ydorius
27.01.09, 16:11
Sprawdziłem sobie archiwum i nazwisko Rotha pojawia się właściwie tylko w
przypadku spekulacji na temat Nobla. Że niby w końcu dostanie, bo mu się
należy, choćby za Kompleks..., jeśli nie za całokształt.
No i w sumie zgoda, należy mu się, bo ładnie pisze, tylko...
Ale zanim wyjadę z prowokacją, to zapewnię, że się bardzo cieszę z podaży
Rotha w naszym pięknym kraju. Ilość książek, w dodatku zazwyczaj dostępnych
(za wyjątkiem, oczywistym dość*, serii Nike, w której bez problemu można kupić
jedynie "Wyszłam za komunistę", które jest relatywnie słabe), podnosi na duchu.
Nieco mniej podnosi na duchu zwyczaj wydawania przez jedno z wydawnictw
książek Rotha na papierze toaletowym (proszę zerknąć na "Praską orgię",
"Nauczyciela pożądania" czy "Zuckermana wyzwolonego" - przecież to woła o
pomstę do Drukarni!), ale za to drugie z aktywnych rothowych wydawnictw wydaje
ładnie.
No, ale co sądzić o samych książkach? Ponieważ wpadłem w rothomanię,
wspomaganą w dodatku ostatnimi czasy przez chorobę, przeczytałem ciurkiem
kilka książek.
Wygląda to zazwyczaj tak, że jest w tych książkach Zuckerman, który się boryka
("Lekcja anatomii", "Cień pisarza", "Praska orgia", "Zuckerman wyzwolony"),
który albo już napisał Carnowsky'ego, albo jeszcze go nie napisał i cierpi.
Drugi motyw jest taki, że jest sobie Zuckerman, do którego przychodzi jakaś
postać i ta postać zasadniczo nawija przez całą książkę ("amerykańska
sielanka", "ludzka skaza", "wyszłam za komunistę" i chyba "konające zwierzę" -
choć tam nazwisko Zucka nie pada explicite). Muszę przyznać, że ta dość prosta
konstrukcja czasami mnie osłabia i tylko "Spisek przeciwko Ameryce" (brak
Zuckermana at all), "Dziedzictwo", "Teatr Sabata"** oraz wspaniały "Kompleks
Portnoya" trzymają mnie na powierzchni.
I żebyśmy się dobrze zrozumieli - lubię Zuckermana. Fajny z niego gość (choć
może "fajny" to złe określenie). Ale dlaczego ten Zuckerman musi być
wszechobecnym parawanem?
A Ty? Czytałeś/aś już Rotha? Jeśli nie, to właściwie czemu? :-)
m,
.y.
* osoby znające serię Nike nie mogą wyjść z podziwu nad nakładami. Dlaczego
Czytelnik postanawia wydawać zacne pozycje w liczbie sztuk czternaście,
pozostaje do dziś niewyjaśnioną zagadką.
** Teatr Sabata bardzo lubię, bo to taki zjazd po poręczy, coraz szybciej i
szybciej, z finałowym grzmotnięciem twarzoczaszką o trotuar. Poza tym Roth
wyraźnie był zafascynowany Flaubertem pisząc to dzieło - i to też mu się chwali.