Dodaj do ulubionych

Książki dla półgłówków?

17.06.05, 13:52
Czytając ostatnio pojawiające się wpisy coraz częściej zastanawiam się nad
pewnym zadziwiającym mnie faktem.

Czytanie postrzegane jest jako wartość nadrzędna. Zadowolenie z siebie
mierzone jest ilością i jakością przeczytanych książek, a nieczytanie
postrzegane jako ułomność i dowód na gorszy rozwój intelektualny.

Jestem pewna, że przynajmniej połowa osób zapytanych o splajny kubiczne, wzór
chemiczny alkoholu, poproszona o wyjaśnienie przepływu prądu, powie coś o
tym, że z przedmiotów ścisłych miała złe oceny, albo, że średnią szkołę
kończyła sto lat temu i uzna to za wystarczające wytłumaczenie – nie poczują
się zawstydzeni niewiedzą na poziomie minimum średnio wykształconego
człowieka. Poczują się zażenowani jednak tym, że ktoś nie wie, kto napisał
Idiotę. Z czego wynika ta niesprawiedliwość? Przecież, żeby zrozumieć
matematykę trzeba intelektu, a książki może czytać półgłówek. Skąd więc to
poczucie wyższości? Dlaczego bez wstydu można się przyznać do braków w
wykształceniu, ale nie w oczytaniu? Dlaczego można radośnie powiedzieć „teatr
mnie nudzi, bo – i tu podać kompletnie idiotyczne powody” i nie tracić
dobrego o sobie mniemania, ale prychać, bo ktoś czyta Samotność w sieci.
Dlaczego można nie wiedzieć co napisał Hobbes, ale koniecznie trzeba znać
Ulissesa? Gdzie leży granica, za którą można czytać francuską prozę
dziewiętnastowieczną i nie zastanawiać się czemu RF sponiewierała zwłoki
świętej Gieni?

Książki kontra świat? Książki jako kompensacja? Książki jako erzac
intelektualnej rozrywki dla ograniczonych jednostek nie mogących czerpać
przyjemności z rozwiązywania złożonych problemów matematycznych czy
filozoficznych? Książki jako ujście kompleksów?
Bo przecież, proszę mi wybaczyć szczerość, jakoś tu nie widać wielu erudytów.
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 13:58
      agni_me napisała:


      > Książki kontra świat? Książki jako kompensacja? Książki jako erzac
      > intelektualnej rozrywki dla ograniczonych jednostek nie mogących czerpać
      > przyjemności z rozwiązywania złożonych problemów matematycznych czy
      > filozoficznych? Książki jako ujście kompleksów?

      Jak o mnie chodzi, to wszystkie powyższe odpowiedzi są prawidłowe. Plus
      odpowiedź dodatkowa: inaczej bym się strasznie nudził, bo nie jestem mistrzem
      świata w wymyślania sobie rozrywek.

      Pozdrowienia:)
      • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 15:36
        szaaaa, między nami - ja nic innego nie potrafię robić. :-)
        • Gość: zbt fg2002 Re: Książki dla półgłówków? IP: *.smstv.pl / 81.210.104.* 18.06.05, 21:33
          kocham Cie za to, że sie do tego przyznałaś
        • Gość: zbt fg2002 Re: Książki dla półgłówków? IP: *.smstv.pl / 81.210.104.* 18.06.05, 21:33
          kocham Cie za to, że sie do tego przyznałaś
    • sobiepanna Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:08
      agni_me napisała:
      > Czytanie postrzegane jest jako wartość nadrzędna. Zadowolenie z siebie
      > mierzone jest ilością i jakością przeczytanych książek, a nieczytanie
      > postrzegane jako ułomność i dowód na gorszy rozwój intelektualny.

      Postrzegane przez kogo? I kto właściwie czytaniem mierzy zadowolenie z siebie?
      Dla mnie odpowiedź na oba pytania jest jedna: półgłówki.
      • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 14:18
        Trochę takich półgłówków jest i na tym forum, ale z przyjemnością stwierdzam,
        że mimo wszystko stanowią oni mniejszość. Dobrze, iż tępe snoby nie zdołały
        narzucić tutaj swojej dominacji:)
    • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:19
      Zawsze twierdziłam, ze ksiązki czytają tylko idioci, niezdolni do niczego
      innego . Prawdziwie myślacy ludzie prowadzą w tym czasie wojny i wykorzystują
      wspanialości fizyki i chemii.
      • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:22
        Dodam tylko, ze naprawdę nie potrzebuję wiedzieć , że C2H5OH to alkohol.O wiele
        bardziej przydatne jest dla mnie to, że ojciec nauczył mnie jak zrobić ten
        pzredmiot pożądania z drożdzy, cukru i wody:P

        • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 14:27
          Pędź sobie dziecinko, a jak chcesz - spożywaj. Na zdrowie. W rozwiązywaniu
          zadań z matematyki to przeszkadza, ale książki można czytać nawet z mózgiem
          zdegenerowanym do poziomu imbecyla;)
          • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:29
            Dziękuję, wole fermentować niż pędzić:))))))) Jak ktoś tu czuje sie
            niedowartościowany to sugeruję pogadać z Musilem:P Po smierci.
            • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 14:31
              Bla bla. Musil, Joyce i inne aluzje. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia o co chodzi,
              ale się nie przejmuję:)
              • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:34
                Musil był matematykiem, dziecinko.
                • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 14:35
                  Nie wiedziałem. Dziękuję za informację, choć nie sądzę, by mi się na coś
                  przydała. W teleturniejach nie startuję;)
                  • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:41
                    Poniewaz tylko ty wiesz o co ci chodzi, sugerujesz mi pędzić bimber dalej, bo
                    przeszkadza w rozwiązywaniu zadań, a sam nie znasz faceta, który poł zycia
                    przesiedział w matematyce, wiec chyba masz rozdwojenie jazni...
                    • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 14:45
                      hermina5 napisała:

                      > Poniewaz tylko ty wiesz o co ci chodzi, sugerujesz mi pędzić bimber dalej, bo
                      > przeszkadza w rozwiązywaniu zadań, a sam nie znasz faceta, który poł zycia
                      > przesiedział w matematyce, wiec chyba masz rozdwojenie jazni...

                      Porażająca jasność, precyzja i elegancja wypowiedzi. Jeśli chodzi o mnie, to
                      odpadam. Proszę przyjąć wyrazy szacunku:)
                      • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:47
                        Ja po prostu przystosowuję się do poziomu rozmówcy. Bla, bla...
                        • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 14:51
                          Dziękuję za starania. Jak jeszcze trochę obniżysz poziom, to może zacznę
                          nadążać;)
                          • nienietoperz Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 18:33
                            Drogi swiatowcu.
                            Chcialbym sie z Toba podlaczyc do objezdzania tych paskudnych czytaczy
                            beletrystyki, blleee. Sam jestem (tak jak Ty zapewne) matematykiem, i na mysl o
                            ksiazkach 'fabularnych' robi mi sie niedobrze. Tez uwazam, ze matematyka jest
                            nauka tak scisla, precyzyjna i konkretna, ze jakakolwiek odrobina wyobrazni,
                            szerszych horyzontow i wiedzy bocznej moze byc wrecz szkodliwa. Nie mowiac juz o
                            nic nie wnoszacym ogladaniu filmow, chodzeniu do teatru, czy dyskutowaniu o
                            pozal sie Boze filozofii.
                            W zwiazku z checia polaczenia wysilkow w tepieniu pseudooryginalnosci (ze to
                            sie cos czytalo niby, to sie wiecej wie), prosilbym o jakies namiary na Twoje
                            prace naukowe, zebym mogl lepiej zrozumiec, czym sie tak dokladnie w naszej
                            pieknej dziedzinie zajmujesz - pewnie dzialasz w jakiejs grupie badawczej,
                            uczelnia, czy co?. Ulatwi nam to wspolprace w mietoleniu baranow, co to nawet
                            nie wiedza dlaczego bidual C*-algebry jest algebra von Neumanna.
                            Z harcerskim pozdrowieniem,
                            nienietoperz

                            • Gość: światowiec Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 19:42
                              Gratuluję zawodu, ale matematykiem zawodowym nie jestem. Nie wiem, skąd to
                              przypuszczenie. Zadania z matematyki rozwiązuje w szkole od pierwszej klasy,
                              później wiele osób styka się z nią na różnych kierunkach studiów. Nie zawsze
                              najbardziej uzdolnieni idą na matematykę, bo mało się po niej zarabia (sytuacja
                              zmieniła się w związku z rozwojem informatyki).
                              Zwracam ponadto uwagę, że krytykuję nie czytlnictwo lit. pięknej, a związany z
                              nim snobizm - to dwie różne rzeczy i proszę mi gęby antyliterata nie
                              przyprawiać.
                              • nienietoperz Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 19:54
                                Zawod jak zawod, nie ma specjalnie czego gratulowac. Zreszta jak sam zauwazyles,
                                matematyka jest dla mniej zdolnych, odkad jest informatyka=wieksze pieniazki
                                (chcialbym po cichu zanotowac, ze nawet przed ogolna dostepnoscia
                                mikrokomputerow byly jakies kierunki pozwalajace na wieksze zarobki, i zapewne
                                tam, a nie na matematyce czy fizyce nalezy szukac calej smietanki
                                najzdolniejszych i najbardziej utalentowanych).

                                Twoja uwaga (jak rozumiem, jestes informatykiem, tylko skromnosc nie pozwolila
                                Ci tego jawnie wyartykulowac) po czesci wyjasnia czemu na tym forum
                                najzdolniejsi nie dyskutuja - na czytaniu ksiazek nikt jeszcze majatku powaznego
                                nie zrobil. I madrza sie tacy, a na glupi samochod nawet ich nie stac.

                                Geby antyliterata nie przyprawiam, wydaje mi sie, ze wypowiedzi wczesniejsze
                                przybily juz ja niestety/ na_szczescie gwozdzikami. Przynajmniej o snobizm
                                intelektualny nikt nie bedzie podejrzewac.

                                Z podziwem,
                                niezbyt zdolny,
                                malo zaradny,
                                nienietoperz.
                                • nienietoperz Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 19:55
                                  Zapomnialem dodac:
                                  absolutnie nie swiatowy
                                  nntpz.

                                  Pozdrowienia.
                                  • Gość: nieświatowy gbur Re: Książki dla półgłówków? IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 20:25
                                    Czemu ludzie biorą wszystko do siebie? Informatyka jest obecna na wydziałach m.
                                    in. matematyki, a więc ze wzrostem znaczenia informatyki wzrasta również
                                    znaczenie wydziałów matematyki - taki był zamierzony sens mojej wypowiedzi,
                                    widać niejasno się wyraziłem.
                                    Nie będę kontynuował dyskusji, bo widać wszystkich tutaj poborażałem, a w
                                    takiej atmosferze nie da się rozmawiać.
                                  • 3rdeye Re: Książki dla półgłówków? 18.06.05, 13:30
                                    nieświatowy. jeśli chcemy być ściśli =)

                                    ale powiem, szczerze coś w tym jest. wydaje mi sie, ze czytanie po czesci jest
                                    crazy i trendy. przeciez, to ono wyroznia inteligentow od dresiarzy stojacych
                                    pod blokiem. w koncu trzeba przeczytac jakies kannony, bo jak nie to jest sie
                                    debilem. czytanie nie jest dla przyjemnosci, tylko po to zeby nie byc debilem.
                                    hmmm wydaje mi sie, ze faktem jest iz ksiazki trzeba czytac, by rozwijac
                                    wyobraznie itp. natomiast sam fakt czytania nie jest czyms co jest super z
                                    definicji. popieram osobe piszaca, ze w Polsce (z tego co wiem na zachodzie tak
                                    nie jest, nie wiem jak jest na wschodzie) przyjelo sie, ze mozna nie wiedziec co
                                    mówi teoria heisenberga (nie wiem czy dobrze napisalem), ale nie można nie
                                    wiedzieć kto napisal "lalke"

                                    BE ZE DU RA

                              • Gość: zbit fg2002 Re: Książki dla półgłówków? IP: *.smstv.pl / 81.210.104.* 18.06.05, 21:50
                                Światowiec, popieram Cie - matematyk Cie nie zrozumiał, bo on, widać, naukowiec
                            • Gość: gosc Re: Książki dla półgłówków? IP: 62.233.189.* 19.06.05, 02:02
                              nietoperzu kochany a wiesz kim byli russell i whitehead? kim byli z
                              wyksztalcenia? a wiesz za co russell nobla dostal? matematyku!!!
                              • nienietoperz Wyjasnienie 20.06.05, 11:12
                                Drogi gosciu,
                                widze, ze nalezy sie wyjasnienie, mialem nadzieje, ze da sie nieporozumienia
                                uniknac. Ogolnie rzadko daje sie wciagnac w dyskusje, maestro swiatowy
                                doprowadzil mnie jednak do szewskiej pasji. Jest tylko jedna rzecz, ktora
                                irytuje mnie bardziej niz chwalenie sie ignorancja matematyczna w imie wyzszosci
                                zdolnosci humanistycznych. Rzecza ta jest mianowicie zaslanianie sie rzekoma
                                znajomoscia matematyki w celu usprawiedliwiania lekcewazacego stosunku do
                                literatury. To drugie na szczescie zdarza sie rzadko, a w gronie osob
                                zajmujacych sie powaznie matematyka czysta nigdy. Stad moja (niepotrzebna,
                                przyznaje sie) prowokacja, ktorej celem bylo upewnienie sie, ze swiatowiec z
                                moja dziedzina rozumiana czysto nic wspolnego nie ma. Mialem nadzieje, ze kazdy
                                w miare rozsadny czytelnik dotrze do wniosku, ze moj post (zgodnie z
                                zamierzeniem) zawiera stek piramidalnych bzdur, i nie potraktuje go powaznie.
                                Jeszcze raz przepraszam za konfuzje, jesli tak nie bylo.

                                Pozdrawiam,
                                nntpz.
                                P.S. Russell i Whitehead sa mi poniekad znajomi, ciesze sie, ze Tobie rowniez.
                        • Gość: limette Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 21:06
                          BLA BLA BLA - znów zamiast dyskusji na temat jakieś pierdółki i przepychanki
                          słowne, łapanie się za języki i inne wyszukane metody. Ciekawe czy w realu też
                          byście tak wiecznie i uparcie szukali powodów do kłótni, o to kto bardziej
                          wykształcony.
                • aaneta matematyk Musil? 18.06.05, 09:10
                  To trochę w bok od tematu dyskusji, ale poproszę o jakiś namiar na tego
                  matematyka Musila, bo pierwsze słyszę. Może dlatego, że matematyczką jestem
                  niepraktykującą (w sensie zawodowym) i w tej dziedzinie się nie rozwijam, ale
                  mam pewne nawyki i potrzeby, nie wiem, czy wynikające z mojej natury czy nabyte
                  w procesie kształcenia, dlatego chciałabym wiedzieć coś o Musilu - matematyku,
                  bo do tej pory słyszałam tylko o Musilu, Robercie zresztą - pisarzu, chociaż go
                  nie czytałam, do czego się przyznaję bez bicia i wcale się tego nie wstydzę - to
                  już powrót do tematu dyskusji, ewentualne rozwinięcie później, jak się obudzę.
                  • fg2002 Re: matematyk Musil? 18.06.05, 22:04
                    aaneta - Ciebie też kocham, bo rozumiem że grzecznie zwracasz uwage
                    matematykowi, że sie wymądrza nie na temat a do tego niekompetentnie.
                    • aaneta Re: matematyk Musil? 19.06.05, 16:50
                      Dzięki za wyznanie i uznanie, chociaż trochę na wyrost, bo założyłam, że jednak
                      istnieje jakiś wielki matematyk Musil, tylko ja go nie znam. Ostatecznie o takim
                      np. gościu, o którym opowiada film "Piękny umysł", też mnie w szkole nie uczyli,
                      a podobno wielkim matematykiem był. Niekompetentnego wymądrzania się osoby,
                      która parę postów powyżej zaleciła przeciwnikowi czytanie Musila, a potem
                      podpowiedziała z politowaniem w głosie, że był to matematyk, nie wykluczałam,
                      ale mimo wszystko sądziłam, że jest to mniej prawdopodobne. Teraz obawiam się,
                      że chyba jednak komuś pomylił się pisarz z bohaterem jego powieści, ale wobec
                      powagi tej dyskusji to szczegół, a do tego nie na temat.
                      Inna sprawa, że na temat zostało już niewiele do powiedzenia, bo został pięknie
                      rozwinięty, na poważnie i niepoważnie, ale oczywiście nie mogę sobie odmówić
                      przyjemności wtrącenia swoich trzech groszy.
                      Agni_me, byłoby wspaniale, gdyby świat naprawdę wyglądał tak, jak piszesz,
                      chociaż z Twojego postu rozpoczynającego ten wątek przebija rozżalenie,
                      zdegustowanie i niezadowolenie - jeśli to nie ironia, oczywiście. Niestety,
                      wiele osób przyznaje się bez wstydu zarówno do braków w wykształceniu, jak i
                      oczytaniu. Na własne uszy nieraz słyszałam z pełnym zadowoleniem z siebie, jeśli
                      nie z dumą wręcz (oczywiście zupełnie dla mnie niezrozumiałą) wypowiedziane
                      zdanie: A ja książek w ogóle nie czytam! Żeby to jeszcze miało w podtekście
                      dokończenie: a i tak jestem mądry! - to pół biedy, niestety, kontekst był
                      zupełnie inny: nie tracę czasu na pierdoły, w przeciwieństwie do tych dziwaków i
                      frajerów, którzy nie robią nic pożytecznego, nie zarabiają kasy, tylko czytają
                      książki. Czy taka postawa (i ilość ludzi, którzy ją prezentują) nie jest
                      większym problemem niż wywyższanie się czytających nad nieczytającymi?
                  • broch Re: matematyk Musil? 20.06.05, 18:09
                    Musil uzyskal tytul doktora w dziedzinie filozofii, nauk przyrodniczych i
                    matematyce.
                    Tytul pracy doktorskiej "Beiträge zur Beurteilung der Lehren Machs" 1908.

                    • aaneta Re: matematyk Musil? 21.06.05, 14:52
                      Nareszcie ktoś się nade mną zlitował. Wielkie dzięki, brochu, ale w dalszym
                      ciągu nie jestem przekonana, czy można Musila nazywać matematykiem, i w dodatku
                      stwierdzić (jak hermina), że pół życia przesiedział w matematyce. To tak jakby
                      o Lemie mówić, że jest lekarzem.
                      • broch Re: matematyk Musil? 21.06.05, 16:27
                        ehh.. ta wyobraznia literacka. Nawiasem mowiac do Lema lekarza bym nie poszedl:
                        co by sie ze mna stalo gdyby sie zamyslil nad nowa powiescia w czasie zabiegu? :)
                        Wrazajac do Musila: cale Jego wyksztalcenie (wojskowa szkola techniczna
                        (Niepokoje wychowanka Torlessa) potem uczelnia) mialo charakter techniczny. Moze
                        wiec bardziej precyzyjne boloby nazwanie Musila inzynierem(?).
                        • aaneta Re: matematyk Musil? 21.06.05, 16:42
                          Otóż to. Koniec czepiania się (przynajmniej na razie i z mojej strony).
                          Pozdrawiam serdecznie.
          • viking2 Re: Książki dla półgłówków? 18.06.05, 04:51
            > Pędź sobie dziecinko, a jak chcesz - spożywaj. Na zdrowie. W rozwiązywaniu
            > zadań z matematyki to przeszkadza,

            Nie, kochany, odwracasz pojecia. To rozwiazywanie zadan z matematyki przeszkadza
            w wiekszosci normalnych czynnosci, w tym rowniez i w fermentowaniu, pedzeniu, a
            takze i spozywaniu cukrowej malmazji...
          • Gość: kojot Re: Książki dla półgłówków? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.05, 19:33
            czytać można,ale czy zrozumieć...
        • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:27
          I juz na sam koniec. Nazwa tego forum brzmi ksiązki, więc co w tym dziwnego, że
          nie pisze się tu o fizyce kwantowej, pzrepływie pradu i budowie molekuły? Na
          forum technika, komputery czy wędkarstwo te nikt nie pisze o rodzeniu dzieci i
          ciązy, nie?
          • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 15:34
            Nazwa tego forum brzmi książki, nie dziwi więc, że rozmawia się tu o
            książkach, natomiast dziwi brak umiejętności czytania ze zrozumieniem u
            forumowiczów. Pytanie jakie zadałam sobie i forumowiczom brzmi: dlaczego
            znajomość Dostojewskiego jest bardziej ceniona niż znajomość matematyki, czy
            filozofi, a także, dlaczego możemy się uśmiechać pod nosem, gdy ktoś pomyli
            Prusa z Głowackim Januszem, natomiast nie wydaje nam się śmieszną nieznajomość
            praw fizyki. I myślę, że akurat to forum jest dobrym miejscem, by się nad tym
            zastanowić.
            • hermina5 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 16:18
              Pytanie jakie zadałam sobie i forumowiczom brzmi: dlaczego
              > znajomość Dostojewskiego jest bardziej ceniona niż znajomość matematyki

              Zapewne dlatego, ze na FORUM pt. KSIĄŻKI bardziej się ceni ksiązki niż
              znajomośc matematyki.
              Poza tym, kto bardziej ceni znajomość Dostojewskiego od matematyki? Jesli
              idziesz na rozmowę o pracę np. w restauracji obie te cechy sa dla Twojego
              potencjalnego szefa równie bezwartościowe.
              A już kompletnie nie rozumiem, dlaczego Dostojewwski ma być wyżej ceniony jak
              filozofia, jesli nijak przez niego nie przejdziesz bez znajomosci filozofii ,w
              tym równiez i filozofii idei.
              • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 16:34
                Te pytania nie dotyczą forum książki jedynie, to raz. Chcę zrozumieć dlaczego
                ludzie mają większą łatwość przyznawania się do niewiedzy w jakiejś dziedzinie,
                a także jej wybaczania, niż do przebaczania innym nieoczytania. O sytuację,
                kiedy po rozmowie w sprawie pracy z szefem restauracji mówi się - co za buc, od
                razu widać, że nie czytał zbyt wiele. A przecie w tej właśnie sytuacji jest to
                bezwartościowe.
                Natomiast przez Dostojewskiego spokojnie można przejść bez znajomości filozofii
                idei. Inną sprawą jest, ile się z takiej lektury wyniesie.
                • Gość: iii Re: Książki dla półgłówków? IP: *.ath.cx / *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.05, 17:32
                  Skoro Twoje refleksje dotycza wyższości czytania książek w ogóle, to wydaje mi
                  sie, ze idziesz troche zlym tropem. "Ze buc nie czytal za wiele" to juz raczej
                  utarte powiedzenie i wygłaszający te słowa może mieć na myśli choćby kodeks
                  drogowy czy tablice Mendelejewa - zauważ, że aby nauczyć się chemii, trzeba
                  czytać; tak samo z innymi dziedzinami. Szczerze mówiąc mając do czynienia z
                  ludźmi wykształconymi jakoś nie zauważyłam, żeby się wstydzili, że nie znają
                  Dostojewskiego czy Joyce`a. Wydaje mi się, że za bardzo zapatrzyłaś się w
                  Forum...lub siebie, agni_me.
                  • agni_me Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 18:58
                    A i to być może, żem zapatrzona w siebie, w końcu te pytania zadaję przede
                    wszystkim sobie i sama szukam na nie odpowiedzi. Zaś to forum w dużej, oj dużej
                    mierze przyczyniło się do tego, że pojawiły się one znowu i tak intensywnie.
                    Nie mam gotowej odpowiedzi - szukam, może się okazać, że powinnam szukać w
                    sobie.
                    • ireo (są nawet specjalne książki dla półgłówków) 18.06.05, 12:39
                      uprzeymie infformuyę, że:
                      1. wątek zauważyłem
                      2. kompletowanie biblioteki, która umożliwi mi ustosunkowanie się, rozpocząłem.
                      • agni_me Re: (są nawet specjalne książki dla półgłówków) 18.06.05, 13:20
                        :-P
            • hetka Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 22:13
              Bo my jesteśmy stuknięci, kochmay literaturę, mamy świra na jej punkcie, nie
              możemy bez niej żyć, jest dla nas jak powietrze, zaczęliśmy w kołyskach i to
              dla nas świat cały. A w każdym środowisku są pewne rzeczy oczywiste. Choćby
              informatycy na moje prośby wyjaśnienia czegoś jak człowiekowi patrzą na mnie
              jak na kretynkę, bo czasem nie znam podstawowych pojęć, i oni tak samo uważają
              się za lepszych od innych. Każdy świr trochę zadziera nosa, bo ma przecież
              najwspanialszego kręćka na świecie...
            • Gość: WW Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 07:54

              > dlaczego znajomość Dostojewskiego jest bardziej ceniona niż znajomość matematyki, czy
              > filozofi,

              szczerze? żyję już sporo lat ale z takim problemem się nie spotkałem. nie wiem ile masz lat ale może
              towarzystwo w twoim wieku coś sobie w ten sposób udowadnia. według mnie to jakiś wydumany
              problem....
            • fg2002 Re: Książki dla półgłówków? 18.06.05, 22:18
              agni_me - całkowice zgadzam sie z Tobą, a nawet bardzo ucieszył mnie Twój
              tekst, ale niestety, to jest forum, a na forum brylują ćwerćinteligenci. Tak
              spośród matematyków, jak i beletrystów. - Ale zarekomedowałem to forum w mojej
              blogowej notce zbit.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?355905 - tylko i
              wyłącznie ze względu na Twój tekst.
            • fg2002 Re: Książki dla półgłówków? 18.06.05, 22:18
              agni_me - całkowice zgadzam sie z Tobą, a nawet bardzo ucieszył mnie Twój
              tekst, ale niestety, to jest forum, a na forum brylują ćwerćinteligenci. Tak
              spośród matematyków, jak i beletrystów. - Ale zarekomedowałem to forum w mojej
              blogowej notce zbit.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?355905 - tylko i
              wyłącznie ze względu na Twój tekst.
            • Gość: ravick1 Re: Książki dla półgłówków? IP: *.elblag.dialog.net.pl 19.06.05, 01:02
              tylko do czego ci te prawa fizyki sa potrzebne???Piniedzy z tego nie zrobisz
        • Gość: mól-ka książkowa;) Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 23:38
          gwoli ścisłości, C2H5OH to etanol, wzór ogólny alkoholu to CnH2n-1OH.

          pozdrawiam, pożeraczka książek i chemiczny antytalent ;-)
      • Gość: kojot Re: Książki dla półgłówków? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.06.05, 19:32
        myślący ludzie nie prowadzą wojen....a reszta....być może...ja i czytam
        literaturę piękną i rozumiem matematykę...jedno drugiemu nie wadzi.
    • mmmal Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 14:39
      >Bo przecież, proszę mi wybaczyć szczerość, jakoś tu nie widać wielu erudytów.
      Właśnie, mimo że Ciebie widać ;)
      • daria13 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 15:17
        To się chyba jakoś fachowo nazywa, bo rozdwojenie jaźni byłoby chyba
        uproszczeniem. Zakładać na FK wątek zarzucający jego uczestnikom to, że czytają
        i chcą o tym dyskutować, to dopiero może dziwić;).
        Nie rozumiem dlaczego tu jesteś, skoro nie możesz tu spotkać erudytów. Nota
        bene ten zarzut, jakby nie patrzył, też świadczy o Twojej potrzebie oceniania
        innych poprzez tę właśnie erudycję lub jej brak.
        Z pewnością zarzucisz mi brak zrozumienia intencji Twojej wypowiedzi, ale ja
        niestety właśnie należę do tych osób, które mają poważne braki w erudycji, są
        idiotami czytającymi ksiązki, i tak pokrętnych wywodów, zwłaszcza tutaj,
        prawdopodobnie nie jestem w stanie zrozumieć. Wybacz.
        • sobiepanna Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 15:28
          > Zakładać na FK wątek zarzucający jego uczestnikom to, że czytają
          > i chcą o tym dyskutować, to dopiero może dziwić;).
          Hmm... wątek chyba nie zarzuca forumowiczom tego, że czytają, ale to, że z
          zamiłowania do książek robią "miarkę" do oceniania innych i wywyższania się.
          Zdaje się, że autorka przypisuje te cechy wszystkim tu obecnym. Jeśli taka była
          jej intencja, to jest to smutne i tyle, choćby dlatego, że ocenianie ludzi wg
          znajomości matematyki i chemii jest równie durne.
          • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 16:00
            Nie, nie - intencja jest prosta jak postawione pytania. Dlaczego wszędzie, nie
            tylko na tym forum, można się "bez obciachu" przyznać do niewiedzy, ale nie do
            braku oczytania. Dlaczego, ja agni, mogę spokojnie powiedzieć - nie mam pojęcia
            jak to jest, że wkładam wtyczkę i działa laptop - ale głupio się czuję, gdy mam
            powiedzieć, że nie, niestety, ale nie zmogłam ostatnio Braci Karamazow. A
            ocenianie ludzi po znajomości chemi i fizyki wydaje mi się nie tyle durne, ile
            straszne - wtedy "byłabym nikim". :)
            • sobiepanna Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 16:07
              Oj nie, intencja nie była prosta... Dobrze, ze zadałaś konkretne pytania, bo za
              100 lat bym siętego nie domyśliła.
              Odpowiedź: nie czytałam Dostojewskiego (można z tym żyć i można sie cieszyć, że
              lektura jeszcze przede mną), w robolu problemy z komputerami rozwiazuję ja (mimo
              iż pracuje z samymi facetami). Aha i jeszcze jedno: "oczytany «taki, który
              czytał i zdobył tą drogą wiele wiadomości»". Wg definicji słownika PWN nie ma
              znaczenia, w jakiej dziedzinie. :D
              • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 17:00
                No ale te pytania pojawiły się w pierwszym wpisie mym, nieważne zresztą.

                Dobrześ, że dodała słownikową definicję oczytania, właśnie gdzieś mam podskórne
                przeczucie, że droga od "dużoczytania" do oczytania daleka bardzo. Ale
                właśnie "dużoczytanie" jest często mylone z erudycją.
        • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 15:51
          Zadałam bardzo konkretne pytania, dario. Przypomne: dlaczego nie wstyd się jest
          przyznać do nieznajomości podstaw matematyki, ale uchodzi za grubiaństwo
          nieznajomość klasyki. Nie zastanawia cię to?
          Jestem tu, bo lubię czytać, także forumowe wpisy, brak erudytów zupełnie mi nie
          przeszkadza, natomiast zastanawia mnie samozadowolenie wielu osób z tego, że
          czytają. To samozadowolenie przebija przez trwożliwe zastanawianie się dokąd
          ten świat zmierza, bo ta elitarna umiejętność zanika, albo co zrobić, żeby
          jakaś niemota koleżanka odkryła zachwycające oblicze świata - książki, na które
          chwilowo jest ślepa.
          Istnieje tak wiele dziedzin, o których nie ma się pojęcia, a jednak to
          oczytanie daje przepustkę wedle niektórych do "lepszego świata i swobodnej
          wypowiedzi na każdy temat". Czy naprawdę tak jest?
          • Gość: lucusia4 Re: Książki dla półgłówków? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.05, 22:44
            To zapewne jest jedyna droga do poprawienia sobie samopoczucia wielu osob. Pewnie wynika to z ich braku pewności siebie, który starają sobie "zatkać" "kulturą i obyciem". Ale, że kompleksów nie da się tak łatwo wyeliminować, oczywistym dla nich jest, że skoro ktoś nie wie tego, co nawet oni wiedzą, to musi być naprawdę nierozgarnięty.
        • mickey.mouse Re: Książki dla półgłówków? -Moze wyrecze agni_me. 18.06.05, 05:25
          O ile ja zrozumialem, pyta dlaczego ludzie ktorzy najczesciej sami posiadaja
          braki w podstawowej wiedzy ogolnej, czy tez nie sa wolni od innych ulomnosci
          psychicznych i intelektualnych, uwazaja za idiotow tych ktorzy nie znajduja
          upodobania w czytaniu ksiazek.

          Mysle ze odpowiedz na to jest tylko jedna - jest prawda, ze nie czytanie
          ksiazek zubaza, czy moze lepiej - utrudnia rozwoj, jest tez jednak prawda ze z
          tego typu ocenami spotkac sie mozna u ludzi, ktorzy generalnie nie szanuja
          ludzi jako takich - posiadajac za to wysokie mniemanie o sobie. To zas, ze ktos
          nie czyta ksiazek, czy tez nie wie kto jest autorem Ulissesa, jest jedynie
          znakomitym i latwym pretekstem do zwerbalizowania tego braku szacunku,
          pozwalajacym na dodatek a'contrario, jeszcze bardziej wywyzszyc samego siebie.
          • agni_me Re: Książki dla półgłówków? -Moze wyrecze agni_me 18.06.05, 13:25
            głęboki ukłon - nie można było lepiej wyłuszczyć, tak powinien wyglądać mój
            wpis, by uniknąć tylu nieporozumień. :)
            • mickey.mouse Nie masz za co sie kajac, agni_me 20.06.05, 06:39
              Napisalas swietny post. Klarowny i dosc dobitny. Po prostu oczytani
              interlokutorzy nie do konca zrozumieli Twoje intencje. Zgodnie z wynikami
              pewnych badan, stwierdzajacych ze 75% naszego spolecznstwa nie rozumie czytanej
              instrukcji obslugi zelazka.
    • autumna Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 15:11
      >Książki kontra świat? Książki jako kompensacja? Książki jako erzac
      > intelektualnej rozrywki dla ograniczonych jednostek nie mogących czerpać
      > przyjemności z rozwiązywania złożonych problemów matematycznych czy

      Zapewniam Cię, że jedno drugiemu nie przeszkadza. Dobrze jest czasem zrobić sobie przerwę w rozwiązywaniu złożonych problemów matematycznych.
      • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 16:03
        no dobrze - dzięki za zapewnienie, ale jak to jest z tym przyznawaniem się do
        braku oczytania i do niewiedzy, wiesz dlaczego tak się dzieje?
    • mietowe_loczki Książki dla półgłówków? 17.06.05, 15:11
      Jeden tylko przykład - bardzo mi bliski - Mag Johna Fowlesa. Jego zrozumienie
      zależy od wnikliwej lektury:
      1. Hamleta
      2. Othella
      3. Snu nocy letniej
      4. Burzy
      5. Procesu
      6. niesławnego Ulissesa
      7. L'Astree
      8. de Sade
      9. poezji Pounda i Audena

      W jednym palcu trzeba mieć: mitologię grecką, rzymską, mitologię indyjską czy
      Frazera. "Trzeba" nie ma odniesienia do stanu faktycznego, przypominam.
      Naturalnie, moje braki w dziedzinie fizyki kwantowej nie pozwolą mi już nigdy
      dostrzec innych książek ukrytych w Fowlesie, ale przynajmniej nie będę zadawała
      pytań o znaczenie zakończenia jego powieści. I tak naprawdę tylko tyle z tego
      mam :).

      Pozdrawiam, Agni, przesyłka w drodze.


      • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 16:08
        No własnie, miętusko, ja to wszystko wiem, rozumiem, czuję, przegadane zresztą
        to mamy nie raz. Ale wciąż nie mogę zapomnieć pewnej czatowej rozmowy i mojego
        durnego pytania - jak to? nie czytałeś tego? I odpowiedzi - i co cię dziwi? bez
        zażenowania przyznajesz się, że nie umiałabyś policzyć całek, ale zawstydzasz
        mnie tym, że nie przeczytałem czegoś i nie zrozumiałem aluzji. Dlaczego ty się
        nie wstydzisz, a ja czuję, że powinienem?
        No właśnie, dlaczego?
        (czekam) :)
        • mietowe_loczki Re: Książki dla półgłówków? 19.06.05, 22:24
          Przyrost naturalny wątków na tym forum jest zadziwiający. Zwyczajnie nie
          nadążam. I po takim weekendzie, jaki mi zaserwowano, nie wiem, czy sklecę
          zdanie. Agni, jeśli powiem: nie wiem, pewnie bardzo Cię to rozczaruje. Podajesz
          przykład całek - pewnie można się ich nauczyć w tydzień, pewnie nie potrzeba
          zbyt wiele wyobraźni, nie wartościuję, ot stwierdzam to, co wtedy uznawałam za
          fakt. Nie pamiętam, bo w szkole zajmowaliśmy się wtedy Jimem Morrisonem,
          Freddiem Mercurym, odkrywaliśmy Deep Purple i Smells Like Teen Spirits i trochę
          mi ten temat umknął (i wcale mi nie jest przykro). To był ciekawy czas - 88/89.
          Rzucaliśmy się na literaturę odcenzurowaną, którą pewnie nikt nie
          zainteresowałby się w normalnych warunkach. W klasie miałam sporo umysłów
          ścisłych, wiele z tych osób jest teraz poważanymi lekarzami, ekonomistami i
          prawnikami. Niektórzy skończyli na nieżyciowych filologiach i językoznastwie.
          Mieliśmy polski z najlepszą polonistką w szkole, takie szczęście. Powiedzenie,
          że zaszczepiła w nas miłość do książek byłoby nieprawdą, większość wyniosła to
          z domu, ona nas nauczyła czytać i sięgać głębiej, cokolwiek by to miało
          znaczyć. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego na prywatkach, mimo przewagi
          ściślaków, prowadziliśmy wielkie dyskusje o literaturze i muzyce, czyli, według
          wszelkich racjonalnych kryteriów, o niczym. Z perspektywy nie jestem w stanie
          ocenić ich wartości merytorycznej, ale faktem jest, że wtedy te dziedziny
          wzbudzały największe zaciekawienie. Na biwakach, piwakach czy obozach
          żeglarskich nikt nie zastanawiał się nad tym, jak dojść od toluenu do innego
          badziewia, ale z przyjemnością czytał Lalkę, nawet jeżeli później miał
          wylądować na medycynie czy weterynarii. I nie było w tym żadnej pozy. Nie wiem
          też, dlaczego większy wstyd budził fakt, że ktoś przed polskim nie strawił Ojca
          Goriot, a był automatycznie rozgrzeszany z nieznajomości prawa, któro mówiło,
          że jeżeli prawą dłonia obejmiemy zwojnice ... Uczenie się suchych wzorów
          chemicznych, pozbawionych erotyki cotangensów i cyklu rozwojowego roślin
          okrytozalążkowych było sposobem na ćwiczenie pamięci i chęcią zagwarantowania
          sobie miejsca na wybranym kierunku, nauka literatury i historii była celem
          samym w sobie. Teraz sama uczę, uczyłam w różnych miejscach. Nie ma sensu
          porównywać, bo To Co Było zawsze będzie najlepsze. Nie ma sensu stawiać młodym
          ludziom tych samych wymagań, bo są inaczej wychowani. Buntuję się w środku,
          kiedy dwudziestoparoletnia osoba nie rozpoznaje na zdjęciu Karola Marksa (żaden
          idol, ale na miłość boską, wystarczy przecież pobieżnie przejrzeć podręcznik od
          historii) albo nie wie, ile stanów ma USA ("około 50", "z 45", "puknij się w
          łeb, Benia, 52!"). Przestałam z nimi robić tzw general knowledge quizes, bo
          odpowiedzi były albo żenujące albo zapadała cisza - czyli również żenada.
          Głupia sytuacja - powiedzieć wprost, że niedouczeni - w tym kontekście mi nie
          wypada - bo w pracy, bo ludzie dorośli. Natomiast aluzji nie zrozumieją, albo
          zrozumieją i będą jeszcze bardziej urażeni. Po co ten wywód? - pewnych rzeczy
          nie wiedzieć nie wypada (naturalnie, granica jest płynna, ale ten przykład z
          Marksem jest dość jaskrawy - i prawdziwy), znajomość rzeczy, o których
          wspomniałam, może zależeć od świadomego ich przyswojenia (czyli wykucia w
          szkole), ale często jest wynikiem zwyczajnej o s m o z y - wiem, ale nie
          potrafię sprecyzować źródła swojej wiedzy. Wierzę, że taką wiedzę serwują
          książki, że sprawiają, że ktoś staje się trochę mniej zwartoszczelinowy (ukłon
          w stronę koleżanki, która ukuła to pojęcie). Książki uczą dociekania i
          poszerzają wiedzę, utrwalają dobre nawyki, bo jeżeli ktoś sięgnie po tego
          nieszczęsnego, osławionego Ulissesa być może zechce wrócić do mitologii. Kogo
          zaciekawiło i rozśmieszyło zakończenie Muzeum Brytyjskie w posadach drży może
          sięgnie chociaż do ostatnich 200 stron Joyce'a. Książki odsyłają, do samych
          siebie, ale i do rzeczywistości. Pewnie, że nie uczą życia, ale prezentują
          wartości, które są r o z p o z n a w a l n e, czyli oswojone, i ponadczasowe.
          Pokazują wszystkie możliwe życiowe postawy i pasje - małostkowość Jago,
          przeintelektualizowany Hamlet, szalony Lear, mroczny Raskolnikow, nieudacznik
          Adrian Mole, idealista Sorel, idealnie nieszczęśliwa Emma Bovary czy wiecznie
          żywy dylemat Kreona. Nie wiem, dlaczego nie można się pozbierać po lekturze
          Burzy, po Śnie nocy letniej jest się w amoku, Finnegans Wake budzi trwogę,
          natomiast nieznajomość wzorów kwasów i zasad kończy się zwykłym wzruszeniem
          ramion. Nie rozumiem też tego podskórnego uczucia, że specjalista w dziedzinie
          chemii, który nigdy przenigdy nie zastanawiał się, kto tak naprawdę zabił
          starego Karamazowa traci coś w sferze nienazywalnego.

          Agni, jeszcze chciałam napisać, ile wysiłku kosztuje prawdziwe p r z e c z y t
          a n i e książki, ale nie dam już rady :).


          I jeszcze o tzw snobizmie, zadufaniu w sobie, chociaż rozumiem, że to nie ten
          wątek, z wrodzonego lenistwa napiszę tutaj (pardon):
          Nie zamierzam nikogo przepraszać, że czytam takie, a nie inne książki, że marzę
          o zmierzeniu się z Proustem, natomiast nigdy nie sięgnę po (i tu wstawiamy
          nazwiska na M, nazwiska na C, kiedyś - na W.). Mam taki, nie inny gust
          literacki, skrzywiony przez wspaniałą polonistkę, pana od tekstów literackich
          na studiach, czarującego Pana Profesora, którego jedna linijka krytyczna
          potrafiła zaboleć bardziej niż cały wykład na ten temat i promotora, którego
          spojrzenie zza grubych okularów potrafiło zabić. Nauczyli nie równać w dół.
          Trudno.
          • ramyus Re: Książki dla półgłówków? 20.06.05, 06:49
            Swietnie, ale - jak sadze - problemem nie jest Twoja niechec do rownania w dol,
            lecz stosunek do innych ludzi, tych mniej oczytanych, przez tzw. pozeraczy
            ksiazek.
            • mietowe_loczki Re: Książki dla półgłówków? 20.06.05, 11:01
              ramyus napisał:

              > Swietnie, ale - jak sadze - problemem nie jest Twoja niechec do rownania w
              > dol,lecz stosunek do innych ludzi, tych mniej oczytanych, przez tzw.
              > pozeraczy ksiazek.

              Świetnie, powiedz mi więcej na ten temat mojego stosunku do innych ludzi. W
              żadnym poście nie sugerowałam, że ja, pożeraczka książek, mam negatywne
              podejście do tzw mniej oczytanych. Nie wyczytuj z wpisu tego, czego w nim nie
              ma.

              Swoją drogą, to ciekawe, że osoba, która autentycznie l u b i klasykę jest
              automatycznie uważana za snoba. Ktoś kto czyta (i tu wstawić te wszystkie
              nazwiska na M., C., czy W.) jest postrzegany jako ten, który wyszedł z getta,
              jest otwarty, tolerancyjny. Dobry temat dla socjologa.

              PS. Jak ja nienawidzę M., C., i W. I tego drugiego W. też, i K.S. i ... 15 ton.

              :)


          • Gość: mary Re: Książki dla półgłówków? IP: *.comarch.pl 21.06.05, 16:20
            zaraz się porzygam. Niby inteligentna, ale nie udało Ci się powstrzymać od
            idiotycznych komentarzy pod adresem całek, praw fizyki i pozbawionych erotyzmu
            wzorów chemicznych.
            Kochana, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak piękna i wysublimowana jest
            matematyka, ile finezji jest w całkach, o których piszesz z taką pogardą.
            Dowodzi to tylko Twojej całkowitej ignorancji w tej dziedzinie, którą – jak to
            malowniczo opisuje agni_me- dodatkowo się szczycisz!

            Nie byłabym tez taka pochopna w sądach na temat wzorów chemicznych, które w
            Twojej opinii pozbawione są erotyzmu – zdziwiłabyś się ile takich
            nieerotycznych substancji chemicznych wyzwala się w Twoim ciele w chwili jak
            najbardziej „erotycznej”. Gdybyś zgłębiła ten temat – z pewnością chemia
            nabrałaby dla Ciebie innego wymiaru…

            Skoro natomiast bywałaś na obozach żeglarskich to wiesz zapewne, że cała teoria
            żeglowania opiera się na prawach fizyki, a kto nie zrozumie że siła
            aerodynamiczna i hydrodynamiczna są jedynie dwiema stronami tego samego medalu –
            nigdy dobrym żeglarzem nie będzie i wiecznie się będzie dziwował jak to jest,
            że przy bejdewindzie płynie się wolniej, skoro wiatr tak mocno wieje i łódź się
            przechyla….

            Piszę z taka emocją, bo żeglarstwo jest moją pasją, skończyłam klasę o profilu
            matematyczno-fizycznym; kocham całki, probabilistykę i mechanikę. Nie
            przeszkodziło mi to nauczyć się historii i wiedzy o społeczeństwie i ukończyć –
            z wyróżnieniem – studiów powszechnie uznanych za humanistyczne.

            A literatura i muzyka są dla mnie jak powietrze. Jednakże każdego dnia żałuję,
            że już nie pamiętam tego wszystkiego, czego nauczyłam się w szkole i na pewno
            nie odpowiedziałabym na połowę pytań z „Dzieciaków z klasą”.

            Z uwagi na powyższe okoliczności pozwalam sobie obrzucić Cię błotem, bo nie
            znoszę protekcjonalnego tonu, jakim się posługujesz.

            pozdrawiam - mary
            • mietowe_loczki Re: Książki dla półgłówków? 22.06.05, 23:59
              Z zasady nie odpowiadam na posty ad personam, ale zrobię wyjątek, bo to co
              wyczytałaś w moim wpisie jest zadziwiające. Kończyłam klasę o profilu
              biologiczno-chemicznym z dużą ilością matematyki i fizyki. Przez dwa pierwsze
              lata myślałam o pójściu na medycynę i pod tym kątem przygotowywałam się do
              matury. Nigdzie nie szczycę się swoją ignorancją w dziedzinie fizyki czy
              chemii, a to, że nie fascynują mnie całki nie jest dla mnie powodem, żeby
              posypywać sobie głowę popiołem. Nie mam też potrzeby tłumaczenia komukolwiek,
              dlaczego po dwóch latach zmieniłam i zdanie i zainteresowania. W szkole miałam
              wymagającą chemiczkę, ale tak sobie to wszystko jakoś w życiu poukładałam, że
              jej portrecik nie wisi nad moim łóżkiem, a w czasie uniesień miłosnych nie
              wzory chemiczne zaprzątają mi głowę.

              W moim poście dziwiłam się, że w szkole nawet osoby o tzw ścisłych umysłach
              miały wysoce ambiwalentny stosunek do wiedzy - wstydem było nie przeczytać
              czegoś przed polskim, wzruszeniem ramion reagowano na braki z innych
              przedmiotów. Powinnam była od razu tak krótko, mniej byłoby białego miejsca na
              zapełnianie go nadinterpretacjami. Napisałam o uczestnictwie w obozach
              żeglarskich, ty zdiagnozowałaś, jakim jestem sternikiem :) (Przy okazji,
              wektory przy bajdewindzie i innych kursach względem wiatru narysuje tu w tym
              regionie każde dziecko, więc zwyczajnie sobie daruj). Nie pamiętasz
              wszystkiego, czego nauczyłaś się w szkole, w stosunku do innych formułujesz z
              tego zarzut. Krótko mówiąc, nie jest nam w dyskusji po drodze, też ze względu
              na wulgarną retorykę, którą się posłużyłaś. Pewnie to był tylko zły dzień, bo
              przecież niemożliwe, żeby osoba tak wszechstronnie wykształcona mogła być
              zwyczajnie chamska.

              Miłego dnia :)
              • Gość: mary Re: Książki dla półgłówków? IP: *.comarch.pl 23.06.05, 15:04
                Pomimo dosadności oraz wszechobecnych wulgaryzmów mojego poprzedniego
                chamskiego posta w dalszym ciągu posługujesz się protekcjonalnym tonem znanym z
                poprzednich wypowiedzi. Cholera mnie więc bierze tak jak poprzednio.

                Wyobraź sobie, że nad moim łóżkiem również nie wisi portret profesorki od
                chemii (której skądinąd szczerze nie znosiłam), jednak szacunek do nauk
                ścisłych nie w tym się wyraża Wyraża się on natomiast w sformułowaniu: ” jak
                dojść od toluenu do innego
                badziewia” oraz „Podajesz przykład całek - pewnie można się ich nauczyć w
                tydzień, pewnie nie potrzeba zbyt wiele wyobraźni (…)” Nadal twierdzisz, że w
                Twojej wypowiedzi brak było wartościowania? Ja jednak obstaję przy swoim.

                Pisząc o złym żeglarzu nie miałam na myśli Ciebie, uwaga miała charakter
                ogólny. Jeśli jesteś dobrym żeglarzem, to na pewno zgodzisz się, że uwaga jest
                bardzo trafna.

                Acha, i jeszcze jedno, tak, jak napisałam - sama żałuję, że zapomniałam to,
                czego nauczyłam się w szkole, ale nikomu nie stawiam z tego zarzutu. Taka jest
                bowiem kolej rzeczy, że się zapomina. Jednak w mojej ocenie prawidłowy stosunek
                do tego zjawiska to „przykro mi, że już tego nie pamiętam”, a nie „nie żartuj,
                po co mi to, tylko idioci wiedzą takie rzeczy”. Ot, co.

                Zresztą może nie rozpoczynajmy debaty na temat wyższości nauk przyrodniczych
                nad naukami humanistycznymi (które wedle ścisłowców naukami w ogóle nie są..)
                bądź vice-versa. Jak dotąd ważki ów problem nie został rozstrzygnięty przez
                mądrzejszych od nas.

                Na koniec jeszcze o rzyganiu i wulgaryzmach – życzę Ci, aby to straszne słowo
                było najbardziej nieprzyjemną rzeczą, jaką usłyszysz do końca tygodnia. Wtedy z
                pewnością możnaby go uznać za spokojny i udany… Tylko nie udawaj się w pobliże
                boiska gimnazjum, bo plan spali na panewce ;-)

                Pozdrawiam i wzywam do nawrócenia, całki są cool!
                mary
      • Gość: Zdanka Re: Książki dla półgłówków? IP: *.4web.pl 17.06.05, 16:38
        Nie kumam...No, nie pierwszy raz, ale nie kumam... Przypomina mi to natomiast
        mojego znajomego, który w momencie studiowania jakiegoś cholernie
        skomplikowanego kierunku na Politechnice - inzynieria budowlana czy jakoś tak -
        twierdził, że studia na Politechnice są o wiele trudniejsze niz na
        uniwersytecie i tylko ci, którzy nie potrafia się nic nauczyć idą na
        uniwerek...No to mniej wiecej taki sposób myślenia, jak Basia woli matematykę ,
        to ona jest głupia, bo ja wolę plastykę...Czytanie to nie jest czytanie li
        tylko BELETRYSTYKI, ale w większości własnie rzeczy ze swojej dziedziny, czyli
        również chemii czy poradnika budowlanego...I powiedziałabym, że to tylko w
        niektórych srodowiskach wstyd sie przyznać, że się czegoś nie czytało. Tak jak
        w gronie zapalonych kibiców powiedzieć, ze Tomaszewski był kierowcą rajdowym.

        A podpięłam się tutaj , bo mogę spokojnie przyznać, że "Maga" nie
        czytałam ...Duzo o tej ksiązce słyszałam, ale jakoś mam nie po drodze w tym
        kierunku...
    • another_story Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 15:32
      > Książki jako kompensacja?

      Tak.

      > Książki jako ujście kompleksów?

      Też.

      > jakoś tu nie widać wielu erudytów

      Ja widzę dwoje, tak na pierwszy rzut oka.
      • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 16:10
        No to ja więcej, niż dwoje. Ale uparcie pytam - dlaczego nie wstydzimy się
        niewiedzy, ale zawstydzamy nieczytających?
    • noida Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 15:55
      Eee tam, to tylko polityczna poprawność pt. "nie dyskryminujmy ludzi znających
      się na fizyce kwantowej i na niczym innym". A niby dlaczego mamy nie
      dyskryminować? Na tym polega świat, że ci, co się znają na fizyce kwantowej
      dyskryminują bezradnych życiowo moli książkowych, a mole książkowe dyskryminują
      beznadziejnie wyspecjalizowanych fizyków kwantowych. Na szczęście oba gatunki
      ludzi występują grupami, dzięki czemu mogą dusić się we własnym sosie i do woli
      uważać się za lepszych od innych. Na jakiejś podstawie musimy oceniać ludzi, a
      każdy człowiek na świecie uważa, że jest w gruncie rzeczy lepszy od innych
      (chyba, że ma jakąś silną traumę z dzieciństwa) a zatem podobni do niego muszą
      być lepsi od tych niepodobnych itd. Jest to naturalne i zdrowe myślenie
      stereotypowe w pozytywnym wydaniu (czyli takim, które pozwala nam choć trochę
      ogarnąć nieskończenie wielki świat wokół nas).
      • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 16:25
        no uff, noido, dzięki - ktoś zrozumiał bez tłumaczenia intencje, znaczy nie do
        końca niezrozumiale piszę.
        Ciekawy ten twój wpis i gdyby uznać, że masz rację, dałoby się także
        wytłumaczyć skąd ta czytelnicza presja - w końcu czytających wciąż jest więcej
        niż "fizyków kwantowych".
      • Gość: Zdanka Re: Książki dla półgłówków? IP: *.4web.pl 17.06.05, 16:46
        Z tym również się zgadzam. Ludzie występują grupami:) Ja dla potencjalnego
        kibica boksu jestem w ogóle takim matołem w jego dziedzinie, że żal byłoby mu
        otworzyć usta na mój widok i coś powiedzieć, gdyż nie wiem nawet, co to jest
        lewy sierpowy...
        • braineater Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 17:30
          To wtedy jak bierze zamach lewą ręką i uderza pod lekkim kątem od dołu w prawą
          stronę twarzy lub tułowia przeciwnika. Obserwowane z boku, wygląda jak cios
          wyprowadzony po łuku. To te ciosy które najczęsciej uszkadzają łuk brwiowy.
          Pozdrowienia:)
          • Gość: Zdanka Re: Książki dla półgłówków? IP: *.4web.pl 17.06.05, 18:30
            A! Dzięki wielkie:))))))
    • akondze Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 16:31
      Wydaje mi się, że problem został nieco przejaskrawiony...

      Znajomość praw fizyki jest pewnie dla ludzkości pojętej ogólnie sporo
      istotniejsza niż znajomość literatury, ale są to dwie nieco różne rzeczy...

      Literatura jest częścią kultury, czy też zaliczyć można ją do "miękkiego"
      aspektu życia człowieka... fizyka, matematyka to rzeczy nieco twardsze, tak jak
      i ich wytwory mają postać konkretną - literatury nie za bardzo.

      Podchodząc pragmatycznie - czytanie książek nie ma bezpośredniego przełożenia
      na dobrobyt człowieka.

      Jest to po prostu czynność dodatkowa, niegdyś prawie w ogóle nie znana, teraz
      znana ale praktykowana w dość wąskim gronie, biorąc porównanie z całością
      społeczeństwa...


      A skoro mało ludzi [dużo] czyta, to są w mniejszości, a skoro są w mniejszości
      to mogą czuć się nieco "elitarnie" - i skoro tak się czują, często
      atawistycznie cofając się do prostackiej formy nabijają się z tych, co są w
      większości....

      Skoro ktoś tak lubi, to jego sprawa - ja tam jestem za wolnością, zwłaszcza
      jeżeli chodzi o myślenie...
      • Gość: foxie77 Re: Książki dla półgłówków? IP: 170.134.133.* 17.06.05, 17:08


        A czy przypadkiem, nie jest to spowodowane faktem, ze
        osoby, ktore naprawde rozumieja zagadnienia fizyki i matematyki, sa
        po prostu mniejszoscia, wiekszosc z Nas nie ma zielonego pojecia
        o tych zagadnieniach.Czy to wstyd?. nie sadze, po prostu
        inna struktura szarych komorek. Poza tym wydaje mi sie, ze
        nikt z forumowiczow nie zarzucilby braku inteligencji
        profesorowi matematyki lub fizyki tylko dlatego ze nie czytali
        np Dostojewskiego.

        pozdrawiam
        • Gość: agni_me Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 18:22
          foxie, tu nikt się nie podpisuje tytułami naukowymi - czy to znaczy, że można
          wybaczyć braki profesorowi, ale nie koleżance z biura?
    • kawa_malinowa Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 16:52

      > Książki kontra świat? Książki jako kompensacja? Książki jako erzac
      > intelektualnej rozrywki dla ograniczonych jednostek nie mogących czerpać
      > przyjemności z rozwiązywania złożonych problemów matematycznych czy
      > filozoficznych? Książki jako ujście kompleksów?

      tak, tak, tak, tak...
      poza tym najprzyjemniejsza rozrywka i proteza rzeczywistosci...
    • Gość: jolka Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 17:47
      Czytanie książek jest wspaniałą czynnością,pod warunkiem,że wykonuje się ją dla
      swojej przyjemności i potrzeby...i nic więcej nie powinno być tak naprawdę
      ważne ;)
      • Gość: daria13 Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 19:11
        Dopiero po przeczytaniu wszystkich tutejszych wypowiedzi i po wyjaśnieniach
        agni_me zrozumiałam intencję,bo jak już mówilam erudytką nie jestem,nie mówiąc
        już o fizyce kwantowej;)Jeśli do napisania tego wątku sprowokował wątek eeeli,
        to jestem w stanie zrozumieć,bo mnie on też niezwykle wyprowadził z równowagi,
        ale nie możesz generalizować na tej podstawie, że wszyscy mamy taki stosunek do
        ludzi czytających inaczej. Wiem, że niedawno dałam przykład Samotności w sieci,
        ale było to w innym kontekście i nie było moim zamiarem ocenianie przez ten
        pryzmat innych. Postawa eeeli jest dla mnie rzeczywiście nie do przyjęcia, ale
        myślę, że jednak jednostkowa i wielu z nas dało jej tutaj czynny odpór, łacznie
        ze mną, a doskonałym kontrapunktem był wątek miumiu.
        Lubimy czytać, lubimy o tym w kółko gadać, ale może po tych wszystkich
        ostatnich wątkach, rzeczywiście starajmy się tak dobierać słowa, żeby nasze
        wypowiedzi nie urażały czytających inaczej. Więcej tolerancji!
        Droga Agni, Twoja wypowiedź była bardzo ostra z tytułem wątku na czele i
        niektórych też mogła urazić. Weź to też proszę pod uwagę:)
        Pozdrawiam:)
        • hrabalek Domagam się... 17.06.05, 19:22


          równouprawnienia!
          czytanie , przyswajanie książek wymaga tyle samo wysiłku i intelektu co
          pochłanianie praw fizyki!tylko, że światy trochę inne,że już Marsa i Wenus
          poruszać się będę, bo gdzieś już je wykorzystano przy okazji innej.
          ;)


          • broch Re: Domagam się... 17.06.05, 23:54
            "równouprawnienia! czytanie , przyswajanie książek wymaga tyle samo wysiłku i
            intelektu co pochłanianie praw fizyki!tylko, że światy trochę inne,że już Marsa
            i Wenus poruszać się będę, bo gdzieś już je wykorzystano przy okazji innej."

            Nie masz racji, czytanie wymaga znacznie mniej wysiłku, stąd na świecie więcej
            jest (zadowolonych z siebie) czytaczy niż fizyków.

            Czytanie to pierwotna odmiana telewizji. Filmy też mogą być trudne, ale nie
            porównywałbym wysiłku podczas oglądania "Kagemusha" czy "Krzyków i szeptów" lub
            czytania "Ulyssesa" do wiedzy wymaganej aby odkryć nową konstelację. To ostatnie
            wymaga wiedzy oraz umiejętności jej zastosowania. Czytanie nas czytaniu się
            kończy. Podobnie jak odlądanie filmów na oglądaniu się kończy.
            • Gość: agni_me Re: Domagam się... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 00:28
              kpiarz :)
            • hrabalek Re: Domagam się... 18.06.05, 01:34
              broch napisał:

              > "równouprawnienia! czytanie , przyswajanie książek wymaga tyle samo wysiłku i
              > intelektu co pochłanianie praw fizyki!tylko, że światy trochę inne,że już
              Marsa
              > i Wenus poruszać się będę, bo gdzieś już je wykorzystano przy okazji innej."
              >
              > Nie masz racji, czytanie wymaga znacznie mniej wysiłku, stąd na świecie więcej
              > jest (zadowolonych z siebie) czytaczy niż fizyków.
              >
              > Czytanie to pierwotna odmiana telewizji. Filmy też mogą być trudne, ale nie
              > porównywałbym wysiłku podczas oglądania "Kagemusha" czy "Krzyków i szeptów"
              lub
              > czytania "Ulyssesa" do wiedzy wymaganej aby odkryć nową konstelację. To
              ostatni
              > e
              > wymaga wiedzy oraz umiejętności jej zastosowania. Czytanie nas czytaniu się
              > kończy. Podobnie jak odlądanie filmów na oglądaniu się kończy.

              ....no kolega to inaczej nie może tylko z najwyższej półki, z najgrubszej
              rury,Kagemushem,Ulisesem i konstelacją.

              ...ja zauważam,że jest to forum nie dla wielce wyrobionych w rzemiośle
              czytelniczym ludzi(choć tacy widzę są z racji tego ,iż to ich źródło
              zarobkowania)- a i miło ich poczytać, bo zawsze się można ciekawych rzeczy
              dowiedzieć i nazwiska usłyszeć, które by przez mózgownicę moją przy innej
              okazji nie przeleciały.

              ...i że w regulaminie forum nie jest zaznaczony próg inteligencji-o który jak
              się potkniesz to wynocha.
              ...rozumiem i podziwiam wielką erudycję Brocha, ale do cholery zejdź czasami z
              tej najwyższej półki!z tej konstelacji!

              i podtrzymuję,że czytanie książek w niczym nie odbiega od pracy fizyka- znam
              kilku "Scisłowców",którym przeczytanie książki mogłoby spowodować podłamanko.
              "Czytanie to pierwotna odmiana telewizji"-Darwin i Mendel razem by tego nie
              wymyślili.Dzięki Bogu ,że można z kimś się tak diametralnie różnić, bo czasami
              wszystko jakieś szare, jest nadzieja,że świat jeszcze poistnije.

              kartki.onet.pl/898,kartki.html?&OKA=6
              • broch Re: Domagam się... 18.06.05, 18:41
                To byl zart.


                Piszesz o jakims wysilku ktorego czytanie wymaga. Ale to chyba tez zart?
                tzn jak bardziej wyrobiony to mniej wysilku? Proporcjonalnie do ilosci
                przeczytanych ksiazek czy krzywa logarytmiczna?

                Twoi fizycy maga byc znudzeni czytaniem. Nie ma to nic wspolnego z "wysilkiem".

                Forum jest wlasnie dla wszystkich, czytanie nie wymaga wysilku. Chyba ze ktos
                jest dyslektykiem. Fizyka wymaga nieco wiecej niz przeczytanie powiesci.
                Jeszcze troche a okaze sie ze za czytanie pomnik komus postawia.

                Piszesz ze czytanie to wysilek a potem ze forum dla wszystkich. Pardonez moi,
                ale gdzie tu logika? Jaki zwiazek miedzy wysilkiem a powszechnym dostepem do
                forum? A leniwi co czytaja od niechcenia to juz maja zakaz uczestniczenia w
                forum? Moze za duzo czytasz?

                Mnie sie wydawalo ze na tym forum czytelnicy dziela sie wrazeniami o
                przeczytanych ksiazkach ale nikt tu nie jest spocony.
                • hrabalek Re: Domagam się... 18.06.05, 21:39
                  broch napisał:

                  > To byl zart.
                  >
                  >
                  > Piszesz o jakims wysilku ktorego czytanie wymaga. Ale to chyba tez zart?
                  > tzn jak bardziej wyrobiony to mniej wysilku? Proporcjonalnie do ilosci
                  > przeczytanych ksiazek czy krzywa logarytmiczna?
                  >
                  > Twoi fizycy maga byc znudzeni czytaniem. Nie ma to nic wspolnego
                  z "wysilkiem".
                  >
                  > Forum jest wlasnie dla wszystkich, czytanie nie wymaga wysilku. Chyba ze ktos
                  > jest dyslektykiem. Fizyka wymaga nieco wiecej niz przeczytanie powiesci.
                  > Jeszcze troche a okaze sie ze za czytanie pomnik komus postawia.
                  >
                  > Piszesz ze czytanie to wysilek a potem ze forum dla wszystkich. Pardonez moi,
                  > ale gdzie tu logika? Jaki zwiazek miedzy wysilkiem a powszechnym dostepem do
                  > forum? A leniwi co czytaja od niechcenia to juz maja zakaz uczestniczenia w
                  > forum? Moze za duzo czytasz?
                  >
                  > Mnie sie wydawalo ze na tym forum czytelnicy dziela sie wrazeniami o
                  > przeczytanych ksiazkach ale nikt tu nie jest spocony.



                  ..a toż ja cały czas myślę,że piszemy w konwencji żartobliwej, bo i szat nie ma
                  tu powodu rozdzierać, ale idź na ugodę i przyznaj przynajmiej,że czytanie
                  wymaga tyle wysiłu co zdanie prawa jazdy:)
                  ..dyslektyk ze mnie chyba kiepski, ale Ci powiem,że jak się przyśśię do
                  interesującej książki, to po oderwaniu od niej oczu- mam lekkie mroczki przed
                  oczami i łeb ciężki- przypuszczam ,że z wysiłku intelektualnego, chyba ,że to
                  kurka z boku inaczej wygląda,że może powinnam być wtedy lekka jako piórko.
                  W każdym razie pomnik Ci wystawiam za tę lekkość w czytaniu(Twoim) i napisz
                  jak Ty to robisz?(znaczy się lekko czytasz).
                  Pogrzeb w pamięci a może trafisz na jakąś książkę ,w którą jednak sporo wysiłku
                  włożyłeś, nie wierzę do diaska,że zawsze idzie Ci jak z płatka.No tak - to Ty
                  jesteś ten leniwy, co czyta od niechcenia!Takiemu to dobrze!

                  :)


        • agni_me Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 19:49
          Tak naprawdę, dario, sprowokowała mnie do napisania tego wątku dawna rozmowa,
          ale nie przeczę, że to, co się dzieje teraz na forum nasiliło chęć zrozumienia.
          Nie myślę o konkretnych wpisach, raczej atmosferce, która się zagęściła i
          pojawiło się takie mileńkie poczucie, że skoro czytamy i czytamy dobrze i
          wiele, to można poklepać po ramieniu, albo pogrozić paluszkiem. Sama się na tym
          łapie, że dziwi mnie, że ktoś, w moim pojęciu, mądry i wykształcony czegoś nie
          przeczytał. A powinno dziwić? Niby dlaczego? Po co ludziom te niekończące się
          wątki, w których pojawiają się te same wciąż tytuły : książka na bezludną
          wyspę, katalog snoba, kanon klasyki itd? Zaliczyć i móc powiedzieć: czytałem?
          Daleka jestem od generalizacji, zauważyłam w swoim środowisku (co prawda
          czytającym wiele) pewną prawidłowość, taką, która pojawia się i tu: mogę nie
          wiedzieć, nie wolno mi nie czytać. Zapewniam cię, że zupełnie nie nawiązywałam
          do naszej "samotnej w sieci" rozmowy. A ostrość? Tak, ta była zamierzona i
          celowa, w końcu ten połgłówek dotyczy najbardzo mnie samej. Zresztą zobacz,
          trochę prowokacji i jest nagroda w postaci linki do wątku na stronie startowej
          portalu. ;-)
          • hrabalek Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 20:03
            agni_me napisała:

            > Tak naprawdę, dario, sprowokowała mnie do napisania tego wątku dawna rozmowa,
            > ale nie przeczę, że to, co się dzieje teraz na forum nasiliło chęć
            zrozumienia.
            >
            > Nie myślę o konkretnych wpisach, raczej atmosferce, która się zagęściła i
            > pojawiło się takie mileńkie poczucie, że skoro czytamy i czytamy dobrze i
            > wiele, to można poklepać po ramieniu, albo pogrozić paluszkiem. Sama się na
            tym
            >
            > łapie, że dziwi mnie, że ktoś, w moim pojęciu, mądry i wykształcony czegoś
            nie
            > przeczytał. A powinno dziwić? Niby dlaczego? Po co ludziom te niekończące się
            > wątki, w których pojawiają się te same wciąż tytuły : książka na bezludną
            > wyspę, katalog snoba, kanon klasyki itd? Zaliczyć i móc powiedzieć: czytałem?
            > Daleka jestem od generalizacji, zauważyłam w swoim środowisku (co prawda
            > czytającym wiele) pewną prawidłowość, taką, która pojawia się i tu: mogę nie
            > wiedzieć, nie wolno mi nie czytać. Zapewniam cię, że zupełnie nie
            nawiązywałam
            > do naszej "samotnej w sieci" rozmowy. A ostrość? Tak, ta była zamierzona i
            > celowa, w końcu ten połgłówek dotyczy najbardzo mnie samej. Zresztą zobacz,
            > trochę prowokacji i jest nagroda w postaci linki do wątku na stronie
            startowej
            > portalu. ;-)


            przepraszam , bo to nie do mnie,więc tylko zapiszę na marginesie,że ta zagrywka
            z ostatniego zdania jest nie "fer" , jak za każdym razem przy takim pomyśle,
            ale jeśli to czemuś dobremu posłużyło, to fajnie;)




            kartki.onet.pl/910,kartki.html?&OKA=6
            • agni_me Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 20:27
              hrabalku, toż to żart był, no - rozśmieszyło mnie to, że wątek sobie tkwi
              między modelkami, co to ich nie ma, a czymś tam jeszcze. Ostrość była
              zamierzona, ale w celu podkreślenia wypowiedzi. Gdzież miałabym się spodziewać,
              że tytułowy półgłówek zyska uznanie w oczach portalowych adminów.
              • hrabalek Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 20:59
                agni_me napisała:

                > hrabalku, toż to żart był, no - rozśmieszyło mnie to, że wątek sobie tkwi
                > między modelkami, co to ich nie ma, a czymś tam jeszcze. Ostrość była
                > zamierzona, ale w celu podkreślenia wypowiedzi. Gdzież miałabym się
                spodziewać,
                >
                > że tytułowy półgłówek zyska uznanie w oczach portalowych adminów.


                ...i myślę,że wszyscy młodzi i starzy "wyżeracze"tego forum tak to odebrali,
                ale agni_me:
                nie ma sposobu na snobów! byli ,są i będą!
                ....jedyne co- to możesz ułożyć na nich(nas?) fraszkę chodnikową.

                Pozdrawiam!:)


    • Gość: ~yusta Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 19:46
      Nie, no w sumie to mam mieszane uczucia.. Jestem z rodziny technicznej, jako
      jedyna nie mam duzych umiejetności matematycznych i ścisłych i przyznam, że całe
      życie się tego wstydzę.Nad każdą czwórką z matematyki rodzina deliberowała,
      czemu tak słabo i czy ja nie umiem myśleć? Więc to w sumie czhyba zależy od
      priorytetów, ustalonych w życiu danego człowieka. Mój luby w ogóle nie czyta,
      jest super ścisłowcem i finansowcem, a moje ksiązki traktuje łaskawie, kupuje mi
      czasem coś, o czym marzę itd. Generalnie, myślę sobie, że więcej tolerancji i
      zrozumienia dla róznych zainteresowań nimkomu nie zaszkodzi...
      • Gość: FOXIE77 Re: Książki dla półgłówków? IP: 170.134.133.* 17.06.05, 19:53
        • Gość: foxie77 Re: Książki dla półgłówków? IP: 170.134.133.* 17.06.05, 20:08

          Mam kolesia po fizyce geniusza informatyki {to nie jest moja opinia}
          W wolnych chwilach rozwiazuje problemy i mysli caly czas o sprawach
          ktorych ja nawet nie moge sformuowac, ale jak jest u nas na kolacji
          to jest zachwycony historyczna wiedza mojego meza, i czasami
          moimi skromnymi wypowiedziami
          Oczywiscie On mi imponuje ,ale to nie znaczy ze mam jakies
          kompleksy .Od dawna przyjelam do wiadomosci ze jestem
          matematycznym koziolkiem matolkiem i dobrze.
          Jakie to szczescie ze tak sie ludziska roznia na tym swiecie.

          pozdrawiam
    • caromio Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 20:02
      Mylisz trochę dwie rzeczy. Otoz ty pewnie znasz swietnie te splajny o ktorych ja
      nie mam pojecia. Ja z kolei wiem co to jest ceramika Niniwa. Wiadomosci te
      nabylismy w pracy albo na studiach bo przeciez nie z gazety codziennej.
      Specjalizacja we wszystkich dziedzinach poszla tak daleko naprzod ze teraz nie
      ma juz historykow czy biologow. Historyk zna sie powiedzmy na historii
      Niderlandow w ostatniej cwierci XVI wieku i tyle, nie ma pojecia o powiedzmy
      wieku XVIII i nikt mu wyrzutow nie robi.
      Natomiast ksiazki - rozumiane jako literatura piekna sa wspolne dla wszystkich.
      Jesli nie czytasz - to sila rzeczy nie rozumiesz aluzji - w telewizji, w
      towarzystwie, nawet w prasie fachowej. Przyklad. W pewnym strasznie
      specjalistycznym kwartalniku wydawanym w nakladzie pewnie kilkuset egzemplarzy
      pojawia sie artykul naukowy "The mysterious affaire of styles" ktory jest
      oczywiscie trawestacja tytulu jednej z powiesci agaty christie. Jesli nie
      czytalas - nie zrozumiesz o co chodzi.
      To wszystko co napisalem to oczywiscie teoria. Bo prawda jest taka, ze wiekszosc
      ludzi nie czyta. Wiec jak sie spotykaja to im nie wstyd, raczej wstyd byloby
      temu kto czyta ze takie dziwne rzeczy robi.
      • Gość: im23 Re: Książki dla półgłówków? IP: 217.96.44.* 17.06.05, 21:02
        czytać potrafi każdy
        czytanie ze zrozumieniem jest już wysiłkiem,na który nie wszyscy mają ochotę
        jest to bowiem rodzaj wysiłku intelektualnego

        myślę,że ludzie "dużo-czytający" oburzają się z wielu powodów
        -dowartościowują się i swoje ego,przypisując się niejako do grupy tych"lepszych"
        -nie stać ich na podjęcie wysiłku intelektualnego zmierzającego do zrozumienia
        praw fizyki kwantowej ("nie jestem umysłem ściśłym"itp..)
        -panuje powszechne przekonanie że czytając beletrystykę można się zrelaksować
        czego nie da się zrobić czytając prawa fizyki kwantowej
        -człowiek oczytany robi lepsze wrażenie,wrażenie osoby inteligentnej,która ze
        względów wiedzy jaki sobie dostarczyła powinna wiedzieć,jak się
        zachowywać,winna umieć przewidywać,łagodzić spory itp podązając za ideałami
        zwycięzkiego DOBRA,serwowanego nam jako efekt końcowy lektury

        wg mnie człowiek najlepiej prezentuje swoją osobowość,gdy zachowuje się zgodnie
        ze swoim sumieniem,nie wyżądzając krzywdy innym i nie jest ważne czy czytasz
        beletrystykę czy fizykę kwantową,czy może nie czytasz tylko medytujesz
        albo zabierasz syna na boisko zamiast dokonczyć stronę sportowa w gazecie

        jęśli zaczynamy oceniać ludzi po tym co czytają juz wpadliśmy w pułapkę
        psychozabawy
        tak naprawdę pierwsze wrażenie jakie wywarła na nas osoba jest wazne,tyle że
        zgubnym jest ocenianie jej wartości przez pryzmat oczytania

        każdy z nas dochodzi swoich prawd na inny sposób i to że dla jednego z nas
        czytanie jest wartościowe wcale nie ozacza wartości dla kogoś innego
        bycia człowiekiem przez to duże "C" nie mierzy się ani ilością ani jakością
        przeczytanych ksiązek
        ineligent moze okazac się łotrem a analfabeta zadziwiac wiedzą

        ps,
        nie zgadzam się z wypowiedzią dotyczącą scisłych specjalizacji,mówiącą o tym że
        nie ma już historyków ani biologów
        trudno specjalizować się w historii Niderlandów nie znajac tego co było przed
        jako historyk nie czyniłabym z tego zarzutów ale nie byłby to dla mnie
        autorytet historyczny
        ów historyk,jeśli będzie chciał byc dobry w swoim fachu,niestety sam dojdzie do
        wniosku,ze trzeba umiec powiązać fakty w logiczną całośc,a do tego jest
        potrzebne to co było wcześniej

        powinnam już zakonczyć
        cieplutkie pozdrowienia dla wszystkich bez wyjątków
    • a.adas snobizm ścisły kontra snobizm humanistyczny?:) 17.06.05, 20:07
      co zrobić z tą @#%$^# filozofią?:))) Może upomostowić???

      Problemy filozoficzne?; tak, pewnie dlatego zawsze zastanawiam sie czy tej
      ksiażki jednak nie rzucić w kąt, teraz juz wiem: to zła ksiązka jest, bo mało
      książkowa.

      Cholera, zabolało... a nawet nie wiem dlaczego?
      Tylko... fizyka, matematyka, szachy, logika NIGDY nie stają się wartością
      nadrzedną?

      W sumie... gdy czytanie staje sie wartoscią nadrzedną, to juz jest patologia...
      ale jak przyjemnie kolekcjonuje sie książki, i w przenośni i na półce; buduje
      systemy powiązań; logicznie i z użyciem tak okropnych matematycznych rekwizytów
      jak ten @#%$#$# komputer.

      ----
      erudyta m odm. jak ż IV, CMs. ~ycie; lm M. ~yci, DB. -ów
      «człowiek o wielkiej erudycji, mający rozległą wiedzę w jakiejś dziedzinie»

      ===
      czytelnicy do piór!
      matematycy do komputerów!
      Okopać się na swoich pozycjach!!! Niżej d...?!!

      +++
      mój sposób czytani mi się też nie podoba
    • Gość: Jola Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.05, 20:19
      agni_me napisała:
      Jestem pewna, że przynajmniej połowa osób zapytanych o splajny kubiczne, wzór
      > chemiczny alkoholu, poproszona o wyjaśnienie przepływu prądu, powie coś o
      > tym, że z przedmiotów ścisłych miała złe oceny, albo, że średnią szkołę
      > kończyła sto lat temu i uzna to za wystarczające wytłumaczenie –

      NIE MAM POJĘCIA CO TO SĄ SPLAJNY KUBICZNE, resztę wiem, czytam dużo, z
      wykształcenia jestem humanistką, tegoroczną maturę z matematyki na poziomie
      podstawowym "zrobiłam" w 43 minuty (wszystkie zadania dobrze), bo było trochę
      liczenia, rozszerzonego mi się nie chciało.
      Nie czuję się winna (gorsza, zagubiona, niedowartościowana, itp.) tylko
      dlatego, że lubię od czasu do czasu poczytać tzw. lekką literaturę. W końcu nie
      muszę na okrągło sie rozwijać - mogę czasem rosnąć.
      • Gość: im23 Re: Książki dla półgłówków? IP: 217.96.44.* 17.06.05, 21:11
        powiedz,nie kusi Cię sprawdzenie co to są te SPLAJNY KUBICZNE
        ale szczerze...
        w koncu nie musisz na okrągło się rozwijać-mozesz czasem rosnąć

        pozdrowienia
        • Gość: matematyk Re: Książki dla półgłówków? IP: *.autocom.pl 17.06.05, 21:22
          eeee też byś dziwczyno nie miała co robić tylko sprawdzać co to są spliny, wierz mi to są zabawki w piaskownicy. Jeśli już coś to polecam całke ito po procesie Wienera. A tak na serio to ja nie czytam książek fabularnych praktycznie wogóle 1. bo nie mam czasu
          2. bo mi sie nie chce
          3 GUZIK MNIE TO OBCHODZI co zrobiła pani x i y. podobnie nie oglądam tv bo guzik mnie to obchodzi co sie stało w M jak miłość itd.
          Za to ostatnio czytałem Heban Kapuścińskiego i takie wartościowe książki na prawde warato przeczytać
          • Gość: im23 Re: Książki dla półgłówków? IP: 217.96.44.* 17.06.05, 23:37
            a dlaczego nie sprawdzać?
            cubic-sześcienny
            spline-rowek,klin
            jeśli ktoś na forum zaliczył dwa dodatkowe słówka,to się cieszę

            być może i do całek nabiorę ochoty
            każdy ma swoje fazy w życiu....

            moja faza to uzyskiwanie energii elektrycznej z próżni przy użyciu kohezji
            przewodników o rozwarstwionych ładunkach

            i też mnie guzik obchodzą inne rzeczy np to,że jestem historykiem
            z "konikiem "do języka angielskiego w fazie "elektrycznej" po fascynacji
            naturalnymi metodami uzdrawiania,zwłaszcza ziołolecznictwa i litoterapii

            faza to faza,byle szczera

            pozdrawiam
    • Gość: dawid_usa przyczepie sie "samotnosci w sieci" IP: 192.5.109.* 17.06.05, 21:54
      :)
      fajny teat do dyskusji, sporo uzasadnionych pretensji do lenistwa i luk w
      wyksztalceniu wsrod "czytaczy". ale ja sie przyczepie tej "samotnosci w sieci".
      ta ksiazka to jest wyjatkowa kicha. ta ksiazka jest dla literatury tym samym
      czym ich troje jest (bylo?) dla muzyki. :) i tu wisniewski i tu wisniewski, cos
      w tym musi byc. ;)

      ps. uwielbiam internet, lubie niektorych pisarzy. wiem tez co nieco o
      przedmiotach scislych, a przynajmniej tak mi sie wydaje. ;) w kazdym razie mam
      doktorat z jednego z nich. :)
    • Gość: dawid_usa Re: Książki dla półgłówków? IP: 192.5.109.* 17.06.05, 22:02
      > Jestem pewna, że przynajmniej połowa osób zapytanych o splajny kubiczne, wzór
      > chemiczny alkoholu, poproszona o wyjaśnienie przepływu prądu, powie coś o

      nie mieszaj "cubic spline" do wzoru chemicznego alkoholu i praw przeplywu
      pradu. te pierwsze sa ogolnie dosc egzotyczne i sredni czy nawet wyzszy poziom
      wyksztalcenia nie powinien zakladac ich znajomosci. czego nie moge powiedziec o
      alkoholu i pradzie. warto wiedziec, co sie pije i ile wtyczek do gniazdka mozna
      nawkladac. :) po co zwyklemu smiertelnikowi "cubic spline" to nie wiem, oswiec
      mnie (ja wiem co to jest, uzywam tego w programach, ktore pisze).
      martwi cie np. ze nie wiesz, co to jest "CV joint" :) ja nawet nie wiem jak to
      sie po polsku nazywa, a dowiedzialem sie ze istnieje, jak mi sie samochod
      popsul. :)
    • eeela Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 22:11
      A propos tematu dotyczącego nieporozumień między mało pożytecznymi "oczytanymi"
      a fizykami jądrowymi (czy jakoś tam ;-) ). Uwidziało mi się, że próby wzajemnego
      zrozumienia są tak realne, jak analogiczne próby między rozwydrzonymi
      hedonistami a skrupulatnymi, skupionymi na pracy purystami (tymi co USA
      zbudowali ;-) ). To nie jest żadna teza ani też wniosek, ot taki obrazek pojawił
      mi się przed oczami. Abstrakcyjny problem uległ personifikacji ;-D
    • sto100 Re: Książki dla półgłówków? 17.06.05, 22:22
      Wszyscy mamy jakąś wiedzę i co? Jako fizyk czytam ksiązki szaleńczo,bo opisują
      świat,jak fizyka i matematyka,jak moja potrzeba jego zrozumienia.Ktoś się
      niezdrowo snobuje, a jak sie wymądrzają niektórzy,prawda?.I co dalej? Jak to
      było z tym rozumkiem misia-kubusia puchatka? Bardzo mały rozumek.Zaraz ktoś na
      mnie nakrzyczy,zruga,pouczy.A może pominie.Ot forum,anonimowo,więc często za
      dużo słów zbędnych i nie potrzebnych,ale bywa i celowo prowokujących.
      Ktoś kiedyś powiedział" cześć dzieciaki".Niezależnie od wieku,tu lata też
      fruwają i tu i tam.
    • Gość: Arystoteles powod do radosci czy do wstydu? IP: *.LAW.NYU.EDU 17.06.05, 22:23
      Jakis czas temu mialem mila pogawedke z kolega ze studiow. Obaj jestesmy
      prawnikami, wiec prawo bylo raz to na celowniku raz to w tle, w kazdym razie
      ocieralismy sie o rozne kwestie nie kojarzace sie powrzechnie z jurysprudencja
      i w pewnym momencie moj interlokutor stwierdzil, ze widac, ze czytalem duzo
      Arystotelesa.

      Nie wiedzialem i nie wiem, czy mam sie cieszyc z jego oceny czy wrecz
      przeciwnie.
      Otoz tak sie sklada, ze nie czytalem nic, co wyszlo spod piora Arystotelesa.
      Powinienem sie wiec zamartwiac, zejestem ignorantem, czy tez cieszyc, ze
      niezaleznie przeszedlem te same szlaki myslowe, ktorymi podazal Arystoteles?

      pozdrawiam wszystkich dyskutantow, szczegolnie inicjatorke-Agni.
      Eryk
      • Gość: Arystoteles errata IP: *.LAW.NYU.EDU 17.06.05, 22:26
        jest (jakim sposobem?) powrzechnie
        ma byc (rzecz jasna) powszechnie

        wszystkich purystow jezykowych redakcja szalenie przeprasza
    • Gość: aś Re: Książki dla półgłówków? IP: *.gdynia.mm.pl 17.06.05, 22:25
      no, coz. bo inteligencja jest w naszym kraju na wymarciu, a te wymierajace
      resztki sa na dodatek obsmiewane przez wszelakiej masci liberalne gazety.
      • Gość: im23 do Arystotelesa IP: 217.96.44.* 17.06.05, 23:18
        -powód do radości( moim zdaniem)
        -powód do sięgnięcia po Arystotelesa aby sprawdzić,czy Twój rozmówca miał aby
        rację(jeśli wyda Ci się to sensowne i dość frapujące)
        -powód do porównania siebie(myśli) z Arystotelesem
        -powód do kupienia książki
        -powód do powtórnego spotkania z kolegą by pogawędzic o Arystotelesie
        -powód do posiedzenia w domu(czytanie )
        -powód do wyjścia z domu(zdobycie książki)
        -i jeszcze następnych 100 innych powodów...
        • Gość: Eryk Re: do im23 IP: *.LAW.NYU.EDU 18.06.05, 00:13
          spotkanie z Arystotelesem niestety odpada (ponoc juz nie zyje)
          spotkanie z kolega trzeba odlozyc (dzieli nas teraz ocean)

          przy najblizszej wolnej chwili siegne jednak po w/w klasyka.

          chetnie przeczytam jeszcze o chocby 10 ze 100 zapowiedzianych przez Ciebie
          powodow :)

          pozdrawoam serdecznie,
          Eryk

          PS. od szkoly podstawowej przesladowal mnie nr 23!

          • Gość: im23 Re: do im23 IP: 217.96.44.* 18.06.05, 15:05
            spotkanie z Arystotelesem to tylko przenośnia

            spotkanie z kolegą w celu ucięcia sobie pogawędki nie musi być "face to face"
            zwłaszcza w dobie szalonego rozwoju technik komunikacyjnych,choć i z tym mozna
            polemizować np.instalacja " a video camera" moze być uznana za takowe "face to
            face"

            sięganie po klasykę jest tak samo dobre jak fizyka kwantowa albowiem:"there is
            no accounting for taste"

            nie znajduję odpowiedniej riposty na prześladowania związane z numerem 23
            oswiadczam jednak,że nie jestem przypisana do tego numeru,i dla dobra sprawy
            moge go zawsze zmienić ,jesli to wpłynie na lepsze Twoje samopoczucie

            tez pozdrawiam i to cieplutko

            a oto kolejne 10 ze stu powodów dla których jest się z czego cieszyć:
            1)iwestycja finansowa w najnowsze wydanie "Organon"Arystotelesa
            2)czy aby na pewno był On pierwszym,który w badaniach opierał się na
            doswiadczeniu i materiale dokumentalnym?
            3)na co kładł szczególny nacisk Arystoteles nauczając Aleksandra Wielkiego?
            4)"Etyka nikomachejska" a współczesne etyki zawodowe np lekarska
            5)chęc ulepszania swiata zaczynając od siebie samego
            6)wakacje w Grecji tj ATENY w poszukiwaniu LIKEJON:szkoły naukowo-filozoficznej
            (dla orientacji była przy świątyni Apollina Likejosa)
            7)nauka użytecznych zwrotów greckich typu:parakalo, kalinihta,jasu,kalimera sas
            i kolejnych 100 które też mogę wymieniać,bo akurat znam trochę grekę
            (współczesną)(z lenistwa nie piszę Ich alfabetem a nie chcę abyś zarzucił mi
            coś w stylu"ze oni to chyba maja inny tj nie łaciński alfabet)
            8)subtelne przejścia rozwoju osobistego w stroną "czystej
            aktywnosci" "nous"czyli duch o którym nasz bohater sie tak rozpisywał
            9)chęć przelania swoich myśli na papier,publikacja ich ,a co za tym
            idzie,kolejne zródło dochodu
            10)możliwość doktoryzowania się w tej dziedzinie

            ps.
            niewymuszony rozwój osobisty wyzwala reakcję łańcuchową możliwości realizowania
            się tu i teraz
            nie wiem czy jasno się wyrażam,dla zobrazowania w/w toku myślenia pozwól,że
            podam przykład:
            zakładam,że chcę się doktoryzować w jakiejś dziedzinie,wszystko jedno w
            jakiej,bo zależy mi na tytule...będzie mi trudno,pewnie się uda,gdy będę
            wytrwała,ale utruję siebie i bliskich gadulstwem ile to mam do roboty
            ALE jeśli faktycznie zgłębiam temat bo sprawia mi to przyjemnośc,to doktorat
            sam się napisze,posypią się propozycje pracy,otworzą się tam,gdzie kiedyś były
            zamknięte,albo ja ich nie widziałam
            im więcej się wie,tym więcej się chce wiedziec przy czym nabiera się
            przekonania że tak naprawdę wie się niewiele
            pokora dochodzenia do swoich prawd jest kluczem,wszystko inne przychodzi
            niejako samoisnie
            bo tylko:
            A LITTLE KNOWLEDGE IS A DANGEROUS THING


    • Gość: 33latek A jak się mają wzory matematyczne do życia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 00:18
      Tak się jakoś dziwnie składa, że wiedza życiowa nie ogranicza się do wzoru
      alkoholu (niektórzy znają tylko cenę wina marki Wino) czy wzorów matematycznych,
      ale całego bogactwa mądrości życiowej. Mądrość ta zawiera się w książkach. Nie w
      filmach, nie czasopismach ilustowanych, ale w ksiażkach. Długo by tłumaczyć
      dlaczego. Najważniejsze to to, że doświadczenie autorów jest przedłużeniem i
      uzupełnieniem doświadczenia życiowego czytelnika. Widać to zwłaszcza, gdy
      człowiekowi przybywa lat (i przeczytanych książek).
      Nie można przełożyć liczby książek na mądrość życiową, ale wystarczy porównać
      poziom intelektualny i wiedzę osób wychowanych na ksiażkach z osobami
      "wychowanymi" na telewizji. Żadne inne medium nie daje tej ilości informacji,
      możliwości wyboru i szybkiego jej przyswojenia, jakie daje słowo pisane.
      • 3rdeye Re: A jak się mają wzory matematyczne do życia? 18.06.05, 13:42
        zacytuję Pana Turnaua:
        "czy zdanie mądre wypowiesz,
        czy księgę mądrą napiszesz,
        będziesz zawsze mieć w głowie,
        tę samą pustkę i ciszę"

        samo czytanie nie zrobi z czlowieka madrym czlowiekiem.
        madrosci. czy przeczytanie romeo i julii daje obraz jak wyglada milosc ?? mozna
        nauczyc sie tej ksiazki na pamiec, ale czy tak naprawde bedziemy wiedziec czym
        jest milosc ??
      • Gość: im23 Re: A jak się mają wzory matematyczne do życia? IP: 217.96.44.* 18.06.05, 15:28
        to jest Twój punkt widzenia,z którym zgadzam się częściowo
        albo może nie zrozumiałam intencji tam gdzie się nie zgadzam
        osoby wychowane na ksiązkach niekoniecznie są "dobrze" wychowane tj.
        kulturalne,umiejące się zachować stosownie do sytuacji itp
        może być tak,że wiedza wiedzą ,życie życiem
        często zdarza się ,że dzieciaki "dobrze wychowane "potrafią odreagować
        wymuszane wzory zachowań wtedy gdy dorośli są daleko

        mądrość życiową można czerpać z książek,programów telewizyjnych,rozmów z ludżmi,

        bardziej istotną wydaje mi się umiejętność zastosowania mądrości " w zyciu

        pozdrawiam
      • Gość: dawid a jak sie maja ksiazki do zycia? IP: 192.5.109.* 18.06.05, 20:29
        ja osobiscie zycie wole poznawac bezposrenio od zycia, ludzi od ludzi a kolture
        od kultury, czemu np. doskonale sluza podroze (nie mylic z turystyka). ksiazka
        popularna to rozrywka i nie wiele mozna sie z niej nauczyc a juz na pewno nie
        zycia. moim ulubionym pisarzem jest faulkner w jego ksiazki sa niesamowite. ale
        czy pomogly mi w zyciu? nie, to byla cigle rozrywka.
    • Gość: wolnogłowa Re: Książki dla półgłówków? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.05, 01:19
      nie odczytalam ostatnich postow i pewnie nie na temat napisze. Ale prosze, czy o
      to chodzi, zeby innych oceniac? Na glupote nic nie pomoze, a mozna dyskutowac
      bez krytyki ;) Nie zakladajcie takich watkow... Pozdrawiam
      • pozdrawiamm Re: Książki dla półgłówków?-SWIETE SLOWA!!! 18.06.05, 08:10
        > to chodzi, zeby innych oceniac? Na glupote nic nie pomoze, a mozna dyskutowac
        > bez krytyki ;) Nie zakladajcie takich watkow... Pozdrawiam

        Watek jest bardzo dobry (choc uwielbiam ksiazki)
        ja np mam dostyc robienia wody z mozgu
        ludziom (SZCZEGOLNIE MLODYM)
        ze literatura Maslowskiej, te wszystkie Zwaly i Gnoje,
        bedace dla mnie objawem nieleczonej depresji (tudzeiz nizlego marketingu)
        sa odzwierciedleniem KONDYCJI POLSKIEGO SPOLECZENSTWA...
        BO:
        1. NIE SA
        2. KONTYNUJA ZWYCZAJNIE POLSKA TRADYCJE LITEATURY ZRZEDZACEJ...
        (czyli jest to jakas literatura, ale nie przypisujmy jej Bog wie jakiego
        znaczenia, tylko z powodu braku innych tworcow...)
    • Gość: oszołomobójca CZYTAM BO LUBIE, czytam bo musze... IP: *.chello.pl 18.06.05, 10:48
      ...i tylko jak mnie cos interesuje. Tych wzorow matematycznych i chemicznych
      rowniez uczymy sie z KSIAZEK, wiec wiedza scisla i przyrodnicza tak samo wymaga
      czytania, jak humanistyczna.

      jednego interesuje fizyka czastek elementarnych, innego cywilizacja
      starozytnych Indii lub Grecji, innego fauna ryb Ameryki Poludniowej lub owadow
      Polski, innego filozofia Arystotelesa lub Kanta, matematyka chaosu, systematyka
      mchow i paproci, przebudzenie narodowe Baskow i Ukraincow w XX wieku, Powstanie
      Warszawskie, mechanika plyt tektonicznych lub budowa plyt... gramofonowych,
      paleontologia kambru i ordowiku, operacje szpiegowskie zimnej wojny... Swiat
      jest ciekawy i kazdy znajdzie cos dla siebie.

      Co do rozrywki, to tez nie snobizm ale wiadoma rzecz, ze mozg wiecej pracuje
      jak dostanie historie na papierze i musi se ja wyobrazic, niz jak dostanie
      gotowy obraz z TV tej samej historii (vide "Wladca Pierscieni", przez biologow
      zlosliwie "Wladca Pierscienic" zwany :-))

      No i sprawy zawodowe - trudno sobie wyobrazic, zeby lekarz czy inzynier nie
      rozwijal swojej wiedzy CZYTAJAC - podrecznikow itp., przeciez wszystkiego mu
      starsi koledzy na zywo nie pokaza.

      Swiat nalezy oczywiscie poznawac bezposrednio, a nie tylko wirtualnie (ksiazka,
      komputer), ale czesto trzeba sie do tego przygotowac lektura. Pojedzcie na
      wycieczke do Wloch, idzcie do Pompejow albo na Forum Romanum, nie przeczytawszy
      wczesniej chocby przewodnika Pascala czy czegos o starozytnym Rzymie i jego
      cywilizacji. Bedzie to dla Was kupa gruzow i kamieni, nawet jesli cos jeszcze
      ze szkoly pamietacie. Albo poznawajcie przyrode, chodzac tylko po lesie.
      Zapewniam was, ze biolog czy inny przyrodnik, ktory oprocz chodzenia po lesie
      jeszcze na jego temat to i owo przeczytal, bedzie wiecej z niego rozumial, a
      dla tego co nie czytal - las bedzie abstrakcyjna kupa zielska, robactwa i
      innych stworzen. Chocby zwykly atlas do rozpoznawania roslin lub np. ptakow sie
      przyda - chyba ze mamy cierpliwego przewodnika, ktory zawsze z nami tam pojdzie
      i wszystko objasni.
      • Gość: im23 Re: CZYTAM BO LUBIE, czytam bo musze... IP: 217.96.44.* 18.06.05, 15:43
        >co do rozrywki to też nie snobizm ale wiadoma rzecz,że mózg więcej pracuje
        >jak dostanie historię na papierze i musi se ją wyobrazić...

        i tu się nie zgodzę
        wszystko zależy od tego jakie możliwości percepcji lepiej u ciebie funkcjonują
        _jeden łatwiej uczy się i zapamiętuje gdy widzi obraz i słyszy głos
        -inny musi mieć napisane bo jak do niego mówią to niewiele rozumie
        tak to przynajmniej funkcjonuje w nauce języków obcych lecz zasadę można
        rozciągnąć na każdą dziedzinę do zgłębienia

        małe dziecko nie wie co to drzewo
        jeśli mama pokaże palcem na drzewo i wypowie słowo "drzewo " dzieciak zapamięta

        są rózne techniki zapamiętywania
        i generalnie każdy z nas jest inny,choć możemy znaleść cechy wspólne i
        zaszufladkować się w grupy

        pozd,
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka