ydorius
09.06.03, 16:40
Gorące popołudnie parzące stopy rozgrzanym podłożem. Chciałbym, by
moje stopy zostały poparzone piaskiem, by małe drobiny ziemi instant
przeciskały się między palcami stóp. Muszę zadowolić się gorącym miastem,
gorącym asfaltem, po którym przeskakuję szybko, nie pozwalając się sobie
zapaść w głąb.
Przeskakuję szybko, nie pozwalając się sobie zapaść w głąb, ślizgam
się po własnych myślach. To zbyt niebezpieczne. Gdzieś jest napisane, że dla
ludzi czujących (asfalt pod stopami na przykład, próbujący udawać, ze jest
miałkim piaskiem) świat nie jest najlepszym miejscem. Być może jest padołem
łez właśnie; być może ludzie za dużo czujący powinni ograniczyć się do
przeżywania kolejnych dni, nie próbując objąć umysłem zbyt wiele.
Nie próbując objąć umysłem zbyt wiele mam za złe budowniczym miasta,
ze nie pomyśleli o tych nielicznych (może dlatego nie pomyśleli?)
jednostkach, które będą chciały wędrować boso. Od czasu do czasu powinny być
trawniki do chodzenia, zielonością (w końcu zielony to zimny kolor) dające
zmęczonym stopom ochłodę. Być może sadzawki z czystą wodą, jak to ponoć ma
miejsce we Francji, by strudzeni wędrowcy (jakże to starożytnie brzmi!) mogli
się obmyć, opłukać, zmyć z siebie pył podróży. Gorący chodnik spalenie mnie
od stóp (do głów?) postawił sobie za punkt honoru.
Za punkt honoru poczytują sobie mijani przeze mnie ludzie nie patrzeć
innym w oczy. Starają się w ogóle nie patrzeć. Wbijają w chodnik zaszklone na
czarno oczy w oprawkach, przypatrują się wystawom, martwo wgapiają w
wyrastające z asfaltu słupy przystanków. Zlewają się w końcu w jednego
człowieka, otępiałego z gorąca, po pas zanurzonego w asfalcie, ospałego,
spoconego. A przede mną, przed duszami moich oczu, wyrasta w końcu upragniony
miraż.
Myśli tracą ciągłość. Wiem, że jest piękny. Wiem, że jest chłodny.
Wiem, że jest nieprawdziwy, bo jest zbyt piękny i zbyt chłodny. Docieram i
dotykam rozgrzaną stopą zimnego kamienia. Ulga przepływa z dołu do góry, ból
przemieszcza się w drugą stronę. I jeszcze tylko z tryumfem obracam się za
siebie, by ujrzeć, że Eurydyka zamieniła się w słup soli.
m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.