Dodaj do ulubionych

Vonnegut PROSZĘ O POMOC !!!!

IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 08.07.02, 19:16
Witam,

bardzo proszę o pomoc w sprawie odnalezienia "Memorandum" Vonneguta.
Pomoże mi ktoś ?Chodzi mi o wersję elektroniczną,może na jakiejś stronie ?
Nie wiem, czy to długie, znam tylko tytuł .....

Z góry bardzo dziękuję !!!
Obserwuj wątek
    • reptar Re: proszę o więcej danych... 08.07.02, 20:58
      Czy jesteś pewien, że "Memorandum" i że Vonneguta?
      Nic mi nie przychodzi do głowy. Vonneguta znam, ale z czymś takim chyba się nie
      zetknąłem. Znasz to z polskiego wydania?
      • martolka Re: proszę o więcej danych... 08.07.02, 22:19
        Od razu wiedziałam, że zastanę tu reptara, który ma racje oczywiście:). Nie ma
        czegoś takiego jak "Memorandum" Vonneguta, chyba że to nowe(?), albo jest inny
        Vonnegut (w co wątpię). Alex poszukaj w sieci a sam/a się przekonasz.
        • Gość: Niech Re: proszę o więcej danych... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.02, 23:18
          Szukaj na stronie www.duke.edu/~crh4/vonnegut/index.html - ale nic takiego
          nie znajdziesz.
          • reptar Re: a może to miało być... (patrz punkt 5) 09.07.02, 10:17
            Hej, Martolka! Hej, Niech!
            Szczerze mówiąc poczułem ulgę, kiedy przeczytałem Wasze posty. Bo jednak nie
            wiedzieć to nie wiedzieć, no nie?

            Jakie są możliwości:

            1) że jest to coś nowego. Vonnegut raczej już nie pisze, ale np. znalazłem w
            sieci "Like Shaking Hands with God: A Conversation about Writing" - wydaną w 2000
            roku.
            www.fantasticfiction.co.uk/books/x482_1.htm?authorid=3009
            Tego nie znam.

            2) Może być kwestia tłumaczenia. Pewnego razu "odkryłem" nieznane opowiadanie
            Vonneguta w pewnej dość świeżej antologii opowiadań sci-fi. Jednak nowe było ono
            tylko w spisie treści, po otwarciu książki na wskazanej stronie znalazłem
            "2BR02B", tyle tylko że inaczej zatytułowane.
            A zatem chcąc odnaleźć "coś", co po polsku miałoby inny tytuł, dotarłem w sieci
            do następującego adresu: www.geocities.com/aquamarine1438/VONNEGUT.html?

            Można tam znaleźć nie tylko tytuły książek, ale również opowiadań zawartych we
            wnętrzach tomów.

            Nigdzie śladu "Memorandum", czy choćby słowa memorandum.


            3) Może to być opowiadanie drukowane w prasie, a nie uwzględnione w żadnym tomie.
            Nie znam "Kanarka w domu kotów" (czy to było wydane po polsku?), ale z "Tabakiery
            z Bagombo" - z Przedmowy - wynika, że nic tam nie było oprócz tego, co później
            znalazło się w innych zbiorach. Niemniej "Tabakiera..." powstała poprzez
            wyszukiwanie dzieł Vonneguta w gazetach z dawnych lat. Być może coś umknęło. Ale
            w zasadzie gdyby coś umknęło poszukującym, to w zasadzie powinno w ogóle nie być
            znane.

            4) Wreszcie myślałem, że może autorem "Memorandum" jest... Kilgore Trout. Ale
            szukanie w tym kierunku też nie przyniosło rezultatów.

            5) A co pierwsze przyszło mi do głowy, zanim jeszcze rozpocząłem poszukliwania po
            sieci, to REQUIEM zamiast MEMORANDUM i Msza żałobna wprowadzona przez Kurta
            Vonneguta w roku 1985. Może to o to chodzi?
            • reptar Re: bo jeśli to miało być to... 09.07.02, 10:30
              Bo jeśli to miało być to, to polecam

              vonnegut.art.pl/rozne/dzwiek.html
              • Gość: Niech Re: bo jeśli to miało być to... IP: 217.197.165.* 09.07.02, 13:16
                Jesli memorandum nie jest tytulem, lecz tylko forma, to moze to byc duzo
                roznych rzeczy, ale raczej nie duze formy. Moze to byc tez tylko podpis V. pod
                jakims apelem - jeden z kilku. Bez podpowiedzi od autora watku troszeczke
                jestesmy bezradni.
                • reptar Re: bo jeśli to miało być to... 27.08.02, 02:17
                  Minęło już półtora miesiąca.
                  Alex milczy, i chyba się nie dowiemy, czy znalazła to, czego szukała... :(

                  A może jednak jeszcze się odezwie...
    • reptar Jeśli zajrzy tu Sacto... 02.10.02, 11:35
      Przeskoczyłem tutaj z wątku "Książka, którą czytacie wiele razy".
      To dlatego, że tu jest to bardziej w temacie niż byłoby tam.


      Gość portalu: sacto napisał(a):

      > Przy okazji, czytałem niedawno "kocią kołyskę" K. Vonneguta. Chciałem zapytać
      > jego fanów czy inne książki są, że tak powiem, w podobnym stylu?


      Jako że Martolka naznaczyła mnie na fana, czuję się wywołany do tablicy. Nie
      chciałbym jednak napisać bzdur, a stracha mam trochę, wszak bo opieram się na
      tym, co w większości już pozapominałem (i a nuż jeszcze wyjdzie, jaki cienki ze
      mnie fan). Potraktuj to więc niezobowiązująco, a czy jest w tym źdźbło racji,
      przekonaj się sam, czytając kolejne książki KV.

      Jest tak: "Kocia kołyska" jest wartka, jak gdyby autor gnał do przodu, by
      zdążyć opowiedzieć całą historię, zanim skończy się książka. Jest najszybszą
      z książek Vonneguta. Takie tempo ma jeszcze "Galapagos". Obie dotyczą bardziej
      samej historii niż występujących w niej osób. Trudno jest wybrać kogoś, z kim
      by się identyfikowało. Nawet narracja w pierwszej osobie nie przeszkadza
      usytuować się na zewnątrz. "Kocia kołyska" i "Galapagos" są jak jazda na
      karuzeli albo dobrze skonstruowany dowcip.

      "Syreny z Tytana" są już bardziej angażujące emocjonalnie - o, dużo bardziej!
      To książka o niebo głębsza od dwóch wymienionych wcześniej, bo oprócz tego, że
      śmieszna, że konstrukcję ma pozapinaną na ostatni guzik, potrafi również
      wzruszyć. To dla mnie najlepsza powieść KV, to dla niej stałem się fanem.

      Niektóre książki Vonneguta cechuje styl gulaszowy (do tego określenia jeszcze
      wrócę). "Slapstick", w którym wyczuwasz biograficzność nawet tam, gdzie z
      pozoru próżno by jej szukać (ale jest), albo "Rzeźnia numer pięć" - Vonnegut
      miesza fantastykę z opiniami, relacje ze wspomnieniami i refleksjami, akcja
      staje się przede wszystkim okazją. Podobnie rzecz ma się z "Niech pana Bóg
      błogosławi, panie Rosewater" (w mniejszym stopniu) i ze "Śniadaniem Mistrzów"
      (w większym). To ostatnie powszechnie uważane jest za jedno z najlepszych (może
      najzabawniejszych?) dzieł Vonneguta, ja jednak wolę z tuzin innych, a w tym
      tuzinie wszystkie pozostałe trzy z tego akapitu (Slapstick, Rzeźnia i Bóg
      błogosławi).

      Jest też pewna grupa książek - "Rysio Snajper", "Recydywista", "Sinobrody",
      "Hokus-pokus" - które nazwałbym zwykłymi powieściami bez fantastyki, oraz
      "Pianola", którą nazwałbym zwykłą powieścią z fantastyką. Czyta się je całkiem
      przyjemnie, jeśli się jest już fanem, ale gdyby się od nich zaczynało, to trudno
      powiedzieć, czy skończyłoby się tak, jak się skończyło. Aha, w "Sinobrodym"
      jest jeden zupełnie odlotowy motyw.

      Najpoważniejszą książką - a zarazem jedną z najlepszych - jest "Matka noc".
      Jest całkiem na serio.

      Jest też kilka książek gawędziarskich - "Niedziela palmowa", "Wampetery, foma i
      granfalony" oraz "Losy gorsze od śmierci", zresztą składają się one z różnych
      przemów, wstępów i posłowi, listów, wywiadów, esejów etc. To w ogóle nie są
      powieści, tylko konglomeraty.

      "W dniu urodzin Wandy June" to sztuka, a więc i zupełnie inna percepcja. A
      jeśli chodzi o treść, to z tych bardziej groteskowych i z tych mniej ciekawych.

      Dwa tomy opowiadań ("Witajcie w małpiarni" i "Tabakiera z Bagombo") są cudowne.
      Smutne i spokojne, czasem potrafiące wyszperać niezwykłość w zwyczajności. I
      niejednolite - obok czystej fantastyki w jednych, czysta codzienność w innych.
      Ale są też i opowiadania, które psują trochę tę przychylną ocenę, które dobrze
      że się już skończyły.

      I wreszcie "Trzęsienie czasu", powieść odgrzana. To właśnie z niej zapożyczyłem
      ów gulasz kilka linijek wyżej. "Trzęsienie czasu" powstało po raz pierwszy w
      1966 roku, lecz sam autor stwierdził, że jest to książka, która po prostu nie
      chciała być napisana - nieudana, pozbawiona sensu. Po trzydziestu latach wrócił
      do niej, i o nowej wersji napisał tak: "Powiedzmy, że ta książka to gulasz
      przyrządzony z najlepszych części tamtej, doprawiony przemyśleniami i
      doświadczeniami ostatnich siedmiu miesięcy". To książka bardzo dziwna. Niestety
      wyszła w idiotycznym przekładzie - Kilgore Trout występuje tu raz jako Pstrąg
      Zabijuch, kiedy indziej jako Pstrąg Zabijucha, i już samo to (nawet bez
      wytkniętego dualizmu) wystarczy, żeby wydać wydawnictwu jak najbardziej
      niepochlebną opinię. Co do samej książki, ja ją lubię. Bardziej niż "Śniadanie
      Mistrzów".
      • pippin Re: Jeśli zajrzy tu Sacto... 03.10.02, 10:03
        Reptar jesteś killerem. Przeczytałem to wszystko ale tyle nie pamiętam. Może dlatego że mam pełny recyclin - mogę po 4 latach coś czytać drugi raz i jest jak nowe. :-)
        Powiem jedno K.V. Jr jest jak pizza albo seks - raz lepszy, raz gorszy ale zawsze dobry (to chyba z filmu threesome BTW).
        Ja zacząłem czytanie tego autora od Syren z Tytana i był to początek najlepszy z możliwych. Do dziś nic Syren nie pobiło, choć o włos znajdowało się "Śniadanie Mistrzów".
        [Dzięki Kurt za bobry. Dzięki tobie wiem o co chodzi Primusowi w piosence "Wynona's big brown beaver"]

        :-)
        • martolka Re: Jeśli zajrzy tu Sacto... 03.10.02, 10:46
          pippin napisał:

          > Reptar jesteś killerem. Przeczytałem to wszystko ale tyle nie pamiętam.

          No i miałam rację z tym 'fanem'. A próbował się asekurancko wykręcić...
        • Gość: Mema Re: Jeśli zajrzy tu Sacto... IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 23:27
          Ja tez to wszystko, no moze prawie wszystko, przeczytałam, ale i tak nie
          zmieniłam zdania , ze moim naj-najem Voneguttowskim jest "Śniadanie mistrzów",
          albowiem "jabłko był to owoc a wyglądał tak" oraz oczywiscie dziury w zadku i
          bobry :]
          Ale niedawno, niedawno dopiero przeczytałam "Tabakierę z Bagombo" i baaardzo mi
          sie podobały niektóre z opowiadań ("Chcielibyśmy dziś zaczać wszystko od nowa.
          Czy mozesz nam powiedzieć, który guzik wcisnać?"). Te opowiadania maja trochę
          inny klimat tej specyficznej Kurtowej kpiny z konsumpcyjnych Stanów, taki mniej
          gorzki, pozostawiający nadzieje...
          A "Rzeźnia"?

          Pozdrawiam
          Mema
    • reptar Może zajrzy tu Spacja...? 31.03.03, 08:45
      Droga Spacjo, na wątku
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=74&a=1577440
      (niestety, zarchiwizowany, więc tam się już nie da rady dopisać) wymieniliśmy
      parę postów na temat książki "Eden Express". Ja pisałem o czerwonej okładce, Ty
      nie prostowałaś. Udało mi się kupić inne wydanie (Remix, Wrocław 1992), i ono
      jest bez czerwonej okładki. W tłumaczeniu Sherill Howard Pociechy i Lecha
      Janerki. Wydanie aż roi się od błędów: cudzysłów zamiast przecinka, brakujące,
      pomylone lub nadliczbowe litery, notoryczne używanie ż zamiast ź, pisownia
      łączna i rozdzielna "nie" z przysłówkami oparta na zmiennej losowej, kitfasić
      i do nikąd... Krótko mówiąc: blamaż. Aha, i ta interpunkcja typu "wysoka ruda,
      dziewczyna".

      Rzuć okiem na swoją półkę, proszę. Masz inne wydanie, prawda? Kto je wydał? Czy
      to również to samo tłumaczenie?


      Przy okazji ciekawostka: w książce pojawia się szachownica, która po jednej i
      drugiej stronie ma wypisane gotykiem przekazy "Ta zabawa nie jest dla
      dziewczynek" i "Strzeż się". Dlaczego ciekawostka? Spójrzcie jeszcze raz na
      nazwisko tłumacza   ;-)
    • reptar Mark Vonnegut - Eden Express 31.03.03, 08:46
      Mark Vonnegut, syn Kurta, napisał książkę o schizofrenii (według ówczesnej
      klasyfikacji), biograficzną. Jako że Kurt wspomina "Eden Express" w swoich
      książkach, a Mark pokazuje ojca na łamach swojej, jest to ciekawe rozszerzenie
      horyzontów dla miłośników KV.

      Zabawny jest moment, kiedy Kurt ukazuje się Markowi w halucynacji i rozmowa
      przebiega mniej więcej tak: Mark informuje ojca, że pierwszą rzeczą, jaką
      czytał po wyjściu z wariatkowa są "Bracia Karamazow"; ojciec proponuje, by
      otworzył książkę na dowolnej stronie i Mark trafia na zdanie "Koniec czasu
      będzie naznaczony czynami bezgranicznej litości".

      - Dzięki. Tato - uśmiechnąłem się mimo woli.
      - Co w tym śmiesznego, Mark?
      - Nic, tylko pomyślałem sobie, na jakie gówno trafiłbym, gdyby była to na
              przykład "Kocia kołyska".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka