Dodaj do ulubionych

książkoholicy

    • kittka25 Re: książkoholicy 02.10.08, 15:50
      Jestem książkoholikiem (książkoholiczką?) i wyszłam za mąż za książkoholika -
      oszczędności wydajemy na książki (ukrywając nawzajem to przed sobą - ponieważ,
      zważywszy na maleńki metraż mieszkania - niedługo zabraknie tam miejsca dla nas
      • Gość: cudownie uleczona Re: książkoholicy IP: *.uni.lodz.pl 02.10.08, 17:25
        Byłam książkoholiczką!
        Z nałogu uleczyła mnie praca na dwa etaty!
        To prawda! Jestem cudownie uleczona! Alleluja!
        • moleslaw Re: książkoholicy 13.10.08, 09:51
          Jestem książkoholiczką i dobrze mi z tym.:-)
          Podobnie jak inni wszelkie zakupy potrafię przeliczać na książki,po co mi nowa
          bluzka jeśli mogę za to kupić kilka książek.
          Ostatnio w moim mieszkanku przydałby się remont,wymyśliłam ze zamiast nowych
          tapet lepiej kupić nowe półki na książki,które stoją w stertach i w ten sposób
          zakryć zniszczoną ścianę.
          Potrafię ostatnie pieniądze wydać na książkę,kupuję książki i chowam a potem
          udaję przed rodziną : Jaka nowa książka? Ty wiesz ile ona przeleżała za
          segmentem? Stara już jak świat,kolejny raz ją czytam.
    • Gość: lekoni Re: książkoholicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 19:11
      A czy znacie dwie cudowne książeczki Marii Pruszkowskiej " Przyślę panu list i
      klucz " oraz "Życie nie jest romansem ale..." o takich samych wariatach
      książkoholikach jak my?
      • scoutek Re: książkoholicy 03.10.08, 10:44
        Gość portalu: lekoni napisał(a):

        > A czy znacie dwie cudowne książeczki Marii Pruszkowskiej " Przyślę panu list i
        > klucz "

        dwie sceny z tej ksiazki sa takie jak w moim zyciu:
        1. bitwa o cukierniczke, jako najlepsza podporke pod ksiazke przy jedzeniu
        2. jak bohaterka wysiadla z pociagu z placzem "Stefcia nie zyje", witajacy wpadl
        w rozpacz razem z nia, dopiero po chwili okazalo sie, ze chodzi o Stefcie
        Rudecka czyli Tredowata Mniszkowny
    • Gość: IsaBellea Re: książkoholicy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.08, 11:14
      Czytałeś Grzesiuka:P?

      jak nie to marny z ciebie książkoholik:P
    • Gość: lubię czytać, ale Re: książkoholicy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.08, 14:09
      Lubię czytać, kupuję książki, ale obiad, gdzie rodzina pogrążona
      jest w lekturze, to sytuacja chorobowa. Powinniście się leczyć, bo
      to nie jest normalne.
      • aala43 Re: książkoholicy 01.11.08, 11:51
        czytanie od zawsze (od kiedu umiem) bylo, jest i bedzie moim nalogiem
        osobom twierdzacym, ze zwiotczeja mi miesnie i bede gruba - odpowiem
        tak - na szczescie sa juz wersje ksiazek na CD, wiec mozna sobie
        posluchac na spacerze albo w czasie jazdy - to ulatwia oddawanie sie
        nalogowi niemal w kazdej chwili (poza czasem na sen i seks:))))
        ps. jeden z najpiekniejszych plakatow jakie widzialam - on lezy w
        lozku, ona siedzi na nim, oboje w neglizu, pozycja jednoznaczna,
        niestety, dama trzyma jedna reke wysoko nad glowa kochanka, a w reku
        otwarta ksiazka......
    • Gość: lenka Re: książkoholicy IP: *.adsl.inetia.pl 03.10.08, 16:12
      jestem z wami ksiązkoholikami,
      najbardziej z tego powodu cierpia moje oczy niestety.
      no i porfel też troche...;)
    • beata_k13 Re: książkoholicy 04.10.08, 13:20
      Cudowny wątek!!!. Może znam mało ludzi, ale mam wrażenie,że wśród społeczności
      internetowej maniaków czytania jest wielu, a na co dzień trudno ich spotkać.
      Pewnie pochowali się w domach i czytają:-)Ciekawa jestem, czy Wy książkoholicy
      macie w swoim najbliższym otoczeniu zrozumienie co do swojego nałogu? Sama
      chętnie poznałabym prawdziwych ksiązkoholików osobiście, jeśli oczywiście mają
      czas na pogawędki o czytaniu. Mój email: beata_k13@gazeta.pl
      • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.10.08, 23:35
        Szczerze mówiąc, kiedy czytam o osobach, które już nie chodzą na spacery, bo czytają, czy jedzą czytając, dostaję książkowstrętu, choć i ja nie mam gdzie kłaść już książek (leżą w stosach). Ludzie, jak nie zaczniecie podchodzić do czytania z dozą rozsądku, wkrótce będziecie kalekami! Niedotlenieni, ze zwiotczałymi mięśniami - kto się potem Wami zajmie? A obiad z książką uważam za gwałt na książce; moja mama mówiła mi, żebym czytała, ile wlezie, ale nie przy jedzeniu. Posiłek jednoczy rodzinę, a książki trzeba szanować :) Ileż to razy widzi się w książkach z biblioteki masy okruchów, popiołu z papierochów, ileż to razy książka jest wytłuszczona i poplamiona! Fuj!
        • beata_k13 Re: książkoholicy 05.10.08, 14:38
          Właśnie na tym polega książkoholizm, nałogowe czytanie, do alkoholika czy
          narkomana też nie dociera, że szkodzi swojemu zdrowiu i też ludzie nie będący
          pod wpływem nałogu ich nie rozumieją.
          • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: 78.8.21.* 05.10.08, 22:17
            Z tym, że książkoholicy są społecznie rozgrzeszani. Otoczenie (ale tylko to dalsze) uważa ich za niezwykle inteligentnych, oczytanych ludzi, budzących podziw, niedzisiejszych. Mówi się o nich mole książkowe. Nikt nie skojarzy czytania partyjnych bredni czy książki telefonicznej, gdy nie ma czego czytać, z sięganiem po wodę brzozową przez alkoholika, a przecież zachowanie to jest podobne. Najwięcej o "przyjemnościach" życia z książkoholikiem wie jego rodzina, o ile w ogóle takową posiada. Książkoholizm jest rzeczą, do której ludzie, jak widać po tym wątku, przyznają się z odcieniem dumy, bo to nobilitujące, ich zdaniem, zatopić się całkowicie w świecie drukowanym, nieważne już, że czyta się byle co, ważne, że się czyta szybko i dużo i uchodzi za mądrego. Tak naprawdę jest to równie niszczące, co alkoholizm, ale mało, widać, kto, zdaje sobie z tego sprawę. Sporo ludzi wypowiadających się w tym wątku kwalifikuje się na psychoterapię.
            • ko_kartka Re: książkoholicy 07.10.08, 10:53
              A pewnie! Wyobraź sobie taką przemoc domową w rodzinie książkoholika - celnie
              rzucone dzieła zebrane Sienkiewicza w twardej oprawie wiele krzywdy wyrządzić mogą.

              Nie wiem, jak to sobie wyobrażasz, ale ja nie znam żadnego książkoholika, który
              kradnie i żebrze, żeby mieć pieniądze na książkę. Ani takiego, co urządza
              awantury i lata z siekierą po sąsiadach, bo mu się książka skończyła. Czy też
              śmierdzi i robi pod siebie, bo książki mu mózg wypaliły i pozbawiły możliwości
              funkcjonowania w społeczeństwie.

              Może i faktycznie nie jest łatwo żyć z książkoholikiem, jak aspiracje kulturalne
              zaspokaja się kolejnym odcinkiem "M jak miłość".
              • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.10.08, 22:08
                A wydawałoby się, że osoba udzielająca się na forum poświęconym książkom powinna umieć czytać ze zrozumieniem...
                Pisałam o tym, że nałóg czytania (czyli prawdziwe uzależnienie) nie jest dla otoczenia tak łatwo rozpoznawalny. Jak sama napisałaś, żaden z książkoholików nie robi pod siebie, nie lata z siekierą,
                ALE
                prawdziwy książkoholik nie jest normalnie funkcjonującą osobą. Nie stworzy udanego związku, gdyż żyje w świecie fantazji. Nie wychodzi na dwór, gdyż szkoda mu czasu, który mógłby przeznaczyć na czytanie. Nie zajmie się dzieckiem z tego samego powodu, ba, dziecko musi chodzić na palcach, bo mamusia czy tatuś czytają i nie życzą sobie przeszkadzania. Są takie osoby, które w ogóle się nie ruszają z domu, siada im kondycja, tyją, wiotczeją im mięśnie. Gdy gdzieś jadą, nie są zainteresowani widokami za oknem pojazdu, nowe miejsca, zagłębieni z nosem w książce ignorują je. Jednym zdaniem - żyją w innym świecie. Swoje dziecko, choć zarażą słusznym zamiłowaniem do słowa drukowanego, skażą jednocześnie na emocjonalny chłód i milczenie przy posiłku (vide - post jednej z osób, u której wszyscy w milczeniu jedzą, każdy ze swoją książką), a gdy skończy im się "napęd", czyt.: słowo pisane, czytają cokolwiek, choćby przemówienia Gomułki, jak denaturat. Oczywiście, piszę tu o prawdziwych książkoholikach, nie zaś normalnych miłośnikach książek, którzy lubią czytać tak, jak lubią np. pograć w piłkę, pojeździć na rowerze, robić zdjęcia, malować obrazy.
                Czy uważasz to za normalne? Bo ja nie. Ja czytam dla przyjemności i tylko to, co lubię, a nie dlatego że muszę, jak niektórzy w tym wątku, podkreślający, że czytają WSZYSTKO. I dlatego życie z książkoholikiem jest nie do zniesienia - nawet nie ma o czym z nim pogadać, pomijając powyższe. Aha, nie oglądam M jak miłość ani żadnych innych seriali. W ogóle prawie nie oglądam TV, poza prognozą pogody i naprawdę dobrymi filmami. Jest tyle fajnych rzeczy na świecie; książki są jedną z nich, lecz nie wszystkim.
                • nessie-jp Re: książkoholicy 07.10.08, 22:23
                  Hm, jako książkoholiczka, córka książkoholika jakoś nie odczuwałam w
                  dzieciństwie tego emocjonalnego chłodu
                  • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.10.08, 21:39
                    nessie-jp napisała:

                    > Hm, jako książkoholiczka, córka książkoholika jakoś nie odczuwałam w
                    > dzieciństwie tego emocjonalnego chłodu
                    • nessie-jp Re: książkoholicy 09.10.08, 00:02
                      Jaija
                      • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.10.08, 15:01
                        No widzisz - zatem jest w porządku ;)
                        Pozdrawiam i nie czytaj przy jedzeniu, bo poplamisz knigę ;)
                • ko_kartka Re: książkoholicy 08.10.08, 09:07
                  "Tak naprawdę jest to równie niszczące, co alkoholizm".

                  To Twoje zdanie, czyżby nie? Wprawdzie mogłaś mieć na myśli coś zupełnie innego
                  niż napisałaś, ale wybacz, nawet książkoholik nie posługuje się telepatią...

                  Wydaje mnie się, że mocno teoretyzujesz. Tak naprawdę w bliższym otoczeniu nigdy
                  nie miałaś książkoholika, prawda? Tak, wiem, zaraz napiszesz, że największą
                  traumą Twojego dzieciństwa była matka czytająca przy obiedzie książkę.

                  I spróbuj czytać jadąc autem po polskich drogach - co najwyżej możesz se
                  poczytać drogowskazy.

                  I przestań wymyślać teorie, jakie to zaniedbane dzieci są w czytających
                  rodzinach. Może jeszcze napisz, że większość dzieci w pogotowiu opiekuńczym to
                  właśnie te od książkoholików.

                  Mój tatuś czytał przy obiedzie i w ogóle dużo czytał. Moja mamusia nie czytała
                  wcale. Zgadnij, koło kogo musiałam chodzić na paluszkach, żeby sobie odpoczął?
                  Taa, koło mamusi, bo poobiednia drzemka rzecz święta! Przy obiedzie owszem,
                  gadała, o pracy i koleżaneczkach. Spacer? Żadną miarą. Zresztą, doskonale ją
                  rozumiem - co to za rozrywka, takie dreptanie wkoło macieju bez żadnego celu.

                  Ale tatuś mógł mi polecić książkę i podyskutować ze mną, a mamusia co najwyżej
                  opowiedzieć najnowszy odcinek "Klanu". Zgadnij, z kim miałam lepszy kontakt
                  emocjonalny? Podpowiedź: bynajmniej nie z mamusią.

                  Mnie nie interesuje, czy oglądasz telewizję - ja nie mam telewizora. Ale żeby
                  mieć zainteresowania, to nie mogę czytać, nie? Muszę malować. Tylko po kij ja
                  będę łapać za pędzel, jak nie mam ani zdolności, ani chęci? Spacery to też może
                  być hobby, ale książki - absolutnie! Siłownia, fitness club - noooo, to dopiero
                  jest hobby! Ale książki nie, bo nie rozwijają mięśni.

                  Dla mnie ktoś, kto spędza codziennie godziny na siłowni, nie jest normalnie
                  funkcjonującą osobą. Ktoś, kto nie czyta nic oprócz etykiet na żarciu - również.
                  • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.10.08, 22:06
                    > To Twoje zdanie, czyżby nie? Wprawdzie mogłaś mieć na myśli coś zupełnie innego
                    > niż napisałaś, ale wybacz, nawet książkoholik nie posługuje się telepatią...

                    Tak, moje zdanie. Słyszałam o takich właśnie sytuacjach, gdy z powodu książkoholizmu rozpadały się rodziny. Po prostu brakowało więzi emocjonalnej z osobą wiecznie zaczytaną, tak, jak brakuje w rodzinach dotkniętych alkoholizmem. Chodzi mi o szkodliwość nałogu. Prawdziwy nałogowiec zawsze szkodzi przede wszystkim sobie, ale i reszta w jakimś stopniu cierpi. Jeden z powodu maltretowania, inny może nie jest tłuczony, ale za to ma zerowy kontakt z ojcem czy matką, gorzej, jak z obojgiem.

                    > Wydaje mnie się, że mocno teoretyzujesz. Tak naprawdę w bliższym otoczeniu nigd
                    > y
                    > nie miałaś książkoholika, prawda? Tak, wiem, zaraz napiszesz, że największą
                    > traumą Twojego dzieciństwa była matka czytająca przy obiedzie książkę.
                    >
                    Zastanawia mnie ton Twojej wypowiedzi. Czyżby odezwały się nożyce na uderzonym przeze mnie stole? Powtórzę - każdy nałóg jest szkodliwy, o ile jest nałogiem. Wszystko w dzisiejszych czsach może nim być, również czytanie. Moja matka nie czytała przy obiedzie, mnie też nie pozwalała. Powiem Ci - ja sama byłam książkoholiczką. Całe dnie spędzałam na tapczanie, czytając. Na szczęście, już nią nie jestem, co nie znaczy, że całkowicie porzuciłam książki. Po prostu, odkryłam też inne strony życia. Zmieniające się pory roku. Otaczające moje miasto wioseczki i ich urok. Radość towarzyszącą podróży. Stałam się wręcz jednym z "biegunów", dotknął mnie demon ruchu. Nie potrafię już siedzieć na tyłku. Oglądam też dobre filmy na DVD, do tego służy mi głównie odbiornik TV. Naprawdę, życie jest za krótkie, by skupiać się wyłącznie na jednym, by nie widzieć nic innego.

                    > Mój tatuś czytał przy obiedzie i w ogóle dużo czytał. Moja mamusia nie czytała
                    > wcale. Zgadnij, koło kogo musiałam chodzić na paluszkach, żeby sobie odpoczął?
                    > Taa, koło mamusi, bo poobiednia drzemka rzecz święta! Przy obiedzie owszem,
                    > gadała, o pracy i koleżaneczkach. Spacer? Żadną miarą. Zresztą, doskonale ją
                    > rozumiem - co to za rozrywka, takie dreptanie wkoło macieju bez żadnego celu.

                    Rzeczywiście musisz być uzależniona. Plotkowanie o "koleżaneczkach" to po prostu odreagowywanie Twojej mamy dnia pracy. Potrzebne każdemu. Właśnie wspólne posiłki są świetną chwilą na takie pogaduchy, omówienie dnia, bo kiedy indziej nie ma na to czasu. Drzemka też wspaniała rzecz i na pewno służyła Twojej mamie do regeneracji sił. Doskonale ją rozumiem. Z Twojej wypowiedzi wynika, że to Twój tato sprawiał wrażenie wycofanego z życia, uciekał w książki.
                    A co do spaceru - dreptanie bez celu? A czy owo "dreptanie" celem nie jest? Co za książki czytasz, że tego nie rozumiesz?

                    > I spróbuj czytać jadąc autem po polskich drogach - co najwyżej możesz se
                    > poczytać drogowskazy.

                    Ja pisałam o podróży w charakterze pasażera, a Ty, o czym myślałaś?

                    >
                    > I przestań wymyślać teorie, jakie to zaniedbane dzieci są w czytających
                    > rodzinach. Może jeszcze napisz, że większość dzieci w pogotowiu opiekuńczym to
                    > właśnie te od książkoholików.

                    Zanidbanie emocjonalne zdarza się w każdej rodzinie dotkniętej nałogiem jej członka. Obojętnie, jakim nałogiem. Zapewne zdziwiłabyś się, gdybyś zobaczyła, co potrafią robić dzieci, by zwrócić na siebie uwagę rodziców, w tym dzieci z tzw. dobrych rodzin, które wcale nie muszą przebywać w pogotowiach opiekuńczych, a stają się przestępcami, bo nikt ich nie zauważa. Ale to inna para kaloszy.

                    > Ale tatuś mógł mi polecić książkę i podyskutować ze mną, a mamusia co najwyżej
                    > opowiedzieć najnowszy odcinek "Klanu". Zgadnij, z kim miałam lepszy kontakt
                    > emocjonalny? Podpowiedź: bynajmniej nie z mamusią.

                    Szkoda mi Twojej mamy, tylko tyle napiszę. Zastanów się nad sobą. A że tato polecał książki - doskonale! Z Twoich wypowiedzi wynika jednak, że chyba niewiele z nich wynosisz, może czytasz na akord? Należy też zwrócić uwagę na to, że ludzie są różni. Zapewne z czytanych przez siebie książek zdążyłaś to wyczytać, nieprawdaż? To, co Tobie wydaje się głupie i nudne, Twojej mamie się podoba. Tobie nie musi, ale wypada spróbować użyć empatii.

                    > Mnie nie interesuje, czy oglądasz telewizję - ja nie mam telewizora. Ale żeby
                    > mieć zainteresowania, to nie mogę czytać, nie? Muszę malować. Tylko po kij ja
                    > będę łapać za pędzel, jak nie mam ani zdolności, ani chęci? Spacery to też może
                    > być hobby, ale książki - absolutnie! Siłownia, fitness club - noooo, to dopiero
                    > jest hobby! Ale książki nie, bo nie rozwijają mięśni.

                    Co Wy z tą siłownią? Czy ja kogoś tam kijem zaganiam? Czy między leżeniem worem na kanapie z książką a deptaniem steppera nie ma żadnych innych możliwości? Naprawdę, jest cała MASA sposobów spędzania wolnego czasu, w tym na świeżym powietrzu. Nie każę nikomu malować, jak nie umie. Ani nie zakazuję czytania! Chodzi mi tylko o proporcje. Czytanie, które staje się celem życia, jest niezdrowe. Czytanie, które sprawia przyjemność, ale tak, jak inne czynności, jest normalne.

                    > Dla mnie ktoś, kto spędza codziennie godziny na siłowni, nie jest normalnie
                    > funkcjonującą osobą. Ktoś, kto nie czyta nic oprócz etykiet na żarciu - również

                    Wydaje mi się, że mamy na ten temat takie samo zdanie, prawda?

                    Emocje zawarte w Twojej wypowiedzi wskazują na to, że jesteś młodziutka, ale być może wkrótce docenisz również uroki życia, nie porzucając miłości do książek. Czego Ci życzę, amen :)
                    • moleslaw Re: książkoholicy 13.10.08, 10:00
                      Pomyliłam się i oczywiście wpisałam się dużo wyżej.Nie będę się powtarzać.
                      Teraz piszę tylko po to by przyznać rację "przedmówczyni",ja zdaję sobie
                      sprawę z mojego uzależnienia,wiem że nie jest to zdrowe,wiem że powinnam więcej
                      czasu poświęcać rodzinie.Nie umiem ;-(
                      Potrafię w ciągu miesiąca przeczytać nawet kilkadziesiąt książek.Chodzę do
                      pracy i czytam,domem zajmuje się wyrywkowo,na co dzień robi to mój mąż.
                      Przyznaję że nie jest dobrze :-) z tym mojej rodzince.
                      • Gość: jaija Re: książkoholicy IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.10.08, 22:55
                        A próbowałaś coś z tym zrobić? Wyjść na spacer np.? Pojechać do innego miasta na cały dzień z familią? Pójść do psychologa...?
                        • Gość: ed Re: książkoholicy IP: *.aster.pl 15.10.08, 00:15
                          Czytam twoje komentarze i czuję, że koniecznie chcesz przekonać innych do swoich racji powtarzasz słowa fitness, ćwiczenia, alkoholizm, widoczki nie każdy to lubi, tutaj wypowiadali się ci, dla których czytanie jest pasją, rzec można nie ma dla nich książek niewartych przeczytania, stworzyła się bardzo ciekawa dyskusja, która przerywasz odpowiadając, na co drugą wypowiedź.
    • Gość: Michał Re: książkoholicy IP: *.compi.net.pl 15.10.08, 01:32
      Mam na imię Michał, mam 26 lat. Jestem książkoholikiem. Choć powoli przerzucam
      sie na e-booki, bo mi je łątwiej w podróży czytać, to nadal znajduję w sobie
      nieraz jakąś chęć i ochotę dziką na kupienie ksiażek paru - tu (szczęście w
      nieszczęściu) często z "pomocą" przychodzi mi Merlin, na którym od lat kupuję
      ksiażki i co i raz mnie kusi promocjami wszelakiemi, które sprawiają, iż książek
      w koszyku zawsze mam zatrzęsienie (teraz zniżka na ksiażki Solarisa - i co ja
      mam biedny począć? :(... Odwiedzam takoż antykwariaty, gdzie wynaleźć białe
      kruki fantastyki polskiej a zagranicznej udało mi się nie raz, a nie dwa nawet.

      Na to chyba rady nie ma, pomocy też nie ma jak wyglądać, prawda? ;P
      • Gość: moleslaw Re: książkoholicy IP: 78.152.30.* 15.10.08, 08:03
        Skąd Ja to znam,uwielbiam myszkować w antykwariatach,idzie znalezć cuda za
        grosze :-) Jeżdżę też na rynek Jeżycki (Poznaniacy wiedzą gdzie) i mam tam miłą
        Panią,która sprzedaje używane książki również za grosze w ten sposób kompletuję
        np. "Raiję ze śnieżnej krainy" i "Córy życia",zamiast 10 zł za tom płace 2
        zł.Nie mam wtedy takich wyrzutów sumienia.
        I miłe wieści mili moi pytałam rodzinki i nie jest zle, stwierdzili że bez
        książki w ręce nie byłabym sobą :-) i mam czytać i nie przejmować się głupotami.
        • nessie-jp Re: książkoholicy 15.10.08, 17:32
          > Jeżdżę też na rynek Jeżycki (Poznaniacy wiedzą gdzie)

          A niepoznaniakom robi się ::ping:: w głowie i przed oczami staje Aniela Kowalik
          w gumiakach dziarsko przemierzająca Poznań :)

          Oto kolejna odsłona książkoholizmu
          • Gość: moleslaw Re: książkoholicy IP: 78.152.30.* 15.10.08, 22:29
            Ping i staje im przed oczami Ida sprzedająca lakierowane serduszka.
            :-)))))))))
            Jestem Poznanianką,czeto łapię się na tym że jak się gdzieś umawiam to myślę :
            A to tam gdzie Gaba szła z Januszem albo Czyli mam przyjechać tam gdzie mieszał
            prof. Raszewski. :-)
      • Gość: Piotrus Pan Re: książkoholicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.08, 16:36
        To normalne, ze szukamy najlepszych i najtanszych ofert ;) Skoroi tak wydajemy
        mase pieniedzy na nasze ksiakowe uzaleznienie, to chociaz wydajmy je z glowa. I
        dzieki za info o promocji Solarisa - z checia skorzystam ;)

        molewslaw - ksiazki sa fajne, i dorbze jest je czytac, o. jak mi ktokolwiek
        mowi, ze za duz czytam odpowiadam - "nie ma czegos takiego, jak czytanie za
        duzo" i szczerze w to wierze :)
      • Gość: Marta Stachurska Re: książkoholicy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.08, 16:40
        No ja tez często znajduję coś dla siebie w merlinie. Myślałam, że zainwestuje w
        coś fajnego u nich w tym miesiącu, zwykle korzystam z promocji, ale jakoś te
        najbliższe średnio do mnie przemawiają... Może skuszę się na:
        merlin.pl/Samotnosc-12_Arsen-Riewazow/browse/product/1,580350.html;jsessionid=C367BC57D127CFDB95432639626BCE8B.LB1,
        jeszcze się zastanawiam.
        • Gość: Paulina Re: książkoholicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.08, 17:05
          A ja sobie wypatrzyłam "Sto dni po ślubie" Emily Giffin. Przeczytałam opis i
          pomyślałam, że to coś dla mnie. Mam nadzieję, że nie będę żałować.
          • katatarka Re: książkoholicy 23.10.08, 22:00
            Książki czytam nałogowo od dziecka, tylko w ciągu ostatniego
            tygodnia kolejne 5 szt. W zasadzie zwykle jeden wieczór to jedna
            książka, chyba że nie mam czasu. Dziś zaraz zabieram się za Wzloty i
            upadki super mamy" Polly Williams. I również nie uważam , że liczy
            sie tylko wielka literatura. Czasem warto sięgnąć po coś lżejszego.
    • ostry_gosc Re: książkoholicy 02.11.08, 15:46
      Nie jesteś jedyny.
      Książki to najlepsi przyjaciele człowieka.
      Jak sobie dobrze pościelisz to masz książkę zawsze pod ręką.
    • matrioszka7 Re: książkoholicy 02.11.08, 20:33
      Nie jedyny - ja jestem uzależniona od czytania i składania swej małej
      biblioteczki. :) Tydzień bez kupionej książki - tygodniem straconym.
    • piter.77 Re: książkoholicy 03.11.08, 11:07
      a gdzie kupujecie książki? ja najczęściej w Internecie
      • iza-1980 Re: książkoholicy 20.11.08, 12:58
        Mam nadzieję, że nie jest to pytanie podchwytliwe. Ja książki kupuję
        gdzie popadnie, pod wpływem zainteresowania lub impulsu, albo szukam
        już czegoś dłuższy czas. Dlatego zaopatruję się w kiosku (tak,
        tak...), czasem w supermarkecie i w internecie(w tym wypadku
        najbardziej opłaca się kupno kilku tytułów). Do księgarni wybieram
        się stosunkowo rzadko, bo mi trochę nie po drodze. Ale prawda, ze
        przyjemnie wziąć książkę do ręki i móc rozsmakować się w niej,
        czytając kilka zdań, zanim podejmie się decyzję, że to właśnie to.
        To jednak jak mówiłam rzadka przyjemność, choć ostatnio skuszona
        opiniami w sieci na szybko w kiosku zdecydowałam się na wspomniane
        tu "Wzloty i upadki super mamy":)
      • martines44 Re: książkoholicy 03.10.09, 10:44
        Czasami w księgarni tania ksiazka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka