Gość: onechaos IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 21:36 generator jest genialny! nieźle się uśmiałem, przyznaje. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: humanista POST OFFICE IP: *.ed.shawcable.net 28.06.04, 21:43 Nareszcie ktos przetlumaczyl to dzielo na polski. Pracuje od lat na uniwersytetach holdujacych nonsensom "post" i "femi" od Australii po USA! To, czego wysluchalem na roznych wykladach i konferencjach, to tylko czesc gory lodowej! Mam przygotowanie matematyczno-logiczne i zajmuje sie lingwisytyka formalna. W mojej dyscyplinie nie ma miejsca na idiotyzmy. To tak jak w pianistyce - albo ktos potrafi swietenie grac, albo nie. Oczywiscie cala afere znam od poczatku jej powstania. Mam teraz nadzieje, ze w Polsce ostygnie nieco goraca tendencja do bycia modnym w nauce i wszelkie "post" znajda swe miejsce tam gdzie powinny, tzn na smietniku historii. A tak na marginesie: ze wszystkich "post" uznaje tylko Post Office. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eim Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 23:32 Swietnym przykładem bełkotu para naukowego jest ksiażka Roch Sulima "Antropologia codziennosci", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (!). Polecam, kiedy to czytałem myślałem, że to żart. Niestety, okazało się, że jest to lektura do egzaminu. Fragment: "[...] Dwukodowość syreny, jej "przejściowoość", zaważy na całej cywilizacyjno- technicznej i kulturowej egzystencji produktu żerańskiego, dawała o sobie znać w momencie "narodzin", daje o sobie znać wmomencie "umierania". Do syreny pasują jeszcze zupełnie dobrze te naturalistyczne, a nawet eschatologiczne metafory [...] Samochód z Żerania stał się przemiotem rytuałów i gier kulturowych, wyznaczył sferę "żarłocznej" mityzacji, wytworzył pola spekularnych metaforyzacji, sprzyjał fetyszyzacjom. Syrena była przemiotem potencjalnie "otwartym" na procesy symbolizacji, gdyż koncentrowała na sobie znaczenia nowości cywilizacyjnej; znaczyła bardziej w planie kultury symbolicznej niż kultury technicznej. Świadczą o tym przemiotowe metaforyzacje, które były tworzone z jej udziałem". Cytat pochodzi z rozdziału "Semiotyka śmieci". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: student Re: Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.chello.pl 29.06.04, 14:23 absolutnie sie z Toba zgadzam...A juz myslałam, ze tylko ja widze ten bełkot w ksiazce Sulimy. Zreszta zajecia z nim tez niewiele bardziej wartosciowe :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: YYYYYYYYYYYYYYYYYY YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.waw.prince.pl / 212.160.146.* 30.06.04, 17:10 Problem z humanistami jest taki: „humaniści” z nieznanych mi powodów mają większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu. (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi) Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: william_basinski Re: YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.07.04, 10:25 jee tam twoj poglad to hybryda XVII, XVIII i XIX wieku - "logiczne myslenie" "racjonalizm" - wybacz, ale te sposoby poznania swiata zostaly juz dawno skompromitowane...moze jeszcze empiryzm jest bardzo ok, hehe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: William_Basinski Re: YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.07.04, 10:29 a przede wszystkim bezkrytyczny kult nauk scislych - slabo, bardzo slabo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tmg Re: YYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY IP: *.ath.cx 04.08.04, 18:46 "rzeczywistoscia czyli fizyką"- uargumentuj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as31 Tylko Roch Sulima?Z wielkiej chmury mały deszcz... IP: 194.181.190.* 01.07.04, 14:47 Czemu znęcacie się tylko nad francuskimi szarlatanami? A u nas ich nie ma? Proszę o rodzimych. Boicie się, rozumiem... Ja proponuję, konkretnie, na początek, p. Janion. I proszę o dalszą listę. A potem ranking. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wydawca Re: Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 29.06.04, 19:59 Tego jest tyle w humanistyce, że nie sposób wszystko wymienić. Pierwsza z brzegu książka, np tzw. filozoficzna,jest stekiem głupot i pewnie dlatego pisana jest najczęściej pseudomądrym językiem, który ma zamataczyć, ściemnić. Prostota językowa Kołakowskiego utytułowanych zarozumialców straszliwie wnerwia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zatrwożony Re: Wpisujcie przykłady z Polski IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 29.06.04, 20:22 Nikt chyba, poza redaktorem, nie czyta tak uważnie tekstów jak tłumacz. Są teksty nieprzekładalne, bo sam autor nie wie, co napisał. Przyciśnięty do muru wymyśla kolejne zawiłości, nie wiedząc, co rzec. Jest to prawdziwą zmorą humanistyki, w której trudno o sprawdzenie wiedzy i kompetencji piszącego. Najważniejsze, żeby ktoś odważył się powiedzieć: to jest genialne, a potem już wszyscy chórem, by nie wyjść na ignorantów, zawtórują solidarnie: genialne! A potem nie wypada już inaczej. Gdy nagle znajdzie się śmiałek, który odważy się krzyknąć: Król jest nagi!, natychmiast uznany zostanie za kogoś niezrównoważonego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as31 Dobre kryterium: jeśli coś jest trudno lub nieprze IP: 194.181.190.* 01.07.04, 14:30 tłumaczalne z polskiego na obcy lub vice versa, to (z wyjątkiem poezji, lit.pięknej) jest to prawdopodobnie po prostu bełkot, a myśl zawarta na 200 stronach, zmieści się na dwóch (jeśli jest). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadina Re: przyganiał kocioł...itd. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.06.04, 23:48 Przykro mi, ale lingwistyka formalna to takie bzdury jak monstrualne skądinąd brednie Lacana czy gorsze z rzeczy Derridy. Dorzuciłbym jeszcze cały neopozytywizm, większość analityków poza prekurosami itd. W odróżnieniu od "francuskiej" awangardowej humanistyki pogrobowcy pozytywizmu tworzą rzeczywiście ścisły system myślenia, tyle że ma on zastosowanie wyłącznie do sztucznego "laboratoryjnego" niejako reżimu, natomiast nie wnosi żadnej istotnej wiedzy do obrazu świata; zwłaszcza jeżeli dysponujemy matematycznymi i przyrodniczymi naukami w ścisłym sensie, nie potrzebujemy hybryd, których efektem są odkrycia typu: Jeżeli żaden kot nie jest psem, a Mruczek jest kotem, to Mruczek nie jest psem". To ostatnie to logicznie prawda, w odróżnieniu od wielu sentencji Lacana można jego treść zweryfikować jednoznacznie. I co nam z takiej prawdy? . Chyba nawet Chomskyemu nie wiele przyszło - w sensie satysfakcji - z lingwistyki, bo zamiast robić, co potrafił, coś się facet rozpolitykował -hm właśnie, czyżby w gruncie rzeczy u naukowców miało sie dziś do czynienia z niewyżytymi popędami, w tym o zgrozo - popędem ku masowej popularności, który każe raczej bronić nauki w bestsellerach niż ją uprawiać!!! Np. na prowincjonalnym polskim podwórku - neokonserwatyści typu "dzisiejszy" Lem pchają się do mediów bardziej niż "postmoderniści", których słabo widać, choć oczywiście pchają sie, żeby powiedzieć o "zagrożeniu wszechobecnym postmodernizmem". No i tu przechodzimy do książki Sokala - niby czarno na białym Sokal wszystko pięknie pokazuje, inteligentnie wydrwiwa, ale nie do końca wszystko jest takie proste! Prawdą jest, że Sokal nie ma w fizyce szczególnych osiągnięć - gdyby miał - nie pisał by wydawniczych hitów tego typu. Czyli - jest równie miernym fizykiem jak śp. Lacan i wiecznie żywa Kristeva filozofami/psychologami/krytykami literackimi, a przy tym nie ma jaj, z Kristevej przynajmniej była niezła dupa -to tylko tytułem dygresji rzecz jasna, prosze nie brać do siebie... Po drugie - to co Sokal ujawnia na pewno przynosi wstyd protagonistom (choć w kilku przypadkach miałem wrażenie, że sam trochę nie zrozumiał o co chodzi - np. fragmentów z Deleuza/Guattariego, ale to nie odbiera mu oczywiście generalnej racji). Tyle, że żaden z omawianych tam "humanistów" (mówmy już potocznie) nie używa pojęć matematycznych i fizycznych jako dominujących w jego systemie i fragmenty ich prac (nie znam wszystkich oczywiście) nie są raczej najbardziej dla nich reprezentatywne. Jeżeli się kogoś wyśmiewa, to bardziej ambitnym zadaniem było by obalenie całościowych poglądów danej osoby, a nie czepianie się marginalnych wypowiedzi dotyczących (nigdy zresztą wprost) kwestii, na których ktoś się akurat zna. W przeciwnym razie popełniamy błąd np. ornitologa, który ogląda w zoo tylko ptactwo i na tej podstawie wypowiada się o jakości całej menażerii. Brakuje mi więc wyjaśnienia, czy - zdaniem Sokala wszystkie teorie (szczególnie tak szerokich co do zainteresowań autorów jak Derrida czy Deleuze) są bzdurne - czy to wpadki, które ośmieszają autorów, ale niekoniecznie podważają całość ich dorobku - gdyby każda bzdura przekreślała filozofa lub uczonego in toto - musielibyśmy odrzucić całego Keplera (wierzył w harmonię sfer), całego Kartezjusza (wierzył w szyszynkę jako wyjaśnienie tajemnic relacji między duszą i materią), całego Newtona (uprawiał alchemię, utrwalił platońskie przesądy na temat absolutności czasu i przestrzeni), czy nawet dlaczego nie ? Einsteina - za to, że próbował - z pobudek czysto subiektywnych, a nie naukowych!!! bronić obrazu wszechświata, który między innymi sam podważył ("Bóg nie gra w kości"). Nie dodam już, że współcześni fizycy,ilekroć wchodzą w swoich wypowiedziach na obszary ogólno-filozoficzne - a niestety wchodzą!!!! demonstrują dziecięcą dobroduszność połączoną z wiedzą ograniczającą się do podstawowych haseł z przeciętnego gimnazjum (coś o Platonie, coś o Arystotelesie,coś o Kartezjuszu, coś - tu już bez wiekszwego zrozumienia - o Kancie, przykład pierwszy lepszy - wypowiedzi Hawkinga). Gdyby książka Sokala była po prostu zgrywem i ograniczała się w prawdopodobnycyh jejintencjach do suchego katalogu pseudonaukowych absurdów - pierwszy bym bił brawo autorowi!!! Tymczasem ma ona wyraźne ambicje skompromitowania całego prądu intelektualnego (Bardzo zresztą różnorodnego i wewnętrznie niespójnego) na podstawie skądinąd żenujących błędów, które dotyczą jednak kwestii nie stanowiących o istocie nurtu. Dlatego uważam, że "naukowa suszność" Sokala i Bricmonta nie zaprzecza temu, że ich rewelacje są równie manipulacyjne, demagogiczne i żałosne (prawdę się załatwia nie tylko kłamstwem, pustą retoryką i brakiem logiki, ale też selekcją tego, co skądinąd niezaprzeczalnie prawdziwe- to z lekcji polityki a nie lingwistyki), jak wypociny pseudoawangardowych lewacko -feministycznych, bełkotliwych "humanistów" . Dalej - widzę tu - zwłaszcza w kontekście dyskusji, jaka się rozpętała nie bez wiedzy, a uważam, że i nie bez woli autorów książki - niepotrzenny i głupi ideologiczny spór (wywodzący sie zapewne z jakichś koteryjnych gierek na uniwersytetach) między zwolennikami "Ścisłego", a "humanistycznego" podejścia - spór godny ambicjonalnej kłótni nauczycielek z prowincjonalnej podstawówki, tu i ówdzie odzywający się w pomrukach i świadczący o niskiej kondycji całej współczesnej kultury (czy komuś w XVI, XVII wieku - czy Bruno albo Galileuszowi - przyszło by do głowy odróżnianie tego, co "Matematyczne" od tego co :Humanistyczne"???!!! Że książka Sokala jest awanturniczą szmirą w tym guście świadczy, m. in. dobór autorów głównie europejskich i pominięcie przy opisie szarlatanerii wykorzystującej wiedzę fizyczną do pseudo-ontologii i epistemologii faktu, że płynie ona też z odwrotnego kierunku, tzn. od samych fizyków - np. warto by się wziąć za wypociny Penrose'a na temat działania umysłu. No i na koniec - patrząc cynicznie, ale realistycznie - obawiam sie, ze brednie wcale nie zawsze laduja na smietniku historii. Czego dowodzi wielowiekowa zawrotne i przerażająca kariera - nie tylko w swiecie "laboratoryjnym", ale i w świecie empirycznym i historycznym- takich dzieł jak "O Państwie Bożym" Św. Augustyna, czy "Fenomenologia Ducha" Hegla!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
colas.breugnon do Monadiny 29.06.04, 08:23 Bardzo światłe uwagi. Zgadzam się z większością z nich, choć wydaje mi się, że obszar hermeneutyki w naukach przyrodniczych jest znacznie węższy niż w humanistyce, to oczywiście i tam jest wiele dadaistycznego bełkotu. Wynika to głównie ze stosunków społecznych w obszarze świata nauki: koteryjnych rozgrywek, naśladownictwa, mód, zabiegania o finanse itd. Mam wrażenie, że nauka akademicka weszła w ogóle w jakiś stan nasycenia, w którym pozostaje użyteczna dla techniki czy wdrożeń, lecz jest coraz mniej odkrywcza fundamentalnie. Przypomina to trochę okres dojrzałej scholastyki w Europie, kiedy uczelnie międliły dzieła paru mistrzów, a przyszłą naukę tworzyli hobbyści bez cenzusu. Może to uprzedzenie jakieś, ale wyjątkowo krytycznie oceniam to, co się w XX wieku porobiło z francuskim intelektualizmem. Oczywiście najbardziej groteskowych przykładów dostarcza humanistyka, ale i nauki ścisłe nie pozostają tu aż tak w tyle: taki Prigogine, skądinąd noblista, śmiało może ścigać się z Derridą o nagrodę piątej klepki. To trochę moda taka na hermetyczność i jakąś kalamburystykę pogmatwaną, ulegają jej zresztą także polscy naukowcy. Taka ciotka Jadźka (Staniszkis), medialnie sensatka, prywatnie logiczna, gdy napisze coś w manierze naukowej, to aż zęby bolą od zabełkotanej redundancji. W ogóle to jakiś szerszy problem: model europejskiej inteligencji gnije od francuskiej choroby, a konkurencyjny model amerykański sprowadza prawdę do wyników badań opinii publicznej czy oglądalności, produkując jakichś Tofflerów, Fukayamy czy innych niepełnosprawnych myślicieli. No, ale skoro jest siatkówka bez nóg, malarstwo bez oczu, to może być i filozofia bez mózgów – takie signum tempori, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gabiene stało się coś ważnego, co dawno powinno nastąpić.. IP: *.idea.pl 29.06.04, 09:39 bełkot Derridy kreującego się i kreowanego na bożyszcze zdumiewał brakiem reakcji, od dziesięcioleci, otwierając wrota innym "uczonym". Ten pseusospecjalistyczny język pleni się i pieni - np. w kolejnych rozprawach o hermeneutyce czegoś tam, deprecjonujących ten skądinąd piękny, grecki termin... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobofruit Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 09:50 Albo nie czytałeś/aś Derridy, albo jesteś debilem. Dotyczy to wszystkich, którzy uważają jego pisanie za bełkot. Debile. Znam to od dawna, przyzwyczaiłem się. Operowanie samym pojęciem bełkotu przystoi prowincjonalnemu nauczycielowi fizyki, który wieczorem pije za dużo piwa. Powtarzam - debile. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gabiene Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.idea.pl 29.06.04, 11:22 "Albo...albo" się nie przyzwyczaiłeś... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobofruit Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 11:53 Przepraszam za 'debile'. Wściekłem się. Odpowiedz Link Zgłoś
harp Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą 29.06.04, 15:30 Na nonsensy w pisaninie tego francuskiego mędrka zwrócił uwagę Bogusław Wolniewicz w swojej "Filozofii i wartościach" - tom II. Jest tam analiza kilkunastu zdań z Derridy, wykazanie, iż jest to bełkot, a potem, nie pozbawione humoru podsumowanie. Derrida = makulatura filozoficzna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tmg Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.ath.cx 04.08.04, 18:49 pomijam kwestie racji, ale niewatpliwie jest ono pozbawione humoru. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: debil Re: stało się coś ważnego, co dawno powinno nastą IP: *.neumann.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.04, 13:51 Użyta argumentacja nie wymaga komentarza - to właśnie ten dkładnie rodzaj "rozumowania": prawdę głoszę JA - inni to debile. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadina Re: do Monadiny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.06.04, 16:02 W zasadzie bym się zgodził co do obecnego stanu, dodałbym jeszcze Niemcy - największą może kulturę filozoficzną epoki nowożytnej, gdzie został niezbyt odkrywczy spadkobierca Szkoły Frankfurckiej - Habermas, Wlk. Bryt. - w 2 połowie XX wieku całkowicie wtórną intelektualnie, Włochy - coś z popłuczyn po postmoderniźmie (Eco), nie mówiąc już o innych krajach np. Europy Wschodniej, która zresztą nie ma szczególnej tradycji filozoficznej. Natomiast problem współczesnych teorii anglosaskich i "postmodernistycznych", żeby wyrazić go przynajmniej w skrócie ,wymagałby krótkiego eseju, na co - żałuje - bo to pierwsza dyskusja na necie, która mnie jakoś wciągnęła, nie mam czasu w tej chwili... Więc ogólnikowo, wiem ze zbyt ogólnikowo: O ile myśli społeczne Fukuyamy, Huntingtona, Barbera są przerażająco banalne, a niewiele lepsze mam zdanie o pseudo pozytywistycznych naukach humanistycznych, które starają sie odwoływać do ścisłej metody (różne lingwistyki formalne itd.), to z postmodernizmem rzecz jest złożona. Widzę zarówno wartości tego nurtu (upraszczając, że można mówic o jednolitym nurcie), jak i rozmaite przyczyny jego degrengolady, dużo by o tym mówić. Jest zresztą różnica między takimi postaciami jak np. Deleuze czy Foucault (notabene ten ostatni najbardziej "rzetelny", co skutkowało może też i tym, że nie pojawił się u Sokala) a ewidentymi dla mnie oszołamami jak Lacan i Baudrillard. Postmodernizm w wyjściowych założeniach nie jest niczym szczególnym historycznie w tym sensie, że po epokach (albo obok epok) idealistcznych , wierzących w skrajny racjonalizm, sprowadzających wszystko do zgodności i tożsamości, pojawiają sie epoki krytyczne, skoncentrowane na badaniu różnic, nieusuwalnych sprzeczności, względności określonych pojęć i sądów. Tak jak cynicy i niekórzy sofiści wobec Platona, Berkley i Hume wobec racjonalizmu XVII w. W pierwszej fazie postmodernizm usunał przesądy wynikające z po-heglowskich koncepcji metafizycznych i politycznych i z pozytywizmu, który mienił się rzekomym zaprzeczeniem idealizmu. Siła aberracji tego nurtu polegająca na doszukiwaniu się we wszystkim podstaw do "dekonstrukcji" była dla mnie wprost proporcjonalna do przeciwstawnych aberracji idealizmu XIX w., który się doszukiwał bezezględnych, deterministycznych prawidłowości Moim zdaniem, jednym z głównych praktycznych problemów "post-modernizmu" jest fakt, że wykraczał on w części poza filozofię historii, kultury, polityki, obyczajów itd., gdzie mógłby może obronić swoje racje. Natomiast wielu autorów śladem Hegla czy Freuda, swoich największych przecież przeciwników, starało się objąć w pracach każde zjawisko, wszelką teorię, każdą dziedzinę wiedzy i życia - nawet tzw. życia codziennego, żeby udowodnic w najdrobniejszym śladzie słuszność ich twierdzeń. Efektem jest siłą rzeczy mętne pisanie na wszelkie możliwe tematy, gdzie analiza biustu Marylin Monroe towarzyszy analizie zjawisk z zakresu fizyki cząstek elementarnych. W pierwszym przypadku efektem często jest ubrana w trudną nowomowę trywialność, w drugim przypadku - efekty wskazał A. Sokal (ciekawe, że potrzeba było aż 40 lat napaści na postm. ze strony "zwolenników nauki" żeby ktoś wreszcie wypunktował konkretne błędy, czyżby różni lingwiści formalni i analitycy nie czytali rzeczy, które zaciekle krytykują, albo sami słabo znali sie na fizyce???!!!) Kluczową kwestią w postm. pozostaje jednak filozofia kultury i ogólnie wiedzy - nie nauk ścisłych i na tym polu przy całej jego skłonności do sekciarstwa, nowomowy, która powoduje moją nieufność wobec tej postaci, skłonny już jestem być adwotaktem diabła i bronić Derridy w porównaniu z barbarzyńcami a la Fukuyama, Huntignton, Bernard Lewis... Poza tym w natłoku mętnych i niedorzecznych sformułowań, wśród koncepcji autorów francuskich z wczesnego okresu (lata 60) widzę pewne myśli, które są niezykle prowokujące i radykalne wobec dotychczasowej kultury: skierowana wyjsciowo przeciw psychoanalizie ale zmierzajaca w konsekwencji do calkowitej destrukcji filozoficznych i pscychologicznych ujęć podmiotu i świadomosci teza, że popędow czy tozsamosci jednostki nie mozna tlumaczyc przez jej wewnetrzne zycie psychiczne (coś takiego, jak i sama jednostka staje sie iluzją), a tylko przez czynniki zewnetrzne, bezosobowe, choć nie behawioralne (Deleuze/Guattari); teza ze nie istnieje żadne pierwotne zrodlo "sensu" czy "poczatek" danego zjawiska, ani tez sens poprzedzajacy interpretacje - problem zrodlowy jest juz sam interpretacją i odesłaniem do innych problemow (chyba jedyna "zbiorcza" teza i wyróżnik nurtu, oczywiscie najbardziej znana z Derridy); nie ma jasnego rozróżnienia między modelem a kopią (w sensie platońskim), między treścią a formą i środkiem przekazu (tę myśl doprowadzili do modnego kuriozum Baudrillard, Zizek, Mac Luhan, ale warto sie zastanowić, czy przynajmniej do pewnych zjawisk kultury, nie ma uzasadnienia). Otóż o żenującej kondycji intelektualnej naszych czasów, świadczy to, że nikt wywodzący się spoza nurtu nie podjął rzetelnej analizy/polemiki z w.w tezami, nawet scholastycy potępiający herezje przedstawiali filozoficzne argumenty obok zwykłych oskarżeń o bezbozność. Tymczasem indywidua typu Lem potrafią jedynie po dziadowsku sarkać na "modne mętniactwo" (argumenty jak z magla, wszystko można zbagatelizować mówiąc że to "przejściowa moda"), brak argumentów merytorycznych i to u rzekomych zwolenników naukowej ścisłości. Dlatego Sokal jest pierwszym rzeczowym polemistą - tylko ze pisze niestety (z wyraźnym podskórnym zamiarem wyśmiewania i uogólniania) o jednym z kilkudziesięciu tematów, które poruszają postm., na którym akurat zna się zawodowo i który akurat wymaga wieloletniego zdobywania ścisłej wiedzy, więc najłatwiej w nim stosunkowo o totalną klęskę dla kogoś, kto pisze o wielu dziedzinach naraz. W tej sytuacji postmoderniści, których nikt na stosie nie pali, a wręcz przeciwnie (chociaż w Polsce wielu by miało ochotę), w braku konkretnych argumentów ze strony adwersarzy, kwitną w towarzystwie wzajemniej adoracji. Nurt ten, od początku problematyczny, po smierci niektórych luminarzy "niekontrolowany" stacza się w dół przejmowany przez coraz bardziej wtórnych, oszołomskich i bełkotliwych tuzów, którzy ośmieszają w nim to, co jeszcze kiedyś mogło być inspirujące. Zresztą to zjawisko sięga daleko poza Francję, gdzie prąd sie wypala, w niezrozumiałym pierdoleniu sprowadzającym do absurdu kwestie feminizmu, ekologii, globalizacji, seksu, internetu i mass mediów przodują zwłaszcza zafascynowani Baudrillardem post-lewaccy intelektualiści w USA; atak Sokala pozornie w pełni słuszny został wyraźnie wmontowany w krucjatę o "rząd dusz" na uczelniach, gdzie lewacka correctness zamienia się w równie płytką a przy tym ksenofobiczną correctness konserwatwyno- prawicową, może dla mnie lepszą o tyle, że pisze prościej i jej idiotyzm widać gołym okiem! No a nie napisałem jeszcze o najgorszym - new age!!! Ale uszy do góry - nie wierzę w żadną nieodwołalność kryzysów tak ekonomicznych, jak i intelektualnych. A historia nauki spojrzy pewnie na obecne czasy z dystansem i przez to może bardziej wyrozumiale. Odpowiedz Link Zgłoś
colas.breugnon Re: do Monadiny 29.06.04, 18:23 O kurcze, Monadino, być może jesteś pierwszą znaną mi osobą, które przechodząc przez bagno współczesnej myśli filozoficznej, pozostaje sucha, a być może po prostu Cię za mało poznałem. Sam znam prace, które przywołujesz, tylko z omówień lub wcale, a gdy zdarza mi się do którejś dotrzeć i natrafić na akapit typu: Jest jasne, że krytyczne dyskursy i komunikaty mogą przerwać doksologiczną relację ze światem społecznym, która wynika z korespondencji między obiektywnymi strukturami i strukturami wcześniej zinternalizowanymi tylko w takiej mierze, w jakiej obiektywnie napotykają na krytyczny stan zdolny, dzięki swej logice, do zerwania pre-percepcyjnych antycypacji i oczekiwań, stanowiących podstawę ahistorycznej ciągłości percepcji i działań zdrowego rozsądku. (napisany przez francuskiego filozofa i socjologa Pierrea Bourdieu), to po prostu spuszczam po tym wodę. Bardzo możliwe, że coś przy tym tracę, bo za tym bełkotem stoi gdzieś myśl jakaś, ale jakoś cierpliwości mi nie staje. Chętnie się czegoś od Ciebie nauczę, o ile mi wskażesz drogę omijającą te bełkoty. Pozdrawiam serdecznie i z prawdziwym podziwem. Cześć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: good son Re: do Monadiny IP: *.jaist.ac.jp 01.07.04, 10:57 >atak Sokala pozornie w pełni słuszny został wyraźnie > wmontowany w krucjatę o "rząd dusz" na uczelniach, gdzie lewacka correctness > zamienia się w równie płytką a przy tym ksenofobiczną correctness konserwatwyno > - > prawicową, może dla mnie lepszą o tyle, że pisze prościej i jej idiotyzm widać > gołym okiem! "Pozornie w pelni sluszny, ale obiektywnie sluzacy wrogom postepu..." - to jest frazeologia, ktora budzi dosc nieprzyjemne skojarzenia. Nie wiem, czy zamierzone. Dla porzadku przypomne: jesli rzeczywiscie czytales Sokala (ja mialem stycznosc tylko z jego slynnymi dwoma artykulami - sadze, ze o tym, co chce napisac, mowa moze tez byc w ksiazce), wiesz chyba, ze jest przekonanym lewicowcem, ja powiedzialbym nawet, ze na granicy lewactwa. Pracowal nawet w Nikaragui sandinistow. Co wiecej, zaatakowal postmodernistow (to niezbyt precyzyjne okreslenie, pozostane przy nim z braku lepszego) wlasnie dlatego, ze nie mogl, jak twierdzi, pogodzic sie z zawlaszczeniem przez nich lewicowej tradycji intelektualnej. Ja akurat nad "lewicowa tradycja intelektualna" nie rozczulalbym sie specjalnie, ale taka krytyka Sokala jak w cytacie powyzej jest zdecydowanie naduzyciem (nie jedynym w twoich postach). Wiem, ze mozesz napisac: "ale ja nie pisalem o intencjach samego Sokala, tylko o sposobie, w jaki jego krytyke wykorzystano." To jednak nie jest zadnym zarzutem wobec samego autora. Chyba ze rzeczywiscie uzywasz frazy "pozornie sluszny, ale obiektywnie sluzacy niewlasciwym silom politycznym" jako argumentu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadin Re: do Monadiny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 22:02 pieprzę to, że Sokal jest lewicowcem. Ja nie jestem ani lewicowcem ani buszowcem, ani michnikowcem, a jakbym był jednym drugim, trzecim, albo jednym, drugim i trzecim naraz to jakie by to miało znaczenie? A serio, to skądinąd łączenie francuskich "posmodernistów" z lewactwem nie jest tak oczywiste, jak się wydaje. Wielu ma bliżej nieokreślone poglądy polityczne (np. Derrida, może nie czytałem tego co trzeba, mnóstwo wypłodził, siłą rzeczy nie mam czasu, ale niewiele znalazłem stricte politycznych odniesień, a jeżeli to pachniało mi raczej takim liberalnym centryzmem), a wielu nawet jeżeli się odwoływało do lewicy - to lewicy nieortodoksyjnej, szeroko rozumianej i niemal niemarksistowskiej. Niektórzy typu Baudrillard próbują cyrkowo żonglować pomiędzy antyamerykanizmem, a proamerykanizmem (sic!). Zwracam uwagę, że nazwiska typu Lacan, Deleuze, Derrida, Foucault, Barthes wypłynęły w latach 60 tych jako opozycja wobec wcześniejszych jawnie prokomunistycznych odłamów egzystencjalizmu typu Sartre. Tyle przeciwko oczywistości skojarzenia intelektualiści+france = skrajni lewacy, bardzo u nas modnego ostatnio. Książka ma ewidenty podtekst poza-merytoryczny, tzn. wybiega poza pozornie bardzo konkretną treść. Trzeba być naiwnym, żeby tego nie czuć, wrzuć zresztą na jakiejś anglojęzycznej wyszukiwarce "Alan Sokal" (sw. drogą zero linków do jego dorobku naukowego na pierwszych pięciu stronach na yahoo, dalej mi się nie chciało) - zobaczysz, jakiego typu dyskusje były z tym związane i jak wyraźnie nakręcał je autor kiepsko udając bezstronność. Nie chcę, żeby to wyglądało na odcinanie się, ale podam też pewien przykład z propagandy sowieckiej- program o biedzie i bezdomnych w USA, który oglądałem kiedys na programie publicystycznym za ministra Urbana. Nie było w tym programie ani fałszu, ani nierzetelności w samym materiale - czarno na białym jak jest - getta w Nowym Jorku, bezdomni, kolejki po zupę, zabici w Watts L.A. Prawie zero komentarza, któtko, zwięźle, obrazy z życia wzięte. Tylko kretyn bezkrytyczny amerykanofil, jakich wśród Polaków dużo (a zwłaszcza użtkowników internetu) stwierdziłby, że takich rzeczy w stanach nie ma. Nie da się też zaprzeczyć, że ten materiał częściowo na prawdę kompromitował stosunki społeczne w USA, to że pokazała go gadzinowa telewizja, nie znaczy, że nie mógł zrobić wrażenia. Ale jak się miał do oceny CAŁOŚCI USA, jaką część społeczeństwa amerykańskiego wyrażają te skrajności???!!! No, właśnie, czujesz już o co chodzi??? Podobnie (nie aż tak, tout proportion gardees - podkreślam oczywiście) z książką Sokala o postmoderniźmie - prawdziwa, istotnie kompromituje autorów wypowiedzi, prawie bez tendencyjnego, aroganckiego komentarza (podkreślam słowo "prawie"), ale mimo tego - w dużej mierze manipulacja, której autor albo był świadomy - i to mój zarzut, albo był naiwny, a ja faktycznie nie mam racji, zwalając manipulacje zwolenników (których może nie szukał) na autora. Kwestia stylu - Sokal nie pisze jak człowiek szlachetny, ale naiwny, trochę w życiu przeczytałem i znam ten pozornie obiektywny przekąs, to "prawie" bez komentarza. Prosty wniosek - żeby książka była rzetelna nie wystarczy, żeby fakty były prawdziwe (choć to warunek sine qua non), ważne jest też coś takiego jak montaż materiału - co do zrozumienia roli montażu polecam lekcje kina radzieckiego. A poza tym, to oddałem Sokalowi, co jemu się należało i to, że w wielu momentach trudno z nim polemizować. Tak skończę: Sokala warto znać, to dobra i trafna lektura, ale ostrzegam przed wyciąganiem z niej ogólnych wniosków co do istnienia "zagrożenia postmodernistycznego", rzekomej mody na antynaukowość, całkowitej bezwartościowości współczesnej filozofii francuskiej, wyłączności niepokalanej fałszej dziewicy Fizyki i jej starszej, jeszcze czystszej siostry Matematyki na obiektywizm naukowy - a takie tezy spomiędzy zdań u Sokala wyłażą i łatwo się do tych uproszczeń (czy jak wolisz - twardziej - kłamstw) przekonać po lekturze bestsellerowego w końcu dzieła, zwłaszcza, że jak widzę (a w końcu to nie forum o nowej płycie Kayah) niektórzy (nie wszyscy, po twoim poście nie da się tego stwierdzić, ale np. xxxxx/yyyyy/zzzzz) mają marną wiedzę, odwrotnie proporcjonalną do przekoania, że toczy się tu wojna i trzeba się za kimś opowiedzieć... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadina na ra! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 22:35 toute proportion garde, na wypadek odezwania się korektorów z forum piłkarskiego onetu. Dobra, bp juz mi sie coraz bardziej klawiatura placza, forum przysnelo, do widzenia, agreez l'expression de mes sentiments respectueux, ciao, ood bye, paa, monadddd P.S (do Colas Breugnon'a) - najbardziej strawnym stylistyczmnie i chyba przy tym najciekawszym, najlepszym więc na początek (a czy na koniec jednosczensnie - od rzecz do pozniejszej decyzji) postmodernistą - on sam mówił, że nie zna tego słowa - jest Michel Foucault, zwłaszcza jego prace historyczne. Była też ogólna książka o nurcie i kilku głównych autorach"To samo i inne" - Vincent Descombes - pisane przez apologetę ale bez sekciarstwa, nie bezkrytyczne, w większości - jak na ten temat - bardzo przejrzyste. Głównym dziełem nurtu- Gilles Deleuze "różnica i powtórzenie", dla odważnych - problem też w tym, że przekład jest w stylu cytowanego tu Rocha Sulimy i na oko ze 2 razy zaciemnia i tak niełatwy tekst, warto rozejrzeć się jak ktos ma możliwość i zna język za oryginałem (dużo nieprzetłumaczalnych gier słownych z francuszczyzny, wiele terminów w filozofii jest łacińskich i w języku romańskim brzmi mniej "odjechanie", prościej) albo za np. wydaniem angielskim, niemieckim, włoskim, hiszpańskim - itd. nie sądzę, żeby to wpadło w ręce takich oszołomów jak nasi spece od logorei. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobofruit Re: do Monadiny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 14:08 dla zainteresowanych - a propos poglądów politycznych Derridy: www.indymedia.be/news/2004/04/83123.php Odpowiedz Link Zgłoś
postmoderntalking Re: do Monadiny 24.08.04, 23:31 > > "Siła aberracji tego nurtu polegająca na doszukiwaniu się we wszystkim podstaw > do "dekonstrukcji" była dla mnie wprost proporcjonalna do przeciwstawnych > aberracji idealizmu XIX w., który się doszukiwał bezezględnych, > deterministycznych prawidłowości" to chyba z generatora, czaszka mi dymi :P > > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as31 "filozofia bez mózgów & & #35 8211; takie signum tempori",... IP: 194.181.190.* 01.07.04, 16:08 skoro może być siatkówka bez nóg i malowanie bez rąk - koncept kapitulny, uśmiałem się, dziękuję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tmg Re: "filozofia bez mózgów & & & #35; 35 8211; tak IP: *.ath.cx 04.08.04, 19:04 i OKO BEZ SIATKOWKI - co Panowie na to... hahahahaha? poprosze o PRZYKLADY malarstwa bez oczu i DEFINICJE malarstwa wg. Panów /może być naukowa/ - może wtedy posmiejemy sie jeszcze glosniej? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: papermonster Re: przyganiał kocioł...itd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 14:00 Sądze że Alanowi chodzi raczej o zwrócenie uwagi na np. bezsensowne ( to po pierwsze )i humorystyczne ( last but not least ) używanie jezyka - formalizmu matematycznego do wyrażania ze tak to niefachowo ujmę ( a jestem fizykiem teoretykiem ) zagadnień humanistycznych. W swej pracy wielokrotnie miałem dość przykre spotkania 3-go stopnia z tego typu kwiatkami. Trochę więc faceta rozumiem... Rzecz jasna Alan miał doczynienia z ekipą w sumie zawodowa i jej potknięcia i lapsusy to nic w porównaniu do bełkotu wszelakiej maści pseudonaukowców, zwolenników medycyny naturaknej i innych oszołomów. Tak na marginesie to że fizyk pisuje tak pocieszne facecje wcale nie oznacza że nie sprawdza się naukowo nas ( fizyków ) nie interesują tylko żuczki ( czyli wzorki ) Dzieło lece niniejszym zakupić... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktoś XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX IP: *.waw.prince.pl / 212.160.146.* 30.06.04, 17:08 Twoja wypowiedź to świetny przykład odwracania kota ogonem. Ktoś zrobił kawał dobrej roboty pokazując światu zakłamanie i bzdurzenie "intelektualistów"/humanistów (przynajmniej niektórych) a ty się czepiasz. Nie wiem jak dla ciebie, ale jak ktoś używa „bzdurogazania” by się wypromować, to ja chcę by się NIE mógł wypromować, bo uważam, że mnie oszukuje i traktuje mnie jak kretyna. I dodatkowo kilka luźnych uwag dlaczego Twoje argumenty, że książka jest zła, są błędne: Przykład z zoologiem jest zupełnie nietrafiony. Można by wiele tego typu ładnych porównań wymyślać np. „ jak ktoś się patrzy na słońce to niech nie opowiada o Zimbabwe” – one jednak nic nie wnoszę bo nie oddają mechanizmu użytego przez autora wypowiedzi. Przykład z zoologiem mówi, by nie wyciągać wniosków o całej grupie na podstawie jej wycinków. W naszym przypadku sytuacja jest odrobinę inna - jak się kogoś złapie na bzdurogadaniu to inaczej niż w przypadku zoologu można wnioskować, że on zawsze bzduroopowiada – bo taka ma naturę (w zoologu mówimy o nic ze sobą nie mających wspólnego elementach , gdzie nie na podstawie obserwacji jednego niewiele można powiedzieć o drugim – w przypadku jednego człowieka na podstawie kilku jego wypowiedzi można wnioskować o wartości jego innych wypowiedzi) Jeśli już chcielibyśmy dać jakiekolwiek ładne porównanie to może takie „łańcuch jest tylko na tyle silny na ile są silne jego ogniwa” – bo te kretyńskie bełkotoargumenty są elementami łańcuchami wniosków (jak przypuszczam) – jeśli nawet nie i są luźno powiązanymi bzdurami to i tak prawdziwe zostaje akapit powyżej. Autor z powodów dość oczywistych nie opisał/odniósł się do wszystkiego (bo nie można w jednej książce odnieść się do wszystkich dzieł wszystkich bzdurogadaczy). Inną kwestia jest to, czy nie dobrał autorów tendencyjnie, ale nawet jeśli tak to przypuszczam, że nie chodziło mu o ośmieszenie wszystkich, ale o pokazanie zjawiska i zwrócenie na nie uwagi, jak również „ukaranie” najbardziej winnych – i chwała mu za to. Jedna kwestia jest prawdziwa – na podstawie pokazania „bzdurzenia” kilku autorów nie można wnioskować o całym nurcie – niemniej można mieć podejrzenia i później je zweryfikować. To samo dotyczy „dzieł” danego autora – jak komuś się wykaże świadome pitolenie to można podejrzewać, że pitoli i w innych. Wnioskowanie, że książka jest do 4 liter tylko dlatego, że ktoś nie odnosił sukcesów w fizyce jest równie nieuprawnione - ten facet nie robi tu za fizyka, ale za kogoś w stylu detektywa głupoty – i do tego nie musi być Einsteinem – wystarczy, że na naukach ścisłych zna się na tyle , żeby widzieć brednie innych. Jeszcze jedna, dość kontrowersyjna, uwaga: nie jest prawdą, że dyskusja „humanizm” czy „ścisłe podejście„ jest śmieszna. A to dlatego, że „humaniści” z nieznanych mi powodów mają większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu. (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi) Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadin Re: XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.04, 23:56 Trudno odpowiadać komuś, kto rzeczywistość utożsamia z fizyką. Ale niech tam. Fizyka to nauka matematyczna o właściwościach świata przyrody. I tyle. Co w takim razie z biologią, medycyną itd. ? Czy dotyczą one "wydumanych bytów"? Nie wiem, czy jest chociaż jeden poważny fizyk, który wierzy, że jego nauka opisuje albo może opisać całą rzeczywistość. Takie fantastyczne próby podjął Penrose, rozważając możliwości zastosowania mechaniki kwantowej do wyjaśnienia problemu świadomości (co i tak nie wyczerpuje wszystkich problemów, rzecz jasna). I przynajmniej był na tyle rzetelnym naukowcem, że w zasadzie przyznał, że to tylko czyste hipotezy, a poza tym to i tak wielu rzeczy spoza fizyki pewnie nie da się wyjaśnić i on się tym nie zajmuje... Z wnioskowaniem o wartości autora na podstawie jego wypowiedzi podałem klasyczne przykłady z historii, które analogicznie kazały by unieważnić cały ich dorobek, gdyby stosować metodę łańcucha? Czy jeżeli Newton wierzył w kamień filozoficzny i uczestniczył w alchemicznych rytuałach, można wnioskować, że jego teorie grawitacji, ruchu i optyki są bzdurą? Na prawdę całościowy dorobek wielu myślicieli (często im większy myśliciel, tym silniejsza prawidłowość)często bardziej przypomina chaotyczną menażerię zebraną w jednym mózgu niż jakiś uporządkowany łańcuch. Ok, odpowiesz, jeżeli masz wiedzę na ten temat, ze Kartezjuszowi czy Newtonowi, trafiły się pojedyncze "wyskoki", w takim razie z odwrotnych proporcji: Gdyby ktoś wybrał na chybił trafił jedno z setek dzieł Leibniza, odkrył by tam z ogromnym prawdopodobieństwem trudne do zrozumienia czysto spekulacyjne ("wydumane" jak wolisz) osobliwe twierdzenia. A jednak w gąszczu takiej pisaniny znajduje się m. in. odkrycie podstaw rachunku różniczkowego i hipotezy o 200 lat wyprzedzające rozwój fizyki teoretycznej. Nie Spór o wartość nauk humanistycznych czy ścisłych jest nie tyle niepotrzebny co w ogóle bezprzedmiotowy. Co to jest "nauka humanistyczna" ? Tylko jakiś niedouczony głąb może uważać filozofię, całą filozofię za "przedmiot humanistyczny." Rozumiem, że Wolter czy inni francuscy oświeceniowcy to humaniści. To można jakoś zdefiniować. Ale inni? Czy humanistami byli: Platon, Nietzsche, Wittgenstein - że podam 3 filozofów "z najwyższej półki" (przynajmniej jeżeli chodzi o wpływ i sławę, których jednocześnie absolutnie ze sobą nic nie łączy). Skądinąd fizyka do początków XVIII w. była uważana za dział filozofii. Odkrycia naukowe są ściśle związane ze spekulacjami metafizycznymi, np. Newton zakładał wieczność i nieskończoność czasu i przestrzeni, była to "wydumana", czysto idealistyczna i nie naukowa hipoteza, a przecież bez niej nie dokonał by tego, co dokonał. Co odróżnia naukę scisłą od nieścisłej? Metoda matematyczna? - co w takim razie z biologią? Czy do wszystkich dziedzin rzeczywistości (np. polityki, estetyki, życia psychicznego) da się zastosować opis matematyczny? Kiedyś (w XVII w.) były takie próby, zostały odnotowane jako historyczne kuriozum. A jeżeli w jakiejś nauce ze względu na przedmiot nie da się wprowadzić ścisłej metody, to czy należy uznać ją za bezwartościową? Czy fizyce walor nauki ścisłej i całkowicie koherentnej jest dany w darze od Boga aż po nieskończoność - zwłaszcza w sytuacji, gdy wysnuwa teoretyczne hipotezy, których empiryczne sprawdzenie prawdopodobnie nigdy nie będzie technicznie wykonalne. Np. obecnie pewne teorie są prawdziwe pod warunkiem przyjęcia istnienia więcej niż 4 wymiarów,czysta spekulacja. inne dla potwierdzenia wymagają dostarczenia tak wielkiej porcji energii, że prawdopodobnie nie będzie to nigdy wykonalne. Jakakolwiek dyskusja ma sens, jezeli posługuje sie pojęciami jasno zdefinowanymi (zwłaszcza dyskusja prowadzona przez kogoś, kto chce ścisłej wiedzy), tak nie jest w tym przypadku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadina sprostowanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 01:28 Oczywiście miałem na myśli niektóre hipotezy czy wręcz propozycje współczesnej fizyki nie uznane dotąd za dowiedzione, więc trudno je zaliczać jednoznacznie do jej dorobku (różne supersymetrie, struny, niektóre hipotezy dot. czarnych dziur). Nie zmienia to oczywiście faktu, że w fizyce przyjmuje się dane twierdzenie za naukowe, jeżeli da je się wyrazić sformalizowanym językiem i jest empirycznie potwierdzone (na to ostatnie oczywiście czasem trzeba było czekać latami), nie ma w tym względzie "rzetelności badania" różnic między fizyką klasyczną a relatywistyczną, co ignorują niektórzy nie-fizycy . Tym nie mniej otwarta w obecnym stanie fizyki, np. fizyki cząstek elementarnych jest kwestia, czy nie dojdzie ona w przyszłości (albo już nie doszła) do dziedzin, w których jedyne założenia praktycznie nie będą nigdy sprawdzalne doświadczalnie, co częściowo naruszyło by fundament, na którym fizycy opierają przekonanie, że ich nauka jest "ścisła". Drugie pytanie - czy możliwa będzie unifikacja fizyki (w.w hipotezy są w dużej mierze próbami takiej). Trzecie - czy będzie możliwe, w co wierzył m. in.Scroedinger rozciągnięcie metodologii fizycznej na zagadnienia dotyczące przyrody ożywionej (np. biologiczne) czy wręcz psychologiczne (spekulacje Penrosea). W zasadzie stworzenie teorii spójnej dla fizyki, genetyki i teorii ewolucji pozwalało by mówić o pełnej koherencji nauk przyrodniczych. Na te pytania nie odpowiem, ani nawet nie odpowie największy fizyk czy "humanista" - tylko historia -na przestrzeni pewnie setek lat- pokaże, czy rację mają obrońcy spójności nauk ścisłych, czy postmoderniści, którzy (w sposób oczywiście często kuriozalny, co słusznie pokazał w bardzo wielu - ale nie we wszystkich - przykładach Sokal) starają się udowodnić, że nauki ścisłe straciły współcześnie walor ich obiektywności, spójności i weryfikowalności. Aha - jeżeli x ileś tam zamierza wszystkim post-modernistom z góry "podziękować" pod wpływem Sokala, to jest to dowód na szkodliwy wpływ tej książki, czego nie chciałem twierdzić jednoznacznie. Np. osławiona para Deleuze/Guattari zajmowała się wieloma zagadnieniami, co pewnie nie wyszło jak widać na zdrowie - w tym np. zasłynęła z krytyki wszystkich dotychczasowych ilozoficznych i pscychologicznych teorii świadomości i pożądania (poza nietzscheańskimi)-to te ich twierdzenia spowodowały, że stali sie niesamowicie wpływowi i równie często wyklinani w "humanistyce" i na tej podstawie należało by sie wypowiadać, czy gadali bzdury czy byli przełomowymi w historii nowożytnej myślicielami; kwestia jest bardzo kontrowersyjna - a odpowiedź równie dobrze może leżeć pośrodku. W każdym razie nie słyszalem o nikim, kto by inspirował się twierdzeniami Deleuza nt. matematyki (nie wiem kto je rozumie) i kto by za to go wychwalał, podobnie jak Leibniz nie jest sławny za prace o górnictwie węgla, więc - a to jeden z przykładów - że przy całych bzdurach, które twierdzili bohaterowie Sokala, wyciąganie wniosków, ze "zrobili karierę na nadużywaniu pojęć matematycznych" jest po prostu - historycznie nieprawdą i totalną demagogią. Z tym, która nauka jest ścisła, to ciekawa sprawa. Przez setki lat teologia była uważana za naukę "twardą" i nie zazdroszczę temu, kto by przeniósł się w tamte czasy i postanowił zgłosić obiekcje. Przez wiele lat też uważano, że to czy dany dźwięk w muzyce jest dysonansem, da sie udowodnić matematycznie i w sposób absolutny, do dziś jeszcze znalazł by sie muzykolog, który zaprzeczyłby , że to raczej kwestie estetyki muzycznej danej epoki i przyzwyczajeń słuchacza. Odpowiedz Link Zgłoś
a.adas "Pamiętnik znaleziony w wannie" 03.07.04, 14:45 Jeżeli Lem jest "dzisiaj" neokonsrewatystą, to jest nim od 1960 roku, od momentu wydania powyższej książki. No i tak ładnie krytykuje w niej "dzisiejszy postmodernizm" i jego bełk..., przepraszam, terminologię naukową. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marmoladaZburaków Problem już dość dawno opisał W. Mejbaum... IP: *.233.233.94.devs.futuro.pl 30.06.04, 17:06 ... fizyk i filozof zarazem, w książeczce o zgrabnym tytule "Świnia na sośnie" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Radek Wiśniewski Re: POST OFFICE IP: 156.17.253.* 06.08.04, 07:54 e, no humanisto, uznaj jeszcze Wielki Post, pliz:-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: e Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.icpnet.pl 28.06.04, 21:49 jezeli hiperprzestrzen jest trudnym slowem to moze wrocimy do poziomu malp czlekoksztaltnych? a belkotowi stanowcze nie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Johnny Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.core.net.pl 28.06.04, 22:45 ....ale Ty jesteś mądry.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Jak zostać postmodernistą IP: 5.3.1R* / *.eds.com.au 29.06.04, 06:29 Slowem moze jest latwym, ale pojeciem do zrozumienia jest trudnym. Jezeli uwazasz inaczej, to wytlumacz prosze co to znaczy, na przykladach, uzywajac prostych slow i pojec, tak aby to bylo zrozumiale dla kazdego, za przeproszeniem, humanisty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytnik Re: Jak zostać postmodernistą IP: 193.29.207.* 28.06.04, 22:38 Przykładem takiego bełkotu i powoływania się na autorytety jest "Paris, Londyn Dachau" panny, która naczytała się tego i owego na kulturoznastwie i oto żałosne skutki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zośka Sokal i bracia Bogdanoff IP: 62.141.202.* 28.06.04, 23:54 "Afera" Sokala dotyczy tylko postmodernistów, ale po latach (w Polsce pisano już o tym w 1998 r.) uderzyła wtórnie w zataczających się ze śmiechu przyrodników. Sprawa braci bliźniaków Griszki i Igora Bogdanoffów jest przykładem podobnej sytuacji w uznanej dziedzinie naukowej. Tzw. bełkot stał się problemem związanym z coraz większą specjalizacją naukową. Zdecydowanie trzeba z tym walczyć, tak jak walczy się z głupotą. I nie jest to obszar tylko humanistyki, jak pokazuje to fizyk prof. Kowalski-Glikman www.ift.uni.wroc.pl/JK-G/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nieuczony Re: Sokal i bracia Bogdanoff (obrywa się Monadinie IP: *.crowley.pl 01.07.04, 09:01 Zwróciłbym tylko uwagę na bardzo istotną różnicę: o ile bełkot przyrodników wytykają przyrodnikom sami przyrodnicy (a więc: "kasta" przyrodników potrafi oczyścić się sama), humaniści nie są zdolni do odróżnienia i napiętnowania bełkotu. Przykładem choćby dostępne w wątku posty Monadiny. Zwróćcie uwagę: czy Monadina jest w stanie wskazać jaką bzdurę musieliby popełnić myśliciele postmodernizmu, aby uznać ich za szarlatanów? Zawsze można powiedzieć: no tak, ale przecież oni napisali nie tylko "Dyrdymalistyczną hermeneutykę postbzduralno-epistemologiczną", ale też wiele innych dzieł, których bzdurności Sokal (jeszcze) nie wytknął. Następnie, kiedy jakiś pracowity "sokalowiec" poświęci swój cały wolny czas na wytknięcie bzdur tkwiących we wszystkich spisanych dziełach postmodernistycznej szajki, ci zdążą spłodzić następną tonę dzieł (taka Kristeva wszak potrafi pisać na akord nawet w anginie...), z którymi, żeby to elegancko ująć, "Sokal, ani banda neoscholastyków, nie odważyli się zmierzyć". I tak zabawa w kotka i myszkę trwa nadal. Wymyślenie bzdury jest wysiłkiem nieporównanie maniejszym, niż jej dekonstrukcja. Nie należy się więc dziwić, że większość bełkotu nie spotyka się z krytyką - po prostu się go przemilcza. Przypomina to polemikę z ufologami z Wylatowa. Pokazuje taki nocne zdjęcia, na których w polu pojawia się mnóstwo świecących punktów. "O, nie było ich widać, kiedy tam byliśmy, a utrwaliły się na kliszy. Teraz wierzycie, że to UFO?". Na co fotograf odpowiada: "W taki sposób utrwalają się na kliszy muszki owady, jeśli w nocy fotografować z mocną lampą". Na co ufolog odpowiada: "A SKĄD WIESZ, ŻE WSZYSTKIE TE PUNKTY TO OWADY"? Odpowiedz Link Zgłoś
a.adas Re: Sokal i bracia Bogdanoff (obrywa się Monadini 01.07.04, 13:08 Czytam te posty i nikt nie poruszył najbardziej fascynujacego tematu w tej sprawie. Najpierw ktoś napisał, z założenia bełkotliwy i ironiczny, artykuł do prestiżowego ponoć periodyku. Potem go opublikowano i nikt nie zareagował. Czyli a) tak naprawdę nikt nie czyta tego magazynu mądrości b) przeczytano i przyjęto bez zastrzeżeń c) przeczytano i coś nie pasowało, ale panowie profesorowie woleli się nie wychylać w środowisku, jeszcze palnę coś głupiego d) przyjęto to jako konkurencyjny bełkot i lepiej się nie wychylać, bo tylko stwierdzę swą własną miałkość oraz ujawnię własne oszustwo itd. Ten post jest pouczajacy (szczególnie frapuje fragment o 99999. błędnych ideach do zweryfikowania) forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=13802903&a=13855359 Pozdrawiam adas (kompletnie niedouczony) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monadina Re: Sokal i bracia Bogdanoff (obrywa się Monadini IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 21:56 Sorry, ale nie oberwałem, trudno razić ciosami przez monitor. A serio - tak "na chłopski rozum" masz rację - ale widzę, że kompletnie po prostu nie znasz "tematu" - ani "postmodernistów" (jestem pewien), ani skądinąd pewnie nauk ścisłych (mówię pewnie, bo uczciwie rzecz biorąc nie mogę tego wywnioskować). Mała rada, jeśli wolno być bezczelnym - czasem taka zdroworozskądowa logika zawodzi (a może ośmieszyć) jeżeli przejdzie się na konkrety - tzn. nazwiska, daty, fakty itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lisa Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.d0.club-internet.fr 29.06.04, 07:30 Kristeva...to Pani Julia Kristeva, w artykule odmiana przypadku...wskazuje na mezczyzne, pozostawiam bez komentarza solidnosc autora artykulu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lisa Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.d0.club-internet.fr 29.06.04, 07:41 na poczatku artykulu wkradl sie ten blad nazwiska...Kristevej, wiec moze to nie autor, ale ten kto wpisywal, Odpowiedz Link Zgłoś
taki.jeden.tetrix Re: Jak zostać postmodernistą 29.06.04, 12:18 ...nie jedyny błąd zresztą w tej recenzji - w papierowej GW jest "liczba urojona v-1", na Necie "?-1" - jakoś znak pierwiastka nie chce się Wybornym zreprodukować niezależnie od medium, hehe... Mogliby wreszcie zainwestować w porządną korektę, a nie tylko w slogan reklamowy. Pozdrowienia tj Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobofruit Derrida bełkoczący IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 10:04 Wszystkim uważającym Derridę za bełkoczącego proponuję merytoryczną dyskusję, np. o "Prawdzie w malarstwie". Albo coś krótszego i przystępniejszego: "Kres człowieka", "Niewczesne aforyzmy"? Proszę o tzw. konkrety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gabiene Re: Derrida bełkoczący IP: *.idea.pl 29.06.04, 11:49 najpierw określasz kilkakrotnie i dobitnie oponentów jako "debili", a potem chcesz z nimi dyskutować? to nieco kuriozalne:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobofruit Re: Derrida bełkoczący IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 11:52 Przepraszam. Chcę przekonać się, że nie mam racji:) Odpowiedz Link Zgłoś
sothis666 komunikacja! 30.06.04, 17:15 Nie jestem lingwistą, moją dziedziną jest computer science, gdzie wciąż (na ogół;) obowiązują staromodne reguły rządzące oceną tekstów naukowych. A teksty takie mają umozliwiać: -komunikację między autorem a czytelnikami, którzy powinni zyskać przekonanie o doniosłości i autentyczności prezentowanego wyniku, -odtworzenie procesu poznawczego/eksperymentów autora przez czytających, -kontunuacje badań przez odbiorców tekstu. Teksty Derridy czytałem (niektóre) i, w mojej opinii, powyższych wymagań NIE spełniają. Nie wiem jak w przypadku nauk humanistycznych;) ale w mojej dziedzinie funkcją języka (a szczegolnie języka publikacji naukowych) jest komunikacja. Tymczasem dla niektórych właściwszym od liter medium byłyby kolorowe farbki i płótno, na którtym można bazgrać plam ile dusza zapragnie - dyskutowane teksty wywołuja wrażenia (przerózne, jako i te plamy) ale nikomu niczego nie komunikują, a jesli już to nielicznym szczęściarzom (?). Artykuły Einsteina, Feynmanna, Shannona, Kleinrocka etc rozumiał KAŻDY kto czytał (i miał kontakt z dziedziną oczywiście). Jest róznica...? ps. Informatyka też nie jest w tym temacie dziewicą: "Artefakty fenomenów rzeczywistości spirytualnej są generowane w wyniku wirtualizacji przestrzeni informacyjnej..." - Autor jest profesorem zwyczajnym na polskiej uczelni technicznej. Na emeryturze od roku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: EARLEEN Re: komunikacja! IP: *.visp.energis.pl 30.06.04, 19:48 Zdaje sie, ze poza sothis666 i modina niewielu rozumie ze: -Najwazniejsza w ocenie dziela/teorii jest intencja tworcy/badacza. -Jezeli zatem ktos atakuje poglady z samej intencji, rozdzielenie intencji od argumentow jest trudne, jezeli w ogole warto podejmowac taki trud. Dobra praktyka jest formulowanie wnioskow deprecjonujacych jakis poglad, gdy odnosimy sie do tresci i krytykujac tresc dochodzimy do wniosku, ze jest sprzeczna z dowiedzionym faktem. W jaki sposob dyskusja o sposobie dyskusji moze stanowic wartosc sama w sobie? Zdawaloby sie,ze istota i motywacja do rozwoju nauki jest proponowanie lepszych wytlumaczen. Z pewnoscia nie jest w nauce istotna argumentacja oparta na prostym i przewidywalnym fakcie jej (nauki) niekompletnosci. Kazdy, kto zna temat, wie, ze bez pewnych ryzykownych propozycji pole dociekan prowadzi do slepych zaulkow. Krytyka nauki za jej dziecinnosc i proby poszukiwan jest cynicznym zerowaniem na sposobach w jakie jest ona rozwijana. Jezeli ze stu tysiecy bzdurnych artykulow potrafimy wylonic jeden wart przeczytania, to juz cos. Chodzi zawsze o ten jeden. Jak ocenic autora, ktory podwaza sens tego jednego artykulu krytykjac 99 tych bzdurnych? Odpowiedz jest bardzo prosta. Za pomoca intencji jego pracy. W srodowisku naukowym z reguly bzdura nie jest rewelacja. Atrakcyjna i niesluszna idea wczesniej czy pozniej zostanie zweryfikowana. Inna sprawa jest rzeczywistosc spoleczna. Dyskusje skupiaja tym wiecej dyskutantow, im mniej zrozumialy cel ich prowadzenia. Spojrzmy, jak wiele watkow przewija sie przez nniejsze forum. A czy ktos potrafi mi odpowiedziec - czym jest ten "postmodernizm". Na podstawie mojego doswiadczenia odwaze sie powiedziec, ze jest to tylko slowo, nie kryjace zadnej tresci, ale majace doniosla funkcje w ukrywaniu braku umyslowych konstrukcji do podjęcia istoty tematu. Mnostwo tu nazwisk filozofow i nadecia wokol "ten sluszny - tamten nie". Fakt, ze Einstein byl gleboko wierzacy i staral sie dowiesc porzadku w dziele bozym jest znany na tyle, ze chyba zamkniety. Krytyka new age Capry czy Penrosa nie ma podstaw innych niz tylko nieufnosc wobec samego toku argumentacji, ktoryjest jawny. Zaden z fizykow nie twierdzil nigdy, ze jego model jest doskonaly. Satysfakcja z odkrycia fizycznego czy astronomicznego prowadzaca odkrywce do glebszej religijnosci czy tez wzmocnienia humanistycznych przekonan nie powinna byc przedmiotem publicznej dyskusji o donioslosci ich odkryc naukowych. Kto nie rozumie intencji badacza i ich jawnego przedstawienia, ktore sluzy oddzieleniu faktow od przypuszczen powinien poznac sposob uprawiania twardej nauki zanim cos powie. Intencje badacza sa sila napedowa odkryc i wynalazkow. Atakowanie nauki za marzenia, ktore wioda w sposob czasem bolesny i pelen zawodow do niepodwazalnych prawd jest watpliwe etycznie i w praktyce dysfunkcjonalne. Odpowiedz Link Zgłoś
bobofruit99 Re: komunikacja! 21.08.04, 16:49 Bzdury, bzdury, bzdury. Intencja badacza? Witamy w XIX wiecznym pozytywizmie? Intencja? Komunikacja jako bezpieczne pudełko na sensy? Przezroczysty nieretoryczny język nauki? Język jako przezroczyste medium - między podmiotem a przedmiotem badania? Jeszcze raz: naukowcy, nawet pozytywiści mają rację bytu i robią w soich dziedzinach świetną robotę, ale wara wam od filozofii, filozofii nauki - za krótcy jesteście! Jeszcze raz: żeby rozumieć praktykę pisarstwa Derridy trzeba mieć za sobą całą tradycję filozoficzną Zachodu: od presokratyków po Nietzschego, Husserla, Heideggera, trzeba czytać Arystofanesa równolegle z Platonem i Arystotelesem, w Fenomenologii ducha umieć odnaleść powieść, znać Mallarmego, znać współczesną semiotykę i językoznawstwo i wiele, wiele więcej. Ja mam propozycję dla was drodzy pozytywiści: zacznijcie od Kuhna "Struktury rewolucji naukowych". Zgroza! Dalej czekam na merytoryczną dyskusję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: earleen Re: komunikacja! IP: *.visp.energis.pl 24.08.04, 21:07 Nie intencja badacza, lecz EFEKT badań. Okropnie smieszne argumenty i etykietka "pozytywisci" przy tym. Czy np. z tego, ze samochody zmienily cywilizacje i kulture krajow uprzemyslowionych mozna mowic o dialektyce nauki technologii i kultury? Mozna. Ale czy to oznacza, ze cos jest nie tak z samym wynalazkiem? NIE!!! To czym interesuja sie filozofowie to nie NAUKA i sposoby jej uprawiania lecz KULTURA i jej stosunek do nauki. Struktura rewolucji naukowych Kuhna to obiekt badan lezacy w polu zainteresowania socjologii i kullturoznawstwa. Holistyczne aspiracje fiozofow zalatuja konformistycznym pedem ku integracji osobowosci wokol bagna kulturowego. Interesuje cie to i owo - czemu nie mialbys budowac na tej pdstawie swoich wizji? I wsztstko OK. Ale wymysl cos co sie obroni w praktyce tak jak termodynamika. Jaki uzytek z filozofii maja naukowcy? An taki, ze potrafia sie z niej wybronic za pomoca faktow obiektywnych, nie zas teoretycznych argumentow. Robia tym samym w konia slowotworcow, poniewaz slowa i wizje popieraja czynem. Jakkolwiek by nie patrzec zasada silnika spalinowego ma wiekszy wplyw na twoje zachowanie niz poglady Derridy czy kogostam. Wynalazki naukowe bardziej zmuszaja cie do okreslonych zachowan niz gadanie filozofow. Oczywiscie to nieprawda. Na twoje zachowanie najwiekszy wplyw ma twoja wola, ale ona czerpie z wyobrazni, a ta z wielu zrodel. Np nie wyobrazasz sobie, ze przejedzie cie samochod i dlatego nie pchasz sie pod kola. No ale gdyby filozofia kola nie doprowadzila do samochodu to... Dziecinne dyskusje. Dlaczego w ogole ktos, kto nie uprawia nauki chce ja oceniac? Czy nie prosciej pwiedziec: nie czuje sie szczesliwy z ta wasza nauka! Dla wszystkich filozofow mam propozycje: wymyslcie cos praktycznego, a poznacie temat bezposrednio, ze wszelkimi filozofiznymi, spolecznymi i osobistymi szykanami. Aha, nie zapomnijcie, ze trzeba cos jesc. Praca umyslowa strasznie wypala organizm. Odpowiedz Link Zgłoś
bobofruit99 Re: komunikacja! 25.08.04, 03:28 > Nie intencja badacza, lecz EFEKT badań. Okropnie smieszne argumenty i etykietka "pozytywisci" przy tym. < Nie etykietka, ale termin z dziedziny filozofii nauki, bądź historii nauki - jak wolisz, trochę repektu dla nauki. >Czy np. z tego, ze samochody zmienily cywilizacje i kulture krajow uprzemyslowionych mozna mowic o dialektyce nauki technologii i kultury? Mozna. Ale czy to oznacza, ze cos jest nie tak z samym wynalazkiem? NIE!!! To czym interesuja sie filozofowie to nie NAUKA i sposoby jej uprawiania lecz KULTURA i jej stosunek do nauki. Struktura rewolucji naukowych Kuhna to obiekt badan lezacy w polu zainteresowania socjologii i kullturoznawstwa. Holistyczne aspiracje fiozofow zalatuja konformistycznym pedem ku integracji osobowosci wokol bagna kulturowego. < Na ten temat warto przeczytać: www.ensmp.fr/~latour/articles/article/087.html Przeciwstawienie nauki i kultury jest czymś dla mnie zdumiewającym. Zawsze było zdumiewające, poczynając od Greków: architekt, budowniczy operuje techne i jest także techne rhethorike krasomówcy - jest to takie samo techne. Nauka jest elementem kultury, wiedzą to licealiści. > Interesuje cie to i owo - czemu nie mialbys budowac na tej pdstawie swoich wizji? I wsztstko OK. Ale wymysl cos co sie obroni w praktyce tak jak termodynamika. Jaki uzytek z filozofii maja naukowcy? An taki, ze potrafia sie z niej wybronic za pomoca faktow obiektywnych, nie zas teoretycznych argumentow. < Poza tym, że to pozytywistyczna bzdura, która broni się tylko, gdy zaakceptujemy metodologiczny pragmatyzm lub relatywizm, pamiętaj, że języka (w tym języka nauki), czyli słów i reguł, tropów i figur, pojęć i składni dostarczają poeci i filozofowie - mam nadzieję, że wiesz do czego to aluzja. > Dlaczego w ogole ktos, kto nie uprawia nauki chce ja oceniac? < To jest pogląd kogoś, kto nieczęsto myśli refleksyjnie (pozorna tautologia). Chyba że to jest poważne pytanie? Ciężko dyskutować z kimś, kto nie zna (albo zna z popularnych opracowań) poglądów, które krytykuje. Ale nadal czekam na to samo, co wcześniej. Kłaniam się Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: earleen Re: komunikacja! IP: *.visp.energis.pl 01.12.04, 21:27 Zgazam sie z Toba :Bobofruit", jezeli chodzi o mechanizm kultury. Czy jednak kazda negocjacja wiedzy, np. architektura, jest nauka? Moim zdaniem nie. Uwazam nauke za dosc dobrze okreslony sposob argumentacji i dzialania. Czy wiedza intuicyjna lub przenoszona przez naturalne mechanizmy spoleczne jest nauka? Jaka nauka jest naturalne bycie mechanizmow kultury? Nauka polega na okreslonej, nie zas na przypadkowej operacjonalizacji wiedzy. Problem ten jest obecny wsrod ludzi nauki i spolecznosci z nazwy "naukowych". Tkwi on w zwyklym mechanizmie wspolzycia spolecznego, o jeszcze zwierzecych korzeniach. Ale to, ze nauka ulega znieksztalceniom, ze pryzmat emocji czy automatyzmu osadow trzeba brac pod uwage w klarownym wytlumaczeniu zjawisk, jest elementem badan, nie zas narzedziem badawczym. Roznica polega na jakosci wytlukmaczenia. Mozna powiedziec "widze wiecej gwiazd przez teleskop" lub "teleskop powieksza" lub "obraz na siatkowce oka uzyskany przy zastosowaniu teleskopu obejmuje inny wycinek niebosklonu i w innej rozdzielczosci", "swiatlo biegnace przez soczewki teleskopu ulega pewnemu znieksztalceniu" etc. W momencie, kiedy mowimy o teleskopie, wazna jest tresc zjawiska, fakt. Dopoki mowimy o faktach, nie ma problemu. Kiedy jednak przychodzi do wytlumaczen, wszystkie chwyty sa dozwolone. Nauka opiera wytlumaczenia na faktach. Jezeli jednak zajmiemy sie sama stuktura wytlumaczen, obraz jest przerazajacy, bo wytlumaczenie musi byc zrozumiale i to jest problemem kultury. Mowiac o komunikowaniu idei z punktu widzenia odbiorcy pozbawionego bezposredniego doswiadczenia narazamy sie na smiesznosc, bo poruszamy sie po zestawie idei oderwanych od zrodla - od faktow. Kultura jest pelna irracjonalnych przeslanek i to odroznia ja od nauki. Ustalanie "prawd" to zadanie dla orwellowskiego "ministerstwa prawdy", ktorego podstawa jest potrzeba ograniczenia pracy umyslu do niezbednego, efektywnego optimum ewolucyjnego. Naukowy punkt widzenia stosuje inna zasade - liczy sie poznanie obiektu badan, nie zas elegancja formy komunikacji. Oczywiscie, elegancja komunikacji ma znaczenie w propagowaniu wiedzy, ale to juz troche inny problem, choc wielu matematykow nie zgodzi se z takim zdaniem. Podazajac za eleganckim wytlumaczeniem tracimy wiele z eksperymentu. Czy rzeczywiscie ciala niebieskie poruszaja sie po krzywych stozkowych? Takie to eleganckie, ze samo piekno mylone jest z prawda. A zatem zasieg stosowania i zgodnosci teorii z faktami jest najwazniejszy. Reszta to tylko filozofia. W teoriach naukowych wazna jest skala obowiazywania i sprawdzalnosc. Przenoszenie koncepcji z jednego pola na drugie to doskonale cwiczenie wyobrazni, ale jednak nie nauka. Nauka staje sie wtedy, kiedy ma zastosowanie (w sensie wytlumaczenia). Mozna np. zastosowac teorie pola Riemmana do ekonomii miast, ale to nie spowoduje, ze ekonomia stanie sie nauka. Nauka i wiedza to dwie rozne rzeczy. Ekonomista nie pracuje naukowo, lecz uczy sie fachu - uczy sie regul gry. Podkreslam jeszcze raz - czym innym jest sztuka gry, czym innym nauka, choc czesto ci sami ludzie uprawiaja i jedno i drugie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anglik Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 13:02 Jaki generator? Nic nie rozumiem. Może by tak jakieś łącze podpiąć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: winnie Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.kiel.gazeta.pl 29.06.04, 16:37 Hurrra! Dekonstruktywista zdekonspirowany! Próbowałam wgryźć się w Derridę i...załamka, nic nie rozumiałam. Taki geniusz i ja taka ciemna? Dopiero od profesora lingwistyki (mądry bardzo gość) usłyszałam - nie martw się, to bełkot, nikt tego nie rozumie, łącznie z autorem. Teraz jest dowód. Oklaski!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nico Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.ub.hu / *.ub.hu-berlin.de 29.06.04, 18:08 to naprawde cudowna wiadomosc dla wszystkich, ktorzy do tej pory tak strasznie sie z postmodernizmem meczyli. profesorowie (nie tylko od lingwistyki, jakies 98% np. takiego Uniwersytetu Jagiellonskiego) odetchnie nareszcie z ulga i zamknie ten ponury, metny i zawiklany rozdzial raz na zawsze. by powrocic do swiatlej drogi normalnego i logicznego rozwoju nauki, kultury i sztuki. postuluje natychmiastowy powrot np. wiarygodnych i powaznych powiesci historycznych. poezji klasycznej oczywiscie tez. nareszcie ktos zrobil porzadek (jeszcze zanim tak naprawde w naszym kraju ktos na dobre zapoznal sie z tymi bzdurami, przetlumaczyl to co od 20 lat nalezy juz do historii humanistyki. my unikniemy tych bledow!) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: conieco Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 17:23 Znalazlem ciekawy fragment w niniejszej dyskusji. Apeluje by przeslac go wszystkim urazonym naukowcom w Polsce zeby mieli w koncu cos konkrtetnego, czego moga sie trzymac (za te marne grosze jakie im placa). Oto cytat: "Problem z humanistami jest taki: „humaniści” z nieznanych mi powodów mają większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu. (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi) Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania." Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Jak zostać postmodernistą 29.06.04, 17:05 A nie jest to przypadkiem zabawa w zawiść, w wzajemne podkładanie świni postaciom popularnym, o pewnym było nie było ustalonym dorobku naukowym - różnorako, nawet i na tym forum ocenianym? Kiksy zdażały się każdemu dobremu naukowcowi, bo ichyba na tym między innymi polega naukowe dochodzenie prawdy - na błądzeniu, zmienianiu tez i wniosków itp. A coś mi się nie widzi żeby taka "Ameryka" czy "Precesja Simulakrów" były takim totalnym bełkotem - dla mnie osbiście tekstami były i przekonującymi i w pewnym sensie inspirującymi a McLuhana nadal cenię, chociażby za wprowadzenie pewnej świeżości we współczesne metody badawcze... Ale oczywiście mogą to być błedne wrażenia prostego człowieka zmanipulowanego przez tych fstrentnych postmodernistóf.... Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Jak zostać postmodernistą 29.06.04, 18:31 Najgorsze w teoriach jest to, że kiedy się już raz wymyśli coś sensownego i to zostaje uznane to pojawia się pokusa, żeby pójść dalej i dalej i dalej... i tak tworzy się bełkot, który już nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Rzeczony autorytet brnie dalej w nieskończoność, bo nie wypada mu zmienić zdania, albo sam siebie uznał za geniusza. Niestety, 99% teorii naukowych tak kończy, i dlatego nauka może się rozwijać- bo nikt nie ma ostatecznej racji. Chyba oczywiste było, że prędzej czy później nastąpi upadek posmodernizmu i wrócimy do miłej, ładnej i poukładanej rzeczywistości, aż ktoś znów nie wywróci jej do góry nogami. Odpowiedz Link Zgłoś
zielka derrida 30.06.04, 00:28 ech, blizni, jezdzicie na Derridzie jak na (cytat z mojego ojca) lysej kobyle. Ja nie chce go tutaj bronic, jest kilka jego rzeczy, ktore sie same bronia (vide: H. Staten, "Wittgenstein i Derrida", krytycznie prosze czytac, ale odnajdujemy kilka ciekawych intuicji). niemniej: prosze przyjrzec sie 'Imposturom intelektualnym' (jaki jest ten polski tytul? 'Modne bzdury'? a to dopiero modny tytul). Nie mam egzemplarza przed soba, ale pamietam, ze jako mlody czlowiek czytalam te ksiazke, bedac w fazie bardzo pro-analitycznej, szukalam zartow z Derridy i.. no, i nie znalazlam, po prostu. Z tego tez powodu, to znaczy z powodu braku osobistych atakow, Derrida zdecydowal sie napisac do Monda artykul jakos zaraz po publikacji (w 1997). Artykul, zgadzam sie, sredni. I w ogole, lepiej zeby go nie bylo. Ale prosze pamietac ze jedynym dla niego usprawiedliwieniem jest wlasnie fakt, ze Derrida nie jest atakowany (czy tez jest, w jednym malym miejscu marginalnym, cos mi sie widzi). Nie chce mi sie wracac do poprzedniej strony by sprawdzic co to za zuch spuszczal wode po Pierre Bourdieu. Biedny, maly przyjacielu. I co na takie spuszczanie na poziomie odpowiedziec? Jak mowili nasi wojujacy koledzy w maju 1968: "D'ou tu parles?!" uklony Odpowiedz Link Zgłoś
a.adas A Arystoteles miał bardzo ciekawe poglądy na 30.06.04, 02:21 niewolnictwo i rolę kobiet w społeczeństwie. Słuszne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Box Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.crowley.pl 30.06.04, 10:52 Wszystkim broniącym Derridy przypominam, że także wśrodowisku filozofów ("prawdziwych", chciałoby się dodać złośliwie...) jest ten pan postacią co najmniej kontrowersyjną. Opinia (przez kogoś tu cytowana), z gatunku "nie przejmuj się tym, że nie rozumiesz, co pisze Derrida - on sam też tego nie ruzmie" jest jedną z łagodniejszych w środowisku... Oczywiście - każda dziedzina naukowa (także konkretny nurt filozofii) musi dysponować swoim "warsztatem", którego jednym z elementów jest język (w tym - cały słownik używanych pojęć). Jeśli jednak słownik ten skonstruowany jest tak, że nikt poza auotrem i niewielką grupą jego "uczniów" nie jest w stanie zrozumieć sensu pisanego tekstu - to od razu widać, że "coś tu nie gra". Zajrzyjcie koniecznie na tę stronę z "generatorem postmodernistycznym". To niestety rozrywka tylko dla osób znających angielski, ale rozrywka przednia. Każdy, kto miał przyjemność (...) zetknąć się w czasie studiów czy pracy naukowej z tekstami postmoderny filozoficznej (a zwłaszcza dekonstruktywistów) przyzna, że parodia jest nie do odróżnienia od oryginału! Gdyby ktoś nie wiedział, że to "humbug" mógłby z powodzeniem uwierzyć, że to autentyczne teksty... Czytałem kiedyś taką historię o którymś z przedwojennych polskich chemików (bodaj Mościckim, ale nie jestem pewien...). Otóż ten pan miał asystenta lubującego się w "trudnym słownictwie". Kiedyś, po jakimś doświadczeniu, chemik powiedział do asystenta: "Panie X, proszę zapisać w dzienniku laboratoryjnym, że to doświadczenie wyraźnie potwierdza nasze przypuszczenia". A asystent zapisał: "Ten eksperyment ewidentnie weryfikuje nasze antycypacje". Ta sama treść, tylko wyrażona w bardziej skomplikowany sposób. Otóż w 90 proc. przypadków podawaną w ten sposób treść MOŻNA wyrazić prościej, za pomocą ogólnie zrozumiałego aparatu pojęciowego. Tylko że wtedy znacznie łatwiej byłoby dostrzec, że teksty pisane przez niekórych "wielkich" współczesnej filozofii są tekstami... dokładnie o niczym. Odpowiedz Link Zgłoś
a.adas Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 13:23 Oj, nawołujesz do PRAWDZIWEJ rewolucji w humanistyce, ba w każdej dziedzinie życia (choćby urzędy). Z czego ci specjaliści od "odkrywania" prostej rzeczy, późniejszego komplikowania całej sprawy, a następnie jej rozszyfrowywania będą żyć? Stracą podstawowe żródło zarobków. A poważnie, następna "rewolucja" bedzie pewnie reakcyjna i wsteczna, ciekawe jak zostanie opakowana. A moze pójdziemy dalej w gmatwaniu? > Ta sama treść, tylko wyrażona w bardziej skomplikowany sposób. Otóż w 90 proc. > przypadków podawaną w ten sposób treść MOŻNA wyrazić prościej, za pomocą > ogólnie zrozumiałego aparatu pojęciowego. Tylko że wtedy znacznie łatwiej > byłoby dostrzec, że teksty pisane przez niekórych "wielkich" współczesnej > filozofii są tekstami... dokładnie o niczym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blorkon Duże gównowate IP: 217.153.87.* 01.07.04, 02:34 Nie ma temu radości na słonecznej częsći. Kiedy, pytam, zgaduję jednocześnie - podstawowe problemy nie miną. Czy łatwiej posłużyć się nieskomplikowanym, by nie zanegowno zbyt łatwo? A czy mamy prawo do jasnego, jeśli ciemne na pstrym koniu jeździ? Te pytania stare jak nasza matka, kolebka od zarania, (chciało by się rzec - niewiarygodne!) postawione zostały. A co my z nimi jeśli nie wiemy? Pozdrawiam SŁONECZNYCH Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anzelm Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.ev1.net 30.06.04, 18:23 W ktorejs czesci wspomnien Feynmana jest sliczna historia o tym, jak RPF jest zaproszony na konferencje nt filozofii nauki. Uczestnicy posluguja sie tam okrutnie zawilym jezykiem, np: "Indywidualny przedstawiciel wspolnoty spolecznej czesto przyswaja informacje poprzez symboliczne kanaly wizualne" Co oznacza, ze "ludzie czytaja", itp. Wszystkie wyklady, pytania i dyskuscje byly stenotypowane, po konferencji stenotypistka zapytala Feynmana, kim on jest z zawodu. - Profesorem. - Pan nie moze byc profesorem, bo ja rozumialam wszystko, co pan mowil. Wszyscy pozostali sa profesorami - z ich wypowiedzi nie rozumialam ani slowa..." Odpowiedz Link Zgłoś
sutekh1 Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 12:02 większość wpisów to gówniarsko-niekonkretne wpisy .najgorsze gówno projektują tu ci co to usłyszeli od doktorka że 'derrida to bełkot nie martw siękochanie ja też nie rozumiem'(bo nikt ci nawet nie pomógł zrozumieć bezargumentowy ignorancie.co ciekawe prawdopodobnie większość z oponentów new language w humanistyce chcą prawd prostych i sloganowych jakimi postmodernistyczne wg nich:pierdoły - nie mogą być bo są zbyt skomplikowane. to już od setek lat widać że język naukowy humanistyki i jęz. filozoficzny spiralująsię i komplikują do granic absurdu ale i można to zrozumieć i magiczne to jest (vide przyjemność textu). tajemnica pewnie dla was nieodkrytą jest to że musicie znaleźć sobie enemies by na forum powiedzieć nie co w realności cholernie dotykalnej wam nie wyjdzie ani nie ujdzie.szkoda czasu na tłumaczenie wam dlaczego lepiej kręcić porno.taka gotowość do intelektualności to katastrofa pseudoedukacji kabaretowej... Odpowiedz Link Zgłoś
a.adas Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 12:59 Sorry, jak rozumiem Tobie trzeba pomagać w rozumieniu tekstu. Przecież to kpina z Twojego i mojego intelektu. Twój tekst jest pewnie z założenia postmodernistyczny, a i tak zawiera najważniejsze zarzuty (o pychę i niekomunikatywnosć). Potwierdzasz tylko poprzedni post. Nie wiesz gdzie? Proszę bardzo: to już od setek lat > widać że język naukowy humanistyki i jęz. filozoficzny spiralująsię i > komplikują do granic absurdu ale i można to zrozumieć i magiczne to jest (vide > przyjemność textu). > tajemnica pewnie dla was nieodkrytą Czytam te posty i nikt nie poruszył najbardziej fascynujacego tematu w tej sprawie. Najpierw ktoś napisał, z założenia bełkotliwy i ironiczny, artykuł do prestiżowego ponoć periodyku. Potem go opublikowano i nikt nie zareagował. Czyli a) tak naprawdę nikt nie czyta tego magazynu mądrości b) przeczytano i przyjęto bez zastrzeżeń c) przeczytano i coś nie pasowało, ale paanowie prafoserowie woleli się nie wychylać w środowisku, jeszcze palnę coś głupiego d) przyjęto to jako konkurencyjny bełkot i lepiej się nie wychylać, bo tylko stwierdzę swą własną miałkość oraz ujawnię własne oszustwo itd. Jako totalny idiota błagam o zweryfikowanie następującego tematu: "Nieprzystawalność tradycyjnych teorii znaków wobec problemu współczesnej mysli socjologiczno - rytmicznej w oparciu o badania przeprowadzone na populacji ludzkiej Bieguna Północnego" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DSD Re: Jak zostać postmodernistą IP: 212.33.88.* 30.06.04, 16:29 > szkoda czasu na tłumaczenie wam dlaczego lepiej kręcić porno Bo się więcej zarobi niż na filozofii i naukach ścisłych wziętych do kupy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czapski Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.utp.pl 22.08.04, 09:10 Prosze Cię zanim zaczniesz kogoś wyzywać o zaprzestanie używania makaronizmów, a przdd lekturą wielkopomnych dzieł małe spotkanie ze słownikiem języka polskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jami46 Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.chomiczowka.net.pl 30.06.04, 16:07 w Polsce takim idealnym intelektualistą do "obśmiania" jest Zygmunt Bauman i wszystkie jego prace na temat "postnowoczesności" gdzie bełkot goni bełkot Odpowiedz Link Zgłoś
krzywuj Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 16:53 Żadna filozofia nigdy i nigdzie mi nie wchodziła. Na diabła wymyślać milion definicji tego samego, które właściwie różnią się tylko stopniem zbełkocenia i ścigają na ilość przemadrych słów? Bo co to do cholery jest "zjawisko intersubiektywnie obserwowalne"???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lu Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 09:40 zjawisko intersubiektywnie obserwowalne to takie które zaobserwowac mogą wszyscy :) kiedyś miałam problemy z zaliczeniem na uczelni, odpowiadałam z mikrostruktur społecznych i pani dr powiedziała: "no tak, pani to wszystko rozumie i wie...tylko język nie ten..." odesłała, żebym się nauczyła języka i przyszła za tydzień... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ZZZZZZZZZZZZZZZZZZ ZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZZ IP: *.waw.prince.pl / 212.160.146.* 30.06.04, 17:09 Problem z humanistami jest taki: „humaniści” z nieznanych mi powodów mają większy posłuch i to oni w większości kreują nasz obraz świata – obraz z gruntu błędny (a ponieważ jest on błędny należy go wyplenić) – nie dlatego, że któryś się myli czy nie, ale dlatego, że jest oparty na wyimaginowanych przez nich bytach, na podstawie których wyciągają wnioski, które ni jak nie mają w większości związku z rzeczywistością (czyli fizyką) – one po prostu nie opisują poprawnie otaczającego nas świata bo są wydumanymi bytami opisującymi teoretyczny świat (świat powstały w głowie danego „myśliciela”) . Problem jest taki, że te teorie próbują tłumaczyć rzeczy dla nas dość ważne i ja nie chcę by mi wmawiano głupoty – I WSZYSTKIE TE TEORIE PO KOLEI OKAZUJĄ SIĘ NIC NIE WARTE i często nie z innego powodu, ale dlatego, że zmienia się oda w myśleniu. (wiem, że mówienie wszystkie jest sporo na wyrost, ale tak lepiej brzmi) Dodam, że oczywiście nie mam problemu z teoriami powstałymi na podstawie obserwacji i logicznego (naprawdę) rozumowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: łyżeczka Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.net 30.06.04, 17:25 Derrida, Lacan, Kristeva... miałam dziś zaliczenie z tekstów tych państwa (i nie tylko) i bardzo mi miło, że moje osobiste przekonania co do ich wartości znajdują potwierdzenie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: conico Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.04, 17:37 Dopiero teraz "znalazly potwierdzenie"? Na przyszlosc proponuje - spytaj kogos wczesniej:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Królowa Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.lond.broadband.ntl.com 30.06.04, 18:10 Slowa uznania i sympatii dla Monadina. Zadko spotykana na lamach netu kultura konwersacji. Dziékujé Odpowiedz Link Zgłoś
ola Re: Jak zostać postmodernistą 30.06.04, 18:31 w srodowisku historkow sztuki nikt jeszcze na to nie wpadl. serio. albo boi sie przyznac. czasem mam wrazenie, ze postmodernistyczny belkot jest rodzajem szpanu: ale jestem madry, znam tyle madrych slow na opisanie tego jajka na kwadratowym cokole czy dziury w blejtramie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LEM Re: Jak zostać postmodernistą IP: 217.153.87.* 01.07.04, 02:19 Jeśli spojrzymy wnikliwie na świat nauki zobaczymy jak wiele jest tam hipokryzji. Dużo można by mówić. Ale ludzie niestety pozostaną ułomni. Mojej nauczycielce fizyki zdarzyło się raz powiedzieć "załóżmy że 20 = 30, albo nie , to może akurat nie jest dobry przykład". Ale przynajmniej była sympatyczna. No i zaraz potem nazwała swoją wypowiedź idiotyzmem. Kogo jeszcze dziś na to stać? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: łyżeczka Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.net 01.07.04, 10:18 Po prostu miło mi, że nie jestem sama. Skoro Derrida sam nie wiedział o czym pisze, to ja już nie czuję się zobowiązana by mieć o tym jakies pojęcie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: przecinek Re: Jak zostać postmodernistą IP: 195.62.151.* 01.07.04, 08:17 niedawno mial podobny skandal ale na "terenie" fizyki - dwu francuzow, nie pamietam nazwisk :( opublikowali artykul nt tzw. teorii strun - wszyscy sie tym strasznie zachwycali dopoki nie okazalo sie ze to kompletny belkot. nikt wiec nie jest bez winy;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cherry Lacana, Derrida, Deleuze'a, Kristeva IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 01.07.04, 10:07 "(...)cytując najwybitniejszych francuskich intelektualistów (Lacana, Derrida, Deleuze'a, Kristeva)" A kto to jest Derrid i Kristev? (skoro Lacana i Deleuze'a juz odmieniliśmy...) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ola Re: Jak zostać postmodernistą IP: 213.17.133.* 01.07.04, 11:32 pamietam iz kiedys na zajeciach z kulturoznawstwa na uj (przedmiot teoria kultury)z nabożna czcią czytaliśmy tekst liotarda "kondycja postmodernistyczna" dr. l. i mrg d. twierdzili, iz jeżeli nie znasz tego tekstu to jesteś ignorantem bowiem to fundament współczesnej mysli. sokal dowiódł iz to jedna wielka bzdura gdyż liotard udawadniajac swoje tezy posługiwał sie dowodami z nauk ścisłych których po prostu nie rozumiał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cherry masz zapewne na mysli Lyotarda IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 01.07.04, 12:49 :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bobofruit Re: masz zapewne na mysli Lyotarda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 17:11 Masz na myśli zapewne "Kondycję ponowoczesną", bo taki jest polski tytuł. No cóż, trudno wytłumaczyć kompletnym ignorantom, jak bardzo się mylą. Niektórzy moi znajomi humaniści nie pojmą znaczenia równań Maxwella, nie poznają rachunku różniczkowego, bladego pojęcia nie będa mieli co to zbiór Mandelbrodta. I mogą posługiwać się fałszywymi analogiami do tzw. nauk ścisłych. Niektórzy. Niektórzy fizycy znają zapewne jedynie logikę dwuwartościową, przestarzałą semiotykę, wierzą w pozytywistyczny model nauki, staromodny model tekstu naukowego jako pudełka dla przenoszenia "obiektywnego" sensu, mylą intencję z intencjonalnością, bo: lekturę Kanta zakończyli na 20 stronie pierwszej krytyki, pominęli Hegla, naiwnie przeczytali Nietzschego, nie zajrzeli nawet do Husserla, więc Heidegger ich przeraził, zapomnijmy o Austinie i Searlu. Nie posiadają minimum niezbędędnego wykształcenia by czytać ze zrozumieniem takiego Derridę. I na podstawie zasłyszanych ogólników mogą stawiać jego pismom fałszywe zarzuty. Na szczęście - tylko niektórzy :) Tzw. nauki szczegółowe same w sobie nie potrzebują filozofii nauki. Naukowiec nie musi być filozofem nauki. Ale powinien ostrożniej wchodzić na obcy teren, jeśli już musi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: as31 Taka np. fizyka wszystkiego nie opisze i nie może IP: 194.181.190.* 01.07.04, 13:58 mieć takich ambicji, ale postmodernizm to po prostu bełkot. Produkują go albo spryciarze od "szat króla", albo autentyczni idioci, wierzący w swoje posłanie (taka wyspecjalizowana grafomania) albo różne kombinacje tych dwóch typów .Bełkot ten jednak jest b. przydatny ruchom z mętną, bełkotliwą ideologią, jak n.p. alterglobaliści, zaawansowane feministki(ści), zieloni- postępowi,etc - on wszystko relatywizuje i wszystko można nim uzasadnić. Jeśli te ruchy sterowane są przez ludzi, którzy dobrze wiedzą, czego chcą (a tak bywa), to wygodne jest ukrywanie ich prawdziwych celów pod tą grubą i miękką pierzynką bełkotu. Ale na ogół, tak jak tym krawcom, chodzi po prostu o kasę, o władzę... Grafomanom chodzi o sławę i prestiż, ale to się też przelicza na kasę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tmg Re: Taka np. fizyka wszystkiego nie opisze i nie IP: *.ath.cx 04.08.04, 19:00 ...a takze takim jak np: masoneria, performerzy, wielcy krawcy itd. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: będącmłodądoktorką Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.plj.com.pl 01.07.04, 16:39 nie rozumiem tego oburzania sie na sposob funkcjonowania nauki i licytacje, który kierunek jest wieksza sciema. 'Szukanie prawdy' to metoda prob i bledow, przy ktorej zroznicowanie dyskursow (excusez le mot) jest całkowicie normalne, ryzyko bzdury ogromne, i – na szczescie - nie ma zadnej mozliwosci ustanowienia, co jest słuszne, a co niesluszne, i kto ma falszywa świadomość, a kto samowiedze. Zwolennicy spiskowej teorii, wedlug której rzesze szarlatanow z premedytacja efektownie belkocza zeby zachowac cieple posadki, niech sie lepiej zastanowia, dlaczego ci zadni slawy panowie i panie nie zajeli sie czyms bardziej intratnym. Gorsze jest to, ze placowki naukowe przyciagaja rozmaite dziwne osoby, dla których niezobowiązujący styl 'pracy badawczej' jest swietna okazja do realizacji skłonnosci, ktore gdzie indziej zostalyby po bozemu wykluczone przez rozne opresywne i patriarchalne mechanizmy :)) A powaznie: jeśli ktos jest rzetelny, pracowity, ma warsztat, dobre intencje, zdrowy rozsadek i przede wszystkim wspomniane już przez kogos jaja, to niech sobie pisze. O wlasnie: Sokal i Bricmont, w przeciwieństwie do Francuzow, przynajmniej udaja, ze je maja :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zdzisek Re: Jak zostać postmodernistą IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.04, 17:28 Ale jaja!Można by pomyśleć, że ktoś z obecnych ma jakąś definicję prawdy – czy nawet Prawdy (olewając oczywiście klasyczną definicję w związku z „rzeczywistością”) Trzeba by może pogodzić się z tym, że nie wszystko, czego nie rozumiemy jest kompletnym szajsem . Derrida to już klasyk, (czego o autorach „Modnych bzdur” napisać nie można no chyba żeby wymyślić jakąś nową kategorię , no powiedzmy : – wkurzeni naukowcy zakochani w klasycznym dyskursie filozoficzno- naukowym bez znaczących osiągnięć we własnej dziedzinie i bardzo potrzebujących pieniędzy – konieczny jest także kompletny brak wyobraźni [im wystarcza wyobraźni tylko do tego żeby za bardzo nie czepiać się Derridy] Oczywiście że i wśród postmodernistycznej czy posstrukturalistycznej gromady znajdą się także i oszołomy ale gdzie ich nie ma? Rzecz w tym że Derrida podcina nogi „prawdzie” i „pewności” ( poruszając się w poszukiwaniu innej drogi raz na przełaj a raz drogą dłuższą i skomplikowaną) Śledzenie tej drogi to dopiero jest zabawa (i gra oczywiście)ale z drugiej strony trudno się dziwić że lekko zasiedziali funkcjonariusze kontroli drogowej mają mu za złe że porusza się wbrew zasadom .Derrida uchylił okno i wpuszcza do zachodniej metafizyki (jeśli jej wcześniej nie przejedzie) coś czego tam dawno nie było – świeże powietrze i wyobraźnię , czego i innym życzę . Pozdrawiając kol. Monad i na spadam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paskuda Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa i IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:30 i prawa. Nie tylko niektorzy postmodernisci belkoca, ich niektorzy przeciwnicy tez... Nawet jesli nie zawsze zgadzam sie z Deriida, zycze standardu myslenia Derridy paru tu dyskutujacym... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paskuda Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa i IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:30 i prawa. Nie tylko niektorzy postmodernisci belkoca, ich niektorzy przeciwnicy tez... Nawet jesli nie zawsze zgadzam sie z Deriida, zycze standardu myslenia Derridy paru tu dyskutujacym... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paskuda Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa i IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:36 i prawa. Nie tylko niektorzy postmodernisci belkoca, ich niektorzy przeciwnicy tez... Nawet jesli nie zawsze zgadzam sie z Deriida, zycze standardu myslenia Derridy paru tu dyskutujacym... Swoja droga skandalizowanie jest modne takze wsrod znudzonoych rutyna akademikow, jest to zabieg ozywczy i pozadany, tyle ze idea wychodzac na ulice, zamieniac sie nieco w groteska... i tym razem, co usilnie udowadnia paru tu dyskutantow... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paskuda Re: Gora Zdzisiek czyli unkanie oszolomow z lewa IP: *.eastlink.ca 01.07.04, 23:42 Nie wiem co sie dzeije, ale ze zdumienim odkrywam, ze w trzech postacich objawia sie moje slowo. Nie dane mi widac byla cnota skromnosci Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamuna ha - ha - ha IP: 80.48.129.* 02.07.04, 03:01 bardzo się cieszycie, że już nie trzeba rozumieć, bo "on sam nie wiedział o co chodzi", prawda? przecież jeśli idiota uważa, że "Pegaz" to "głupi program" to nie czyni tego dlatego, że przetrawił zawartość intelektualną programu, tylko po prostu dlatego, że ani w ząb nie rozumie tego, co widzi i nie wie, o co chodzi irytacja jest nieodłącznym towarzyszem niezrozumienia jak też kompleksy i dzika radocha, że "dokopali profesorkom" smutne to, ten inżynierkowaty Sokal wytykający "mundrym" że są głupi, smutni Wy, przyklaskujący radośnie, bo już nie trzeba czytać "Trudnej Książki". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamuna P.S. Re: ha - ha - ha IP: 80.48.129.* 02.07.04, 03:04 Generator zabawny, ale nie piszcie bzdur, że jego produkcje są "nie do odróżnienia" od prawdziwych artykułów - bez przesady, nie ma się co tak podniecać, mili moi. Odpowiedz Link Zgłoś
sutekh1 Re: Jak zostać postmodernistą 02.07.04, 10:41 chaos i oburzenie. jesli sie nie chce czytać to się nie zabiera za to i koniec . DEFINICJA PRAWDY (DLA WIEKSZOSCI TYCH CO SIĘ TU WPISYWALI): PRAWDA TO TO CO WIDAĆ. TO ZUPEŁNIE BZDURNE STWIERDZENIA nie rozumiał co pisał, aty rozumiesz cokolwiek z tego co napiszesz?powtarzam: w większości tych krótszych wypowiedzi nie ma żadnych argumentów na realną bełkotliwość tekstów wymienionych autorów, brak argumentacji na wskazaną obecność/zawartość bełkotu w... wcale nie zawarłem w swojej wypowiedzi potwierdzających "przyznań" że teksty są splątane -to dla was one są splątane i sie tyym delektujecie wraz z agresywnym odrzuceniem ich(pewnie tak samo odrzucacaie a. samsona po oskarżeniu go o pedofilię-calkiem nieźle skrojone wiązki informacji przez dziennikarzy np.TROJKI).ja czytam "kres pewności"prigogine'a studiując filo pol. i rozumiem cóś- trzeba tylko otworzyć sie na rozumienie . derrida zaś opisuje bardzo podstawowe rzeczy językiem nie-starożytnym którego też pewnie nie lubicie bo klasyczność niemodna. najciekawsze że na uczelniach (przynajmniej tych peryferyjnych-jak ta na której ja)pocxhwala się kolejne komentarze do uznanych dzieł a drążeń w poszukiwaniu nowego czegos nie dopuszxcza sie do zaistnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
jenisiej Przecież to wszystko jest oczywiste 02.07.04, 14:29 Właśnie piszę dłuższy tekst na ten temat: "Róg obfitości kontra puszka Pandory. Genderowe ujęcie diachronii fraktalnych struktur paradygmatów poznawczych w kulturach ternarnych w oparciu o postjungowską reinterpretację teorii strun." Trochę się zaciąłem na teorii strun - może ktoś zna jakieś zgrabne jej streszczenie (2-3 strony, bez matematyki)? Doznałem intuicyjnego wglądu, że jest ona kluczem do tego i wielu innych zagadnień. Pozdrawiam humanistów. Scjentystów zresztą też. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamuna najgorsze IP: 80.48.129.* 02.07.04, 15:21 walka o to, żeby autorzy starali się być zrozumiali, jest zjawiskiem pozytywnym, ale... najgorsze jest to, że tego typu żarty stają się wymówką dla matołów albo po prostu leniwych, że nie muszą się starać niczego zrozumieć, bo "autor sam nie wie, o czym pisze" Odpowiedz Link Zgłoś