Gość: Sasiadka
IP: *.sasiedzi.pl
27.12.03, 10:54
Wczoraj bylam na dworcu Centralnym na przedstawieniu Piotra Cieplaka, ktory
przeniosl stajenke w czas wspolczesny i tam, na dworcu, umiescil kobiete
ciezarna z mezem. Oboje byli mlodzi,troche przestraszeni sytuacja, mezczyzna
z zaangazowaniem spelnial prosby brzemiennej kobiety.Wszystko bylo
wzruszajace.Przedstawienie ogladalam w towarzystwie mlodych osob. Po
spektaklu 25-letnia kobieta powiedziala: sorry, ale ja rowniez dzisiaj nie
udzielilabym im gosciny, nie przyjelabym ich do domu...
Troszke sie zasmucilam, bo jakze tak... to te 2000 lat niczego nas nie
nauczylo? To wszystko bylo na marne?
Chodzac po dworcu w jednej z sal /a byl to 26 dzien grudnia!/ znalazlam
lezaca na betonowej posadzce kobiete. Z pewnoscia nie byla wloczega, miala
czysty, jasny kozuch na sobie. Wygladala na osobe utrudzona podroza, ktora
nie miala gdzie spac.
Jesli tak przezylam zarowno to przedstawienie jak i wypowiedz mojej
towarzyszki, to majac przed soba bezdomna istote, niewatpliwie potrzebujaca
schronienia, powinnam go udzielic. Bo moglam...
Ale nie udzielilam, nie zaprosilam jej do domu... nie zaoferowalam noclegu.
Nie wiem zreszta czy by go przyjela.
I tak sobie mysle, ze ta cala historia sprzed 2000 lat mnie niczego nie
nauczyla.
A jak jest z Wami?
Oczywiscie, prosze tylko o szczere wypowiedzi.