14.09.08, 16:34
Minęła chwilka odkąd się ostatnio odzywałam, więc coś dla ożywienia dyskusji,
zanim nasza wodzirejka wróci do nas.:)

Chciałam się z Wami podzielić odczuciami na temat drugiej części sagi. Temat
mi się nasunął, ponieważ ostatnio w końcu nabyłam sobie swoją własną,
papierową wersję książki. I oczywiście siadłam przeczytać ją jeszcze raz.
Najpierw moja historia i pierwsze spotkanie z New moon. Oczywiście
przeczytałam Twilight i byłam niesłychanie głodna ciągu dalszego (i
wiedziałam, że się nie doczekam, aż empik mi sprowadzi) więc ściągnęłam sobie
e-booka. Zasiadłam czytać w piątkowe popołudnie i nie poszłam spać póki nie
skończyłam. Stało się ze mną dokładnie to, co napisała Meyer o tej książce-
byłam tak przejęta tym co się stało na początku, że niestrudzenie brnęłam do
końca, czekając na moment aż Edward wróci (bo co do tego nie miałam
wątpliwości), nie poświęcając specjalnie uwagi temu co się dzieje po drodze.
Szczerze mówiąc to nawet nie uroniłam łzy, podczas pożegnania, bo w
przeciwieństwie do Belli wiedziałam jakie motywy kierują Edwardem i nie miałam
wątpliwości, że nie wytrwa w swoim postanowieniu. Gdy skończyłam, to w
zasadzie nie miałam ochoty więcej czytać tej książki- w zasadzie byłam dość
zniesmaczona i zła na Meyer, jak mogła to zrobić- nam, bohaterom i temu
związkowi, który przecież miał być doskonały. Nawet jakiś czas temu, gdy
pisałam Wam co myślę o Breaking daw, oceniłam każdą z książek, i dałam wtedy
New moon najmniej gwiazdek. Zupełnie nie rozumiałam, że były osoby którym ta
część sagi podobała się najbardziej ze wszystkich. No cóż, teraz już wiem, że
byłam w baaaardzo dużym błędzie.
Siadłam czytać jeszcze raz, od deski do deski, bardziej spokojnie, bo
wiedziałam już dokąd wszystko zmierza. Cały fragment od odejścia Edwarda mnie
po prostu obezwładnił. To uczucie smutku, udało się autorce opisać po prostu
perfekcyjnie. I tym razem płakałam jak bóbr szczerze mówiąc:) Zrobiła to po
prostu po mistrzowsku.
Podobało mi się to jak Bella znosiła ten okres. To nie było banalne wylewanie
łez, a dużo dużo więcej. W zasadzie, to ona w ogóle nie płakała- to był smutek
daleko ponad rozpacz.
Ulga z szczęśliwego zakończenia była dużo większa niż za pierwszym razem. I
dotarło do mnie, że niepotrzebnie miałam jakieś żale do autorki, bo
paradoksalnie to co zrobiła naszym bohaterom sprawiło, że ich związek stał się
jeszcze silniejszy w moim odczuciu.
Te wszystkie smutne uczucia nie były w moim odczuciu ani patetyczne, ani
telenowelowo-rozdzierające. Były tak prawdziwe, że bolały. I za to z tego
miejsca dla Meyer oklaski ode mnie.
Obserwuj wątek
    • wioleta_90 Re: New moon 14.09.08, 17:05
      Po pierwszym przeczytaniu New Moon uznalam za dobre, ale w pelni
      poczulam je rowniez dopiero po drugim czytaniu. To chyba ten typ
      ksiazki, ktory bedzie sie na nowo odkrywac przy kazdym przeczytaniu,
      2, 20, nawet 100. Bo w tej czesci chyba najpelniej sie objawia ogrom
      tej miłości - miłości nie słodkiej, szczęśliwej, nastoletniej, ale
      dojrzałej, dość silnej, by nic jej nie przezwyciężyło.

      Jesli chodzi o emocje, Meyer zrobiła rzecz trudną i wymowną:
      przemilczała! Jesli się zbierze momenty, w króeych Bella nazywa po
      imieniu to, co czuje, okazałby się, że tych fragmentów nie jest tak
      wiele. Ta pustka wynika bardziej z całej kracji świata
      przedstawionego niż patetycznych i tanich gadek w
      klimacie "olaboga!!!". Treść Księżyca w nowiu, która mnie rzuciła na
      kolana, to te puste strony informujące o mijającym czasie - dzieki
      nim powiedziała wszystko, nie mówiąc zupełnie nic.

      A w ogóle składam Wam spóźnione, ale szczere życzenia z okazji
      wczorajszych urodzin Belli ;o)
      • martishia7 Re: New moon 14.09.08, 18:09
        No właśnie. Ten cały smutek jest tam gdzieś , tuż pod powierzchnią. Nie ma
        rozpamiętywania i rozmyślania na ten temat. Cały czas ma się takie odczucie, jak
        powiedziała Bella: nie wspominać ale jednocześnie nie chcieć zapomnieć. Nie ma
        takiej możliwości żeby ona, a my razem z nią, ruszyli naprzód i zaczęli wszystko
        od nowa. Zrozumiałam od razu kiedy Bella użyła myśląc o Edwardzie, formy 'on'.
        To było takie oczywiste, że nie chce nawet pomyśleć jego imienia a jednocześnie
        nie było wątpliwości co do tego o kogo chodzi. W tym wszechświecie jest tylko
        jeden ON, nie ma co od tego najmniejszych wątpliwości.
        • wioleta_90 Re: New moon 14.09.08, 19:21
          Przeżycia związane z ich czasowym rozstaniem bardzo ich
          scementowały, to tez fakt. I strasznie mi sie podoba, że Zmierzch
          wyciąga wnioski z tego faktu. Zwłaszcza kiedy się ogląda nasze
          rodzime tasiemce, rzuca się w oczy ich niekonsekwencja: bohaterowie
          przeżywają jakąś wielką tragedię, a 200 odcinków dalej nikt już nie
          pamięta, że coś tam się wydarzyło. Z Twilight jest zupełnie inaczej.
          Wydarzenia z New Moon tak naprawdę kształtują cały Zmierzch, na
          każdej niemal stronie jest oddźwięk tego, co bohaterowie wcześniej
          przeżyli. Bardzo mi imponuje ta konsekwencja i wyczucie!

          Pamiętam swoją myśl, kiedy po raz pierwszy czytałm Księżyc... Kiedy
          przeczytałam fragment, w którym Edward postanowił opuścić Bellę, w
          mojej głowie było wielkie: "To się nie dzieje naprawdę!". Pamiętam
          też,że miałam wtedy remont w pokoju i zaszyłam się z książką u
          babci. Już bez swjego foteliku czułam się jak bezdomna, a potem
          jeszcze to porzucenie, po którym położyłam się spać w obcym łóżku.
          No nie powiem, okoliczności sprzyjały temu fragmentowi... Kiedy
          przeczytałam całość, byłam pod wrażeniem odwagi autorki. Ja nigdy
          bym się nie zdobyła na zrealizowanie takiego właśnie scenariusza.
          Nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby spróbować naszą piękną
          parę rozdzielić choćby na moment! A pani Meyer założyła właśnie ten
          scenariusz i na tym, co w nim ukazała, oparła fabułę pozostałych
          tomów.

          W ten sposób mój zagmatwany, przytrudny (czuję,że znów latam wokół
          sedna i nie mogę trafić w słowo-klucz...) wywód się zapętlił.

          W jednym mnie ta książka ciut zawiodła-myślałam, że do tych omamów
          Belli będzie przypisane coś większego. Miałam nawet teorię, że
          Edward wcale jej nie opuścił, że obserwował Bellę cały czas z
          ukrycia, ale cóż, teoria upadła... Zagotowałam się po prostuy, gdy
          Bella jadąc motorem słyszała zakazy Edwarda i zaraz potem raptownie
          uderzyła w coś, czego wcześniej w ogóle nie widziała, ale przecież
          rzecz się działa w La Push, więc nie mogło go tam być... Niestety...
    • kasia_marciniak844 Re: New moon 15.09.08, 08:03
      Ja także po przeczytaniu "Twilight" rzuciłam sie na "Mew Moon" i
      szczerze mówiąc również nie zagłębiałam się sens mijających wydarzeń
      w oczekiwaniu na powrót Edwarda. Kiedy skończyłam czytać czułam się
      dziwnie, tym bardziej, że wcześniej przeczytałam wiele komentarzy
      osóbn, które uznały że drugi tom jest dużo lepszy niż "Twilight".
      Nie mogłam tego zreozumieć, bo po lekturze Zmierzchu byłam totalnie
      wytrącona z równowagi, wszystko sie kreciło wokól tej historii, a tu
      nagle - acha drugi tom - jest ok - skończyłam - ciekawe co bedzie w
      trzecim...i nic więcej, mało jakichkolwiek emocji. Jedyny fragment,
      który zmroził mi krew w żyłach to wizyta w Volterze.

      Dopiero podczas lektury BD zrozumiałam istotę NM. To wszystko sie
      musiało zdarzyć, ta rozłąka miała umocnić ich związek. Bez niej ani
      Edward, ani Bella nie przekonali by się o sile swojej miłości.

      Pamietam ten fragment kiedy Edward opowiadał o tym, że po
      opuszczeniu Belli miał w zwyczaju trwać skulony w totalnym
      otępieniu. Myslę, że zanim odszedł nie zdawał sobie sprawy z tego
      jak mocna kocha Bellę. Wydawało mu się, że może byc z dala od niej -
      że może się poświęcić, dla jej szczęscia i bezpieczeństwa - ale
      przeliczył się. Bez niej był "wrakiem wampira :)"

      Te puste strony - zgadzam sie z Wiolą, że wyrażały więcej niż
      jakiekolwiek słowa. Totalna pustka...bez NIEGO nie ma nic, ja jestem
      martwa w środku, nie czuję....
      Nie można było tego pokazac bardziej wymownie.

      Za co lubię NM? Za motyw Jacoba-Słońca, jego gorących dłoni i
      bijącego od całej postaci ciepła. Szczególnie teraz, kiedy
      zaczynają marznąć mi ręce - samo czytanie o nim rozgrzewa.
      I teraz jestem wdzięczna p. Meyer za to, że poświęciła mu ten drugi
      tom kosztem Edwrada.

      Wcześniej byłam zła, że autorka tak brutalnie ich rodzieliła, ale z
      perspektywy czasu ciesze sie, że to zrobiła. To pozwoliło ich
      związkowi dojrzeć, udowodnic nam -czytelnikom, że nie mamy do
      czynienia z młodzieńczym zauroczeniem.
      • wioleta_90 Re: New moon 15.09.08, 12:40
        Twoja wypowiedź pomogła mi trafić w sedno!

        "To pozwoliło ich
        > związkowi dojrzeć, udowodnic nam -czytelnikom, że nie mamy do
        > czynienia z młodzieńczym zauroczeniem."

        "Myslę, że zanim odszedł nie zdawał sobie sprawy z tego
        > jak mocna kocha Bellę. Wydawało mu się, że może byc z dala od
        niej -
        > że może się poświęcić, dla jej szczęscia i bezpieczeństwa - ale
        > przeliczył się. Bez niej był "wrakiem wampira :)"

        He he, to jest to!!!

        Gdyby fabuła New moon była inna niż ta, którą wporwadziła w czyn
        Meyer, Edward zawsze zakładałby możliwość planu A. Teraz wie, że
        jest niemożliwa, i konsekwencje tej wiedzy ciagną się aż do
        Breaking, do ślubu Belli i Edwarda, do momentu, kiedy Edward
        odbierze jej życie (o ile odbierze... ;o)
        • martishia7 Re: New moon 15.09.08, 16:05
          Dokładnie tak. Edward jest przykładem dość dziwnej osobowości- romantycznego
          racjonalisty. Brzmi trochę shizofrenicznie, ale tacy ludzie istnieją (weźmy
          ja:)). To znaczy będąc dość miękkim i kierując się w dużej mierze emocjami,
          jednocześnie z matematyczną precyzją rozważa wszystkie możliwe warianty. To, że
          nie wszystkie jest w stanie przeprowadzić, ze względu na własne emocje, to inna
          sprawa. Co nie znaczy, że nie jest ich świadom.
          Może to kwestia tego, że przeczytałam ten kawałek MS, ale mam wrażenie, że to po
          prostu musiało się zdarzyć. Bo on taki jest- próbuje zrobić to, co uważa za
          słuszne, właściwe, moralnie poprawne.Ta rozłąka musiała nastąpić, żeby pewne
          decyzje zostały podjęte i żeby nasi bohaterowie mogli ruszyć naprzód ze swoim
          związkiem.
          • wioleta_90 Re: New moon 15.09.08, 20:42
            O jeżu, miałam dzis na polskim Judyma jako romantyka realiste ;o)
            Tak więc jestem w temacie!!!

            Często w naszych deliberacjach pojawiało się porównanie, która część
            była najlepsza, ale szczerze mówiąc trudno byłoby mi wybrać. To
            wszystko stanowi wielką całość, może dlatego, że czytałam wszystkie
            w małym odstępie czasowym. Trochę mi w Księżycu brakował (może to
            trochę dziecinne, ale taka prawda) takich ironicznych rozmówek,
            jakie prowadzili Edward i Bella. Były co prawda potyczki z Jacobem,
            ale to nie było to samo, z całym szacunkiem dla Jake'a! ;) Pod tym
            względem Księżyc był może troszkę niedopieszczony, Breaking
            faktycznie teżzdaje sie być trochę niewymuskane, bo bardzo dużo się
            dzieje na niewielkiem "przestrzeni stronowej" (ach, neologizmy...) i
            zdaje sie być trochę mniej "ach" na rzecz większej dynamiki.
            Aczkolwiek (kiedyś sobie przykleiłam na pralkę... ;o) ) trudno mi
            powiedzieć, żebym je mniej lubiła. Wszystkie mają czar, urok,
            pobudzają moje serce po równo, choć może trochę innym sposobem.

            Ide zgłębiać I wojnę światową. Nie zna ktoś nr kom albo gg do
            Edwarda albo Carlisla? Opowiedzieliby mi i byłoby z głowy!!! ;o)
            • kasia_marciniak844 Re: New moon 15.09.08, 21:44
              Judym...ehhh nigdy za nim nie przepadałam ;) Telefonu niestety nie
              znam - sama bym chyba wydała niebotyczną sume na rachunki, gdybym go
              znała - uwielbiam historię :))

              Dla NM jest księgą Jacoba, wiem wiem - jeszcze nie przeczytałam BD,
              ale z tego punktu w którym jestem teraz uważam, że NM to jego czas,
              jego 5 minut. I tak jak już pisałam wcześniej - na początku byłam
              zła, że nie ma Edwarda i nawet mnie nudziły niektóre fragmenty bo
              wciąż czekałam na jego powrót. Teraz dziekuję p. Meyer za Jacoba i
              potrafię docenić to co nam ofiarowała w tym tomie.

              Nadal w moim rankingu NM jest narazie na ostatniej pozycji, ale
              wracam do niej bo Jacob, ach ten Jacob :)
            • martishia7 Re: New moon 15.09.08, 22:06
              Judyma to ja sorry wielkie, nie poważam. nie jest to moja ulubiona postać z
              literatury- poświęcenie zupełnie zbędne, bo mógł mieć życie pełne, bez
              samoumartwiania. No ale cóż.
              • wioleta_90 Re: New moon 16.09.08, 14:52
                Jest tylko jeden argument, który może osłodzić lekturę Ludzi
                bezdomnych - Jądro ciemności było gorsze!!!W ogóle mi ta Młoda
                Polska nie podchodzi...

                Aczkolwiek czuje, o co Ci Mrtusiu chodziło z romantykiem -
                nieromantykiem. I jest to ładne spostrzeżenie!!!
          • kasia_marciniak844 Re: New moon 17.09.08, 11:03
            Do pojęcia samej rozłąki - bo to w sumie temat bardzo często
            powtarzany, chociażby w telenowelach ;)- odejście od ukochanej osoby
            dla jej dobra.
            Nie uważacie , że to ma podwójne dno i jest tak naprawdę
            egoistyczne?
            Na przykładzie Edwarda - odchodzi od Belli, bo chce by była
            bezpieczna, by nie utraciła swojego "ludzkiego" życia, ale dlaczego
            w takiej chwili nie myśli się nigdy o uczuciach osoby, którą się
            opuszcza? Edward nie wziął pod uwage tego, że Bella będzie
            cierpiała, pomyslał, że nawet jeśli to z czasem o nim zapomni, ale
            przecież czuł jej wielka miłość, wręcz obsesję - na każdym kroku mu
            ją okazywała, a jednak miał tak mało wyobraźni, żeby nie pomysleć ,
            że to ją może zabić?

            Nurtuje mnie taka postawa, bo ona jest bardzo trudna w jednoznacznej
            ocenie. Z jednej strony odchodzi się dla dobra ukochanej/-ego,
            poświęca sie własne szczęscie dla jej/jego szczęscia (tudzież
            bezpieczeństwa), ale z drugiej strony przecież jest się wszystkim co
            ta osoba do szczęścia potrzebuje. Jakie ma się prawo do decydowania
            o losie innych, do podejmowanie decyzji za nich, albo bez nich.
            • kasia_marciniak844 Re: New moon 17.09.08, 11:15
              W sumie Edward cały czas uważał się za potwora nie godnego takiego
              uczucia, takiej towarzyszki życia jaką była dla niego Bella. Być
              może z powodu takiego "kompleksu" nie mógł uwierzyć, że ona mogłaby
              go tak mocno kochać, analogicznie Bella z powodu własnych kompleksów
              tak łatwo uwierzyła, że nigdy nie znaczyła wiele dla kogoś w jej
              mniemaniu tak wspaniałego. Z tego punktu widzenia mogłabym go troche
              usprawiedliwić, a napewno zrozumieć.
              Ale i tak uważam, że nie powinno się decydowac za innych.
              • martishia7 Re: New moon 17.09.08, 14:18
                Myślę, że właśnie trafiłaś w sedno, ale wiem to dzięki lekturze MS i zestawieniu
                go z wszystkimi innymi częściami. Edward nie wierzył, że jej uczucie może być
                równie silne jak jego. Nie, nie zdawał sobie sprawy ze stopnia jej
                zaangażowania. Powiedział, że ludzie się zmieniają, a wspomnienia bledną,
                przesiewane przez pamięć jak przez sito.I na prawdę w to wierzył. Sam ze swojej
                perspektywy wiedział na pewno, że to jest TO i, że coś takiego zdarzy mu się
                tylko raz w życiu. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jak przeczytacie MS (kończę
                już drugi rozdział by the way:)) to chyba się ze mną zgodzicie. Myślę, że na
                prawdę wierzył, że Bella pocierpi, a potem jej przejdzie.
                Było jeszcze coś, czego jestem pewna też dzięki MS, chociaż wcześniej też to
                przypuszczałam. Bał się pozostać przy niej gdy była człowiekiem, ze względu na
                jej bezpieczeństwo i chciał, żeby też była wampirem. Ale jednocześnie myślał, że
                chociaż Bella była chętna, to któregoś dnia pożałuje, że egoistycznie wpędził ją
                w takie życie-nie-życie i będzie mu to mieć za złe. A tego by chyba nie zniósł.
                W ogóle po MS, po prostu wiem, że ta rozłąka musiała nastąpić. Od pierwszej
                chwili, gdy Edward uświadomił sobie, że kocha Bellę, zaczął się przygotowywać do
                tego, żeby ją zostawić. Już na końcu Twilight był prawie zdecydowany (rozmowa w
                szpitalu)tylko nie był jeszcze pewien co do momentu.
                Chyba było to egoistyczne, bo nie chciał żyć ze świadomością, że przez niego
                stała jej się krzywda i nie chciał żeby go znienawidziła. Ale tak jak pisałam
                wyżej- on taki jest. Stara się zrobić to, co jest słuszne (tyci kompleks
                Carlisle'a). Kiepsko wybrał i chociaż Bella wybaczyła mu bez mrugnięcia okiem,
                to i tak gorzko za to zapłacił (jedno słowo- Jacob).
                • kasia_marciniak844 Re: New moon 17.09.08, 14:42
                  Czułam troche to piętno rozłaki podczas rozmowy w szpitalu.
                  Obiecał, że z nią zostanie tak długo jak będzie to dla niej
                  najlepsze wyjście...
                  Może nie spodziewałam sie, aż tak gwałtownego odejścia, ale ciesze
                  się, że tak sie stało - teraz kiedy trochę do tego dojrzałam i
                  patrzę na całą historię już nie przez pryzmat pierwszego zauroczenia
                  powieścią.
                  Edward jest fenomenalny, uważam, że p. Meyer zrobiła coś wielkiego
                  tworząc tą postać. Można o nim pisać bez końca, po kawałku
                  analizowac jego myśli i zachowania. Ty zresztą potrafisz go tak
                  wspaniale opisać.

                  Edward rzeczywiście zapłacił wysoką cene za swoje odejście. Oprócz
                  związku Jacoba i Belli, musiał zmierzyc się z jej bólem i
                  cierpieniem zaglądając w mysli Indianina i każdego , kto był w tym
                  czasie przy niej. To dręczyło go niewyobrażalnie, wywoływało grymas
                  bólu na jego twarzy.
                  • wioleta_90 Re: New moon 17.09.08, 16:31
                    Co do pytania o ty, czy osoba odchodzaca jest swiadoma tego, ze jej
                    odejscie moze bardzo skrzywdzic druga strone i czy mozna zdecydowac
                    za kogos... Cóż, mnie sie wydaje, ze to troche bardziej
                    skomplikowane. Osoba zostawiająca - Edward - nim podjął jakąkolwiek
                    decyzję, już czuł, że unieszczęśliwia Bellę, bo naraża ją na
                    niebezpieczeństwo. To dla osoby zostawianej (Bella) koszmar zaczyna
                    sie dopiero w momencie opuszczsenia. Dlatego Edward nie wybierał
                    między skrzywdzeniem Belli i zostawieniem jej a uszczęśliwianieim
                    ukochanej będąc przy niej, bo w jego pojęciu żadna z tych opcji nie
                    była dobra. W swoim mniemaniu (tak przypuszczam, wiecie, brak
                    Midnight) wybierał tylko między złem dużym i większym. Wolał ją
                    zostawić niż zabić. A czy powinien zostawić jej wybór? Może patrząc
                    na to bezstronnie - tak, to w koncu życie Belli i jej bezpieczeństwo
                    było wystawione na szwank. Ale tam, gdzie miłość, na bezstronność
                    nie ma miejsca!!! Edward wiedział, że Bella jest tak "oczadziała"
                    feromonami, że za wszelką cenę będzie chciała z nim zostać!
                    Wiedział, że ona nie dokona przemyślanego wyboru. Jak mając
                    świadomość jej stronniczości mógł pzwolić jej decydować w tak ważnej
                    sprawie??? Postanowił wybrać za nią, a czy sam właściwie to
                    przemyślał - cóż, szpilki we własnym oku nigdy się nie widzi, więc w
                    swoim mniemaniu wszystko przemyślał najlepiej jak mógł i wybrał
                    najmniejsze zło.

                    A propo idei porzucenia pod koniec Zmierzchu: pocałunek, którym
                    Edward obdarzył Bellę przed misją ratunkową o kryptonimie "James" i
                    ostatni pocałunek przed powolnym odsuwaniem się od siebie były w
                    odczuciu Belli bardzo podobne. Może już wtedy nie chodzilo tylko o
                    rozłąkę spowodowaną ściganiem napastnika, może myśl o rozstaniu
                    zaczynała wypływać na światło dzienne (to do weryfikacji przez
                    specjalistkę od Midnight)
                    • martishia7 Re: New moon 17.09.08, 18:52
                      Akcja w Midnight kończy się w połowie rozdziału "Balancing" z Twilight, jak
                      Edward odwożąc Bellę do domu tłumaczył dlaczego nigdy nie może być w jego
                      pobliżu gdy poluje. Więc nie wiem tak na pewno, co kołatało mu się w głowie, gdy
                      żegnał się z Bellą przed akcją 'James'. Chyba przede wszystkim obawiał się, że
                      ona nie wyjdzie z tego żywa, że nie zdoła jej obronić. Ale możliwe, że na
                      wypadek powodzenia zakładał także porzuceniowe scenariusze. Tutaj mogę tylko
                      spekulować.

                      A co do tego, czy mamy prawo decydować za innych. W idealnym świecie, oczywiście
                      nie mamy. Każdy powinien być w pełni poinformowany i rozsądnie podjąć w pełni
                      świadomą decyzję... bla bla bla.
                      Po pierwsze, czy którekolwiek z nich było w stanie podjąć całkowicie świadomą
                      decyzję- nie. Bo nie wiedzieli co będzie dalej, nie mieli absolutnie żadnego
                      punktu odniesienia.
                      Po pierwsze Edward. Nie wiem czy zauważyłyście, ale on ma tendencję do
                      decydowania za innych. A dlaczego? Moim zdaniem przede wszystkim dlatego, że
                      jest dość zarozumiały. Myśli, że wie wszystko najlepiej i upiera się przy swoim.
                      Ciężko mu przychodzi pogodzić się z tym, że może wcale nie jest najmądrzejszy. W
                      90% przypadków- ok, miewa rację. Ale nie zawsze. Więc nie dziwię się, że uznał
                      swoja koncepcję za jedyną słuszną.Nie wiedział co się będzie działo, jak sam się
                      będzie czuł, jak ona się będzie czuła. A teraz Bella. No powiedzcie same, czy
                      ona tak na prawdę wiedziała co robi, kiedy w końcu zdecydowała się wyjść za
                      Edwarda i dołączyć do wampirzej rodziny. Niby znała opowieści, widziała na
                      własne oczy jakie życie ją czeka jako noworodka. Ale nie mogła WIEDZIEĆ. Nie
                      mogła, bo nigdy tego nie przeżyła.
                      Jak powiedział ktoś mądry, pewne są tylko śmierć i podatki:) A na tak zwane co
                      dzień, możemy jedynie przypuszczać, spekulować, przewidywać. I , zakładając, że
                      jesteśmy względnie moralni, wybrać na tej podstawie to co uważamy za najlepsze
                      dla siebie i innych.
                      Nie wiem które z nich cierpiało bardziej. Czy ona myśląc, że jego uczucie wcale
                      nie było tak głębokie i już przeminęło, czy on odchodząc pomimo,że kochał jak
                      nikogo nigdy.
                      • wioleta_90 Re: New moon 17.09.08, 19:06
                        Tez zauważyłam pewne zarozumialcze zapędy u Eda. To chyba bierze się
                        stąd, że wydaje mu się, że skoro przeżył te 100 lat i sporo w zyciu
                        widział, to nikt - a przynajmniej żaden śmiertelnik - nie może mu
                        podskoczyć. Bo zauważcie, że Carlislowi tak nie podskakuje...

                        W Zaćmieniu troche go oświeciło i pozwolił Belli widywać się z
                        Jacobem tak jak ona tego chciała i żadna wielka krzywda jej się nie
                        stała, toteż jak następne 100 lat pożyje z Bellą to może mu ta
                        tenencja przejdzie.

                        W stosunku do Belli on bywa po prostu nadopiekuńczy ;o)
                        • martishia7 Re: New moon 17.09.08, 19:13
                          Poturlałam się ze śmiechu z tego 'nie podskakuje'.:)
                          Carlisle, to jedyna osobą którą szanuje, niestety. I nie chodzi mi o zwykłą
                          grzeczność- bo grzeczny jest do wszystkich- a o liczenie się z ich zdaniem.
                          Bella trochę mu się zaczęła stawiać w New moon, jak zarządziła głosowanie- i
                          bardzo dobrze.
                          Co do źródła jego zarozumiałości, to znajduje ono wyjaśnienie w trzecim akapicie
                          MS :) Co mi przypomina... Mam do Was gigant prośbę. Wiem, wiem, że chcecie MS
                          pod choinkę i po Breakin'- zrobię co mogę żeby zdążyć. Ale skoro i tak
                          czytałyście w necie tłumaczenie pierwszego rozdziału, to zastanawiałam się, czy
                          nie mogłabym Wam wysłać mojej wersji <błagalne oczy kota w Shreku2>? Bardzo
                          bardzo chciałabym usłyszeć jak Wam się podoba, czy styl pasi i w ogóle w ogóle,
                          żebyście zgłosiły ewentualne uwagi zanim zapędzę się za daleko i będzie już za
                          późno. Powiedzcie co myślicie, tylko szczerze, nie obrażę się.
                          • kasia_marciniak844 Re: New moon 17.09.08, 19:34
                            Ja jestem za :) Bardzo chętnie przeczytam i porównam, chociaż jestem
                            pewna, że będzie piękne.
                          • wioleta_90 Re: New moon 18.09.08, 14:52
                            Daffaj!!!

                            Jak się do wieczra uporam z życiem (czytaj: lekcje) chętnie odlecę w
                            inny świat!!!
                            • wioleta_90 Re: New moon 18.09.08, 14:59
                              A poza tym, jak Marta nzwróciła uwagę o tym co tam Carlislowi
                              podskakuje to też się uśmiałam... Efekt komiczny był
                              niezamierzony ;o)
    • monikad_85 Re: New moon 18.09.08, 23:47
      O. Nowy wątek. Ładnie, ładnie :D
      Tymbardziej, że dotyczy mojej ulubionej części całej powieści.
      Musicie zrozumieć, moje umiłowania biegną prostym mało koślawym
      szlakiem.
      Wszytskie ubóstwiamy Twilight bo to początek związku Bella/Edward.
      Jeśli jestes zagorzałą fanką Edwarda to to jest twój machinalny
      zupełnie odruchowy wybór, gdy ktoś pyta o ulubiony tom.
      Natomiast jesli należysz do Jacob team...no cóż...Twilight=Edward,
      New Moon=Jacob.

      Monika = Jacob Team.

      Proste. Logiczne. Matematyczne.

      Pamiętam, że gdy czytałam New Moon po raz pierwszy, po odejściu
      Edwarda byłam poirytowana (zrozumiałe, czekałam bowiem na rozwój
      związku a tu zupełnie irracjonalny koniec), do momentu kiedy pojawił
      się Jacob. Nie miałam pewności czy Meyer doprowadzi do rozwoju ich
      związku tymbardziej, że Bella zawsze unikała swoich hmmm amantów.
      Jednak w przypadku Jacoba było inaczej. Po pierwsze w jego
      przypadku to ona podrywała. Sama się wplątała w ten związek
      (zupelnie nie jak w przypadku Mike'a, Erica czy kogo tam jeszce aaa
      Tyler'a). Wiadomo, jej uczucica wtedy były juz niejako
      ukształtowane, ale mimo to, przyznała, ze Jacob to ktoś z kim
      mogłaby sie bez skrupułów zaprzyjaźnić.
      Po odejściu Edwarda, jest pustka, jest żal, jest ta żółć w gardle.
      Nagle jednak dochodzi do olśnienia. Nie wiem, czy zauważyłyście...do
      momentu spotkania z Jacobem w drugim tomie, jest jakos tak, że Bella
      przytacza imiona konkretnych znajomych ale dopiero gdy przypomniała
      sobie: Jacob! Powieść zaczyna nabierać tempa. Jak obuchem, Bella
      zaczyna wracać myślami, analizować przeszłość.
      Uwielbiam Jacoba jako postać. Dla mnie zarówno Edward jak i Jacob,
      posiadaja swoje zalety, jest jednak w Jacobie pewna hmmm lekkość
      bytu, która mnie osobiście zachwyca. To jak wspomniała autorka
      słowami Belli, Jacob to słońce, jasne ciepłe - niezawodne. To co
      własnie najbardziej przykuło moją uwagę w tym tomie, to własnie te
      porównania. Bella stwierdziła, ze jest satelitą krążącą wokół
      planety zwanej Edward. Nagle planeta znika, a satelita krązy wokół
      czarnej pustki. Jednak jest w tej orbicie planetarnej - słońce. Jest
      ono co prawda odległe, świeci blaskiem z dystansu, ale w pewnym
      moencie staje sie dla tej orbity jedynym mozliwym punktem
      odniesienia. Jakie to namacalne. Nie sądzicie???
      W jednej chwili Jacob otacza Bellę, swoim ciepłem, tą jasnością
      słońca. Dziewczyna zaczyna czuć, że pomimo, iż jej planetoida to już
      zupełnie inny układ, to może istnieć inne centrum. Nowa wartość. Ani
      lepsza ani gorsza. Inna. Nie ma wątpliwość co do Belli, ona była
      stracona w moemncie poznania Edwarda, jednak ja osobiście w trakcie
      czytania ksiązki odczułam, że jeśli istnieje przeznaczenie, to Bella
      ewidentnie przeznaczona była Jacobowi.
      Nie wiem czy rozumiecie.
      Edward dla mnie nie jest realny. Nawet w powieść Meyer. Nie jest
      człowiekiem. Jest wampirem, czymś zupelnie abstrakcyjnym, zupełnie
      oderwanym od realnej rzeczywistości. nagle ta abstrakcja zaczyna
      kolidować...ba przenikać realną powłokę życia codzinnego w forks.
      Edward zakochuje sie w istocie która jest w jego realich zupełną
      pomyłką. Ten związek jest tak jak to określa Rosalie "niesmaczny",
      wręcz perwersyjny.
      Jednak dochodzi do rozwinięcia całej sytuacji. Świat Belli zostaje
      przerwany. Wydaje mi się nawet, że słusznym ze strony Edwarda
      założeniem były słowa: "tobie przeznaczonym zginąć było juz
      pierwszego dnia." Szcerze??? Ja to odbieram nie jako założenie,
      tylko rzeczywistość powieści Meyer. Kiedy Bella poznaje Edwarda w
      stołówce, a potem na biologii, jej życie zboczyło z kursu, jej
      przeznaczenie momentalnie zmieniło swój bieg...albo inaczej, jej
      przeznaczenie przestało istnieć. Ono w drugim tomie jak i w trzecim
      pojawia się...dla mnie w postaci Jacoba, ale Bella ze względu na
      Edwarda jest już stracona.

      Teraz jak jesteście po lekturze I Księgi pewnie orintujecie się w
      powadze sytuacji. Bella nie ma prawa przeżyć. Mnie to z perspektywy
      czytelnika przeraziło dopiero za drugim razem. Być moze doszukuję
      się czegoś czego nie ma. Jednak moje możliwość nadinterpreatcyjne
      zazwyczaj mają swój limit. Chyba go nie przekroczyłam jak
      sądzicie?
      • wioleta_90 Re: New moon 19.09.08, 13:07
        Nie przekroczyłaś żadnej dopuszczalnej normy!

        Taka jest prawda, że gdyby w świecie Belli - tak jak w naszym - nie
        było żadnej magii pt wampiry i wilkołaki, to jej życie naturalnie
        zwróciłoby się w stronę Jacoba. Co tu dużo mówić, po prostu do
        siebie pasowali i tyle. Aż się prosi użyć wyrażenia "zwierzęcy
        magnetyzm" ;o) Ale to się potoczyło inaczej, bo Bella wybrała inną
        stronę: umarła dla Edwarda zamiast żyć dla Jacoba. I kiedy ruszyła
        ta lawina, nie można było jej już powstrzymać.

        Możeby tylko sobie gdybać, czy jeśli Bella poznałaby Edwarda będąc z
        Jacobem, ta historia nie wyglądałaby inaczej. Myślę, że w takiej
        sytuacji zostałaby przy indianinie. Ale to tylko moje własne
        domysły, więc możemy się na tym polu pokłócić ;o) ;D
    • monikad_85 Re: New moon 21.09.08, 13:28
      Jest taka sprawa.

      Od wczoraj, przeprowadzam się do MOJEGO mieszkania i nie bardzo mam
      czas się jako tako udzielać, tymbardziej że dopiero teraz
      zainstalowałam internet (YUPI to działa! a zrobiłam sama hehehhee).
      Jednak wieczorami zawsze czytałam, widamo co, ale skupiłam się na
      drugim tomie, więc właśnie skończyłam New Moon.
      Nie wiem czemu, ale tak samo jak za pierwszym razem jest w depresji.
      Dlaczego to tak działa????
      Niech mnie ktoś przytuli (hehehehhehe)
      • martishia7 Re: New moon 21.09.08, 18:12
        <tuli>

        Ale koniec jest dobry, no! Optymistyczny.
        • wioleta_90 Re: New moon 21.09.08, 18:34
          <zbiorowe tulenie>

          Marta ma rację, czytaj do końca. Zakończenie przytuli najlepiej (no,
          może zaraz po nas) ;o)

          (zawsze jak czytam te sceny Księżyca, w których Bella wracając do
          domu chce się nasycić Edwardem na zapas, normalnie czuje jego
          zapach!!!!!! )
          • monikad_85 Re: New moon 21.09.08, 20:01
            Mnie generalnie najbardziej dobija to ich piękne uczucie. KOcham ich
            jako parę, ale tak mi żal Jacoba. wiem że i on odnajdzie swoje
            szczęście ale kurczę, zazdroszczę wogóle całego tego jej szczęścia w
            nieszczęściu. No nie wiem, jakoś tak mnie wzięło :D

            AAAAAAAA dziewczynki ja tu już wszytsko u mnie szykuję na wsz
            przyjazd więc nie próbujta sie tu wymigiwać. Całe wczoraj i
            przedwczoraj latałam by wszytsko poprzeprowadzać, poprzenosić;
            Dzisiaj wielkie sprzątanko, a na wieczór (czyli za jakieś 10 minut) -
            inauguracyjna kąpiel :D

            Hehehhee podoba mi się mieszkanie SAMEJ. Mogę sobie nareszcie
            posiedzieć w moich klimatach muzycznych i wogóle. Nic że jestem
            chora, chyba zaczynam pomału czuć się swobodniej we własnym życiu.
            To takie ...inne:D
            • wioleta_90 Re: New moon 21.09.08, 21:30
              Rozumiem cię! Nawet podwójnie!!!

              Po pierwsze tez jestem chora i chyba zrobie sobie jutro wagary... Po
              drugie - jutro wstępnie wyprowadzamy moją siostrę na studia do
              Białegostoku. Za jakiś tydzień mówiąc trywialnie będę ją miała
              całkiem z głowy. Od zarania dziejów dzieliłyśmy pokój, więc będę
              mieć 9 metrów kwadratowych własnej przestrzeni!!! Wreszcie!!! ;o)
            • kasia_marciniak844 Re: New moon 22.09.08, 11:44
              Ja też ostatnio czytając NM skupiam się bardziej na Jacobie.
              Przez totalną głupotę, wiem jak to bedzie dalej z jego uczuciami
              (jestem troche za to na siebie zła), ale mimo wszystko przeżywanie
              tej historii nadal boli.
              Autorka zrobiła Belli niezłego psikusa - nie dość, że pozwoliła jej
              spotkać mężczyzne ( w jej mniemaniu idealnego) to jeszcze postawiła
              na jej drodze jego totalne przeciwieństwo, nawet w kwestii
              fizycznego wyglądu, o równie magnetycznej sile.
              Nie lubię sobie wyobrażać co czuła Bella będąc w nich obu zakochaną,
              trochę mnie to przeraża - ogrom bólu. Wtedy właśnie myslę, że to
              może nawet dobrze, że mnie coś takiego nigdy nie spotka.
              • monikad_85 Re: New moon 22.09.08, 12:23
                Nie mów, że przeczytałaś o wpojeniu! Jesli tak to szkoda
                niespodzianki, ja nie wiedziałam dlatego ubawiła mnie ta
                scena ...tutaj jest jeden komenatrz u nas na forum, który STRASZNIE
                mnie zdenerwował, pojawił się kiedy mnie nie było, ale napisze chyba
                tej osobie kilka gorzkich słów, bo zdradziła w swoim komentarzu
                prawię całą treść a nie dała żadnego ostrzeżenia...grrrrr.
                • kasia_marciniak844 Re: New moon 22.09.08, 12:26
                  A ja głupia zajrzałam tam z ciekowści. Trudno - mam nadzieję, że
                  Wiolcia nie była taka ciekawska jak ja i nie czytała tego.
                  • monikad_85 Re: New moon 22.09.08, 13:00
                    Z góry przepraszam:

                    FUCK!!!!!!!!!!!!!!!!

                    Nie no, współczuję. Ja wiedziałam przed przeczytaniem TYLKO o
                    ciąży...reszta to były bardzo miłe niespodzianki to sie teraz
                    wkurzyłam :/
                    • kasia_marciniak844 Re: New moon 22.09.08, 13:29
                      Nie wiem czy to w sumie ma sens, ale może poprostu ten post usunąć.
                      Wila chyba nie czytała tego bo jakoś by napewno nam dała znać. Albo
                      poprostu teraz będzie wiedziała, żeby tego nie czytać - szkoda żeby
                      miała sobie zepsuć przyjemność z czytania.
                      Jeśli o mnie chodzi to nie mam prawa mieć do nikogo pretensji, nie
                      trzeba było zaglądać i tyle :/
                      • martishia7 Re: New moon 22.09.08, 13:41
                        Też mnie ten post zirytował, ale stwierdziłam , że jak Monika wróci to zrobi
                        porządek. Tak by the way, to zapisałam was jako administratorki z uprawnieniami
                        założyciela, więc możecie robić co chcecie na forum:)
                        • monikad_85 Re: New moon 22.09.08, 14:26
                          Hehehhe ja tu wchodze a tu jakieś drzewka...Monika się tego Forks
                          wystraszyła, będzie umiała obsługiwać (hehehhehe, żartuję, ja
                          wszytsko potrafię obsłużyć)????? Co do robienia porządku...juz i tak
                          sie stało chętnie bym tej dziewczynie odpisała, ale z drugiej
                          strony...zakończenie dyskusji na braku reakcji z naszej strony na
                          jej post to moim zdaniem wystarczająca odpowiedź. Jedyne co mogłabym
                          napisac to tylko zapytanie czy zdaje sobie sprawę że zepsuła zabawę
                          osobom które szczerze cieszyły się na koljeny tom powieści.
                          Abstrahując od faktu, że zmarnowała kawał naszej roboty w
                          tłumaczeniu. jakie to łatwe napisać co się stanie...łzy w oczach:(
                          • wioleta_90 Re: New moon 22.09.08, 17:18
                            Tak się własnie przestraszyłam, że - matko kochana - rozwaliłam coś,
                            jakies okienka mi się rozmnożyły!!! ;o) Raczej nie będę kożystać ze
                            swojej władzy, bo wyslę nasze forum w kosmos!!! Technologie XXI
                            wieku to nie dla mnie, o nie!!! ;o)

                            Ten zdradziecki post - gdziekolwiek był - już raczej mi nie
                            przeszkadza. Jak widzę coś nie od was rzadko zaglądam tam drugi
                            raz,więc pewnie na niego nie trafię, a skoro miałam go przed nosem i
                            sie nie złamałam, specjalnie go szukac nie będę! Ćwiczenie
                            osobowości pt "Poskromic niecierpliwość i ciekawość" ;o)

                            Nadziałam sie tak z Harrym. Mój tata czasem kupuje Fakt; przed
                            premierą 6 części na ostatniej stronie był ogólny artykuł o
                            przygotowaniach do sprzedaży, az tu ngle ni z gruch ni z pietruchy,
                            że TEN bohater zginie. Tak z grubej rury, bez ostrzeżenia!!!
                            Myśałam, że wpadne do redakcji z kałachem i rozstrzelam połowę,
                            zanim ktokolwiek zdąży spytać, którędy na Giewąt!!!
                            • monikad_85 Re: New moon 22.09.08, 21:41
                              Zgadnij kto mnie przeczytał ten artykuł przed kupnem ksiązki.
                              Tak, zgadza się.
                              Ahhh kochane rodzeńswto :/
                              • wioleta_90 Re: New moon 22.09.08, 21:50
                                Myślałam, że jestem wstrętna, ale chylę czoła przed wrednością twego
                                brata! Ja mojej siorce powiedziałam, żeby tego absolutnie nie
                                czytała!

                                I ten jeden raz mnie posłuchała.
                                • martishia7 Re: New moon 22.09.08, 23:20
                                  Ja jakiś dzień przed premierą odcięłam się od wszelkich mediów. A dwa dni po już
                                  miałam przeczytane więc nie było bólu:) A że Snape jest podwójnie odwróconym
                                  agentem to byłam przekonana od końca szóstego tomu. Gdyby było inaczej to nie
                                  szanowałabym Rowling.
                                  • monikad_85 Re: New moon 23.09.08, 00:24
                                    Oj a ja do końca nie byłam pewna. Miałam nadzieję, że Snape nie stoi
                                    po żądnej ze stron. Po części się zgadzało, w końcu wszytsko robił
                                    ze względu na Lily, a nie jakichs tam stron konfliktu.
                                    Ale ta sarna....aaaaaaaaaa :D
                                    • martishia7 Re: New moon 23.09.08, 01:11
                                      Nie mogła mi zrobić drania ze Snape'a, bo był jedyną postacią która czyniła tą
                                      książkę dorosłą. A dlaczego, to kiedy indziej, bo mam na ten temat wywód w
                                      zanadrzu, ale pora nie wskazana i wątek też nie ten (wyniosę się do książek:))
                  • wioleta_90 Re: New moon 22.09.08, 17:01
                    Pamiętam, był taki wpis, ale po kilku pierwszych słowach - jak
                    poczułam, że to może byc potencjalnie niebezpieczne - uciekłam
                    sprintem z tej "gałązki", zanim straciłam panowanie nad wzrokiem i
                    przeczytałam o kilka słów za dużo. Nie żebym nie była ciekawa, bo
                    byłam strasznie, ale postanowiłam byc twarda!!! ;o)
    • dragonfly79 Re: New moon - the movie 16.12.08, 06:52
      www.people.com/people/article/0,,20246949,00.html
      • monikad_85 Re: New moon - the movie 16.12.08, 08:28
        Mam nadzieję, że to nie plota bo TAYLOR LAURTENR to mój Jacob :D
        Dobra wiadomość jak na razie.
        A list Weitza czytałam, ściema jakich mało. Genialny PR, małe
        dziewczynki się nabiorą ...starsze tylko sie uśmiechną i wrócą do
        rzeczywistości ;/
      • monikad_85 Re: New moon - the movie 16.12.08, 08:57
        Ekhem ten wypłosz na Aro:

        images.teamsugar.com/files/upl1/4/49504/22_2008/normal_Ben_Barnes_012.jpg

        Z całym szacunkiem dla tego chłopaka, Narni nie oglądałam, ale
        Aro ...no nie wiem, może po stylizacji albo coś. W każdym razie
        wyobrażałam go sobie ciut starszego. Takiego w wieku no nie wiem
        Carlisle???? Chociaż z drugiej strony on ma już 27 lat ...NO NIE
        WYGLĄDA:/
        • monikad_85 Re: New moon - the movie 16.12.08, 09:02
          Hehehhehehe

          images.rottentomatoes.com/images/spotlights/2008/rtuk_feature_ben_barnes_01.jpg

          Fajne zdjęcie, ale ja się nie dam nabrać!

          Dlaczego im więcej nowych aktorów, tym większe chudzinki.
          Nia ma to jak mój misiowaty Kellan :D
          Widziałam też info, że jednak szykują się na nowego "starszego"
          Jacoba. Gorzej, że mi się nie podoba :/
          • martishia7 Re: New moon - the movie 16.12.08, 09:24
            Ben Barnes...?
            Ben Barnes! :)
            Ben Barnes <sigh>
            No to Pattinson zagrożony w moim osobistym rankingu na największe ciacho filmów.
            Jestem za.
            A oglądała Stardust? Grał młodego Dunstana Thorne'a.
            • monikad_85 Re: New moon - the movie 16.12.08, 09:26
              A idź mi, ja w Stardust lubiłam tylko De Niro i Claire Danes.
              Reszta mogłaby dla mnie nie istnieć :)

              A no i oczywiście wiedźma nad wiedźmy: Michelle :P
              • martishia7 Re: New moon - the movie 16.12.08, 09:31
                Charlie Cox - delicje. A moja niecna Katarzyna miała przyjemność oglądać go na
                żywo z odległości drugiego rzędu w teatrze Comedy. I, UWAGA, on umie grać, a nie
                tylko ślicznie wyglądać jak Orlando Bloom!
                Ale Ben Barnes jako Aro - biorę:)
                • kasia_marciniak844 Re: New moon - the movie 16.12.08, 10:25
                  Ben Barnes jest...WOW ! Ale inaczej sobie wyobrażałam Aro,
                  jakoś "starzej".

                  A co wy na to?

                  www.flickr.com/photos/9454583@N07/2927974900/
                  - nie mówię, że to Aro moich marzeń, ale robi wrażenie.
                  • monikad_85 Re: New moon - the movie 16.12.08, 11:33
                    OOooooooo Eric Bana dużo bardziej by mi pasował.
                    Tylko że i tak musi być bez zarostu i mega blady - ale ma w sobie
                    cos ze starożytnej urody ;)
                    • kasia_marciniak844 Re: New moon - the movie 16.12.08, 11:50
                      Dokładnie.
                      Myślę, że ktoś z delikatna chłopięcą urodą by nie pasował do tej
                      roli (co nie oznacza, że nie mógłby pozytywnie zaskoczyć).

                      Na tym zdjęciu podobają mi się szczególnie jego oczy. Pojawienie się
                      Volturich powinno budzić grozę. Chciałabym się porządnie
                      przestarszyć na ich widok. Cullenowie (chociaż kochani) sami w sobie
                      są dość "ugładzeni" - szczególnie w filmie, dlatego potrzeba
                      solidnego wampirzego kła - to moja jedyna iskierka nadziei w związku
                      ze zmianą reżysera - że może się facet postara, żeby było groźnie.
    • monikad_85 Re: New moon 15.01.09, 21:34
      SZOK, posłuchajcie tylko:

      www.myspace.com/needfornewmoon
      Mam nadzieję, że tej dziewczynie sie uda i spełni swoje marzenie.
      Jej piosenka jest cudowna i rzycze jej by trafiła na upragniony
      przez nią soundtrack do NEW MOON.

      Jestem pod wrażeniem a wy?
      • monikad_85 Re: New moon 15.01.09, 21:36
        zajebiście napisałam "życzę" przez 'rz'. Naprawdę. hehehehhe.

        Matka pacjenta: „Jak Pan może tu siedzieć, gdy nasz syn umiera!?”
        Dr House: „Jak stoję, rozlewam kawę.”
      • kasia_marciniak844 Re: New moon 15.01.09, 22:35

        Ja też !
        Podoba mi się - to mało powiedziane i bardzo pasuje do NEW MOON.
        Dziewczyna ma cudowny głos. Mam nadzieję, że jej się uda, bo taki
        talent to wielki dar.
        • monikad_85 Re: New moon 15.01.09, 22:40
          Dobrą godzinę już siedzę i w kółko słucham tej pisoenki. ONA JEST
          CUDOWNA. Jest smutna ale nie przytłaczająca, lekka powiedziałabym
          wręcz i ten tekst:
          My hand searches for your hand
          in a dark room.

          HEARTBREAKING!!!!!!!!

          Jak ja kocham NEW MOON ;(
      • wioleta_90 Re: New moon 16.01.09, 12:55
        Jestem rozmącona w środku. Może to nie te emocje, które czytając czułam, ale i
        tak mi się podoba. Ta dziewczyna po prostu pięknie brzmi...
    • monikad_85 Re: New moon 18.01.09, 23:01
      www.youtube.com/watch?v=uPMsS0x5_9A&feature=channel_page
      Hmmmm...

      Ciekawe :D

      Steven Strait to by było to. No ale cieszmy się Taylora, nie jest
      źle :P Oby to tylko wyglądało jak "W krwi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka