braineater
22.01.07, 15:31
znaczy komiks absolutny, komiks proustowski, komiks genialny. A w sumie
prościutki. Otóż opowiastka, jakich wiele, o chłopcu co poznaje dziewczynę na
obozie młodzieży religijnej <czytaj: głównie ćpającej i pijącej i patrzącej,
czy któraś z koleżanek nie da się wyłonacyć pod krzaczkiem> i się oczywiście
z wzajemnością zakochuje. Dziewcze jest urodziwe, chłopiec nieśmiały,
dziewcze ma życie rozwalone w drobny mak rozwodem rodziców, chłopiec stara
się sprawdzić do czego się w życiu nadaje. Do tego dochodzą retrospekcje z
dzieciństwa w domu mocno religijnej matki i zdrowo trzepniętego ojca. Znaczy,
wszyscy znamy dziesiątki takich opowieści.
Tyle, że pan Thompson, z tej rzewnej, autobiograficznej opowiastki, tworzy
prawdziwe, sześciuset stronicowe arcydzieło zarówno pod względem graficznym,
nawiązując do klasyki gatunku - Winsora McCaya i filtrując ją przez zupełnie
nowoczesną wrażliwość, jak i w sposobie prowadzenia opowieści, gdzie udaje mu
się uniknąć harlekinowatości i taniego sentymentalizmu typu love story dla
nastolatków. Powstał z tego komiks nisoący parę ogólnych prawd o dojrzewaniu
w latach 90' - nie tylko w Ameryce, opowieść o przedziwnym, spokojnym zimowym
klimacie, mnie przynajmniej mocno kojarząca się z prozą Murakamiego - ten sam
talent do filtrowania poetyckim językiem codziennego banału i oczywistości.
Żeby nie było różowo tak do końca, to powieść ta ma trzy główne wady:
nakład: 1000 egz.
cenę: 100 pln
i coś, co jest równoczesnie zaletą: bagnistą moc wciągnięcia czytelnika tak,
że nie sposób odłożyć ksiązkę przed dotarciem do strony z napisem koniec,
czyli pochłania się to w około 4 godzinki i potem sie robi smutno.
Nie zmienia to jednak faktu, ze warto pomolestować tych, którzy chcieliby
kupic nam jakiś prezent, by rozejrzeli się właśnie za Blankets.
P:)