Dodaj do ulubionych

sto lat samotnosci

IP: *.jpe.com.pl 19.02.05, 18:15
przeczytalam ostatnio te ksiazke, podobala mi sie, ale szczerze mowiac nie
bardzo ja zrozumialam...a wy jak ja rozumiecie?o czym ona wlasciwie jest?
Obserwuj wątek
    • lipa55 Re: sto lat samotnosci 19.02.05, 18:37
      o czym ona wlasciwie jest?


      do licha!
      nie znosze takich pytań
      a o czym jest Ulisses? Albo Mistrz i Małgorzata? Albo cały Proust?
      o tym, o czym chcesz
      o miłości
      przyjaźni
      nienawiści
      o zyciu
      o tym wszystkim, co w niej znajdziesz
      i wróc do niej za parę lat, znajdziesz tam nowe rzeczy
      • venus22 Re: sto lat samotnosci 19.02.05, 20:47
        Tak to trudno powiedziec o czym. Otoz jest to historia, a raczej kawal historii
        ukazany na przykladzie mitycznego miasteczka Macondo i jego zniweczenia, i
        rodziny (kilku jej pokolen) Buendia'ow.
        Rzeczywistosc jest przepleciona z surrealizmem co dodaje autenycznosci i
        speyficznego klimatu.

        na tej osnowie autor ukazje wyobcowanie, szalenstwa, milosci itd.. ale przede
        wszystkim to poczucie wyobcowania, samotnosci u bohaterow.
        Juz sam fakt ze Buendiowe byli blisko pokrewnieni a mimo to wchodzili w zwiazki
        malznestwie swoadczy o pewnym wyobcowaniu z "zewnatrz".

        Duzo z tego to prywatne wspomienia z zycia samego Marquez'a ktorego babcia
        miala dar opowiadania i w swoich narracjach mieszala wydarzenia rzeczywiste z
        fikcja nie zmieniajac tonu co dodawalo "prawdziwosci" jej slowom.
        Nawiasem mowiac z tego mieszania rzeczywistosci z elementami basniowymi
        postwalo okreslenie magical realism czyli tlumaczac doslownie magiczny realizm.
        Rowniez w domu Marqueza bylo duzo gosci, rzekomo duchow, ludzi ktorzy
        przewidzieli swoja smierc, rozmow o polityce itp jak opisuje w ksiazce. A
        zatem - mocno biograficzna ksiazka.
        Trudno tez znalezc jakis moral, jakies przeslanie- w/g mnie nawet go za bardzo
        nie ma.

        Venus
        • spiral_architect Re: sto lat samotnosci 19.02.05, 21:06
          "ale przede wszystkim to poczucie wyobcowania, samotnosci u bohaterow."

          Wlasnie tak !!!

          W tej ksiazce nikt nikogo naprawde nie kocha...

          --
          Juz ponad 2500 lat temu wielki Heraklit z Efezu powiedzial slowa, ktore sa
          aktualne do dzis i beda tak dlugo prawdziwe, jak dlugo trwal bedzie ludzki
          gatunek: "wieki nauki nie naucza zrozumienia"
      • Gość: fly Re: sto lat samotnosci IP: *.gtech.com / *.gtech.com 21.02.05, 15:25
        było w tej książce takie zdanie..."człowiek nie jest przywiązany do żadnego
        kawałka ziemi, dopóki nie pochowa w nim kogos ze swoich bliskich"...zdania
        dobrze nie pamiętam, ale mniej więcej tak, jak napisałam...i to utkwiło mi
        najbardziej z tej książki....bo...dokładnie ze mną tak się stało....
        książkę czytałam dobre 11 lat temu...i też pogubiłam się w losach tej rodziny i
        całego tamtejszego świata....
        jedno wiem napewno...przeczytam "Sto lat..." jeszcze raz.....
        • Gość: daria13 Re: sto lat samotnosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.05, 22:25
          Sto lat samotności czytałam tak dawno, że gdybym teraz miała powiedzieć o czym
          jest musiałabym zacząć nieźle ściemniać, a chyba nie o to chodzi. Pozostało
          jednak we mnie po tamtej lekturze ogólne wrażenie przeżycia czegoś
          niepowtarzalnego, wiem, że to brzmi jak banał, ale tak było. Od tej książki
          zaczęłam szukać w lekturach nie tylko treści, opowieści czy konkretnej
          historii, ale przede wszystkim doznań zmysłowych, bo Sto lat samotności jest
          książką uniwersalną, książką o wszystkim, o wszystkich możliwych namiętnościach
          i każdy znajduje w niej to czego szuka i potrzebuje, ale nade wszystko
          zauroczyło mnie doskonale zmysłowe opisywanie świata i to, że do warstwy
          realnych opisów można tak cudownie włączyć magię i pierwiastek surrealizmu,
          robiąc to niemal niezauważalnie i doskonale harmonijnie. Takie były moje
          odczucia, ale każdy może to odbierać inaczej, niekoniecznie tak głęboko, ale
          też nie powinno się zrażać, jeśli nie zrozumiało się przesłania Marqueza, bo to
          chyba nie o przesłanie chodzi, ale o przeżywanie i odczuwanie, oddychanie
          atmosferą Karaibów i bezwolne oddanie się jej magii.
          Przepraszam za patos, ale tak mam do dziecka:)
    • meteorah Re: sto lat samotnosci 24.02.05, 23:54
      Ostatnio zostałam skrytykowana za nadużywanie patosu właśnie(praca ze
      stylistyki)...ale uważam, ze minimalizm to też skrajność...dleczego piękny
      język ma być spychany na bok?
      Jednak chcę dodać coś od siebie o "Stu latach". Ja zapamiętałam z niej ciągłą
      bezsenność, uśpienie, atmosferę niedosytu snu, a przy tym niedosytu uczuć u
      jednych bohaterów, a przesytu - u innych.
      Bardzo mało śpię, po części z konieczności(praca), po części szkoda mi czasu na
      spanie i potrafiłam wczuć się w ten świat. a jak inaczej świat wygląda, gdy się
      śpi po 4 godziny!
      Poza tym opisywani tam ludzie mają tak zróżnicowane osobowości, że obserwowanie
      ich to dla mnie czysty zysk! czysta przyjemność z tego płynąca.
      Jest to książka, do której się wraca z ciekawością, bo za każdym razem coś
      innego można odkryć.

      "Z warg moich(...) purpurowe róże"
      • mijaczek Re: sto lat samotnosci 01.03.05, 23:50
        Kilka tygodni temu skonczylam czytac "Sto lat samotnosci" i musze sie przyznac,
        ze nigdy wczesniej nie zdarzylo mi sie "mielic" ksiazki tak dlugo! Jej
        przeczytanie zajelo mi... ponad 2 miesiace!!! Nie wiem czemu! Zazwyczaj albo
        pochlaniam ksiazki, albo je porzucam, jesli nie przemawiaja do mnie, a z ta
        bylo inaczej... musialam ja sobie dawkowac... po troszeczke... po malu... moj
        malz nawet za mna chodzil i powtarzal "no skoncz w koncu czytac te czerwona
        ksiazke!" [nie zna polskiego, wiec nie znal tytulu]... a ja nie moglam...
        czytalam strone dziennie... az nagle, gdy zostalo mi okolo 50 stron do konca
        zaczelam ja polykac... ostatnie strony przeczytalam jednym tchem... i strasznie
        mi teraz brakuje Maconda... i zal mi, ze juz nie istnieje miasto z tak
        wytyczonymi ulicami, zeby wszyscy mieli tyle samo slonca co i cienia...
        to dobra ksiazka...
        Mia
        --
        Angel is looking over me...
        Time for Jello ☺
        Forum Au Pair
    • Gość: Lechu Re: sto lat samotnosci IP: *.intern.rnt.de / *.dip0.t-ipconnect.de 02.03.05, 00:36
      Trzeba być młodym jak wtedy Marquez, by pokusić się o taką parabolę... Trzeba tej młodzieńczej arogancji, by się na coś takiego porwać. Jeżeli wyniki nie dorównały zamiarom, to jakże wspaniałe jest to porażka!

      Czy dzieje rodzaju ludzkiego mają sens?
      Czy nie mają sensu?

      Czytajcie co dziesięć lat.

      Jak każde arcydzieło (choć nie ma ich przecież aż tak wiele!) czyta się za każdym razem inaczej.





    • chiara76 Re: sto lat samotnosci 25.03.05, 00:57
      zaczęłam, czytam po raz pierwszy, jak dobrze, że są jeszcze takie książki...
      Cieszę się, że mogę ją czytać...a o czym jest? Chyba o wszystkim po trochu, o
      czym napisali przedmówcy...jest wspaniała, czytam i już wiem, że kiedy skończę,
      będzie mi jej brak...
      --
      Kabaty-Moczydlo
      Portugalia i portugalski
      Japonia
    • flakonka Re: sto lat samotnosci 28.03.05, 20:11
      wydaje mi się, że jeżeli trzeba pytać "o czym była właściwie ta książka" to
      znaczy że nie była to dla ciebie "ta" książka...

      dla mnie jedna z najlepszych książek które czytałam... właśnie czytam ją po raz
      kolejny.
      • aroma1 Re: sto lat samotnosci 28.03.05, 20:48
        ..."człowiek nie jest przywiązany do żadnego
        kawałka ziemi, dopóki nie pochowa w nim kogos ze swoich bliskich"

        to samo zdanie utkwiło mi w pamięci z tej książki
        a o czym ona jest?
        o wszystkim !
        • hrabalek "Czarna owca" 28.03.05, 21:13
          Zawsze męczyła mnie myśl co takiego jest w Marquezie, co sprawia ,że trudno Go
          przyswajam.Dziś czytając "Fimę" Amosa Oz trafiłam na następujący cytat:

          "Mówili o współczesnej literaturze latynoamerykańskiej, o realiźmie magicznym,
          w którym Nina widziała kontynuację tradycji kafkowskiej, podczas gdy Fima był
          skłonny uznać ją za wulgaryzację spuścizny Cerwantesa i Lope de Vegi i zdołał
          urazić Ninę stwierdzeniem, że jeśli o niego chodzi, to oddałby cały ten
          latynoamerykański cyrk, z wszystkimi fajerwerkami i cukrową watą za jedną
          stronicę Czechowa. "Sto lat samotności" za jedną "Panią z pieskiem.""

          Kurczę ja chyba tak mam jak ten dziwak Fima.


          --
          "Piszę,że to w głowie się nie mieści jak prześlicznie jesz naleśnik lub sok
          sączysz swój co dzień"
          • venus22 Re: "Czarna owca" 28.03.05, 22:24
            >> Kurczę ja chyba tak mam jak ten dziwak Fima.<<

            alez w tym nie ma nic zlego. na to czy jakas ksiazka bedzie nam sie podobala
            czy nie sklada sie bardzo wiele rzeczy, szczegolnie nasza osobowsc, nasze
            prefrencje, a te powstaja latami...
            jedni lubia marqueza, jedni nie ale to nie znaczy ze jedno jest lepsze od
            drugiego..

            Venus
          • cecyl Re: "Czarna owca - Biala owca 29.03.05, 10:33
            Po pierwsze czy trzeba literature traktowac w kategoriach czarno - bialych? Po
            drugie czy literatura to proszki do prania: lepsze - gorsze? I po trzecie: czy
            naprawde literatura iberoamerykanska to jeden worek prozy pisanej na jedno
            kopyto? Ja tam "przyswajam" i Czechowa, i Marqueza, i Oza, i Brunona Schulza
            (rozumiem, ze dla Fima Schulz to tez cyrk, z fajerwerkami i cukrowa wata)i
            Vargasa Llose i Leskowa, i Hrabala i Babla.
            • hrabalek Re: "Czarna owca - Biala owca 29.03.05, 16:28
              cecyl napisał:

              > Po pierwsze czy trzeba literature traktowac w kategoriach czarno - bialych?
              Po
              > drugie czy literatura to proszki do prania: lepsze - gorsze? I po trzecie:
              czy
              > naprawde literatura iberoamerykanska to jeden worek prozy pisanej na jedno
              > kopyto? Ja tam "przyswajam" i Czechowa, i Marqueza, i Oza, i Brunona Schulza
              > (rozumiem, ze dla Fima Schulz to tez cyrk, z fajerwerkami i cukrowa wata)i
              > Vargasa Llose i Leskowa, i Hrabala i Babla.

              Siebie nazwałam "czarną owcą" , ponieważ "przestraszyło mnie strasznie"
              powyżej gdzieś zawarte zdanie,że "kto nie rozumie tej książki, nie rozumie nic".
              Ze zrozumieniem u mnie jeszcze jako tako, ale " przyswajaniem"-jak to ciekawie
              ująłeś- kiebsko, nie przepadam za literaturą ibero....
              Zazdroszczę jednocześnie łatwości w przyswajaniu przez Ciebie wszystkiego co
              powyżej wymieniono, u mnie widać da durna dusza słowiańska tak się notorycznie
              kołacze.
              Daleka jestem także od dzielenia na dobrą i złą- no bo proste to jako drut,że
              zawsze to co mnie się podoba innym nie musi, co nie zmiania faktu,że nawet
              jeśli coś mnie nie porywa, nie znaczy ,że nie przeczytam do końca, chociażby po
              to , aby wiedzieć co w trawie piszczy .Pozdrawiam:))


              --
              "Piszę,że to w głowie się nie mieści jak prześlicznie jesz naleśnik lub sok
              sączysz swój co dzień"
              • Gość: ania Re: "Czarna owca - Biala owca IP: *.local4.pl / 80.51.180.* 29.03.05, 22:46
                Sto lat... było moją pierwszą ksiazką Marqueza. Sięgnęłam po nią 3 lata temu i
                do tej pory przeczytałam wszystkie arcydzieła (bez ironii, dla mnie są
                arcydziełami) tego auora, jakie się w POlsce ukazały. Szczerze przyznam, iż
                niektóre czytałam nawet kilkakrotnie (Sto lat 8 razy) i nawet ogarniając całość
                jego twórczości, która się wspaniale łączy (to też jest fascynujące) nie
                śmiałabym wypowiadać się o czym one są. Gdyż z każdym czytaniem odnajduję w
                nich coś nowego, czzego wcześniej nie zauważyłam. Sto lat podejmuje tyle
                wątków, odwołam i aluzji, że chyba trzeba by ją czytać co roku, aby wszystkie
                ogarnąć. Ale to jest własnie piękne, nieamowite, wciągające. Mnie wciągnął ten
                magiczny wir :)
                ps wlasnie zaczelam uczyc sie hiszpańskiego, by móc czytać w oryginale :)
                • charade Re: "Czarna owca - Biala owca 30.03.05, 14:05
                  Do licha, przecież to nie jest zadanie z matematyki, żeby rozumieć. Książkę
                  trzeba czuć, a nie rozumieć. Albo ci się podoba, albo nie.

                  100 lat samotności to chyba najlepsza książka, jaką czytałam w życiu. Jestem
                  oczarowana (czytałam niedawno).

                  --
                  Forum o perfumach
    • Gość: vg Re: sto lat samotnosci IP: *.toya.net.pl 18.05.05, 23:34
      przeczytalem 1/3 tej ksiązki i wogole mnie nie wciągnęła. Owszem jest to dobra
      literatura, nawet powiedziałbym ponad przeciętna ale nic poza tym.
      Historie małe i duże na pograniczu wierzeń ludowych itd... no i co z tego?
      Uznałem, ze lepiej przerwac czytanie na jakis czas, moze za kilka lat spróbuję
      jeszcze raz.

      I troche czuję sie źle z tym, ze sporo osób uważa tą ksiązkę za wybitną,
      niektórzy nawet mówią, ze najlepsza w historii. MAm ogromny niedosyt, ze
      nie "załapałem".

      • cecyl Re: sto lat samotnosci 18.05.05, 23:43
        Bez sensu. I co z tego, że nie załapałeś. Tak bywa, że jesteśmy nieprzemakalni
        na pewne książki, autorów, piosenki, artystów, ludzi. Na pewno zresztą
        załapałeś książki, przez które przejść nie mogą wielbiciele "Stu lat
        samotności". Nie czyń więc sobie niepotrzebnych wyrzutów - jest tyle pięknych
        książek, które czekają tylko na nas.
        • iza2306 Re: sto lat samotnosci 19.05.05, 10:44
          kocham "sto lat samotności" za bycie tak bardzo "ibero". czytam i czuję, że
          czas przesuwa się wolniej, popołudnia sa dłuższe i inaczej smakuje kawa. jest
          to dla mnie jedna z książek, które sie smakuje i dlatego czyta powoli.
          najlepiej do mnie dotarła, kiedy byłam w Madrycie i na własne oczy zobaczyłam,
          jacy są ludzie z tych klimatów: ma się wrażenie, że nigdzie sie nie spieszą i
          zawsze mają czas. zapachy są inne, czuć wilgoć powietrza.
          na pewno to nie jest książka "o czymś". to jest raczej dla kogoś. i kazdy
          znajdzie coś innego i za każdym razem innego. zresztą, to ciekawe - obserwowac
          własny rozwój odbity w zwierciadle książki.

          polecam do kawy dolewać gorącego mleka, zamiast zimnej śmietanki:)
          --
          "(...)boki konia są spadziste, co jest niebezpieczne dla jeźdźca(...)"
      • Gość: Alicja Re: sto lat samotnosci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.05, 20:22
        Ja przeczytałam ją kilka mies temu. Czytałam bo podobno dzieło wybitne. I co?
        Jakoś też nie załapałam. Troche mi wstyd, troche głupio, czuje się gorsza. Ale
        myślę, że może kiedyś jednak zrozumię.
        Jeżeli nie lubię realizmu magicznego, nie przemawia do mnie. Ale czytając wasze
        wypowiedzi myślę, że za jakiś czas sięgnę po nią znowu. Może trzeba ją czytać
        wolniej, spokojnie.
    • monikaannaj A ja zachwyciłam sie ta ksiązka 19.05.05, 11:29
      wiele lat temu (bez co prawda takich tam uniesień - że cały wszechswiat - po
      prostu swietnie napisana historia...).

      A teraz jakos nie moge jej czytac. Własciwie nawet wzsiąc do rak. I przeszkadza
      mi sam autor - nie moge przestac myslec jak żałosny z niego idiota.

      • Gość: ewa Re: A ja zachwyciłam sie ta ksiązka IP: *.crowley.pl 19.05.05, 11:48
        a ja byłam dwa tygodnie temu na wystawie fotograficznej w Centrum Sztuki
        Współczesnej. Autorką była Meksykanka. Po obejrzeniu wystawy przyszła mi do
        głowy jedna rzecz - ona fotografuje tak ja Marquez pisze. To czysty realizm
        magiczny. Żałuję, że nie wszsycy wielbiciele "Stu lat asamotności" mogli to
        zobaczyć.
        Co do mnie - nie poamiętam ile razy czytałam tę książkę. Ale jast dla mnie
        książką życia.
        Pozdrawiam wszsytkich współwielbicieli
        • monikaannaj Kolezanka mogłaby. 19.05.05, 19:11
          Nie mogę przejść do porządku dziennego nad sympatią Marqueza dla Fidela Castro
          i jego reżimu. Podpiera go swoim autorytetem, swoja sławą w sutuacji, gdy
          kubańscy pisarze nie maja prawa pisac tego co chcieliby pisac. Uwazam że to
          załosne i nie jestem w stanie zrozumiec jak on moze byc tak ślepy - jeśli
          faktycznie wierzy w zwycięstwo rewolucji...

          Generalnie nie zwracam specjalnej uwagi na poglądy pisarzy (chyba że je
          dobitnie uwidaczniają w ksiażkach), ale tu nie o poglądy chodzi, tylko o
          postepowanie.

          Wielu iberoamerykańskich pisarzy sympatyzowało z Fidelem, wszyscy predzej czy
          później przejrzeli na oczy. Został tylko wierny Marquez. szkoda.
          • daria13 Re: Kolezanka mogłaby. 19.05.05, 22:43
            Tak sądziłam, że to właśnie miałaś na myśli i przyznam, że się tego
            jednocześnie obawiałam. Dla mnie jest to nierozwiązana zagadka. Był moment, że
            tłumaczyłam zachowanie Marqueza wyrachowaniem, mającym na celu zdobycie
            zaufania Castro, by móc podstępem wykorzystując zażyłość, przy okazji załatwiać
            z dyktatorem sprawy niedające rozwiązać się inaczej, a mianowicie, dzięki
            wstawiennictwu pisarza, uzyskać ułaskawienia dla wielu więźniów politycznych na
            przykład, co wielokrotnie miało miejsce. I takie wytłumaczenie wystarczyło mi
            dopóki nie przeczytałam pierwszej części autobiografii Marqueza, w której
            wyraźnie, bez ogródek pisze o początkach tej wielkiej przyjaźni i o tym że
            przetrwała ona po dziś dzień. Nie rozumiem. Choć może z drugiej strony jest to
            wciąż kamuflaż?
            Dość paskudny jednakowoż, nie przeczę.
            Wszystko to rzeczywiście może budzić sporo zamieszania i niepokoju, w niczym to
            jednak nie umniejsza faktu, że dla mnie Marquez jest i będzie jednym z
            największych pisarzy w moim życiu! Podkreślam - pisarzem!
            Btw. osoba, która wstydzi się obecnie, że czytała w młodości Sto lat samotności
            z wypiekami, obawiam się, że nie do końca przemyślała swoją wypowiedź, albo
            chce być na siłę oryginalna. To dość śmieszne. Gdyby powiedzieć tak o Cohelo
            albo o Wiśniewskim to jeszcze rozumiem, ale o bądź co bądź o nobliście,to już
            farsa.
            Pozdrawiam, zwłaszcza osoby dla których lektura Marqueza była objawieniem w
            młodości i pozostała fascynacją na zawsze!
            • monikaannaj A dlaczego ma od razu kwiaty pinoczetowi wozic!!!! 20.05.05, 14:07
              Po prostu niech nie jeździ na kawke z torcikiem na Kube! Napisałam ze poglądy
              pisarza (o ile nachalnie nie eksponuje ich w swoich dziełach) zasadniczo mnie
              nie obchodza. Ale na ploty do castra jeżdzi jednak ten sam człowiek który pisze
              ksiązki! ja uważam, ze powinmno sie Fidela bojkotowac a nie wspierac swoim
              autorytetem. To wcale nie jest nic nie znacząca kwestia, zwłaszcza z punktu
              widzenia ludzi siedżacych w mamrach. I niestety - kupując ksiązki Marqueza
              umozliwia mu sie częstsze spotkanka z przyjacielem.

              Do darii: Sto lat samotnosci jest wspaniałą ksiązką - w liceum czytałam ją z
              wypiekami - teraz juz nie, ale w życiu by mi nie przyszło do głowy wstydzic sie
              tej fascynacji. To samo dotyczy masy ksiązek, które teraz czesto wydaja mi sie
              naiwne. (na szczęście nie zdazyło mi sie w młodosci fascynowac czyms co teraz
              uwazam za ostatnią szmirę)
              • Gość: Do monikaannaj:) Re: A dlaczego ma od razu kwiaty pinoczetowi wozi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 19:09
                To o wstydzeniu się wypieków z młodości było do kangura4. Ja dobrze zrozumiałam
                Twoje wypowiedzi, że jako pisarz jak najbardziej, ale nie jako człowiek. Ja
                jeszcze nie czytałam Stu lat ponownie od czasów mojej młodości, ale czytała
                ostatnio moja latorośl i była tak zachwycona (14 lat), że w kółko zmuszała mnie
                do słuchania jej czytającej na głos. Słuchając może wypieków nie miałam, ale to
                chyba nie dlatego, że podoba mi się teraz mniej, tylko dlatego, że w pewnym
                wieku lekura powoduje inne odczucia niż wypieki na twarzy:))))
                Pozdrawiam:)
    • edziunia Re: sto lat samotnosci 19.05.05, 18:48
      echhh to dziwne pytanie!
      książke każdy przeżywa inaczej- dobrą książke.
      Ja czytałam "Sto lat..." kilka razy- i zawsze chętnie do niej wróce. To jedna z
      tych powieści, ktorych autora dotknął błysk geniuszu...
      A o czym jest? dla mnie o stukrotnym cierpieniu, miłosci i jej stu odmianach, o
      samotności, którą znajdziemy w stu ciemniach...
    • kangur4 Re: sto lat samotnosci 19.05.05, 19:41
      Gość portalu: lidia napisał(a):

      > przeczytalam ostatnio te ksiazke, podobala mi sie, ale szczerze mowiac nie
      > bardzo ja zrozumialam...a wy jak ja rozumiecie?o czym ona wlasciwie jest?

      O niczym, moja droga. O niczym.
      Jest to jedna z tych książek, które czyta się w liceum z wypiekami na twarzy, a
      po kilku latach człowiek się strasznie wstydzi, że mu się podobało.
      • Gość: DDDorotheee Re: sto lat samotnosci IP: *.chello.pl 19.05.05, 22:28
        Ja skończyłam wczoraj czytać. Długo ją mieliłam. Nie wnikam co autor miał na
        myśli i jakie miał sympatie polityczne.. Mimo swej magii jest taka prawdziwa i
        tak bardzo poruszająca... Aczkolwiek samo życie pisze takie scenariusze ża nawet
        Marquez by nie wymyślił(choć był blisko) ;-))
    • zembig Re: sto lat samotnosci 19.05.05, 22:27
      Też przeczytałem, i chyba też nie wiem jak odpowiedzieć na takie pytanie... Na
      pewno jest to "mocna" książka i to na kilka sposobów. To pierwsza
      naprawdę "mocna" książka, jaką czytałem. Pamięta ktoś, jak Niziurski
      opisał "mocną" ksiażkę? Jak u Marqueza było pogodnie, to i ja się lepiej
      czułem, jak u niego mroczno i duszno, to i u mnie brak dobrego nastroju...
      Czytałem ją długo i cieszyłem się, gdy skończyłem. Na razie nie wracam.
    • Gość: Lechu Re: sto lat samotnosci IP: *.dsl.vianetworks.de 20.05.05, 10:53
      Staram się unikać zbyt górnolotnych określeń, ale tu nie idzie:
      myślę, że to jedna z najlepszych powieści napisanych w XX wieku.
      Pytanie o czym ta powieść jest, jest dość absurdalne. Wszystkim, którzy mają problemy z tą powieścią daję radę:

      czytaj raz dziesięć lat, a przekonasz się, że za każdym razem jest o czymś innym. Myślę, że to jest wyróżnik prawdziwego arcydzieła.

      Ja czytałem już trzy razy.
    • Gość: kredens Re: sto lat samotnosci IP: *.tvgawex.pl 20.05.05, 15:17
      ..szczerze mówiąc to książka, którą raczej nie staraj się zrozumieć.Sam
      miałem duże kłopoty z nią w chwili kiedy tylko próbowałem ją 'rozumieć'.To są
      wizje ,które albo ci pasują,albo nie.Ja osobiście odpuściłem ją sobie tak mniej
      więcej po przeczytaniu jednej trzeciej.Kościsty i surrealistyczny świat ludzkich
      mutantów.Moja słowiańska dusza tego nie 'łyka' - ot i cała prawda o moim
      odbiorze tych 'stu lat..'
      • cecyl Re: sto lat samotnosci 20.05.05, 17:47
        Uderz w kredens a drewno się odezwie. Co wobec tego łykasz? Może oduczymy sie
        negowac od tak dla negacji, a nauczmy się mówić: nie polubiłem "Stu lat
        samotności" (bo to o to, i to),za to bardzo lubię ...... Łatwiej jest z forum
        GW stworzyc listy lektur tych, którzy coś lubią, niż listy lektur tych którzy
        czegoś nie lubią (chyba, że będzie to lista lektur jedynie negatywna). Więc
        Kredensie powiedz przecie co najbardziej lubisz w świecie?
        • Gość: kredens sto lat w takich światach to za wiele dla mnie IP: *.tvgawex.pl 20.05.05, 21:00
          ..widocznie z nieoheblowanego drewna jestem,ale trudno..8)Tak, raczej
          powinienem napisać,że nie lubię ..i wcale nie czuję się przez to gorszy od tych
          co akurat tą książkę wynoszą pod niebiosa - jako doskonałość absolutną.Kredens
          podobnie jak w/w dzieło nie LUBI również napisaną przez J.Gaarder 'Świat
          Zofii'.Uwielbiam Wł.Reymonta prawie wszystko,S.Kraszewskiego,F.Dostojewskiego
          kilka pozycji i paru innych pisarzy mniej i bardziej znanych.Z wyrazami szacunku
          kredens..8)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka