaj "rozumowania": prawdę głoszę JA - inni to debile.
          • Gość: monadina Re: do Monadiny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.04, 16:02
            W zasadzie bym się zgodził co do obecnego stanu, dodałbym jeszcze Niemcy -
            największą może kulturę filozoficzną epoki nowożytnej, gdzie został niezbyt
            odkrywczy spadkobierca Szkoły Frankfurckiej - Habermas, Wlk. Bryt. - w 2
            połowie XX wieku całkowicie wtórną intelektualnie, Włochy - coś z popłuczyn po
            postmoderniźmie (Eco), nie mówiąc już o innych krajach np. Europy Wschodniej,
            która zresztą nie ma szczególnej tradycji filozoficznej.

            Natomiast problem współczesnych teorii anglosaskich i "postmodernistycznych",
            żeby wyrazić go przynajmniej w skrócie ,wymagałby krótkiego eseju, na co -
            żałuje - bo to pierwsza dyskusja na necie, która mnie jakoś wciągnęła, nie mam
            czasu w tej chwili... Więc ogólnikowo, wiem ze zbyt ogólnikowo:

            O ile myśli społeczne Fukuyamy, Huntingtona, Barbera są przerażająco banalne, a
            niewiele lepsze mam zdanie o pseudo pozytywistycznych naukach humanistycznych,
            które starają sie odwoływać do ścisłej metody (różne lingwistyki formalne
            itd.), to z postmodernizmem rzecz jest złożona.

            Widzę zarówno wartości tego nurtu (upraszczając, że można mówic o jednolitym
            nurcie), jak i rozmaite przyczyny jego degrengolady, dużo by o tym mówić. Jest
            zresztą różnica między takimi postaciami jak np. Deleuze czy Foucault (notabene
            ten ostatni najbardziej "rzetelny", co skutkowało może też i tym, że nie
            pojawił się u Sokala) a ewidentymi dla mnie oszołamami jak Lacan i Baudrillard.

            Postmodernizm w wyjściowych założeniach nie jest niczym szczególnym
            historycznie w tym sensie, że po epokach (albo obok epok) idealistcznych ,
            wierzących w skrajny racjonalizm, sprowadzających wszystko do zgodności i
            tożsamości, pojawiają sie epoki krytyczne, skoncentrowane na badaniu różnic,
            nieusuwalnych sprzeczności, względności określonych pojęć i sądów. Tak jak
            cynicy i niekórzy sofiści wobec Platona, Berkley i Hume wobec racjonalizmu XVII
            w. W pierwszej fazie postmodernizm usunał przesądy wynikające z po-heglowskich
            koncepcji metafizycznych i politycznych i z pozytywizmu, który mienił się
            rzekomym zaprzeczeniem idealizmu.

            Siła aberracji tego nurtu polegająca na doszukiwaniu się we wszystkim podstaw
            do "dekonstrukcji" była dla mnie wprost proporcjonalna do przeciwstawnych
            aberracji idealizmu XIX w., który się doszukiwał bezezględnych,
            deterministycznych prawidłowości

            Moim zdaniem, jednym z głównych praktycznych problemów "post-modernizmu" jest
            fakt, że wykraczał on w części poza filozofię historii, kultury, polityki,
            obyczajów itd., gdzie mógłby może obronić swoje racje. Natomiast wielu autorów
            śladem Hegla czy Freuda, swoich największych przecież przeciwników, starało się
            objąć w pracach każde zjawisko, wszelką teorię, każdą dziedzinę wiedzy i życia -
            nawet tzw. życia codziennego, żeby udowodnic w najdrobniejszym śladzie
            słuszność ich twierdzeń. Efektem jest siłą rzeczy mętne pisanie na wszelkie
            możliwe tematy, gdzie analiza biustu Marylin Monroe towarzyszy analizie zjawisk
            z zakresu fizyki cząstek elementarnych. W pierwszym przypadku efektem często
            jest ubrana w trudną nowomowę trywialność, w drugim przypadku - efekty wskazał
            A. Sokal (ciekawe, że potrzeba było aż 40 lat napaści na postm. ze
            strony "zwolenników nauki" żeby ktoś wreszcie wypunktował konkretne błędy,
            czyżby różni lingwiści formalni i analitycy nie czytali rzeczy, które zaciekle
            krytykują, albo sami słabo znali sie na fizyce???!!!)

            Kluczową kwestią w postm. pozostaje jednak filozofia kultury i ogólnie wiedzy -
            nie nauk ścisłych i na tym polu przy całej jego skłonności do sekciarstwa,
            nowomowy, która powoduje moją nieufność wobec tej postaci, skłonny już jestem
            być adwotaktem diabła i bronić Derridy w porównaniu z barbarzyńcami a la
            Fukuyama, Huntignton, Bernard Lewis...

            Poza tym w natłoku mętnych i niedorzecznych sformułowań, wśród koncepcji
            autorów francuskich z wczesnego okresu (lata 60) widzę pewne myśli, które są
            niezykle prowokujące i radykalne wobec dotychczasowej kultury: skierowana
            wyjsciowo przeciw psychoanalizie ale zmierzajaca w konsekwencji do calkowitej
            destrukcji filozoficznych i pscychologicznych ujęć podmiotu i świadomosci teza,
            że popędow czy tozsamosci jednostki nie mozna tlumaczyc przez jej wewnetrzne
            zycie psychiczne (coś takiego, jak i sama jednostka staje sie iluzją), a tylko
            przez czynniki zewnetrzne, bezosobowe, choć nie behawioralne
            (Deleuze/Guattari); teza ze nie istnieje żadne pierwotne zrodlo "sensu"
            czy "poczatek" danego zjawiska, ani tez sens poprzedzajacy interpretacje -
            problem zrodlowy jest juz sam interpretacją i odesłaniem do innych problemow
            (chyba jedyna "zbiorcza" teza i wyróżnik nurtu, oczywiscie najbardziej znana z
            Derridy); nie ma jasnego rozróżnienia między modelem a kopią (w sensie
            platońskim), między treścią a formą i środkiem przekazu (tę myśl doprowadzili
            do modnego kuriozum Baudrillard, Zizek, Mac Luhan, ale warto sie zastanowić,
            czy przynajmniej do pewnych zjawisk kultury, nie ma uzasadnienia).

            Otóż o żenującej kondycji intelektualnej naszych czasów, świadczy to, że nikt
            wywodzący się spoza nurtu nie podjął rzetelnej analizy/polemiki z w.w tezami,
            nawet scholastycy potępiający herezje przedstawiali filozoficzne argumenty obok
            zwykłych oskarżeń o bezbozność. Tymczasem indywidua typu Lem potrafią jedynie
            po dziadowsku sarkać na "modne mętniactwo" (argumenty jak z magla, wszystko
            można zbagatelizować mówiąc że to "przejściowa moda"), brak argumentów
            merytorycznych i to u rzekomych zwolenników naukowej ścisłości. Dlatego Sokal
            jest pierwszym rzeczowym polemistą - tylko ze pisze niestety (z wyraźnym
            podskórnym zamiarem wyśmiewania i uogólniania) o jednym z kilkudziesięciu
            tematów, które poruszają postm., na którym akurat zna się zawodowo i który
            akurat wymaga wieloletniego zdobywania ścisłej wiedzy, więc najłatwiej w nim
            stosunkowo o totalną klęskę dla kogoś, kto pisze o wielu dziedzinach naraz.

            W tej sytuacji postmoderniści, których nikt na stosie nie pali, a wręcz
            przeciwnie (chociaż w Polsce wielu by miało ochotę), w braku konkretnych
            argumentów ze strony adwersarzy, kwitną w towarzystwie wzajemniej adoracji.
            Nurt ten, od początku problematyczny, po smierci niektórych
            luminarzy "niekontrolowany" stacza się w dół przejmowany przez coraz bardziej
            wtórnych, oszołomskich i bełkotliwych tuzów, którzy ośmieszają w nim to, co
            jeszcze kiedyś mogło być inspirujące. Zresztą to zjawisko sięga daleko poza
            Francję, gdzie prąd sie wypala, w niezrozumiałym pierdoleniu sprowadzającym do
            absurdu kwestie feminizmu, ekologii, globalizacji, seksu, internetu i mass
            mediów przodują zwłaszcza zafascynowani Baudrillardem post-lewaccy
            intelektualiści w USA; atak Sokala pozornie w pełni słuszny został wyraźnie
            wmontowany w krucjatę o "rząd dusz" na uczelniach, gdzie lewacka correctness
            zamienia się w równie płytką a przy tym ksenofobiczną correctness konserwatwyno-
            prawicową, może dla mnie lepszą o tyle, że pisze prościej i jej idiotyzm widać
            gołym okiem!

            No a nie napisałem jeszcze o najgorszym - new age!!!

            Ale uszy do góry - nie wierzę w żadną nieodwołalność kryzysów tak
            ekonomicznych, jak i intelektualnych. A historia nauki spojrzy pewnie na obecne
            czasy z dystansem i przez to może bardziej wyrozumiale.
            • colas.breugnon Re: do Monadiny 29.06.04, 18:23
              O kurcze, Monadino, być może jesteś pierwszą znaną mi osobą,
              które przechodząc przez bagno współczesnej myśli filozoficznej,
              pozostaje sucha, a być może po prostu Cię za mało poznałem.
              Sam znam prace, które przywołujesz, tylko z omówień lub wcale,
              a gdy zdarza mi się do którejś dotrzeć i natrafić na akapit typu:

              Jest jasne, że krytyczne dyskursy i komunikaty mogą przerwać
              doksologiczną relację ze światem społecznym, która wynika
              z korespondencji między obiektywnymi strukturami i strukturami
              wcześniej zinternalizowanymi tylko w takiej mierze, w jakiej
              obiektywnie napotykają na krytyczny stan zdolny, dzięki swej
              logice, do zerwania pre-percepcyjnych antycypacji i oczekiwań,
              stanowiących podstawę ahistorycznej ciągłości percepcji
              i działań zdrowego rozsądku.

              (napisany przez francuskiego filozofa i socjologa Pierrea Bourdieu),
              to po prostu spuszczam po tym wodę. Bardzo możliwe, że coś przy tym
              tracę, bo za tym bełkotem stoi gdzieś myśl jakaś, ale jakoś
              cierpliwości mi nie staje. Chętnie się czegoś od Ciebie nauczę,
              o ile mi wskażesz drogę omijającą te bełkoty.
              Pozdrawiam serdecznie i z prawdziwym podziwem.
              Cześć.
            • Gość: good son Re: do Monadiny IP: *.jaist.ac.jp 01.07.04, 10:57
              >atak Sokala pozornie w pełni słuszny został wyraźnie
              > wmontowany w krucjatę o "rząd dusz" na uczelniach, gdzie lewacka correctness
              > zamienia się w równie płytką a przy tym ksenofobiczną correctness konserwatwyno
              > -
              > prawicową, może dla mnie lepszą o tyle, że pisze prościej i jej idiotyzm widać
              > gołym okiem!


              "Pozornie w pelni sluszny, ale obiektywnie sluzacy wrogom postepu..." - to jest
              frazeologia, ktora budzi dosc nieprzyjemne skojarzenia. Nie wiem, czy zamierzone.
              Dla porzadku przypomne: jesli rzeczywiscie czytales Sokala (ja mialem stycznosc
              tylko z jego slynnymi dwoma artykulami - sadze, ze o tym, co chce napisac, mowa
              moze tez byc w ksiazce), wiesz chyba, ze jest przekonanym lewicowcem, ja
              powiedzialbym nawet, ze na granicy lewactwa. Pracowal nawet w Nikaragui
              sandinistow. Co wiecej, zaatakowal postmodernistow (to niezbyt precyzyjne
              okreslenie, pozostane przy nim z braku lepszego) wlasnie dlatego, ze nie mogl,
              jak twierdzi, pogodzic sie z zawlaszczeniem przez nich lewicowej tradycji
              intelektualnej. Ja akurat nad "lewicowa tradycja intelektualna" nie rozczulalbym
              sie specjalnie, ale taka krytyka Sokala jak w cytacie powyzej jest zdecydowanie
              naduzyciem (nie jedynym w twoich postach). Wiem, ze mozesz napisac: "ale ja nie
              pisalem o intencjach samego Sokala, tylko o sposobie, w jaki jego krytyke
              wykorzystano." To jednak nie jest zadnym zarzutem wobec samego autora. Chyba ze
              rzeczywiscie uzywasz frazy "pozornie sluszny, ale obiektywnie sluzacy
              niewlasciwym silom politycznym" jako argumentu...
              • Gość: monadin Re: do Monadiny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 22:02
                pieprzę to, że Sokal jest lewicowcem. Ja nie jestem ani lewicowcem ani
                buszowcem, ani michnikowcem, a jakbym był jednym drugim, trzecim, albo jednym,
                drugim i trzecim naraz to jakie by to miało znaczenie? A serio, to skądinąd
                łączenie francuskich "posmodernistów" z lewactwem nie jest tak oczywiste, jak
                się wydaje. Wielu ma bliżej nieokreślone poglądy polityczne (np. Derrida, może
                nie czytałem tego co trzeba, mnóstwo wypłodził, siłą rzeczy nie mam czasu, ale
                niewiele znalazłem stricte politycznych odniesień, a jeżeli to pachniało mi
                raczej takim liberalnym centryzmem), a wielu nawet jeżeli się odwoływało do
                lewicy - to lewicy nieortodoksyjnej, szeroko rozumianej i niemal
                niemarksistowskiej. Niektórzy typu Baudrillard próbują cyrkowo żonglować
                pomiędzy antyamerykanizmem, a proamerykanizmem (sic!).

                Zwracam uwagę, że nazwiska typu Lacan, Deleuze, Derrida, Foucault, Barthes
                wypłynęły w latach 60 tych jako opozycja wobec wcześniejszych jawnie
                prokomunistycznych odłamów egzystencjalizmu typu Sartre. Tyle przeciwko
                oczywistości skojarzenia

                intelektualiści+france = skrajni lewacy, bardzo u nas modnego ostatnio.

                Książka ma ewidenty podtekst poza-merytoryczny, tzn. wybiega poza pozornie
                bardzo konkretną treść. Trzeba być naiwnym, żeby tego nie czuć, wrzuć zresztą
                na jakiejś anglojęzycznej wyszukiwarce "Alan Sokal" (sw. drogą zero linków do
                jego dorobku naukowego na pierwszych pięciu stronach na yahoo, dalej mi się nie
                chciało) - zobaczysz, jakiego typu dyskusje były z tym związane i jak wyraźnie
                nakręcał je autor kiepsko udając bezstronność.

                Nie chcę, żeby to wyglądało na odcinanie się, ale podam też pewien przykład z
                propagandy sowieckiej- program o biedzie i bezdomnych w USA, który oglądałem
                kiedys na programie publicystycznym za ministra Urbana. Nie było w tym
                programie ani fałszu, ani nierzetelności w samym materiale - czarno na białym
                jak jest - getta w Nowym Jorku, bezdomni, kolejki po zupę, zabici w Watts L.A.
                Prawie zero komentarza, któtko, zwięźle, obrazy z życia wzięte. Tylko kretyn
                bezkrytyczny amerykanofil, jakich wśród Polaków dużo (a zwłaszcza użtkowników
                internetu) stwierdziłby, że takich rzeczy w stanach nie ma. Nie da się też
                zaprzeczyć, że ten materiał częściowo na prawdę kompromitował stosunki
                społeczne w USA, to że pokazała go gadzinowa telewizja, nie znaczy, że nie mógł
                zrobić wrażenia.

                Ale jak się miał do oceny CAŁOŚCI USA, jaką część społeczeństwa amerykańskiego
                wyrażają te skrajności???!!! No, właśnie, czujesz już o co chodzi???

                Podobnie (nie aż tak, tout proportion gardees - podkreślam oczywiście) z
                książką Sokala o postmoderniźmie - prawdziwa, istotnie kompromituje autorów
                wypowiedzi, prawie bez tendencyjnego, aroganckiego komentarza (podkreślam
                słowo "prawie"), ale mimo tego - w dużej mierze manipulacja, której autor albo
                był świadomy - i to mój zarzut, albo był naiwny, a ja faktycznie nie mam racji,
                zwalając manipulacje zwolenników (których może nie szukał) na autora. Kwestia
                stylu - Sokal nie pisze jak człowiek szlachetny, ale naiwny, trochę w życiu
                przeczytałem i znam ten pozornie obiektywny przekąs, to "prawie" bez komentarza.

                Prosty wniosek - żeby książka była rzetelna nie wystarczy, żeby fakty były
                prawdziwe (choć to warunek sine qua non), ważne jest też coś takiego jak montaż
                materiału - co do zrozumienia roli montażu polecam lekcje kina radzieckiego.

                A poza tym, to oddałem Sokalowi, co jemu się należało i to, że w wielu
                momentach trudno z nim polemizować.

                Tak skończę:

                Sokala warto znać, to dobra i trafna lektura, ale ostrzegam przed wyciąganiem z
                niej ogólnych wniosków co do istnienia "zagrożenia postmodernistycznego",
                rzekomej mody na antynaukowość, całkowitej bezwartościowości współczesnej
                filozofii francuskiej, wyłączności niepokalanej fałszej dziewicy Fizyki i jej
                starszej, jeszcze czystszej siostry Matematyki na obiektywizm naukowy - a takie
                tezy spomiędzy zdań u Sokala wyłażą i łatwo się do tych uproszczeń (czy jak
                wolisz - twardziej - kłamstw) przekonać po lekturze bestsellerowego w końcu
                dzieła, zwłaszcza, że jak widzę (a w końcu to nie forum o nowej płycie Kayah)
                niektórzy (nie wszyscy, po twoim poście nie da się tego stwierdzić, ale np.
                xxxxx/yyyyy/zzzzz) mają marną wiedzę, odwrotnie proporcjonalną do przekoania,
                że toczy się tu wojna i trzeba się za kimś opowiedzieć...
                • Gość: monadina na ra! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 22:35
                  toute proportion garde, na wypadek odezwania się korektorów z forum
                  piłkarskiego onetu.

                  Dobra, bp juz mi sie coraz bardziej klawiatura placza, forum przysnelo, do
                  widzenia, agreez l'expression de mes sentiments respectueux, ciao, ood bye,
                  paa,

                  monadddd

                  P.S (do Colas Breugnon'a) - najbardziej strawnym stylistyczmnie i chyba przy
                  tym najciekawszym, najlepszym więc na początek (a czy na koniec jednosczensnie -
                  od rzecz do pozniejszej decyzji) postmodernistą - on sam mówił, że nie zna tego
                  słowa - jest Michel Foucault, zwłaszcza jego prace historyczne. Była też ogólna
                  książka o nurcie i kilku głównych autorach"To samo i inne" - Vincent Descombes -
                  pisane przez apologetę ale bez sekciarstwa, nie bezkrytyczne, w większości -
                  jak na ten temat - bardzo przejrzyste.

                  Głównym dziełem nurtu- Gilles Deleuze "różnica i powtórzenie", dla odważnych -
                  problem też w tym, że przekład jest w stylu cytowanego tu Rocha Sulimy i na
                  oko ze 2 razy zaciemnia i tak niełatwy tekst, warto rozejrzeć się jak ktos ma
                  możliwość i zna język za oryginałem (dużo nieprzetłumaczalnych gier słownych z
                  francuszczyzny, wiele terminów w filozofii jest łacińskich i w języku romańskim
                  brzmi mniej "odjechanie", prościej) albo za np. wydaniem angielskim,
                  niemieckim, włoskim, hiszpańskim - itd. nie sądzę, żeby to wpadło w ręce takich
                  oszołomów jak nasi spece od logorei.
                • Gość: bobofruit Re: do Monadiny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 14:08
                  dla zainteresowanych - a propos poglądów politycznych Derridy:
                  www.indymedia.be/news/2004/04/83123.php
            • postmoderntalking Re: do Monadiny 24.08.04, 23:31

              >
              > "Siła aberracji tego nurtu polegająca na doszukiwaniu się we wszystkim
              podstaw
              > do "dekonstrukcji" była dla mnie wprost proporcjonalna do przeciwstawnych
              > aberracji idealizmu XIX w., który się doszukiwał bezezględnych,
              > deterministycznych prawidłowości"

              to chyba z generatora, czaszka mi dymi :P
              >
              >
          • Gość: as31 "filozofia bez mózgów & & #35 8211; takie signum tempori",... IP: 194.181.190.* 01.07.04, 16:08
            skoro może być siatkówka bez nóg i malowanie bez rąk - koncept kapitulny,
            uśmiałem się, dziękuję.
            • Gość: tmg Re: "filozofia bez mózgów & & & #35; 35 8211; tak IP: *.ath.cx 04.08.04, 19:04
              i OKO BEZ SIATKOWKI - co Panowie na to... hahahahaha?

              poprosze o PRZYKLADY malarstwa bez oczu i DEFINICJE malarstwa wg. Panów /może
              być naukowa/ - może wtedy posmiejemy sie jeszcze glosniej?
        • Gość: papermonster Re: przyganiał kocioł...itd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 14:00
          Sądze że Alanowi chodzi raczej o zwrócenie uwagi na np. bezsensowne ( to po
          pierwsze )i humorystyczne ( last but not least ) używanie jezyka - formalizmu
          matematycznego do wyrażania ze tak to niefachowo ujmę ( a jestem fizykiem
          teoretykiem ) zagadnień humanistycznych. W swej pracy wielokrotnie miałem dość
          przykre spotkania 3-go stopnia z tego typu kwiatkami. Trochę więc faceta
          rozumiem... Rzecz jasna Alan miał doczynienia z ekipą w sumie zawodowa i jej
          potknięcia i lapsusy to nic w porównaniu do bełkotu wszelakiej maści
          pseudonaukowców, zwolenników medycyny naturaknej i innych oszołomów.
          Tak na marginesie to że fizyk pisuje tak pocieszne facecje wcale nie oznacza że
          nie sprawdza się naukowo nas ( fizyków ) nie interesują tylko żuczki ( czyli
          wzorki ) Dzieło lece niniejszym zakupić...
        • Gość: ktoś XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX IP: *.waw.prince.pl / 212.160.146.* 30.06.04, 17:08
          Twoja wypowiedź to świetny przykład odwracania kota ogonem.
          Ktoś zrobił kawał dobrej roboty pokazując światu zakłamanie i
          bzdurzenie "intelektualistów"/humanistów (przynajmniej niektórych) a ty się
          czepiasz.

          Nie wiem jak dla ciebie, ale jak ktoś używa „bzdurogazania” by się wypromować,
          to ja chcę by się NIE mógł wypromować, bo uważam, że mnie oszukuje i traktuje
          mnie jak kretyna.

          I dodatkowo kilka luźnych uwag dlaczego Twoje argumenty, że książka jest zła,
          są błędne:

          Przykład z zoologiem jest zupełnie nietrafiony. Można by wiele tego typu
          ładnych porównań wymyślać np. „ jak ktoś się patrzy na słońce to niech nie
          opowiada o Zimbabwe” – one jednak nic nie wnoszę bo nie oddają mechanizmu
          użytego przez autora wypowiedzi. Przykład z zoologiem mówi, by nie wyciągać
          wniosków o całej grupie na podstawie jej wycinków. W naszym przypadku sytuacja
          jest odrobinę inna - jak się kogoś złapie na bzdurogadaniu to inaczej niż w
          przypadku zoologu można wnioskować, że on zawsze bzduroopowiada – bo taka ma
          naturę (w zoologu mówimy o nic ze sobą nie mających wspólnego elementach ,
          gdzie nie na podstawie obserwacji jednego niewiele można powiedzieć o drugim –
          w przypadku jednego człowieka na podstawie kilku jego wypowiedzi można
          wnioskować o wartości jego innych wypowiedzi)
          Jeśli już chcielibyśmy dać jakiekolwiek ładne porównanie to może takie „łańcuch
          jest tylko na tyle silny na ile są silne jego ogniwa” – bo te kretyńskie
          bełkotoargumenty są elementami łańcuchami wniosków (jak przypuszczam) – jeśli
          nawet nie i są luźno powiązanymi bzdurami to i tak prawdziwe zostaje akapit
          powyżej.

          Autor z powodów dość oczywistych nie opisał/odniósł się do wszystkiego (bo nie
          można w jednej książce odnieść się do wszystkich dzieł wszystkich
          bzdurogadaczy). Inną kwestia jest to, czy nie dobrał autorów tendencyjnie, ale
          nawet jeśli tak to przypuszczam, że nie chodziło mu o ośmieszenie wszystkich,
          ale o pokazanie zjawiska i zwrócenie na nie uwagi, jak również „ukaranie”
          najbardziej winnych – i chwała mu za to.

          Jedna kwestia jest prawdziwa – na podstawie pokazania „bzdurzenia” kilku
          autorów nie można wnioskować o całym nurcie – niemniej można mieć podejrzenia i
          później je zweryfikować. To samo dotyczy „dzieł” danego autora – jak komuś się
          wykaże świadome pitolenie to można podejrzewać, że pitoli i w innych.

          Wnioskowanie, że książka jest do 4 liter tylko dlatego, że ktoś nie odnosił
          sukcesów w fizyce jest równie nieuprawnione - ten facet nie robi tu za fizyka,
          ale za kogoś w stylu detektywa głupoty – i do tego nie musi być Einsteinem –
          wystarczy, że na naukach ścisłych zna się na tyle , żeby widzieć brednie innych.


          Jeszcze jedna, dość kontrowersyjna, uwaga: nie jest prawdą, że
          dyskusja „humanizm” czy „ścisłe podejście„ jest śmieszna. A to dlatego,
          że „humaniści” z nieznanych mi powodów mają większy posłuch i to oni w
          większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu błędny (a ponieważ jest on
          błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś się myli czy nie, ale
          dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich bytach, na podstawie
          których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w większości związku z
          rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują poprawnie
          otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi teoretyczny świat
          (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest taki, że te teorie
          próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by mi wmawiano
          głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE i często nie
          z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu. (wiem, że mówienie
          wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi)
          Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie
          obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania.
          • Gość: monadin Re: XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.04, 23:56
            Trudno odpowiadać komuś, kto rzeczywistość utożsamia z fizyką. Ale niech tam.
            Fizyka to nauka matematyczna o właściwościach świata przyrody. I tyle. Co w
            takim razie z biologią, medycyną itd. ? Czy dotyczą one "wydumanych bytów"?

            Nie wiem, czy jest chociaż jeden poważny fizyk, który wierzy, że jego nauka
            opisuje albo może opisać całą rzeczywistość. Takie fantastyczne próby podjął
            Penrose, rozważając możliwości zastosowania mechaniki kwantowej do wyjaśnienia
            problemu świadomości (co i tak nie wyczerpuje wszystkich problemów, rzecz
            jasna). I przynajmniej był na tyle rzetelnym naukowcem, że w zasadzie przyznał,
            że to tylko czyste hipotezy, a poza tym to i tak wielu rzeczy spoza fizyki
            pewnie nie da się wyjaśnić i on się tym nie zajmuje...

            Z wnioskowaniem o wartości autora na podstawie jego wypowiedzi podałem
            klasyczne przykłady z historii, które analogicznie kazały by unieważnić cały
            ich dorobek, gdyby stosować metodę łańcucha? Czy jeżeli Newton wierzył w
            kamień filozoficzny i uczestniczył w alchemicznych rytuałach, można wnioskować,
            że jego teorie grawitacji, ruchu i optyki są bzdurą? Na prawdę całościowy
            dorobek wielu myślicieli (często im większy myśliciel, tym silniejsza
            prawidłowość)często bardziej przypomina chaotyczną menażerię zebraną w jednym
            mózgu niż jakiś uporządkowany łańcuch. Ok, odpowiesz, jeżeli masz wiedzę na ten
            temat, ze Kartezjuszowi czy Newtonowi, trafiły się pojedyncze "wyskoki", w
            takim razie z odwrotnych proporcji: Gdyby ktoś wybrał na chybił trafił jedno z
            setek dzieł Leibniza, odkrył by tam z ogromnym prawdopodobieństwem trudne do
            zrozumienia czysto spekulacyjne ("wydumane" jak wolisz) osobliwe twierdzenia. A
            jednak w gąszczu takiej pisaniny znajduje się m. in. odkrycie podstaw rachunku
            różniczkowego i hipotezy o 200 lat wyprzedzające rozwój fizyki teoretycznej. Nie

            Spór o wartość nauk humanistycznych czy ścisłych jest nie tyle niepotrzebny co
            w ogóle bezprzedmiotowy. Co to jest "nauka humanistyczna" ? Tylko jakiś
            niedouczony głąb może uważać filozofię, całą filozofię za "przedmiot
            humanistyczny." Rozumiem, że Wolter czy inni francuscy oświeceniowcy to
            humaniści. To można jakoś zdefiniować. Ale inni? Czy humanistami byli:
            Platon, Nietzsche, Wittgenstein - że podam 3 filozofów "z najwyższej półki"
            (przynajmniej jeżeli chodzi o wpływ i sławę, których jednocześnie absolutnie ze
            sobą nic nie łączy). Skądinąd fizyka do początków XVIII w. była uważana za
            dział filozofii. Odkrycia naukowe są ściśle związane ze spekulacjami
            metafizycznymi, np. Newton zakładał wieczność i nieskończoność czasu i
            przestrzeni, była to "wydumana", czysto idealistyczna i nie naukowa hipoteza, a
            przecież bez niej nie dokonał by tego, co dokonał.

            Co odróżnia naukę scisłą od nieścisłej? Metoda matematyczna? - co w takim razie
            z biologią? Czy do wszystkich dziedzin rzeczywistości (np. polityki, estetyki,
            życia psychicznego) da się zastosować opis matematyczny? Kiedyś (w XVII w.)
            były takie próby, zostały odnotowane jako historyczne kuriozum. A jeżeli w
            jakiejś nauce ze względu na przedmiot nie da się wprowadzić ścisłej metody, to
            czy należy uznać ją za bezwartościową? Czy fizyce walor nauki ścisłej i
            całkowicie koherentnej jest dany w darze od Boga aż po nieskończoność -
            zwłaszcza w sytuacji, gdy wysnuwa teoretyczne hipotezy, których empiryczne
            sprawdzenie prawdopodobnie nigdy nie będzie technicznie wykonalne. Np. obecnie
            pewne teorie są prawdziwe pod warunkiem przyjęcia istnienia więcej niż 4
            wymiarów,czysta spekulacja. inne dla potwierdzenia wymagają dostarczenia tak
            wielkiej porcji energii, że prawdopodobnie nie będzie to nigdy wykonalne.

            Jakakolwiek dyskusja ma sens, jezeli posługuje sie pojęciami jasno
            zdefinowanymi (zwłaszcza dyskusja prowadzona przez kogoś, kto chce ścisłej
            wiedzy), tak nie jest w tym przypadku.

            • Gość: monadina sprostowanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 01:28
              Oczywiście miałem na myśli niektóre hipotezy czy wręcz propozycje współczesnej
              fizyki nie uznane dotąd za dowiedzione, więc trudno je zaliczać jednoznacznie
              do jej dorobku (różne supersymetrie, struny, niektóre hipotezy dot. czarnych
              dziur). Nie zmienia to oczywiście faktu, że w fizyce przyjmuje się dane
              twierdzenie za naukowe, jeżeli da je się wyrazić sformalizowanym językiem i
              jest empirycznie potwierdzone (na to ostatnie oczywiście czasem trzeba było
              czekać latami), nie ma w tym względzie "rzetelności badania" różnic między
              fizyką klasyczną a relatywistyczną, co ignorują niektórzy nie-fizycy . Tym nie
              mniej otwarta w obecnym stanie fizyki, np. fizyki cząstek elementarnych jest
              kwestia, czy nie dojdzie ona w przyszłości (albo już nie doszła) do dziedzin, w
              których jedyne założenia praktycznie nie będą nigdy sprawdzalne doświadczalnie,
              co częściowo naruszyło by fundament, na którym fizycy opierają przekonanie, że
              ich nauka jest "ścisła". Drugie pytanie - czy możliwa będzie unifikacja fizyki
              (w.w hipotezy są w dużej mierze próbami takiej). Trzecie - czy będzie możliwe,
              w co wierzył m. in.Scroedinger rozciągnięcie metodologii fizycznej na
              zagadnienia dotyczące przyrody ożywionej (np. biologiczne) czy wręcz
              psychologiczne (spekulacje Penrosea). W zasadzie stworzenie teorii spójnej dla
              fizyki, genetyki i teorii ewolucji pozwalało by mówić o pełnej koherencji nauk
              przyrodniczych. Na te pytania nie odpowiem, ani nawet nie odpowie największy
              fizyk czy "humanista" - tylko historia -na przestrzeni pewnie setek lat-
              pokaże, czy rację mają obrońcy spójności nauk ścisłych, czy postmoderniści,
              którzy (w sposób oczywiście często kuriozalny, co słusznie pokazał w bardzo
              wielu - ale nie we wszystkich - przykładach Sokal) starają się udowodnić, że
              nauki ścisłe straciły współcześnie walor ich obiektywności, spójności i
              weryfikowalności.


              Aha - jeżeli x ileś tam zamierza wszystkim post-modernistom z
              góry "podziękować" pod wpływem Sokala, to jest to dowód na szkodliwy wpływ tej
              książki, czego nie chciałem twierdzić jednoznacznie. Np. osławiona para
              Deleuze/Guattari zajmowała się wieloma zagadnieniami, co pewnie nie wyszło jak
              widać na zdrowie - w tym np. zasłynęła z krytyki wszystkich dotychczasowych
              ilozoficznych i pscychologicznych teorii świadomości i pożądania (poza
              nietzscheańskimi)-to te ich twierdzenia spowodowały, że stali sie niesamowicie
              wpływowi i równie często wyklinani w "humanistyce" i na tej podstawie należało
              by sie wypowiadać, czy gadali bzdury czy byli przełomowymi w historii
              nowożytnej myślicielami; kwestia jest bardzo kontrowersyjna - a odpowiedź
              równie dobrze może leżeć pośrodku. W każdym razie nie słyszalem o nikim, kto by
              inspirował się twierdzeniami Deleuza nt. matematyki (nie wiem kto je rozumie) i
              kto by za to go wychwalał, podobnie jak Leibniz nie jest sławny za prace o
              górnictwie węgla, więc - a to jeden z przykładów - że przy całych bzdurach,
              które twierdzili bohaterowie Sokala, wyciąganie wniosków, ze "zrobili karierę
              na nadużywaniu pojęć matematycznych" jest po prostu - historycznie nieprawdą i
              totalną demagogią.

              Z tym, która nauka jest ścisła, to ciekawa sprawa. Przez setki lat teologia
              była uważana za naukę "twardą" i nie zazdroszczę temu, kto by przeniósł się w
              tamte czasy i postanowił zgłosić obiekcje. Przez wiele lat też uważano, że to
              czy dany dźwięk w muzyce jest dysonansem, da sie udowodnić matematycznie i w
              sposób absolutny, do dziś jeszcze znalazł by sie muzykolog, który
              zaprzeczyłby , że to raczej kwestie estetyki muzycznej danej epoki i
              przyzwyczajeń słuchacza.
        • a.adas "Pamiętnik znaleziony w wannie" 03.07.04, 14:45
          Jeżeli Lem jest "dzisiaj" neokonsrewatystą, to jest nim od 1960 roku, od
          momentu wydania powyższej książki. No i tak ładnie krytykuje w niej "dzisiejszy
          postmodernizm" i jego bełk..., przepraszam, terminologię naukową.
      • Gość: marmoladaZburaków Problem już dość dawno opisał W. Mejbaum... IP: *.233.233.94.devs.futuro.pl 30.06.04, 17:06
        ... fizyk i filozof zarazem, w książeczce o zgrabnym tytule "Świnia na sośnie"
      • Gość: Radek Wiśniewski Re: POST OFFICE IP: 156.17.253.* 06.08.04, 07:54
        e, no humanisto, uznaj jeszcze Wielki Post, pliz:-)
    • Gość: e Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.icpnet.pl 28.06.04, 21:49
      jezeli hiperprzestrzen jest trudnym slowem to moze wrocimy do poziomu malp
      czlekoksztaltnych?
      a belkotowi stanowcze nie
      • Gość: Johnny Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.core.net.pl 28.06.04, 22:45
        ....ale Ty jesteś mądry....
      • Gość: Michal Re: Jak zostać postmodernistą IP: 5.3.1R* / *.eds.com.au 29.06.04, 06:29
        Slowem moze jest latwym, ale pojeciem do zrozumienia jest trudnym. Jezeli
        uwazasz inaczej, to wytlumacz prosze co to znaczy, na przykladach, uzywajac
        prostych slow i pojec, tak aby to bylo zrozumiale dla kazdego, za
        przeproszeniem, humanisty.
    • Gość: czytnik Re: Jak zostać postmodernistą IP: 193.29.207.* 28.06.04, 22:38
      Przykładem takiego bełkotu i powoływania się na autorytety jest "Paris, Londyn
      Dachau" panny, która naczytała się tego i owego na kulturoznastwie i oto
      żałosne skutki.
      • Gość: Zośka Sokal i bracia Bogdanoff IP: 62.141.202.* 28.06.04, 23:54
        "Afera" Sokala dotyczy tylko postmodernistów, ale po latach (w Polsce pisano
        już o tym w 1998 r.) uderzyła wtórnie w zataczających się ze śmiechu
        przyrodników. Sprawa braci bliźniaków Griszki i Igora Bogdanoffów jest
        przykładem podobnej sytuacji w uznanej dziedzinie naukowej. Tzw. bełkot stał
        się problemem związanym z coraz większą specjalizacją naukową. Zdecydowanie
        trzeba z tym walczyć, tak jak walczy się z głupotą. I nie jest to obszar tylko
        humanistyki, jak pokazuje to fizyk prof. Kowalski-Glikman
        www.ift.uni.wroc.pl/JK-G/
        • Gość: BLO KAŻDY Z NAS JEST NAJMONDRZEJSZY IP: 217.153.87.* 01.07.04, 02:26
        • Gość: nieuczony Re: Sokal i bracia Bogdanoff (obrywa się Monadinie IP: *.crowley.pl 01.07.04, 09:01
          Zwróciłbym tylko uwagę na bardzo istotną różnicę: o ile bełkot przyrodników
          wytykają przyrodnikom sami przyrodnicy (a więc: "kasta" przyrodników potrafi
          oczyścić się sama), humaniści nie są zdolni do odróżnienia i napiętnowania
          bełkotu. Przykładem choćby dostępne w wątku posty Monadiny.

          Zwróćcie uwagę: czy Monadina jest w stanie wskazać jaką bzdurę musieliby
          popełnić myśliciele postmodernizmu, aby uznać ich za szarlatanów?

          Zawsze można powiedzieć: no tak, ale przecież oni napisali nie tylko
          "Dyrdymalistyczną hermeneutykę postbzduralno-epistemologiczną", ale też wiele
          innych dzieł, których bzdurności Sokal (jeszcze) nie wytknął. Następnie, kiedy
          jakiś pracowity "sokalowiec" poświęci swój cały wolny czas na wytknięcie bzdur
          tkwiących we wszystkich spisanych dziełach postmodernistycznej szajki, ci zdążą
          spłodzić następną tonę dzieł (taka Kristeva wszak potrafi pisać na akord nawet w
          anginie...), z którymi, żeby to elegancko ująć, "Sokal, ani banda
          neoscholastyków, nie odważyli się zmierzyć". I tak zabawa w kotka i myszkę trwa
          nadal.

          Wymyślenie bzdury jest wysiłkiem nieporównanie maniejszym, niż jej
          dekonstrukcja. Nie należy się więc dziwić, że większość bełkotu nie spotyka się
          z krytyką - po prostu się go przemilcza.

          Przypomina to polemikę z ufologami z Wylatowa. Pokazuje taki nocne zdjęcia, na
          których w polu pojawia się mnóstwo świecących punktów. "O, nie było ich widać,
          kiedy tam byliśmy, a utrwaliły się na kliszy. Teraz wierzycie, że to UFO?". Na
          co fotograf odpowiada: "W taki sposób utrwalają się na kliszy muszki owady,
          jeśli w nocy fotografować z mocną lampą". Na co ufolog odpowiada: "A SKĄD WIESZ,
          ŻE WSZYSTKIE TE PUNKTY TO OWADY"?
          • a.adas Re: Sokal i bracia Bogdanoff (obrywa się Monadini 01.07.04, 13:08
            Czytam te posty i nikt nie poruszył najbardziej fascynujacego tematu w tej
            sprawie. Najpierw ktoś napisał, z założenia bełkotliwy i ironiczny, artykuł do
            prestiżowego ponoć periodyku. Potem go opublikowano i nikt nie zareagował. Czyli
            a) tak naprawdę nikt nie czyta tego magazynu mądrości
            b) przeczytano i przyjęto bez zastrzeżeń
            c) przeczytano i coś nie pasowało, ale panowie profesorowie woleli się nie
            wychylać w środowisku, jeszcze palnę coś głupiego
            d) przyjęto to jako konkurencyjny bełkot i lepiej się nie wychylać, bo tylko
            stwierdzę swą własną miałkość oraz ujawnię własne oszustwo
            itd.



            Ten post jest pouczajacy (szczególnie frapuje fragment o 99999. błędnych ideach
            do zweryfikowania)

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=13802903&a=13855359
            Pozdrawiam
            adas
            (kompletnie niedouczony)
          • Gość: monadina Re: Sokal i bracia Bogdanoff (obrywa się Monadini IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 21:56
            Sorry, ale nie oberwałem, trudno razić ciosami przez monitor. A serio - tak "na
            chłopski rozum" masz rację - ale widzę, że kompletnie po prostu nie
            znasz "tematu" - ani "postmodernistów" (jestem pewien), ani skądinąd pewnie
            nauk ścisłych (mówię pewnie, bo uczciwie rzecz biorąc nie mogę tego
            wywnioskować).

            Mała rada, jeśli wolno być bezczelnym - czasem taka zdroworozskądowa logika
            zawodzi (a może ośmieszyć) jeżeli przejdzie się na konkrety - tzn. nazwiska,
            daty, fakty itd.


    • Gość: lisa Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.d0.club-internet.fr 29.06.04, 07:30
      Kristeva...to Pani Julia Kristeva, w artykule odmiana przypadku...wskazuje na
      mezczyzne, pozostawiam bez komentarza solidnosc autora artykulu.
      • Gość: lisa Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.d0.club-internet.fr 29.06.04, 07:41
        na poczatku artykulu wkradl sie ten blad nazwiska...Kristevej, wiec moze to nie
        autor, ale ten kto wpisywal,
        • taki.jeden.tetrix Re: Jak zostać postmodernistą 29.06.04, 12:18
          ...nie jedyny błąd zresztą w tej recenzji - w papierowej GW jest "liczba urojona
          v-1", na Necie "?-1" - jakoś znak pierwiastka nie chce się Wybornym
          zreprodukować niezależnie od medium, hehe... Mogliby wreszcie zainwestować w
          porządną korektę, a nie tylko w slogan reklamowy.

          Pozdrowienia

          tj
    • Gość: bobofruit Derrida bełkoczący IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 10:04
      Wszystkim uważającym Derridę za bełkoczącego proponuję merytoryczną dyskusję,
      np. o "Prawdzie w malarstwie". Albo coś krótszego i przystępniejszego: "Kres
      człowieka", "Niewczesne aforyzmy"? Proszę o tzw. konkrety.
      • Gość: Gabiene Re: Derrida bełkoczący IP: *.idea.pl 29.06.04, 11:49
        najpierw określasz kilkakrotnie i dobitnie oponentów jako "debili", a potem chcesz z nimi dyskutować? to nieco kuriozalne:)
        • Gość: bobofruit Re: Derrida bełkoczący IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 11:52
          Przepraszam. Chcę przekonać się, że nie mam racji:)
          • sothis666 komunikacja! 30.06.04, 17:15
            Nie jestem lingwistą, moją dziedziną jest computer science, gdzie wciąż (na ogół;) obowiązują staromodne reguły rządzące oceną tekstów naukowych.
            A teksty takie mają umozliwiać:

            -komunikację między autorem a czytelnikami, którzy powinni zyskać przekonanie o doniosłości i autentyczności prezentowanego wyniku,
            -odtworzenie procesu poznawczego/eksperymentów autora przez czytających,
            -kontunuacje badań przez odbiorców tekstu.

            Teksty Derridy czytałem (niektóre) i, w mojej opinii, powyższych wymagań NIE spełniają. Nie wiem jak w przypadku nauk humanistycznych;) ale w mojej dziedzinie funkcją języka (a szczegolnie języka publikacji naukowych) jest komunikacja. Tymczasem dla niektórych właściwszym od liter medium byłyby kolorowe farbki i płótno, na którtym można bazgrać plam ile dusza zapragnie - dyskutowane teksty wywołuja wrażenia (przerózne, jako i te plamy) ale nikomu niczego nie komunikują, a jesli już to nielicznym szczęściarzom (?). Artykuły Einsteina, Feynmanna, Shannona, Kleinrocka etc rozumiał KAŻDY kto czytał (i miał kontakt z dziedziną oczywiście). Jest róznica...?

            ps. Informatyka też nie jest w tym temacie dziewicą: "Artefakty fenomenów rzeczywistości spirytualnej są generowane w wyniku wirtualizacji przestrzeni informacyjnej..." - Autor jest profesorem zwyczajnym na polskiej uczelni technicznej. Na emeryturze od roku.
            • Gość: EARLEEN Re: komunikacja! IP: *.visp.energis.pl 30.06.04, 19:48
              Zdaje sie, ze poza sothis666 i modina niewielu rozumie ze:
              -Najwazniejsza w ocenie dziela/teorii jest intencja tworcy/badacza.
              -Jezeli zatem ktos atakuje poglady z samej intencji, rozdzielenie intencji od
              argumentow jest trudne, jezeli w ogole warto podejmowac taki trud.
              Dobra praktyka jest formulowanie wnioskow deprecjonujacych jakis poglad,
              gdy odnosimy sie do tresci i krytykujac tresc dochodzimy do wniosku, ze jest
              sprzeczna z dowiedzionym faktem.
              W jaki sposob dyskusja o sposobie dyskusji moze stanowic wartosc sama w sobie?
              Zdawaloby sie,ze istota i motywacja do rozwoju nauki jest proponowanie lepszych
              wytlumaczen. Z pewnoscia nie jest w nauce istotna argumentacja oparta na prostym
              i przewidywalnym fakcie jej (nauki) niekompletnosci. Kazdy, kto zna temat, wie,
              ze bez pewnych ryzykownych propozycji pole dociekan prowadzi do slepych zaulkow.
              Krytyka nauki za jej dziecinnosc i proby poszukiwan jest cynicznym zerowaniem na
              sposobach w jakie jest ona rozwijana. Jezeli ze stu tysiecy bzdurnych artykulow
              potrafimy wylonic jeden wart przeczytania, to juz cos. Chodzi zawsze o ten
              jeden. Jak ocenic autora, ktory podwaza sens tego jednego artykulu krytykjac 99
              tych bzdurnych? Odpowiedz jest bardzo prosta. Za pomoca intencji jego pracy. W
              srodowisku naukowym z reguly bzdura nie jest rewelacja. Atrakcyjna i niesluszna
              idea wczesniej czy pozniej zostanie zweryfikowana. Inna sprawa jest
              rzeczywistosc spoleczna. Dyskusje skupiaja tym wiecej dyskutantow, im mniej
              zrozumialy cel ich prowadzenia. Spojrzmy, jak wiele watkow przewija sie przez
              nniejsze forum. A czy ktos potrafi mi odpowiedziec - czym jest ten
              "postmodernizm". Na podstawie mojego doswiadczenia odwaze sie powiedziec, ze
              jest to tylko slowo, nie kryjace zadnej tresci, ale majace doniosla funkcje w
              ukrywaniu braku umyslowych konstrukcji do podjęcia istoty tematu. Mnostwo tu
              nazwisk filozofow i nadecia wokol "ten sluszny - tamten nie". Fakt, ze Einstein
              byl gleboko wierzacy i staral sie dowiesc porzadku w dziele bozym jest znany na
              tyle, ze chyba zamkniety. Krytyka new age Capry czy Penrosa nie ma podstaw
              innych niz tylko nieufnosc wobec samego toku argumentacji, ktoryjest jawny.
              Zaden z fizykow nie twierdzil nigdy, ze jego model jest doskonaly. Satysfakcja z
              odkrycia fizycznego czy astronomicznego prowadzaca odkrywce do glebszej
              religijnosci czy tez wzmocnienia humanistycznych przekonan nie powinna byc
              przedmiotem publicznej dyskusji o donioslosci ich odkryc naukowych. Kto nie
              rozumie intencji badacza i ich jawnego przedstawienia, ktore sluzy oddzieleniu
              faktow od przypuszczen powinien poznac sposob uprawiania twardej nauki zanim cos
              powie. Intencje badacza sa sila napedowa odkryc i wynalazkow. Atakowanie nauki
              za marzenia, ktore wioda w sposob czasem bolesny i pelen zawodow do
              niepodwazalnych prawd jest watpliwe etycznie i w praktyce dysfunkcjonalne.
              • bobofruit99 Re: komunikacja! 21.08.04, 16:49
                Bzdury, bzdury, bzdury. Intencja badacza? Witamy w XIX wiecznym pozytywizmie?
                Intencja? Komunikacja jako bezpieczne pudełko na sensy? Przezroczysty
                nieretoryczny język nauki? Język jako przezroczyste medium - między podmiotem a
                przedmiotem badania? Jeszcze raz: naukowcy, nawet pozytywiści mają rację bytu i
                robią w soich dziedzinach świetną robotę, ale wara wam od filozofii, filozofii
                nauki - za krótcy jesteście! Jeszcze raz: żeby rozumieć praktykę pisarstwa
                Derridy trzeba mieć za sobą całą tradycję filozoficzną Zachodu: od presokratyków
                po Nietzschego, Husserla, Heideggera, trzeba czytać Arystofanesa równolegle z
                Platonem i Arystotelesem, w Fenomenologii ducha umieć odnaleść powieść, znać
                Mallarmego, znać współczesną semiotykę i językoznawstwo i wiele, wiele więcej.
                Ja mam propozycję dla was drodzy pozytywiści: zacznijcie od Kuhna "Struktury
                rewolucji naukowych". Zgroza!
                Dalej czekam na merytoryczną dyskusję.
                • Gość: earleen Re: komunikacja! IP: *.visp.energis.pl 24.08.04, 21:07
                  Nie intencja badacza, lecz EFEKT badań. Okropnie smieszne argumenty i etykietka
                  "pozytywisci" przy tym. Czy np. z tego, ze samochody zmienily cywilizacje i kulture krajow
                  uprzemyslowionych mozna mowic o dialektyce nauki technologii i kultury? Mozna. Ale czy to
                  oznacza, ze cos jest nie tak z samym wynalazkiem? NIE!!! To czym interesuja sie filozofowie
                  to nie NAUKA i sposoby jej uprawiania lecz KULTURA i jej stosunek do nauki. Struktura
                  rewolucji naukowych Kuhna to obiekt badan lezacy w polu zainteresowania socjologii i
                  kullturoznawstwa. Holistyczne aspiracje fiozofow zalatuja konformistycznym pedem ku
                  integracji osobowosci wokol bagna kulturowego. Interesuje cie to i owo - czemu nie mialbys
                  budowac na tej pdstawie swoich wizji? I wsztstko OK. Ale wymysl cos co sie obroni w
                  praktyce tak jak termodynamika. Jaki uzytek z filozofii maja naukowcy? An taki, ze potrafia
                  sie z niej wybronic za pomoca faktow obiektywnych, nie zas teoretycznych argumentow.
                  Robia tym samym w konia slowotworcow, poniewaz slowa i wizje popieraja czynem.
                  Jakkolwiek by nie patrzec zasada silnika spalinowego ma wiekszy wplyw na twoje zachowanie
                  niz poglady Derridy czy kogostam. Wynalazki naukowe bardziej zmuszaja cie do okreslonych
                  zachowan niz gadanie filozofow. Oczywiscie to nieprawda. Na twoje zachowanie najwiekszy
                  wplyw ma twoja wola, ale ona czerpie z wyobrazni, a ta z wielu zrodel. Np nie wyobrazasz
                  sobie, ze przejedzie cie samochod i dlatego nie pchasz sie pod kola. No ale gdyby filozofia
                  kola nie doprowadzila do samochodu to...
                  Dziecinne dyskusje. Dlaczego w ogole ktos, kto nie uprawia nauki chce ja oceniac? Czy nie
                  prosciej pwiedziec: nie czuje sie szczesliwy z ta wasza nauka!
                  Dla wszystkich filozofow mam propozycje: wymyslcie cos praktycznego, a poznacie temat
                  bezposrednio, ze wszelkimi filozofiznymi, spolecznymi i osobistymi szykanami. Aha, nie
                  zapomnijcie, ze trzeba cos jesc. Praca umyslowa strasznie wypala organizm.
                  • bobofruit99 Re: komunikacja! 25.08.04, 03:28
                    > Nie intencja badacza, lecz EFEKT badań. Okropnie smieszne argumenty i
                    etykietka "pozytywisci" przy tym. <

                    Nie etykietka, ale termin z dziedziny filozofii nauki, bądź historii nauki - jak
                    wolisz, trochę repektu dla nauki.

                    >Czy np. z tego, ze samochody zmienily cywilizacje i kulture krajow
                    uprzemyslowionych mozna mowic o dialektyce nauki technologii i kultury? Mozna.
                    Ale czy to oznacza, ze cos jest nie tak z samym wynalazkiem? NIE!!! To czym
                    interesuja sie filozofowie to nie NAUKA i sposoby jej uprawiania lecz KULTURA i
                    jej stosunek do nauki. Struktura rewolucji naukowych Kuhna to obiekt badan
                    lezacy w polu zainteresowania socjologii i
                    kullturoznawstwa. Holistyczne aspiracje fiozofow zalatuja konformistycznym pedem
                    ku integracji osobowosci wokol bagna kulturowego. <

                    Na ten temat warto przeczytać:
                    www.ensmp.fr/~latour/articles/article/087.html
                    Przeciwstawienie nauki i kultury jest czymś dla mnie zdumiewającym. Zawsze było
                    zdumiewające, poczynając od Greków: architekt, budowniczy operuje techne i jest
                    także techne rhethorike krasomówcy - jest to takie samo techne. Nauka jest
                    elementem kultury, wiedzą to licealiści.

                    > Interesuje cie to i owo - czemu nie mialbys budowac na tej pdstawie swoich
                    wizji? I wsztstko OK. Ale wymysl cos co sie obroni w praktyce tak jak
                    termodynamika. Jaki uzytek z filozofii maja naukowcy? An taki, ze potrafia sie z
                    niej wybronic za pomoca faktow obiektywnych, nie zas teoretycznych argumentow. <

                    Poza tym, że to pozytywistyczna bzdura, która broni się tylko, gdy zaakceptujemy
                    metodologiczny pragmatyzm lub relatywizm, pamiętaj, że języka (w tym języka
                    nauki), czyli słów i reguł, tropów i figur, pojęć i składni dostarczają poeci i
                    filozofowie - mam nadzieję, że wiesz do czego to aluzja.

                    > Dlaczego w ogole ktos, kto nie uprawia nauki chce ja oceniac? <

                    To jest pogląd kogoś, kto nieczęsto myśli refleksyjnie (pozorna tautologia).
                    Chyba że to jest poważne pytanie?

                    Ciężko dyskutować z kimś, kto nie zna (albo zna z popularnych opracowań)
                    poglądów, które krytykuje. Ale nadal czekam na to samo, co wcześniej.
                    Kłaniam się
                    • Gość: earleen Re: komunikacja! IP: *.visp.energis.pl 01.12.04, 21:27
                      Zgazam sie z Toba :Bobofruit", jezeli chodzi o mechanizm kultury. Czy jednak
                      kazda negocjacja wiedzy, np. architektura, jest nauka? Moim zdaniem nie. Uwazam
                      nauke za dosc dobrze okreslony sposob argumentacji i dzialania. Czy wiedza
                      intuicyjna lub przenoszona przez naturalne mechanizmy spoleczne jest nauka? Jaka
                      nauka jest naturalne bycie mechanizmow kultury? Nauka polega na okreslonej, nie
                      zas na przypadkowej operacjonalizacji wiedzy. Problem ten jest obecny wsrod
                      ludzi nauki i spolecznosci z nazwy "naukowych". Tkwi on w zwyklym mechanizmie
                      wspolzycia spolecznego, o jeszcze zwierzecych korzeniach. Ale to, ze nauka ulega
                      znieksztalceniom, ze pryzmat emocji czy automatyzmu osadow trzeba brac pod uwage
                      w klarownym wytlumaczeniu zjawisk, jest elementem badan, nie zas narzedziem
                      badawczym. Roznica polega na jakosci wytlukmaczenia. Mozna powiedziec "widze
                      wiecej gwiazd przez teleskop" lub "teleskop powieksza" lub "obraz na siatkowce
                      oka uzyskany przy zastosowaniu teleskopu obejmuje inny wycinek niebosklonu i w
                      innej rozdzielczosci", "swiatlo biegnace przez soczewki teleskopu ulega pewnemu
                      znieksztalceniu" etc. W momencie, kiedy mowimy o teleskopie, wazna jest tresc
                      zjawiska, fakt. Dopoki mowimy o faktach, nie ma problemu. Kiedy jednak
                      przychodzi do wytlumaczen, wszystkie chwyty sa dozwolone. Nauka opiera
                      wytlumaczenia na faktach. Jezeli jednak zajmiemy sie sama stuktura wytlumaczen,
                      obraz jest przerazajacy, bo wytlumaczenie musi byc zrozumiale i to jest
                      problemem kultury. Mowiac o komunikowaniu idei z punktu widzenia odbiorcy
                      pozbawionego bezposredniego doswiadczenia narazamy sie na smiesznosc, bo
                      poruszamy sie po zestawie idei oderwanych od zrodla - od faktow. Kultura jest
                      pelna irracjonalnych przeslanek i to odroznia ja od nauki. Ustalanie "prawd" to
                      zadanie dla orwellowskiego "ministerstwa prawdy", ktorego podstawa jest potrzeba
                      ograniczenia pracy umyslu do niezbednego, efektywnego optimum ewolucyjnego.
                      Naukowy punkt widzenia stosuje inna zasade - liczy sie poznanie obiektu badan,
                      nie zas elegancja formy komunikacji. Oczywiscie, elegancja komunikacji ma
                      znaczenie w propagowaniu wiedzy, ale to juz troche inny problem, choc wielu
                      matematykow nie zgodzi se z takim zdaniem. Podazajac za eleganckim
                      wytlumaczeniem tracimy wiele z eksperymentu. Czy rzeczywiscie ciala niebieskie
                      poruszaja sie po krzywych stozkowych? Takie to eleganckie, ze samo piekno mylone
                      jest z prawda. A zatem zasieg stosowania i zgodnosci teorii z faktami jest
                      najwazniejszy. Reszta to tylko filozofia. W teoriach naukowych wazna jest skala
                      obowiazywania i sprawdzalnosc. Przenoszenie koncepcji z jednego pola na drugie
                      to doskonale cwiczenie wyobrazni, ale jednak nie nauka. Nauka staje sie wtedy,
                      kiedy ma zastosowanie (w sensie wytlumaczenia). Mozna np. zastosowac teorie pola
                      Riemmana do ekonomii miast, ale to nie spowoduje, ze ekonomia stanie sie nauka.
                      Nauka i wiedza to dwie rozne rzeczy. Ekonomista nie pracuje naukowo, lecz uczy
                      sie fachu - uczy sie regul gry. Podkreslam jeszcze raz - czym innym jest sztuka
                      gry, czym innym nauka, choc czesto ci sami ludzie uprawiaja i jedno i drugie.
    • Gość: Anglik Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:02
      Jaki generator? Nic nie rozumiem. Może by tak jakieś łącze podpiąć?
    • Gość: winnie Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.kiel.gazeta.pl 29.06.04, 16:37
      Hurrra! Dekonstruktywista zdekonspirowany! Próbowałam wgryźć się w Derridę
      i...załamka, nic nie rozumiałam. Taki geniusz i ja taka ciemna? Dopiero od
      profesora lingwistyki (mądry bardzo gość) usłyszałam - nie martw się, to
      bełkot, nikt tego nie rozumie, łącznie z autorem. Teraz jest dowód. Oklaski!!!
      • Gość: nico Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.ub.hu / *.ub.hu-berlin.de 29.06.04, 18:08
        to naprawde cudowna wiadomosc dla wszystkich, ktorzy do tej pory tak strasznie
        sie z postmodernizmem meczyli. profesorowie (nie tylko od lingwistyki, jakies
        98% np. takiego Uniwersytetu Jagiellonskiego) odetchnie nareszcie z ulga i
        zamknie ten ponury, metny i zawiklany rozdzial raz na zawsze. by powrocic do
        swiatlej drogi normalnego i logicznego rozwoju nauki, kultury i sztuki.
        postuluje natychmiastowy powrot np. wiarygodnych i powaznych powiesci
        historycznych. poezji klasycznej oczywiscie tez. nareszcie ktos zrobil porzadek
        (jeszcze zanim tak naprawde w naszym kraju ktos na dobre zapoznal sie z tymi
        bzdurami, przetlumaczyl to co od 20 lat nalezy juz do historii humanistyki. my
        unikniemy tych bledow!)
        • Gość: conieco Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 17:23
          Znalazlem ciekawy fragment w niniejszej dyskusji. Apeluje by przeslac go
          wszystkim urazonym naukowcom w Polsce zeby mieli w koncu cos konkrtetnego,
          czego moga sie trzymac (za te marne grosze jakie im placa). Oto cytat:
          "Problem z humanistami jest taki: „humaniści” z nieznanych mi powodów mają
          większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu
          błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś
          się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich
          bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w
          większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują
          poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi
          teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest
          taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by
          mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE
          i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu.
          (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi)
          Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie
          obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania."
    • braineater Re: Jak zostać postmodernistą 29.06.04, 17:05
      A nie jest to przypadkiem zabawa w zawiść, w wzajemne podkładanie świni
      postaciom popularnym, o pewnym było nie było ustalonym dorobku naukowym -
      różnorako, nawet i na tym forum ocenianym? Kiksy zdażały się każdemu dobremu
      naukowcowi, bo ichyba na tym między innymi polega naukowe dochodzenie prawdy -
      na błądzeniu, zmienianiu tez i wniosków itp. A coś mi się nie widzi żeby
      taka "Ameryka" czy "Precesja Simulakrów" były takim totalnym bełkotem - dla
      mnie osbiście tekstami były i przekonującymi i w pewnym sensie inspirującymi a
      McLuhana nadal cenię, chociażby za wprowadzenie pewnej świeżości we współczesne
      metody badawcze...
      Ale oczywiście mogą to być błedne wrażenia prostego człowieka zmanipulowanego
      przez tych fstrentnych postmodernistóf....
      Pozdrowienia:)
      • noida Re: Jak zostać postmodernistą 29.06.04, 18:31
        Najgorsze w teoriach jest to, że kiedy się już raz wymyśli coś sensownego i to
        zostaje uznane to pojawia się pokusa, żeby pójść dalej i dalej i dalej... i tak
        tworzy się bełkot, który już nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Rzeczony
        autorytet brnie dalej w nieskończoność, bo nie wypada mu zmienić zdania, albo
        sam siebie uznał za geniusza.
        Niestety, 99% teorii naukowych tak kończy, i dlatego nauka może się rozwijać-
        bo nikt nie ma ostatecznej racji. Chyba oczywiste było, że prędzej czy później
        nastąpi upadek posmodernizmu i wrócimy do miłej, ładnej i poukładanej
        rzeczywistości, aż ktoś znów nie wywróci jej do góry nogami.
    • zielka derrida 30.06.04, 00:28
      ech, blizni, jezdzicie na Derridzie jak na (cytat z mojego ojca) lysej kobyle. Ja nie chce go tutaj bronic,
      jest kilka jego rzeczy, ktore sie same bronia (vide: H. Staten, "Wittgenstein i Derrida", krytycznie prosze
      czytac, ale odnajdujemy kilka ciekawych intuicji).
      niemniej: prosze przyjrzec sie 'Imposturom intelektualnym' (jaki jest ten polski tytul? 'Modne bzdury'? a
      to dopiero modny tytul). Nie mam egzemplarza przed soba, ale pamietam, ze jako mlody czlowiek
      czytalam te ksiazke, bedac w fazie bardzo pro-analitycznej, szukalam zartow z Derridy i.. no, i nie
      znalazlam, po prostu.
      Z tego tez powodu, to znaczy z powodu braku osobistych atakow, Derrida zdecydowal sie napisac do
      Monda artykul jakos zaraz po publikacji (w 1997). Artykul, zgadzam sie, sredni. I w ogole, lepiej zeby
      go nie bylo. Ale prosze pamietac ze jedynym dla niego usprawiedliwieniem jest wlasnie fakt, ze Derrida
      nie jest atakowany (czy tez jest, w jednym malym miejscu marginalnym, cos mi sie widzi).

      Nie chce mi sie wracac do poprzedniej strony by sprawdzic co to za zuch spuszczal wode po Pierre
      Bourdieu. Biedny, maly przyjacielu. I co na takie spuszczanie na poziomie odpowiedziec? Jak mowili
      nasi wojujacy koledzy w maju 1968: "D'ou tu parles?!"

      uklony
      • a.adas A Arystoteles miał bardzo ciekawe poglądy na 30.06.04, 02:21
        niewolnictwo i rolę kobiet w społeczeństwie. Słuszne.
    • Gość: Box Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.crowley.pl 30.06.04, 10:52
      Wszystkim broniącym Derridy przypominam, że także wśrodowisku filozofów
      ("prawdziwych", chciałoby się dodać złośliwie...) jest ten pan postacią co
      najmniej kontrowersyjną. Opinia (przez kogoś tu cytowana), z gatunku "nie
      przejmuj się tym, że nie rozumiesz, co pisze Derrida - on sam też tego nie
      ruzmie" jest jedną z łagodniejszych w środowisku...

      Oczywiście - każda dziedzina naukowa (także konkretny nurt filozofii) musi
      dysponować swoim "warsztatem", którego jednym z elementów jest język (w tym -
      cały słownik używanych pojęć). Jeśli jednak słownik ten skonstruowany jest tak,
      że nikt poza auotrem i niewielką grupą jego "uczniów" nie jest w stanie
      zrozumieć sensu pisanego tekstu - to od razu widać, że "coś tu nie gra".
      Zajrzyjcie koniecznie na tę stronę z "generatorem postmodernistycznym". To
      niestety rozrywka tylko dla osób znających angielski, ale rozrywka przednia.
      Każdy, kto miał przyjemność (...) zetknąć się w czasie studiów czy pracy
      naukowej z tekstami postmoderny filozoficznej (a zwłaszcza dekonstruktywistów)
      przyzna, że parodia jest nie do odróżnienia od oryginału! Gdyby ktoś nie
      wiedział, że to "humbug" mógłby z powodzeniem uwierzyć, że to autentyczne
      teksty...

      Czytałem kiedyś taką historię o którymś z przedwojennych polskich chemików
      (bodaj Mościckim, ale nie jestem pewien...). Otóż ten pan miał asystenta
      lubującego się w "trudnym słownictwie". Kiedyś, po jakimś doświadczeniu, chemik
      powiedział do asystenta: "Panie X, proszę zapisać w dzienniku laboratoryjnym,
      że to doświadczenie wyraźnie potwierdza nasze przypuszczenia". A asystent
      zapisał:
      "Ten eksperyment ewidentnie weryfikuje nasze antycypacje".
      Ta sama treść, tylko wyrażona w bardziej skomplikowany sposób. Otóż w 90 proc.
      przypadków podawaną w ten sposób treść MOŻNA wyrazić prościej, za pomocą
      ogólnie zrozumiałego aparatu pojęciowego. Tylko że wtedy znacznie łatwiej
      byłoby dostrzec, że teksty pisane przez niekórych "wielkich" współczesnej
      filozofii są tekstami... dokładnie o niczym.
      • a.adas Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 13:23
        Oj, nawołujesz do PRAWDZIWEJ rewolucji w humanistyce, ba w każdej dziedzinie
        życia (choćby urzędy). Z czego ci specjaliści od "odkrywania" prostej rzeczy,
        późniejszego komplikowania całej sprawy, a następnie jej rozszyfrowywania będą
        żyć? Stracą podstawowe żródło zarobków.
        A poważnie, następna "rewolucja" bedzie pewnie reakcyjna i wsteczna, ciekawe
        jak zostanie opakowana. A moze pójdziemy dalej w gmatwaniu?

        > Ta sama treść, tylko wyrażona w bardziej skomplikowany sposób. Otóż w 90
        proc.
        > przypadków podawaną w ten sposób treść MOŻNA wyrazić prościej, za pomocą
        > ogólnie zrozumiałego aparatu pojęciowego. Tylko że wtedy znacznie łatwiej
        > byłoby dostrzec, że teksty pisane przez niekórych "wielkich" współczesnej
        > filozofii są tekstami... dokładnie o niczym.


        • Gość: Blorkon Duże gównowate IP: 217.153.87.* 01.07.04, 02:34
          Nie ma temu radości na słonecznej częsći. Kiedy, pytam, zgaduję jednocześnie -
          podstawowe problemy nie miną. Czy łatwiej posłużyć się nieskomplikowanym, by
          nie zanegowno zbyt łatwo? A czy mamy prawo do jasnego, jeśli ciemne na pstrym
          koniu jeździ? Te pytania stare jak nasza matka, kolebka od zarania, (chciało by
          się rzec - niewiarygodne!) postawione zostały. A co my z nimi jeśli nie wiemy?

          Pozdrawiam SŁONECZNYCH
      • Gość: Anzelm Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.ev1.net 30.06.04, 18:23
        W ktorejs czesci wspomnien Feynmana jest sliczna historia o tym, jak RPF jest
        zaproszony na konferencje nt filozofii nauki. Uczestnicy posluguja sie tam
        okrutnie zawilym jezykiem, np:

        "Indywidualny przedstawiciel wspolnoty spolecznej czesto przyswaja informacje
        poprzez symboliczne kanaly wizualne"

        Co oznacza, ze "ludzie czytaja", itp.

        Wszystkie wyklady, pytania i dyskuscje byly stenotypowane, po konferencji
        stenotypistka zapytala Feynmana, kim on jest z zawodu.
        - Profesorem.
        - Pan nie moze byc profesorem, bo ja rozumialam wszystko, co pan mowil. Wszyscy
        pozostali sa profesorami - z ich wypowiedzi nie rozumialam ani slowa..."

    • sutekh1 Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 12:02
      większość wpisów to gówniarsko-niekonkretne wpisy .najgorsze gówno projektują
      tu ci co to usłyszeli od doktorka że 'derrida to bełkot nie martw siękochanie
      ja też nie rozumiem'(bo nikt ci nawet nie pomógł zrozumieć bezargumentowy
      ignorancie.co ciekawe prawdopodobnie większość z oponentów new language w
      humanistyce chcą prawd prostych i sloganowych jakimi postmodernistyczne wg
      nich:pierdoły - nie mogą być bo są zbyt skomplikowane. to już od setek lat
      widać że język naukowy humanistyki i jęz. filozoficzny spiralująsię i
      komplikują do granic absurdu ale i można to zrozumieć i magiczne to jest (vide
      przyjemność textu).
      tajemnica pewnie dla was nieodkrytą jest to że musicie znaleźć sobie enemies by
      na forum powiedzieć nie co w realności cholernie dotykalnej wam nie wyjdzie ani
      nie ujdzie.szkoda czasu na tłumaczenie wam dlaczego lepiej kręcić porno.taka
      gotowość do intelektualności to katastrofa pseudoedukacji kabaretowej...
      • a.adas Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 12:59
        Sorry, jak rozumiem Tobie trzeba pomagać w rozumieniu tekstu. Przecież to kpina
        z Twojego i mojego intelektu. Twój tekst jest pewnie z założenia
        postmodernistyczny, a i tak zawiera najważniejsze zarzuty (o pychę i
        niekomunikatywnosć). Potwierdzasz tylko poprzedni post. Nie wiesz gdzie? Proszę
        bardzo:
        to już od setek lat
        > widać że język naukowy humanistyki i jęz. filozoficzny spiralująsię i
        > komplikują do granic absurdu ale i można to zrozumieć i magiczne to jest
        (vide
        > przyjemność textu).
        > tajemnica pewnie dla was nieodkrytą

        Czytam te posty i nikt nie poruszył najbardziej fascynujacego tematu w tej
        sprawie. Najpierw ktoś napisał, z założenia bełkotliwy i ironiczny, artykuł do
        prestiżowego ponoć periodyku. Potem go opublikowano i nikt nie zareagował. Czyli
        a) tak naprawdę nikt nie czyta tego magazynu mądrości
        b) przeczytano i przyjęto bez zastrzeżeń
        c) przeczytano i coś nie pasowało, ale paanowie prafoserowie woleli się nie
        wychylać w środowisku, jeszcze palnę coś głupiego
        d) przyjęto to jako konkurencyjny bełkot i lepiej się nie wychylać, bo tylko
        stwierdzę swą własną miałkość oraz ujawnię własne oszustwo
        itd.

        Jako totalny idiota błagam o zweryfikowanie następującego tematu:
        "Nieprzystawalność tradycyjnych teorii znaków wobec problemu współczesnej mysli
        socjologiczno - rytmicznej w oparciu o badania przeprowadzone na populacji
        ludzkiej Bieguna Północnego"
      • Gość: DSD Re: Jak zostać postmodernistą IP: 212.33.88.* 30.06.04, 16:29
        > szkoda czasu na tłumaczenie wam dlaczego lepiej kręcić porno

        Bo się więcej zarobi niż na filozofii i naukach ścisłych wziętych do kupy?
      • Gość: czapski Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.utp.pl 22.08.04, 09:10
        Prosze Cię zanim zaczniesz kogoś wyzywać o zaprzestanie używania makaronizmów,
        a przdd lekturą wielkopomnych dzieł małe spotkanie ze słownikiem języka
        polskiego.
    • Gość: jami46 Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.chomiczowka.net.pl 30.06.04, 16:07
      w Polsce takim idealnym intelektualistą do "obśmiania" jest Zygmunt Bauman i
      wszystkie jego prace na temat "postnowoczesności" gdzie bełkot goni bełkot
    • krzywuj Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 16:53
      Żadna filozofia nigdy i nigdzie mi nie wchodziła. Na diabła wymyślać milion
      definicji tego samego, które właściwie różnią się tylko stopniem zbełkocenia i
      ścigają na ilość przemadrych słów? Bo co to do cholery jest "zjawisko
      intersubiektywnie obserwowalne"????
      • Gość: lu Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 09:40
        zjawisko intersubiektywnie obserwowalne to takie które zaobserwowac mogą
        wszyscy :)

        kiedyś miałam problemy z zaliczeniem na uczelni, odpowiadałam z mikrostruktur
        społecznych i pani dr powiedziała: "no tak, pani to wszystko rozumie i
        wie...tylko język nie ten..." odesłała, żebym się nauczyła języka i przyszła
        za tydzień...
    • Gość: ZZZZZZZZZZZZZZZZZZ ZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ IP: *.waw.prince.pl / 212.160.146.* 30.06.04, 17:09
      Problem z humanistami jest taki: „humaniści” z nieznanych mi powodów mają
      większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu
      błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś
      się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich
      bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w
      większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują
      poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi
      teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest
      taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by
      mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE
      i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu.
      (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi)
      Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie
      obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania.
    • Gość: łyżeczka Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.net 30.06.04, 17:25
      Derrida, Lacan, Kristeva... miałam dziś zaliczenie z tekstów tych państwa (i
      nie tylko) i bardzo mi miło, że moje osobiste przekonania co do ich wartości
      znajdują potwierdzenie :)
      • Gość: conico Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 17:37
        Dopiero teraz "znalazly potwierdzenie"? Na przyszlosc proponuje - spytaj kogos
        wczesniej:)
        • Gość: Królowa Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.lond.broadband.ntl.com 30.06.04, 18:10
          Slowa uznania i sympatii dla Monadina. Zadko spotykana na lamach netu kultura
          konwersacji. Dziékujé
          • ola Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 18:31
            w srodowisku historkow sztuki nikt jeszcze na to nie wpadl. serio. albo boi sie
            przyznac. czasem mam wrazenie, ze postmodernistyczny belkot jest rodzajem
            szpanu: ale jestem madry, znam tyle madrych slow na opisanie tego jajka na
            kwadratowym cokole czy dziury w blejtramie...
            • Gość: LEM Re: Jak zostać postmodernistą IP: 217.153.87.* 01.07.04, 02:19
              Jeśli spojrzymy wnikliwie na świat nauki zobaczymy jak wiele jest tam
              hipokryzji. Dużo można by mówić. Ale ludzie niestety pozostaną ułomni.
              Mojej nauczycielce fizyki zdarzyło się raz powiedzieć "załóżmy że 20 = 30, albo
              nie , to może akurat nie jest dobry przykład". Ale przynajmniej była
              sympatyczna. No i zaraz potem nazwała swoją wypowiedź idiotyzmem.
              Kogo jeszcze dziś na to stać?
        • Gość: łyżeczka Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.net 01.07.04, 10:18
          Po prostu miło mi, że nie jestem sama.
          Skoro Derrida sam nie wiedział o czym pisze, to ja już nie czuję się
          zobowiązana by mieć o tym jakies pojęcie.
    • Gość: przecinek Re: Jak zostać postmodernistą IP: 195.62.151.* 01.07.04, 08:17
      niedawno mial podobny skandal ale na "terenie" fizyki - dwu francuzow, nie
      pamietam nazwisk :( opublikowali artykul nt tzw. teorii strun - wszyscy sie tym
      strasznie zachwycali dopoki nie okazalo sie ze to kompletny belkot.
      nikt wiec nie jest bez winy;)
    • Gość: cherry Lacana, Derrida, Deleuze'a, Kristeva IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 01.07.04, 10:07
      "(...)cytując najwybitniejszych francuskich intelektualistów (Lacana, Derrida,
      Deleuze'a, Kristeva)"
      A kto to jest Derrid i Kristev?
      (skoro Lacana i Deleuze'a juz odmieniliśmy...)
    • Gość: ola Re: Jak zostać postmodernistą IP: 213.17.133.* 01.07.04, 11:32
      pamietam iz kiedys na zajeciach z kulturoznawstwa na uj (przedmiot teoria
      kultury)z nabożna czcią czytaliśmy tekst liotarda "kondycja postmodernistyczna"
      dr. l. i mrg d. twierdzili, iz jeżeli nie znasz tego tekstu to jesteś
      ignorantem bowiem to fundament współczesnej mysli. sokal dowiódł iz to jedna
      wielka bzdura gdyż liotard udawadniajac swoje tezy posługiwał sie dowodami z
      nauk ścisłych których po prostu nie rozumiał.
      • Gość: cherry masz zapewne na mysli Lyotarda IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 01.07.04, 12:49
        :)
        • Gość: bobofruit Re: masz zapewne na mysli Lyotarda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 17:11
          Masz na myśli zapewne "Kondycję ponowoczesną", bo taki jest polski tytuł.
          No cóż, trudno wytłumaczyć kompletnym ignorantom, jak bardzo się mylą. Niektórzy
          moi znajomi humaniści nie pojmą znaczenia równań Maxwella, nie poznają rachunku
          różniczkowego, bladego pojęcia nie będa mieli co to zbiór Mandelbrodta. I mogą
          posługiwać się fałszywymi analogiami do tzw. nauk ścisłych. Niektórzy.
          Niektórzy fizycy znają zapewne jedynie logikę dwuwartościową, przestarzałą
          semiotykę, wierzą w pozytywistyczny model nauki, staromodny model tekstu
          naukowego jako pudełka dla przenoszenia "obiektywnego" sensu, mylą intencję z
          intencjonalnością, bo: lekturę Kanta zakończyli na 20 stronie pierwszej krytyki,
          pominęli Hegla, naiwnie przeczytali Nietzschego, nie zajrzeli nawet do Husserla,
          więc Heidegger ich przeraził, zapomnijmy o Austinie i Searlu. Nie posiadają
          minimum niezbędędnego wykształcenia by czytać ze zrozumieniem takiego Derridę. I
          na podstawie zasłyszanych ogólników mogą stawiać jego pismom fałszywe zarzuty.
          Na szczęście - tylko niektórzy :)
          Tzw. nauki szczegółowe same w sobie nie potrzebują filozofii nauki. Naukowiec
          nie musi być filozofem nauki. Ale powinien ostrożniej wchodzić na obcy teren,
          jeśli już musi.
    • Gość: as31 Taka np. fizyka wszystkiego nie opisze i nie może IP: 194.181.190.* 01.07.04, 13:58
      mieć takich ambicji, ale postmodernizm to po prostu bełkot. Produkują go albo
      spryciarze od "szat króla", albo autentyczni idioci, wierzący w swoje posłanie
      (taka wyspecjalizowana grafomania) albo różne kombinacje tych dwóch
      typów .Bełkot ten jednak jest b. przydatny ruchom z mętną, bełkotliwą
      ideologią, jak n.p. alterglobaliści, zaawansowane feministki(ści), zieloni-
      postępowi,etc - on wszystko relatywizuje i wszystko można nim uzasadnić. Jeśli
      te ruchy sterowane są przez ludzi, którzy dobrze wiedzą, czego chcą (a tak
      bywa), to wygodne jest ukrywanie ich prawdziwych celów pod tą grubą i miękką
      pierzynką bełkotu. Ale na ogół, tak jak tym krawcom, chodzi po prostu o kasę, o
      władzę... Grafomanom chodzi o sławę i prestiż, ale to się też przelicza na
      kasę...
      • Gość: tmg Re: Taka np. fizyka wszystkiego nie opisze i nie IP: *.ath.cx 04.08.04, 19:00
        ...a takze takim jak np: masoneria, performerzy, wielcy krawcy itd.
    • Gość: będącmłodądoktorką Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.plj.com.pl 01.07.04, 16:39
      nie rozumiem tego oburzania sie na sposob funkcjonowania nauki i licytacje,
      który kierunek jest wieksza sciema. 'Szukanie prawdy' to metoda prob i bledow,
      przy ktorej zroznicowanie dyskursow (excusez le mot) jest całkowicie normalne,
      ryzyko bzdury ogromne, i – na szczescie - nie ma zadnej mozliwosci
      ustanowienia, co jest słuszne, a co niesluszne, i kto ma falszywa świadomość, a
      kto samowiedze. Zwolennicy spiskowej teorii, wedlug której rzesze szarlatanow z
      premedytacja efektownie belkocza zeby zachowac cieple posadki, niech sie lepiej
      zastanowia, dlaczego ci zadni slawy panowie i panie nie zajeli sie czyms
      bardziej intratnym. Gorsze jest to, ze placowki naukowe przyciagaja rozmaite
      dziwne osoby, dla których niezobowiązujący styl 'pracy badawczej' jest swietna
      okazja do realizacji skłonnosci, ktore gdzie indziej zostalyby po bozemu
      wykluczone przez rozne opresywne i patriarchalne mechanizmy :)) A powaznie:
      jeśli ktos jest rzetelny, pracowity, ma warsztat, dobre intencje, zdrowy
      rozsadek i przede wszystkim wspomniane już przez kogos jaja, to niech sobie
      pisze. O wlasnie: Sokal i Bricmont, w przeciwieństwie do Francuzow,
      przynajmniej udaja, ze je maja :)
    • Gość: zdzisek Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 17:28
      Ale jaja!Można by pomyśleć, że ktoś z obecnych ma jakąś definicję prawdy – czy
      nawet Prawdy (olewając oczywiście klasyczną definicję w związku
      z „rzeczywistością”) Trzeba by może pogodzić się z tym, że nie wszystko, czego
      nie rozumiemy jest kompletnym szajsem . Derrida to już klasyk, (czego o
      autorach „Modnych bzdur” napisać nie można no chyba żeby wymyślić jakąś nową
      kategorię , no powiedzmy : – wkurzeni naukowcy zakochani w klasycznym dyskursie
      filozoficzno- naukowym bez znaczących osiągnięć we własnej dziedzinie i bardzo
      potrzebujących pieniędzy – konieczny jest także kompletny brak wyobraźni [im
      wystarcza wyobraźni tylko do tego żeby za bardzo nie czepiać się Derridy]
      Oczywiście że i wśród postmodernistycznej czy posstrukturalistycznej gromady
      znajdą się także i oszołomy ale gdzie ich nie ma?
      Rzecz w tym że Derrida podcina nogi „prawdzie” i „pewności” ( poruszając się w
      poszukiwaniu innej drogi raz na przełaj a raz drogą dłuższą i skomplikowaną)
      Śledzenie tej drogi to dopiero jest zabawa (i gra oczywiście)ale z drugiej
      strony trudno się dziwić że lekko zasiedziali funkcjonariusze kontroli drogowej
      mają mu za złe że porusza się wbrew zasadom .Derrida uchylił okno i wpuszcza do
      zachodniej metafizyki (jeśli jej wcześniej nie przejedzie) coś czego tam dawno
      nie było – świeże powietrze i wyobraźnię , czego i innym życzę .
      Pozdrawiając kol. Monad i na spadam.

      • Gość: Paskuda Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa i IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:30
        i prawa. Nie tylko niektorzy postmodernisci belkoca, ich niektorzy przeciwnicy
        tez... Nawet jesli nie zawsze zgadzam sie z Deriida, zycze standardu myslenia
        Derridy paru tu dyskutujacym...
      • Gość: Paskuda Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa i IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:30
        i prawa. Nie tylko niektorzy postmodernisci belkoca, ich niektorzy przeciwnicy
        tez... Nawet jesli nie zawsze zgadzam sie z Deriida, zycze standardu myslenia
        Derridy paru tu dyskutujacym...
      • Gość: Paskuda Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa i IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:36
        i prawa. Nie tylko niektorzy postmodernisci belkoca, ich niektorzy przeciwnicy
        tez... Nawet jesli nie zawsze zgadzam sie z Deriida, zycze standardu myslenia
        Derridy paru tu dyskutujacym...

        Swoja droga skandalizowanie jest modne takze wsrod znudzonoych rutyna
        akademikow, jest to zabieg ozywczy i pozadany, tyle ze idea wychodzac na ulice,
        zamieniac sie nieco w groteska... i tym razem, co usilnie udowadnia paru tu
        dyskutantow...
        • Gość: Paskuda Re: Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:42
          Nie wiem co sie dzeije, ale ze zdumienim odkrywam, ze w trzech postacich
          objawia sie moje slowo. Nie dane mi widac byla cnota skromnosci
    • Gość: mamuna ha - ha - ha IP: 80.48.129.* 02.07.04, 03:01
      bardzo się cieszycie, że już nie trzeba rozumieć, bo "on sam nie wiedział o co
      chodzi", prawda?

      przecież jeśli idiota uważa, że "Pegaz" to "głupi program" to nie czyni tego
      dlatego, że przetrawił zawartość intelektualną programu, tylko po prostu
      dlatego, że ani w ząb nie rozumie tego, co widzi i nie wie, o co chodzi

      irytacja jest nieodłącznym towarzyszem niezrozumienia

      jak też kompleksy i dzika radocha, że "dokopali profesorkom"

      smutne to, ten inżynierkowaty Sokal wytykający "mundrym" że są głupi, smutni
      Wy, przyklaskujący radośnie, bo już nie trzeba czytać "Trudnej Książki".
      • Gość: mamuna P.S. Re: ha - ha - ha IP: 80.48.129.* 02.07.04, 03:04
        Generator zabawny, ale nie piszcie bzdur, że jego produkcje są "nie do
        odróżnienia" od prawdziwych artykułów - bez przesady, nie ma się co tak
        podniecać, mili moi.
    • sutekh1 Re: Jak zostać postmodernistą 02.07.04, 10:41
      chaos i oburzenie. jesli sie nie chce czytać to się nie zabiera za to i koniec .
      DEFINICJA PRAWDY (DLA WIEKSZOSCI TYCH CO SIĘ TU WPISYWALI): PRAWDA TO TO CO
      WIDAĆ.
      TO ZUPEŁNIE BZDURNE STWIERDZENIA nie rozumiał co pisał, aty rozumiesz cokolwiek
      z tego co napiszesz?powtarzam: w większości tych krótszych wypowiedzi nie ma
      żadnych argumentów na realną bełkotliwość tekstów wymienionych autorów, brak
      argumentacji na wskazaną obecność/zawartość bełkotu w...
      wcale nie zawarłem w swojej wypowiedzi potwierdzających "przyznań" że teksty
      są splątane -to dla was one są splątane i sie tyym delektujecie wraz z
      agresywnym odrzuceniem ich(pewnie tak samo odrzucacaie a. samsona po oskarżeniu
      go o pedofilię-calkiem nieźle skrojone wiązki informacji przez dziennikarzy
      np.TROJKI).ja czytam "kres pewności"prigogine'a studiując filo pol. i rozumiem
      cóś- trzeba tylko otworzyć sie na rozumienie . derrida zaś opisuje bardzo
      podstawowe rzeczy językiem nie-starożytnym którego też pewnie nie lubicie bo
      klasyczność niemodna. najciekawsze że na uczelniach (przynajmniej tych
      peryferyjnych-jak ta na której ja)pocxhwala się kolejne komentarze do uznanych
      dzieł a drążeń w poszukiwaniu nowego czegos nie dopuszxcza sie do zaistnienia.
    • jenisiej Przecież to wszystko jest oczywiste 02.07.04, 14:29
      Właśnie piszę dłuższy tekst na ten temat:

      "Róg obfitości kontra puszka Pandory.
      Genderowe ujęcie diachronii fraktalnych struktur paradygmatów
      poznawczych w kulturach ternarnych w oparciu o postjungowską
      reinterpretację teorii strun."

      Trochę się zaciąłem na teorii strun - może ktoś zna jakieś
      zgrabne jej streszczenie (2-3 strony, bez matematyki)? Doznałem
      intuicyjnego wglądu, że jest ona kluczem do tego i wielu innych
      zagadnień.

      Pozdrawiam humanistów. Scjentystów zresztą też.
      ;)
      • Gość: mamuna najgorsze IP: 80.48.129.* 02.07.04, 15:21
        walka o to, żeby autorzy starali się być zrozumiali, jest zjawiskiem
        pozytywnym, ale...

        najgorsze jest to, że tego typu żarty stają się wymówką dla matołów albo po
        prostu leniwych, że nie muszą się starać niczego zrozumieć, bo "autor sam nie
        wie, o czym pisze"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka