Dodaj do ulubionych

'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marny?

IP: *.whirlpool.com 26.03.09, 08:58
Kurczę, wczoraj podczas wizyty w ksiegarni przegladalem m. in.
swiezo wydany tomik esejow Henryka Daski i ostatni tekst dotyczyl
Nabokova, w tym polskich przekladow "Lolity" i "Bladego ognia".
Dasko wylal na Roberta Stillera kubel pomyj - w jego opinii Stiller
Lolite "zgwalcil", wypaczyl jezykowe piekno pierwowzoru.
Przeklad "Bladego ognia" Dasko ocenil takze bardzo surowo. Szczerze
mowiac czytalem przeklad Stillera, a potem oryginal po angielsku i
nie wydaje mi sie, zeby Mr Dasko mial powody, aby tak zmasakrowac R.
Stillera. Przegladalem pobieznie przeklad obecnie zalewajacy
ksiegarnie, czyli M. Klobukowskiego, i to jest niestety dosc
sflaczale jezykowo.. natomiast przeklad Stillera jest zywy i
barwny.. znosi bardzo fajnie porownanie z oryginalem. Czy faktycznie
czegos nie zauwazam, a moze Dasko mial jakis uraz do Stillera na
innym, osobistym tle? Bo to pachnie paszkwilem. Wiem skadinad, ze
Stiller ma wielu wrogow z uwagi na bardzo niewyparzony jezyk i
radykalne podejscie do wielu spraw, ale jego tlumaczenia, ktore znam
(Nabokov, Burgess...) sa wybitne, jedne z najlepszych jakie znam.

Ciekaw jestem opinii innych czytelnikow. :))
Obserwuj wątek
    • troppo_bella Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 09:23
      Czytałam oba i mnie osobiście wersja Stillera wydała się udziwniona. Za dużo
      neologizmów, za dużo ekscentrycznej składni. Kiedy czytałam w tym tłumaczeniu,
      często zatrzymywałam się właśnie na tych chropawych jak dla mnie zdaniach.

      Kłobukowski jest bardziej przezroczysty i mnie to odpowiada.
    • troppo_bella Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 09:30
      I jeszcze, dla porównania, słynny początek:

      "Lolita, światło mego życia, płomieniu mych lędźwi. Mój grzechu, moja duszo.
      Lo-li-ta: czubek języka schodzący w trzech stąpnięciach wzdłuż podniebienia, aby
      na trzy trącić o zęby. Lo. Li. Ta."
      Lolita, tłum. R. Stiller

      "Lolito, światłości mego życia, żagwio mych lędźwi. Grzechu mój, moja duszo.
      Lo-li-to: koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu, przy trzecim stuka w
      zęby. Lo. Li. To."
      Lolita, tłum. M. Kłobukowski
      • skajstop Porównanie :) 26.03.09, 09:36
        Ale to porównanie wypada akurat na korzyść Stillera :-)
        • troppo_bella Re: Porównanie :) 26.03.09, 09:48
          He he, czekałam, kto to napisze.

          Ja też żagwi nie mogę strawić, ale wolę wołacz Kłobukowskiego od mianownika
          Stillera. Dalej jest jednak według mnie u Kłobukowskiego dobrze, u Stillera
          dziwnie.

          Moja wersja spiskowa jest taka, że Kłobukowski chciał być na siłę inny niż
          wcześniejszy Stiller, i dlatego zaświecił tą żagwią.
          • Gość: bartos.sz Re: Porównanie :) IP: *.whirlpool.com 26.03.09, 09:51
            A mi wlasnie ten wolacz wydaje sie taki jakis melodramatyczny...
            Zdecydowanie jestem za wersja Stillera ("żagiew" tylko mnie w tym
            utwierdzila :)
          • pavvka Re: Porównanie :) 26.03.09, 11:11
            Nie wiem, może akurat ten przykład jest mało reprezentatywny, ale to
            właśnie wersja Kłobukowskiego wydaje mi się bardziej udziwniona, a
            Stillera naturalna.
          • honeyr Re: Porównanie :) 22.04.09, 01:09
            nie, nie...no way! :) "koniuszek języka robi trzy kroki po podniebieniu"!??
            robić kroki... W pierwszych linijkach facet poległ.

            A Stiller rządzi :)
    • braineater Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 10:03
      nie wiem, jaki jest wzajemny stosunek obu panów, ale akurat Stillerowska Lolitę
      można czytać w kółko, jako przykład perfekcyjnej płynności języka, ta książka
      praktycznie śpiewa każdym zdaniem. Jak bardzo odbiega od oryginału i czy w
      ogóle, to szczerze mówiąc nigdy mi się nie chciało sprawdzać, za to jako 'tekst
      Stillera" broni się chyba najlepiej ze wszystkich.
      (dygresja w nawiasie - a Mechanicznej Pomarańczy pan Stiller z początku
      nienawidził na tyle, by machnąć 10 stronicowym tekstem krytycznym w którejś z
      Literatur na Świecie, równając ją równo z ziemią i wyzywając od propagandowych
      produkcyjniaków. Zawsze się potem zastanawiałem, czemu wziął się za jej polskie
      wersje:)
      • troppo_bella Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 10:57
        Wziął się za polskie tłumaczenie, bo go tak denerwowała :-)

        Widać czytelników można podzielić na dwie grupy: tych, którzy wolą wersję
        stillerowską wersję Lolity, która Tobie śpiewa, a mnie fałszuje, i kłobukowską,
        która jednym jawi się nijaka, a innym - mnie - neutralna i płynna.

        Można by może jakiś psychotest skonstruować na tej podstawie.

        Swoją drogą Stillerowskie tłumaczenie "Alicji w krainie czarów" też mnie
        denerwuje do bólu. Wolę Marianowicza dajmy na to.
        • braineater Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 12:05
          za Alicją i nonsensem angielskim w jego wykonaniu też nie przepadam, oprócz
          Donga (szybki google check przed wysłaniem - o k! to nie on tłumaczył), bo to
          chyba nie jest człowiek obdarzony tym typem poczucia humoru, i jak pewnie
          językowo nie można tym tłumaczeniom nic zarzucić (ja bym sie raczej nie
          ośmielał), to tak sa po prostu nieśmieszne, ale już takie rzeczy, jak Burghes w
          stillerowskich tłumaczeniach podchodzą mi bardzo mocno.
          A tego drugiego tłumaczenia Lolity, to chyba wcale nie znam, mam na pólce tylko
          jeden zajechany egzemplarz.
        • tiresias Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 12:10
          Alicja tylko Słomczyńskiego, jeżeli wogle, imo
      • easz Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 13.04.09, 23:54
        braineater napisał:

        > (dygresja w nawiasie - a Mechanicznej Pomarańczy pan Stiller z
        > początku nienawidził na tyle, by machnąć 10 stronicowym tekstem
        > krytycznym w którejś z Literatur na Świecie, równając ją równo z
        > ziemią i wyzywając od propagandowych produkcyjniaków. Zawsze się
        > potem zastanawiałem, czemu wziął się za jej polskie wersje:)

        10 stron i e tam, nienawidził - czy tak się nie objawia fascynacja,
        może trochę chorobliwa/wie?
      • Gość: Marcvin Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.adsl.alicedsl.de 11.04.10, 22:12
        Stiller jest geniuszem i podpisuje sie absolutnie pod twoja
        wypowiedzia. Tak naprawde w Poslce bylo tylko dwoch genialnych
        tlumaczy: Boy-Zelenski i Stiller.
    • Gość: Nobullshit Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: 77.222.250.* 26.03.09, 12:40
      Nie no, jeśli ktoś "tłumaczy" "Łuf, łuf - zrobił pies", jakby nie wiedział, że
      po polsku psy "robią" "hau, hau", to sorry. Poza tym przekład Stillera jest
      zwyczajnie niegramatyczny i napisany nie po polsku.
      Zwróćcie też uwagę, że Stiller nie życzył sobie, aby ktokolwiek robił mu
      redakcję tekstu. Jakież trzeba mieć mniemanie o sobie...
      • braineater Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 12:51
        @ Łuf Łuf
        forum.dziecko-info.com/showthread.php?p=1708021
        6 post od góry. Chcesz wchodzić w spór z Wielką Teorią Języka Naturalnego? :P

        A poprawność gramatyczna jest przereklamowana.:) Nie wiem, czy jest audiobook
        oparty na tym tłumaczeniu, ale jego warto posłuchać, albo na głos sobie
        poczytać, lub komuś.
    • Gość: eee Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.09, 12:57
      parę tygodni temu w dodatku kulturalnym dziennika był dosc ciekawy
      wywiad z kłobukowskim, pretekstem było to nowe wydanie lolity w jego
      przekładzie, chociaż rozmowa dotyczyła też ogólniejszych spraw,
      warsztatu tłumacza, itp.

      w skrócie: kłobukowski twierdzi, że stiller swymi wyborami
      leksykalnymi itp. zwulgaryzował "lolitę", czyniąc z niej "lolytę", a
      poza tym niektóre partie były wręcz niezdarne...
      a zachwycac się jego przekładem moga wyłącznie osoby, które nie
      znają innych rzeczy nabokowa (w oryginale lub w innych przekładach)
      i w związku z tym - przez brak punktu odniesienia - nie dostrzegają,
      że "lolita" stillera jest mało "nabokowowska"...

      ja znam tylko przekład stillera. w przekładzie kłobukowskiego
      czytałem za to "prawdziwe życie sebastiana knighta", "pnina" jeszcze
      w czyimś innym. w oryginale tylko jakieś eseje. i zgadzam się -
      różnica jest.
      ale, oceniana _na własnych warunkach_, wersja stillera jest wg mnie
      zajebista.

      "mechaniczną pomarańczę" czytałem akurat w oryginale, chociaż tekst
      stillera z "lnś" ("horrorshow! czyli bój się pan jeża") akurat też
      znam.
      • braineater Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 13:00
        nie, ze się czepiam, ale to, ze Lolita jest mało Nabokowowska, to już raczej
        wina samego Nabokowa, któremu zachciało się napisać bestseller:) Sam zresztą o
        tym 100 razy mówił.
        Dzieki za tytuł tego eseju, może znajde ten numer w końcu na regale.
        • Gość: eee Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.09, 13:05
          nr 2(34), luty 1974
        • broch Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 13:47
          tlumaczenie tekstu to ostatecznie bardziej wizja tlumacza niz autora powiesci.
          Oryginal zawsze bedzie inny. Oczywiscie czasem te tlumaczone wizje sa dosc
          beznadziejne generalnie. Ostatnio siegnalem do polskiej wersji "Lunatykow" i
          Jezus i Marian. Lepiej sobie odpuscic.
          Z drugiej strony, czytanie "Mechanicznej Pomaranczy" czy "Trzech smutnych
          tygrysow" wymaga wrecz perfekcyjnej znajomosci jezyka. Rzecz ktora nawet
          natywnym rzadko sie zdarza. Czasem wiec lepiej siegnac do tlumaczenia. A
          tlumaczenie moze wymagac faktycznie utworzenie nowego jezyka.

          Jedni wola interpretacje dziewiatej Furtwranglera inni Karajana (ta z 1977) a
          jszcze inni Bohma.
      • gdytyjeszczenamucheptapta Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 15:39
        Taa. Ja lepiej zagrałem Hamleta. Ci.... Nie jemu oceniać.

        nobullshit: może pogadaj z psami, czy robią hau hau po polsku czy łuf łuf, czy
        też af af.
        • nobullshit Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 18:02
          gdytyjeszczenamucheptapta napisał:
          > nobullshit: może pogadaj z psami, czy robią hau hau po polsku czy łuf >łuf,
          czy też af af.

          Z psami trudno mi będzie pogadać, ale per analogiam, moje dwa koty robią "miau",
          a nie "miaow", chociaż są rasy brytyjskiej.
          • jessy3 Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 26.03.09, 19:40
            Czytałam tylko wersję Stillera i podobał mi się przede wszystkim obszerny,
            szczegółowy dodatek w postaci przypisów - nawiązania intertekstualne, kulturowe,
            gry słów itp., które pokazują drugie dno "Lolity"- książka o literaturze. O ile
            się nie mylę (a nie jestem pewna) u Kłobukowskiego takich wyczerpujących
            przypisów nie ma. Nie wyobrażam sobie czytania "Lolity" bez tych objaśnień
            Stillerowskich, to tak jakbym połowę książki tylko przeczytała. I żałowałam
            koleżanek, które uboższe były o te informacje intertekstualne.
            • nobullshit Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 27.03.09, 00:29
              Jessy, przekład powinien się "czytać" i bronić sam, bez worka objaśnień.
              • jessy3 Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 27.03.09, 16:27
                nobullshit napisała:

                > Jessy, przekład powinien się "czytać" i bronić sam, bez worka objaśnień.
                >

                No tak, zgadzam się, ale skoro nie znam dobrze literatury amerykańskiej, nie
                wyłapuję mnóstwa aluzji literackich, bo nie dotyczą one znanej literatury
                światowej, skoro w języku przekładu nie da odzwierciedlić się gry-słów,
                kalamburów słownych, to bez przypisów, objaśnień jestem uboższa o tę wiedzę i
                "Lolita" staje się wtedy tylko książką z konkretną fabułą. A dla mnie w dużej
                mierze to też książka o książkach.
      • Gość: no name Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.4web.pl 26.03.09, 19:48
        Z calym szacunkiem, ale przekład Kłobukowskiego to dopiero porazka -
        mam wrazenie, ze robiony był na szybko, zeby zdazyć przy okazji
        filmu i tak też brzmi - niechlujnie, bez pułapek, bez kalamburów,
        albo ze spłyconymi kalamburami - przykro mi, ale ten facet jest
        kompletnie bezkrytyczny.
    • geo5 Gdzie można kupic przekład Stillera? 02.04.09, 12:41
      Czy jest jeszcze gdziekolwiek osiągalny przekład Stillera? Wiele lat
      temu temu pewna pani znikła z mojego życia wraz z nim. Obecnie
      ubolewam bardziej nad stratą Lolity niż tejże pani
      • tiresias Re: Gdzie można kupic przekład Stillera? 02.04.09, 12:47
        zła kobieta była?
        ale na książkach się znała:))
        • geo5 Re: Gdzie można kupic przekład Stillera? 02.04.09, 12:51
          O tak, trafiłeś w sedno :P
    • hajota Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 02.04.09, 16:09
      Kupiłam właśnie tom esejów Daski. Niestety, nie ma w nim długiego artykułu
      zamieszczonego na początku lat 90-tych w "Exlibrisie", w którym autor poddał
      dokładnej analizie przekład "Lolity" Stillera. Ani tamtego eseju, ani tekstów
      zamieszczonych w wydanej teraz książce, nie nazwałabym w żadnym wypadku
      "wylewaniem kubła pomyj". To nie w stylu Daski, raczej Stillera (proszę sięgnąć
      po zbiór jego felietonów "Pokaż język" i poczytać, jak pisze o
      kolegach-tłumaczach, mieszając ich z błotem za błędy mniejszego kalibru, niż
      jemu wytknął Dasko). Może Stiller jest (a raczej bywa) kongenialnym tłumaczem,
      ale żaden immunitet nie chroni go przed krytyką. Fakt, że nie pozwala redagować
      swoich tekstów ani poddawać ich korekcie, jest dobrze znany w wydawnictwach.
      Świadczy to, delikatnie mówiąc, o megalomanii, a nie o trosce o jakość przekładu.
    • cashek01 Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 05.04.09, 21:48
      Przeczytałam w przekładzie Stillera i uważam, że niczego tej książce nie
      brakowało. Dasko jest uprzedzony.
    • Gość: bartosz.sz Dasko IP: *.whirlpool.com 07.04.09, 13:11
      Kupilem jednak eseje Daski i jestem pod ogromnym wrazeniem rozdzialu
      poswieconego Andrzejowi Brychtowi, kontrowersyjnemu pisarzowi, ktory
      swiecil triumfy w Polsce w II polowie lat 60... Gorzka historia
      buntownika wplatanego w ponure mechanizmy aparatu komunistycznej
      wladzy. Polecam wszystkim bardzo, mimo ze z jego opinia na temat
      przekladow Stillera wciaz sie nie zgadzam.
    • easz Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 13.04.09, 23:50
      Lolity jeszcze nie czytałam, ale jeśli kiedyś po nią sięgnę, to będę
      wiedziała po czyje tłumaczenie. Łuf, łuf:)
      • Gość: kitty Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.acn.waw.pl 14.04.09, 16:47
        ja przekłady stillera uważam za swietne, ma niesamowite wyczucie melodii jezyka.

        natomiast brycht to straszna szuja była...
    • Gość: kolorowanki Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.09, 13:12
      Czytałam oba przekłady i oryginał i mam wrażenie, że najlepiej by było zrobić
      taką fajną mieszankę z Kłobukowskiego i Stillera. Kłobukowski bardziej się
      postarał przy tłumaczeniu gier językowych niż Stiller, który te sprawy załatwiał
      przypisami, natomiast język Stillera jest jednak ładniejszy, bardziej płynny,
      lepiej oddaje styl oryginału. W haśle "Lolita" na Wikipedii w części poświęconej
      zagadkom i grom słownym podane są rozwiązania przyjęte przez obu tłumaczy, można
      podejrzeć jak sobie radzili i powyciągać wnioski :) Tam też tkwi cały ten
      intertekstualny kontekst książki, więc przypisy nie są już niezbędne :)
    • Gość: linka Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.09, 22:10
      Właśnie przeczytałam esej Daski - niestety, ale to właśnie Dasko ma rację. Poza
      tym Dasko nie wylewa żadnych pomyj - on po prostu argumentuje i podaje
      przykłady, druzgocące dla Stillera.
    • Gość: Sivoua Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.139.146.99.koba.pl 24.06.09, 10:26
      Moim skromnym^^ zdaniem tłumaczenie Kłobukowskiego było lepsze. Znacznie lepsze.
      Ale kto co lubi.

      Nie wnikam w stosunki Daski i Stillera; d
    • stachkonwa Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn 24.06.09, 10:58
      Przekład Stillera taki sobie: moim zdaniem Stiller za bardzo przejął
      się lingwistycznymi obyczajami Nabokova, postanowił zrobic
      przekład "jak Nabokov", ale to w końcu nie Nabokov, więc wyszło
      nieco pretensjonalnie, trochę taka podróbka z Tajwanu. Kłobukowski
      nie silił się na Nabokova i jego przekład brzmi bardziej naturalnie,
      choc zgodzę się, ze z kolei trochę zbyt płaski w stosunku do
      oryginału. Remis?
    • Gość: zuzanka Re: 'Lolita" - przeklad Stillera - fajny czy marn IP: *.chello.pl 11.07.09, 14:57
      A czy ktoś może posiada wersje elektroniczna wspomnianego wyzej eseju Daski?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka