12.04.05, 13:52
Dom na wyspie, fale sennie uderzają o skały.
Krystyna Janda wybija ręką okno w swoim pokoiku i próbuje się z niego
(pokoiku) wydostać. Okno jest dosyć wysoko umieszczone, więc zbudowała
wcześniej stos z książek, po którym łatwo wdrapuje się do góry.
Udało jej się w końcu wydostać z pokoju, wchodzi innym oknem do drugiego ,
gdzie śpi Agata Buzek.Janda budzi Agatę. Szepcze jej do ucha jakieś słowa,
Agata otwiera z przerażeniem oczy, próbuję usłyszeć o czym mówią,ale
wszystkie dźwięki zlewają się w jakiś męczacy szum.
Wchodzą obie do pokoju , gdzie spokojnie śpi stary Zapasiewicz, kneblują mu
usta.
Zapasiewicz budzi się przestraszony, a ja razem z nim. Szybki oddech, pot na
czole, otworzyć szybko okno i zaczerpnąć łyk powietrza.
Uff. Nie jestem w żadnym obcym domu i nikt nie knebluje mi ust- co za ulga.
Robię mocne postanowienie:
-nie będę czytać Nothomb przed snem,
-nie będę czytać Nothomb przed snem,
-nie będę czytać Nothomb przed snem..............

...no chyba,że Nothomb zaskoczy mnie inaczej .

Amelie Nothomb-mistrzyni małej formy i wielkich emocji.

P.S.Majaki nocne w związku z "Rtęcią" Amelie Nothomb.
Obsada :
Janda jako Francoise,
Agata Buzek jako Hazel,
Zapasiewicz jako Omer Loncours.

;)
Obserwuj wątek
    • hrabalek "Zpokorą i uniżeniem" 19.04.05, 14:41
      "Pan Haneda był przełożonym pana Omochi,który był przełożonym pana Saito, który
      był przełożonym panny Mori,która była moją przełożoną. Ja nie byłam niczyją
      przełożoną.
      Inaczej mówiąc:podlegałam pannie Mori, która podlegała panu Saito i tak dalej,
      z tym że w dół hierarchii można było przeskakiwać poszczególne szczeble.
      Tak więc w firmie Yumimoto podlegałam wszystkim".

      (Świat w wydaniu Japończyków.)

      Po przeczytaniu takiego początku, mogłam już tylko pozostać z Amelie , iść jej
      tropem.
      Jestem pod urokiem tego, jak szybko i bez dania mi czasu na zastanowienie-
      czytać dalej czy nie?- wciąga mnie w swoje sprawy.
      Moja empatia zawodzi maksymalnie , na całej linii, przez chwilę nie potrafiła
      bym pracować w tej firmie,gdzie najważniejsza jest podległość i uległość, od
      pierwszej przeczytanej kartki mogę się już tylko buntować i dopingować
      poczynaniom Amelii.

      "Szczyt sadyzmu tego systemu przejawiał się w jego aporii:
      przestrzeganie go prowadziło do tego, by go nie przestrzegać".


      "I nie ciesz się chwilą: pozostaw tę iluzję ludziom Zachodu. Chwila jest
      niczym, twoje życie jest niczym.Nie liczy się ,żaden okres poniżej dziesięciu
      tysięcy lat."

      Każde zdanie niesie ze sobą dawkę emocji i daje do myślenia.
      Świetnie ułożony dialog dwóch kultur-japońskiej i "zachodniej".

      Kto jeszcze nie przeczytał -niech nie zwleka.
      • daria13 Re: "Zpokorą i uniżeniem" 19.04.05, 15:51
        Pięknie to wszystko ujęłaś:)W pierwszej chwili aż się przestraszyłam, że Ty tak
        chcesz z sarkazmem o Nothomb, ale na szczęście nie:), bo ja też wielbicielka
        jestem. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że na tym formum możemy nie znależć wielu
        fanów Amelie, bo ja już kiedyś taki wątek próbowałam pociągnąć, ale było
        cieniutko i to chyba nie raz. Teraz jednakowoż istnieje szansa, że więcej osób
        po nią sięgnie, bo tak kwieciście napisałaś, że mało kto mógłby się oprzeć
        Twojej perswazji.
        Dla mnie bez watpienia najlepsze są powieści jak ja to nazywam "japońskie",
        czyli właśnie Z pokorą i uniżeniem i Metafizyka rur. Bardzo też lubię
        Krasomówce, bo od niego zaczęłam przygodę z jej światem. Nie czytałam jeszcze
        Antychrysty, ale niedawno skończyłam Sabotaż miłosny i jest to pierwsza książka
        tej pisarki, która nie całkiem do mnie trafiła; dla mnie jest już odrobinę za
        bardzo wydumana, ale swój urok momentami też ma.
        Lubię takie pokręcone klimaty jak u Nothomb, zdecydowanie! A może zrobimy
        ranking wsród wielbicieli, które książki są najlepsze, a które nieco gorsze, bo
        całkiem sporo ich sie ukazało na naszym rynku.
        BTW. Widziałaś jej zdjęcia z wczesnej młodości; cudna dziewczyna:)Nie dość, że
        utalentowana to jeszcze ładna, cholera;)
        Pozdrawiam i dziękuję za tego Zapasiewicza:)))))))
        • chiara76 Re: "Zpokorą i uniżeniem" 19.04.05, 16:05
          daria13 napisała:

          > Pięknie to wszystko ujęłaś:)W pierwszej chwili aż się przestraszyłam, że Ty
          tak
          >
          > chcesz z sarkazmem o Nothomb, ale na szczęście nie:), bo ja też wielbicielka
          > jestem. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że na tym formum możemy nie znależć
          wielu
          >

          ej, no jak to nie, a ja??:))

          > fanów Amelie, bo ja już kiedyś taki wątek próbowałam pociągnąć, ale było
          > cieniutko i to chyba nie raz. Teraz jednakowoż istnieje szansa, że więcej
          osób
          > po nią sięgnie, bo tak kwieciście napisałaś, że mało kto mógłby się oprzeć
          > Twojej perswazji.
          > Dla mnie bez watpienia najlepsze są powieści jak ja to nazywam "japońskie",
          > czyli właśnie Z pokorą i uniżeniem i Metafizyka rur.


          Mam to samo.
          Co jeszcze Polecasz z jej książek??

          Bardzo też lubię
          > Krasomówce, bo od niego zaczęłam przygodę z jej światem. Nie czytałam jeszcze
          > Antychrysty, ale niedawno skończyłam Sabotaż miłosny i jest to pierwsza
          książka
          >
          > tej pisarki, która nie całkiem do mnie trafiła; dla mnie jest już odrobinę za
          > bardzo wydumana, ale swój urok momentami też ma.
          > Lubię takie pokręcone klimaty jak u Nothomb, zdecydowanie! A może zrobimy
          > ranking wsród wielbicieli, które książki są najlepsze, a które nieco gorsze,
          bo
          >
          > całkiem sporo ich sie ukazało na naszym rynku.
          > BTW. Widziałaś jej zdjęcia z wczesnej młodości; cudna dziewczyna:)Nie dość,
          że
          > utalentowana to jeszcze ładna, cholera;)
          > Pozdrawiam i dziękuję za tego Zapasiewicza:)))))))
        • padma Re: "Zpokorą i uniżeniem" 19.04.05, 16:18
          A widzisz, może wątek cieniutki był, ale ja właśnie po przeczytaniu go
          sięgnęłam po Nothomb i też jestem pod urokiem:) Więc ślicznie dziekuję za takie
          wątki i proszę o więcej;) Przeczytałam na razie "Z pokorą i
          uniżeniem", "Metafizyka rur" i "Słownik imion własnych". Ta ostatni mną lekko
          wstrząsnęła, bo byłam sama w szkole baletowej i chciałam wysłać do niej też
          córkę, ale teraz to już nie wiem;) A "Z pokorą i uniżeniem" jest cudowna po
          prostu, dawno tak się nie śmiałam!
          • Gość: daria13 Re: "Zpokorą i uniżeniem" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.05, 18:20
            I takie posty lubię bardzo i czerpię z nich masę satysfakcji: Przeczytałam/łem
            wątek, zachęcona/ny sięgnęłam/ołem i bardzo mi się podoba:) I o to właśnie
            chodzi. I jest to chyba jedno z głównych zadań tego forum!
            Btw. czy nick szanownej koleżanki to może z Dzieci północy? Bo jeśli tak to ja
            proszę o wrażenia z lektury. Ja właśnie jestem niemal na świeżo po lekturze i
            żeby było jeszcze fajniej, to własnie rozmowa z jednym, bardzo miłym:)
            forumowiczem skłoniła mnie do tej lektury, za co jestem mu dozgonnie
            wdzięczna:).
            Czekam niecierpliwie na odpowiedź co do nicka i gorąco pozdrawiam:)
            • padma Re: "Zpokorą i uniżeniem" 20.04.05, 08:50
              Akurat nick pochodzi z czasów wcześniejszych niż moja lektura "Dzieci północy" -
              z licealnych jeszcze wypraw do Indii i fascynacji wszystkim, co indyjskie. Ale
              jesteś już chyba trzecią czy czwartą osobą, która się właśnie o "Dzieci
              północy" w związku z tym pyta:) Czytałam dość dawno, na studiach, byłam
              zafascynowana, i chyba teraz odkurzę i przeczytam znowu:)
              Pozdrawiam serdecznie!:)
      • ydorius Re: "Zpokorą i uniżeniem" 19.04.05, 16:05

        Ja też strasznie lubię tę książkę. Ma ona tylko jedną wadę: pożyczyłem ją komuś
        i nie wiem komu :-)

        Bardzo mi się podobało spojrzenie na obcą kulturę nie z pozycji wyższości, lecz
        zgoła odmiennej. Książka napisana, owszem, z pewnego rodzaju zdziwieniem, ale
        bez oceniania i zgubnego europocentryzmu.
        No właśnie po pokorze obiecałem sobie sięgnąć po inne propozycje Amelii i
        zapomniałem. Dzięki za wątek :-)

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Pinezka's Potted Meat?
        Incomplete.
        violentowy świat braci y
        • staua Re: "Zpokorą i uniżeniem" 19.04.05, 16:11
          Bardzo lubie i "Z pokora i unizeniem" i "Metafizyke rur". Lubie tez "Krasomowce", ale juz "Rtec" i
          "higiena mordercy" sa troche schematyczne... Lubie poczucie humoru Nothomb i jej jezyk. I wiecie co?
          Po polsku jej ksiazki ukazuja sie bardzo predko (wiem, bo kupujemy obie wersje, ostatnich jednak nie
          mam, bo dawno w Polsce nie bylam, aby odnowic zapasy).
          I rzeczywiscie jest ladna...
          • hrabalek coś z Japonki....... 19.04.05, 16:45
            "Nigdy nie zdołam wymienić wszystkich twoich obowiązków,gdyż w każdej minucie
            życia podlegasz jednemu z nich.
            Na przykład kiedy znajdziesz się na osobności w toalecie z przyziemnego powodu
            ulżenia pęcherzowi, musisz czuwać nad tym, by nikt nie słyszał ciurkania twojej
            strużki : będziesz zatem zmuszona bez przerwy spuszczać wodę"

            Rany Boskie-jestem Japonką!


            P.S. we wrocławskiej Koronie w Matrasie stoi rzędem kilka Amelii- nie wolno ich
            ruszać - ja je" zamawiam" celem zakupu.
            • hrabalek Mercure znaczy rtęć-dla niewtajemniczonych:) 19.04.05, 16:50





              • Gość: daria13 Re: Mercure znaczy rtęć-dla niewtajemniczonych:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.05, 18:25
                Aha, czytałam ale nie zwróciłam uwagi;) Zgadzam się trochę ze Stauą, że Rtęć i
                Higiena mordercy rzeczywiście nieco schematyczne i wydumane do granic
                możliwości, ale to też ma swój urok. Ja lubię takie zakręcone klimaty:)A jak
                Wam się podobało podwójne zakończenie, bo to w Rtęci chyba było, jeśli mnie
                pamięć nie myli?
                Do następnego:o)
                • staua Re: Mercure znaczy rtęć-dla niewtajemniczonych:) 19.04.05, 20:20
                  Tak, w Rteci... Ale mnie sie skojarzylo natychmiast z innymi ksiazkami o podwojnych zakonczeniach
                  (glownie chodzi mi o Fowlesa) ktore byly wedlug mnie lepsze... Ale nic nie ujmuje Amelie, bardzo ja
                  cenie, poza tym mam wobec niej duze oczekiwania - mam wrazenie, ze bedzie sie jeszcze rozwijac. Nie
                  czytalam "Slownika", musze go kupic :-)
        • martolka Re: "Zpokorą i uniżeniem" 20.04.05, 15:12
          ydorius napisał:

          > Ma ona tylko jedną wadę: pożyczyłem ją komuś i nie wiem komu :-)

          o, widzę, że kolega kontynuuje działalność :-)))


          a owej książki nie czytałam i czuję się zachęcona.
          • ydorius Re: "Zpokorą i uniżeniem" 20.04.05, 21:00

            Ta.
            ydorius ewangelista :-)
            Ale w przypadku Feynmanna wiedziałem, kto był obdarowanym (i, co więcej,
            bezczelnie nastawał na to, by książkę zwrócić :-P)

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Pinezka's Potted Meat?
            Incomplete.
            violentowy świat braci y
            • martolka Re: "Zpokorą i uniżeniem" 20.04.05, 21:57
              "bezczelnie" - ha!

              co to ja... aha, masz pozyczyc "Polske Piastów" Pawla Jasienicy? - to juz nie
              bede nastawac :-P
    • Gość: libi Re: Mercure IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.05, 14:54
      Po przeczytaniu "Rtęci", która mnie wciągnęła swoim niesamowitym klimatem,
      sięgnęłam po "Kosmetykę wroga" i im dalej czytałam, tym bardziej mnie od tej
      lektury "odrzucało". Byłam zażenowana i oburzona postępowaniem bohatera,
      wzbudzał on we mnie całkowity brak zrozumienia i wręcz wstręt, aż tu nagle
      takie zakończenie... I perspektywa odczytania powieści zmieniła się całkowicie.
      Nie pamiętam, żebym w ostatnim czasie czytała książkę, która by mi tak
      namieszała w emocjach:)). No cóż, dałam się zwieźć manipulacjom Nothomb.
      I chyba chcę więcej takich przeżyć:)).
      • daria13 Re: Mercure 20.04.05, 15:37
        Gość portalu: libi napisał(a):

        > Po przeczytaniu "Rtęci", która mnie wciągnęła swoim niesamowitym klimatem,
        > sięgnęłam po "Kosmetykę wroga" i im dalej czytałam, tym bardziej mnie od tej
        > lektury "odrzucało". Byłam zażenowana i oburzona postępowaniem bohatera,
        > wzbudzał on we mnie całkowity brak zrozumienia i wręcz wstręt, aż tu nagle
        > takie zakończenie... I perspektywa odczytania powieści zmieniła się
        całkowicie.
        >
        > Nie pamiętam, żebym w ostatnim czasie czytała książkę, która by mi tak
        > namieszała w emocjach:)). No cóż, dałam się zwieźć manipulacjom Nothomb.
        > I chyba chcę więcej takich przeżyć:)).

        Witamy w klubie! Teraz przeczytaj koniecznie Krasomówcę, dla mnie number 2
        zaraz po "powieściach japońskich".
        Pozdrawiam:)
        • Gość: libi Re: Mercure IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.05, 15:57
          Na pewno sięgnę po kolejne książki Nothomb. A które z jej powieści zaliczają
          się do "japońskich"? Pozdrawiam również!
          • daria13 Re: Mercure 20.04.05, 16:06
            Gość portalu: libi napisał(a):

            > Na pewno sięgnę po kolejne książki Nothomb. A które z jej powieści zaliczają
            > się do "japońskich"? Pozdrawiam również!
            "Japońskie" książki Nothomb (nazwa umowna, wprowadzona na użytek własny) to: Z
            pokorą i uniżeniem i Metafizyka rur, należałoby jeszcze chyba wprowadzić nazwę
            ksiązki chińskie, bo akcja Sabotażu miłosnego dzieje się w Pekinie. Ojciec
            Amelii był dyplomatą i pisarka spędziła całe dzieciństwo właśnie w wielu
            egzotycznych krajach. Nie znam całej twórczości Nothomb, więc być może są
            jeszcze inne równie egzotyczne, jeśli ktoś zna to się polecamy:)
    • chiara76 Re: Mercure 26.04.05, 10:22
      Szkoda, że jej książki zawsze takie krótkie. Wczoraj pochłonęłam dwie. "Słownik
      Imion Własnych" i "Antychrystę".
      TEraz czeka na mnie "Sabotaż Miłosny". Ale na razie , jak dotąd, oczywiście i
      tak największy sentyment mam do "Z pokorą i uniżeniem". No, zobaczymy, czy
      zmieni mi się ta opinia w miarę poznawania jej innych książek. Pozdrawiam:)
      • hrabalek "Krasomówca" 27.04.05, 17:00
        Nothomb znów zabawiła się moimi emocjami, czytając "Krasomówcę"
        miałam cały czas uczucie rozdwojenia jaźni i wkurzało mnie to zdezorientowanie:
        czy ja stoję po właściwej stronie, czy współczuję właściwej osobie i niesmak
        czuję do tej, do której trzeba ten niesmak czuć .
        Czy mam litościwie patrzeć na Palamadesa,że trafił na takiego zadufanego w
        sobie Emila czy współczuć Emilowi,że trafił mu się taki mędziarz jak Palamedes.
        Wkurza mnie jak Nothomb razem z Emilem nabijają się z grubasa, dlatego,że jest
        grubasem.Kiedy już mam nadzieję,że oboje wreszcie zrozumieli,że tak nie można-
        Emil zakatrupił Palamedesa, chcąc mu ulżyć w ziemskim cierpieniu.
        Co jest z tą Nothomb,że stale pastwi się nad zgrzybiałymi zgredami, najpierw z
        okropnym pisarzyną w "Higienie mordercy" potem nad starym korsarzem w "Rtęci",
        nad znerwicowanym Japończykiem w "Z pokorą i uniżeniem" a teraz ten Palamedes.
        Przecież tacy ludzi też muszą istnieć, mają do tego prawo - czy nie?

        Oj Nothomb, Nothomb po czyjej Ty w końcu stronie stoisz i dlaczego tak się ze
        mną zabawiasz.
      • chiara76 Re: Mercure 28.04.05, 10:08
        "Sabotaż Miłosny", po przeczytaniu powyżej opinii kogoś, że ta książka akurat
        nie trafiła do czytającej, zastanawiałam się, jak to będzie w moim przypadku,
        ale nie zawiodłam się. I nawet podobała mi się bardziej chyba,
        niż "Antychrysta" na przykład. Będę poznawać jej książki dalej...

        Idę wygooglać jakąś biografię pani Amelii, zaintrygowała mnie:)
        • Gość: daria13 Re: Mercure IP: *.medical / *.crowley.pl 29.04.05, 16:18
          A propos Antychrysty, czytałam właśnie gdzieś, kiedyś na tym forum, że nie za
          bardzo. Ja jeszcze nie czytałam, ale chyba spróbuję, bo i tak nawet te nieco
          gorsze książki Amelie czyta się szybko i z niekłamaną przyjemnością.
          Droga Hrabalku!
          Mam do Ciebie osobistą prośbę: czy mogłabyś przeczytać moja odpowiedź na
          twojego posta w wątku Czy się mylę, a dotyczącego mojej mamałygowatej, w Twoim
          odczuciu, wypowiedzi? Prooooszę:))))

          Pozdrawiam:)
          • hrabalek "Słownik imion własnych" 09.05.05, 14:49

            Nadwrażliwcy i przyszłe baletnice - ręce precz od tej książki!

            ...a także matki(jak Lucette) upatrujące w imionach swoich nowonarodzonych
            dzieci- znaku, nadającego treść rozpoczętemu dopiero co życiu,
            takie matki, co to chcą swojemu dziecku "otworzyć nieskończoność(...),żeby nic
            go nie ograniczało,żeby jego imię utorowało mu drogę do niezwykłego losu".

            Takie "nawiedzone", gotowe są nawet ukatrupić swojego męża, który nie wyraża
            zgody na nadanie dziecku imienia (dziwacznego jak to u Nothomb)- Plectrude.

            Lucette, zabiwszy męża , trafia do więzienia, aby tam popełnić samobójstwo.
            Wydaje się ,że wystarczyło by już tych nieszczęśc na tak "cieniutką stronicowo"
            książkę, ale nie u Nothomb.
            Prześlicznej urody nowonarodzona Plectrude trafia na wychowanie do siostry
            Lucette- Clemence.
            Clemence, mając swoją dwójkę dzieci- bez reszty oddaje się wychowaniu małej
            Plectrude.......
            ..............i teraz nasza Nothomb rozpoczyna "poemat pedagogiczny" o
            wychowaniu dziecka, które najchętniej miałoby za profesora Rousseau, a
            nie "drętwą" nauczycielkę ze szkoły, do jakiej w końcu przyszło dziecku chodzić:

            "chciała złota, mirry i kadzidła, purpury i lilli, usłanych gwiazdami
            aksamitów barwy nocnego nieba, rycin Gustava Dore, dziewczynek o pięknych
            poważnych oczach i ustach bez śmiechu, niebezpiecznie uwodzicielskich wilków i
            zaklętych lasów.."

            Zupełny brak zainteresowania nauką, a jedynie sympatia do tańca- powodują
            przejście Plactrude do szkoły baletowej...........
            ...........i w tym miejscu Nothomb rozprawia się krwiożerczo z kadrą
            pedagogiczną szkół baletowych, wymyślając im od szczurów obrzerających ciała
            uczennic z mięsa.........no bo anoreksja, bulimia........

            .......potem Plectrude wpada w wir: porzuca szkołę- anoreksja,
            porzuca dom ciotki-bo pijawka z ciotki emocjonalna,
            zaczyna karierę aktorki,
            zachodzi w ciążę, aby dokładnie jak jej nieżyjąca matka, urodzić dziecko i
            popełnić samobójstwo w wiek 19 lat,
            spotyka wielką miłość z lat dziecięcych, która teraz rozpala sie na nowo,


            .....i spotyka przyjaciółkę, niejaką Amelię Nothomb.

            Amelia jako dobra przyjaciółka, podpowiada Plectrude: zrób to co zrobiła twoja
            matka!

            ....i Plectrude strzela w łeb , tyle,że nie w łeb własnemu ukochanemu , a
            właśnie Amelii.
            Tłumaczy ten fakt ukochanemu:

            "To jedyne , co mogłam zrobić, żeby skończyła wreszcie z tym fantazjowaniem"

            NO Amelio! przestań szeptać takie rzeczy ludziom do ucha, a szczególnie dobrym
            przyjaciółkom, bo zaczynam się cieszyć, że nie mam spluwy w szafie między
            prześcieradłami.

            P.S. zdaję sobie sprawę, że niektórzy (mam nadzieję) czytjący ten tekst, mogą
            pomyśleć: ona bredzi! być może .
            chciałam tylko "unaocznić" ,że dziwnego stanu emocjonalnego może człowiek
            doświadczyć czytając Nothomb.
            ........i sama już nie wiem - czy mi do płaczu , czy do śmiechu........
            • hrabalek "Kosmetyka wroga" 04.06.05, 15:12



              Moja droga Amelia tym razem "przyprawiła "mnie o gęsią skórkę.
              Ta książka zostaje w pamięci.

              Jeśli czasami przesiadujecie w poczekalniach lotnik, dworców,przychodni ,
              obserwujcie uważnie osoby, które przysiadają się do was i zadręczają rozmową
              (na którą wogóle nie macie ochoty).
              Znam takich natrętów.Dlatego doskonale rozumiem zdenerwowanie i złość bohatera
              książki.Więc zadbajcie o własne dobro i asertywnie zapytajcie czy przypadkiem
              wasz rozmówca nie nazywa sie Textor Texel.Jeśli przytaknie,że tak, to możecie
              być pewni,że ta historia skończy się źle.Więc jeszcze raz proszę, dla Waszego
              dobra: zapytajcie o nazwisko.


              Polecam tę książkę .Cała Amelia.
              • Gość: foxie77 Re: "Kosmetyka wroga" IP: 170.134.133.* 04.06.05, 20:23

                Mimo, za Amelia w sumie mi sie podoba, to zakonczenie Rteci wydalo
                mi sie troche sztuczne, ogolnie pomysl ciekawy przychodzi na mysl Kolekcjoner
                ale opisy Kapitana i pielegniarki dla mnie byly nierealne.
                No coz kazdy odbiera inaczej, natomiast Z pokora i unizeniem bardzo
                mi sie podobala.

                pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka