Zawiedziona "Miłością..."

11.11.06, 09:16
Muszę się wyżalić...
Mam tę ksiązkę od ładnych paru lat ("Miłość w czasach zarazy", oczywście).
Zachwyceni byli znajomi, którzy oddawali mi ją po przeczytaniu. Zachowałam ją
sobie, niczym smakowity kąsek, na czas wyjątkowy - jesienny, długie wieczory,
po obronie - więc czasu mam full i na czytanie i na delektowanie się dobrą
lekturą.
Nie podobało mi się miasto - brudne, zaśmiecone, w oparach zarazy cholery i
zarazy moralnej; nie podobała mi się miłość skazana na lata rozłąki, podczas
których kobieta (Fermina Daza) traci swą świeżość, gorzknieje, bo niczego nie
wynosi z przymusowego małżeństwa z innym, nawet miłości do dzieci
(małżonkowie niby się kochają, ale to miłość pełna wątpliwości), a mężczyzna
(Florentino Arizo) staje się kolekcjonerem łatwego towaru, łącznie z epizodem
kazirodczo-pedofilskim, (14-latka i 70-letni wuj).
Finał książki słodko-gorzki. Są razem, ale jako staruszkowie, gdy zostało im
już niewiele czasu, a miłość fizyczna wstydzi się światła dziennego.
No i nie wiem dotąd (może nie doczytałam?...), co takiego wstrząsającego
napisał Jeremiasz de Saint- Amour, samobójca w pożegnalnym liście, i jaką
rolę odegrał w książce? odniosłam wrażenie, że autor o nim zapomniał...
Jak dla mnie "Miłość .." nie umywa się do "Stu lat samotności" - tę książkę
cenię o wiele bardziej. Owszem, piękno języka Marqueza jest niezaprzeczalne,
złotych myśli i trafnych uwag nie brak....ale książka mnie rozczarowała,
zasmuciła, zniesmaczyła.
Może za dużo oczekiwałam, po relacjach znajomych? Może inaczej ją odbiorę po
50-ce, 60-ce?
    • Gość: EWa Re: Zawiedziona "Miłością..." IP: *.CNet.Gawex.PL 11.11.06, 10:39
      Mam dość podobne odczucia. Może zbyt wiele oczekiwałam uwiedziona "Stoma latami
      samotności", które od 1977r.(!) są wśród moich ulubionych...
      • mettea Re: Zawiedziona "Miłością..." 16.11.06, 15:59
        Dla mnie "Sto lat..." to również wyjątkowa książka, szkoda, że "Miłość..." tak
        mnie rozczarowała.
        Jakie są inne książki Marqueza?
        • sella_w Re: Zawiedziona "Miłością..." 16.11.06, 16:11
          Mi sie natomiast bardzo podobo "O miłości i innych demonach". Temat wciąż ten
          sam, ale ujęcie jakieś faktycznie... smaczniejsze. Mam wrażenie że "MwCZ" jest
          trochę słabsza niż przeciętna. Też byłam rozczarowana.
          Ja czytałam oprócz tych i oczywiście "Sto lat..." jeszcze "Jesień patriarchy" i
          byłam powalona językiem. Podobało mi się bardzo. Ale to jest takie jakby
          Marquezowskie spojrzenie na Historię, więc nie dla to każdego książka.

          A najbardziej polecam zbiór felietonów M. Są genialne. Nie pamiętam tytułu, ale
          bardzo bardzo smaczna to lektura...
          • sella_w Re: Zawiedziona "Miłością..." 16.11.06, 16:13
            Ach, czytałam też jeszcze "Kronikę zapowiedzianej śmierci", czy jakoś tak... ale
            również bez rewelacji, prawie już zapomniałam co tam się działo...
          • mettea Re: Zawiedziona "Miłością..." 16.11.06, 17:27
            Czyli nie jestem odosobniona w swych wrażeniach...
            A komu się podobała "Miłość...", i dlaczego??
            a po felietony siegnę, dzięki.
    • iwka_j Re: Zawiedziona "Miłością..." 18.11.06, 20:28
      "Milosc.." to jedyna ksiazka M. jaka czytalam i naprawde widze to wszystko
      podobnie jak ty i mam podobne odczucia. Tez sie rozczyrowalam, az tak bardzo, ze
      juz nie siegnelam po inne ksiazki tego autora, a na mojej polce stoi jeszcze
      "Sto lat samotnosci"...
      • mamka_klamka Re: Zawiedziona "Miłością..." 19.11.06, 14:54
        Ja też nie mogłam przez nią przebrnąć, chociaż wszystkie inne książki Marqueza,
        które czytałam zachwyciły mnie.
        -
        Marcylator
        Jacula
        • szelest_tafty Re: Zawiedziona "Miłością..." 20.11.06, 14:45
          u mnie też stoi na półce "Miłość..." porzucona po kilkunastu stronach. Nie
          przemówiła do mnie.
      • mettea Re: Zawiedziona "Miłością..." 20.11.06, 18:33
        Skoro masz "Sto lat..." na półce - przeczytaj. Nie zniechęcaj się, choć wcale
        Ci się nie dziwię, że nie masz ochoty na ksiązkę Marqueza, skoro poznałas go ze
        strony "Miłości...".
        pozdrawiam
    • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 20.11.06, 22:17
      Czytałam ponad 10 lat temu, była to pierwsza powieść Marqueza po jaką sięgnęłam
      i nie rozczarowałam się.

      Rozumiem, że książka nie spodobała Ci się; bywa i tak. Nie rozumiem natomiast
      przyczyny rozczarowania. Bo miasto brudne i "w oparach zarazy moralnej"? Bo
      bohaterowie brzydcy? Bo dopiero na starość mogli być razem, kiedy najlepsze lata
      dawno w tyle, ich ciała szpetne, a oni sami obciążeni przeszłością przeżytą bez
      tej drugiej osoby? Przepraszam za patos, ale to życie.


      • Gość: jaija Re: Zawiedziona "Miłością..." IP: *.elblag.dialog.net.pl 20.11.06, 23:32
        Ja również jestem zniechęcona do Miłości... Myślałam, że to będzie coś ach,
        och, w końcu Sto lat sroce spod ogona nie wypadło, a tu - zonk! Nie kierowałam
        się uprzedzeniami, ale jakoś mnie zniechęciło takie machistowskie podejście do
        tejże miłości. Kobieta - tkwi w związku, jednego mężczyznę miała, zaś facet
        sobie poużywał, a wtedy, doświadczony on i niedoświadczona ona mogą się już
        spotkać. Co za bzdura ;)
        • joan_k Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 11:20
          "Miłości..." nie czytałam jeszcze...Dziwne..może za dużo o nią hałasu? ;)
          Czytałam za to "Opowieść rozbitka" i byłam urzeczona. "O miłości i innych
          demonach" też :)
          pozdrawiam
    • formaprzetrwalnikowa Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 12:20
      czytalam i bardzo mi sie podobala. ale bylam swiadoma tego, ze przeczytalam ja
      w odpowiednim momencie (nie, nie jako 50-letnia pani czujaca, ze jej zycie
      przemija ;))
      jest to jedna z neiwielu ksiazek garcii marqueza, ktora przeczytalam tylko raz,
      bo geenralnie jestem wielbicielka jego tworczosci.
      czy milosc musi byc radosna i miec piekne dekoracje i mlodych ludzi w rolach
      glowynych? czy wszysktko musi byc jasne i oczywiste? czy musi byc happy end?
      dla mnie nei. uwazam MIlosc w czasach zarazy za piekna, madra ksiazke.
      sprobuj moze jeszcze raz za jakies 10-20 lat
      :)
    • mettea Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 12:45
      To juz nawet nie o to chodzi, że miasto "brudne", że bohaterowie "starzy" i
      brzydcy...w książce panuje nastrój beznadziei spotęgowany przez wymienione
      czynniki...poza tym jest tam swoisty happy end - spotykają się po latach i
      przeżywają cudowny rejs. Tylko czemu on jest taki słodko-gorzki?...no i jak
      ktos tu napisał - budzi niesmak para, gdzie kobieta ma znikome doświadczenie w
      sprawach seksu(jeden mąż), natomiast mężczyzna po ponad 600 związkach (nie
      licząc przygód na jedną noc!) borykał sie z kilkunastoma chorobami wenerycznymi.
      Na pewno dam jeszcze szansę "Miłości...", ale to za czas jakiś :)
      • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 13:46
        > To juz nawet nie o to chodzi, że miasto "brudne", że bohaterowie "starzy" i
        > brzydcy...w książce panuje nastrój beznadziei spotęgowany przez wymienione
        > czynniki...

        A czy książka musi być radosna i pokrzepiająca a bohaterowie powinni
        charakteryzować się wszelkimi przymiotami duszy i ciała, rano jeść świeże
        croissanty, a wieczorem spacerować po Pont Neuf?

        > budzi niesmak para, gdzie kobieta ma znikome doświadczenie w
        > sprawach seksu(jeden mąż), natomiast mężczyzna po ponad 600 związkach (nie
        > licząc przygód na jedną noc!) borykał sie z kilkunastoma chorobami wenerycznymi

        Ale przecież są książki, które kłócą się z naszym poczuciem estetyki,
        wyobrażeniem o świecie, założeniami, poglądami.
        Zdarza się w litaraturze pochwała piękna, zdarza się turpizm.

        Nie zrozum mnie źle, nie chcę Cię uparcie przekonywać do "Miłości...". Szanuję
        Twoją ocenę. Polemizuję tylko i wyłącznie z argumentami, które legły u podstaw
        tejże.
        • itek1 Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 14:18
          > A czy książka musi być radosna i pokrzepiająca a bohaterowie powinni
          > charakteryzować się wszelkimi przymiotami duszy i ciała, rano jeść świeże
          > croissanty, a wieczorem spacerować po Pont Neuf?
          Smieszy mnie takie uparte udowadniania, ze to jest dobra ksiazka, bo o gustach
          sie nie dyskutuje. Nie podoba sie i koniec, nie trafia, pudluje.
          IMO powiesz Marqueza jest zupelnie nieudana (jest poczatkiem jego calej serii
          nieudanych, nudnawych gniotow).
          IMO brak jest swiezosciw tej 'Cholerze', ksiazka pozostaje dla mnie wydumana,
          nie autentyczna historia. Ja czytalem ja w tym samym czasie co Czarodzieska Gore
          T.Manna, i porazil mnie kontrast pomiedzy nimi (opisy Hansa Castropa i Madame
          Chauchat to czysta poezja, urzekajaca, inspirujaca; M.niestety nie wyszlo tym
          razem).
          • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 14:32
            O rany. A mnie śmieszy powtarzanie tego, co już napisałam.

            Nikogo do niczego nie przekonuję.

            Nigdy nie uważałam, że o gustach się nie dyskutuje.

            Zainteresowało mnie uzasadnienie dziewczyny i o tym z nią chciałam podyskutować.

            • itek1 Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 14:35
              > Zainteresowało mnie uzasadnienie dziewczyny i o tym z nią chciałam podyskutować
              I z tego zainteresowania wyszlo, ze nie ma podstaw do negatywnej oceny tego
              arcydziela:)
              • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 15:55
                1. "Rozumiem, że książka nie spodobała Ci się; bywa i tak. Nie rozumiem
                natomiast przyczyny rozczarowania."

                2. "Nie zrozum mnie źle, nie chcę Cię uparcie przekonywać do "Miłości...".
                Szanuję Twoją ocenę. Polemizuję tylko i wyłącznie z argumentami, które legły u
                podstaw tejże."

                To cytaty z moich wypowiedzi. A Ty twierdzisz, że ja uparcie udowadniam, że
                "Miłość..." wielką książką jest.
                Ech...

                • itek1 Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 17:06
                  > Polemizuję tylko i wyłącznie z argumentami, które legły u
                  > podstaw tejże.
                  A dlaczego uwazasz, ze musza byc jakies argumenty u podstaw oceny.
                  Nie podoba sie, bo nudzi i nie trafia do serca.
                  To jest argument.
                  A Ty usilujesz wyciagnac dodatkowe, z ktorymi sie oczywiscie nie zgodzisz.
                  OMO to nie fair.
                  Ale przeciez 'Milosc' wielka ksiazka jest, zatem wyciagasz argumenty:)
                  • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 22:58
                    A Ty znowu swoje...

                    I po raz kolejny przypisujesz mi słowa, których nie powiedziałam albo wręcz
                    oznajmiasz mi co ja myślę. No cóż, można i tak.

                    Czy ja polemizowałam z argumentem, że książka "nie podoba się, bo jest nudna i
                    nie trafia do serca"? Nie. Po co więc ta demagogia?
                    Post Mettei był 1. wieloznaczny 2. zapraszał do dyskusji. I to do tego postu się
                    odniosłam! Już nie wiem jak prościej mam to wyłuszczyć.




                    • itek1 Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 23:15
                      > Czy ja polemizowałam z argumentem, że książka "nie podoba się, bo jest nudna i
                      > nie trafia do serca"? Nie. Po co więc ta demagogia?
                      Zadna demagogia:)
                      Nie polemizowalas co prawda z tym, pogladem (ze ksiazka jest nudna), ale z
                      toche innym, rownnie subiektywnym, a mianowicie, ze jest beznadziejna ('pelno w
                      niej beznadziei', a bohaterwie starzy, brzydcy i schorowani).
                      Probujesz przekonac autorke watku, ze dobra ksiazka moze byc i o tym, a jej
                      argumentacja pozostawia wiele do zyczenia.
                      W sumie fajnie, tak uswiadamiac bladzace owieczki:)))
                      Nie psuj sobie humorku i nie odpisuj:)
                      Dobrej nocy:)
                      • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 23.11.06, 18:12
                        No cóż, pochlebiasz sobie myśląc, że na mój humor może mieć wpływ rozmowa na
                        forum;-) To by było nawet ciekawe...

                        Przypominasz mi kolegę ze studiów: bardzo elokwentny, czytał dużo, ale erystyka
                        pochłaniała go bardziej niż logika. I na tym tracił.

                        Pozdrawiam szczerze i jako że już mnie to nudzi - EOT.

                        Miłego wieczoru, muszę uciekać:-)
    • mettea Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 15:10
      I o taką dyskusję mi chodziło...
      Bo mimo że książka mi się nie podobała dostzregam w niej coś, czego jej nie
      można odmówić - język i klimat.
      Zdaję sobie sprawę, że życie nie jest piękne. Ale czy to możliwe, by bohater po
      tak bujnej przeszłości erotycznej nadal kochał swoją pierwszą miłość?? dla mnie
      to nierealne. Nie wspomniawszy już o tym, że zastanawiałaby mnie reakcja
      Ferminy na to, co znalazłaby w owych słynnych brulionach opiewających te jego
      600 romansów? czy zdecydowałaby się na romantyczny rejs?
      • troubleska Re: Zawiedziona "Miłością..." 21.11.06, 15:54
        mettea napisała:

        > I o taką dyskusję mi chodziło...

        Mnie też! Cieszę się, że się rozumiemy;-)

        Co do miłości bohaterów - nie wiem czy to możliwe, chyba tak. Znam małżeństwo,
        które tworzy nieco podobną parę. Brzmi to dziwnie i nawet głupio, ale zdarza się.

        Może autor zanadto dał pofolgować wyobraźni i jakimś swoim naiwnym wyobrażeniom
        o miłości? A może specyfika Ameryki Południowej i mentalność jej mieszkańców
        nakazuje spojrzeć inaczej na prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych zdarzeń?
        Nie wiem.
    • Gość: vesna Re: Zawiedziona "Miłością..." IP: *.torun.mm.pl 21.11.06, 18:10
      Troszeczkę obok tematu, bo książkę czytałam na tyle dawno, że nie umiem się
      włączyć w dyskusję... choć pamiętam, że mi się podobała.

      Są takie książki, które gryzą, drapią, drażnią, siedzą gdzieś w głowie w nie do
      końca przyjemny sposób. Dla mnie to jest jakiś dowód na to, że książka jest...
      dobra. Nie chce wyjść z głowy, budzi sprzeciw, prowokuje do dyskusji, do powrotu
      do jakichś wątków. Czytam, jak dyskutujesz o tym, co Ci się w niej nie podobało
      i mam niejasne przeczucie, że długo będziesz o tej lekturze pamiętać.
    • oorlando urzeczona "Miłością..." 23.11.06, 19:49
      Jestem nieco zdumiona ilością postów wyrażających rozczarowanie lekturą
      "Miłości..." Dla mnie jest to cudowna książka i właściwie to powinnam
      podziękować autorce wątku, ponieważ dzięki niej na pewno znowu sięgnę po tej
      książkę. Po raz pierwszy czytałam ją jako nastolatka, ale dojrzałej kobiecie tez
      się podobała :)
      Zawsze wydawało mi się, ze jest to najbardziej przystępna powieść Marqueza.
      Jeśli komuś nie spodobała się "Miłość..." i nie zna innych książek M. to chyba
      po prostu nie uległ jego czarowi. No cóż Marqueza albo się kocha albo nie :)
      Jeśli się go kocha, to wybacza się mu rózne wpadki (np. ostatnią powieść), ale
      "Miłość.." na pewno nie jest, moim zdaniem, słabą książką. Własciwie obok "Stu
      lat.." jest to moja ulubiona. Pozdrawiam wszystkich ekstatycznych wielbicieli M.
Pełna wersja