biblioteki po prośbie...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.08, 11:41
Ostatnio jestem zawalony prośbami z bibliotek szkolnych o nieodpłatne przekazanie "książek dla dzieci, podręczników lub innych materiałów dydaktycznych". Dostaję po 2-3 takie e-maile dziennie. Rozumiem, ciężka sytuacja i jest to niebywale smutne, że biblioteki zmuszone są do "chodzenia po prośbie". Ale... ja w swojej ofercie w ogóle nie mam takich pozycji.
A w ogóle to jakaś zmasowana akcja, czy co? Wcześniej zdarzało mi się dostawać takie listy, ale pojedyncze, nie taką ilość.
    • Gość: Iksik Re: biblioteki po prośbie... IP: *.aster.pl 11.12.08, 11:46
      Święta, you know.
      Masz niedobre serce?
    • lis888 Re: biblioteki po prośbie... 11.12.08, 15:31
      • lis888 Re: biblioteki po prośbie... 11.12.08, 15:34
        Może istnieje możliwośc wsparcia finansowego? Biblioteki potrzebują
        równiez różnych pomocy - artykułów papierniczych i biurowych,
        programów komputerowych, zwłaszcza edukacyjnych. Albo przekazać
        kilka książek na kiermasz szkolny?
    • Gość: księgarz Re: biblioteki po prośbie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.08, 16:34
      Ponieważ coraz więcej szkół( poprzez zatrudnionych w nich nauczycieli) zajmuję
      się sprzedażą podręczników, jestem na tyle niegrzeczny, że odsyłam ich do tychże
      nauczycieli handlujących podręcznikami bez zezwoleń i zarabiających na czarno.
      Nie mówi się o tym, ale w strukturze sprzedaży księgarń przeszło 50% to właśnie
      podręczniki i jeśli dyrektorzy szkół nie widzą problemu z handlującymi
      nauczycielami to ja nie widzę żadnego powodu aby przekazywać im jakieś książki
      do biblioteki. Jeszcze kilka lat i doczekamy się, że wycieczki dla dzieci do
      księgarń w miastach wojewódzkich będę tak samo atrakcyjne jak do teatru, do
      Wieliczki lub na Wawel. Skoro pozwalają okradać księgarzy, niech rękę wyciągają
      do swoich pracowników którzy uprawiają ten proceder. Oczywiście nie dotyczy to
      100 % nauczycieli ale jest ich coraz więcej i coraz więcej księgarń pada.
      • pavvka Re: biblioteki po prośbie... 11.12.08, 16:39
        Gość portalu: księgarz napisał(a):

        > Ponieważ coraz więcej szkół( poprzez zatrudnionych w nich
        nauczycieli) zajmuję
        > się sprzedażą podręczników, jestem na tyle niegrzeczny, że odsyłam
        ich do tychż
        > e
        > nauczycieli handlujących podręcznikami bez zezwoleń i
        zarabiających na czarno.

        A jakież to 'pozwolenia' trzeba mieć żeby handlować książkami?
        • Gość: Maria Re: biblioteki po prośbie... IP: *.chello.pl 11.12.08, 19:07
          Trzeba założyć działalność gospodarczą.
          • Gość: księgarz Re: biblioteki po prośbie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.08, 20:03
            Płacić podatki i dawać gratisy dla bibliotek szkolnych... Nie zapomnij też, że
            taki nauczyciel najpierw ściąga pieniądze od rodziców w czerwcu a książki
            dostaje we wrześniu, a więc przez trzy miesiące obraca cudzą gotówką.
            Ponadto jeszcze jedno - Nauczyciel jest do uczenia naszych dzieci, lekarz do
            leczenia, mechanik do naprawy samochodów a księgarz do sprzedaży książek i
            podręczników. Jeśli nauczyciel chce handlować niech zmieni zawód i stanie za
            ladą, a tak postępuje nieetycznie bo robi to na czarno a więc według prawa jest
            złodziejem i przestępcą. Poza tym, nie ma czasu aby uczyć dzieci, bo cały czas
            myśli na czym tu jeszcze zarobić i nie napracować się.
            • iza_dora Re: biblioteki po prośbie... 12.12.08, 09:42
              Zapomniałeś jeszcze napisać, że nauczyciele mają wakacje i ferie... Obiboki!

              Pewnie, ze wśród nauczycieli znajdą się i tacy, co wykorzystają sprzedaż
              podręczników, by coś zarobić (ale szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak może to
              zrobić, by nie zorientowali się... rodzice? dyrekcja? ale oszustów pełno jest
              wszędzie i nie neguję, że w szkole też się tacy trafiają)tak jak wśród księgarzy
              znajdują się chamy i złodzieje, którym żółć zalewa oczy.

              W mojej szkole raz rozprowadzano podręczniki (dobrych 6-7 lat temu) bo tak
              zażyczyli sobie rodzice. Nikt nie zbierał pieniędzy w czerwcu, by książki wydać
              we wrześniu. Dostajesz fakturę na książki i na jej podstawie rodzice płacili. A
              zażyczyli sobie, bo ... nie chciało im się biegać po księgarniach. Wierz mi, że
              nikt z grona nie chciał się tym zajmować. Wybrała ofiarę dyrekcja i tyle.
              Jednorazowa akcja.

              Rozżalony księgarzu, takimi nieprawdziwymi informacjami przyczyniasz się tylko i
              wyłącznie do powstawania kolejnej urban legend. Że niby to
              nauczyciele-krwiopijcy pompują sobie kasę ze sprzedaży podręczników... Bujda na
              resorach!
              Ale możesz sobie za to poużywać na tej grupie społecznej. W końcu komuś trzeba
              dowalić, jak interes nie idzie jak trzeba.
              • Gość: trixie_v Re: biblioteki po prośbie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.12.08, 10:55
                Jeżeli dyrekcja zgodzi się na rozprowadzanie podręczników w szkołach, to
                nauczyciel pieniądze zbiera w czerwcu i W TYM SAMYM miesiącu wpłaca je do
                wydawnictwa - jeżeli chce dokonać przedpłaty i zapłacić mniej. W innym przypadku
                płaci we wrześniu, po otrzymaniu towaru. Rodzice, oczywiście, powinni być
                poinformowani o obu możliwościach, a często jest tak, że całą sprawą zajmuje
                się trójka klasowa, a nie nauczyciel.

                Oczywiście, jak zawsze, jest tu miejsce na nieuczciwość, na którą nic nie mogę
                poradzić, bo przecież nie odmówię sprzedaży.

                Wierzcie mi, ja jako wydawca wolę współpracować z księgarniami - jest z nimi o
                wiele mniej problemów niż z rodzicami i nauczycielami.
    • Gość: bibliotekarz Re: biblioteki po prośbie...bo konają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:15
      Bardzo proszę oddzielicć problem z podręcznikami od problemu braku pieniędzy na
      książki do biblioteki. W mojej bibliotece szkolnej szkoły średniej nie ma
      podręczników, każdy uczeń sam sobie je kupuje. Brakuje natomiast pieniędzy na
      lektury, a o książkach "do poczytania" nie wspominając. W tym roku szkolnym nie
      otrzymałam żadnych pieniędzy na ten cel. W ubiegłym 500 zł. Cóż i ile mogłam za
      to kupuć? Czym mam rozczytywać młodzież? Jak zachęcić do czytania? Nowości to
      podstawa bytności czytelnika w bibliotece. Stąd "żebranie" u wydawców. To efekt
      oszczędzania na oświacie i na wszystkim pochodnym. Na pensje musi być, na
      ogrzanie szkoły musi być, ale na książki już niekoniecznie. Bibliotekarze
      chwytają się więc każdego sposobu, aby zdobyć choć kilka nowych pozycji.
      Niedofinansowanie bibliotek skutkuje ich fikcyjną działalnością w zakresie zadań
      podstawowych. Właściwie można je z czystym sumieniem zlikwidować i poza samymi
      bibliotekarzami, którzy stracą pracę nikt nawet tego nie zauważy, bo lekturę z
      języka polskiego można równie dobrze wypożyczyć w bibliotece publicznej. Może
      zastanówmy się nad wprowadzeniem systemu niemieckiego. Tam bibliotek szkolnych
      nie ma i nie było i żyją. Mają nawet wykształcone społeczeństwo.:))))))))))))
      • Gość: księgarz Re: biblioteki po prośbie...bo konają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.08, 12:52
        Nie mam nic przeciwko bibliotekom, choć zgadzam się że nikt z kuratorium i
        dyrekcji nie ma żadnego pomysłu jak one powinny działać. Problem z podręcznikami
        jest powiązany z pomocą od księgarzy dla szkół, bo jeśli w jakiejś szkole kilka
        z nauczycieli handluje podręcznikami ( przykładowe wyliczenie ; podręcznik
        kosztuje 30 - 40 zł( te droższe to podręczniki do j. obcych) nauczyciel
        sprowadza 60 podręczników z upustem 20%, to wystarczy wyliczyć 30x60x20%= 360 zł
        zarobione przez nauczyciela na czarno) To niby niewielka suma ale proszę to
        pomnożyć przez ilość dorabiających na lewo nauczycieli i okaże się, że
        rozmawiamy o setkach tysięcy złotych. Proszę się więc nie dziwić, że jeśli
        przychodzi do księgarza bibliotekarz z prośbą o darowiznę, to księgarz odmawia.
        Osoby które pracują w jednej firmie z " tymi dorabiającymi na czarno
        nauczycielami) mają taką samo łatkę jak oni.
        • ganesza Re: biblioteki po prośbie...bo konają 13.12.08, 21:42
          wrrr... fajnie rzucać błotem w innych, och jak fajnie. tak panie
          księgarzu, nauczyciele załatwiają książki dla uczniów bezpośrednio w
          wydawnictwie, bo taniej. jak komplet kosztuje prawie osiemdziesiąt
          złotych i można dostać upust 15-20% a czasami i jeden egzemplarz
          gratis, to się z tego korzysta. dokładniej rzecz ujmując korzystają
          z tego dzieci, które płacą o kilkanaście złotych mniej, a komplet
          darmowy dostaje ten, kogo zupełnie nie stać na kupno podręczników,
          lub gdy nie ma tak skrajnego przypadku, dwie osoby, dla których to i
          tak jest duży wydatek, płacą po 50 %. ja swoje podręczniki mam.
          kupione za własne pieniądze. I nie znoszę babrania się w listach
          chętnych, sprawdzaniu, czy dzieci wpłaciły pieniądze na podręczniki,
          zmienianiu zamówienia, bo ktoś się obudził nagle, że też chce,
          sprawdzaniu, czy skarbnicy zdeponowali pieniądze w sekretariacie, bo
          tam dotrze przesyłka etc. i co roku sobie obiecuję, że nigdy więcej.
          ale po przeczytaniu tej a właściwie to tych wypowiedzi, w przyszłym
          roku znowu się w to będę bawić. i nie dlatego, że na tym zarabiam,
          bo nie mam z tego ni grosza, ani ja ani inni nauczyciele, którzy
          jeżdzą po różnych księgarniach szukając takiej, która da upust, a
          potem przywożą książki do szkoły. tak, proszę szanownego księgarza,
          poswięcają swój wolny czas, korzystają ze swojego samochodu, sami
          płacą za paliwo do tego samochodu i nie mają z tego ni grosza. zysk
          mają dzieci, które kupują podręczniki taniej. zysk ma pan księgarz,
          który dał zniżkę. stratę ma pazerny właściciel najbliższej
          księgarni, bo nie sprzedał kilkunastu/kilkudziesięciu podręczników
          do danego przedmiotu po zawyżonej cenie.



          Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
          kompetentna ani majętna, ale jestem.
    • aglod2 Re: biblioteki po prośbie... 13.12.08, 20:08
      Biblioteka w szkole mojej córki prowadzi przedświąteczny kiermasz książek jednego z wydawnictw w zamian za kilka sprzedanych po cenie upustowej egzemplarzy do biblioteki.

      Z kolei jedna z księgarni w naszym mieście sprzedaje skserowane przez nich sprawdziany, ciekawe co na to ich wydawca.

      W każdej branży są uczciwi i nieuczciwi ludzie.
Pełna wersja