Gość: Crotalus
IP: *.acn.pl
04.05.03, 14:37
Tam gdzie nie ma ni dobra ni zła
Z uczuć wszelkich wyzuta do cna
Ta tak spokojna i tak czysta pustynia
Wszelkiej ascezy ogromna świątynia
Będąc w niej patrzyłem na puste dłonie
Potarłem nimi lekko swe skronie
Wtem nagle pięknie świtać zaczęło
Noc kończyła ciemne swe dzieło
Świt bez słońca, ni niebieskości
Nie pojmowałem tego po całości
Siedziałem i patrzyłem w górę
Na świątyni krwawą tę kopułę
Cała niczym od pożaru gore
Poczułem w sobie ciekawości zmorę
Gdzie jest źródło świtu dziwnego
Powód na mym niebie światła tego
Mąci me zmysły ciekawość wielka
Tak bardzo mój cichy spokój nęka
Muszę wstać i ruszyć w drogę
Czuję, że dojść do dnia źródła mogę
Przede mną miliony ziarenek piasku
Na własnych nogach do czerwonego blasku
Dojść gdzieś tam za ogromną górę
By pojąć tę krwawą nade mną chmurę
Me stopy, ja sam w pustyni tonąłem
Jednak cały czas przed siebie brnąłem
Kiedy biegnąc ze zmęczenia upadałem
Wtedy i tak na szczyt góry się czołgałem
By ujrzeć co za nią tak bardzo jaśnieje
Zobaczyć co za górą krwawo tak widnieje
Wreszcie stanąłem na jej miękkim szczycie
Co tam zobaczyłem, mi nie uwierzycie
Aż po sam horyzont ogniste morze
Nad nim cudne fale i czerwone zorze
Zjawisko to morzem ognia nazwałem
Innymi słowami objąć cudu nie umiałem
Stałem i patrzyłem jak zaczarowany
Wcześniejszy czas wydał mi się zmarnowany
Lecz wnet weszło we mnie wielkie ukojenie
W mej duszy uczuć nowych zarojenie
A potem strach i spokój zespolone ze sobą
Ognista falo tak bym chciał złączyć się z tobą
W tej głębi zatopić się, w tej głębi utonąć
Choćbym w całości miałbym w tobie spłonąć
Chciałem się ruszyć, podejść bliżej wspaniałości
Bliżej do tego odcienia mej wielkiej miłości
Jednak me stopy jakby do ziemi przybite
Pragnienie w mej głowie zupełnie rozbite
Patrzyłem tylko na ten ognisty cud odległy
Lecz me powieki w walce ze snem poległy
Nie chciałem oczu zamykać, nie patrzeć
Nie chciałem widoku tego w moim sercu zatrzeć
Jednak stałem się niczym myśl jedna w ciemności
Bez ognia, rozpacz w sercu mym zagości
Obudzić się chciałem z koszmaru mrocznego
Z piekła rozpaczy i strachu snu tego
W pustym mym pokoju nagle się zbudziłem
W biały sufit jak wieki temu znów patrzyłem
Teraz jednak w głowie kłębiły się nadziej myśli
Marzenie o tym, że znów fala mi się przyśni