a.adas
09.11.04, 17:46
Dziwna sprawa z tą ksiażką. Cieżko znaleźć jakiekolwiek jej recenzje, chyba
ze w magazynach sf. I to z reguły w rodzaju "dobra powiesć głównego nurtu z
wtrętami cyberpunkowymi/fantasy i niesłusznie oceniana przez środowisko
jako wtórna, bo nie o to chodzi".
Z kolei na główny nurt jest zbyt odjechana. I koło się zamyka.
A szkoda, bo Mitchell ma przynajmniej jedna zaletę. Anglik nie pisze, a
opowiada, co - wbrew temu co by się mogło wydawać - nie jest tak często
spotykane. Oczywiście jest to powieść ery MTV, ale to wada czy zaleta? - w
końcu pisarz ma rejestrować swoje czasy...
Kto wymieni wszystkie marki papierosów palonych przez Eidżi? Mi się nawet nie
udało ich policzyć... ale może 9???