weteran_pl
12.07.12, 17:52
"Na drugi dzień zakupił wagę precyzyjną i kilka bardziej skomplikowanych narzędzi i wziął się do roboty jak uczeń, który dopiero zaczyna studia.
Na początek otrzymał wodór, co przypomniało mu czasy akademickie, kiedy to wyrabiało się wodór we flaszce owiniętej ręcznikiem, przy pomocy puszek od szuwaksu.
Elementarne doświadczenia z wodorem sprawiały mu najwięcej przyjemności, toteż powtarzał je najczęściej.
Jednego dnia zrobił sobie harmonijkę fizyczną i tak głośno na niej wygrywał, że nazajutrz odwiedził go sam właściciel domu zapytując z całą uprzejmością, czy nie zgodziłby się na odstąpienie swojego mieszkania od kwartału.
- A ma pan kandydata? - spytał Wokulski.
- To jest... tak jakby... Prawie mam - odpowiedział zakłopotany gospodarz.
- W takim razie odstąpię.
Gospodarz trochę zdziwił się gotowości Wokulskiego, ale pożegnał go bardzo zadowolony. Wokulski śmiał się.
"Oczywiście - myślał - uważa mnie za bzika albo za bankruta... Tym lepiej!... Prawdę bowiem powiedziawszy, mogę doskonale mieszkać w dwu pokojach zamiast ośmiu."
......................
Krzysztof Rutkowski:
"Harmonijka fizyczna Wokulskiego
Przemienił się Wokulski niczym materia w piecu alchemicznym i sam po powrocie z Paryża zaczął budować laboratorium alchemiczne w kwaterze na Krakowskim Przedmieściu: "Elementarne doświadczenia z wodorem sprawiały mu najwięcej przyjemności, toteż powtarzał je najczęściej. Jednego dnia zrobił sobie harmonijkę fizyczną i tak długo na niej wygrywał, że nazajutrz odwiedził go sam właściciel domu zapytując z całą uprzejmością, czy nie zgodziłby się na odstąpienie swojego mieszkania od kwartału.
......Harmonijka fizyczna, częściej zwana harmonijką chemiczną, to płomień wodoru szalejący w rurce wydającej z siebie dźwięki głośne, ostre, a nawet przeraźliwe. Rozhulała się harmonijka Wokulskiego! Płonącym w rurce wodorem odganiał Wokulski demony i kaprysy bogów. Rurka wyła, szyby wprawiała w drżenie, rezonowały wieże Świętego Krzyża, karmelitów i Świętej Anny. Po Krakowskim Przedmieściu hulał huk i świsty do tego stopnia, że rezonas rury wyrzucił alchemika z kamienicy w podróż bez powrotu."