Dodaj do ulubionych

Refleksja nad "refleksją"

07.11.09, 19:56
Czytając watek
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,102146994,102146994,Refleksja.html
tak mi przyszła do głowy taka refleksja...
Ciekawe jak by postąpili ci wszyscy reglamentujący seks partnerzy w związkach gdyby po np. 5-tym kolejnym razie odtrącenia powiedzieć im zupełnie spokojnie i rzeczowo że ponieważ TY nie chcesz, idę się zaspokoić na miasto.

Wiecie tak rozmowa w stylu "Kochanie, wiem że nie potrzebujesz seksu, nie będę Cię do niego zmuszać. Nie mniej tak się składa że ja go potrzebuję jak chleba, wody czy powietrza. W związku z tym jeśli Ty nie chcesz, myślę o tym by znaleźć sobie kochanka/kę. Ponieważ chcę być uczciwy/a wobec Ciebie informuję Cię o tym. Dalej jesteśmy parą ale na te potrzeby i sposoby ich zaspokajania zwalniamy się z wyłączności."

Zastanawialiście się jaka była by reakcja na takie postawienie sprawy ?
Żadnych znaków dymnych, żalów, kłótni i awantur. Zwyczajne spokojne wyartykułowanie potrzeb. Jeśli partner nie zareaguje jego sprawa.
Ok. zgoda, trochę form szantażu, ale czyż reglamentowanie seksu też nie jest formą szantażu ?
Wszak skoro nie chcesz się bzykać możesz chociaż zrobić partnerowi "dobrze" rozładowując napięcie seksualne np. ręcznie, lub oralnie. Takie szybkie "ciach mach" bo akurat nie jest się w formie. A jak się nie chce zaspokoić partnera i ma się go gdzieś, jest to dla mnie egoizm najczystszej postaci a w związku z tym my też powinniśmy być egoistami.

Czy Ci z Was co najbardziej narzekają na BRAK SEKSU kiedykolwiek postawili tak uczciwie sprawę ?
pzdr.
Avi
Obserwuj wątek
    • zakletawmarmur Re: Refleksja nad "refleksją" 07.11.09, 20:35
      Nie mam nic przeciwko, wtedy jesteśmy szczerzy. Partner wie na czym
      stoi i sam może podjąć decyzje co z tym wszystkim dalej zrobić.
      Musimy jednak liczyć się z tym, że w odpowiedzi usłyszymy:

      "Dobrze kochanie, to ja też szukam nowego kochanka, który będzie
      mnie tak podniecał, że wcale nie będzie mi się chciało z łóżka
      wychodzić. Skoro ty nie potrafisz zrobić czegoś co mnie do tego
      stanu doprowadzi to powinnam dać szanse komuś innemu:-)"

      A jak się nie chce zaspokoić partnera i ma
      > się go gdzieś, jest to dla mnie egoizm najczystszej postaci a w
      związku z tym m
      > y też powinniśmy być egoistami.

      A zmuszanie partnera do seksu, gdy nie ma ochoty nie jest egoizmem w
      czystej postaci? IMO jest..
      • zygfryda512 Re: Refleksja nad "refleksją" 07.11.09, 20:45
        zakletawmarmur napisała:

        > Nie mam nic przeciwko, wtedy jesteśmy szczerzy. Partner wie na czym
        > stoi i sam może podjąć decyzje co z tym wszystkim dalej zrobić.
        > Musimy jednak liczyć się z tym, że w odpowiedzi usłyszymy:
        >
        > "Dobrze kochanie, to ja też szukam nowego kochanka, który będzie
        > mnie tak podniecał, że wcale nie będzie mi się chciało z łóżka
        > wychodzić. Skoro ty nie potrafisz zrobić czegoś co mnie do tego
        > stanu doprowadzi to powinnam dać szanse komuś innemu:-)"

        Właśnie, bo zawsze może się okazać, że to wina tego co prosi.

        >
        > A jak się nie chce zaspokoić partnera i ma
        > > się go gdzieś, jest to dla mnie egoizm najczystszej postaci a w
        > związku z tym m
        > > y też powinniśmy być egoistami.
        >
        > A zmuszanie partnera do seksu, gdy nie ma ochoty nie jest egoizmem w
        > czystej postaci? IMO jest..


        ANO jest, tylko że nikt nie przewidzi momentu kiedy seksu zabraknie, a będzie
        tak bardzo potrzebny, że weźmie się cokolwiek, nawet poprzez własny egoizm.
    • glamourous Re: Refleksja nad "refleksją" 07.11.09, 23:54
      Bede moze skrajnie niepoprawna politycznie w tym co teraz powiem, ale ja
      ostatnio rowniez doszlam do wniosku, ze ludzie silni, ceniacy sie i znajacy
      swoja wartosc tak naprawde nie musza zebrac o seks i kolekcjonowac "po lapach"
      dawanych im przez partnera. Bo albo potrafia sobie tak urobic partnera w
      malzenskiej sypialni, ze seksu im nie brakuje pomimo ze ich polowka nie za
      bardzo sie do niego pali, albo rzeczywiscie odchodza i szukaja mniej
      frustrujacego ukladu. Nie zapominajmy bowiem o tym, ze ludzie traktuja nas tak,
      jak im na to pozwalamy. I w gruncie rzeczy prawda jest taka, ze osoby
      dlugotrwale tkwiacy w zwiazkach POMIMO braku/niedoboru seksu i ewidentnego
      olewania ich potrzeb przez partnera tak naprawde godza sie na taka sytuacje, bo
      z jakichs powodow sa od tego konkretnego partnera/zwiazku uzaleznieni.

      Innymi slowy, partner reglamentujacy seks i majacy (nazwijmy rzecz po imieniu) w
      dupie potrzeby swojej drugiej polowki jest w gruncie rzeczy w zwiazku strona
      silniejsza, w pewien sposob dyktujaca warunki i doskonale wyczuwajaca, ze MOZE
      sobie na taka reglamentacje wzgledem malzonka bezkarnie i bez wiekszych
      konsekwencji pozwolic.

      W mysl powyzszego dopisze teraz ewentualna riposte do dictum jakie zapodal
      powyzej Avide ("nie dajesz mi, to pojde posilic sie na miescie") Otoz taki
      rozdajacy karty partner moglby powiedziec "dobra, to skoro zapowiadasz ze
      bedziesz mnie zdradzal(a), to moze rozstanmy sie juz w tej chwili, bo ja nie mam
      zamiaru obnosic poroza. Pakuj walizke".
      Szach i mat ;-) Bo ciekawe, co wtedy na to powiedzialaby strona grozaca zdrada,
      ktora przeciez wcale nie jest gotowa na jakiekolwiek drastyczne ciecia i ktorej
      bynajmniej nie o rozwod chodzi...;-P
      • zakletawmarmur Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 12:50
        > ostatnio rowniez doszlam do wniosku, ze ludzie silni, ceniacy sie
        i znajacy
        > swoja wartosc tak naprawde nie musza zebrac o seks i
        kolekcjonowac "po lapach"
        > dawanych im przez partnera. Bo albo potrafia sobie tak urobic
        partnera w
        > malzenskiej sypialni, ze seksu im nie brakuje pomimo ze ich
        polowka nie za
        > bardzo sie do niego pali,

        Ja nie wierzę, że (to się tu chyba tak nazywało) "metoda Avida" może
        na dłuższą metę pomóc.

        Pisałam o tym dokładnie tu:
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,93594350,95380879,Re_czy_mam_szanse_na_dobrego_loda_.html

        "Wydaje mi się, że Twoja taktyka w sensie "jak nie zrobisz mi tego i
        tego to znajdę sobie taką, która mi to zrobi" nie ma szans zdziałać
        cudów w przypadku Twojej żony... To tak jak powiesz
        niejadkowi "jeśli nie zjesz obiadu, nie będzie dzisiaj bajki".
        Niejadek zje, ale jeszcze bardziej będzie się do jedzenia
        zniechęcał, szczególnie gdy będzie widział wiecznie niezadowoloną
        minę matki i przeżywał co godzinne próby nakarmienia go."

        Żeby mieć udane życie seksualne potrzebna jest przede wszystkim
        akceptacja seksualności partnera. Nie oznacza to, że musimy godzić
        sie na wszystko ale powinniśmy akceptować różnice. Jeśli nie
        jesteśmy w stanie togo zrobić to nie widzę szans na poprawę.
        Postawa "mi się należy, tobie nie" oznacza, że nie akceptujemy
        seksualności partnera, uważamy ją za gorszą... Partner nie będzie
        mógł się w takich warunkach rozwijać i traktować seks jako
        przyjemności, tylko obowiązek, mający na celu zadowolenie partnera.
        Obowiązki wypełnia sie kiedy trzeba, kiedy ktoś nas zmobilizuje a
        nie dlatego, że ma sie ochotę. Druga strona wiec ciągle będzie
        pełnić funkcję "nadzorcy", który dopilnowuje czy partner spełnia
        jego potrzeby. Chyba nie o to chodzi w seksie, prawda?

        Zgadzam się tu z Mujer. Nie każdy reglamentujący traktuje seks jako
        narzędzie manipulacji. Myśle nawet, że to zdecydowana rzadkość. No i
        nie wierzę, że nie ma na to wpływu też podejście drugiej strony. Nie
        byłoby prostytutek, gdyby nie było ich klientów:-) Tak samo w
        małżeństwie nie byłoby szantażowania seksem, gdyby partner szanował
        możliwości partnerki i wolał poczekać aż jej sie zachce, zamiast
        oczekiwać, żeby się do tego zmuszała.

        Szach i mat ;-) Bo ciekawe, co wtedy na to powiedzialaby strona
        grozaca zdrada
        > ,
        > ktora przeciez wcale nie jest gotowa na jakiekolwiek drastyczne
        ciecia i ktorej
        > bynajmniej nie o rozwod chodzi...;-P

        W moim związku wiele razy zdarzyło mi się partnera postawić przed
        decyzją "akceptuj albo rzuć". Zawsze jednak byłam w stanie ponieść
        tego konsekwencje. "Puste straszenie" może skończyć się tym, że
        pokażemy partnerowi jacy jesteśmy żałośni...
        Niestety...
        • glamourous Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 15:57
          No wlasnie, puste straszenie nie dziala, bo straszacy tak naprawde nie chce
          rozstania i "straszony" doskonale wyczuwa taki pic na wode. Zeby bylo
          wiarygodnie, u straszacego musi sie naprawde pojawic gotowosc do poniesienia
          konsekwencji zycia bez tego konkretnego partnera. Wtedy jest jakas szansa, ze
          ten wyczuje determinacje i wreszcie ruszy tylek do zmian.

          Dlatego wlasnie pisze, ze taktyka Avide dziala pod warunkiem, ze strona
          straszaca jest strona silniejsza w zwiazku, bardziej dynamiczna i rozdajaca
          karty. A partner reglamentujacy nie uzywa seksu do manipulacji i szczerze zalezy
          mu na tej relacji - zas jego brak entuzjazmu jest wynikiem naturalnie slabszego
          libido czy nizszego parcia na erotyke. Tak jak ma to miejsce w tym watku :
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,102649171,102649171,Filmy_dla_doroslych.html
          Kobiecie zalezy tu na mezu, na zwiazku, jest wyraznie strona slabsza, wiec sie
          STARA, choc wyraznie nie lezy to w jej naturze. I dlaczego w tym przypadku
          taktyka Avide (czyli emocjonalnego szantazu) jest skuteczna? Tu nie chodzi o
          okrucienstwo straszacego, czy o syndrom niejadka, tylko o to, ze automotywacja
          jest sila potrafiaca zdzialac naprawde wiele, kiedy komus naprawde ZALEZY.

          Inna jest sytuacja, kiedy maz/zona czuje, ze partner nie ma w sobie sily, zeby
          ewentualnie spelnic pogrozki. Bo kocha za bardzo, bo jest za bardzo oddana/y, bo
          tylko gdera a nie robi nic, zeby sie wylamac, a jednoczesnie wymaga czestego
          goracego seksu. Tak jak tu :
          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,83973090,,o_daremnosci_kwarantanny.html?s=0
          Dziala wtedy schemat "pantofla". A to bardzo czesty przypadek meskich uzalan
          pojawiajacych sie na tym forum. I w takim przypadku metoda Avide nie zadziala -
          zona doskonale wie, ze nie ma sensu sie starac, bo maz i tak zaangazowany, i tak
          bedzie wiernie trwal u jej boku, i tak sie przeciez nie wychyli. Po co wiec sie
          stawac na glowie i na sile sie przeprogramowywac?

          To tak jak w negocjacjach, podstawa skutecznosci wywierania presji na druga
          strone jest sila i wiarygodnosc.
          • zakletawmarmur Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 16:21

            Zauważ, że mąż tej kobiety z wątku, który zalinkowałaś nie wydaje
            się zaspokojony:-) Avide tym bardziej:-) To się wyczuwa kiedy druga
            strona się poświęca. To nie to samo co bzykać się z kimś czekającym
            na kolejne stosunki i eksperymenty łóżkowe. Myśle, że jednak
            większość ludzi taki seks nie może satysfakcjonować... Ja już wolę
            bzykać się rzadziej i mieć w łóżku mniej urozmaiceń. Myślę, że
            większość ludzi nie ma takich sadystycznych natur, żeby nakręcać się
            na seks, który jest krzywdą dla drugiej strony...

            > Dziala wtedy schemat "pantofla". A to bardzo czesty przypadek
            meskich uzalan
            > pojawiajacych sie na tym forum. I w takim przypadku metoda Avide
            nie zadziala -
            > zona doskonale wie, ze nie ma sensu sie starac, bo maz i tak
            zaangazowany, i ta
            > k
            > bedzie wiernie trwal u jej boku, i tak sie przeciez nie wychyli.
            Po co wiec sie
            > stawac na glowie i na sile sie przeprogramowywac?

            Nie wierze, że ta metoda może być skuteczna nawet wtedy, gdy partner
            może odejść:-) Tak jak w tamtym linku z poprzedniego posta. Wtedy
            zmusza się partnera do walki o "trwanie związku" a nie o seks. Seks
            staje się obowiązkiem, żeby zatrzymać przy sobie partnera. Robi się
            wiec to co tamten chce ale nie czerpie się z tego satysfakcji.
            Partner wcale nie będzie zadowolony bo wolałby mieć "żonę z własnymi
            potrzebami" a nie "żonę, która realizuje jego potrzeby". To spora
            różnica. Dalej więc będzie marudził i chodził niezadowolony... Tak
            jak Avide czy mąż tej pani z sąsiedniego wątku. IMO problem obu
            stron jest wręcz przeciwny niż sugerujesz. To te kobiety (sorry
            Avide) powinny być bardziej asertywne i w konkretny sposób umieć się
            mężom postawić.
      • paolo74 Tak bywa, ale łatwo taką konstrukcję zawalić 13.11.09, 06:39
        Czasami słabsza strona dostaje wsparcie z zewnątrz, różnie może być przypadek, trafienie na słabszą stronę innego związku, nawet bez szukania okazji. Nagle urobiony partner (partnerka), mówi cześć, nie chcę nic od ciebie, rób co chcesz i nie interesuj się moimi sprawami. No i wtedy "silna" strona musi być naprawdę silna, znieść masę upokorzeń. Związek jeśli się nie rozsypie nigdy nie będzie taki jak wcześniej. Role odwracają się o 180 stopni. Więc lepiej gdy w związku siły partnerów ograniczają się do decydowania o miejscu spędzania wakacji.
    • mujer_bonita Refleksja nad 'reglamentacją' ;) 08.11.09, 02:11
      avide napisał:
      > Ciekawe jak by postąpili ci wszyscy reglamentujący seks partnerzy w związkach g
      > dyby po np. 5-tym kolejnym razie odtrącenia powiedzieć im zupełnie spokojnie i
      > rzeczowo że ponieważ TY nie chcesz, idę się zaspokoić na miasto.

      Czy seks można 'reglamentować'? Zapewne tak. Seks był, jest i będzie świetnym środkiem manipulacji. Czy jednak każdy brak seksu w związku jest reglamentacją?

      Reglamentować możemy imo jedynie to, co mamy. Do tego świadomie i w jakimś konkretnym celu. Czy osoba o niskim libido może 'wydzielać' coś czego sama tak naprawdę nie posiada? Czy broni dostępu do czegoś co ma? Stare porzekadło mówi 'z pustego i Salomon nie naleje' - jest w tym sporo życiowej mądrości.



      PS.

      > Wszak skoro nie chcesz się bzykać możesz chociaż zrobić partnerowi "dobrze" roz
      > ładowując napięcie seksualne np. ręcznie, lub oralnie. Takie szybkie "ciach mach" bo akurat nie jest się w formie

      Zastanowiłeś się może jak dla strony 'obsługującej' wygląda owo 'ciach mach'??
    • krolikbaks Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 10:28
      Odpowiem, ponieważ do niedawna stałam po drugiej stronie barykady, więc może
      moje spostrzeżenia będą dla Was pomocne. Mój partner był wysokolibidowcem,
      celowo piszę w czasie przeszłym, bo albo nim już nie jest, albo ma drugie życie
      do którego mi się nie przyznaje. Na mnie sytuacja, w której dowiedziałam się o
      "zagrożeniu" podziałała jak przysłowiowa płachta na byka. Obecnie to ja
      poszukuję sytuacji intymnych, a ze strony partnera mam praktycznie brak reakcji,
      lub reakcja jest znikoma i rzadka. W rezultacie we mnie narasta frustracja, a
      mój partner nie widzi problemu. Jest owszem jakiś pozytyw z zaistniałej
      sytuacji, a mianowicie dowiedziałam się co we mnie szwankowało(okazało się, że
      zdrowie) i dzięki właściwej diagnozie wróciłam do "żywych".Pozdrawiam.
    • zyg_zyg_zyg Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 12:33
      > Czy Ci z Was co najbardziej narzekają na BRAK SEKSU kiedykolwiek
      > postawili tak uczciwie sprawę ?

      Ja juz na szczęście wcale nie narzekam (no, prawie wcale... :-)).
      Ale wtedy, kiedy narzekałam, kiedy bardzo mi brakowało seksu, to nie
      mogłam w ten sposób postawić sprawy. I wcale nie chodziło o
      uczciwość. Chodziło o to, że byłam zainteresowana nie seksem w
      ogóle, tylko seksem z tym konkretnym mężczyzną. Po jedym z wielu
      rozstań z nim - i przed jednym z wielu powrotów - spróbowałam z kimś
      innym. W trakcie było całkiem przyjemnie, ale po czułam sie
      wstrętnie. Na tyle wstrętnie, żeby nie chcieć już "stołować się na
      mieście". W moim przypadku jedynym rozwiązaniem - piekielnie trudnym
      i poprzedzonym wieloma nieskutecznymi próbami - było rozstanie.
      • zakletawmarmur Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 13:00

        No właśnie, muszę przyznać, że odkąd jestem w tym związku zdarzyło
        mi się przeżyć pare flirtów, zdarzyło mi się fantazjować o innych
        ale jeszcze nie spotkałam faceta, z którym naprawdę mogłabym iść do
        łóżka:-) Nawet gdybym miała wolną rękę to pewnie nie bzyknęłabym się
        do tej pory z innym. Nigdy więc nie postawiłam partnera przed takim
        wyborem. Myśle, że jednak gdyby to była kwestia rozstania to byłby w
        stanie zaakceptować moją niewierność, pod warunkiem, że nie
        rzucałaby się w oczy. Póki co nie mam potrzeby, żeby ryzykować:-)
        • herbatka.jasminowa Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 13:22
          zaklętawmarmur napisała:

          "Myśle, że jednak gdyby to była kwestia rozstania to byłby w
          stanie zaakceptować moją niewierność, pod warunkiem, że nie
          rzucałaby się w oczy. Póki co nie mam potrzeby, żeby ryzykować:-)"

          czyli jakby miał do wyboru twoje odejście lub twoje zdradzanie- wybrałby zdradzanie? świadomie wybrałby "rogi"?

          a swoja drogą ty sama też masz o nim "ciekawe" zdanie...
          • zakletawmarmur Re: Refleksja nad "refleksją" 08.11.09, 13:48
            > a swoja drogą ty sama też masz o nim "ciekawe" zdanie...

            Dlaczego "ciekawe"?

            --
            Cała rozpiętość natury! Od Kreatora do kreatury.
          • zakletawmarmur Re: Refleksja nad "refleksją" 09.11.09, 09:46
            > czyli jakby miał do wyboru twoje odejście lub twoje zdradzanie-
            wybrałby zdradz
            > anie? świadomie wybrałby "rogi"?

            Tylko czy kiedy jest szczerość to można to nazwać zdradą? Mój facet
            jest dość honorowy więc łatwo zdrady by mi nie wybaczył. Jeśli
            jednak była by to kwestia przedstawienia sprawy wprost, bez
            oczekiwań to wydaje mi się, że przynajmniej spróbowałby. Jest to
            facet, który jest w stanie wiele w tych sprawach zaakceptować nie z
            powodu "poświęcenia" ale jego światopogląd jest dość nieprzeciętny.
            Nigdy nie zaakceptował by gdybym w próbowała go poniżać lub
            oszukiwała.
            Co dalej by z tego wynikło nie mam pojęcia. Mój facet nie jest typem
            zazdrośnika, nie jest też typem faceta, który w kobiecie
            widzi "swoje terytorium". Może jednak ta sytuacja by go przerosła.
            Tego wiedzieć nie mogę.
    • kapitandragan Re: Refleksja nad "refleksją" 09.11.09, 09:25
      Zgadzam sie z glamouros. Ludzie silni sami kończą, słabi czekaja na
      koniec. I to jest uniwersalna prawda. Uczciwe postawienie sprawy
      wzgledem partnera - niezbędne, ale czy skuteczne? Nie wiem. Zależy.
      Jeżeli partner jest zaangażowany w związek to trzeba baaardzo uważać
      na jego uczucia, ale jest nadzieja, że to nim wstrząsnie i cos sie
      zmieni. Ale jeżeli ktoś jerst z nami dla zaspokojenia własnych
      egoistycznych potrzeb (np materialnych) straszenie kochanką/
      kochankiem nic nie da. Dostarczy jedynie pretekstu do rozwodu i
      domagania sie świadczeń alimentacyjnych. Jedyne co zaboli takiego
      partnera to groźba odejścia , rozstania. Wtedy straci to na czymu
      najbardziej zależy. I przez pewien czas może sie poświęcić, ale
      diagnoza na dłuzj jest jedna - uciekać.
    • possessive Re: Refleksja nad "refleksją" 09.11.09, 10:48
      Nie wiem czy ma sens stawianie takiego ultimatum. Do seksu to raczej
      nikogo taki komunikat nie zachęci. Może jakaś zahukana żona, mająca
      piątkę dzieci i panicznie bojąca się, że utraci bankomat, pod
      wpływem zastraszenia zacznie wykonywać z obrzydzeniem jakieś
      mechaniczne ruchy frykcyjne ale seks przecież toto nie będzie. Każdy
      kto ma minimum niezależności i godności osobistej prędzej złapie
      focha i zacznie miotać obelgami niż się podporządkuje. Zmuszanie
      kogoś kijem lub straszenie ewentualnie inne manipulacje nie przełożą
      się na miłą atmosferę i fajny seks. Przecież czy ktoś złośliwie nam
      seks odbiera? Nie, najczęściej temu komuś się nie chce z nami tego
      robić.

      Z drugiej strony jeśli ktoś chce zdradzić rzeczywiście i informuje o
      tym partnera(choć to bardzo uczciwe i eleganckie)to robi z siebie
      kompletnego idiotę i daje komuś do ręki informację: zbieraj dowody
      do rozwodu z jego winy, albo umożliwia rozpuszczanie plot i inne
      formy mszczenia się, oczywiście taki partner poinformowany może
      odejść honorowo na wieść o seksie z kimś innym ale to rzadkie i
      niespotykane, prędzej będzie się odreagowywał taki i robił z siebie
      ofiarę a ty do końca życia przepraszaj :). Przypadek jeszcze
      rzadszy: związek otwarty. To się zdarza, ale też kończy się
      rozmaicie.

      Nie nie, dla mnie albo się panie kochany rozstajemy na serio, albo
      próbujemy po dobroci:))
    • justyna.ada Re: Refleksja nad "refleksją" 09.11.09, 10:51
      avide napisał:

      > Wszak skoro nie chcesz się bzykać możesz chociaż zrobić
      partnerowi "dobrze" roz
      > ładowując napięcie seksualne

      No tak, zgoda, ale jeśli partner zauważa że druga strona wprawdzie
      to czyni, ale nie ma w sumie chęci ani ognia, a bez zaangażowania
      drugiej strony to go zbytnio nie kręci bo to tak jakby kupował
      usługę? to problemu nie rozwiązuje...
      • efi-efi Re: Refleksja nad "refleksją" 09.11.09, 14:45
        > avide napisał:
        >
        > > Wszak skoro nie chcesz się bzykać możesz chociaż zrobić
        > partnerowi "dobrze" roz
        > > ładowując napięcie seksualne

        - gdyby to na mnie trafił taki koleś , to miałby tego seksu ile by chciał, tyle,
        że bez "uśmiechu". Takie odwalanie pańszczyzny. Ciekawe jak długo by go to
        rajcowało.
        Chyba, że usłyszałabym "kochanie , idę na miasto podupczyć bo ty robisz lada z
        ponurym wyrazem twarzy".
    • marek_gazeta Re: Refleksja nad "refleksją" 12.11.09, 13:09
      Nie widzę za bardzo, jak by to miało zadziałać (w sensie: kobieta zacznie być chętna - piszę z punktu widzenia faceta, któremu kobieta reglamentuje).

      Seks jest atrakcyjny wtedy, kiedy obie strony go pragną. Seks wymuszony w ten sposób nie da prawdziwej satysfakcji. Kobieta rozszerzy nogi i powie: "Rób swoje"? Jeśli jest ładna, to zrobię, ale po n-tym razie zauważę groteskowość sytuacji.

      Powody do reglamentacji seksu widzę następujące:

      - niższy popęd
      - utrata atrakcyjności faceta (chwilowa lub trwała)
      - chęć manipulacji (satysfakcja z seksu jest mimo wszystko niż korzyści, które kobieta może osiągnąć - potrafię to sobie wyobrazić)

      W dobrze funkcjonującym związku powinno się dążyć do kompromisu - jeśli różnice temperamentów są do pogodzenia, trzeba szukać "złotego środka" - czasami facet się obsłuży sam, a czasami kobieta się "nagnie" i zrobi mu dobrze, choć akurat jej do seksu nie ciągnie. Jeśli kobieta zupełnie utraciła ochotę na seks, może - chcąc np. zachować małżeństwo - zgodzić się na zaproponowane wyjście.

      Atrakcyjność czasami można przywrócić (np. facet po załamaniu życiowym zaczął pić i stoczył się w niechlujstwo, ale nie musi to być stan wieczny), a czasem nie. Groźby niewiele tutaj pomogą.

      W przypadku ostatnim mamy do czynienia ze źle funkcjonującym związkiem - w takiej sytuacji rzeczywiście postawienie sprawy na ostrzu noża mogłoby przynieść poprawę, ale nie sądzę, aby kobieta łatwo "oddała pole" - może się okazać, że seks będzie, ale ograniczony (np. tylko jedna pozycja, żadnego orala itp.), albo że kobieta rozpocznie walkę na innych polach. Jednym słowem, nie tędy droga. Facet, stwierdziwszy, że niegdyś chętna kobieta teraz mu odmawia (głowa ją boli itp.) powinien przyjrzeć się samemu sobie - czy się przypadkiem nie został "przesunięty w kierunku pantofla" - i zareagować odpowiednio, np. idąc za klasycznymi radami speców od związków damsko-męskich (DeAngelo itp.).
      • aandzia43 Re: Refleksja nad "refleksją" 12.11.09, 15:27
        . Fac
        > et, stwierdziwszy, że niegdyś chętna kobieta teraz mu odmawia
        (głowa ją boli it
        > p.) powinien przyjrzeć się samemu sobie - czy się przypadkiem nie
        został "przes
        > unięty w kierunku pantofla" - i zareagować odpowiednio, np. idąc za
        klasycznymi
        > radami speców od związków damsko-męskich (DeAngelo itp.).

        Tak, powinien przyjrzeć się sobie, czy przypadkiem nei zdziadział,
        nie zdurniał, nie zatrzymał się w rozwoju umysłowym. Czasem powinien
        się też powąchać. Bo jak się sobie nie przyjrzy (i nei powącha), a
        zacznie stosowac rady Anielskiego, to nikt nie zauważy tych jego
        śmiesznych fochów.

        A tak w ogóle to się zgadzam z resztą:-)
        • glamourous Re: Refleksja nad "refleksją" 12.11.09, 15:38
          aandzia43 napisała:

          > Czasem powinien się też powąchać. Bo jak się sobie nie przyjrzy (i nei powącha)
          (...)


          :-))
          Piekne, Aandzia !
    • paolo74 Z tym ręcznym to nie jest takie proste 13.11.09, 06:48
      Niektóre kobiety jeśli nie mają ochoty na seks, nie mają ochoty także na prace ręczne bo traktują je jak kontakt seksualny. W ogóle wiele rzeczy, które normalnie robi się podczas seksu, przy braku ochoty sprawia problemy. Ale zawsze można współuczestniczyć, leżeć obok przytulić się, poasystować choćby pozując. I obiecać, że następnym razem będzie normalnie. To pomaga.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka