Gość: bartosz.sz
IP: *.whirlpool.com
26.03.09, 08:58
Kurczę, wczoraj podczas wizyty w ksiegarni przegladalem m. in.
swiezo wydany tomik esejow Henryka Daski i ostatni tekst dotyczyl
Nabokova, w tym polskich przekladow "Lolity" i "Bladego ognia".
Dasko wylal na Roberta Stillera kubel pomyj - w jego opinii Stiller
Lolite "zgwalcil", wypaczyl jezykowe piekno pierwowzoru.
Przeklad "Bladego ognia" Dasko ocenil takze bardzo surowo. Szczerze
mowiac czytalem przeklad Stillera, a potem oryginal po angielsku i
nie wydaje mi sie, zeby Mr Dasko mial powody, aby tak zmasakrowac R.
Stillera. Przegladalem pobieznie przeklad obecnie zalewajacy
ksiegarnie, czyli M. Klobukowskiego, i to jest niestety dosc
sflaczale jezykowo.. natomiast przeklad Stillera jest zywy i
barwny.. znosi bardzo fajnie porownanie z oryginalem. Czy faktycznie
czegos nie zauwazam, a moze Dasko mial jakis uraz do Stillera na
innym, osobistym tle? Bo to pachnie paszkwilem. Wiem skadinad, ze
Stiller ma wielu wrogow z uwagi na bardzo niewyparzony jezyk i
radykalne podejscie do wielu spraw, ale jego tlumaczenia, ktore znam
(Nabokov, Burgess...) sa wybitne, jedne z najlepszych jakie znam.
Ciekaw jestem opinii innych czytelnikow. :))