Dodaj do ulubionych

wątek leczenia uzależnień

09.08.14, 00:14
(dla anonimowych książkoholików)
Mam na imię spinoff i jestem książkoholikiem. (Cześć spinoff!). Upadałem niezliczoną ilość razy, pierwszy raz w wieku 8 lat. Teraz mam 46 i od 6 staram się nie czytać. Do książek zaglądam już wyłącznie siłą bezwładności. Hamulec w każdym razie już zaciągnąłem, ale ponieważ jechałem dosyć szybko, z prędkością około 120 książek/rok, to droga hamowania musi być odpowiednio długa. Stopniowo wytracam szybkość. Z roku na rok czytam coraz mniej, za to z coraz większym obrzydzeniem. Jest to już wszelako ten stan, w którym robi się niedobrze od przeciążeń. Lada moment zacznę rzygać. Ale to normalne przy odstawieniu, to tak musi wyglądać. Trzeba przez to przejść.
Znam sporo książkoholików. Na wielu przykładach mogłem obserwować, do jakiego stanu książka potrafi doprowadzić człowieka i co zrobić z jego życiem. Któregoś dnia poważnie zaniemogłem i wtedy też zadałem sobie pytanie: a gdyby lekarz dawał ci maksimum rok życia, i ani dnia więcej, czy choć jedną godzinę z tej resztki swego istnienia poświęciłbyś książkom? Otóż nie, chciałbym je wszystkie spędzić z ludźmi, których znam i kocham, z prawdziwymi ludźmi, żywymi, w realnym świecie, w trzeźwości... Starałem się więc zerwać z nałogiem, uwolnić od niego. I właśnie tego dokonałem. A skoro udało się mnie, to każdemu może się udać. Nie poddawajcie się bez walki!
Obserwuj wątek
    • eeela Re: wątek leczenia uzależnień 09.08.14, 01:13
      Spinoffie, każda używka ma to do siebie, że spożywana w ilościach umiarkowanych może uprzyjemniać życie, a gdy zamienia się niekontrolowany nałóg, zaczyna to życie uprzykrzać :-)

      Mnie się wydaje, że znalazłam w miarę zdrowy i przyjemny dla siebie balans. A w każdym razie ułatwiający brnięcie przez życie na tym padole. Ale ja nigdy nie czytałam 120 książek rocznie ;-)

      Jeśli jednak uważasz, że jest ci potrzebne całkowite odstawienie używki dla własnego zdrowia, postaramy się oczywiście ciebie wspierać, niemniej nie licz na to, że z uwagi na twoje dobro przestaniemy o niej rozmawiać, bo to w końcu forum dla książkomanów z wyboru!
      • solaris_1971 Re: wątek leczenia uzależnień 13.08.14, 12:32
        Ja mam ostatnio taka "faze" jak Spinoff ze moglabym czytac bez przerwy. Zrezygnowalam nawet z mojego innego czasochlonnego hobby, mianowicie gotowania i wczoraj kupilam sobie w sklepie gotowe tortelloni. Wrzuca sie na wrzaca wode i po 3 minutach gotowe.
        W zamrazalniku mam pare inych gotowcow.
        Nic z tym nie robie, czekam az samo przejdzie.
        To chyba przez pogode, ciagle leje deszcz. To sprzyja siedzeniu w domu i czytaniu.
    • bookworm Re: wątek leczenia uzależnień 13.08.14, 16:37
      Bez przesady. Moja mama czyta (chociaż bardziej odpowiednie określenie to "pochłania") średnio 200-300 książek i nie ma objawów uzależnienia ani odstawienia (jeżeli np. przez kilka dni nie będzie miała dostępu do książki).
      W międzyczasie dociąga do emerytury i sprawia wrażenie całkiem szczęśliwej osoby. Kilka lat temu jej szczęście osiągnęło kolejny szczyt, gdy stała się szczęśliwą posiadaczką Kindla (teraz nie musi wydawać tyle pieniędzy i nosić ze sobą opasłych tomów).

      Wszystko jest kwestią podejścia i toleranacji organizmu.

      No chyba, że ktoś całe życie, wszelkie relacje międzyludzkie i każdą chwilę poświęca na czytanie. Ale to nie problem książek, tylko problem tego konkretnego człowieka.
      • sebalda Re: wątek leczenia uzależnień 13.08.14, 16:54
        A może to problem ciężkostrawności pochłanianej strawy? Może dochodząca emerytury mama czyta bardziej lekkostrawne rzeczy? Albo stosuje płodozmian? Wiem, nie jest lekko wziąć do ręki coś rozrywkowego, gdy czyta się tylko z najwyższej półki, gdy gardzi się pisarkami (bo są kobietami, więc nie mogą pisać dobrze), ale może łatwiej wyjść z nałogu twarde narkotyki, zastępując miękkimi?
        Oczywiście sama nie wierzę w to, że weźmiesz pod uwagę moje rady, ale może ktoś mniej wyrafinowany, a też zmęczony nałogowym czytaniem, skorzysta? Ja tak robię i bardzo sobie chwalę. Po lekturze Karpowicza jeszcze bardziej doceniam Cormacka McCarthy'ego na przykład.
        • kalllka Re: wątek leczenia uzależnień 13.08.14, 17:14
          Z desperackiej postawy spinoffa wynika, ze traktuje swoje hobby jak powszechne uzależnienie.
          Stad jego hasła traktujące czytanie jak narkotyk (opium dla ludu) tak sobie myśle, ze
          Nazbyt osobisty stosunek do siebie grozi mania wielkości , radykalizmem wypowiedzi... Wręcz katastrofa budowlana!
          ( zwłaszcza gdy osobnik jest spin doctorem...w stanie spoczynku:)
      • eeela Re: wątek leczenia uzależnień 13.08.14, 21:02
        Ale to nie problem książek, tylko problem tego konkretnego c
        > złowieka.

        Ano właśnie :-) Jeden będzie poświęcał cały swój wolny czas na upijanie się w sztok i spóźniał do pracy, drugi będzie tłoczył w siebie alkohol przez cały wieczór, ale do pracy przyjdzie na czas i dobrze ją wykona, znajdzie czas na hobby i spotkania z przyjaciółmi.

        Ja książkowe pijaństwo mam w zasadzie za sobą, tak jak młodzieńczy alkoholizm. Z rzadka tylko podczas degustacji zachwycam się tak, że wpadam w kilkudniowy ciąg ;-) W ogóle nauczyłam się kontrolować większość swoich nałogów. Jedynym, z którym wciąż się zmagam, żeby utrzymać go w stanie jakiego takiego balansu, są fora internetowe ;-)
    • Gość: brnXB Re: wątek leczenia uzależnień IP: *.adsl.inetia.pl 13.08.14, 19:06
      "Z roku na rok czytam coraz mniej, za to z coraz większym obrzydzeniem."

      Haha!

      "a gdyby lekarz dawał ci maksimum rok życia, i ani dnia więcej, czy choć jedną godzinę z tej resztki swego istnienia poświęciłbyś książkom? "

      Ciekawe pytanie. Powinien je sobie zadać każdy czytelnik... by pojąć w jakie szambo wchodzi za każdym razem gdy zasiada w fotelu i beztrosko rozchyla stronice kolejnej książki.
      Co do mnie - jestem akurat w fazie ostrego ćpania.
      Tracę na to czas, zdrowie (bo spędzam je przy używce zamiast np. przy sporcie), a już na pewno pieniądze.

      "A skoro udało się mnie, to każdemu może się udać. Nie poddawajcie się bez walki!"

      Nie wstyd Ci chwalić się wychodzeniem z nałogu, podczas gdy jednocześnie chamsko, bezlitośnie wpędzałeś w nie innych?
      Ludzie, nie rzucam bezpodstawnych kalumnii... jakiś czas temu spinoff dał mi namiary na kilka nazwisk (Bernhard, Miller, Pessoa i inni). Pochopnie mu zawierzyłem i sprawdziłem czy mocny mają 'stuff', myśląc że nic mi po tym nie będzie... Myliłem się!
      A że nie są łatwo dostępni w lokalnej placówce, to muszę co miesiąc wykładać kolejne sumy by nabywać kolejne ich wyroby. W końcu, przed wypłatą brakowało mi już na życie towarzyskie, na wódkę. Więc musiałem tkwić w domu pochłaniając ich produkty co je szybko wyczerpało i zrodziło głód kolejnych. To jakieś błędne koło ku.... Dziś też czekam na paczkę z poczty... nie szło sobie tego odmówić, kolejny raz musiałem dać folgę swemu pragnieniu.
      • sebalda Re: wątek leczenia uzależnień 13.08.14, 22:34
        Na wszystko można znaleźć sposób: nie tracę czasu na lekturę, bo czytam głównie w autobusach, codziennie ca 3 h, bo tyle zajmuje mi dojazd do i z pracy. Umiem się całkowicie wyłączyć, długie lata praktyki. Gdybym nie czytała, jakże bezproduktywny byłby to czas, jaka strata.
        Pieniędzy nie wydaję, bo mam dobrze zaopatrzoną bibliotekę, w której nawet mogę składać zamówienia, bo zdążyłam się zaprzyjaźnić z panią kierowniczką:) Do tego krąg czytających znajomych, których stać na zakup i którzy chętnie pożyczają książki, czasami prezenty, gdy na czymś zależy mi szczególnie. Grunt to umieć się ustawić z nałogiem;)
      • spinoff I Ty, Brutusie... 13.08.14, 22:52
        Toż sam mnie prosiłeś o pomoc w znalezieniu "towaru"! A co ja, Kotański jestem? Ja liberał z krwi i kości, jak ktoś chce brać, niech bierze - jego zdrowie, jego życie! Poza tym ćpałeś Huelbequa (nigdy się tego nazwiska nie nauczę), a to jak kompot przy czystej heroinie, albo jak likierek przy spirytusie. Więc skoro już musisz chlać, to lepiej tych, których H. przepisuje i rozwadnia.
        A jeśli chodzi o koszta, to z wymienionych autorów prawdopodobnie sporo odzyskasz, jeśli nie zniszczysz, a zechcesz się pozbyć. To czasem jest zabawne, bo jak pamiętam, to np. za Pasaże Benjamina i Zeszyty Ciorana, płaciłem po kilkadziesiąt złotych, a kilka lat później sprzedałem oba za sześć stów, i potem jeszcze jakieś wino dostałem w podzięce (wypiłem ze smakiem, ale się nie znam). To nie jest towar z biedronki; bardzo skromne nakłady, więc szybko się wyczerpują. Potem przychodzi ktoś w gości, właściwie całkiem obcy, podchodzi do biblioteczki i szlus, już go stamtąd nie odciągniesz, musisz mu opchnąć jakieś fanty na odczepnego...
        • solaris_1971 Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 00:56
          Bookworm :
          "Bez przesady. Moja mama czyta (chociaż bardziej odpowiednie określenie to "pochłania") średnio 200-300 książek i nie ma objawów uzależnienia ani odstawienia (jeżeli np. przez kilka dni nie będzie miała dostępu do książki). "

          Czyli trzeba by najpierw sprecyzowac co to jest w tym przypadku uzaleznienie.
          Ja nie czytam od 2 dni i pojawiaja sie objawy odstawienia : wyrzuty sumienia ze nie czytalam ( a nie czytalam bo sprzatalam, gotowalam i zrobilam mnostwo innych porzytecznych rzeczy ).Ciagle ( moze obsesyjnie ?) mysle o ksiazkach. O tym co przeczytac, kiedy. No i gnebiaca mnie mysl, ze wszystkiego tego czego chce i tak nie przeczytam. Zycie za krotkie.
          • spinoff Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 01:10
            Ja pisałem o odstawieniu NA STAŁE, czyli po prostu kończę z tym, stopniowo, ale już na zawsze. I wtedy najgorsza wcale nie jest myśl, że coś cię omija, ani obawa, że czegoś będzie ci brak. Najgorsza jest świadomość, ile ze swego krótkiego życia oddało się książkom. I gdy sobie to z grubsza liczę, te wszystkie godziny spędzone ze wzrokiem utkwionym w słowach, słowach, słowach... to chce mi się płakać.
            • eeela Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 01:27
              Na forum robisz to samo, tylko bardziej interaktywnie :-)
              • spinoff Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 01:45
                Bo co? Bo tu też są słowa i dlatego to jest "to samo"?
                • eeela Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 01:56
                  I też siedzisz z wzrokiem w nich utkwionym ;-)
                  • spinoff Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 02:01
                    Ale TE słowa to ludzie. Mam wzrok utkwiony w żywych ludziach.
                    • eeela Re: I Ty, Brutusie... 15.08.14, 02:56
                      Ja oprócz czytania o wymyślonych, wymyślam też własnych, i sama czasami aż się gubię, którzy są ci prawdziwi ;-)
                      • solaris_1971 do Spinoffa 17.08.14, 17:35
                        Mam do Ciebie takie pytanie : CO ( i to tak konkretnie ) proponujesz zamiast tego nuzacego, odmozdzajacego czytania w wolnym czasie ? Napisz konkretnie CZYM zastapiles czytanie.
                        • spinoff zagadka 17.08.14, 23:16
                          Nic ci nie przychodzi do głowy? Rozglądasz się i nic? No to nie wiem, może jesteś eremitą na pustyni... Nie mogę pomóc, ale mogę powtórzyć literacką zagadkę, którą zamieściłem chyba kiedyś na blogu:
                          Bohater pewnej powieści, za namową polskiego żołnierza, udał się do Indii w poszukiwaniu mądrości. Zamieszkał tam w klasztorze i studiował mądre księgi. Po jakimś czasie poszedł do mistrza i zapytał: mistrzu, czy jestem już wystarczająco mądry, by wracać do domu? Mistrz odpowiedział: jeśli pytasz, to nie jesteś. Czytał więc kolejne księgi. A potem znów szedł do mistrza zapytać, czy jest już dość mądry, by wracać. Mistrz odpowiadał: jeśli pytasz, to nie jesteś. W końcu zirytowany mistrz kazał bohaterowi udać się do samotni wysoko w górach i zostać tam aż nie zmądrzeje. Mężczyzna wziął tyle książek, ile był w stanie unieść i poszedł.
                          Siedział w tej samotni, czytał i czytał, ale wciąż nie wiedział, czy jest już mądry. Przyszły mrozy i spadł śnieg, a on wciąż nie wiedział, czy zmądrzał. Skończyło mu się drewno i prowiant, wygłodniały, zziębnięty, był już właściwie pogodzony ze śmiercią. Ale czy zmądrzał? Nie wiedział. Na koniec, by podtrzymać ogień zrozpaczony wrzucił do niego nawet swoje księgi. I tak patrząc w płomienie, i czując jak ciepło wypełnia mu ciało i osusza łzy, zmądrzał, mógł wracać do życia.
                          Kto wymyślił tę pouczającą przypowieść?
                          • solaris_1971 Re: zagadka 18.08.14, 14:05
                            Nie chodzilo mi o zagadki tylko , jak wyraznie zaznaczylam, o konkretna odpowiedz.
                            • zwany_kiedys_drussem Re: zagadka 18.08.14, 15:09
                              Spinoff proponuje palenie ognisk z książek - taka milutka rozrywka, dość dobrze przećwiczona w historii. Uwaga! To tylko żart sytuacyjny.
                              Zaczynam bać się swoich 46. urodzin - to już za 3 lata...
                            • eeela Re: zagadka 18.08.14, 15:15
                              Odpowiadanie zagadkami to może być jedna z tych oznak przedawkowania literatury ;-)
                              • solaris_1971 Re: zagadka 18.08.14, 15:57
                                Taak, zagadki, przypowiesci i NIC konkretnego.

                                W ten sposob skonstruowana jest ksiazka Bucaya " Dejame que te cuente ", niestety nie pamietam polskiego tytulu. Przychodzi pacjent do terapeuty i opowiada mu o swoim problemie. A terapeuta nie daje konkretnej rady tylko opowiada przypowiesc z ktorej pacjent sam ma wysnuc wniosek.

                                Czytalam ksiazke w ramach nauki hiszpanskiego, jest napisana prostym jezykiem. Ale tak sobie pomyslalam, ze mnie na miejscu pacjenta taka terapia dzialaby na nerwy.

                                Jak teraz Spinoff.
                                • eeela Re: zagadka 18.08.14, 16:02
                                  Są różne rodzaje terapii, może i takie, w których wolno dawać rady pacjentom, ale ta, w której uczestniczyłam (i bardzo ją sobie dziś chwalę), całkowicie wykluczała dawanie jakichkolwiek rad i polegała właśnie na samodzielnym dochodzeniu do wniosków. I, szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, żebym mogła poddać się terapii, która polegałaby na tym, że ktoś mi daje rady.
                                  • zwany_kiedys_drussem Re: zagadka 18.08.14, 16:13
                                    Ale na razie Spinoff tylko proponuje taką terapię, ale chyba nikt jeszcze nie wyraził zgody (zwłaszcza w imieniu wszystkich) na zostanie pacjentem. Mówimy więc o czystej formie komunikacji - zadaniu pytania i odpowiedzi na to pytanie. Stawianie siebie samego w roli guru, mistrza, Uświadomionego - wobec drugiego rozmówcy nie jest najlepszym wyborem.
                                    • eeela Re: zagadka 18.08.14, 16:19
                                      W ogóle nie miałam zamiaru odnosić tego do Spinoffa, po prostu wzburzyła mnie myśl o terapii w połączeniu z doradztwem ;-)
                                    • solaris_1971 Re: zagadka 18.08.14, 16:32
                                      " St awianie siebie samego w roli guru, mistrza, Uświadomionego - wobec drugiego roz
                                      > mówcy nie jest najlepszym wyborem. "

                                      Coz za kulturalne ujecie tematu. Ja moge powiedziec tylko tak, po prostacku : mie to wku...a.
                                      • zwany_kiedys_drussem Re: zagadka 18.08.14, 16:43
                                        Trochę siedziałem nad tym zdaniem. Zapewne w rozmowie na żywo użyłbym raczej Twojego określenia ;-)
                                  • solaris_1971 Re: zagadka 18.08.14, 16:34
                                    EEleu, czy moglabys sie skontaktowac ze mna na priva i napisac mi wiecej o tej terapii.
                                    Chcialabym Cie tez o pare rzeczy zapytac, oczywiscie na priva i jesli sie zgadzasz.
                                    • eeela Re: zagadka 18.08.14, 16:41
                                      Nie ma problemu, pisz na eeela@gazeta.pl.
                                • kalllka Re: zagadka 18.08.14, 19:59
                                  Wniosek,
                                  Nie jesteś uzależniona ( tak jak spinof) solarisie.
                                  Ale do rzeczy,
                                  mnie przypowieść skojarzyła z "rekopisem znalezionym w saragossie", oraz "opowieściami kanterberyjskimi"
                                  Konstrukcja obu..stoi na przypowiesciach, które uczą dokonywania wyboru drogi ( życiowej) bo czas leci.

                                  Aha, mnie spinof tez wku...
                                  • eeela Re: zagadka 19.08.14, 02:20
                                    A mnie właśnie przestał wku...ać. Może dlatego, że jestem bardzo zarozumiała i nic z tego, co on mówi, nie biorę do siebie ;-) A poza tym wbrew jego zapewnieniom o swoim autentyzmie wydaje mi się ciekawą konstrukcją (z kryjącym się pod nią równie ciekawym choć popieprzonym autentykiem). Podoba mi się, że jest to konstrukcja konsekwentna, choć też ewoluująca. Nie podobała mi się, gdy myślałam, że jest to jednorazowa tania prowokacja. I nie mam w zasadzie nic przeciwko na poły zmyślonym kreacjom na forum, dopóki dopasowują się mniej więcej do kultury dyskusji. To trochę tak, jakby forum było żywą książką - też potrzebuje swoich mrocznych postaci ;-)
                                    • kalllka Re: zagadka 19.08.14, 09:35
                                      To ładnie, ze przestał.
                                      Pewnie masz racje,ze jak w każdej powieści,tak i na forum,potrzeba prokontra wyłudzającego emocje; A właściwie allternatora.

                                      U mnie z tym jest trochę inaczej,
                                      Lata temu przestałam czytać. Byłam nasycona słowami ale nikt ich nie potrzebował. Deaktualizowaly się bardzo szybko przy nowej nomenklaturze i keybordach. Czas Szast prast i ...srebrne wesele.
                                      Wiec dzisiaj, gdy po tylu latach obierania jalowego czasu i kartofli udało się wrócić, a każda przypomniana lub nowo przeczytana książka jest jak niemowlę,wnuk...To nie pozwolę aby jaki pijus czy tam antypijar zmarnował moje najmłodsze (uczucie)
                                      Się wiec nawku... nawku, złe emocje precz i po sprawie.
                          • ploniekocica Re: zagadka 20.08.14, 09:27
                            Jakoś tak Hessem mi pachnie?
                            • spinoff Re: zagadka 06.02.15, 00:27
                              ploniekocica napisała:

                              > Jakoś tak Hessem mi pachnie?

                              Zapomniałem podać odp.: Ostrze brzytwy, Maughana.
                              Trudne to było, bo książka już nie do zdobycia. Ale Hesse też mógł ją napisać - podobny klimat, wymowa i mnóstwo filozofii zaczerpniętej z hinduizmu - więc uznajmy odpowiedź za właściwą.
    • abranova Re: wątek leczenia uzależnień 18.08.14, 11:24
      Wracam z wyjazdu na długi weekend, gdzie nie czytałam przez pełne DWA dni a mimo to przyjemnie spędzałam czas a tu zastaję tak pięknie rozwijający się wątek :)
      Ale już sorry, blisko po 8 godzin w pkp w jedną i drugą stronę, gdy się nie ma żadnego odtwarzacza muzyki, bez lektury byłoby nie do wytrzymania. Książki to nie wyniszczający nałóg, to też sposób na przeżycie! ;)
    • jandzak Re: wątek leczenia uzależnień 19.08.14, 09:37
      Na takim etapie uzależnienia od czytania książek to jeszcze nie jestem.
      • solaris_1971 Re: wątek leczenia uzależnień 19.08.14, 13:37
        My tu dyskutujemy i dyskutujemy a byc moze nie ma nad czym.
        Tu chyba slowo " uzaleznienie " zostalo niewlasciwie uzyte. Uzaleznienie to nawyk z ktorym osoba nie potrafi przestac , przy czym to nawyk ktory ma negatywne konsekwencje.
        Czyli : alkohol, narkotyki, papierosy, gry hazardowe.
        A czy czytanie ma negatywne konsekwencje ? Moim zdaniem nie.
        • eeela Re: wątek leczenia uzależnień 19.08.14, 14:48

          > Czyli : alkohol, narkotyki, papierosy, gry hazardowe.
          > A czy czytanie ma negatywne konsekwencje ? Moim zdaniem nie.

          Nałóg to coś, od czego jest się uzależnionym - tylko tyle i aż tyle. Spokojnie mogę powiedzieć, że jestem uzależniona od czytania, bo brak czytania powodowałby u mnie poważny dyskomfort życiowy, gorące pragnienie powrotu do nałogu oraz nieprzyjemne symptomy abstynencji. Nałogowe czytanie w postaci skrajnej - czyli oddawanie się nałogowi z zaniedbaniem innych czynności życiowych - może mieć takie same negatywne konsekwencje jak nałogowe spożywanie alkoholu.

          Poziom szkodliwości jest zresztą mocno uznaniowy. Dla jednego czytanie to będzie strata cennego czasu, u drugiego pochłoni całe życie, u trzeciego będzie przyjemnie zbalansowane z aktywnością na innych polach. Podobnie z marihuaną: jednemu jej palenie wyda się zwyczajem z piekła rodem, inny przegapi życie w chmurze otumanienia, a jeszcze kto inny będzie tę formę relaksu łączył z bogatym i aktywnym życiem. I każdy z nich będzie miał inną ocenę swojej sytuacji, jak też z bardzo wieloma różnymi ocenami swojej sytuacji będzie się spotykał ze strony innych ludzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka