Dodaj do ulubionych

Czasami wołam z niebo

16.04.07, 11:49
Właśnie skończyłam czytać tą książkę- pamiętnik z walki z rakiem. Przegranej
walki. To najbardziej mnie uderzyło, wszytsko na nic. A zawsze wmawiają nam że
trzeba mieć dużo silnej woli wiary i chęci wyzdrowienia. Jasne, że trzeba, ale
jakie to ma znaczenie tak naprawdę.
Popłakałam się.
Nieważne starania, wiara i siła bez względu na wszystko młoda kobieta umarła
po roku operacji i chemioterpii. Co za choróbsko. Bezsilność.

Któryś raz z koleji przyszło mi do głowy, że niektórych guzów nie należy
ruszać. Może gdyby nie ten rok leczenia by żyła troche dłużej. Wygląda to tak
jakby był odzaj raka który staje sie bardziej agresywny jak się go ruszy. Ale
na poczatku leczenia nie waidomo- trzeba wyciąć, zatruś nie ma co czekać.
2 tysiące kobiet w Polsce umiera rocznie z powodu raka jajnika, to strasznie dużo.
Kobiety często bagatelizują dolegliwoście, bo jak np. odróżnić ból z powodu
jakiegoś zapalenia od bólu nowotworowego. Zwykle zwala się go na coś bardziej
oczywistego niegroźnego. Ale z drugiej strony u niej podejrzewali torbiel, bez
otwarcia chyba nie można mieć pewności.
Nie chce wyjść na hipochondryczkę, ale jeśli mnie coś niepokojącego spotka nie
będę długo czekac z pójściem do lekarza.
Jestem ciekawa co się dzieje z mężem Tamary- Svenem Matzke czy znalazł kogoś.
Troche mnie jednak zdziwiło że tyle czasu była zdala od rodziny. Dobrze że
miała męża, był z nią do końca.
Obserwuj wątek
    • Gość: ludzik Re: Czasami wołam z niebo IP: 193.201.167.* 16.04.07, 12:02
      czytałam tę książkę parę lat temu. też była wiosna, słuchałam wtedy Ani M.
      Jopek z Patem Metheny. I jako ilustracja do książki pasowało mi bardzo
      wtedy "Me jedyne niebo".
      Tamara nie chciała, aby on pozostał sam.
      • wampuka Re: Czasami wołam z niebo 16.04.07, 12:15
        Oj, długo ją odchorowywałem. To taka pornografia emocjonalna, nie wiem, czy
        można w ogóle to czytać bez poczucia pewnego zażenowania :(
        • misscraft Re: Czasami wołam z niebo 16.04.07, 12:54
          Ja całkowicie weszłam w tą książkę, teraz czuję się okropnie. Wstrząsnęła mną do
          głębi. Tym bardziej jest to straszne kiedy ktoś tak bardzo chce żyć i błaga Boga
          o sznsę. Zresztą nie wierze w to, że można się tak łatwo pogodzić z tym że się
          wkrótce umrze i to w cierpieniu. Jak to pokazują w niektórych filmach czy
          książkach. Kiedy chory jest pogodzony ze sobą spokojnie czeka na o co
          nieuchronne wmawiajac bliskim że nie boi się że czuje się spełniony i nie żal mu
          odchodzić To nienaturlane. Nie uważam, żeby możliwe było pogodzenie się z tym,
          że mimo całego trudu śmierć jest nieuchronna. Ta książka pokazała prawdę.
          • Gość: ludzik Propozycja niwelująca strach IP: 193.201.167.* 16.04.07, 13:07


            www.sadzimynadzieje.pl/index.php?modul=pola
            • danab71 Re: Propozycja niwelująca strach 16.04.07, 20:09
              Pamiętam, kiedy pierwszy raz przeczytałam tą książkę - niesamowite wrażenie...
              Teraz wracam do niej niekiedy i zawsze odnajduję inne słowa, inne obrazy i inne
              emocje, ale wciąż pozostaje aktualne pytanie - dlaczego ? - nie ma na nie
              odpowiedzi...

              Jest jeszcze jedna książka, równie wstrząsająca: "Zanim powiem do widzenia" Ruth
              Picardie.
              Angielska dziennikarka, mężatka, matka małych bliźniaków - miała zaledwie 32
              lata, gdy wykryto u niej raka piersi. Jej artykuły w "The Observer" opisujące
              przebieg choroby wstrząsnęły całą Anglią.
              "Zanim powiem do widzenia" przedstawia te artykuły, e-mailową korespondencję z
              przyjaciółmi, listy od czytelników i wspomnienia siostry Ruth - Justine oraz
              męża Matta Seatona o jej ostatnich dniach.

              mały fragment:

              "A przyszłość poradzi sobie beze mnie świetnie... skądinąd myślę, że życie
              będzie się toczyło tak jak do tej pory. Chodzi tylko o to, że tak bardzo będzie
              mi go brak".

              Obie te książki wstrząsają naszym poukładanym światem, burzą spokój i tylko nie
              ma odpowiedzi na pytanie - dlaczego...

              o_u
              • ludzik_ten_sam No, dobra 16.04.07, 21:19

                Mnie się powieść "Czasami wołam..." podobała średnio. Dotyka, ale bardziej
                przez sam fakt terminalnej choroby. Od książki chcę czegoś więcej. Bluźnię?
                Mam chcieć ją czytać tam, gdzie zwykle nie czytam. Gdzie niekomfortowo.
                W tłumie ludzi. Na jednej nodze. Na pomoście w podmiejskim brudnym pociągu
                czytałam "Śmiertelnych nieśmiertelnych", takiego wrażenia jak wtedy już w sobie
                przy jej czytaniu nie odnajdę. Poruszyła tylko raz. Ale mocno.

                P.S. "Twoja" powieść jest po polsku? Poszukam...


                • danab71 Re: No, dobra 16.04.07, 21:36
                  ludzik_ten_sam...

                  myślę, że mówiąc powieść rozmijasz się nieco z prawdą, bo to raczej nie o
                  powieść chodzi - wspomnienie, pamiętnik, zapis, relacja - ale nie nazwałabym
                  tego powieścią - jeżeli się mylę, wybacz...

                  o_u
                  • ludzik_ten_sam Zgadza się... 16.04.07, 21:45

                    I dlatego nazywam się bluźniercą.
                    Książka Kena Wilbera dlatego odpowiada mi bardziej, jest książką
                    w pełnym tego słowa znaczeniu...Opowiada. Jest ogromnie bogata w treść.
                    Pamiętnik przeplatany wykładem o tzw. filozofii wieczystej.
                    Co kto lubi. Cholera, bluźnię.
                    • misscraft Re: Zgadza się... 16.04.07, 22:20
                      Ja różne rzeczy czytam w zależności od nastroju, miałam okres kiedy czytałam
                      lekkie książeczki z serii np. Literatura w spódnicy, ale potrzebowałam czegoś
                      cięższego czegos co będzie miało na mnie jakiś wpływa, a nie o czym zapomne
                      zaraz po zamknięciu książki.
                      Lubie powieści, ale zdecydowanie na moje emocje działa coś co wydarzyło się
                      naprawdę. Dlatego lubie pamiętniki czy ksiazki oparte na faktach.
                      " Życie to nie Bajka", " Przerwana lekcja muzyki","Szklany klosz"- relacje z
                      przebiegu choroby psychicznej i pobycie w szpitalu.
                      "Idź, zapytaj Alice"- anonimowy pamiętnik narkomanki, o niej też nie łatwo
                      zapomnieć.
                      Ale co kto lubi, kwesta też na jaką książkę ma się akurat "apetyt".
                      "czasami wołam w niebo" musze przetrwaić zanim zabiore się za następną.
                      Jeśli znacie jeszcze jakieś ksiązki tego typu to chętnie się dowiem i przeczytam.
                      • ludzik_ten_sam tytuł już jest 16.04.07, 22:27

                        *Śmiertelni Nieśmiertelni* Ken Wilber
                        Wydaje się, że niezłe, skoro na allegro osiąga
                        jakieś dziwne ceny.
                        O ile to dobra rekomendacja.
                        Pozdrawiam.
                        • misscraft Re: tytuł już jest 16.04.07, 22:41
                          Właśnie szukałam czegoś o niej, jak dostanę ją to przeczytam. Jak również
                          poszukam "Zanim powiem do widzenia".
                          To chyba jednak jakiś masochizm czytać coś po czym chcę się płakać. Większosć mi
                          się dziwi, bo uważają czytanie czegoś takiego za samobiczowanie.
                      • chiara76 proszę bardzo, dołująca... 16.04.07, 23:04
                        "Paula" Isabel Allende, książka, jaka powstała w czasie śmiertelnej choroby
                        córki autorki, rozwoju tejże choroby. Przygnębiająca potwornie. I tez,
                        oczywiście , nie skończyła się happy endem.
                        Nie sięgam po takie książki od pewnego czasu, staram się przynajmniej. Jakoś za
                        wiele tych dramatów widzę dookoła, nie wiem, może sama smutniejsza się zrobiłam...
                      • amatorka_wisni Re: Zgadza się... 14.05.07, 23:38
                        "Mars" Fritza Zorna
    • troubleska Re: Czasami wołam z niebo 17.04.07, 18:39
      Pamiętam, że kiedy ta książka została wydana, zastanawiałam się 1) po co wydana
      została 2) czy ktoś ją kupi.
      Okazuje się, że tak. Nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś publikuje pamiętnik
      swojej agonii (bo dedukuję, że taka była wola samej Tamary). Zapewne pisanie
      było dla autorki jakąś formą radzenia sobie z rzeczywistością, ale jaki cel
      przyświeca publikacji?
      Odnośnie punktu 2: dlaczego przeczytaliście tę książkę? Gdyby to był znany
      pisarz lub gdyby było to dzieło bardziej kompleksowe, o walorach literackich tak
      jak wspomniany Wilber właśnie (zgadzam się z Ludzikiem), wszystko byłoby jasne,
      ale w tej sytuacji?
      • danab71 Re: Czasami wołam z niebo 17.04.07, 19:27
        Czy wszystko i zawsze daje się racjonalnie wytłumaczyć ? - myślę, że nie...
        Pewien rodzaj pisania jest swoistym katharsis - tak samo jest z czytaniem.
        Walory literackie to pojęcie bardzo względne - uważam, że nie zawsze sięgamy po
        literaturę lub dzieło bardzo kompleksowe - cokolwiek oznacza to pojęcie,
        podobnie jak nie zawsze nazwisko znanego autora gwarantuje czytelnikowi tzw.
        wspaniałe wrażenia podczas i po lekturze. Ponadto - o gustach się nie dyskutuje,
        prawda ? Myślę, że lektura książek takich jak "Czasami wołam w niebo" lub "Zanim
        powiem do widzenia" i podobnych im książek uczy nas spojrzenia na otaczający nas
        świat, który nie zawsze jest taki, jakiego byśmy sobie życzyli...

        Co do Wilbera zaś - widziałam na Allegro i przeraziła mnie cena - żałuję, że o
        tej książce nie mogę się wypowiadać, ponieważ nie miałam okazji po nią sięgnąć -
        może kiedyś mi się to uda...

        o_u
        • misscraft Re: Czasami wołam z niebo 17.04.07, 19:49
          Chciałam tylko wyjaśnić, że Tamara zaczęła pisać pamiętnik raczej z myślą, że
          wyzdrowieje i gdy go wyda przyniesie ona nadzieje ludziom zdrowym a tym bardziej
          chorym.
          Niestety umarła, ale jej mąż postanowił wydać tą książkę, żeby więcej mówiono u
          nas o raku jajnika. $ zł z każdego ezgampalrza jest przeznaczone na zakup
          sprzetu do wczesnego wykrywania raka jajnika. Dla zysku mąz jej napewno tego nie
          zrobił bo całe honorarium również przeznaczył na ten cel.
          Może czasem warto wstrząsnąć ludźmi żeby dostrzegli rozmiar i powage spray i
          sami bardziej dbali o siebie.
      • autumna Re: Czasami wołam z niebo 19.04.07, 09:21
        > Okazuje się, że tak. Nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś publikuje pamiętnik
        > swojej agonii (bo dedukuję, że taka była wola samej Tamary). Zapewne pisanie
        > było dla autorki jakąś formą radzenia sobie z rzeczywistością, ale jaki cel
        > przyświeca publikacji?

        Równie dobrze można by pytać "a po co ludzie piszą blogi, zamiast swoje refleksje spisywać po cichu w zeszyciku".

        Czasem jest to forma jakiejś autoterapii, czasem rozliczenia z otoczeniem, jak tu:
        www.mybook.pl/6/0/bid/91
        To też nie jest dzieło literackie - ale podziw budzi, że babka po SZEŚCIU cyklach chemii jeszcze była w stanie podjąć wysiłek poskładania swoich wspomnień w jakąś spójną całość.
      • Gość: hania Re: Czasami wołam z niebo IP: *.acn.waw.pl 19.04.07, 14:41
        Ja na przykład zadałam sobie dużo trudu, żeby dotrzeć do tej książki, kiedy
        dowiedziałam się, ze sama mam zaawansowanego raka jajnika z przerzutami.
        Chciałam dowiedzieć się - co przede mną. I wierz mi, co druga kobieta na
        oddziale znała tę książkę. Nadziei specjalnej ona nie niosła, ale pozwalała
        porównać mój lęk z lękiem Tamary, jej wyniki z moimi, jej doświadczenia z moimi.
        Hania
    • troubleska Re: Czasami wołam z niebo 19.04.07, 18:40
      Ależ ja nie pytałam przecież dlaczego autorka pisała! To jest jasne.
      Chodziło mi o motywy samej publikacji, co wyjaśniła Misscraft (dziękuję; nie
      wiedziałam o przeznaczeniu konkretnej kwoty ze sprzedanych egzemplarzy na zakup
      sprzętu. Pewnie masz też rację, że chodziło o wywołanie wstrząsu).

      Różnica między pisaniem bloga (czy innego dziennika), a wydaniem książki jest
      moim zdaniem spora.

      Po drugie interesowały mnie motywy, dla których Wy sięgnęliście po tę książkę,
      bo wydawało mi się, że to czysty masochizm.

      Też byłam taką babką (dziewczęciem raczej) po SZEŚCIU cyklach chemii i primo nie
      opublikowałabym wspomnień z piekła rodem, aby nie dobijać tych, którzy cierpią,
      a nie powinni tracić nadziei. Segundo, nie kupiłabym takiej pozycji i nie
      miałabym najmniejszej ochoty na lekturę, dlatego bardzo mnie zaskoczył ostatni
      post. Haniu, życzę Ci zdrowia!
      • misscraft Re: Czasami wołam z niebo 19.04.07, 20:48
        Ja przeczytałam z ciekawości byłam ciekawa jak to wszystko wygląda, zasmuciło
        mnie to, bo wystarczyło może wcześniejsze wykrycie z Tamara by żyła popobnie jak
        te 2 tysiące kobiet. Tylko że ona leczyła się za granicą gdyby leczyła się u nas
        może miałaby jeszcze mniej szczęścia. Ta choroba może dotyczyć niestety każdej
        kobiety, bo "niestety" mamy jajniki. Dlatego nalezy zachować czujność, ale nie
        popadać też w hipochondrie.
    • misscraft Re: Czasami wołam z niebo 19.04.07, 20:54
      Sven we wstępie pisał cos w stylu że osoby których problem dotyka bezpośrednio
      czyli chorzy może nie powinni czytać tej książki, że jest ona raczej
      przeznaczona dla ich bliskich. W sumie nie dziwie się, zdorwego też by zdołowała.
      Ale jest to też książka o miłości, związek trwał 7 lat z tego co zrozumiałam,
      ale za to ile w nim było miłości.
      • Gość: córka ireny Re: Czasami wołam z niebo IP: *.centertel.pl 22.04.07, 22:30
        Bardzo mnie ciekawią takie ksiązki. Jest to ciekawość chora, ale uzasadniona.
        Moja mama zmarła pięc lat temu na raka piersi, chorowała bardzo długo, wiem,
        przez co przechodziła, inaczej... widziałam przez co przechodziła, choć nie
        byłam w stanie pojąć jej bólu. Co myslała? Co czuła kiedy nagle zaczął rozpadać
        się jej świat?
        Próbuję to odnaleść w słowach Tamary, p. Mazurkiewicz (jak uszczypnie będzie
        znak), w innych książkach (wiosłować bez wioseł) które poruszają tematykę
        ciężkiej choroby i smierci. Jest mi to potrzebne. Spokorniałam. Budzę się rano
        z uśmiechem, nie z nadąsaną miną. Przeszłam załamanie nerwowe, ale w
        paradoksalny sposób pomogło mi to nauczyć się życia. Tak właśnie bo wcześniej
        wcale nie żyłam. Teraz po latach, ciagle chodze na terapię, ciągle jest mi
        ciężko, ale staram się cieszyć się swoim zyciem. Zwolniłam i nauczyłam się
        patrzeć dookoła. Zrezygnowałam z pracy która była dobrze płatna, ale zabierała
        mi duszę. Nie żałuję, choć żyję teraz bardzo skromnie. Nauczyłam się
        niekonsumpcyjnego podejścia do życia.Poznałam inne wartości i to one wyznaczaja
        teraz cele w moim zyciu.Nauczyłam sie ufać. Ciagle jednak nie pogodziłam się z
        Bogiem i nie rozumiem Jego zamierzeń. Nie zmienię tego świata.
        Ale widząc kobietę po operacji piersi nie będę traktować jej jak trędowatej,
        raczej będę podziwiać jej hart ducha i heroicznośc - wszystkie bowiem kobiety
        które chorowały na raka, to swego rodzaju bohaterki życia. Będę umiała patrzeć
        jej w oczy a nie na zapadłą klatke piersiową.
        Taki cel jest dla mnie w czytaniu takich książek. Przełamanie barier wstydu, bo
        o raku sie nie mówi, to jak klątwa, to słowo, które zaraża, zrozumienie choć w
        części tych kobiet co one przeszły...a jeszcze w Polsce? Polsce, w której
        skierowanie od lekarza trzeba, hm, wybłagać??, dobrze piszę???
        Uważam że takie ksiązki są bardzo potrzebne. Nie oceniam ich wartości
        literackiej, nie śmiałabym. To pzrecież czyjeś mysli, obawy , lęki, które są/
        były prawdziwe...to walka z każdym dniem godziną,o czas, którego jest coraz
        mniej....

        śmiertelni nieśmierteli to przepiekna książka której nakłąd w polsce jest juz
        wyczerpany i nie wznawiany, swoją drogą nie rozumiem dlaczego nikt nie postara
        się o ponowne wydanie tej ksiązki.
        Mam ja u siebie na półce, i jest to swego rodzaju biblia - są tam słowa i mysli
        które pomagaja zrozumieć. polecam. inaczej. ja trzeba mieć.
        pozdrawiam
        • Gość: x Re: Czasami wołam z niebo IP: *.aster.pl 22.04.07, 22:37
          Dziękuję Tobie za ten post.
    • Gość: Bubulubu Re: Czasami wołam z niebo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 15:31
      > Nie chce wyjść na hipochondryczkę, ale jeśli mnie coś niepokojącego spotka nie
      > będę długo czekac z pójściem do lekarza.

      Czytałam fragmenty tej książki w "Twoim Stylu" i przyznam, że nie mam odwagi sięgnąć po całość. I tak się zastanawiam, czy przeczytanie u niektórych nie może odnieść skutku odwrotnego niż w cytowanym fragmencie postu - niechęci do badań, "bo a nuż coś się wykryje". Głupota, wiem, ale w ataku paniki przed chorobą czasami o zdrowy rozsądek niełatwo...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka