eeela
15.08.15, 19:05
To nie jest książka o Belfaście, jak od razu na początku spieszy zapewnić Autorka. To książka o wykluczonych i przegranych, o winnych i zarazem ofiarach północnoirlandzkich Kłopotów. Wśród lokalnej polonii pojawiają się zarzuty, że książka jest przerysowana, że tyle a tyle lat tu żyli i żadnych Kłopotów na oczy nie widzieli - ale w tym sęk właśnie, że Belfast to miasto wielu rzeczywistości. Można tu żyć przez lata, nie czytać lokalnych newsów i nie zapuszczać się w niespokojne rejony, i odnosić wrażenie, że Belfast to miasto jak każde inne, i że Kłopoty to dawno zapomniana historia. Ale tak nie jest.
Ola Łojek jest polską dziennikarką, pracującą od lat jako mediator społeczny w Belfaście. Czytałam już wcześniej jej artykuły, teraz przeczytałam książkę, no i mogę się zgodzić z tym, że styl narracji jest trochę nazbyt udramatyzowany - w moich oczach zbędnie, bo przytaczane historie mówią same za siebie - ale wydaje mi się, że mniej w tym zabiegów pod publiczkę, jak się jej zarzuca, a więcej autentycznej wrażliwości na tragedie, z którymi się zetknęła jako mediator. A poza tym wszystkim czuję do Autorki sympatię, bo widzę, że pokochała to miasto, i to nas łączy :-)