Dodaj do ulubionych

po zdradzie

15.01.10, 15:57
Kiedyś wspominałam o tym, co mnie gnębi w innym wątku. Ponieważ sprawa nie
daje mi spokoju, zakładam nowy. Na tym forum, bo od dwóch miesięcy (kiedy to
zaczęłam Was czytać) i tak bardzo mi pomogliście... Otóż, jestem mężatką od
lat 27. Ślub wzięliśmy wcześnie (wielka miłość :) - jeszcze na studiach, w
wieku 21 lat. Ponad 2 miesiące temu dowiedziałam się, że od pięciu lat mąż -
do tej pory- jak sam o sobie powiedział: "wzorowy monogamista"- mnie zdradzał
z paniami wyszukanymi na portalach randkowych - zazwyczaj z mężatkami. On chce
być ze mną, ja chcę z nim być. Jest tylko (?) jeden problem: nie umiem sobie
sama z tym dać rady. Między nami jest ok, on się bardzo stara, ja nie mam
kłopotów z okazywaniem czułości. Mało tego: nasz seks jest tak dobry, jak nie
był nigdy! Ale chciałabym umieć naprawdę zamknąć to, co było, pogodzić się z
tym, nie mieć w nocy snów o TYCH paniach, nie czuć do nich nienawiści,
zapanować nad wyobraźnią, nie wpadać nagle w dziwaczne nastroje, znów wierzyć
mężowi, a nie zastanawiać się czy on naprawdę z tym skończył.
W gruncie rzeczy zdradę podejrzewałam od jakiegoś czasu; parę razy
przechwyciłam czułe smsy, dowiedziałam się, że "działa" na portalach
randkowych- głupio przyjmowałam jego tłumaczenia, że to tylko znajomości
wirtualne, wierzyłam w obietnice skończenia z tym.
Na jego usprawiedliwienie mam to, że pobraliśmy się bardzo wcześnie, mógł w
kryzysie wieku średniego zacząć marzyć o nowych , innych doznaniach. Na
dodatek sama podsunęłam mu pierwszą kochankę; byłam świadkiem
bezceremonialnych zalotów starszej od nas babki, znacznie brzydszej ode mnie,
która zachowywała się kuriozalnie: w obecności wielu ludzi i mojej też
nachalnie uwodziła męża - wtedy mnie to rozśmieszyło (trochę też wściekło) i
sama zwróciłam mu uwagę na tę panią. Co jeszcze może go usprawiedliwiać: odkąd
(także dzięki mojemu wsparciu) osiągnął bardzo wysoką pozycję, jego
atrakcyjnośc tak wzrosła, że panie same pchają się mu do łóżka. Okazji ma
naprawdę sporo - chyba trzeba mieć sporo siły woli, by na to nie reagować
(swoją drogą ciekawe czemu partnerek szukał w internecie; chciał w środowisku
też uchodzić za "nieskalanego?)
Obciąża go to, że nie walczył o dobry seks ze mną, nie powiedzial mi, na czym
mu zależy (w ostatnich latach seks był nieciekawy, on się nie starał, był mną
znudzony - składałam to na karb wieku). No i nie potrafię pogodzić się z tym,
że tak długo mnie oszukiwał, kłamał, planował te spotkania. Mnie lekceważył,
odpychał (teraz rozumiem pewne sytuacje), im pisał czułe maile, dzwonił. Czułe
słowa były adresowane gdzie indziej...
Ciekawe jest też to, że te panie nie były ładniejsze ode mnie. Ostatnia
(widziałam zdjęcie) to banał: blondynka bez wyrazu na krótkich nóżkach, ubrana
bez gustu. A jednak uznał ją za atrakcyjniejszą ode mnie...
Jak to wszystko sobie poukładać?
Obserwuj wątek
    • superprawda Re: po zdradzie 15.01.10, 16:26
      jesli tak bardzo lubisz cierpiec i sie zadreczac, to masz do tego
      prawo.
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 16:30
        Ojej, a tak bałam się, że Ty pierwszy się odezwiesz...
        • superprawda Re: po zdradzie 15.01.10, 16:37
          "Jesli nie ma problemu stworzmy go sobie"
        • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 16:44
          Ale jakby nie bylo nie napisal o zupie pomidorowej.

          Hmm, atrakcyjnosc fizyczna nie jest gwarancja na wiernosc, niestety.
          Nie szkodzi, ze maz najbardziej lubi tort ze smietany, od czasu do
          czasu ma ochote wsunac batonika albo wafelka. Mniej wiecej tak, to
          zawsze jakas odmiana. Moze po prostu chcial sprobowac tez z innymi a
          jak juz przelamal bariere i zdradzil Cie raz, potem poszlo jak z
          platka.
          Bardziej niz tych pan nienawidzilabym meza, bo one go raczej do
          seksu nie zmuszaly, byla to jego decyzja.
          5 lat mowisz? Hmm, to strasznie dlugo i jakos to nie byloby dla
          mnie. Moze po latch zmieniaja sie priorytety, nagle zalezy Ci na
          wiezi, ktora macie po tylu latach malzenstwa, milosc jest silniejsza
          od rozczarowania, nie wiem. Jakos nie moge sobie wyobrazic, zebym
          potrafila jeszcze z nim zyc.
          A powiedz dlaczego nagle po 5 latach zdradzania Ciebie doznal
          olsnienie? Wydalo sie, wykrylas, postawilas ultimatum?
          Nie wiem co Ci doradzic, dla mnie rzecz niewyobrazalna. Ja chyba z
          checi zemsty przespalabym sie z cala druzyna pilkarska, moze to by
          mi pomoglo. Chyba msciwa jestem.
          • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 16:48
            Aha, jeszcze jedno. Dlaczego zaczely sie jego romase, nie chcialas
            uprawiac seksu, brakowalo mu go w domu?
            • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:12
              Właśnie nie wiem, czemu się zaczęły. Ewidentnie brakowało mu czegoś. Teraz wiem,
              że marzył o seksie analnym - tylko ja o tym nie wiedziałam. O to mam żal: że nie
              powiedział, że nie zawalczył. W moim życiu był tylko on; razem uczyliśmy się seksu.
              On zawsze miał wielki temperament, ja mniejszy. Ale seks był regularny.
              Teraz - po długim czasie bylejakości - widzę, jak mogło być zawsze. Rozbudził
              mnie jak nigdy. Kochamy się więcej niż raz dziennie. To on się zmienił, w wyniku
              tego i ja. Mógł o to walczyć 5 lat temu zamiast szukać innych.
              • krzysztof-lis Re: po zdradzie 15.01.10, 19:24
                > On zawsze miał wielki temperament, ja mniejszy. Ale seks był
                > regularny.

                Regularny raz w miesiącu? To rzeczywiście masz się czym chwalić.
                • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 19:31
                  Nie dopowiadaj za mnie. Był znacznie częstszy. Skąd ta złośliwość?
                  • krzysztof-lis Re: po zdradzie 15.01.10, 19:52
                    > Nie dopowiadaj za mnie. Był znacznie częstszy. Skąd ta złośliwość?

                    To taki mój ficzer.

                    Chciałem tylko w ten cyniczny sposób zwrócić Ci uwagę, że nie skoncentrowałaś
                    się na tym, czy facet zaspokajał z Tobą swoje potrzeby. To, że seks jest
                    regularny, nic nie znaczy. Bo regularny może być i właśnie raz w miesiącu, a
                    nawet raz w roku.

                    Istotne raczej byłoby to, czy był (dość) częsty (jak na jego oczekiwania).
                    Znamienne zdaje mi się być to, że zwróciłaś uwagę tylko na regularność.
                    • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 23:30
                      Ewidentne jest, że seks ze mną nie zaspakajał jego potrzeb, skoro poszukał go
                      gdzie indziej. Te znajomości nastawione były tylko na seks. Czyli tu jest (był?)
                      problem. Wiem, że miałam zahamowania, blokady.
                      Szkoda, że nie mówił mi wprost, jasno o tym, czego mu brakuje, jak bardzo mu na
                      tym zależy.
                      • business3 Po co związek ze zdradą, albo zdrada bez związku? 16.01.10, 00:36
                        Po co związek ze zdradą, albo zdrada bez związku?


                        kwiatek2-1 napisała:

                        > Ewidentne jest, że seks ze mną nie zaspakajał jego potrzeb, skoro poszukał go
                        > gdzie indziej. Te znajomości nastawione były tylko na seks. Czyli tu jest (był?
                        > )
                        > problem. Wiem, że miałam zahamowania, blokady.
                        > Szkoda, że nie mówił mi wprost, jasno o tym, czego mu brakuje, jak bardzo mu na
                        > tym zależy.
                • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 19:31
                  Nie napisla jak czesto.
                  Zreszta to i tak idealne wyjscie jak facet chce wiecej a kobieta
                  troche mniej, wtedy koles ma wrazenie, ze goni kroliczka, ona
                  odmawia, on probuje. Jak jest odwrotnie czesto jest problem, facet
                  wygodnieje, strac sie nie musi, bo kobieta i tak ciagle gotowa i
                  chce czesciej niz on..
              • czarne_wino Re: po zdradzie 27.01.10, 18:21
                i ty myslisz,ze jak otrzymal ten seks analny to juz nie bedzie sie
                za innymi ogladal? opatrzy mu sie analny, bedzie chcial sprobowac w
                trojkacie itd. iwesz, problem wielu kobiet polega na tym,ze cale
                zycie tlumacza swoich mezow ze wszystkiego. a prawda jest zupelnie
                dla nas inna. jesli sie kogos kocha to nie widzi sie wokolo nikogo
                godnego uwagi. mowie sama po sobie.
                • glamourous Re: po zdradzie 27.01.10, 19:14
                  czarne_wino napisała:

                  > jesli sie kogos kocha to nie widzi sie wokolo nikogo
                  > godnego uwagi. mowie sama po sobie.

                  No wlasnie : mowisz "sama po sobie". Rzadko dotyczy to jednak innych. To typowe
                  podejscie kobiet, w dodatku rowniez nie wszystkich ;-P Od dawna walcze na tym
                  forum z wszelkim generalizowaniem - zwlaszcza w kwestii konstrukcji
                  emocjonalno-seksualnej. Nie dosc ze kazdy to odczuwa inaczej, to w dodatku nie
                  ma w przyrodzie takiej reguly, ze kocha = ma na oczach dozgonne klapki. Owszem,
                  naturalna hormonalna monogamia pojawia sie na samym poczatku zwiazku, w fazie
                  oczarowania, a to i tez nie u wszystkich. Zwlaszcza faceci maja tendencje do
                  kochania jednej, a mimo to ogladania sie za innymi. To wplyw ich poligamicznego
                  instynktu, pedu do rozsiewania genow. Ludzie to nie scisle monogamiczne wilki,
                  nie przypisujmy im wiec wyidealizowanych cech, bo "kochaja".

                  Inna sprawa, ze kiedy sie kogos kocha, to mozna w imie trwalosci zwiazku czy tez
                  innych idealow dochowac wiernosci. Na zasadzie "widze wokol inne smakowite kaski
                  plci przeciwnej, dostrzegam je i doceniam, ale nie daze do ich konsumpcji".
                  Taka wtorna forma monogamii jak najbardziej jest mozliwa. Ale w scisle klapki na
                  oczach oraz seksualnosc skierowana wylacznie na jedna jedyna partnerke -
                  zwlaszcza u facetow - po prostu nie wierze.
                • eudajmonika Re: po zdradzie 28.01.10, 10:53
                  czarne_wino napisała:

                  "jesli sie kogos kocha to nie widzi sie wokolo nikogo godnego uwagi."

                  No, to by było pięknie :-)
                  Ale (nie)stety, się widzi - wydaje mi się, że rzecz nie tym, że nagle od miłości
                  oślepniesz na całe piękno świata i jego różnorodność, ale że z miłości
                  postanawiasz się nie "rozpraszać".
                  Takie postanowienie można pielęgnować od początku związku, można też do niego
                  "dojść" po pouczających doświadczeniach - to do Kwiatka, jako promyk nadziei.
                  • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 28.01.10, 11:40
                    eudajmonika napisała:


                    > Takie postanowienie można pielęgnować od początku związku, można też do niego
                    > "dojść" po pouczających doświadczeniach - to do Kwiatka, jako promyk nadziei.
                    >
                    >

                    Dzięki :)
                    Ja tak miałam całe życie, mąż zrobił sobie przerwę na długie pięć lat. Przerwę?
                    - no właśnie...
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:06
            Masz rację: mnie też przeraża to, ile to trwało. Przypominam sobie wakacje,
            dobre chwile (które przecież też były) i nie potrafie zrozumieć, jak on to
            godził. Tym bardziej, że to był kiedyś prawy, szczery facet (i chcę wierzyć, że
            nadal w jakiś sposób taki jest).

            Wiem, że to jest (była) jego decyzja, ale ta ochota pań, które wiedziałay o jego
            rodzinie... - nie rozumiem ich. I normalnie jestem o nie zazdrosna- o
            wspomnienia o nich, jakie ma mój mąż.

            Jak się dowiedziałam? Pisałam, że tak naprawdę - gdzieś w głębi - czułam co się
            święci. I w połowie października jedna z nich znalazła mnie na Naszej Klasie.
            Mój niepokój wzrósł, zaczęłam szukać i znalazłam "tajną skrzynkę" męża. Oj,
            naczytałam się...! Chyba wolałabym nie znać treści tych maili - te słowa, te
            wiadomości prześladują mnie do dziś.

            Zależy mi na naszym związku. To tyle lat (przecież też niezłych) razem. 20 lat
            dobrych, 5 złych. I mam nadzieję, że tym razem się nie oszukuję, że może być
            jeszcze dobrze.

    • superprawda Re: po zdradzie 15.01.10, 16:38
      Szczerze, mysle, ze twoim prawdziwym problemem jest to ze lubisz
      cierpiec. Jest to dosc popularne w Polsce. Nie przejmuj sie.
      • business3 Już nie będzie dobrze (raczej...) 16.01.10, 00:37
        Już nie będzie dobrze (raczej...)


        superprawda napisał:

        > Szczerze, mysle, ze twoim prawdziwym problemem jest to ze lubisz
        > cierpiec. Jest to dosc popularne w Polsce. Nie przejmuj sie.
    • errare_humanum_est Re: po zdradzie 15.01.10, 16:43
      Dwa miesiące po odkryciu zdrady to moim zdaniem zdecydowanie za mało żeby móc sobie poukładać i przetrawić wszystkie emocje związane z odkryciem tak długo trwającej niewierności. Wszystko zależy od Twojego charakteru, od tego, jak podchodzisz do tej całej sytuacji, jak ciężko czujesz się zraniona, od Twojego poziomu nieufności wobec partnera, ale w moim odczuciu pół roku to jest MINIMUM żeby móc mówić o przemyślanym podejściu do całej sprawy i decyzjach powziętych na podstawie chłodnej kalkulacji a nie emocji które człowiekiem w tym momencie targają.
      Tak więc, myślę, będziesz musiała jeszcze się trochę z tymi jazdami, które akurat doskonale rozumiem, przemęczyć, o ile tak można to nazwać. Zawsze masz wyjście w postaci rozstania, ale uważam że taką decyzję trzeba podejmować na chłodno, po spokojnym rozważeniu wszystkich za i przeciw, w pełnej zgodzie z samym sobą a nie wtedy, gdy człowiekiem miotają tak silne negatywne emocje.
      • superprawda Re: po zdradzie 15.01.10, 16:50
        Co ty jej radzisz: " Zawsze masz wyjśc
        > ie w postaci rozstania, "

        chcesz jej zepsuc zycie?

        Facet jest bardzo wporzadku, faceci po prostu lubia zdradzac, to taki
        sport, bez znaczenia najczesciej.
        • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 16:57
          Ach, co Ty nie powiesz. A ciekawe jak zareagowalby on gdyby to ona
          go 5 lat walila po rogach.
          Po pierwsze nie wszyscy faceci lubia zdradzac a po drugie malzenstwo
          albo skakanie z kwiatka na kwiatek. Nie ma, ze mozna byc troche w
          ciazy.
          • chrrr Nie karmić - niech głoduje 15.01.10, 17:14
            Ja bardzo proszę... Za każdym razem jak widzę nick "superprawda", widzę przed
            oczyma zupę pomidorową. I od paru dni robi mi się na tę myśl niedobrze. A do tej
            pory bardzo mi smakowała. Wszyscy wiemy, jaką odpowiedź na każdy temat ma ten
            pan, więc bardzo ładnie proszę - nie karmić. Bardzo, bardzo, bardzo proszę.
            Naprawdę bardzo:)
            I przepraszam za te złośliwości, ale dzisiaj miałam na obiad... zupę pomidorową.
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:17
            kag73 napisała:

            > Ach, co Ty nie powiesz. A ciekawe jak zareagowalby on gdyby to ona
            > go 5 lat walila po rogach.

            Wiesz, że tu akurat nie mam złudzeń: nie potrafiłby mi wybaczyć...

            • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:23
              No to wiesz co, wybacz, jak dla mnie najnizsza polka, nie trawie
              czegos takiego.
              Moze mozna wybaczyc ale nie zapomniec, czy da sie z tym zyc?
              To pewnie zalezy od tego czy potrafisz to jakos
              mentalnie "przerobic". Chyba potrzeba tutaj czasu. I tak Cie
              podziwiam, bo ja to nawet nie wiem czy po tym wszystkim potrafilabym
              w ogole z nim sypiac. Na serio.
              • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:32
                Wiem, że to "najniższa półka". Wiem, że to banał. I banalność tego, niskość mnie
                przeraża. Chcę zrozumieć, jakoś się z tym pogodzić.
                I sama jestem zaskoczona, że nie tylko potrafię z nim sypiać, ale na dodatek
                akurat tu jest tak dobrze, Wtedy potrafię zapomnieć o tych paniach. Pierwszy raz
                poszliśmy do łóżka ,gdy jeszcze myślałam, że nie mam innego wyjścia i będziemy
                musieli się rozstać. I pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i zażądałam, by
                pokazał mi, czego się od nich nauczył. Dał z siebie wszystko i ...odleciałam.
              • business3 Partnerskie równouprawnienie, czy masochizm??? 16.01.10, 00:40
                Partnerskie równouprawnienie, czy masochizm???


                kag73 napisała:

                > No to wiesz co, wybacz, jak dla mnie najnizsza polka, nie trawie
                > czegos takiego.
                > Moze mozna wybaczyc ale nie zapomniec, czy da sie z tym zyc?
                > To pewnie zalezy od tego czy potrafisz to jakos
                > mentalnie "przerobic". Chyba potrzeba tutaj czasu. I tak Cie
                > podziwiam, bo ja to nawet nie wiem czy po tym wszystkim potrafilabym
                > w ogole z nim sypiac. Na serio.
                • wumal Re: Partnerskie równouprawnienie, czy masochizm?? 24.01.10, 06:53
                  coz, masochizm to jedno a zainwestowanie w zycie z prostakiem to
                  drugie, to wszystko na ten temat, sama tak mam i nie chodzi wybitnie
                  o sex tylko o uznawanie jego wartosci calkiem odleglych od moich,
                  potem musimy sie znizac to uznawania ich za swoje bo zakompleksiony
                  pan i wladaca oczekuje tego od nas
          • superprawda Re: po zdradzie 16.01.10, 12:09
            Alez to bez znaczenia! to tylko sex, czym sie przejmowac!
            A niech skocza sobie w bok raz na jakis czas, to odswiezy ich zwiazek.
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:15
        Masz rację, może zbyt szybko chcę, by wszystko się poukładało. Złości mnie, że
        ja sama się męczę. W domu jest ok, trzymam formę, chyba już wiem czego chcę -
        tylko we mnie wciąż burza :(
        • superprawda Re: po zdradzie 16.01.10, 12:10
          Kwiatku, to znaczy ze masz jakis problem emocjonalny po prostu.
      • business3 A dzieci macie? Jak nie-to facet good bye!!! 16.01.10, 00:38
        A dzieci macie? Jak nie-to facet good bye!!!


        errare_humanum_est napisał:

        > Dwa miesiące po odkryciu zdrady to moim zdaniem zdecydowanie za mało żeby móc s
        > obie poukładać i przetrawić wszystkie emocje związane z odkryciem tak długo trw
        > ającej niewierności. Wszystko zależy od Twojego charakteru, od tego, jak podcho
        > dzisz do tej całej sytuacji, jak ciężko czujesz się zraniona, od Twojego poziom
        > u nieufności wobec partnera, ale w moim odczuciu pół roku to jest MINIMUM żeby
        > móc mówić o przemyślanym podejściu do całej sprawy i decyzjach powziętych na po
        > dstawie chłodnej kalkulacji a nie emocji które człowiekiem w tym momencie targa
        > ją.
        > Tak więc, myślę, będziesz musiała jeszcze się trochę z tymi jazdami, które akur
        > at doskonale rozumiem, przemęczyć, o ile tak można to nazwać. Zawsze masz wyjśc
        > ie w postaci rozstania, ale uważam że taką decyzję trzeba podejmować na chłodno
        > , po spokojnym rozważeniu wszystkich za i przeciw, w pełnej zgodzie z samym sob
        > ą a nie wtedy, gdy człowiekiem miotają tak silne negatywne emocje.
    • eudajmonika Re: po zdradzie 15.01.10, 17:26
      Usprawiedliwienia, które przytaczasz są, wybacz bezpośredniość, śmieszne. Twoje
      wnioski - rzekome "stręczycielstwo" i wysoka pozycja męża - niczego nie
      wyjaśniają, a to oznacza, że niewiele poświęciliście czasu i trudu na poznanie
      prawdziwych powodów pięcioletniego "kawalerskiego" życia Twojego męża.
      Zamknięcie tego rozdziału to zrozumienie tego, co się stało w Waszym związku,
      kim jest Twój mąż teraz, kim jesteś Ty. Tego nie da się zastąpić świetnym seksem.


      - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
      • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:38
        Najgorsze jest to, ze on nie ulegal pokusie, to ON swiadomie szukal
        okazji i to przez piec lat.
        • eudajmonika Re: po zdradzie 15.01.10, 17:42
          Nie zgodzę się. Uważam, że najgorsza to jest błoga nieświadomość tej pary.
          Kwiatek niesłusznie od początku skupia się na "tych paniach", nie one są tutaj
          ważne.

          A zdrada to zdrada - szukana, czy "przypadkowa" oznacza deficyty w związku. Nie
          uważam, aby sam fakt szukania czegoś tej zdradzie przydawał.

          - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
          • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:52
            Nie zgodze sie, widze roznice czy komus potknie sie noga i/ albo
            ulegnie slabosci ze wzgledu na okolicznosci(raz), czy tez szuka
            okazji do pojscia w bok. Dla mnie to kolosalna roznica, jestem
            realistka, jestesmy tylko ludzmi, moze zdarzyc sie nam chwila
            slabosci.
            A panie nie maja tu nic do rzecy, to pan jest kawal sk..la.
            • eudajmonika Re: po zdradzie 15.01.10, 18:05
              "A panie nie maja tu nic do rzecy, to pan jest kawal sk..la."

              Co do pań - zgoda, problem w tym, że tak naprawdę nie wiemy, kim ten pan jest. Ja bym nie rzucała epitetami, bo może się okazać, że z pani też jest ziółko. Zastanawia mnie na przykład to, że ona przez 5 lat nie zorientowała się w światach równoległych męża. Dlaczego? Może nie zwracała na niego zbyt wiele uwagi? O czym to świadczy?
              Właśnie odświeżyłam ostatnio wątek Abduliana sprzed sześciu lat - bardzo pouczająca lektura. Teraz na forum wystarczy, że jedna strona załka, że jego partnera osacza koleżanka z pracy, albo, że mąż na prominentnym stanowisku magnetycznie działa na "te panie z internetu" i już wiemy, że to ta koleżanka to musi być zdzira a panie z internetu to rzecz jasna k*rwy, pan zaś "kawał sk..la".
              Nie popadając w krańcowy relatywizm warto się czasami zastanowić i nad drugą stroną medalu.
              - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
              • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 18:15
                Owszem, znamy jak w wiekszosci przypadkow, wersje jednej strony. Ja
                nigdzie nie napisalam, ze te panie to "ku..y". Z tego co wyczytalam,
                autorka uwierzyla mu kiedys na slowo, ze to tylko wirualne znajomosci
                (juz nawet nie moge sobie wyobrazic, zeby moj chlop mial takie tylko
                wirtualne znajomosci) nie weszyla dalej, bo mu ufala. Poza tym
                nazywa sie, ze jej nie powiedzial czego by sobie w zyciu seksualnym
                zyczyl, tylko zaraz poszukal gdzies indziej, trudno sie postarac i
                popracowac jezeli nawet sie nie wie o co drugiemu biega.
                • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 18:16
                  Aha, nie watpie, ze moze nawet podejrzenia miala, al po prostu
                  wierzyla w to w co chciala wierzyc, klasyka gatunku.
              • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 18:16
                eudajmonika napisała:

                > "A panie nie maja tu nic do rzecy, to pan jest kawal sk..la."
                >
                > Co do pań - zgoda, problem w tym, że tak naprawdę nie wiemy, kim ten pan jest.
                > Ja bym nie rzucała epitetami, bo może się okazać, że z pani też jest ziółko. Za
                > stanawia mnie na przykład to, że ona przez 5 lat nie zorientowała się w światac
                > h równoległych męża. Dlaczego? Może nie zwracała na niego zbyt wiele uwagi? O c
                > zym to świadczy?

                Zapewniam Cię, że nie zaniedbywałam męża. Pisałam już, że czułam, że coś się
                dzieje, sporo na to wskazywało, ale dowodów nie miałam. Trudno zrywać wieloletni
                związek na podstawie domysłów... Inna sprawa, że może nie chcialam dopuścić do
                siebie prawdy. Bałam się tego, co teraz przeżywam.
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:39
        Właśnie w tym problem: po tym wszystkim nie wiem, jaki jest mój mąż. Zburzyło mi
        to jego obraz. Nie wiem, jak on to godził, jakim cudem potrafił byc z nami (mamy
        3 dzieci) i spotykać się z innymi kobietami. Jak potrafił kłamać, jak radził
        sobie z wyrzutami sumienia. Nie wiem. Stąd ten wątek - szukam rozwiązań, odpowiedzi.
        • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 17:45
          Hmm, wyrzutow sumienia to on widocznie nie mial.
          Dreszczyk emocji byl dla niego bardzo poniecajacy widocznie. Moze o
          to musialabys zapytac jego, zreszta co to da. Dla mnie wazne, ze to
          robil a jak...wsjo rawno.
        • eudajmonika Re: po zdradzie 15.01.10, 17:46
          A, jeśli szukasz odpowiedzi, to chyba powinnaś pogadać z mężem. My nie wiemy,
          JAK on to robił.
          --
          Tak sobie myślę, że jak teraz uprawiacie ten cudowny seks i on myśli, że to
          nawet dobrze zrobił, bo teraz to jest dopiero fajnie, po latach tej mizerii
          nareszcie coś drgnęło i to dzięki jego eksploracjach pozamałżeńskich. Czyli w
          sumie OK. Zamiatamy sprawę pod dywanik.

          - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 18:11
            Rozmawiam z mężem. Tylko wciąż nie mam pewności czy jest tym razem ze mną
            naprawdę szczery; przecież może mówić mi to, co chcę usłyszeć. Kłamał tyle
            czasu, może kłamać i teraz. Ale chcę mu wierzyć- inaczej to nie będzie miało sensu.
            Gdy zakładałam wątek, nie liczyłam przecież, że odpowiecie mi za niego. Chciałam
            się wygadać, zrzucić to z siebie. Liczyłam też na męski punkt widzenia - są tu
            przecież faceci, którzy też zdradzali; czy potwierdzą, że można pogodzić miłość
            do żony z licznymi zdradami? Czy naprawdę można ze zdradami skończyć? Nie tęskni
            się za tym innym seksem?
            • anula36 Re: po zdradzie 15.01.10, 18:40
              Zawsze mozna liczyc na to ze sie za 10-15 lat wyszumi i znow zostanie wzorowym monogamista.
              A w miedzyczasie ubrac go w pas cnoty - dziewczyny tu wychwalaly ten wynalazek.
            • business3 To już nie jest "miłość do żony". To jest układ. 16.01.10, 00:47
              To już nie jest "miłość do żony". To jest układ. Nawet chory.


              kwiatek2-1 napisała:

              > Rozmawiam z mężem. Tylko wciąż nie mam pewności czy jest tym razem ze mną
              > naprawdę szczery; przecież może mówić mi to, co chcę usłyszeć. Kłamał tyle
              > czasu, może kłamać i teraz. Ale chcę mu wierzyć- inaczej to nie będzie miało se
              > nsu.
              > Gdy zakładałam wątek, nie liczyłam przecież, że odpowiecie mi za niego. Chciała
              > m
              > się wygadać, zrzucić to z siebie. Liczyłam też na męski punkt widzenia - są tu
              > przecież faceci, którzy też zdradzali; czy potwierdzą, że można pogodzić miłość
              > do żony z licznymi zdradami? Czy naprawdę można ze zdradami skończyć? Nie tęskn
              > i
              > się za tym innym seksem?
          • referee Re: po zdradzie 15.01.10, 18:43
            Kwiatku nie przejmuj sie.
            Nie,zebym chcial z meskiej lojalnosci bronic zachowania twojego
            meza,ale jestem przekonany,ze on ciebie bardzo kocha,tylko
            potrzebowal troche tych emocji po tylu latach malzenstwa.Przeciez 27
            lat to kupa czasu.Mi za 2 lata stuknie 20 lat malzenstwa,wiec jako
            facet moge powiedziec,ze sex potrzebuje urozmaicen,a my faceci
            badrzo szybko sie podniecamy i chcielibysmy od razu pobzykac jesli
            widzimy seksualny sens.
            Kiedys pisalem,ze dopuszczam tak zwane skoki w bok,jesli maja prawo
            do niej dwie strony i malzonkowie sa dojrzali zyciowo i
            tolerancyjnie.Sa kierowane tylko seksem a nie uczuciem i maja aspekt
            poznawczo-relaxowy.
            Warunek to wzajemne zaufanie i nowoczesne myslenie.
            Dlatego powtornie obronie seksu wirtualnego,ze spelnia on role
            wentylu bezpieczenstwa.
            U nas jest tak-ja wiem,ze zona "zdradza" mnie wirtualnie i zona
            wie,ze ja tez to robie. Nie oponuje,a wrecz przeciwnie cieszy
            mnie,ze moja kobieta jest zadna dodatkowych emocji,chociaz ma za
            soba prawie 18 lat malzenstwa, i bedac juz 36 latka,czyli
            kobieta,ktora wie czego chce w sexie.
            Co do realu to jest z tym roznie. I zauwazylem,ze nie ma co byc za
            szczerym.Jak kiedys powiedzialem zonie o moich przypadkowych
            potknieciach to byla i wsciekla i przybita.Stwierdzilem,ze lepiej
            tego nie robic.Niech juz tez sex wirtualny zostanie i mozliwosc na
            sex w trojkacie z dodatkowa kobieta albo nawet dwiema dodatkowymi.
            Zdrady w realu jako tako mi sie nie zdarzaja.Chyba ze jestem nieraz
            po jednym i w dobrym nastroju i sie nagle podniece.
            Tak mi sie wlasnie zdarzylo o czym pisalem juz tutaj-ale reguly gry
            byly ok.Kolezanka rozwodka i od lat solo sugerujaca bez przerwy,ze
            prace reczne to dla niej za malo.Ja zmasturbowalem ja,ona mnie.W
            efekcie stosunku dopochwowego nie bylo,co uwazam za potezny sukces
            bo juz bylo blisko.Nie bylo tez oralu,gdyz to nie tylko moja ale i
            mojej zony kolezanka i lojalnosc jest dla niej istotna.
            Pozniej pare razy mielismy sex via internet i telefon i to
            wszystko.To bylo w 2009 roku w realu. Wieksza wpadka,gdyz mialem
            wyrzuty sumienia,zdarzyla mi sie jak dalem sie wyciagnac na dwa dni
            w plener z kumplami na rybki.Jednego wieczoru wyladowalismy w
            knajpie,pozniej dyskotece a pozniej mialem kilkugodzinny sex z 27
            letnia dziewczyna,co dla mnie jako 41 latka bylo fantastycznym
            przezyciem.
            Jedynym plusem tego potkniecia,to motywacja to pozostawanie w
            doskonalej formie fizycznej i po raz kolejny doznanie,ze dziewczyny
            niedzy 20-30 przepadaja za facetami po 40 tsce.
            A takze swiadomosc,ze lepiej tego nie robic i nie miec kaca
            mnoralnego.
            Po proszu lepiej jak sie juz czlowiek podnieci,to sie szybko nawet 2-
            3 razy pod rzad zonaniozowac,jak to sie mowi do oporu, i nie
            zdradzac albo ostatecznie dac sie zoanizowac lasce,ktora
            podnieca,jesli tego chce-ale wtedy sytuacja moze bez gadania wypasc
            z pod kontroli.
            Nawet zastanawialem sie,czy nie przyznac sie zonie do tego,ale
            miedzyczasie doszlo do jej masturbacji z inna kolezanka w saunie,to
            mialem juz spokojne sumienie-bo sobie pomyslalem,ze to przeciez tez
            real,tez masturbacja.A po drugie to mnie ucieszylo,ze masturbowala
            sie z kobieta a nie facetem(chociaz tez nie mialbym nic przeciwko
            jakby nie bylo dopochwowo) i ze rokuje to super perspektywy na
            trojkat albo czworokat z kobietami.

            Kwiatku nie chce cie za sztucznie pocieszac,ale moze jakims plusem
            tego postepowania twojego meza jest to ze rozbuduje to jeszcze
            bardziej wasze zycie seksulne.
            • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 19:01
              referee, dzięki :)
            • kag73 Re: po zdradzie 15.01.10, 19:23
              No i tutaj sie usmialam i sobie przypomnialam "jak nie wsadzil, to
              nie zdradzil", no tak, dopochwowo nie bylo. A dla mnie wzajemna
              masturbacja to jak najbardziej seks. Szczegol.
              Ty lepeij zonie o swojej przygodzie nie opowiadaj, po co.
              Widze jednak roznice miedzy Twoim przypadkiem a przypadkiem autorki
              watku. On ja zdradzal cale lata i jej pozycie seksualne z mezem na
              tym cierpialo, czyli raczej ubogaceniu to nie sluzylo. Czule slowka
              byly dla innych, dla zony raczej gburowaty maz.
              Fakt teraz ona "odlatuje", chlop widac czasu nie marnowal, sporo sie
              nauczyl, gdyby go nie przylapala, uczylby sie pewnie do teraz a ja
              traktowal jak zlo konieczne.
              Ale kto wie, ludzie sie zmieniaja. Moze sie wyszalal i teraz juz
              bedzie grzeczny, a jak nie, to moze znow sie czegos nowego nauczy a
              potem pokaze zonie. Fakte mozna bylo tez nauczyc sie czegos nowego
              we dwoje, ale na to widocznie nie wpadl.
              I z cala pewnosci ja bardzo kocha, chcial tylko emocji, szkoda
              tylko, ze (w przeciwienstwie do Ciebie, referee) zonie by takich
              eskapad nie wybaczyl. Noz, k..wa, noz mi sie w kieszni otwiera jak
              czytam o takich kochajacych mezach.

              • burana45 Re: po zdradzie 19.01.10, 11:46
                kag - prztyłączam sie do towjego szyderzcego smiechu
                ty wiesz dlaczego :)

                a ten tu cos farmazoni , o czym ....? aha o lojalności ... ?

                pusty smeich ogrania na takich poprańców,
            • business3 referee daje po bandzie. Zaprzeczać, zaprzeczać, z 16.01.10, 00:54
              referee daje po bandzie. Zaprzeczać, zaprzeczać, zaprzeczać-to najlepsza dewiza,
              jak się robi skoki w bok. Swoją drogą - muszę mu przyznać plusa za taki dogłębny
              ekshibicjonizm emocjonalny - to budzi respekt, prawdziwy z ciebie Braveheart.
              Jak patrzysz żonie w oczy???
        • business3 Masz 3 dzieci? To duuuży problem! Dobro dzieci czę 16.01.10, 00:45
          Masz 3 dzieci? To duuuży problem! Dobro dzieci często trzyma "małżonków" w
          beznadziejnych sytuacjach, niestety...


          kwiatek2-1 napisała:

          > Właśnie w tym problem: po tym wszystkim nie wiem, jaki jest mój mąż. Zburzyło m
          > i
          > to jego obraz. Nie wiem, jak on to godził, jakim cudem potrafił byc z nami (mam
          > y
          > 3 dzieci) i spotykać się z innymi kobietami. Jak potrafił kłamać, jak radził
          > sobie z wyrzutami sumienia. Nie wiem. Stąd ten wątek - szukam rozwiązań, odpowi
          > edzi.
          • kag73 Re: Masz 3 dzieci? To duuuży problem! Dobro dziec 16.01.10, 00:58
            dzieci przypuszczam juz duzawe, bo oni sa 27 lat malzenstwem. Wiec
            nie ta wymowka.
    • ciezka_cholera Re: po zdradzie 15.01.10, 20:08
      Kwiatku,
      coz, wychodzi na to, ze jestem niesamowicie malostkowa, ale dla mnie bardzo
      istotnym elementem procesu wybaczania jest zadoscuczynienie. I nie mam tu na
      mysli zwyklego "przepraszam", mam na mysli cos, co pozwoliloby mi choc czesciowo
      odzyskac wiare w siebie i poczucie, ze moj maz tez cos waznego poswiecil, zeby
      ze mna byc. Osobiscie, gdyby maz wywinal mi taki nr, zostawilabym mu dzieci i
      udala sie na dwa miesiace wakacji - oznajmiajac przy tym, ze chwilowo wypisuje
      sie z umowy na wylacznosc, jego zas, jesli chce ze mna byc, nadal ona
      obowiazuje. To czy rzeczywiscie bym sie zrewanzowala, jest mocno watpliwe, nie
      sadze, zebym tuz po jego zdradzie byla w nastroju do nawiazywania goracych
      romansow, choc wcale tego nie wykluczam, ale mi osobiscie potrzebne byloby takie
      symboliczne wyrownanie rachunkow, latwiem mi wtedy przychodzi wybaczanie. Jesli
      moj maz po takiej deklaracji uznalby, ze on wcale nie chce ze mna byc, bo nie
      jest w stanie zdzierzyc, ze ktos obcy mnie puknie, to nie umialabym mu wybaczyc
      na pewno - symetrycznosc relacji wazna rzecz.
      Daj sobie czas i prawo do uczuc, tych negatywnych tez. Wcale nie musisz lubic
      "tych kobiet", wiklajac sie w romans z zonatym mezczyzna na pewno sie z tym
      liczyly. Gniew i zlosc na kochanki meza sa naturalnymi uczuciami i zupelnie nie
      widze powodu, zeby je wypierac.
      Pozdrawiam i zycze powodzenia.
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 15.01.10, 22:03
        Dzięki za ciepłe słowa.
        Mąż naprawdę się stara. Jest teraz jak za dawnych, dobrych czasów.
        Zemsta w postaci zdrady chodziła mi po głowie - wiem, że ma teraz "wolną rękę" -
        z tym akurat nawet on się zgadza (pisząc o tym, ze on zdrady by mi nie wybaczył,
        myślałam o sytuacji - hipotetycznej - sprzed tych pięciu lat: on jest mi wierny,
        a ja wycinam mu taki numer). Ale nie wiem czy byłabym do tego zdolna i chyba nie
        mam ochoty sprawdzać.
        A "tych kobiet" po prostu nie da się lubić - może z czasem mi zobojętnieją...Ale
        to też nie jest tak, że koncentruję się na nich i pałam nienawiścią.
    • business3 Wywal go na zbity pysk! Jak tak można??? 16.01.10, 00:32
      Wywal go na zbity pysk! Jak tak można???
    • mujer_bonita Re: po zdradzie 16.01.10, 00:46
      Tiaaa... kolejny biedny miś i te 'złe panie'. Czy kobiety kiedykolwiek zmądrzeją?
      • kag73 Re: po zdradzie 16.01.10, 01:00
        mujer_bonita napisała:

        > Tiaaa... kolejny biedny miś i te 'złe panie'. Czy kobiety
        kiedykolwiek zmądrzej
        > ą?

        Nie, chyba nigdy. Ale jakos sie pocieszac musi i na kogos zwlaic
        wine i nienawisc, bo na mezu nadal jej zalezy. Kobieta "ofiara"
        jest, czesto.
        • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 16.01.10, 11:25
          Łatwo jest dawać rady "wywal go" (sama taką dałabym 5 lat temu). Trudniej
          przekreślić 27 lat wspólnego życia.
          Nie robię z siebie ofiary - dlatego właśnie założyłam ten wątek - by lepiej
          zrozumieć to, co się stało.
          Tak, męża nadal kocham, choć jestem zawiedziona, choć pokazał mi drugie oblicze.
          Widzę jednak też jego zalety, dobrze mi z nim.
          Dzieci są duże - i co? myślicie, że nie przeżywałyby naszego rozstania?
          Nie zwalam całej winy na "te panie". Ale mam je lubić i szanować? Myślę , ze
          niechęć do nich, zazdrość są naturalnymi uczuciami - mam je wypierać? Jeśli ktoś
          decyduje się zostać kochanką żonatego mężczyzny nie liczy chyba na sympatię i
          szacunek jego żony?
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 16.01.10, 11:48
            I jeszcze jedno: tyle na tym forum okazujecie zrozumienia dla osób, które
            oświadczają, że szukają/mają kochanka. A tu dominują rady, oceny potępiające -
            jednoznacznie i kategorycznie.
            • superprawda Re: po zdradzie 16.01.10, 12:13
              Zdrady byly i beda dlatego ze leza w naturze czlowieka. Czlowiek nie
              jest zwierzeciem monogamicznym. Monogamia zostala narzucona przez
              kulture, a nasza natura toczy nieustanna walke z kultura i czesto
              najsilniejsze jednostki potrafia pokonac narzucone kulturowo
              ograniczenia.

              Z drugiej strony nie sadze, zeby twojemu mezowi zalezalo na
              czymkolwiek oprocz spuszczenia nadmiaru surowki. Wrecz powinnas go
              zachecac by to zrobil raz na jakis czas!
            • kag73 Re: po zdradzie 16.01.10, 13:10
              Rady na forum bywaja rozne, zaleznie od przypadku i okolicznosci.
              Superprawda kazdemu doradza skoki w boku.
              U Ciebie jest przypadek na ktory ja osobiscie nie mam wytlumaczenia.
              Oczywiscie doradze Drobince kochanka, bo 10 lat nie miala seksu z
              mezem i on nie chce nic zmienic. U Ciebie widze to troche inaczej.
              Najbardziej przeszkadza mi, abstrahujac od lajdackich 5 lat
              oszukiwania, ze Twoj maz sam nie wybaczylby Ci zdrady. Moze i by
              wybaczyl, ale teoretycznie nie. Za to nalezysz chyba do kobiet,
              ktore tak bardzo kochaja i w dodatku o tym zapewniaja i nigdy ale
              nigdy nie zdradzilyby meza, czego pewnie nie omieszkalas mu
              powiedziec.
              Napialas tutaj, ludzie pisza co maja do powiedzenia i jak to widza.
              To Twoj maz, Twoj zwiazek, Twoja decyzja. Skoro nadal kochasz meza i
              chcesz z nim byc, to z nim badz, po prostu.
              Ja, na Twoim miejscu, zastosowalabym rade ciezkiej_cholery(patrz
              post wyzej), ale Ty nie potrafisz. I tutaj jest problem, jak dla
              mnie jestes za "miekka", bo Twoj maz, za przeproszeniem gnojek,
              powinien odczuc to na wlasnej skorze, wtedy zaczynacie od nowa, to
              sa konkretne konsekwencje, po takim czym albo odechce mu sie na
              zwasze zdrad, albo nie bedzie chcial z Toba byc, albo macie po rowno
              a jak bedziecie chcieli, to mozecie i za rada superprawdy bzykac z
              innymi dla ozywienia zwiazku. Tak to widze, ale nie trawie tego
              plakania w rekaw i bycia nadal ta "swieta", kochajaca zona, , ktora
              wybaczy cokolwiek by sie nie stalo, bo kocha i nie przekresli 27
              lat, bo takiej to jednak mozna podskoczyc. Dla Twojego meza byl to
              TYLKO seks, ale dlaczego zaluje go Tobie, przeciez dla Ciebie tez
              bylby to TYLKO seks. No chyba nie z milosci do Ciebie?!
              • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 16.01.10, 14:18
                Masz, kag bardzo dużo racji. Jestem zbyt miękka, jestem bardzo otwarta, mąż wie,
                że może mi ufać. I za to chyba zapłaciłam tymi 5 latami - on wyczuł, że może
                sobie na to pozwolić. Sama juz doszłam do wniosku, że znacznie lepiej byłoby dla
                mnie, gdybym była twardsza. Stąd też moja złość na tamte kobiety - one są
                bardziej egoistyczne, biorą z życia co się da, mają męża i kochanków, kasę, brak
                skrupułów - zawsze uważałam, że warto być przyzwoitym, teraz się zastanawiam...

                Teraz też boję się, że za szybko wybaczyłam; czy on to doceni czy uzna za
                przyzwolenie na dalsze ekscesy? Chcę wierzyć, że to pierwsze. Naprawdę dużo
                wysiłku wkładam w to, by naprawdę przebaczyć, choć w części zrozumieć i znów móc
                mu ufać - nie chciałabym za to dostać następnego kopa i stwierdzić, że
                niepotrzebnie ratowałam nasz związek.
                • superprawda Re: po zdradzie 16.01.10, 14:48
                  NO tak, moglas mu i sobie juz zatruc zycie od razu 5 lat temu, teraz
                  bylibyscie juz pewnie rozwiedzni.
                • chrrr Re: po zdradzie 16.01.10, 14:58
                  >Naprawdę dużo
                  > wysiłku wkładam w to, by naprawdę przebaczyć, choć w części rozumieć >i znów móc
                  > mu ufać - nie chciałabym za to dostać następnego kopa i stwierdzić, >że
                  > niepotrzebnie ratowałam nasz związek.

                  Wiesz, te słowa dla mnie źle brzmią. Zwłaszcza, że jak sama przyznajesz jesteś
                  trochę zbyt "miękka" i że mąż wyczuł, że może sobie pozwolić, bo przecież
                  wybaczysz, bo tak bardzo go kochasz... Napisałaś, że masz żal, że nie mówił Ci,
                  że czegoś mu brakowało. I słusznie. Nawet nie próbował rozwiązać tego problemu,
                  tylko przez 5 lat bawił się świetnie po za małżeństwem. Dla mnie to chamstwo w
                  najczystszej postaci. Zwłaszcza jak się weźmie pod uwagę jego obecne
                  usprawiedliwienia. A Ty teraz starasz się to zrozumieć... Moim zdaniem przy
                  takim postępowaniu Twój mąż niedługo znowu zdradzi. I to nie raz. Przyznajesz,
                  że Twoim błędem było bycie zbyt miłą i najprawdopodobniej było to jedną z
                  ważniejszych przyczyn jego zdrad. Znaczy się ten konkretny facet nie docenia
                  takich rzeczy. Tylko go ośmiela do wyskoków. A co teraz robisz? Jesteś jeszcze
                  milsza i jeszcze bardziej wyrozumiała, ba! starasz się zrozumieć. Nie oczekuj,
                  że on to doceni. Ta strategia Cię zawiodła, nie możesz się jej dłużej trzymać.
                  Kto to zaproponował wyrównanie rachunków, ciężka cholera? Może to jest lepsza
                  alternatywa? Jeżeli chcesz uratować ten związek, to musisz sprawić, żeby mąż Cię
                  zaczął z powrotem szanować. Bo bardzo przepraszam, ale 5-cio letnie zdrady, brak
                  chęci choćby wyartykułowania swoich potrzeb, a potem usprawiedliwianie się nie
                  spełnieniem tych potrzeb bardzo wyraźnie pokazują, jak bardzo wlazł Ci na głowę.
                  • glamourous Re: po zdradzie 16.01.10, 16:00
                    Zgadzam sie. "Mile" zony sa zdradzane, potem wspanialomyslnie wybaczaja i
                    błędnie sądzą, ze zostaly zdradzone bo nie byly widocznie dosc mile. A wiec
                    dokladaja staran, zeby byc jeszcze milsze. Gdy tymczasem to dziala dokladnie w
                    odwrotna strone, bo faceci maja zwyczaj wlasnie takich "zbyt milych" nie
                    doceniac. Jednak z perspektywy moich doswiadczen widze, ze bezsprzecznie pewna
                    zolzowatosc tudziez emocjonalna niezaleznosc bardziej kobiecie poplacaja.
                    Uwazam, ze szybkim i zbyt latwym wybaczeniem oraz ponownym zaufaniem Kwiatek
                    kreci sobie sama na siebie sznur ponownej zdrady meza. Bo z czego jej maz ma
                    niby czerpac na przyszlosc swoja motywacje, zeby zrezygnowac z podniecajacych w
                    koncu zdrad i tej wciagajacej, odswiezajacej adrenaliny poznawania innych
                    kobiet, skoro te 5 lat lajdaczenia sie tak niewiele go kosztowalo???

                    Kara niewspolmierna do winy nie daje odpowiednio mocnego resocjalizujacego kopa,
                    niestety - i jest to prawda uniwersalna. Kwiatku, przemysl to, zanim znowu
                    obudzisz sie z reka w nocniku. Twoj maz powinien bardziej dotkliwie odczuc, jak
                    bardzo Cie zranil. Powinien wiedziec ze to nie przelewki, inaczej gdy tylko
                    sytuacja miedzy Wami sie troche ustabilizuje ZDRADZI ZNOWU!

                    PS. Pisze z autopsji, bo mam podobne doswiadczenia za soba. Tez kiedys zbyt
                    latwo i szybko wybaczylam komus zdrade. I recydywa nastapila, a jakze!
                    • chrrr Re: po zdradzie 16.01.10, 16:08
                      Jeszcze jedna sprawa, którą poruszyła glamourous. Nuda vs adrenalina i przygoda.
                      Twój mąż szuka drugiego, a Ty będąc kochaną i cacaną uparcie serwujesz mu
                      pierwsze. To kolejny argument za tym, że bycie "zołzą" to lepsze i zdrowsze
                      podejście do związku i mężczyzny. Delikatna, ale za to stała niepewność,
                      niejednostajność, niewielkie, ale nierzadkie zmiany, a przede wszystkim szacunek
                      do kobiety i wiedza, że ona nie da sobie wejść na głowę naprawdę wnoszą do
                      związku wiele dobrego. Przede wszystkim dużo dają kobiecie - uniezależniają ją w
                      pewnym sensie emocjonalnie od faceta, sprawiają, że czuje się ona pewniejsza
                      siebie. Troszkę Ci tego brakuje:) Zrób to dla siebie.
                    • aandzia43 Re: po zdradzie 16.01.10, 19:15
                      > Uwazam, ze szybkim i zbyt latwym wybaczeniem oraz ponownym
                      zaufaniem Kwiatek
                      > kreci sobie sama na siebie sznur ponownej zdrady meza. Bo z czego
                      jej maz ma
                      > niby czerpac na przyszlosc swoja motywacje, zeby zrezygnowac z
                      podniecajacych w
                      > koncu zdrad i tej wciagajacej, odswiezajacej adrenaliny poznawania
                      innych
                      > kobiet, skoro te 5 lat lajdaczenia sie tak niewiele go
                      kosztowalo???

                      No i właściwie na tym można by skończyć. Zdradzał i zdradzać pewnie
                      będzie dalej. Upiekło mu się, więc nie ma potrzeby wyciągać
                      wniosków, zmieniać się, wszczynać pracy nad związkiem i takie tam
                      inne smęty. A ciepła, fajna i świetnie wkomponowana w całokształt
                      życiowych interesów żonka jest na swoim miejscu, w zasięgi ręki i
                      nie podskoczy. Bo buntu nie wkomponowanego w swoją naturę.
                • kag73 Re: po zdradzie 16.01.10, 17:31
                  No wlasnie tak mi sie cisnienie podnosi jak czytam twoje posty.
                  Wiesz w czym tkwi problem, to to zmien.
                  Bo jezeli to tak na chlodno przeanalizowac facetowi sie oplacalo.
                  Kur..il sie 5 lat, sporo przygod i emocji, zona prala skrapetki i
                  gotowala obiadki sama przy tym zadawalajacych relacji z nim nie
                  majac. Teraz troche poplakala, pogderala, nie jest zle, chlopy
                  przyzwyczajone, ze baby czasem troche pojazgaja, czasem nawet
                  potrafia sie wylaczyc i nie sluchac. On zaserwowal dobry seks no i
                  zona mu wybaczyla. Zyc nie umierac. Hulaj duszo piekla nie
                  ma.Zobaczymy co jeszcze przyniesie zycie.
                  Ty 27 lat razem nie skreslisz, ze on by skreslil, niewykluczone.
                • herbatka.jasminowa kwiatek21 napisała: 16.01.10, 22:17

                  "Naprawdę dużo
                  > wysiłku wkładam w to, by naprawdę przebaczyć, choć w części zrozumieć i znów mó
                  > c
                  > mu ufać - nie chciałabym za to dostać następnego kopa i stwierdzić, że
                  > niepotrzebnie ratowałam nasz związek."

                  w innym wątku piszesz:

                  Re: Panowia do Was i o Was
                  Autor: kwiatek2-1 23.12.09, 10:54

                  Dołączam się do prośby; chciałabym zaskoczyć czymś męża (tego samego od 26 lat
                  :), pokazać mu się od innej strony, urozmaicić nasz seks - Wasze sugestie mogą w
                  tym pomóc."

                  czyli można zrozumieć, że zdrady męża wcale cię nie zaskoczyły, nie upokorzyły, bo seks kwitnie między wami.
                  Jak na dojrzałą kobietę łatwo przychodzi ci pogodzenie się z tą sytuacją.
                  • kag73 Re: kwiatek21 napisała: 17.01.10, 00:38
                    Nie, herbatka, Ty nic nie rozumiesz. Ona mu wybaczyla i teraz bedzie
                    sie starac, bo chce ratowac ich zwiazek. Jezeli chodzi o niego, to
                    wystarczy, ze jest i obiecal poprawe.
                    A poniewaz ona chce zapobiec dlaszym zdradom, chce mu
                    zaserwowac "odlotowy" seks.
                    • herbatka.jasminowa Re: kwiatek21 napisała: 17.01.10, 10:23
                      kag napisała:"Nie, herbatka, Ty nic nie rozumiesz. Ona mu wybaczyla i teraz bedzie
                      sie starac, bo chce ratowac ich zwiazek. Jezeli chodzi o niego, to
                      wystarczy, ze jest i obiecal poprawe.
                      A poniewaz ona chce zapobiec dlaszym zdradom, chce mu
                      zaserwowac "odlotowy" seks."

                      sorry kag, ale pytanie nie było skierowane do ciebie, wolałabym, żeby kwiatek sama odpowiedziała na moje pytanie.
                      • kwiatek2-1 Re: kwiatek21 napisała: 17.01.10, 12:02
                        herbatka.jasminowa napisała:
                        > sorry kag, ale pytanie nie było skierowane do ciebie, wolałabym, żeby kwiatek s
                        > ama odpowiedziała na moje pytanie.

                        Tak, kag ma rację. Chcę ratować nasz związek. Tylko to nie tak, że "wystarczy,
                        że on jest" - liczę, że on też da coś z siebie. Damy oboje.
          • szrama_z_szarm Re: po zdradzie 16.01.10, 16:35
            Malzenstwo, ponad 20 lat stazu, jedno dorosle juz dziecko. On od 15 lat w zyciorys
            wpisany ma trojkat a raczej wiele trojkatow, przygodnych i takich bardziej
            dlugotrwalych. Ona nigdy nie wiedziala na pewno choc podejrzewala. Obecnie on sie
            wyprowadzil. Najbardziej martwi go to, ze jesli zona ma dowody jego bujnego
            alternatywnego zycia- zechce wystapic o alimenty dla siebie.
            Zycie, czyz nie?
            Ktos-obojetnie, mezczyzna czy kobieta, zyjacy przez x lat w stanie ciaglego
            klamstwa-do stanu prawdomownosci male ma szanse wrocic. A to, ze nagle wasz
            seks stal sie super-nie musi oznaczac renesansu zwiazku. Bardziej odreagowanie
            (czy jak to nazwac) napiecia. Jakaz to ulga musi byc dla misia, ze zona nie wystawila
            rachunku i ze chwilowo nie ma potrzeby niczego ukrywac:)
    • marek_gazeta Re: po zdradzie 16.01.10, 20:35
      Niezłe.

      Facet od iluś lat robi bokami, a kobieta się zastanawia, "jak sobie z tym poradzić?". Najlepiej: udawać, że się nie dostrzega. Wszystko będzie pikuś-glancuś.
      • referee Re: po zdradzie 16.01.10, 21:23
        Faktycznie kag73 ma racje,piszac o braku demokratycznego podejscia
        malzonka kwiatka.Ja preferuje zasady demokratyczne tez w
        sexie.Dopuszczam a nawet pragne aby moja zona miala namietny sex z
        druga kobieta i dalej zabawiala sie ze soba w internecie.
        Nie rozumiem ciebie kag73,ze masturbacje traktujesz jako zdrade.
        Czyzbys byla staroswiecka kag73?

        Chcialbym cos wytlumaczyc.
        Jesli mam sie masturbowac sam,i jest po kielichu i nadarza sie
        spontanicznie sytuacja,ze jest kumpelka,ktora przez to ze jest
        rozwodke masturbuje sie na co dzien solo,to co w tym zlego zrobic to
        we dwoje.Stare przyslowie mowi, w grupie razniej.
        Przypominam,ze tylko raz robilismy to ja jej a ona mi.
        Pozniej tytulem experymentu byl jeszcze raz spontaniczny sex przez
        telefon i przez webcam parokrotnie-czyli juz osobno.
        Moglabys zdradzic tajemnice,czy jestes zwolenniczka masturbacji czy
        tez nie, i czy ja uskuteczniasz?Dziewczyno co w tym zlego,ze
        czlowiek masturbuje sie sam czy z kumpela,ktora to i tak bez przerwy
        podkresla,ze to robi i jest przeciez solo.
        Zdrowy facet w kilkuanstoletnim zwiazku malzenskim powinien moim
        zdaniem masturbowac sie minimum raz dziennie-solo albo z zaufana
        przyjaciolka(ale bez kwestii dopochwowych).
        Do tego pobzykac sie srednio raz dziennie z zona-na rozny sposob-
        wazne zeby byl orgazm obustronny i ejakulacja.
        Do tego dobrze jak taki gosc +40 ma sex wirtualny (webcam i tym
        podobne) powiedzmy raz w tygodniu
        I dobrze jak spontanicznie gdzies w wolnym czasie i plenerze,ogolnie
        relaxowo przezyje tak od czasu do czasu,ale bez wyrachowania,sex z
        jakas dziewczyna miedzy 23-30 lat,gdyz to go dopinguje do dalszej
        aktywnosci sexualnej,sportowej i ogolnie witalnosci zyciowej.

        Takie prawo nalezy sie w zwiazku malzenskim obu partnerom,ale
        podkresle w zwiazku co okolo 15-20 letnim,gdzie jest juz pewna
        stagnacja seksualno-zyciowa,dzieci w miare odchowane i te pare
        groszy przy tylku,jak to sie mowi.Wszystko musi byc robione z
        glowa,na luzie i tolerancja,wzajemnym zrozumieniu.

        • kag73 Re: po zdradzie 16.01.10, 21:48
          Refeere, nie wiem czy jestem staroswiecka, ale wiem, ze czasem z
          mezem wzajemnie sie masturbujemy i dla nas to jest seks. A logicznie
          do tego podchodzac, skoro zdrada nazywa sie seks z kims innym niz z
          wlasnym partnerem(bez jego zgody)to wzajemne masturbowanie sie z nie-
          partnerka jest zdrada. Uwazam to za rzecz bardzo intymna, podobnie
          jak kazdy inny rodzaj seksu, dla mnie wzajemnie sie masturbujac jest
          sie ze soba dosc intymnie.
          Poza tym nie ma chyba regul co i jak czesto i czy w ogole powinno
          sie robic w kilkunastoletnim zwiazku. Jest to kwestia osobistych
          upodoban/potrzeb i uzgodnien miedzy partnerami. Najwzniejsze, zeby
          miec na uwadze dobro i szczescie drugiej osoby.
          Zgadzam sie, ze w "starym" zwiazku do spraw seksu mozna i podchodzi
          sie inaczej niz w jest to na poczatku i przez pierwsze lata. Ludzi
          laczy bardzo wiele, przede wszystkim ufaja sobie. I tak jak
          napislaes:
          "Wszystko musi byc robione z
          > glowa,na luzie i tolerancja,wzajemnym zrozumieniu.
          • kag73 Re: po zdradzie 17.01.10, 00:42
            Aha, jeszccze jedno, Refeere, stanowczo nie naleze do osob, ktore
            preferuja masturbowanie w towarzystwie kolezanek czy kolegow, na
            zasadzie "w grupie razniej". Nigdy by mi cos takiego do glowy nie
            przyszlo.
            • urquhart Re: po zdradzie 17.01.10, 13:11
              kag73 napisała:

              > Aha, jeszccze jedno, Refeere, stanowczo nie naleze do osob, ktore
              > preferuja masturbowanie w towarzystwie kolezanek czy kolegow,

              A ja już myślałem Kag że coś mnie ominęło :)

              Postulaty Refeere ilości masturbacji i całej reszty dla facetów +40 mogłyby co niektórych z nich przerazić, niezły musi być z niego Kozak...
      • superprawda Re: po zdradzie 17.01.10, 02:37
        Wreszcie jakis glos rozsadku!

        Laska jest po prostu rozhisteryzowana. Za dobrze ma.
        Chcialaby Harlekina i jeczy ze jej zycie to nie harlekin...
        niesmaczne.
      • gardenersdog Re: po zdradzie 17.01.10, 03:57

        > Niezłe.
        >
        > Facet od iluś lat robi bokami, a kobieta się zastanawia, "jak sobie z tym porad
        > zić?". Najlepiej: udawać, że się nie dostrzega. Wszystko będzie pikuś-glancuś.


        Też uderzył mnie ten brak proporcji.
        Kobieta za zdradę/brak pożądania ze strony faceta obarcza w pierwszej kolejności
        siebie, szuka winy w sobie, przez co jej wina się "obiektywizuje", a pytanie
        "Dlaczego Pan jest bezkarny?" schodzi na plan dalszy.
        • gardenersdog Re: po zdradzie 17.01.10, 04:23
          ...albo nie pojawia się w ogóle. Wszak pytanie nr 2 brzmi:
          "Dlaczego ONE mi to zrobiły?"
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 17.01.10, 11:59
            Macie rację. Ostatnie Wasze wypowiedzi przeczytałam późnym wieczorem i poraziła
            mnie ich słuszność. Noc miałam z głowy. Uświadomiłam sobie, że podświadomie
            zakładałam,że Wasze wypowiedzi pomogą mi usprawiedliwić męża; założenie tego
            wątku miało mi służyć przekonaniu samej siebie, że to, co się stało nie jest
            takie straszne, jak ja to odczuwam.
            Ukazaliście mi, że znów popełniłam błąd tak szybko chcąc wybaczyć, biorąc część
            winy na siebie czy zrzucając ją na "te panie". Ale ten błąd już zrobiłam; teraz
            mogę tylko ufać, że mąż naprawdę chce się zmienić, że naprawdę mu na mnie
            zalezy. Przecież ludzie zmieniaja swe postępowanie nie tylko ze strachu, jak
            wytresowany pies, który czegoś nie robi, bo boi się kary... A jeśli w moim mężu
            nie ma tego dobra, które widzę (chcę widzieć), cóż - rozstaniemy się za pół
            roku, rok, dwa. Boleć bardziej niż teraz już chyba nie może.
            Ja wiem, że teraz mam wolną rękę; chodziło mi po głowie, że też mogę spróbować,
            jak to jest z innym mężczyzną. Kółko wielbicieli, którzy tylko czekają na mój
            znak, mam (niektórzy są bardzo interesujący:); do tej pory ich istnienie
            podbudowywało moją kobiecość - nigdy nawet nie przyszło mi do głowy, by z tego
            skorzystać. Pod wpływem ostatnich wydarzeń ta myśl się pojawiła. Ale nie chcę
            nic robić wbrew sobie; mścić się w ten sposób wydaje mi się bez sensu.
            Dziękuję Wam bardzo za wszystkie wypowiedzi. Daliście mi do myślenia - to dobrze.
      • magtomal Re: po zdradzie 17.01.10, 12:28
        marek_gazeta napisał:

        > Niezłe.
        >
        > Facet od iluś lat robi bokami, a kobieta się zastanawia, "jak sobie z tym porad
        > zić?". Najlepiej: udawać, że się nie dostrzega. Wszystko będzie pikuś-glancuś.
        >


        Jak mogłaby nie dostrzegać czegoś, o czym wiem?
        Jeśli chcę być z nim, jakoś muszę sobie z tym poradzić (zresztą, jakbym się
        rozstała, też musiałabym to zrobić)- to chyba oczywiste. Muszę to "przetrawić",
        uporządkować, przemyśleć.
        • vella84 Re: po zdradzie 17.01.10, 14:09
          Referee -hehehehe nie żle się uśmiałam ale tak na straszno z Twojego
          podejścia.. w ramach witalności i nabywania energii życiowej polecam
          sport;)
          do autorki wątku - po 1wsze -czy byłabyś gotowa się nim dzielić? -bo
          5lat zdrad to nie wiem czy on nie będzie dalej chciał tak żyć?
          po 2gie nawet jeśli będzie wierny to zastanów się dobrze czy Ty
          będziesz mu ufać? czy nie będziesz żyć w paranoji?
          może poradż się jakiegoś dobrego psychologa??? wybór należy do Ciebie
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 17.01.10, 15:23
            Nie, nie jestem gotowa się nim dzielić. Nie wyobrażam sobie takiego związku.
            On twierdzi, że nie będzie już zdrad. Że chce żyć inaczej. Mam wrażenie, że
            szczerze, ale przecież mogę się mylić. Poza tym czy tak będzie myślał za lat
            2,3? Czy nie zatęskni za ekscytującymi nowościami?

            Właśnie w tym problem czy potrafię mu zaufać. Na pewno nie chcę żyć w paranoi;
            sprawdzać, śledzić. Nie chcę też żyć w ciągłej niepewności.

            O psychologu myślałam; pewnie skorzystam.
            • superprawda Re: po zdradzie 17.01.10, 15:27
              Kwiatku, nie masz pojecia o naturze czlowieka. Pozwol, ze ci
              wyjasnie:

              > On twierdzi, że nie będzie już zdrad. Że chce żyć inaczej. Mam
              wrażenie, że
              > szczerze, ale przecież mogę się mylić.


              oczywisicie ze szczerze nie chce. Jestem pewien ze szczerze zaluje i
              nie chce. Ale bodziec to bodzic. Gdy bedzie okazja to zechce, bo to
              bedzie silniejsze od niego. I nie powinnas miec jemu tego za zle, ze
              postepuje zgodnie ze swoja natura.
              Te rady co dostalas, to godne sa harlekina, to rady dla idealnego
              swiata, a tymczasem zyejmy w swiecie z krwi i kosci.
              Powinnas troche poczytac b behawioryzmie, bo mam wrazenie, ze nie
              rozumiesz czym jest istota ludzka.
              • superprawda Re: po zdradzie 17.01.10, 15:28
                superprawda napisał:

                > Kwiatku, nie masz pojecia o naturze czlowieka. Pozwol, ze ci
                > wyjasnie:
                >
                > > On twierdzi, że nie będzie już zdrad. Że chce żyć inaczej. Mam
                > wrażenie, że
                > > szczerze, ale przecież mogę się mylić.
                >
                >
                > oczywisicie ze szczerze nie CHCE. CHCE!!!. Jestem pewien ze
                szczerze zaluje i
                > nie chce. Ale bodziec to bodzic. Gdy bedzie okazja to zechce, bo to
                > bedzie silniejsze od niego. I nie powinnas miec jemu tego za zle,
                ze
                > postepuje zgodnie ze swoja natura.
                > Te rady co dostalas, to godne sa harlekina, to rady dla idealnego
                > swiata, a tymczasem zyejmy w swiecie z krwi i kosci.
                > Powinnas troche poczytac b behawioryzmie, bo mam wrazenie, ze nie
                > rozumiesz czym jest istota ludzka.
                • superprawda Re: po zdradzie 17.01.10, 15:29
                  :-) przeprawszam.

                  wersja jest taka: OCZYWISCIE ZE SZCZERZE CHCE. CHCE BYC WIERNY
                  SZCZERZE.
              • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 18.01.10, 07:20
                superprawda napisał:


                > Powinnas troche poczytac b behawioryzmie, bo mam wrazenie, ze nie
                > rozumiesz czym jest istota ludzka.

                Czytałam...
                Człowiek tym m.in. różni się od zwierząt, że potrafi kierować swymi popędami. W
                moim mężu widzę nadal człowieka i liczę, że - jak zechce - to potrafi zachować
                się jak mężczyzna-człowiek nie jak samiec przy samicy w rui.
    • ciezka_cholera Re: po zdradzie 17.01.10, 16:50
      Bardzo pouczajaca jest lektura tego watku. Wynika z niej, ze

      1) osoba zdradzona ma moralny wrecz obowiazek ukarac dotkliwie wiarolomnego
      malzonka. Nie baczac na wlasny interes i uczucia powinna z nim zerwac. Strasznie
      to forumowiczow boli, ze sie chlopu upiecze, a ze przy okazji to moze byc
      najlepsze rozwiazanie dla autorki watku (ona sama jest chyba w stanie najlepiej
      to ocenic), to niewazne. Kanalia nie jest warta drugiej szansy i juz (to bardzo
      ciekawe jak niektorym poglady sie zmieniaja z watku na watek, gdzie ta
      wyrozumialosc dla planujacych zdrade?).

      2) osoba zdradzona nie powinna nawet napomknac o swojej niecheci do kochanek
      meza (ew kochankow zony). Tu z koleji powinna sie wykazac calymi pokladami
      wyrozumialosci i absolutnie zadnych pretensji miec nie moze. Wszak niczego jej
      nie obiecywaly i jej meza do niczego nie zmuszaly. To ze byly wobec niej
      nielojalne, jest faktem niegodnym odnotowania wobec przewiny meza. Caly jej
      gniew powinien sie na nim skupic i patrz punkt 1, o kochankach powinna zas
      myslec zyczliwie albo wcale (ciekawe jak ma to osiagnac i wlasciwie w jakim celu?).

      3) powinna tez wnikliwie przeanalizowac dotychczasowe pozycie. Niewykluczone, ze
      w ciagu 27 lat zwiazku, przez 18 minut byla niedysponowana, byc moze nie
      domyslila sie, ze maz pragnie dostac baty od dominy, albo przeciwnie, to on by
      chcial zonie spuscic manto, a moze, nie daj bog, przytylo jej sie 4 kg - to
      automatycznie uniewinnia zdrajce.

      Wychodzi na to, ze strasznie duzo wymagamy od zdradzonych mezow/zon. Moim
      zdaniem powinni oni po prostu zastanowic sie jaka decyzja bedzie dla NICH
      najlepsza i ostatnia rzecza jaka sie powinni kierowac jest pusta ambicja. 27
      wspolnie spedzonych lat to kupa czasu i ja doskonale rozumiem autorke, ze chce
      dac mezu szanse. To czy jej sie uda mu przebaczyc, to juz inna historia, ale
      sprobowac nie zaszkodzi.
      • superprawda Re: po zdradzie 17.01.10, 21:51
        Jak dla mnie porady ktore dostal kwiatek sa na poziomie Harlekina, i
        nie nadaja sie do wykorzystania w zyciu.
        • glamourous Re: po zdradzie 17.01.10, 22:43
          superprawda napisał:


          > Jak dla mnie porady ktore dostal kwiatek sa na poziomie Harlekina,
          > nie nadaja sie do wykorzystania w zyciu.


          Tak. Najbardziej do wykorzystania w zyciu nadaja sie rady o zupie pomidorowej ;-/
          Dobry czlowieku, zrozum wreszcie, ze nie kazdy mialby tutaj ochote zyc wedlug
          Twoich "superprawd". Nie wszyscy sa tym po prostu zainteresowani. Ludzie na ogol
          chca cos w zyciu budowac - miec rodzine, dzieci, inwestowac w zwiazek uczucia
          inne niz tylko dorywcza chemia. Wiec to nie tak, ze przyjdziesz, oglosisz swoja
          "prawde" i nagle ludzkosc dozna olsnienia, wszyscy zakrzykna "eureka!" i beda
          sie radosnie bzykac ze wszystkimi.
          Nie kazdy - z pelna swiadomoscia - chce tak zyc. Przestan wiec wreszcie namolnie
          piłowac i wciskac sie wszedzie ze swoimi nieproszonymi radami.
      • pendzacy_krolik Re: po zdradzie 27.01.10, 19:22
        ciezka_cholera napisała:

        > ja doskonale rozumiem autorke, ze chce dac mezu szanse".


        najbardziej to mnie to "mezu" zaintrygowalo...
    • edypia111 Re: po zdradzie 17.01.10, 23:28
      Ja jestem tą drugą. I jednego jestem pewna - kto raz zdradzi, zrobi to jeszcze raz. Przerwa może być wieloletnia, ale to wróci. Zdrada jest jak rubikon - gdy się ją przekracza, nie można wrócić.
      Byłam mężatką przez wiele lat i nigdy nie mogłam pojąć jak kobiety moga znosić takie rzeczy. W ramach romansu mam fajny seks, brak zobowiązań i odpowiedzialności. Mam faceta, który koło mnie skacze, który (wybaczcie) sterczy na samą myśl o mnie. Ona ma męża, który pod przymkniętymi powiekami jest gdzie indziej. Wybacz Kwiatku, ale ja bym się brzydziła i nie umiałabym kochać dalej. Kto kocha, nie zdradza. To proste jak drut i w tej kwestii nie ma dwuznaczności. Przyjaźć, przywiązanie, wiele lat razem. Prawda. Ale to ten sam rodzaj miłosci, jaki ma się z rodzicami - jesteś rodziną swojego męża i on Cię kocha dokładnie w taki sposób w jaki kocha się rodzinę. Zresztą pewnie dlatego jest gotów o Was walczyć, bo o rodzinę się walczy.
      Żona się o nas dowiedziała. On obiecał wierność, ona wzmogła podejrzliwość. A mimo to spotykamy się codziennie na kilka godzin. Gdy ktoś chce zdradzić, znajdzie sposób choćbyś stanęła na głowie i pilnowała całą dobę.
      Może zabrzmi to głupio, ale macie teraz fantastyczny seks, bo przez chwilę jesteś równa kochance. Mąż przypuszczalnie teraz tak Cię traktuje - jak tamte panie. Powiew świeżości, robicie coś nowego itd. Nagle Ty jawisz mu się inna i bardziej otwarta i seks jest świetny. Ale to minie. Niesmak zostanie. Zresztą seks nie jest podstawą Waszej relacji. I nie jest też tak, jak panowie opowiadają, iż romans to tylko seks. Jednorazowy skok w bok - owszem. Ale wirtualny a potem realny romans? Myślisz, że o czym oni rozmawiali? Od pierwszego spotkania o skesie? Nie. Niestety, rozmawiali o wileu rzeczach, o których z żonami i mężami się nie rozmawia - bo na tym polegają romanse tak naprawdę. I często i panowie i panie się zakochują, zauroczają itd. - wynoszą więc poza małżeństwo absolutnie wszystko - seks, rozmowy, uczucia.
      Ty dałaś mężowi szansę, ale jednocześnie jasny sygnał, że wszystko mu wolno. I on z tej lekcji skorzysta na pewno. Jak nie teraz to za jakiś, nawet dłuższy, czas. Bo wreszcie seks z Tobą znowu będzie nudny, a on będzie szukał czegoś innego.
      Wybacz mi, że to piszę. W istocie Cię rozumiem. Sama odchodziłam od męża latami. Teraz jednak wiem, że są rzeczy, na które nie wolno pozwalać. Ty na te zdrady po prostu pozwoliłaś.
      I powinnaś myśleć o tych innych paniach. O swoim czule je całującym mężu, o tych rzeczach, które mówił na temat ich ciał, o orgazmach jakie z nimi miewał, o tym, jak bardzo go podniecały, o tym jak się onanizował potem myśląc o nich, itd. Bo to jedyny sposób by go sobie obrzydzić i kopnąć w d..., co mu się należy.
      pozwodzenia i pozdrawiam
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 18.01.10, 07:16
        edypia, wszystko zależy od punktu widzenia. Piszesz, że nie potrafłabyś być z
        mężem , który zdradza, że powinnam kopnąć go w d... A sama potrafisz być z
        żonatym mężczyzną. I nie przeszkadza Ci jego seks z żoną, jego uczucia do żony.
        A Twój mąż - czemu nie "kopnął Cię w d..."?
        Kto jak kto, ale Ty nie powinnaś dawać takich rad. Zachowujesz się jak ta, która
        mnie zawiadomiła o wszystkim. Chyba na coś liczyła (choć do teraz nie do końca
        rozumiem jakie były jej intencje)- i przeliczyła się: mój mąż ją olał, a walczy
        o mnie. Z Tobą być może też by tak było: z dumą przyznajesz, że masz kochanka,
        ale dla niego nie Ty jesteś najważniejsza.
        • edypia111 Re: po zdradzie 18.01.10, 12:42
          Kwiatku, masz oczywiście rację, że sama mogę być z żonatym mężczyzną. Tak. Bo dla mnie to zabawa. Odprężenie po beznadziejnym małżeństwie. Nic więcej i nic na poważnie. Seks, gadanie, takie tam. On jest zakochany, ale wiem, że z czasem to minie i tyle.
          Nie wiem kto jest najważniejszy dla takich mężczyzn. Zapewne jeśli chodzi o ilość czasu poświęconego na myślenie o kimś, to pewnie kochanki - w domu myśli się o nich, ale będąc z nimi nie myśli się o domu. Facecie przypominają sobie o domu, gdy sprawa się rypie. Są racjonalni i nie zostawiają dobrego i wygodnego życia, nawet wtedy, gdy mają głębokie pczucie, że jest letnio lub zimno. Bardzo możliwe, że nie to jest dla nich najważniejsze.
          Nie wiem na co liczyła, ta która Cię zawiadomiła. Może masz rację, że na coś więcej. Była na pewno głupia, myśląc, że chodzi o jakiś konkurs, że można coś wygrać. Ale Ty - odpisując mi - przyjmujesz tę samą optykę i zahcowujesz się jak ona. To nie jest konkurs między kochankami a żonami o faceta. Możliwe, że jest wtedy, gdy są po obu stronach uczucia, ale gdy dla kochanki to tylko rozrywka, to nie musi sobie nic tłumaczyć. Nie musi się zastanawiać czy jest najważniejsza. Ma to gdzieś. Niestety tez kochanka z definicji ma zasadniczą przewagę nad żoną - wiedzę. Wie o żonie, o tym jaka jest, wie najczęściej jak im się układa w kuchni, życiu, łóżku. NAtomiast w drugą stronę tak nie bywa. Ja o żonie kochanka wiem niemal wszystko. Spotykam ją czasem i mam to miłe - sucze poczucie, że ja wiem kochana jaka jesteś, a Ty nawet nie wiesz, że mój mąż Cię bzyka. To raczej uczucie zbliżone do satysfakcji jaką się miało na studiach po zdanym lepiej niż inni egzaminie. Nie ma to nic wspólnego z tym by być dla niego najważniejszą. Mam to w nosie czy jestem pierwsza czy druga.
          Natomiast bardziej mnie martwi, że przez perspektywę pojedynku, jaką przyjęłaś, czujesz się lepiej, niż ta, która Cię powiadomiła, bo "wygrałaś". To nie był konkurs między Wami. Tu nie ma wygranych - wszyscy są przegrani. Ta kobieta uwiodła Twojego męża i robiła z nim rzeczy, które były zarezerwowane dla Ciebie, tak Cię cieszy, że on postanowił o Ciebie walczyć? Powinnaś czuć się lepiej niż ona, albo ona lepiej niż Ty? Nie. Obie powinnyście być wściekłe na faceta. To wielka głupota kobiet, z której panowie korzystają. Obie powinnyście go kopnąć w d... A nie, że on będzie wybierał i o coś walczył. No ale to już Twoja sprawa.
          Ku przestrodze i w kwestiach emocjonalnych. Poczytaj to:
          narodzinyromansu.blox.pl/html
          Uważnie. Kiedy żona Romansera odkryje zdradę, on zapewne z nią zostanei, bo mają dziecko. Będzie ją zapewniał, że ją kocha i będą razem do końca życia. Być może ona napisze tu kiedyś podobnie jak Ty i w podobnym tonie. I będzie pewna, że kochanka nie była najważniejsza, że chodziło tylko o seks, a ich łączy tak wiele, że to miłość. MAsz więc romans widziany przez mężczyznę. Miłej lektury i pozdrawiam.
          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 18.01.10, 16:05
            edypia111 napisała:
            Spotykam ją czasem i mam to miłe - sucze poczucie, że
            > ja wiem kochana jaka jesteś, a Ty nawet nie wiesz, że mój mąż Cię bzyka. To rac
            > zej uczucie zbliżone do satysfakcji jaką się miało na studiach po zdanym lepiej
            > niż inni egzaminie. Nie ma to nic wspólnego z tym by być dla niego najważniejs
            > zą. Mam to w nosie czy jestem pierwsza czy druga.

            Ale to Ty musisz się ukrywać. Nie możesz stanąć przy jego boku w ważnym dla
            niego momencie. To co Ci po tym, że wiesz więcej?

            > Natomiast bardziej mnie martwi, że przez perspektywę pojedynku, jaką przyjęłaś,
            > czujesz się lepiej, niż ta, która Cię powiadomiła, bo "wygrałaś".

            W ogóle nie myślę w takich kategoriach. W pewnym sensie przegrałam już 5 lat
            temu. A z tamtą panią nie porównuje się w tych kategoriach. Po prostu jej nie
            rozumiem - jesteśmy z innych światów, mamy inne priorytety i wartości. Tak samo
            nie rozumiem Ciebie.

            Obie powinnyście być wściekłe na faceta. To wi
            > elka głupota kobiet, z której panowie korzystają. Obie powinnyście go kopnąć w
            > d...

            Czemu nie kopniesz w d... swojego kochanka? Znów brak konsekwencji.
            • edypia111 Re: po zdradzie 18.01.10, 23:57
              Oczywiście, że nie mogę stanąć przy jego boku przy ważnym dla niego momencie. Pytanie jest inne: czy tego chcę? Nie. Po co? Mam swoje życie i swoje sprawy, a jego życie to jego sprawy. Nie mam potrzeby stawać przy jaśnie panu w ważnych dla niego chwilach. Niech się żona nim zajmuje wtedy. Powiem nawet więcej, gdyby chodziło o stanie przy nim w wąznych chwilach - mężczyźni by nie zdradzali. Gdyby żony takie były, gdyby były takie, jakich mężowie potrzebują - w kuchni, łóżku, rozmowie, wszędzie - nie przyszłanby im do głowy zdrada. Faceci są zbyt wygodni by ryzykować rozpad małżeństw dla romansowych relacji. W tym sensie masz rację, że przegrałaś już 5 lat temu. On 5 lat temu zaryzykował to małżeństwo i wyprowadził z niego siebie. Więc przez pięć lat, gdy Ty przy nim stałaś, lub zdawało Ci się, że stoisz, on marzył by usiąść do kompa i skontaktować się ze swoją niunią. I to jest przykre.
              Dla mnie to zabawa. Nie przyszłoby mi do głowy zadzwonić do żony. Mam to gdzieś i będę miała gdzieś, jeśli się dowie. Nie ukrywamy się szczególnie, by nie rzecz,że w ogóle (duże miasto), więc pewnie kiedyś się wszystko wyda.
              Nie kopnę w d... kochanka, bo jest mi z nim dobrze. Mam świetny seks, mam wiele uwagi, mam zabiegania, flirty, smsiki, kwiatuszki, maile miodzik. I mam czas dla siebie, mogę robić co chcę i kiedy chcę. On się spina, kombinuje, itd. Ja nie. Ja jestem wolna i niezależna. Każda kobieta, która jest adorowana wie, jaka to świetna zabawa, gdy ktoś je jej z ręki. A tak niestety wyglądają romanse. No chyba, że się obie strony zaangażują - to zmienia wszystko i znacznie komplikuje.
              Podjęłaś Kwiatku swą decyzję, trwaj więc w niej. Mam wielką nadzieję, że Wam się powiedzie, mimo mojego sceptycyzmu.
              pozdrawiam
              • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 19.01.10, 08:42
                Nie wierzę w Twoje "mam nadzieję, że Wam się powiedzie", bo kazdym zdaniem
                chcesz mi "dowalić", z Twoich postów wieje niechęcią i złośliwością. Piszesz
                bardzo podobnie jak ta, która mnie o wszystkim zawiadomiła - ona też była bardzo
                zatroskana o moje małżeństwo. I jej maile też charakteryzował brak logiki. Czy
                kochanki są do siebie tak podobne czy to poczucie odsunięcia powoduje taka
                nienawiść do żon i potrzebę wmawiania sobie, że są lepsze, że to ich wybór?
              • possessive Re: po zdradzie 19.01.10, 09:18
                edypia111 napisała:

                > Oczywiście, że nie mogę stanąć przy jego boku przy ważnym dla
                niego momencie. P
                > ytanie jest inne: czy tego chcę? Nie. Po co? Mam swoje życie i
                swoje sprawy, a
                > jego życie to jego sprawy. Nie mam potrzeby stawać przy jaśnie
                panu w ważnych d
                > la niego chwilach. Niech się żona nim zajmuje wtedy. Powiem nawet
                więcej, gdyby
                > chodziło o stanie przy nim w wąznych chwilach - mężczyźni by nie
                zdradzali. Gd
                > yby żony takie były, gdyby były takie, jakich mężowie potrzebują -
                w kuchni, łó
                > żku, rozmowie, wszędzie - nie przyszłanby im do głowy zdrada.
                Faceci są zbyt wy
                > godni by ryzykować rozpad małżeństw dla romansowych relacji. W tym
                sensie masz
                > rację, że przegrałaś już 5 lat temu. On 5 lat temu zaryzykował to
                małżeństwo i
                > wyprowadził z niego siebie. Więc przez pięć lat, gdy Ty przy nim
                stałaś, lub zd
                > awało Ci się, że stoisz, on marzył by usiąść do kompa i
                skontaktować się ze swo
                > ją niunią. I to jest przykre.
                > Dla mnie to zabawa.

                Masz tak niskie mniemanie o sobie, że musisz się podbudowywać czyimś
                kosztem? Śmieszne jest to, że mimo iż twierdzisz że ci nie zależy,
                to czujesz potrzebę rywalizacji z czyjąś obcą żoną. Sama się
                ustawiasz w opozycji do zdradzanych żon, a potem będziesz się
                skarżyć, że ktoś czuje do ciebie niechęć. W co ty grasz, pisząc w
                tym wątku? Podkreślasz jakieś złudne poczucie wyższości wobec żony,
                podczas gdy nie uczestniczysz w żadnej rywalizacji to tylko twoja
                wyobraźnia. Przykre jest to, że jesteś tylko częścią haremu jakiegoś
                mężczyzny. To raczej smutne. Przehandlować lojalność za jakieś
                kwiatki, czy sprośne mejle. Tak jak te żony mormonów, kłócące się
                która spędzi dzisiaj noc z facetem i którą on woli. Sama się
                poniżasz.
                Po cholerę stawiacie jakiegoś dupka na piedestale? Za nic tego nie
                zrozumiem..durne baby.
                • possessive Re: po zdradzie 19.01.10, 09:49
                  To zresztą też do kwiatek chciałam napisać. Obydwie reagujecie w
                  dziwny sposób. Wam obu się wydaje, że jedna jest lepsza od drugiej.
                  Tym czasem obie służycie tym samym celom - upewnić przeciętniaka, że
                  jest kimś więcej niż przeciętniakiem. I wy współpracujecie. Kochance
                  wydaje się, że temat jej nie dotyczy. To ciekawe. Powinnyście sobie
                  ręce podać nad tą całą żałosną sytuacją.
                  • kwiatek2-1 do possessive 19.01.10, 10:36
                    Pewnie masz rację :(
                    Na pewno nie chcę "upewnić przeciętniaka, że
                    jest kimś więcej niż przeciętniakiem". W tym też tkwi mój problem: wierzyłam, że
                    mój mąż jest prawy, uczciwy - okazało się, że jest (w każdym razie potrafi być)
                    banalny, "przeciętny". Wprowadził też w moje życie kobiety - dla mnie - z innego
                    świata.
                    Nie reaguję teraz w sposób typowy dla siebie. Kochanka męża, która do mnie
                    pisała, robiła to w identycznym stylu, z poczuciem wyższości i udawanym
                    współczuciem. Ten ten ton z postów w tym wątku sprowokował taką moją reakcję.
                    Swoją drogą nie rozumiem tego poczucia wyższości kochanek i myślę, że rodzi się
                    z jakiś kompleksów, zazdrości.
                    I na pewno to, co mój mąż zrobił, podważyło moją pewność siebie, wartość mnie
                    jako kobiety (może dlatego pomysł zemsty przez zdradę jednak wydaje się atrakcyjny?)
                    • pecan chyba zemsta nic nie pomoze 21.01.10, 04:24
                      nie poprawi nastroju, nie sklei tego co sie rozwalilo. Lepiej
                      odejsc, stworzyc cos nowego...Wielu jest facetow na swiecie.
          • triss_merigold6 Taka drobna uwaga 18.01.10, 18:47
            Taka drobna uwaga: przy braku zaangażowania emocjonalnego nie ma
            potrzeby spotykania się codziennie na parę godzin, nawet jeśli seks
            jest doskonały.
            IMO sama się oszukujesz.
            • edypia111 Re: Taka drobna uwaga 19.01.10, 00:01
              Świetnie nam się gada, zaliczamy kina, wycieczki, koncerciki, imprezy, itd, więc oczywiście, że seks nie jest wszystkim. Przecież nie spotykamy się tylko po to, powiedziałabym więcej, po wielokroć spotykamy się i bez tego na jakieś kawki, obiadki.
              To po prostu wspaniała zabawa z rewelacyjnym seksem. No i pan jest taki słodki i tak pięknie zakochany. Trochę z tego żartuję, ale bardzo go lubię, więc on doskonale wie, jak sprawy się mają z mojej strony. Zresztą - jak słusznie zauważyłaś - spędzając ze soba tyle czasu, trudno byłoby mi to ukryć
              • vella84 Re: Taka drobna uwaga 19.01.10, 00:26
                straszliwie próżna jesteś i okrutna i nie bądż taka wszystkiego pewna bo
                jeszcze się na tym przejedziesz..
        • pendzacy_krolik Re: po zdradzie 27.01.10, 19:39
          kwiatek2-1 napisała:

          > mój mąż ją olał, a walczy> o mnie. Z Tobą być może też by tak
          było: z dumą przyznajesz, że masz kochanka,
          > ale dla niego nie Ty jesteś najważniejsza.

          a ty ciagle swoje.nie chce mi sie wierzyc,ze jestes wyksztalcona
          kobieta, bo mentalnosc mam dosc prosta. mozesz opisac dokladnie,jak
          wyglada ta walka? bo z tego, co zdazylam przeczytac, to ty mu raczej
          ulatwiasz niz utrudniasz walke o siebie. tez bylam zawiadomiona na
          NK, tyle,ze maz sie wyparl. mylisz,ze przze te 3 lata bardziej sie
          staral? nic podobnego, to ja mialam wg niego sie zmienic.oczywiscie
          nie zrobilam tego, bo stracilabym resztki szacunku do siebie, jakie
          mialam przez te 20 lat zwiazku. no,ale u ciebie dopiero to trwa 2
          miesiace.
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 18.01.10, 07:37
        edypia111 napisała:

        W ramach romansu mam fajny seks, brak zobowiązań i odpowiedzialno
        > ści.

        A ja cieszę się, że mam też "zobowiązania i odpowiedzielność" Dlatego małżeństwo
        to pełna relacja, a bycie kochanką to namiastka.

        >jesteś rodziną swojego męża i on Cię kocha dokładnie w taki s
        > posób w jaki kocha się rodzinę. Zresztą pewnie dlatego jest gotów o Was walczyć
        > , bo o rodzinę się walczy.

        Mam nadzieję. To że walczy o mnie nie o kochanki też świadczy o wyższości
        relacji małżeńskiej.

        Gdy ktoś chce zdradzić, znajdz
        > ie sposób choćbyś stanęła na głowie i pilnowała całą dobę.

        Nie zamierzam go pilnować. Nie zamierzam popaść w paranoję.

        > Może zabrzmi to głupio, ale macie teraz fantastyczny seks, bo przez chwilę jest
        > eś równa kochance. Mąż przypuszczalnie teraz tak Cię traktuje - jak tamte panie

        Mam nadzieję, że nigdy mnie nie potraktuje jak "tamte panie", czyli TYLKO jak
        źródło przyjemności, przedmiotowo.

        Zresztą seks n
        > ie jest podstawą Waszej relacji.

        Też w to wierzę. Podstawa jest mocniejsza. "Tylko seks" to tamte panie i Ty dla
        swojego kochanka.

        wynoszą więc poza małżeństwo absolutnie w
        > szystko - seks, rozmowy, uczucia.

        Jakoś nie wyniósł, skoro teraz walczy o rodzinę nie o tamte związki.

        > Ty dałaś mężowi szansę, ale jednocześnie jasny sygnał, że wszystko mu wolno.

        Szansę dałam - przyzwolenia absolutnie nie.

        > . Teraz jednak wiem, że są rzeczy, na które nie wolno pozwalać.

        Ty możesz sypiać z żonatym, żona nie może "pozwalać" na zdrady - ciekawa logika
        (albo jej brak)

        Ty na te zdrady
        > po prostu pozwoliłaś.

        ?????????

        > I powinnaś myśleć o tych innych paniach.

        Nie zamierzam. Nie jestem masochistką. I nie są tego warte.


        > . Bo to jedyny sposób by go sobie obrzydzić i kopnąć w d..., co mu się należy.

        Dziękuję za radę, ale nie chcę go sobie obrzydzić.
        • vella84 Re: po zdradzie 18.01.10, 09:18
          absolutnie się nie zgadzam,że osoba nieświadoma czy podejrzewająca
          zdradę/y daje na nie przyzwolenie! -bo niby jak??? po prostu nie wie
          i tyle..
          i niekoniecznie zdrada musi się powtórzyć.. myślę,że to zależy od
          powodów przez które do niej doszło -jeśli da się je wyeliminować +
          będzie szacunek,zaufanie.. miłość to uważam,że może być ok
          mi jeden związek sypnał się przez zdrady choć nie tylko i aktualnie
          uważam że nie byłabym w stanie wybaczyć.. ale kto to wie? dopóki coś
          się nie wydarzy nie można być pewnym na 100%
      • pendzacy_krolik Re: po zdradzie 27.01.10, 19:32
        edypia111 napisała:

        > Wybacz Kwiatku, ale ja bym się brzydziła i nie umiałabym kochać
        dalej.

        A nie brzydzisz sie, jak on zlazi z zony i wlazi na ciebie? Bo
        chyba nie jestes naiwna i nie myslisz,ze on zony od czasu do czasu
        nie bzyka?
        Kto kocha, nie zdradza. To proste jak drut i w tej kwestii nie ma
        dwuznaczności.

        Tiaa, jak drut twojego kochasia. Jak nie kocha zony,to dlaczego od
        niej nie odejdzie?
    • avide Re: po zdradzie 18.01.10, 09:14
      Jedna znajoma powiedziała mi że gdyby facet ja zdradził odpłaciła bym mu
      najpierw tym samym. Z taką jednak mała różnica że zrobiła by to w domu na ich
      własnym łóżko i najlepiej tak by on w tym czasie przyszedł do domu i wszystko
      widział.
      Albo tez nagrała by i dała do obejrzenia.
      Tak by nie tylko on się borykał z problemem zdradzenia.
      Albo by to ich zabiło albo wzmocniło. Takie emocjonalne katharsis.

      No ale każdy ma swoja metodę na takie sytuacje.
      Jeden cierpi katusze inny się mści.
      • vella84 Re: po zdradzie 18.01.10, 09:50
        powiem Ci jeszcze,że minęło już parę lat od czasu tamtego mojego
        związku a jeszcze miewam takie myśli,że szkoda,że się rozpadł..
        to ja byłam stroną,która pierwsza narozrabiała w temacie zdrady.. on
        póżniej ale wcześniej w innych,które mnie do zdrady pchnęły.. z
        resztą oboje byliśmy bardzo młodzi i durnowaci.. ehhh..
        nie wiem czy Twój związek jest tego wart,ale myślę,że są takie,o
        które można powalczyć mimo złych wydarzeń..
        • zamyslonaona Re: po zdradzie 18.01.10, 15:13
          Chciałabym powiedziec żebyś uwierzyła mężowi, ale wydaje mi się że
          jak nie pokażesz mu w jakiś sposób że naprawdę może cię stracic to
          on zrobi to ponownie, poczeka aż emocje opadną, będzie sie starał bo
          może trochę się przestraszył, poczuł się winny, ale gdy już poczuje
          się pewniejszy jestem przekonana że zrobi to znowu,bo niby czego
          miałby tego nie zrobic skoro robił to już kilkakrotnie.Teraz
          wszystko zależy od ciebie co z tym zrobisz, piszesz że stałas sie
          podejrzliwa,że myślisz o tych kobietach i to nie przejdzie, będziesz
          życ w takiej niepewności czy np dzisiejsze spóznienie to tylko nie
          przykrywka, czy męskie spotkanie to naprawdę męskie spotkanie...czy
          ten sms naprawdę był od kolegi. Jeśli zaczniesz go kontrolowac to
          sprawa się pogorszy i na pewno pogorszy sie twój stan psychiczny.
          Nie myślę tutaj o rozstaniu to wszystko jest zależne od ciebie
          najpierw pokaż mu że nie z tobą takie numery,może wyjedz gdzieś na
          trochę na urlop sama, niech sobie to przemyśli, powinień poczuc że
          cię traci. W żadnym razie nie powinnas mu pokazac że wszystko już ok
          bo zaczął sie starac i obiecał że to sie niepowtórzy. Jest takie
          przysłowie że docenia się kogoś dopiero po stracie i jest ono
          nadzwyczaj prawdziwe, bo dopiero po stracie uświadamiamy sobie jak
          ważna była dla nas dana osoba i tylko podczas takiej tęsknoty
          zaczynamy myślec poważnie jak tą osobę odzyskac i tylko wtedy padają
          w myślach postanowienia, które jesteśmy w stanie zrealizowac, ale
          tylko wtedy. Jeśli mamy osobę którą skrzywdziliśmy pod ręką i nie
          odczuwamy tej straty dosłownie to mogą padac postanowienia w celu
          uspokojenia danej osoby a nie wynikające z naszych głębokih
          przemyśleń. Nie daj sie, pokaż mu ze doskonale potrafisz poradzic
          sobie beż niego, że jesteś atrakcyjna dla innych, że nie będziesz
          tolerowac więcej zdrady, wystarczy choby tygodniowe rozstanie aby on
          naprawdę się przestraszył i to przemyślał...jeśli zobaczy że szybko
          wybaczasz to możesz byc pewna że to nie koniec zdrad...
          • rallina Re: po zdradzie 19.01.10, 10:52
            Kwiatku, napisano tu wiele prawd o mężczyznach, zdradach,
            wybaczeniu. Skrytykowano to, co pisała edypia, ale wiesz co Ci
            powiem, że w jej słowach było wiele prawdy. Wiem, że gorzkiej, wiem,
            że upokarzającej dla żon, ale niestety prawdy. Żony zawsze już
            umniejszać będą znaczenie i pozycję kochanek w życiu mężczyzny, ale
            bez względu na to jak byśmy chciały, ich pozycja jest naprawdę
            wysoka i one to wiedzą. To dla nich mężczyźni się starają bardziej,
            to o nich myślą, za nimi tęsknią i o seksie z nimi marzą. To bycie
            przy mężczyźnie w trudnych chwilach to takie pitu pitu, bo
            niejednokrotnie woleliby by w tej chwili obok była ona. To, że w
            sytuacji wykrycia romansu wybierają jednak żonę, to niekoniecznie
            znaczy, że tak żonę kochają. To znaczy jedynie to, że boją się
            zmian, że nie chcą zostawiać dzieci, że zwyczajnie wybierają wygodę.
            Bo żona w sumie jest niezłą żoną, ugotuje, upierze, pocieszy, bo
            żona to takie ciepłe kapcie. Kochankę zaprasza się na kolację,
            kochanka zdejmuje te gacie, które żona uprała, dla kochanki kupuje
            się superowe buty i drży się z podnieca, kiedy się je ubiera.

            Piszę to nie po to, by Ciebie pognębić, tylko po to, byś nie
            podchodziła do zdrad męża, jak do czegoś normalnego, co wybacza się
            szybciutko, szuka w sobie winy, a potem to już trzeba tylko na
            rzęsach stawać, by małżeństwo ratować. On Cię okropnie skrzywdził,
            on oddał im całego siebie. Nie szukaj winy w sobie, nie wybaczaj tak
            szybko, nie ratuj związku. To wszystko powinien robić ON!! Ty
            ewentualnie możesz na to przyzwalać. Konieczne jest zadośćuczynienie
            i konsekwencje, które on powinien ponieść. Jeśli ich nie będzie, nie
            licz na jego poprawę. Ludzie zmieniają się, ale wyłącznie w
            sytuacjach dramatycznych. A u Was? Ty szukasz winy w sobie, Ty
            szukasz słów umniejszających jego winę, Ty ratujesz małżeństwo. On
            ma wspaniały seks z Tobą. Wiesz, co on myśli, że tych pięć lat
            bardzo mu się opłacało, bo nie dość, że zaszalał, to jeszcze na tym
            zyskał.

            Zastanów się czego chcesz, bo jeśli chcesz dobrego związku z
            uczciwym mężem, to idzisz nie tą drogą. Ta droga prowadzi równiutko
            do powtórki z rozrywki. Trzymam kciuki!
            • possessive Re: po zdradzie 19.01.10, 11:32
              rallina napisała:

              > Kwiatku, napisano tu wiele prawd o mężczyznach, zdradach,
              > wybaczeniu. Skrytykowano to, co pisała edypia, ale wiesz co Ci
              > powiem, że w jej słowach było wiele prawdy. Wiem, że gorzkiej,
              wiem,
              > że upokarzającej dla żon, ale niestety prawdy. Żony zawsze już
              > umniejszać będą znaczenie i pozycję kochanek w życiu mężczyzny,
              ale
              > bez względu na to jak byśmy chciały, ich pozycja jest naprawdę
              > wysoka i one to wiedzą. To dla nich mężczyźni się starają
              bardziej,
              > to o nich myślą, za nimi tęsknią i o seksie z nimi marzą. To bycie
              > przy mężczyźnie w trudnych chwilach to takie pitu pitu, bo
              > niejednokrotnie woleliby by w tej chwili obok była ona.

              To mrzonki, przynajmniej w przypadku męża kwiatka. Było napisane, że
              spotykał się z różnymi paniami, więc mamy uwierzyć, że marzył i śnił
              o kilku naraz? Bardzo ciekawe. Jestem przekonana, że większość
              mężczyzn marzy o kilku naraz, nic w tym nadzwyczajnego.
              Dalej, wolałby aby w trudnych chwilach była przy nim jakaś
              enigmatyczna ONA..pytanie: która?:) Proszę, nie dorabiajmy ideologii
              do przyjemnej zabawy z paniami.. Czy aktualnie marzy o brunetce,
              jutro będzie marzył i śnił o blondynce, nie oznacza to, że ich
              pozycja jest szczególnie wysoka w rankingu. Żona też jest w tej
              sytuacji jedną z wielu. Naprawdę nie ma sensu się podniecać
              niezdrowo. Tym bardziej nic to nie ujmuje żonie. O niej też ktoś
              mógłby marzyć i śnić - chwilowo..:)
              • edypia111 Re: po zdradzie 19.01.10, 11:54
                Śnił o tej, z którą aktualnie był, albo z którą miał najlepszy seks. Jeśli rzecz się ma tak jak Kwiatek opisuje, a wie to przecież od skruszonego męża (mogło być tych pań 10 a równie dobrze jedna od lat 5), to zapewne dla niego był to tylko flirt i fajny seks. Więc tu sprawa jest prosta. To takie porno na żywo trochę. Mają przyjemność w łózku, wspomnienia do auto-zabawy i ten dreszczyk oczekiwania na następny raz. Obawiam się, że tacy mężczyźni, którzy zdradzają dla fajnego seksu, to trochę nałogowcy. Teraz znowu kręci go Kwiatek, ale za pół roku będzie szukał wrażeń. Zawsze mi się zdawało, że romans zaangażowany emocjonalnie to ten jego rodzaj, który baaardzo odracza ewentualność kolejnego. Złamane serce boli na tyle mocno, by nie chcieć przez to jeszcze raz przechodzić.
                Mąż Kwiatka zaś niestety pewnie lubi skakać z kwiatka na kwiatek (wybaczcie dowcip) i nawet jeśli przycupnął na swoim Kwiatku, to jednak tylko na chwilę. Kwiatek chyba zresztą świetnie to wyczuwa, nawet jeśli się do tego nie przyznaje. Nie zaryzykowała akcji w stylu: zabieraj walizki i się wynoś. Przeciwnie, dała mężowi to, czego szukał u innych - dobry seks, żeby przypadkiem sobie nie poszedł. Bez obaw. Panowie nie odchodzą. Są na to za mądrzy i zbyt pragmatyczni.
            • rybka_zwana_wanda Re: po zdradzie 19.01.10, 11:39
              Rallina świetnie podsumowała ten temat. Niewiele można już dodać.
              A Ty Kwiatku spakuj się i pojedź na co najmniej tygodniowe wakacje,
              do spa. I nie tłumacz mężowi, dokąd jedziesz. Niech sobie myśli, co
              chce. Może będzie się bać, że wyjechałaś z kimś, że też potrafisz
              zdradzić?
              A Ty nie zadręczaj się myślami, bo skoro już podjęłaś decyzję, że
              chcesz, aby to małżeństwo trwało, to nie zmienisz zdania.
              Porozpieszczaj się trochę w czasie tych krótkich wakacji i wyłącz
              myślenie. Może za jakiś czas, zupełnie nieoczekiwanie, wpadnie Ci do
              głowy nowa myśl i wszystko Ci się poukłada. Samo. Bez szarpania się.
            • edypia111 Re: po zdradzie 19.01.10, 11:58
              Dziękuję rallina. Może niepotrzebnie od razu przedstawiłam się jako czyjaś kochanka, bo to mnie zdyskredytowało w Kwiatkowych oczach i przypisało intencje, których nie miałam.
              Dokładnie o to mi chodziło, co Ty napisałaś. Żony niestety przed tą prawdą się bronią, bo ona wymagałaby działania. Dlatego też, co napisałam już niżej - Kwiatek i większość żon, nie wyrzucają mężów po zdradzie. Więcej, zaczynają się dla nich starać. Najgorsze jest to, że ci panowie najczęściej albo dalej utrzymują, ale lepiej zakamuflowane stosunki z kochankami, albo zwyczajnie za nimi tęsknią. Nie są jednak na tyle głupi by opuszczać ciepłe i dobre gniazdka rodzinne.
              Mi naprawdę Kwiatka szkoda. Po co jej poczucie winy? To nie jest w żadnym sensie jej wina. Mąż jest obrzydliwym s...synem, który z przyjemnością posuwał inne panie. A teraz jeszcze dostał za to nagrodę. Każdy by tak chciał.
              • rybka_zwana_wanda Re: po zdradzie 19.01.10, 12:20
                Przeczytałam ten wątek dokładnie i to co mnie uderzyło, to właśnie
                to, że Kwiatek w Edypii widzi wszystkie kochanki swojego męża, czyli
                całe zło tego świata ;) I zamiast czytać, co Edypia naprawdę pisze,
                Kwiatek rozpoczęła z nią wojnę na słowa, ale "walczyła" nie tyle z
                Edypią, co z tamtymi paniami, których nienawidzi.
                Ktoś, kto zdradzał będzie to robił dalej. Z powodów, które opisano
                już wyżej kilka razy.
                Kwiatek o tym wie, ale się nie przyzna, ani przed nami, ani przed
                sobą samą. Dlatego Kwiatku czerp z życia ile możesz, zajmij się
                sobą, jedź na wakacje i więcej nie grzeb w skrzynce mailowej męża.
                Ciesz się tym, co masz, co "wywalczysz" w związku i nie zaglądaj za
                głęboko do głowy męża.
                Przy takim Twoim podejściu lepiej jest zastosować metodę "czego oczy
                nie widzą..."
                • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 19.01.10, 12:51
                  rybka_zwana_wanda napisała:


                  > Ktoś, kto zdradzał będzie to robił dalej. Z powodów, które opisano
                  > już wyżej kilka razy.

                  Nie twierdzę, że mój mąż NA pewno już nie będzie mnie zdradzał. Ale przecież nie
                  wszyscy, którzy zdradzali, robia to już całe życie. Wypowiadali się na tym forum
                  już panowie, którzy mają za sobą zdrady; wszyscy nadal to robią? (swoją drogą
                  ciekawe: w tym akurat wątku wypowiadają się przede wszystkim kobiety...)


                  > Kwiatek o tym wie, ale się nie przyzna, ani przed nami, ani przed
                  > sobą samą.

                  Przyznaję się do niepewności, do obaw. Nie mogę przecież uwierzyć deklaracjom
                  męża na 100%. Stąd mój niepokój, obawy, pytania o sens tego związku.

                  • rybka_zwana_wanda Re: po zdradzie 19.01.10, 12:54
                    Dlatego przestań się już zastanawiać, bo jeszcze bardziej się
                    zaplączesz. Odpuść, żyj, zobacz, co będzie dalej. Wyluzuj.
                    • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 19.01.10, 13:16
                      rybka_zwana_wanda napisała:

                      > Dlatego przestań się już zastanawiać, bo jeszcze bardziej się
                      > zaplączesz. Odpuść, żyj, zobacz, co będzie dalej. Wyluzuj.

                      Chciałabym. Naprawdę chciałabym. Tylko jak to zrobić?
                      Dzięki za wszystkie ciepłe slowa, życzliwość.
                  • rallina Re: po zdradzie 19.01.10, 13:22
                    Zapewne nie wszyscy, którzy zdradzali, zdradzać będą. Tyle, że Ty
                    swoim zachowaniem nie mobilizujesz go do dochowywania Ci wierności.
                    Nie dałaś mu odczuć, że Cię skrzywdził i że już taka cieplutka jak
                    byłaś, nie będziesz. On spadł na cztery łapy, a Ty się miotasz i
                    walczysz o związek. Tak bardzo się boisz przekreślić te 27 lat, że
                    nie jesteś w stanie zrobić niczego, co potrząsnęłoby Twoim
                    wiarołomnym małżem. A on bez tego wstrząsu nie zmieni w sobie nic.
                    Na wczasy nie wyjedziesz, bo boisz się, że on pomyśli, że go
                    zdradziłaś i że Ci nie wybaczy i odejdzie. Poza tym, może wtedy
                    zbliży się do kochanki? Twoje działanie dyktuje jedynie strach przed
                    jego odejściem.

                    BOISZ SIĘ GO STRACIĆ za wszelką cenę, dlatego Twoje zachowanie jest
                    właśnie takie.

                    Dlatego zgadzam się z tym, co napisała rybka. Skoro brak Ci sił i
                    odwagi, by powalczyć o szacunek do samej siebie, to musisz lekko
                    przygłuchnąć i ciut przyślepnąć, by nie zauważać i cieszyć się z
                    tego, że Twoje małżeństwo nadal trwa. Możesz nawet zaufać, tylko
                    broń Boże już niczego nie szukaj i nigdzie nie grzeb.
              • ciezka_cholera Re: po zdradzie 19.01.10, 13:28
                Pytanie za 100 punktow:
                czy mozna byc nielojalnym sukinsynem wobec jednych i czlowiekiem godnym zaufania
                dla innych? Czy nielojalnosc i sukinsynstwo nie sa cechami na trwale wpisanymi w
                charakter czlowieka, a tylko interes kaze mu pokazywac sie z lepszej strony
                osobom, na ktorych opinii mu chwilowo zalezy?

                Osobiscie uwazam, ze sa to cechy charakteru. Moga sie ujawnic, badz nie w
                stosunku do dowolnej osoby, ale caly czas sa. Jesli wiec kobieta decyduje sie
                zostac kochanka, a zdrade uwaza ZAWSZE za przejaw nielojalnosci i sukinsynstwa
                (a nie np bledu czy slobosci), to ma swiadomosc, ze oto wiaze sie z takim
                czlowiekiem. I dobrze. Tu jeszcze zadnej sprzecznosci nie ma. Ale kompletnie juz
                nie moge pojac, dlaczego taka pani uwaza, ze zona jest glupia, jesli decyduje
                sie na to samo. Tu jest juz brak logiki. I nie jest wytlumaczeniem, ze relacja
                kochanki z cudzym mezem, to uklad, w ktorym to kochanka spija sama smietanke.
                Nigdzie nie jest powiedziane, ze relacja zony z mezem ukladem nie jest i nie
                moze byc, i ze zona nie moze z niego czerpac dowolnych korzysci. Skad ta pogarda
                dla osoby, ktora decyduje sie kontynuowac zwiazek z "nielojalnym sukinsynem" z
                dowolnych wzgledow, jesli zywi ja osoba, ktora swiadomie w zwiazek z
                "nielojalnym sukinsynem" weszla? Nie umiem sobie tego inaczej wytlumaczyc jak
                symbolicznym konfliktem interesow miedzy kochankami a zonami.
                • eudajmonika Re: po zdradzie 19.01.10, 13:44
                  "Pytanie za 100 punktow:
                  czy mozna byc nielojalnym sukinsynem wobec jednych i czlowiekiem godnym zaufania
                  dla innych? Czy nielojalnosc i sukinsynstwo nie sa cechami na trwale wpisanymi w
                  charakter czlowieka, a tylko interes kaze mu pokazywac sie z lepszej strony
                  osobom, na ktorych opinii mu chwilowo zalezy?"

                  Tak, można być lojalnym wobec jednych (swoich), i nielojalnym wobec innych
                  (onych). Znajduje to wyraz np. w przejawach nepotyzmu, stosowania podwójnych
                  standardów, pomijania pani Jadzi przy premii bo wredna, ograniczanie środków na
                  medycynę paliatywną, bo "nieprzyszłościowa" i nierównego dzielenia czekolady
                  pomiędzy bliźniaki (swoje).
                  Czy jest to fajne i jakie ma przełożenie na wałkowany tutaj temat - to jest
                  dopiero pytanie za 100 punktów.


                  - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
                  • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 19.01.10, 13:58
                    On naprawdę nie był sukinsynem przez 20 lat naszego małżeństwa. Aż tak nie
                    mogłam się mylić. Miał wartosci, był uczciwy. I tu kolejne pytanie za 100
                    punktów: co się stało, że człowiek staje się nielojalnym sukinsynem? To było
                    moje pierwsze pytanie; jak on to godził (życie z nami i wyjazdy do paniuś), jak
                    sam sobie z tym radził? Jak zagłuszał wyrzuty sumienia (bo musiał je mieć -
                    przynajmniej na początku)? Jak mógł mi patrzeć w oczy, dzieciom mówić o zasadach?
                    I kolejne: czy możliwy jest powrót do zasad? Nie dlatego, że się boi
                    konsekwencji tylko z przekonania?
                    • eudajmonika Re: po zdradzie 19.01.10, 14:31
                      Zaraz, a SKĄD wiesz, że NIE był?
                      Skoro, jak dowodzi Cholera, sukinsyństwo to trwała cecha charakteru, to pewnie
                      był, ale że mieliście wspólne interesy, to należałaś do zbioru "swoi" i fajnie
                      Ci się żyło. Później zbiór "swoi" powiększył się o TE panie i patrząc Ci wiernie
                      w oczy obmyślał jakby się wyrwać ze schematu "dobrego ojca rodziny" na skalane
                      łono kochanek.
                      Idąc dalej tą śliską ścieżką, Twoje zadanie na dzień dzisiejszy to ograniczenie
                      zbioru "swoi" do podzbioru "JA i MOJE dzieci".

                      - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
                    • aandzia43 Re: po zdradzie 19.01.10, 16:25
                      > I kolejne: czy możliwy jest powrót do zasad? Nie dlatego, że się boi
                      > konsekwencji tylko z przekonania?

                      Może i jest możliwy. Ale tylko w wyniku bardzo ciężkiej pracy nad sobą. Twój mąż
                      nie podejmie się jej, bo nie ma do tego żadnej motywacji. Nie zmotywowałaś go.
                      Tak, jak pisały moje poprzedniczki, upiekło mu się. Gładko przeszedł z
                      ekscytującego życia pozamałżeńskiego na łono wybaczenia małżeńskiego. Ty trochę
                      pohisteryzowałaś, on się trochę pokajał, po takim zastrzyku adrenaliny fajny
                      seksik. A potem strach o własną dupę przysechł co nieco w małżonku. Co się
                      dzieje w duszy NOTORYCZNEGO złodzieja, którego złapano na gorącym uczynku i po
                      pogrożeniu paluszkiem puszczono wolno? Albo smiejąc się z naiwniaków kradnie
                      dalej, albo ograniczony przez okoliczności siedzi wściekły i sfrustrowany i
                      czeka na najbliższą okazję. A na resocjalizację nikt się z własnej woli nie udaje.
                      Jeśli chcesz mieć wiernego, zaangażowanego w waszą intymność męża, to zrób mu
                      najpierw prawdziwe trzęsienie ziemi. Przewróć do góry nogami całe wasze życie.
                      Jednym, przytomnym okiem dbając jednocześnie o swoje żywotne interesy;-) Potem
                      obydwojgiem przytomnych oczu spójrz na to, co wyjdzie z twojego małżonka w tej
                      dramatycznej sytuacji. Czy będzie ci się to podobało? A potem spójrz na siebie.
                      To nie będzie miły widok. A potem jest jakaś szansa na to, że się dogadacie na
                      nowych warunkach i będziesz miała męża, który daje ci szczęście. Albo nie nei
                      dogadacie.
                      Nie wyglądasz na osobę, która serwuje trzęsienia ziemi. Boisz się tego, że po
                      prawdziwych burzach (nie po tym wiosennym deszczyku), nei dogadacie się.
                  • ciezka_cholera Re: po zdradzie 19.01.10, 14:05
                    eudajmonika napisała:

                    > Tak, można być lojalnym wobec jednych (swoich), i nielojalnym wobec innych
                    > (onych). Znajduje to wyraz np. w przejawach nepotyzmu, stosowania podwójnych
                    > standardów, pomijania pani Jadzi przy premii bo wredna, ograniczanie środków na
                    > medycynę paliatywną, bo "nieprzyszłościowa" i nierównego dzielenia czekolady
                    > pomiędzy bliźniaki (swoje).

                    Tylko czy elementy zbiorow "swoi" i "obcy" sa na stale do tych zbiorow
                    przypisane? Czy bycie w zbiorze "swoi" zapewnia trwale bezpieczenstwo? Moim
                    zdaniem - nie. Jesli ktos jest nielojalny wobec "obcych", to bedzie tez
                    nielojalny wobec "swoich" jesli to bedzie zbiezne z jego interesem.

                    > Czy jest to fajne i jakie ma przełożenie na wałkowany tutaj temat - to jest
                    > dopiero pytanie za 100 punktów.

                    Odnosi sie to do wypowiedzi kochanki, ktora twierdzi, ze zona dziala na swoja
                    szkode, bo chce kontynuowac zwiazek z osoba nielojalna. Jesli przyjmiemy za
                    prawdziwe zalozenie, ze lojalnosc jest cecha charakteru, a nie tylko uczuciem
                    zywionym do kogos (jest demokratyczna dotyczy POTENCJALNIE wszystkich bliznich
                    tej osoby), to jest to dosc zaskakujace, albowiem kochanka sama decyduje sie na
                    zwiazek z osoba nielojalna. Listowanie potencjalnych korzysci nie ma tu
                    znaczenia, gdyz benefity moze czerpac ze zwiazku i kochanka, i zona.
                    • eudajmonika Re: po zdradzie 19.01.10, 14:47
                      Zgadzam się, że migracje pomiędzy zbiorami są dynamiczne, jak to w życiu. Jak dziś z sąsiadem wspólnie wyciągamy auta z zaspy, najpierw jego, później moje, to jest swój chłop, ale jak jutro mi zaleje chałupę a odszkodowanie nie pokryje nawet kosztu wymiany tapet, to mu dzień dobry nie powiem, a na zebraniu wspólnoty na pewno nie poprę jego wniosku o rozszerzenie placu zabaw dla dzieci - po cholerę, przecież moje dziecko już ma 17 lat.
                      Podobnie jest ze współmałżonkami, dlatego wspomniałaś o zadośćuczynieniu. Tak to staroświeckie słowo, ale to właśnie dzięki zadośćuczynieniu relacje Kwiatka z mężem mają szansę wrócić do w miarę normalnego stanu i małżonkowie będą mogli rozpocząć proces naprawczy - to, że teraz Kwiatek bezrefleksyjnie "odziedziczyła" superseks po TYCH paniach nie oznacza, że jest fajnie - prawdopodobnie w małżeństwie Kwiatka partnerzy mają tendencję do "zamiatania pod dywan problemów". Kto wie, czy nie tu tkwią korzenie tej paskudnej zdrady.
                      I jeszcze jedno - bez zadośćuczynienia Kwiatek na zawsze pozostanie ofiarą bezdusznego sukinsyna, taką właśnie jaką odbiera ją ta kochanka, co ją ma za frajerkę.

                      - wciąż częściej uprawiam sport niż seks -
                    • rybka_zwana_wanda Re: po zdradzie 19.01.10, 14:55
                      Kwiatek, moim zdaniem próbujesz ratować iluzję i boisz się, stracić
                      wiarę w te 27 lat. Bo wtedy co by zostało?
                      Z drugiej strony człowiek nie jest stworzeniem z natury
                      monogamiczny, jak się do tego dołoży myśl Miłosza, że "do grzechu
                      popycha nas ciekowość i nuda", to mamy już bardzo ludzkie
                      wytłumaczenie zdrad.
                      Jesteśmy tylko ludźmi i idealne życie z arcyszczęśliwą rodziną
                      mieszkającą w domku jak z bajki to fikcja, w którą wielu z nas
                      wierzy, bo to taki filar istnienia.
                      A trzeba się zmierzyć z życiem takim, jakie ono naprawdę jest -
                      przewrotne, obłudne, bolesne. I mimo tego wszystkiego iść do przodu.
                      Przecież razem z aktem ślubu nie dostałaś gwarancji na miłość do
                      grobowej deski...
                      27 lat to mnóstwo czasu, ale nie wiesz, co jeszcze może się
                      wydarzyć, co Cię czeka za kolejnym zakrętem. Czasami trzeba zacząć
                      od nowa, nawet wtedy, gdy nic na to wcześniej nie wskazuje...
                      A może to, że dowiedziałaś się o niewierności męża, to taki
                      szturchaniec od losu, żebyś zaczęła coś ze swoim życiem robić?
                      • glamourous Re: po zdradzie 20.01.10, 00:36
                        Ja to widze tak : Kwiatek teraz skacze wokol meza i boi sie wychylic (naszych
                        propozycji zrobienia tornado, czy zadoscuczynienia zupelnie nie bierze pod
                        uwage) co by nie rozezlic cudownie wygrzecznialego meza i nie popsuc ich nowej,
                        zwiazkowej harmonii. Przezywa teraz podobny stan jak zona alkoholika - kiedy maz
                        trzezwieje i przychodzi z kwiatami i przepraszaniem, para przezywa jakby faze
                        miodowego miesiaca - kobieta plawi sie w swoim szczesciu i za nic w swiecie nie
                        chce go burzyc (robiac mezowi awanture o podjecie terapii na przyklad.) Bo taki
                        stan swiezosci uczuc oraz mezowskiego zainteresowania to - jak sadze - rzadki i
                        cenny nabytek dla kobiety po 27 latach zwiazku. Dlatego rozumiem, ze woli
                        dmuchac na zimne i nie chce psuc tej odzyskanej idylli. Zwlaszcza, ze bardzo
                        zalezy jej na zwiazku i zupelnie nie bierze pod uwage mozliwosci rozstania.
                        Bardzo psychologiczne. Rozumiemy.

                        Tyle, ze tak po dobroci takiego zatwardzialego, notorycznego zdradzacza raczej
                        nie da sie nawrocic na sciezke wiernosci. Sama wiem z dosc bolesnej autopsji.
                        Tez kiedys bylam za miekka i zbyt latwo wybaczylam zdrade, bo mi zalezalo - moj
                        eks wytrwal w obietnicy wiernosci moze z miesiac. Tu potrzebny jest kop i lekkie
                        przepranie panu mozgu, jednak wydaje mi sie ze Kwiatek ma postawy, zeby sadzic,
                        ze maz tego kopa obroci przeciwko niej. Ze sie zniecheci, odejdzie, ucieknie do
                        ktorejs z "pan". Moim zdaniem jezeli facet zdradzal przez piec lat, a teraz ma
                        czelnosc stawiania zonie ultimatum "jezeli Ty mnie zdradzisz w odwecie to koniec
                        z nami" to nie zasluguje na wybaczenie i odbudowywanie zwiazku. Bo to swiadczy o
                        tym, ze Kwiatek chce utrzymac ten zwiazek za wszelka cene, gotowy jest do
                        wszelkich poswiecen - a panu niekoniecznie az tak na tym zwiazku zalezy, zeby
                        przelknac gorzka pigulke w ramach konsekwencji swoich swinstw. Poczuc jak
                        smakuje bycie zdradzonym i odebrac swoja kare. Co za arogancja.


                        Rowniez z wlasnego podworka : jedynym sposobem, zeby pozbyc sie demonow
                        obsesyjnego myslenia o tych paniach byloby odplacenie mezowi pieknym za nadobne.
                        Wtedy rachunek bylby przynajmniej SYMBOLICZNIE wyrownany, oboje malzonkowie
                        mogliby zaczac odbudowywac zwiazek z podobnej pozycji. Jezeli Kwiatek nadal
                        pozostanie taka "swieta Tereska" to w tym zwiazku nigdy nie bedzie juz
                        rownowagi. A demony tak latwo sobie nie pojda. I znowu pisze z autopsji. Ja po
                        zdradzie bylam tak wsciekla, ze zafundowalam sobie taka symboliczna terapie w
                        postaci pojscia do lozka z innym facetem i dopiero wtedy poczulam sie w jakis
                        sposob uwolniona od psychicznego cierpienia.
                        "Don't get mad, get even"
                        • gardenersdog Re: po zdradzie 20.01.10, 00:57
                          Tak, wszystko racja.
                          Don't get mad, get EVIL:) Jesli Kwiatek ma sobie wziąć do serca:)
                          • gardenersdog Re: po zdradzie 20.01.10, 01:02
                            I też Kwiatku nie wychodź z założenia, że te kobiety były od ciebie
                            atrakcyjniejsze. One były inne. Banalne, tandetne, czy superseksowne, ale inne.
                            Ciekawy casus maniakalnego zdradzacza to bohater "Nieznośnej lekkości bytu"
                            Kundery. Polecam przejrzeć, jak nabierzesz dystansu.
                        • edypia111 Re: po zdradzie 20.01.10, 07:32
                          Ja też myślę, że Kwiatek ma po prostu problem z definicją sytuacji. JA swoją opisałam: po wieloletnim małżeństwie, rozwodzie, teraz mam kochanka. Jest wiele godzin rozmów, seksu, spotkań, dobrze mi. Tak jest teraz. Po jestem zniszczona małżeństwem i niegotowa na nowy związek. Wiem jednak, iż możliwe jest, że za pół roku będę tu płakać, bo się wkochanku zakocham. Wiem jak bardzo ryzykuję. I potrafię to pwoiedziec głośno i się do tego przyznać. Stąpam po kruchym lodzie i w każdej chwili mogę pójść na emocjonalne dno.

                          Kwiatek zaś oszukuje albo siebie i nas, albo tylko nas. Jej definicja sytuacji jest błędna a prawdziwe motywy zakamuflowane. Zamiast się spierać np. ze mną i traktować mnie jak wysłanniczkę wszystkich pań bzykanych przez jej męża, powinna powiedzieć wprost, to co my widzimy od razu. Mąż mnie zdradził. Bardzo mnie to boli. Ale ten ból jest znacznie mniejszy, niż strach przez samotnością. Nie zrobię mężowi piekła, bo nie chcę go zrobić. Boję się, że wtedy odszedłby ode mnie, a tego nie chcę bardziej niż czegokolwiek. Mamy super seks aktualnie, to zysk dla nas obojga - on dostaje to czego szukał u kochanek, ja dobry seks i nadzieję, że skoro mężowi się podoba, to mnie nie zostawi jednak. Przy okazji też to świetny powód do zracjonalizowania sobie reszty. Mąż był uczciwy i dobry przez 20 lat, a zły i oszukiwał tylko przez 5. Tak w każdym razie mi powiedział, a ja w to wierzę, bo przecież jest uczciwym człowiekiem.Dlatego też chciałabym wiedzieć jak ten uczciwy człowiek zmagał się z wyrzutami sumienia przez te lata, albo przynajmniej na początku. Czasem może przyjdzie mi do głowy, że 5 lat to tak długo, że to się stało stylem życia, normalnością dla niego, posiadanie dwóch kobiet nie było niczym nadzwyczajnym i nie był z tego tytułu nawet minuty refleksji z jego strony. Czasem też się zastanawiam skąd powinnam mieć pewność, że to tylko 5 lat. Bo mąż tak mówi, czy tak doniosła pani, która mnie powiadomiła (jeśli to drugie, tym gorzej, bo wskazuje to na związek z tą panią przez 5 lat). Skoro jeszcze jakiś czas temu mąż wydawał się uczciwy nie przez 20 ale 25 lat i dałabym sobie rękę obciąć, że jest mi wierny, to skąd mam być pewna, że chodzi tylko o 5 a nie o 10 lat? No i ci ludzie dookoła. Przecież przez tyle czasu w naszym otoczeniu dowiedziało się o tym mnóstwo ludzi, mnóstwo ludzi wiedziało i wie, że byłam zdradzana. Dobrze, że ten seks jest świetny, to mogę im też opowiadać o tej motywacji, skoro sama tak bardzo w to wierzę. ITD.

                          Gdyby Kwiatek przyznała przed sobą i przed nami, że powoduje nią strach i męża nie zostawi, to rozmowa wyglądałaby inaczej. Ona szuka kolejnych uzasadnień dla własnej decyzji. Miałabym wiele zrozumienia dla jej postawy, gdyby przyznała to wprost. Podobnie jak będę miała wiele zrozumienia dla własnej żalosności, gdy się jednak w kochanku zakocham - bo my, kobiety, bywamy w związakch głupie, naiwne i uzależniamy się ekspresem od naszych panów. Ja na razie unikam tego, ale mam za sobą naprawdę kawal ciężkiego życia, wreszcie głupia dziewczyna we mnie może się odezwać. Kwiatka jest mi po prostu żal. Najpierw oszukiwał ją mąż, a teraz oszukuje się sama.
                          pozdrawiam
                          • edypia111 Re: po zdradzie 20.01.10, 07:33
                            Bo w sumie nie wiemy skąd Kwiatek wie ile to trwało lat i ile to było pań, czyż nie?
                          • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 20.01.10, 07:53
                            Przyznałam, że zakładając ten wątek, podświadomie liczyłam na argumenty
                            usprawiedliwiające męża, a więc ułatwiające mi wybaczenie. Nie ukrywam: chcę
                            uratować to małżeństwo. Nie jest łatwo zrezygnować z czegoś, co stanowiło
                            podstawę życia przez całe dorosłe życie. Z czegoś, co się RAZEM wypracowało.
                            Nawet wtedy, gdy zrozumiało się, że ta podstawa wygląda zupełnie inaczej niż się
                            wydawało.
                            Moje stwierdzenie, że mąż był uczciwy, wynikało z tego, że znam jego poglądy i
                            wiem jak się zachowywał w innych dziedzinach (uczciwość nie dotyczy tylko sfery
                            seksu).
                            Co do zrobienia piekła, zgadzam się z Wami, przyznaję rację. Trudno jednak
                            zrobić piekło, w 2,5 miesiąca po odkryciu zdrady, gdy już zrobiło się błąd,
                            reagując tak a nie inaczej.
                            edypia, nie chcę wdawać się w szcegóły, ale to było 5 lat. I tak szokująco
                            długo. Otoczenie najbliższe nic nie wiedziało, bo mąż dobrze się kamuflował; nie
                            miał kochanek w na swoim terenie, tylko jak marynarz w każdym porcie (dużo
                            jeździ - wyszukiwał je sobie w miastach, w których bywa, poza środowiskiem)
                            • edypia111 Re: po zdradzie 20.01.10, 08:17
                              Pewnie nie da się pogodzić zrobienia piekła z chęcią uratowania małżeństwa. Znasz swojego męża i pewnie wiesz, czym by to się skończyło. Wbrew wszystkiemu, ja naprawdę bardzo bym chciała by Wam się udało, ale znam kilka zdradzanych żon i z takimi rzeczami, gdy są nierozliczone - a Wasza jest nierozliczona - nie da się długo żyć. Piszesz, że nie da się zrobić piekła po 2,5 miesiąca. Przeciwnie, bo najczęściej takie rzeczy docierają z opóźnieniem. W pierwszej chwili człowiek ratuje co się da, a potem przychodzi czas na refleksję. Dlatego też, gdy się nie rozliczysz, to będzie wracało. Przyjdzie wściekłość na siebie, obrzydzenie, potem pewnie niechęć do mężą, zobojętnienie, itd. Minie amok i szok związany z gromem, który na Ciebie spadł. I pewnie jednak przyjdzie czas, gdy zaczniesz go podejrzewać. Możliwe nawet, że robisz to już, ale nie wyciągasz tego jeszcze przed sobą, bo masz wystarczająco dużo problemów. Nie wiem. Mniemam.

                              Jedno jest pewne. Twojemu mężowi należy się piekło, bo Twoje życie na piekło przerobił. Z tego, co piszesz naprawdę bardzo wierzyłaś w niego i w Wasze małżęństwo. On sobie z tego zadrwił i powinien poniść konsekwencje. Wiesz czego Ci życzę, Kwiatku? Spotkania jakiegoś fajnego faceta, zakochania się i pomyślenia wreszcie o sobie i tylko o sobie, nie o rodzinie, dzieciach, małżeństwie. Ty też jesteś ważna. I tego byś wtedy kopnęła swego męża w d... z satysfakcją oglądając jego minę.
                              Serdecznie Cię pozdrawiam.
                          • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 09:11
                            edypia111 napisała:

                            > Ja też myślę, że Kwiatek ma po prostu problem z definicją
                            >sytuacji. JA swoją opisałam: po wieloletnim małżeństwie, rozwodzie,
                            >teraz mam kochanka. Jest wiele godzin rozmów, seksu, spotkań,
                            >dobrze mi. Tak jest teraz. Po jestem zniszczona małżeństwem i
                            >niegotowa na nowy związek.

                            To ciekawe, że potrafisz tak precyzyjnie zdefiniować sytuację
                            Kwiataka, a swojej nie potrafisz. Wieszasz na niej psy za to, że nie
                            jest mściwa i że chce ratować swój związek. Twoja sytuacja to
                            uwikłanie w zdradę. Bo nie tylko Twój kochanek jest winny - Ty też
                            jesteś winna wobec jego żony. Wiem, pewnie napiszesz, że Ty nie
                            zdradzasz. Nie, nie zdradzasz, ale uczestniczysz w zdradzie. To tak
                            jakby Twój kochanek kradł coś, a Ty przyglądałabyś się temu biernie,
                            a potem jeszcze czerpała świadomie korzyści z kradzieży. Jesteś
                            ostatnią osobą, która mogłaby doradzać Kwiatkowi.


                            > Kwiatek zaś oszukuje albo siebie i nas, albo tylko nas. Jej
                            >definicja sytuacji jest błędna a prawdziwe motywy zakamuflowane.

                            Nie wyrokuj w sprawie Kwaitka, bo sama siebie oszukujesz.

                            > Gdyby Kwiatek przyznała przed sobą i przed nami, że powoduje nią
                            >strach i męża nie zostawi, to rozmowa wyglądałaby inaczej.

                            A nie pomyślałaś, ze Kwiatek jest po prostu dobrym i uczciwym
                            człowiekiem, i kieruje się również poczuciem dobra w swoich
                            działaniach, a nie tylko strachem? Dlaczego osądzasz ją,
                            przykładając do niej swoją miarę?
                            • edypia111 Re: po zdradzie 20.01.10, 09:23
                              Ależ ja się nie oszukuję. Rzecz jasna, ze kochanek zdradza żonę. RZecz jasna, że ja też jestem wobec niej winna. Oboje ją w jakimś sensie zdradzamy, choć ja ją znam przelotnie. Podobnie zresztą połowa ich znajomych, którzy to akceptują i uczestniczą w tym z nami, wychodząc na wspólne piwka, itd. Tylko, że ja nigdzie nie przedstawiam się jako uczciwą osobę. Nie wybielam tego. Wiem jak się sprawy mają i wiem, że to niemoralne. Tylko, że ja się z tym nie zmagam. Przedkładam własną partykularną przyjemność nad czyjeś małżeństwo. To prawda. Stawiam siebie na pierwszym miejscu. To prawda. Mam w nosie małżeństwo kochanka. To prawda. Zależy mi tylko na mojej dobrej zabawie. To prawda. Ja naprawdę się ani nie oszukuję, ani z tym nie zmagam. Jestem zła. To też prawda. Ale mam to gdzieś właściwie. Nawet tego nei usprawiedliwiam ni własną biografią ni przekonaniem, że świat jest zły. Etyka doraźna i egocentryczna. Cyniczna. Też jestem.
                              Jednak to, że ktoś czerpie zyski z kradzieży, nie oznacza, że nie może innym doradzać jak uniknąć bycia okradanym.
                              Nie wiem. Możliwe, że się oszukuje. A możliwe też, że tak rzadko ktoś jest pogodzony z tym, że jest zły i krzywdzi innych i tak rzadko ktoś ma to gdzieś, że po prostu nie potrafisz tego przełknąć.
                              Nie ma sprzeczności między byciem uczciwym i dobrym człowiekiem i kierowaniem się strachem. Przynajmniej ja jej nie widzę.
                              Nie przykładam też do Kwiatka swojej miary. Chyba, że coś pominęłam albo czegoś nie rozumiem. A osądzam Kwiatka, bo Kwiatek opisał tu swoją historię, więc w jakimś sensie o to poprosił.
                              pozdrawiam
                              • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 09:57
                                edypia111 napisała:

                                > Ależ ja się nie oszukuję.

                                Chwała Ci za to.

                                > Jestem zła. To też prawda.

                                Nie wiem, czy to prawda. Ja nie byłbym tak kategoryczny w rzucaniu
                                ocen tego typu nawet wobec siebie. Pewne jest, że postępujesz źle
                                wobec żony swojego kochanka, ale to nie znaczy, że jesteś osobą złą.
                                Podobnie mąż Kwiatka - postępował źle wobec swojej żony, ale to nie
                                znaczy, że jest człowiekeim złym. Nie znamy go na tyle, żeby to
                                stwierdzić. Ja też robię rzeczy złe i dobre, więc tym bardziej
                                powstrzymuję się przed ocenianiem innych ludzi.

                                > Nie ma sprzeczności między byciem uczciwym i dobrym człowiekiem i
                                >kierowaniem się strachem.

                                To prawda, nie ma takiej sprzeczności, ale zrzucanie wszystkiego na
                                karb strachu po przeczytaniu kilku postów wutorki wątku jest zbyt
                                daleko idącym i nieuzasadnionym wnioskiem.

                                > A osądzam Kwiatka, bo Kwiatek opisał tu swoją historię, więc w j
                                > akimś sensie o to poprosił.

                                Moim zdaniem opisanie swojej historii nie jest prośbą o osąd.
                            • aandzia43 Re: po zdradzie 20.01.10, 09:57
                              > A nie pomyślałaś, ze Kwiatek jest po prostu dobrym i uczciwym
                              > człowiekiem, i kieruje się również poczuciem dobra w swoich
                              > działaniach, a nie tylko strachem? Dlaczego osądzasz ją,
                              > przykładając do niej swoją miarę?

                              Nie do mnie było, ale się wtrącę. Bycie dobrym i uczciwym człowiekiem
                              nie musi automatycznie oznaczać, że jest się nieuczciwym wobec
                              własnych emocji, nieasertywnym i ściemniającym przed samym sobą w
                              celu utrzymania status quo. Dla mnie np. dobro to również pewna
                              wewnętrzna uczciwość. Nawet jeśli wiąże się ona z koniecznością
                              dopusczenia do siebie myśli na temat całej brutalności tego świata,
                              brutalności mechanizmów nim rządzących, małości mnie samej i ludzi
                              wokół mnie. I daj spokój z tym "przykładaniem miary". Edypia bardzo
                              mądrze pisze.
                              Dla porządku dodam, że bliżej mi do sytuacji Kwiatka niż Edypii. Mam
                              46 lat, wiernego, zakochanego i monogamicznego z natury męża, ale
                              wszystko się zdarzyć może. I doskonale potrafię sobie wyobrazić,
                              dramat i poczucie przegranej Kwiatka. I, cholera, nie zazdroszczę
                              jej!
                              • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 10:17
                                aandzia43 napisała:

                                > Bycie dobrym i uczciwym człowiekiem
                                > nie musi automatycznie oznaczać, że jest się nieuczciwym wobec
                                > własnych emocji, nieasertywnym i ściemniającym przed samym sobą w
                                > celu utrzymania status quo.

                                Oczywiście, że nie musi oznaczać. Nigdzie nie napisałem, że
                                taki "automatyzm" istnieje.

                                > Dla mnie np. dobro to również pewna wewnętrzna uczciwość.

                                Dla mnie też. A nawet przede wszystkim wewnętrzna uczciwość.

                                > I daj spokój z tym "przykładaniem miary". Edypia bardzo
                                > mądrze pisze.

                                Według mnie Edypia spłyca problem i ocenia Kwiatka bezpodstawnie,
                                angażując w to swoje bardzo osobiste przeżycia.

                                > I doskonale potrafię sobie wyobrazić,
                                > dramat i poczucie przegranej Kwiatka. I, cholera, nie zazdroszczę
                                > jej!

                                Świetnie, ale co to ma wspólnego z ocenami postawy Kwiatka, które
                                pojawiają się w tym wątku nie tylko w postach Edypii?
                                • aandzia43 Re: po zdradzie 20.01.10, 10:45
                                  > Według mnie Edypia spłyca problem i ocenia Kwiatka bezpodstawnie,
                                  > angażując w to swoje bardzo osobiste przeżycia.

                                  W takim razie ja też w twoim pojęciu go spłycam, chociaż nie mam
                                  perspektywy Edypii, bo nie mam jej życiorysu. Zgadzam się z Edypią,
                                  jeśli chodzi o ocenę Kwiatka.

                                  > > I doskonale potrafię sobie wyobrazić,
                                  > > dramat i poczucie przegranej Kwiatka. I, cholera, nie zazdroszczę
                                  > > jej!
                                  >
                                  > Świetnie, ale co to ma wspólnego z ocenami postawy Kwiatka, które
                                  > pojawiają się w tym wątku nie tylko w postach Edypii?

                                  To ma wspólnego, że chociaż potrafię się doskonale utożsamić z
                                  przeżyciami Kwiatka, widzę również jej zakłamanie, strach i chowanie
                                  głowy w piach.
                                  • mujer_bonita Andzia jak zwykle strzał w 10 :) 20.01.10, 12:43
                                    aandzia43 napisała:
                                    > W takim razie ja też w twoim pojęciu go spłycam, chociaż nie mam
                                    > perspektywy Edypii, bo nie mam jej życiorysu. Zgadzam się z Edypią,
                                    > jeśli chodzi o ocenę Kwiatka.

                                    Ja również zgadzam się z Edypią - chociaż ocena moralna, forma podania -
                                    brutalna szczerość może być dość szokująca to wiele jest prawdy w jej słowach
                                    (do czego Kwiatek też częściowo się przyznaje).

                                    > To ma wspólnego, że chociaż potrafię się doskonale utożsamić z
                                    > przeżyciami Kwiatka, widzę również jej zakłamanie, strach i chowanie
                                    > głowy w piach.

                                    To właśnie dobrze podsumowała Glam:
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,105745122,105957357,Re_po_zdradzie.html?wv.x=2
                                    Rozumieć postawę danej osoby, potrafić postawić się w jej sytuacji, współczuć
                                    nie oznacza automatycznie ślepego przytakiwania, pozytywnej oceny.
                                    • gravedigger1 Re: Andzia jak zwykle strzał w 10 :) 20.01.10, 14:16
                                      mujer_bonita napisała:

                                      > Ja również zgadzam się z Edypią - chociaż ocena moralna, forma
                                      >podania - brutalna szczerość może być dość szokująca to wiele jest
                                      >prawdy w jej słowach (do czego Kwiatek też częściowo się przyznaje).

                                      W słowach Edypii może być wiele prawdy, ale to jest tylko prawda
                                      Edypii. Edypia nie ma czarodziejskiej różdżki, żeby określić jaka
                                      jest prawda Kwiatka. To co pisze Edypia to tylko gdybanie.

                                      > To właśnie dobrze podsumowała Glam:
                                      > Rozumieć postawę danej osoby, potrafić postawić się w jej
                                      >sytuacji, współczuć nie oznacza automatycznie ślepego
                                      >przytakiwania, pozytywnej oceny.

                                      Ja też nie jestem za przytakiwaniem i pozytywną oceną bez solidnych
                                      podstaw. Ale jestem również przeciwny pochopnemu ocenianiu, bo wiem,
                                      że takie oceny mogą ocenianej osobie zaszkodzić.
                              • ciezka_cholera Re: po zdradzie 20.01.10, 11:07
                                aandzia43 napisała:

                                > Nie do mnie było, ale się wtrącę. Bycie dobrym i uczciwym człowiekiem
                                > nie musi automatycznie oznaczać, że jest się nieuczciwym wobec
                                > własnych emocji, nieasertywnym i ściemniającym przed samym sobą w
                                > celu utrzymania status quo. Dla mnie np. dobro to również pewna
                                > wewnętrzna uczciwość. Nawet jeśli wiąże się ona z koniecznością
                                > dopusczenia do siebie myśli na temat całej brutalności tego świata,
                                > brutalności mechanizmów nim rządzących, małości mnie samej i ludzi
                                > wokół mnie.

                                Osobiscie uwazam, ze czlowiek moze sie kierowac dowolnie wybranymi motywami,
                                jesli konsekwencje swoich wyborow poniesie on sam. Abstrahuje tu od sytuacji
                                Kwiatka, zeby nie poczula sie urazona:
                                jesli zona decyduje sie wybaczyc mezowi zdrade, bo maja kredyt hipoteczny (ze
                                strachu przed samodzielnym zyciem), a inna decyduje sie na ten sam krok z
                                milosci do meza, to miedzy tymi postawami nie ma wg mnie zadnej roznicy z punktu
                                widzenia "szlachetnosci" tych pan. Tak naprawde obie dbaja zywotnie o swoj
                                interes, tylko inaczej go definiuja.
                                Idac krok dalej, jesli dla pani A kolejne zdrady meza, sa potencjalnie mniejszym
                                zagrozeniem niz jego odejscie (zauwazylam, ze taka postawa budzi powszechna
                                pogarde, dlaczego?), a pani B jest w stanie wybaczyc tylko jedna zdrade (albo
                                zadnej), to tez nie widze zwiazku ze "szlachetnoscia" tych kobiet. Zupelnie, z
                                etycznego punktu widzenia, nie rozumiem dlaczego jedna z tych postaw mialaby byc
                                lepsza od drugiej. Owe panie same poniosa konsekwencje swych decyzji nikomu
                                krzywdy tym nie czyniac. To nie musi byc nieuczciwosc wobec wlasnych uczuc, to
                                moze byc swiadomy wybor.

                                Podziwiam wiare ludzi w skutecznosc konkretnych recept na zycie. Jesli input to
                                zastana sytuacja, output to szczescie i spelnienie, to po pierwsze zaistnieje tu
                                efekt motyla (moim zdaniem), a po drugie output dla kazdego oznacza cos innego,
                                nie ma wiec skutecznego dla kazdego wzoru generujacego szczesliwe zycie.
                                • glamourous Fakt, ale... 20.01.10, 14:39
                                  ciezka_cholera napisała:


                                  > Osobiscie uwazam, ze czlowiek moze sie kierowac dowolnie wybranymi > motywami,
                                  jesli konsekwencje swoich wyborow poniesie on sam.
                                  > jesli zona decyduje sie wybaczyc mezowi zdrade, bo maja kredyt
                                  > hipoteczny (ze strachu przed samodzielnym zyciem), a inna decyduje
                                  > sie na ten sam krok z
                                  > milosci do meza, to miedzy tymi postawami nie ma wg mnie zadnej
                                  > roznicy z punktu widzenia "szlachetnosci" tych pan
                                  > Owe panie same poniosa konsekwencje swych decyzji nikomu
                                  > krzywdy tym nie czyniac. To nie musi byc nieuczciwosc wobec
                                  > wlasnych uczuc, to moze byc swiadomy wybor.


                                  Fakt, ze niewazne sa motywy dla ktorych ludzie sa gotowi wybaczac innym rozne
                                  swinstwa. Kazdy ma swoje zycie, swoje kryteria i nic nam do tego. To wylacznie
                                  sprawa zainteresowanych, jak ustosunkuja sie do sprawy.
                                  TYLE ZE Kwiatek zalozyl watek z pytaniem "jak poradzic sobie z bolem po
                                  zdradzie?" Oraz "jak przestac sie BAC recydywy meza?". Kwiatek nie wybacza
                                  przeciez mezowi zupelnie bezinteresownie (bo kredyty i pal szesc reszte itp) -
                                  jej zalezy na ucuzciach i na zwiazku. I boi recydywy. My dajemy jej rady JAK
                                  psychologicznie podejsc meza, zeby w miare mozliwosci zapobiec recydywie i
                                  uniknac kolejnego pasma upokorzen i cierpien.
                                  Nasze posty nie maja na celu oceny, tylko danie Kwiatkowi do zrozumienia, ze NIE
                                  TEDY DROGA, jezeli faktycznie chce miec jakas szanse na trwala poprawe konduity
                                  meza. Probujemy jej tu uswiadomic, ( z Edypia wlacznie) ze notorycznego
                                  zdradzacza - podobnie jak alkoholika - nie mozna tak po prostu przytulic do łona
                                  i glaskac po glowce, tylko PORZADNIE NIMI POTRZASNAC, zeby osiagnac jakis
                                  rezultat. Glaskanie po glowce nie da motywacji do zmian. W kazdym razie nie na
                                  stale.

                                  PS. Rowniez zgadzam sie z Edypia i uwazam, ze madrze pisze przelamujac pewne
                                  tabu. Terapia szokowa za pomoca brutalnej prawdy potrafi z reguly skuteczniej
                                  otworzyc ludziom oczy na fakty, niz zamiatanie calej sprawy pod dywan.
                        • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 20.01.10, 07:37
                          Glamourous, co do zdrady mojej: zaznaczałam to wcześniej, że mąż nie wybaczyłby
                          mi zdrady 5 lat temu. Nie padło takie stwierdzenie teraz. Teraz sam przyznał, że
                          ma wolną rękę.
                          A w tym, co pisałaś w pierwszym akapicie, masz bardzo dużo racji.
                          • rybka_zwana_wanda Re: po zdradzie 20.01.10, 10:45
                            Kwiatku, idź do psychologa. Tu na forum nie znajdziesz sposobu na odplątanie
                            swoich uczuć, bo widzę, że się strasznie miotasz. Bez sensu, szkoda życia.
                            Idź na regularną terapię, w czasie której przyjrzysz się swoim uczuciom, motywom
                            postępowania, odpowiesz sobie na pytania, które Cię dręczą.
                            Jeśli naprawdę chcesz coś dla siebie zrobić, to właśnie to będzie najważniejsze
                            i najlepsze.
                            A do spa i tak pojedź.
                            Na awantury faktycznie jest za późno, choć skoro tyle sprzecznych uczuć w Tobie
                            się wciąż miesza, to w pewnym momencie pojawi się spóźniona złość i być może
                            rozwalisz mężowi na łbie jakąś wazę.
                            Natomiast jest czas, żeby zawalczyć o siebie, swoją godność, twarz.
                            Jeśli chcesz żeby mąż Cię szanował, pokaż swoją siłę.
                          • vella84 Re: po zdradzie 20.01.10, 11:05
                            hmm trochę mocniej wniknęłam a i Edypia inaczej/o czym innym zaczęła
                            pisać i nie głupie jest to co napisała.. zgadzam się też,że nie
                            ważne,że minęło 2,5msca od wypłynięcia faktów.. żeby związek miał
                            dalej sens- w sensie,żeby zdrady się już nie powtórzyły moim zdaniem
                            małżonek powinien pokazać,że dręczy go sumienie i to tak na prawdę
                            solidnie.. chodzi mi o to,że jeśli on nie dostrzeże,jakie to
                            świństwo,jak bolesne,ważne,że dotyka bardzo głęboko,że powinno byż
                            dla niego obrzydliwe dotykanie itd innych kobiet,że od tego ma
                            swoją,to uważam,że bardzo możliwe,że dalej będzie zdradzał..
                            pogadłabym mu tak,zobaczyła co ona na to,albo jak dziewczyny
                            radzą.. ale takie "do porządku dziennego" niesamowicie mnie dziwi -
                            no chyba,że uważasz,że byłaś totalną lodówką,której nie mógł na sex
                            namówić?? bo innego "usprawiedliwienia"z powodu którego Ty miałabyś
                            czuć się winna nie widzę..
                            Kwiatek napisała
                            "zaznaczałam to wcześniej, że mąż nie wybaczyłby
                            > mi zdrady 5 lat temu. Nie padło takie stwierdzenie teraz. Teraz
                            sam przyznał, ż
                            > e
                            > ma wolną rękę."
                            - o co chodzi z tą wolną ręką??
                        • mujer_bonita Re: po zdradzie 20.01.10, 12:46
                          glamourous napisała:
                          > Bo to swiadczyo
                          > tym, ze Kwiatek chce utrzymac ten zwiazek za wszelka cene, gotowy jest do
                          > wszelkich poswiecen - a panu niekoniecznie az tak na tym zwiazku zalezy, zeby
                          > przelknac gorzka pigulke w ramach konsekwencji swoich swinstw.

                          Brutalna prawda o związkach jest ponoć taka, że władzę ma ten, któremu na związku mniej zależy. A w tym przypadku dysproporcja jest olbrzymia.
                          • ciezka_cholera Re: po zdradzie 20.01.10, 14:03
                            mujer_bonita napisała:

                            > Brutalna prawda o związkach jest ponoć taka, że władzę ma ten, któremu na związ
                            > ku mniej zależy. A w tym przypadku dysproporcja jest olbrzymia.

                            Swiete slowa. Tylko znacza one tyle, ze nalezy mierzyc sily na zamiary. Od
                            samych ostrych negocjacji atutow nie przybywa, a swiadomosc celu, wlasnych
                            atutow i slabosci pozwala wybrac dobra strategie negocjacyjna.
                            W tym przypadku jesli zamiarem Kwiatka jest utrzymanie malzenstwa za wszelka
                            cene, to zachowuje sie bardzo rozsadnie - minimalizuje ryzyko rozstania.
                            Jesli celem autorki watku jest utrzymanie malzenstwa przy jednoczesnym
                            zminimalizowaniu ryzyka recydywy - to powinna walnac piescia w stol.
                            Jesli glownym celem jest unikniecie recydywy i utrzymanie malzenstwa jest od
                            tego uzaleznione - to powinna bardzo ostro dac wiarolomnemu popalic (wydaje mi
                            sie, ze wiekszosc osob wypowiadajacych sie w tym watku zalozylo, byc moze
                            nieslusznie, ze to jest wlasnie cel Kwiatka).
                            Jesli w ogole zdrada wg kogos jest niewybaczalna, to powinien jej nie wybaczyc.
                          • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 14:20
                            mujer_bonita napisała:

                            > Brutalna prawda o związkach jest ponoć taka, że władzę ma ten,
                            > któremu na związku mniej zależy.

                            Brutalną prawdą to jest to, że są ludzie, dla których sensem związku
                            jest posiadanie władzy nad partnerem/-ką.
                            • mujer_bonita Re: po zdradzie 20.01.10, 15:02
                              gravedigger1 napisał:
                              > Brutalną prawdą to jest to, że są ludzie, dla których sensem związku
                              > jest posiadanie władzy nad partnerem/-ką.

                              Jeżeli piszesz o mnie to pudło :)

                              Możesz zaklinać rzeczywistość ale pewnych reguł się nie zmieni. I nie dotyczy to tylko związków ale wszelkich relacji.
                              • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 15:44
                                mujer_bonita napisała:

                                > Jeżeli piszesz o mnie to pudło :)

                                Nigdzie nawet nie zasugerowałem, że piszę o Tobie.

                                > Możesz zaklinać rzeczywistość ale pewnych reguł się nie zmieni.

                                Ja nie zaklinam rzeczywistości. Wyrażam jedynie smutek z powodu
                                niektórych jej aspektów.
    • femmefatale88 Re: po zdradzie 20.01.10, 12:49
      Gdyby to o mnie chodziło to odeszła bym od męża. Nie była bym w stanie znieść tych wątpliwości "czy on z tym skończył" , nie była bym w stanie spojrzeć mu normalnie w twarz.
      Dlaczego masz sie tak zadręczać? To, że teraz się stara to wcale nie znaczy, że nie zdradzi cię znów..... ale też nie znaczy, że napewno to zrobi kolejny raz. Może zrozumiał błąd? Mimo wszystko nie była bym w stanie żyć pod jednym dachem z mężczyzną, któremu ufałam, kochałam go a on zdradził....
      • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 14:26
        femmefatale88 napisała:

        > Gdyby to o mnie chodziło to odeszła bym od męża. Nie była bym w
        >stanie znieść tych wątpliwości "czy on z tym skończył" , nie była
        >bym w stanie spojrzeć mu normalnie w twarz.

        To dobre stwierdzenie: Ty odeszłabyś, ale ona nie jest Tobą.

        > Dlaczego masz sie tak zadręczać?

        A w tym zdaniu jednak poddajesz w wątpliwość jej decyzję. Po co?
        Przecież wczesniej napisałaś słusznie, że TY nie dałabyś rady żyć z
        takim człowiekiem. Ona chce i może sobie z tym poradzić, więc
        należałoby ją w tym wspierać i doradzić pomoc psychologiczą - nie
        tylko dla niej ale i dla jej męża.
        • mujer_bonita Re: po zdradzie 20.01.10, 15:04
          gravedigger1 napisał:
          > Ona chce i może sobie z tym poradzić, więc
          > należałoby ją w tym wspierać i doradzić pomoc psychologiczą - nie
          > tylko dla niej ale i dla jej męża.

          Wsparcie ma Twoim zdaniem polegać na utrzymywaniu jej w złudzeniach?

          Większość wypowiadających się przecież właśnie pisze o tym jak sobie z sytuacją poradzić - i co ważniejsze - jak uniknąć mężowskiej recydywy. Poradzić sobie REALNIE a nie pogrążyć się we własnych iluzjach i za parę lat obudzić z ręką w nocniku.
          • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 15:56
            mujer_bonita napisała:

            > Wsparcie ma Twoim zdaniem polegać na utrzymywaniu jej w
            >złudzeniach?

            Nie, wsparcie ma polegać na unikaniu arbitralnego stwierdzania, że
            Kwiatek nie ma racji w tym co robi i doradzeniu jej, żeby udała się
            tam, gdzie fachową pomoc może znaleźć.

            > Większość wypowiadających się przecież właśnie pisze o tym jak
            >sobie z sytuacją poradzić - i co ważniejsze - jak uniknąć
            >mężowskiej recydywy.

            Wybacz, ale to co nazywasz radami, to tylko wróżenie z fusów, bo
            przecież nikt z doradzających tu nie zna tak naprawdę ani Kwiatka,
            ani jej męża. Doradzanie i ocenianie Kwiatka na podstawie kilku
            postów jest dla mnie niepoważne.

            >Poradzić sobie REALNIE a nie pogrążyć się we własnych iluzjach i za
            >parę lat obudzić z ręką w nocniku.

            Moim zdaniem nikt z piszących tu nie jest w stanie udzielić
            Kwiatkowi trafnej porady, chyba że przez przypadek, bo to co
            nazywasz doradzaniem jest w tym przypadku jak strzelanie w płot.
            Oczywiście jest szansa trafienia w "deskę"... Ale jest też ogromna
            szansa zaszkodzenia osobie, o której mowa.

            • mujer_bonita Re: po zdradzie 20.01.10, 16:18
              gravedigger1 napisał:
              > Wybacz, ale to co nazywasz radami, to tylko wróżenie z fusów, bo
              > przecież nikt z doradzających tu nie zna tak naprawdę ani Kwiatka,
              > ani jej męża. Doradzanie i ocenianie Kwiatka na podstawie kilku
              > postów jest dla mnie niepoważne.

              Może i niepoważne ale jak w takim razie wytłumaczysz tak dużą zbieżność
              tutejszych wywodów z tym, co Kwiatek usłyszała (i zapewne jeszcze usłyszy) od
              psychologa?
              • gravedigger1 Re: po zdradzie 20.01.10, 16:49
                mujer_bonita napisała:

                > Może i niepoważne ale jak w takim razie wytłumaczysz tak dużą
                >zbieżność tutejszych wywodów z tym, co Kwiatek usłyszała (i zapewne
                >jeszcze usłyszy) od psychologa?

                Ta zbieżność może być jak to trafienie kulą w płot, albo jest
                wynikiem przenikliwości psychologicznej opiniujących i
                doradzających. Problem polega na tym, że psycholog, mając
                odpowiednią wiedzę i kontakt z żywym człowiekiem, jest o wiele
                bardziej predystynowany do tego, by rad udzielać. Natomiast
                domorośli psychologowie wyżywający się na forum mogą niechcący
                skrzywdzić osobę, którą oceniają i której doradzają.
      • glamourous Re: po zdradzie 20.01.10, 14:55
        femmefatale88 napisała:

        > Mimo wszystko nie była bym w stanie żyć pod jednym dachem
        > z mężczyzną, któremu ufałam, kochałam go a on zdradził....

        Nie zdradzil, tylko ZDRADZAL. Z premedytacja, chlodno kalkulujac, notorycznie
        przez 5 bitych lat. To kolosalna roznica, ktora dla mnie na przyklad mialaby
        wielkie znaczenie przy podejmowaniu decyzji "co dalej", czy przy wybieraniu - na
        miejscu Kwiatka - strategii postepowania z wiarolomca.
        I nie zgodze sie, ze 2,5 miesiaca to juz za pozno na awantury. Przeciez to nie
        jest tak, ze faza cierpienia u zdradzonego pojawia sie tylko na poczatku, a
        potem mija bezpowrotnie i wszystko jest cacy. To cierpienie tkwi w czlowieku,
        wraca falami, czasem nawet ze zwielokrotniona sila. Zawsze jest wiec dobry
        moment na delikatne przepranie mezowi mozgu - tak, zeby odczul na wlasnej skorze
        ze zdradac nie warto.
        • mujer_bonita Re: po zdradzie 20.01.10, 15:15
          glamourous napisała:
          > Nie zdradzil, tylko ZDRADZAL. Z premedytacja, chlodno kalkulujac, notorycznie
          > przez 5 bitych lat. To kolosalna roznica, ktora dla mnie na przyklad mialaby
          > wielkie znaczenie przy podejmowaniu decyzji "co dalej", czy przy wybieraniu -
          > na miejscu Kwiatka - strategii postepowania z wiarolomca

          Nie tylko robił z premedytacją ale wykorzystał słabość żony - jak sama Kwiatek napisała:
          "Jestem zbyt miękka, jestem bardzo otwarta, mąż wie,
          że może mi ufać. I za to chyba zapłaciłam tymi 5 latami - on wyczuł, że może
          sobie na to pozwolić. Sama juz doszłam do wniosku, że znacznie lepiej byłoby dla
          mnie, gdybym była twardsza."

          Ona sama podświadomie czuje, jaką strategię powinna obrać.

          > To cierpienie tkwi w czlowieku,
          > wraca falami, czasem nawet ze zwielokrotniona sila.

          Mało tego - nieprzepracowane cierpienie albo powoli zabija albo wybucha w nieodpowiednim momencie.
    • esteraj Re: po zdradzie 20.01.10, 15:22
      Edypia i inne osoby mówią, że należy faceta kopnąć w d....

      Gdybym była osobą zdradzającą i mój partner po wyznaniu prawdy olałby mnie, pomyślałabym, że nigdy mu na mnie nie zależało, więc nie ma co żałować zdrady.

      Dlatego bardzo dobrze rozumiem postępowanie Kwiatka.

      Z drugiej strony szybkie przebaczenie i nie poniesienie odpowiednich konsekwencji może być w przyszłości przyzwoleniem na dalsze zdrady.

      Wszystko zależy od człowieka, czy doceni przebaczenie i postanowi poprawę (choć "silna wola" człowieka jest bardzo słaba), lub przez odrzucenie zastanowi się nad tym co stracił.

      Byłam zdradzana. Zachowywałam się jak Kwiatek- starałam się być dobrą, wyrozumiałą żoną. Gdy nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu - odeszłam. Był to jednak dla niego pretekst, by znowu spotykać się z kochanką. W rezultacie przyjęłam, że nie ma dobrego sposobu. Należy zatem nauczyć żyć się samemu. Odnaleźć wartość w innych aspektach życia i nie opierać się na jednym człowieku.

      Myśl rozstania uwolniła mnie od uzależnienia od męża. Nie zastanawiam się gdzie jest, co robi, co czuje. Skończyła się niepewność. Poczułam się wolna.
      • rybka_zwana_wanda Dajcie już spokój. 20.01.10, 15:54
        Skończmy ten temat, bo Kwiatek oszaleje od nadmiaru porad. Ona w tej chwili i
        tak tego wszystkiego nie ogarnie, bo jest bardzo pogubiona (przepraszam,
        Kwiatku, że tak piszę o Tobie w 3 osobie).
        Wałkowanie tego wątku w tę i z powrotem już do niczego nie doprowadzi.
        Kwiatek musi teraz złapać oddech i przemyśleć. Samotnie. Nasze zdanie już poznała.
        Ponawiam sugestię, aby iść do psychologa.
        • kwiatek2-1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:00
          Bardzo Wam dziękuję za rady. Przeżyłam (i przeżywam) je ciężko - pisałam już, że
          zakładając wątek podświadomie liczyłam na pomoc w usprawiedliwieniu męża.
          Wywróciliście moje myślenie (= samooszukiwanie) do góry nogami. I dobrze.
          • kwiatek2-1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:08
            Dodam, że byłam dziś u psychologa. Przepłakałam tam 1,5 godziny. On też mnie
            "sponiewierał". Zaczęłam od zaznaczenia, jaki to mój mąż jest wspaniały i prawy
            - po paru jego pytaniach musiałam się z tego wycofać. Pokazał mi sporo
            sprzeczności w moim rozumowaniu, samooszukiwanie, idealizację męża.
            Kurczę, łatwiej jest (nie: lepiej) budować sobie mury obronne, zza których nie
            widać rzeczywistości. Ale jak one runą, to masakra!
            • kwiatek2-1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:23
              Tak bardzo chciałam rodziny idealnej; dlatego gdy czułam, że coś się sypie,
              wolałam sobie wmawiać, że to tylko moje urojenia. Tak bardzo wierzyłam (chciałam
              wierzyć), że mam wspaniałego męża, że wolałam nie zauważać, gdy mnie źle
              traktował, a wręcz szukać winy w sobie. Teraz gdy zobaczyłam pewne rzeczy czarno
              na białym, też byłam skłonna siebie obwiniać.
              I po prostu wierzyłam, że on doceni moją miłość. A i inne moje zalety (naprawdę
              nie jestem brzydactwem - wyróżniam się korzystnie)- nie uciekał do innych od
              żony zaniedbanej i brzydkiej.
              Wychodzi na to, że można kochać za bardzo, że egoizm popłaca.
            • aandzia43 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 21:15
              > Kurczę, łatwiej jest (nie: lepiej) budować sobie mury obronne, zza
              których nie
              > widać rzeczywistości. Ale jak one runą, to masakra!

              Tak, pisałam już, że to, co się zobaczy po zerwaniu kurtyny, to nei
              jest przyjemny widok:-) Ale pierwszy szok już za tobą. Nie przerywaj
              wizyt u tego psychologa. Idź za ciosem. Zobaczysz, będzie dobrze:-)
              Chociaż to "dobrze" po terapii może wyglądać tak, że w tej chwili
              absolutnie nie określiłabyś takiego stanu jako zadowalający.
              Naprawdę wszystko jest możliwe. Tylko nei upieraj się przy swoim
              sarym oglądzieświata, swoich starych przekonaniach i założeniach.
              Życzę Ci szczęścia:-)
          • glamourous Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:17
            kwiatek2-1 napisała:


            > zakładając wątek podświadomie liczyłam na pomoc w usprawiedliwieniu męża.

            ??? Usprawiedliwieniu?
            Czyzbys liczyla, ze powiemy "mial racje, ze zdradzal"???
            Tak by the way to moim zdaniem (prywatnym, dosc niepoprawnym politycznie oraz
            nie aprobowanym przez wiekszosc forumowiczow) zdrade da sie do biedy
            usprawiedliwic W PEWNYCH, bardzo scisle okreslonych warunkach. Te scisle warunki
            to : tymczasowa niemozliwosc rozstania z powodu posiadania malych,
            potrzebujacych obojga rodzicow dzieci, przy jednoczesnym skrajnym zaniedbywaniu
            emocjonalnym i seksualnym przez partnera. Plus do tego jego kompletna odmowa
            wspolpracy na tym polu w stylu "zaniedbuje Twoje potrzeby, ale nie interesuje
            mnie ze cierpisz i nie mam ochoty na kompromis" Cos takiego jak u pana
            Symetrycznego z watku obok. Ale z Twojego opisu nie wynika w jakikolwiek sposob,
            zebys kiedykolwiek drastycznie zaniedbywala meza i jego potrzeby oraz miala w
            nosie komunikacje. Sprawiasz wrazenie empatycznej kobiety. Wiec nie mogloby byc
            mowy o jakimkolwiek usprawiedliwianiu swinstw jakie on robil Tobie - swojej
            dobrej i wyrozumialej zonie. Nawet najwieksi forumowi liberalowie w kwestii
            zdrady (pan Superprawda sie nie liczy) sa tu akurat co do tego zgodni...
            • kwiatek2-1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:31
              glamourous napisała:
              > Czyzbys liczyla, ze powiemy "mial racje, ze zdradzal"???

              Zaznaczam: podświadomie liczyłam. Uświadomiłam sobie to, gdy czytałam Wasze
              pierwsze wpisy.
              Ale fakt: jakieś przyzwolenie na zdrady na tym forum jest; wystarczy zobaczyć
              wątek obok "ja, on i oni". To, co opisuje autorka to dla mnie skrajność:
              zaprzyjaźnianie się ze zdradzanym mężem i żoną, wspólne wakacje. Nawet mój mąż
              mi tego oszczędził: nie stawiał mi kochanek przed oczyma, nie prowokował
              wspólnego spędzania czasu. A oceny tej postawy nie są tak specjalnie potępiające...
              • gravedigger1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:57
                kwiatek2-1 napisała:

                > Ale fakt: jakieś przyzwolenie na zdrady na tym forum jest;
                >wystarczy zobaczyć wątek obok "ja, on i oni". To, co opisuje
                >autorka to dla mnie skrajność: zaprzyjaźnianie się ze zdradzanym
                >mężem i żoną, wspólne wakacje. Nawet mój mąż
                >mi tego oszczędził: nie stawiał mi kochanek przed oczyma, nie
                >prowokował wspólnego spędzania czasu. A oceny tej postawy nie są
                >tak specjalnie potępiające...

                Dobre spostrzeżenie. Jak zauważyłaś, inaczej ocenia się zdradzającą
                osobę, która przedstawia tu swoje racje i swoje emocje osobiście, a
                inaczej (znacznie surowiej) osobę, która jest nieobecna na forum, a
                w związku z tym całkowicie obca. Nawet niezdradzający partnerzy/-ki,
                którzy przedstawiani są jako winni zdrady popełnionej przez ich
                partnerki/-ów z powodu braków natury seksualnej, są przez wielu
                oceniani zdecydowanie negatywnie.
              • edypia111 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 17:05
                Jakkolwiek nie spodobało Ci się Kwiatku to, co pisałam. To moim celem było sprowadzenie Cię do miejsca, w którym jesteś. To miałam na myśli próbując obrzydzić Ci męża. Chciałam Ci wskazać też, że nie jesteś winna temu co się stało, ale możesz być i czuć się winna gdy się powtórzy. Niestety ale Twój mąż jest tym rodzajem zdradzającego, który rokuje najgorzej. To wszystko co przyznałaś miało na celu moje opisywanie Twojego samo-oszukiwania się. Jesli psycholog Tobą potrząsnął, to znaczy, że trafiłaś do dobrego psychologa. Cieszy mnie to. Nie próbuj ratować tego małżeństwa za wszelką cenę. Zrób to dla siebie, bo to Ty będziesz zmasakrowana jak historia się powtórzy, nie mąż.
                Trochę to absurdalne Kwiatku, że pisze to jedna z kochanek, ale jest mi bardzo przykro, że Cię to spotkało. I dopiero dziś, gdy zaczynasz wreszcie się z tym emocjonalnym g... mierzyć, jest mi Ciebie szkoda. Bo czeka Cię długie odkłamywanie rzeczywistości. Pamiętaj jednak, że to Ty jesteś dla siebie najważniejsza i o sobie powinnaś myśleć przede wszystkim. Dbaj więc o siebie, bo nikt inny tego nie zrobi. Lepiej jest przejść piekło teraz i mieć to za rok za sobą, niż przechodzić przez nie ponownie. Może Wam się ułoży, może nie, ale Ty musisz wyjść z tego pewna siebie i silniejsza, bo tylko wtedy będziesz mogła przetrwać w każdej z możliwości.
                Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz wybacz terapię szokową :)
                E.
        • gravedigger1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 16:02
          rybka_zwana_wanda napisała:

          > Kwiatek musi teraz złapać oddech i przemyśleć. Samotnie. Nasze
          > zdanie już poznała.
          > Ponawiam sugestię, aby iść do psychologa.

          To najlepsza rada w tym wątku moim zdaniem.

          Kwiatku, to Ty decydujesz o swoim życiu i Ty znasz lepiej siebie i
          całą sytuację lepiej niż wszyscy, którzy próbują Ci doradzić.
          Skorzystaj z fachowej pomocy, a potem zrób to co jest zgodne z
          Twoimi poglądami i co uważasz za słuszne.
          • vella84 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 20:50
            Kwiatku brak potępienia osoby zdradzającej w sąsienim wątku wynika z
            tego,że tamta dziewczyna napisała,że męża totalnie nie interesuje
            sex z nią.. super,że poszłaś do psychologa! oby Ci się układało
            coraz lepiej,bo brzmisz jak bardzo wartościowa osoba,pozdrawiam
            serdecznie.
            • kwiatek2-1 Re: Dajcie już spokój. 20.01.10, 21:48
              Dzięki Wam wielkie. Jestem kompletnie rozbita i boję się tego, co przede mną.
              Trzymajcie kciuki.
              • niezapominajka333 Re: Dajcie już spokój. 21.01.10, 19:32
                Kwiatku, zastanawiam się ad jedną sprawą.
                Przyjmujemy założenie, że on kocha, stara się, nawet szczerze wierzy, że już
                nigdy więcej nie dojdzie do zdrady.
                Przypomniały mi się wątki Fajnego Schatza (o ile dobrze pamiętam nicka).
                Facet znudzony seksem z żoną dąży do związku otwartego, ale tak dyskretnie
                otwartego.
                Żeby żona znalazła sobie kochanka i przestała go molestować o seks, a on udając
                przed nią impotenta, będzie realizował się z związkach z trzydziestolatkami.
                Może twojemu mężowi też jest na rękę podobny układ?
                Powiedział ci, że masz wolną rękę, możesz zdradzić w ramach rewanżu, a on dalej
                bez wyrzutów sumienia będzie nawiązywał nowe znajomości licząc na to, że
                nabierzesz tolerancji dla zdrady.

                Zaproponuj mu związek otwarty i zobaczysz, czy się zapali do pomysłu.
                • fajnyschatz Re: Dajcie już spokój. 22.01.10, 00:00
                  To niesamowite. Od kilku miesięcy nie napisałem tu ani jednego słowa, a tu taki
                  zbieg okoliczności, że otwarłem inny wątek na temat libido starszych kobiet i
                  jednocześnie ten potrójny kwiatek mnie wspomniał.
                  Mam na myśli niezapominajkę (nie pamiętam jak ta roślinka wygląda).

                  Drogi Kwiatku (wiem że to poufałość, ale odczuwam zdecydowaną sympatię do
                  Ciebie, w przeciwieństwie do grona doradczego, stabilnego na tym forum) , nie
                  czytałem wszystkich 173 postów na tym wątku, więc być może, że powtórzę czyjeś
                  uwagi.
                  Po pierwsze, szczerze uważam, że można kochać swoją żonę nie pożądając jej
                  seksualnie. Myślę, że moja żona też tak myśli, choć pewnie w głębi ducha jej to
                  doskwiera. Po drugie uważam, że seks nie powinien być najważniejszym spoiwem
                  związku, aczkolwiek jestem za tym, żeby każda ze stron zachowywała dla siebie te
                  sprawy, ponieważ pełna otwartość może być bardzo raniąca dla każdej strony.
                  Jeśli potrafisz się porozumieć z mężem, mimo wszystko chcesz być z nim razem,
                  ale dopuszczasz możliwość zaspokojenia seksualnego poza małżeństwem, bez
                  konieczności przedyskutowania tego z mężem, to uważam, że nie powinnaś mieć
                  skrupułów. Co więcej możesz stracić ? Jeśli się okaże, że Twój potencjalny
                  kochanek jest dla Ciebie ważniejszy od męża to nad czym się tu zastanawiać? Czy
                  czekasz na to, żeby Twój mąż Cię do tego zachęcił ?
                  • superprawda Re: Dajcie już spokój. 22.01.10, 00:12
                    fajnyschatz napisał:

                    > To niesamowite. Od kilku miesięcy nie napisałem tu ani jednego
                    słowa, a tu taki
                    > zbieg okoliczności, że otwarłem inny wątek na temat libido
                    starszych kobiet i
                    > jednocześnie ten potrójny kwiatek mnie wspomniał.
                    > Mam na myśli niezapominajkę (nie pamiętam jak ta roślinka wygląda).
                    >
                    > Drogi Kwiatku (wiem że to poufałość, ale odczuwam zdecydowaną
                    sympatię do
                    > Ciebie,


                    widze ze sa jednak madrzy ludzie na tym forum :-)
                • kwiatek2-1 Re: Dajcie już spokój. 22.01.10, 19:00
                  niezapominajka333 napisała:
                  > Zaproponuj mu związek otwarty i zobaczysz, czy się zapali do pomysłu.

                  Nie mogę tego zaproponować, bo sobie takiego związku nie wyobrażam.
                  • superprawda Re: Dajcie już spokój. 13.02.10, 17:20
                    kwiatek2-1 napisała:

                    > niezapominajka333 napisała:
                    > > Zaproponuj mu związek otwarty i zobaczysz, czy się zapali do
                    pomysłu.
                    >
                    > Nie mogę tego zaproponować, bo sobie takiego związku nie wyobrażam.

                    To moze czas sobie wyobrazic? Bo to jedyne lekarstwo na to co cie
                    boli.
              • possessive Re: Dajcie już spokój. 22.01.10, 08:16
                Słuchaj kwiatek, dostałaś różne przygnębiające teksty, współczuję ci
                bo przecież podjęłaś heroiczną decyzję, że mimo tych babek chcesz
                być z facetem, a tu musiałaś wysłuchać wykładu typu: jaką kochanka
                jest ważną personą, jacy mężczyźni są podli, jakie błędy popełniłaś
                jak to zdradzał i będzie robił to dalej. Zostałaś narażona na
                prowokację, w celu obrzydzenia ci małżonka, nie wiem jakim prawem:),
                niestety to wszystko gówno prawda. Nikt nie przewidzi jakim typem
                jest twój mąż i jak się zachowa. W sumie najważniejsza jesteś ty i
                to musisz zrozumieć. Zdrada nie jest żadną ujmą, każdej babce może
                się zdarzyć. To, że facet poszedł za ciosem i zrealizował swoje
                fantazje, zabawił się, skorzystał z twojej tolerancji to są wszystko
                sprawy zwykle, wręcz ludzkie. Może się to przydarzyć każdej osobie i
                nic tu nie ma do rzeczy twoje postępowanie lub to kim ty jesteś.
                Jeśli facet nawet cię zdradził ale po 20 latach wspólnego życia,
                zadeklarował, że chce być z tobą i chce to naprawić(nie wiem,
                obiecał dalszą monogamię?), to zwyczajnie uszanuj tą decyzję. Nie
                masz powodu aby go bałwochwalczo uwielbiać, pokazał swoją
                niedoskonałość i dobrze, żeby szanować kogoś szczególnie to on musi
                na to zasłużyć, ten nie zasłużył - zwyczajnie potknął się i tyle. To
                co mnie uderzyło w twoich tekstach to jakieś wysokie mniemanie o
                mężu i jego możliwościach. Masz świetną okazję aby to mniemanie
                obalić, zwyczajnie szanować jak człowieka ale nie bardziej. On nie
                jest nikim lepszym od ciebie. Daj mu szansę jeśli zadeklarował
                dalszą wierność ale nic więcej, tylko szansę. Nie dawaj się wciągnąć
                w głupią rywalizację, w porównywanie z tymi kobietami, nie próbuj go
                usprawiedliwić, po prostu potraktuj to jak kredyt zaufania który
                dajesz, ale bez jakiejś szczególnej wiary w to, że małżonek jest
                herosem i okaże się teraz nagle cudowny. Być może nigdy cudowny nie
                był, a ty tego nie widziałaś, teraz widzisz prawdę, wykorzystaj to.
                Zacznij bardziej opierać się na tej części życia którą jesteś ty-
                sama, a mniej opieraj się na tym co mówi i robi twój małżonek. Na
                wszelki wypadek naucz się już teraz oddzielnego życia, oddzielnych
                spraw i nie traktuj związku z mężem jako najważniejszej rzeczy w
                życiu. Być może będziesz musiała stanąć przed faktem recydywy, ale
                to już nie zależy od ciebie, nie masz na to wpływu.
                Oddzielną sprawą jest twój związek z mężem, a zupełnie oddzielną
                kwestią jego kontakty z tymi kobietami. Nie daj się wciągnąć w
                jakieś gówno, nie angażuj się w świat kochanek, bo po co? Choćbyś
                nie wiem jak się napinała, nie zastąpisz facetowi kochanek, a tym
                bardziej wszystkich kobiet tego świata. To, że facet jest z tobą i
                jest wierny to tylko jego własne dobrowolne wyrzeczenie i wartość
                jego uczciwości w stosunku do ciebie, ty tu nic nie masz do rzeczy.
                Czy chce być wierny, czy zamierza cię po cichu włączyć do haremu to
                czas pokażę, nie martw sie. Ważne, że już wiesz, że tak być może.
                • zonazdradzona po zdradzie 13.02.10, 16:08
                  ja też niedawno dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradza
                  miał stałą koleżankę, z którą zaspokajał swoje potrzeby, których
                  niestety nie dałam mu szans zaspokoić w domu:/
                  niestety przez lata naszego małżeństwa byłam zamknięta,
                  zakompleksiona i nie potrafiłam się otworzyć przez co seks był rzadko
                  i średni, ja praktycznie nigdy nie miałam ochoty
                  na nieszczęście (a może jednak szczęście?!) spotkał dziewczynę, która
                  była otwarta i zawsze miała ochotę na seks

                  a teraz do rzeczy, po odkryciu romansu męża, oprócz cholernego bólu w
                  końcu do mnie dotarło jaki był nieszczęśliwy i sfrustrowany przez te
                  wszystkie lata:/
                  świadomość, że z inną było mu lepiej niż ze mną wbrew temu czego na
                  początku się obawiałam, otworzyło mnie; bo kocham go i chcę żeby to
                  ze mną było mu najlepiej; znów zobaczyłam w nim mężczyznę a nie
                  przyjaciela, z którym prowadzę gospodarstwo domowe!

                  nie wiem czemu ale przez tyle lat nie potrafiliśmy zrobić nic z
                  naszym życiem seksualnym i wiem że była to chora sytuacja, dopiero
                  teraz zaczęliśmy się poznawać od tej strony

                  chcę wierzyć w to co mówi, że mnie kocha i chce być ze mną, dlatego
                  po przejściu pierwszej fali gniewu, bólu wręcz fizycznego i żalu
                  kiedy byłam pewna że to koniec; postanowiłam spróbować i walczyć o
                  nasze dalsze wspólne życie

                  może to dla niektórych być niezrozumiałe i chore ale dostrzegam
                  "dobre strony" jego zdrady, jest jakby drugą szansą dla nas, którą
                  mam nadzieję uda nam się wykorzystać
                  i wierzę, że może się udać!!
                  • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 13.02.10, 21:43
                    zonazdradzona napisała:

                    Mam podobne do Twoich przemyślenia. Jestem jeszcze na etapie żalu i bólu ("wręcz
                    fizycznego" - to też dobrze określiłaś), ale też dostrzegam, że to wszystko nie
                    jest tak oczywiste. I też liczę, że można na tym, co się stało odbudować nasze
                    małżeństwo.
                    • superprawda Re: po zdradzie 14.02.10, 17:07
                      ALe nic sie nie stalo. Po prostu histeryzujesz.
    • marlena_mill Re: po zdradzie 26.01.10, 12:51
      przeczytałam wszystkie wasze posty...

      jestem takim "kwiatkiem" myślałam jak ona, też chciałam ratować
      małżeństwo ( z 20 letnim stażem) i popełniłam wszystkie błędy przed
      jakimi ostrzegacie Kwiatka...
      Jestem przekonana, patrząc na moje życie przez ostatnie dwa lata (2
      lata po odkryciu prawdy)że Edypia, Rallina mają rację w 100%.

      Nie wolno brać winy na siebie, nie wolno niczego ratować na siłę, to
      jemu a nie zdradzonej (mnie, kwiatkowi) powinno zalezeć na tym
      małżeństwie i nie ważne czy przekreślamy 3 lata czy 27 lat, bo nic
      dobrego z tego nie wyniknie, już nigdy nie będziemy z tym mężczyzną
      szczęśliwe.
      Po moich próbach ratowania, zmieniania siebie, zmieniania naszego
      życia, rozmowach, zrozumieniu przyczyn ( wina zawsze leży po obu
      stronach - tak się mówi), wizyt u psychologów (moich, on nie chciał)
      jestem w punkie wyjścia...
      Bo mi za bardzo zależało, a jemu ....raczej nie...
      bo to ja dwoiłam się i troiłam aby życie nie było nudne, aby było
      fajnie...
      Nie wytrzymałam tego oszukiwania siebie samej... i tak dobrze że
      przez ten czas zrobiłam bardzo wiele dla siebie włącznie z
      odbudowaniem realacji towarzyskich, samokształceniem, zmianą
      własnego wizerunku...itd...
      Wyrzuciałm go z domu, i nic zero reakcji...obecnie leczę się u
      kolejnego psychologa od uzależnienia od tego faceta i właśnie
      prawnik pisze mi pozew rozwodowy.
      Kwiatku posłuchaj dobrych rad , daj swojemu mężow zawalczyć o WAS,
      nie zrób błędu zbyt szybkiego wybaczenia, walczenia o związek,
      przepędzania konkurencji, tylko i wyłącznie jego własny wybór, czy
      TY, czy romanse - jest ważny.
      I on musi Cię tak do tego przekonać, że nie możesz mieć wątpliwości
      i dopiero wtedy możesz spojrzeć na to z boku czy chcesz być z kimś
      kto myśli tylko o sobie, a Ty jesteś wygodnym dodatkiem do życia.

      • zawle Re: po zdradzie 29.01.10, 20:20
        A ja przeczytałam tylko kilka pierwszych, więc nie wiem czy się po kimś
        nie powtarzam.
        Ale jak słyszę słowa żony o kochance męża : Była ode mnie brzydsza,
        głupsza, starsza, banalna, nachalna, amoralna to mnie pusty śmiech
        ogarnia.
        Ale gdy dodaje że facet osiągnął coś dzięki niej, to już wiem czemu
        zdradza.
    • saluber Re: po zdradzie 14.02.10, 07:43
      Przeczytałam Twoją historię, i chętnie porozmawiałabym z Tobą dłużej na prive.
      Zapraszam do rozmowy (na gazetowego).
    • esteraj Re: po zdradzie 14.02.10, 14:12
      Do przemyślenia, zdrada z innej perspektywy. Zaczerpnięte z
      forum "Zdrada i wybaczenie" :
      www.e-book.liiil.pl/viewtopic.php?t=4
      • blackglass Re: po zdradzie 15.02.10, 14:48
        Jak dowiadujemy się, ze facet zdradza- zastanawiamy się co zrobiłyśmy źle ze on
        zdradził...staramy się być lepsze, takie jakby on chciał...
        Kurwa jak dziecko robi coś źle dostaje kare ale jak facet zrobić os źle (
        zdradzi) to szukamy winy w sobie i zmieniamy się dla niego !!!!!!!!!! Koszmar ..
        Ja bym wy... grzyba z domu niechby spadał do tych lasek :P
        Obym się nie dowiedziała że mój se bzykał na boku bo ...dostałby "karę"
        • esteraj Re: po zdradzie 15.02.10, 15:19
          blackglass napisała:

          > Jak dowiadujemy się, ze facet zdradza- zastanawiamy się co zrobiłyśmy źle ze on
          > zdradził...staramy się być lepsze, takie jakby on chciał...
          > Kurwa jak dziecko robi coś źle dostaje kare ale jak facet zrobić os źle (
          > zdradzi) to szukamy winy w sobie i zmieniamy się dla niego !!!!!!!!!! Koszmar .
          > .

          No właśnie i uważasz, że to jest słuszne, kiedy dziecku daje się lanie, a nie
          tłumaczy?
          W ten sposób rośnie agresja. Dziecko jest zastraszone i pozbawione samodzielnego
          myślenia. Ma tak być i koniec!

          Sądzę, że najpierw dziecku się tłumaczy, próbuje z nim kontaktować i jeśli to
          nie przyniesie efektów, dopiero się karze.
          Każdy człowiek powinien dostać jedną szansę, więcej to przegięcie.
          • blackglass Re: po zdradzie 15.02.10, 15:40
            esteraj napisała:
            No właśnie i uważasz, że to jest słuszne, kiedy dziecku daje się lanie, a nie
            tłumaczy?
            W ten sposób rośnie agresja. Dziecko jest zastraszone i pozbawione samodzielnego
            myślenia. Ma tak być i koniec!

            Sądzę, że najpierw dziecku się tłumaczy, próbuje z nim kontaktować i jeśli to
            nie przyniesie efektów, dopiero się karze.
            Każdy człowiek powinien dostać jedną szansę, więcej to przegięcie.

            Dzieci nie wolno bić! Kara to szlaban na słodycze czy na bajki na określony czas.

            Czasem nie da się dać tej jednej szansy bo zachowanie drugiej osoby zrujnowało
            twój świat a ty nie dość, ze musisz go pookładać, to jeszcze wybaczyć. Jak dla
            mnie byłoby to za dużo.

            • bi_chetny Re: po zdradzie 17.02.10, 17:09
              blackglass: cóż za wielkie ego.
              • songo3000 Re: po zdradzie 18.02.10, 16:07
                Prawie jak moje ;)
        • zonazdradzona Re: po zdradzie 15.02.10, 15:59
          to nie jest tak, że to ja się zastanawiałam co źle zrobiłam i biorę
          całą winę na siebie
          obydwoje zawaliliśmy nasze małżeństwo i teraz razem postanowiliśmy o
          nie walczyć
          przegadaliśmy nasze problemy i sprawy, które doprowadziły do zdrady
          zdrada nie bierze się z niczego, zawsze ma jakiś powód (czasem taki,
          że facet jest poprostu babiarzem) a czasem oddalenie się od siebie
          fizyczne i emocjonalne, jak było w naszym przypadku
          w tym czasie kiedy mój mąż miał romans, mi też marzyło się, żeby
          znów poczuć motyle w brzuchu i to nie za jego sprawą
          zobojętniał mi jako mężczyzna i człowiek

          jego romans otworzył mi oczy na moje własne uczucia i zahamowania,
          aż ciężko mi uwierzyć, że żyliśmy tyle czasu w takim odrętwieniu
          emocjonalno-fizycznym:/

          • blackglass Re: po zdradzie 16.02.10, 08:51
            Czyli fakt bycia zdradzana przez męża otworzył Ci oczy?

            Ciekawe mam wiele do swego ślubnego- może i ja go zdradzę to on otworzy oczy...
            Nie sądzę pokazałby mi drzwi :P

            Tak to chyba tylko kobiety TAK reagują na zdradę męża, bo mężowie inaczej :P
            • zonazdradzona Re: po zdradzie 16.02.10, 10:44
              tak właśnie zdrada otworzyła mi oczy, gdyby nie ona nie wiadomo jak
              długo żylibyśmy w takim marazmie i oddaleniu, obydwoje
              nieszczęśliwi. to się nie stało z dnia na dzień, wkradało się powoli
              i praktyczni niezauważalnie, nie potrafiliśmy z tym nic zrobić. nie
              chciało się nam, stawaliśmy się coraz bardziej obcy dla siebie

              tak, pokazałam mu drzwi ale gdy największe emocje opadły dotarło do
              mnie, że to jest człowiek, z którym mimo wszystko chcę spędzić życie

              to że postanowiłam walczyć nie oznacza, że nam się uda, to jest
              proces, który niedawno się rozpoczął. jeśli okaże się, że nie
              potrafię zapomnieć i wybaczyć wycofam się. zastanawiam się tylko ile
              dać sobie czasu?!

              może dlatego, że sama byłam blisko zdrady rozumiem jej mechanizm.
              łatwo popłynąć gdy w domu jest warczenie na siebie, pretensje, brak
              ochoty na jakikolwiek kontakt fizyczny nie mówiąc o seksie i nagle
              pojawia się ktoś kto jest nami zafascynowany, zabiega o nas, kręcimy
              go fizycznie czego nie ukrywa itd.

              rozumiem też podjeście osób, które mówią że zdrada to dla nich
              koniec związku - też miałam takie podejście i przekonanie że mój mąż
              nigdy mi tego nie zrobi:/

              i mimo, że w pierwszej fazie tak się wydaje, to jednak zdrada to nie
              koniec świata!!!

              pozdrawiam i życzę siły wszystkim Zdradzonym!
              • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 16.02.10, 19:38
                Jestem Wam winna zakończenie tej historii (tak, szybko nastąpiło zakończenie).
                Przez trzy miesiące walczyłam z sobą, by zaufać, by zacząć wierzyć, cieszyłam
                się zmianami, które w nim obserwowałam. Zaczynałam się czuć znów kochana. I sama
                kochałam; starałam się panować nad własnymi emocjami, być serdeczna, nie
                wypominać. I prosiłam o jedno: o szczerość, o uczciwość. I wczoraj okazało się,
                że mój mąż jeszcze w tym samym miesiącu, w którym odkryłam zdrady, zaopatrzył
                się w komórkę na kartę, by móc podtrzymywać swoje kontakty. I podtrzymywał; słał
                smsy, dzwonił. Równocześnie zapewniał mnie, że wszystkie kontakty zerwał. Nie
                dał mi szansy, by ratować ten związek :(
                • aandzia43 Re: po zdradzie 16.02.10, 21:02
                  kwiatek2-1 napisała:

                  > Jestem Wam winna zakończenie tej historii (tak, szybko nastąpiło
                  zakończenie)....

                  Tak mi przykro, Kwiatku. Życzę dużo sił w najbliższym czasie. Kiedyś
                  będzie dobrze, zobaczysz. Masz potencjał, więc Moc jest z tobą:-)
                • kag73 Re: po zdradzie 17.02.10, 03:57
                  Hmm, no tak, bo sama uratowac nie mozesz. Jemu nie zalezalo, co
                  wielu tutaj podejrzewalo. Prawie chcialabym powiedziec "widzisz,
                  bylas naiwna, wierzylas w co chcialas wierzyc a wielu tutaj mowilo Ci
                  dosadnie gdzie lezy Twoj blad i o co w tym chodzi", ale to byloby
                  troche jak kopanie lezacego. Ciesz sie, ze zakonczenie nastapilo tak
                  szybko. Wyobraz sobie jak bardzo by bolalo gdybys dowiedziala sie o
                  tym po dluzszym czasie. Twoj maz jest sku..lem, nic na to nie
                  poradzisz. Zmusic do milosci tez go nie mozna.
                  Przykro mi, ze sie nie udalo. Zycze Ci duzo sil, dasz rade, a po nim
                  nie placz, bo nie warto. Pamietaj: maz nie jest trescia Twojego
                  zycia, bez niego mozesz byc szczesliwsza a z cala pewnoscia bedziesz
                  miala mniej prania i gotowania obiadkow.
                  Zadbaj o wyjscia, kontakty z ludzmi, zebys byla zajeta i nie miala
                  za duzo czasu na myslenie
                  Ty jeses bardzo wartosciowa osoba, to maz zachowal sie nie fair.
            • aneta-skarpeta Re: po zdradzie 17.02.10, 09:33
              kiedys widziałam program o zdradach i wypowiadała sie chyba jakas
              Pani psycholog

              powiedziała, ze w swojej karierze widziała pary, którym zdrada
              jednego z partnerów ( nie tylko mężczyzn) otworzyła oczy na związek
              i uswiadomiła obojgu jak bardzo zawalili zwiazek i jak bardzo chca
              go naprawic

              terapia takich par jest trudna i wymaga wiele czasu- sami muszą
              wszystko przegrysc- ale zdarza się ze zdrada potrafi był
              oczyszczająca, motywująca i powoduje polepszenie jakości związku-
              gdy np oboje sobie uswiadomią co robili źle i oboje czuja się winni

              oczywiscie nie mozna traktowac zdrady jako lekarstwo- bo w 90%
              jednak zwiazek sie rozpada
              • urquhart Re: po zdradzie 17.02.10, 14:46
                > oczywiscie nie mozna traktowac zdrady jako lekarstwo- bo w 90%
                > jednak zwiazek sie rozpada

                Tu pojechałaś po bandzie chciejstwa. Max 40% albo mniej.

                Chraktery>Sekrety zdrady
                A jednak, jak stwierdzili Kinsey i jego współpracownicy, cudzołóstwo nie musi
                szkodzić kondycji związku, jeśli współmałżonek się o niczym nie dowie. Jak
                często mężowie i żony dowiadują się o pozamałżeńskich wyskokach partnerów? Około
                połowa pytanych o swe pozamałżeńskie kontakty kobiet sądziła, że ich mężowie nie
                mają żadnych podejrzeń. Około 9 proc. martwiło się, że mąż może wiedzieć, a 40
                proc. badanych miało pewność, że mąż nie wie o ich zdradzie. Jak mężowie reagują
                na romans żony? Kiedy mąż nic nie wiedział, rzadko pojawiały się problemy
                małżeńskie. Kiedy zaś wiedział – w 58 proc. przypadków nie było żadnych
                trudności lub niewielkie. W pozostałych 42 proc. sytuacji zdrada prowadziła do
                „poważnych” kłopotów. A zatem, jak konkluduje Kinsey, aż 71 proc. przypadków
                pozamałżeńskich stosunków nie wywołało żadnych kłopotów w małżeństwie, bo albo
                partner się niczego nie dowiedział, albo nie poruszyła go wieść o niewierności żony.

                Generalnie to nie jakieś odosobnione podejście podejście
                dziennik.pl/kobieta/seks-bez-tabu/article193207/Zdrada_moze_uratowac_malzenstwo.html
                • mujer_bonita Re: po zdradzie 17.02.10, 15:05
                  urquhart napisał:
                  > A jednak, jak stwierdzili Kinsey i jego współpracownicy,

                  Urqu - Kinsey pracował jeszcze w czasach w których rozwód był oceniany dość
                  surowo. Zdrada nie doprowadzała do rozstania bo samo rozstanie było moralnie i
                  społecznie gorzej postrzegane. Luudzie woleli żyć obok siebie 'nie widząc' bo za
                  bardzo alternatywy nie mieli (tak w skrócie).

                  > Generalnie to nie jakieś odosobnione podejście podejście
                  >
                  dziennik.pl/kobieta/seks-bez-tabu/article193207/Zdrada_moze_uratowac_malzenstwo.html

                  Błagam - tylko nie ta pani usprawiedliwiająca za wszelka cenę zdradę swojego
                  męża :/ Szczególnie w wątku Kwiatka taki 'argument' brzmi bardzo śmiesznie.
                • aneta-skarpeta Re: po zdradzie 17.02.10, 16:21
                  urquhart napisał:

                  > > oczywiscie nie mozna traktowac zdrady jako lekarstwo- bo w 90%
                  > > jednak zwiazek sie rozpada
                  >
                  > Tu pojechałaś po bandzie chciejstwa. Max 40% albo mniej.

                  fakt, ze dane wziełam z kosmosu, ale nawet jesli ludzie ze soba
                  zostają to nie oznacza to, że zdrada była lekarstwem i jednak
                  związek jest gorszy. czesto jest tak, ze nastapiła zdrada-
                  wybaczenie...ale z czasem jednak wszystko co złe narastało i sie w
                  końcu związek rozleciał
                  • urquhart Re: po zdradzie 17.02.10, 17:00
                    > urquhart napisał:
                    > fakt, ze dane wziełam z kosmosu, ale nawet jesli ludzie ze soba
                    > zostają to nie oznacza to, że zdrada była lekarstwem i jednak
                    > związek jest gorszy. czesto jest tak, ze nastapiła zdrada-

                    Uważam że to moment krytyczny który można wykorzystać po przewartościowaniu zarówno do polepszenia jak i do zakończenia związku. Spojrzenie na partnera(kę) jakim jest naprawdę a nie na wyidealizowany obraz odbicie własnych potrzeb i oczekiwań które "kochamy". Ale potrzebne jest obustronne dobre nastawienie. Czasem poziom goryczy i rozczarowania który długo narasta jest tak duży że nie ma na to szans na dobre nastawiene. Innym razem wyidealizowany obraz kochamy zbyt drastycznie różni się od realnej osoby z którą jesteśmy....
                    Bezwarunkowo czysta miłością to kocha nas tylko mamusia. I nawet to nie każdego.
                    • bi_chetny Re: po zdradzie 17.02.10, 17:22
                      To wszystko kwestia:
                      1. na ile związek jest mocny
                      2. czy są takie elementy związku jak: seks [wzajemne pociąganie], dzieci [to też
                      ważny czynnik], finanse [na ile jest wspólna kasa i zobowiązania].
                      3. czy strony faktycznie chcą się dogadać

                      Wtedy trzeba iść na terapię i posłuchać o sobie i mężu/żonie niekoniecznie
                      łatwych rzeczy.
                      Kiedy już spojrzymy na siebie innymi oczami, widząc więcej, patrząc co ja
                      zrobiłem złego i czy umiem to zmienić, możemy starać się od nowa budować związek.

                      To nie jest proste i krótkie - nam zajęło to ponad 1,5 roku.
                      • zonazdradzona do bi_chetny 18.02.10, 17:38
                        jak dobrze słyszeć, że niektórym się udaje!

                        jak jest teraz między wami tzn. czy wszystko wróciło do tzw. normy
                        sprzed zdrady czy wasze relacje są lepsze i mocniejsze?
                        • mujer_bonita Re: do bi_chetny 18.02.10, 17:55
                          zonazdradzona napisała:
                          > jak jest teraz między wami tzn. czy wszystko wróciło do tzw. normy
                          > sprzed zdrady czy wasze relacje są lepsze i mocniejsze?

                          Oprócz kolejnej jego zdrady, o której żona nie wie, z opisów wynika, że tak ;)
              • bi_chetny Re: po zdradzie 17.02.10, 17:13
                a te statystki: 90% to skąd ?

                ja i moja żona jesteśmy przykładem wyjścia z tego kryzysu - bo oboje nad tym
                pracowaliśmy, począwszy od terapii, przez nowe otwarcie w naszych relacjach i
                dbanie o to, czego wcześniej nie było, albo o czym zapominaliśmy.
                • mujer_bonita Re: po zdradzie 17.02.10, 17:58
                  bi_chetny napisał:
                  > ja i moja żona jesteśmy przykładem wyjścia z tego kryzysu - bo oboje nad tym
                  > pracowaliśmy, począwszy od terapii, przez nowe otwarcie w naszych relacjach i
                  > dbanie o to, czego wcześniej nie było, albo o czym zapominaliśmy.

                  Sory Bi ale wszyscy tu wiemy, że u Ciebie na jednej zdradzie się nie skończyło. Jesteś akurat bardzo podobny do męża Kwiatka. Być może wydaje się, że Twój związek jest teraz lepszy ale w sumie dlatego, że żona nie zna prawdy. Łudzi się jak Kwiatek :/

                  --
                  Uzależnienie
                  • urquhart Re: po zdradzie 17.02.10, 23:05
                    mujer_bonita napisała:
                    > ązek jest teraz lepszy ale w sumie dlatego, że żona nie zna prawdy. Łudzi się j
                    > ak Kwiatek :/

                    Ale tak pragmatycznie to zyskała na tym czy straciła?
                    Parafrazują poetę:
                    Dał na przykład Walesa jak iść w zaparte mamy :)
                    • mujer_bonita Re: po zdradzie 18.02.10, 00:41
                      urquhart napisał:
                      > Ale tak pragmatycznie to zyskała na tym czy straciła?

                      Tak najlepiej ujmując to najwięcej zyskuje na swojej niewiedzy. Tylko chyba nie o to w tym wszystkim chodziło :/
                      • urquhart Re: po zdradzie 18.02.10, 12:02
                        mujer_bonita napisała:

                        > Tak najlepiej ujmując to najwięcej zyskuje na swojej niewiedzy. Tylko chyba nie
                        > o to w tym wszystkim chodziło :/

                        A może jednak o to własnie chodzi. Bo to bardziej uniwersalna zasada.
                        "Zwykli ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi parówki i jak wyglądają kulisy polityki" Otto von Bismarck
                        • mujer_bonita Re: po zdradzie 18.02.10, 12:26
                          urquhart napisał:
                          > A może jednak o to własnie chodzi. Bo to bardziej uniwersalna zasada.
                          > "Zwykli ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi parówki i jak wyglądają kulisy
                          > polityki" Otto von Bismarck

                          Zdrowy psychicznie, dorosły człowiek powinien móc sam decydować czy chce czy nie chce wiedzieć. Na forum część osób głosi takie poglądy - 'jakby coś się stało to ja nie chcę o tym wiedzieć'. Znam, szanuję - mają do tego pełne prawo. Tylko jednocześnie nie mają prawa ubezwłasnowolniać innych 'dla ich własnego dobra' a tak naprawdę po to, żeby ukryć własne przewinienia, czyli chronić własne 4 litery.

                          Kwiatek chciała wiedzieć. Myślisz, że mąż ukrywał przed nią kontynuacje romansów dla jej dobra czy dla tego, by móc się dalej bawić i uniknąć konsekwencji?
                          • urquhart Re: po zdradzie 18.02.10, 15:52
                            mujer_bonita napisała:

                            > > "Zwykli ludzie nie powinni wiedzieć jak się robi parówki i jak wyglądają
                            > kulisy
                            > > polityki"(...)
                            > Zdrowy psychicznie, dorosły człowiek powinien móc sam decydować czy chce czy ni
                            > e chce wiedzieć. Na forum część osób głosi takie poglądy - 'jakby coś się stało
                            > to ja nie chcę o tym wiedzieć'.

                            Nie wydaje mi się. Wtedy już niemal nikt nie poszedłby na wybory... Podobnie mogłoby być z ochota do seksu.

                            Zaś co do patetyzmu "głoszenia poglądów" Mujerko, to te przecież ewoluują jeżeli trzeba je bronić i uzasadnić. Przynajmniej u mnie, u Ciebie chyba też, nie wracasz już do swojej żelaznej zasady "widziały gały co brały" :)
                            www.emuzyka.pl/piosenki/Bogdan-Smolen,Widzialy-Galy-Co-Braly,150822.html
                            • mujer_bonita Re: po zdradzie 18.02.10, 16:28
                              urquhart napisał:
                              > Nie wydaje mi się. Wtedy już niemal nikt nie poszedłby na wybory... Podobnie mo
                              > głoby być z ochota do seksu.
                              >
                              > Zaś co do patetyzmu "głoszenia poglądów" Mujerko, to te przecież ewoluują jeżel
                              > i trzeba je bronić i uzasadnić. Przynajmniej u mnie, u Ciebie chyba też, nie wr
                              > acasz już do swojej żelaznej zasady "widziały gały co brały" :)


                              Że co proszę? Kompletnie nie rozumiem jak to co napisałeś ma się do mojej wypowiedzi. To co - ludzie nie mają prawa do posiadania poglądów? Inni ludzie mogą ich ubezwłasnowolniać i robić tak jak ich 4 literom wygodnie? To jest OK?

                              Twoja wypowiedź kompletnie nie ma dla mnie sensu. I nie odpowiedziałeś na pytanie.
    • ame-2 Re: po zdradzie 16.02.10, 21:58
      Nie
      dał mi szansy, by ratować ten związek :(

      I nie żałuj - wiem, że Ci przykro, ale ratować muszą chcieć dwie
      strony. Sama, choćbyś i na rzęsach stawała, nic nie zrobisz.
      Boli i będzie boleć, ale spróbuj pomyśleć o tym, nie jak o końcu,
      ale jak o początku czegoś nowego, dobrego. Życzę, aby to dobre,
      szybko zawitało w Twoich progach...
      • zonazdradzona Re: po zdradzie 16.02.10, 23:08
        kwiatku to smutne:(
        siły życzę przede wszystkim i wiary, że bez niego możesz być
        szczęśliwa!

        ja niestety też tracę nadzieję na szansę odbudowy mojego małżeństwa
        a (piiiiiiii) myślałam, że to ten na całe życie:(
    • esteraj Re: po zdradzie 17.02.10, 14:34
      Szczerze mówiąc, to sama poczułam jakieś załamanie, kiedy napisałaś swoje
      zakończenie. Wyobrażam sobie co czujesz. Strach, przygnębienie...

      Na pocieszenie mogę powiedzieć, że kiedy ochłoniesz, dasz sobie radę.
      Podejrzewam, że jesteś kobietą około pięćdziesiątki, więc świat się nie zawalił.
      Przyjmij to tak, jakbyś pozostała wdową. Większość kobiet traci swoich mężów, bo
      mężczyźni krócej żyją. Możesz odnaleźć sens w innych aspektach życia. A miłość,
      cóż... Czasami się zdarza, że w późnym wieku też się ją odnajduje. Moja babcia
      po raz drugi wyszła za mąż w wieku 75 lat i była to jej miłość życia. Sąsiadka
      związała się po raz trzeci w wieku 65 lat, po dwukrotnym owdowieniu.

      Nigdy nie wiadomo co może nas spotkać. "Ważne są tylko te dni, których jeszcze
      nie znamy..."
      • kwiatek2-1 Re: po zdradzie 17.02.10, 16:01
        Wdowy jednak mają łatwiej (wiem, brzmi strasznie, ale zaraz wyjaśnię); nie mają
        poczucia, że nie znały własnego męża; nie przeżywają potwornego rozczarowania
        człowiekiem, którego kochały; nie czują zazdrości wobec kobiet, które stały się
        tak ważne dla ich męża, że dla nich, dla kontaktów z nimi je ranił, oszukiwał,
        lekceważył ich uczucia.

        Mam lat 47, jestem dość atrakcyjna, ale to nic nie zmienia. Nie chcę nowej
        milości, wciąż tęsknię z tamtym mężem - tym, z którym przeżyłam pierwsze 20 lat
        małżeństwa. Za mną 26 lat życia z człowiekiem, który był mi bliski, z którym
        chciałam być, z którym mam tyle wspólnych wspomnień. I teraz zostaję sama i nie
        chce mi się żyć. Ale wiem, że muszę (dzieci - już duże - ale dzieci). Niby wiem,
        że mam po co, ale właśnie: wiem, ale tego nie czuję.
        Było mi niewiarygodnie ciężko, gdy odkryłam zdrady; ale jest mi znacznie ciężej,
        że on w ogóle nie dostrzegł mojego wysiłku, by ocalić naszą miłość, nie
        uszanował tego co czuję. Kim dla niego jestem?!
        • edypia111 Re: po zdradzie 17.02.10, 22:47
          Przykro to pisać, ale - a nie mówiłam? Niestety, ale wieszcząc dokładnie takie zakończenie próbowałam Cię do męża zniechęcić.

          Kwiatku, jakkolwiek czujesz się pewnie strasznie i bez wątpienia jest Ci więcej niż ciężko, to myślę jednak, iż to najlepsze, co się mogło stać. Kiedy przez to przejdziesz, kiedy życie się jakoś ułoży (a ono się układa zawsze. Czasem tak, iż jesteśmy zdziwieni i szczęśliwi szybciej niż byśmy przypuszczali), będziesz absolutnie pewna, iż stało się dobrze. Lepiej być kobietą samotną z godnością, niż łudzić się, że żyje się w związku, w którym jest się szanowanym, a w rzeczywistości być dla męża złem koniecznym. Teraz niestety czeka Cię ciężka droga. Owe dzieci - dorosłe, ale dzieci, na pewno Ci pomogą.
          Teraz masz szansę być szczęśliwa, z mężem szczęście Cię nie czekało. Jeśli raz dopuścił się zdrady, robiłby to zawsze. A kochanka oczywiście okazała się dużo ważniejsza dla niego, niż był uprzejmy Ci powiedzieć. Teraz, gdy już wiesz jak niełatwo określić, które z nas tak naprawdę są "tymi drugimi", ciesz się, iż nie musisz się już tym przejmować. Teraz jesteś pierwsza i najważniejsza - dla siebie.
          Pozdrawiam i trzymaj się mocno.
    • beznica Re: kwiatek2-1 18.02.10, 16:08
      Witaj, minął rok albo wiecej kiedy dowiedziałam sie o panienkach
      męża. Pisałam tutaj, potrzebowałam wywalić to z siebie, dostałam
      dużo dobrych rad, postanowiłam dać szansę, ratować związek dla
      dzieci, siebie, niego. Widziałam w tym wszystkim sporo mojej winy,
      po szoku przyszło tłumaczenie samej sobie, że biedny, czuł się
      odrzucony itp, potem znowu gniew, ból. Czas mijał, on się starał a
      ja...ja ciągle wchodziłam na profile panienek, wracałam do ich
      rozmów z gg i nie mogłam zapomnieć. Wmawiałam sobie że wybaczyłam,
      nieprawda....to tylko złudzenie. Może inne mogą wybaczyć ja
      widocznie nie. Tego co wydarzyło sie później nie przewidziałam w
      najgorszym scenariuszu. Zachorowałam...pewnego dnia, ból serca,
      wysokie ciśnienie, koszmarne zawroty głowy i zero siły, pierwsza
      myśl zawał. Szpital jeden, drugi, sterta badań i diagnoza nerwica
      lękowa z napadami lękowymi. To taki prezent od męża, na chwilę
      obecną ledwo funcjonuję, psychiatra, leki na razie nie działają. Nie
      wychodzę sama z domu, zresztą i w domu musi ktoś ze mną być, to
      koszmar. Gdybym wiedziała co taka nerwówka zrobi ze mną, to nie
      zastanawiałabym się 5 minut. Szkoda życia na bycie z kimś kto kłamie
      patrząc w oczy, kto zapewnia że kocha a za chwilę idzie i dzwoni do
      przyjaciółki mówiąc jak bardzo tęskni. Zrozumiałam to trochę za
      późno ale nic straconego, na razie walczę o siebie i powrót do
      normalności. Tobie życzę aby podjęta decyzja jaka by nie była, była
      tą jedyną i słuszną i żebyć była silna i pewna swoich działań.
      Pozdrawiam
      • kwiatek2-1 Re: kwiatek2-1 18.02.10, 17:08
        beznica napisała:
        Tobie życzę aby podjęta decyzja jaka by nie była, była
        > tą jedyną i słuszną i żebyć była silna i pewna swoich działań.
        > Pozdrawiam

        Ja już nie mam co podejmować decyzji; decyzję o ratowaniu naszego małżeństwa (i
        - jak myślałam - miłości) podjęłam ponad 3 miesiące temu. Teraz on zdecydował -
        ja już nie mam nic do powiedzenia. To on wybrał. Wyprowadza się na moje
        życzenie, ale tak naprawdę, to, że nadal tak perfidnie mnie oszukiwał przez te 3
        miesiące było jego wyborem - doskonale wiedział, co obiecywał i deklarował. Tyle
        rozmów, podczas których wydawało mi się, że znowu zaczął mnie słuchać...- a
        okazało się,że on nic nie chce zmienić. On nawet nie zrozumiał, jak bardzo muszę
        walczyć sama z sobą, by mu zaufać. Moje uczucia to były dla niego fochy i histeria.
        A co do zdrowia - specjalnie mi teraz nie zależy, ale mam świadomość,że to, co
        się ze mną teraz dzieje, musi się kiedyś odezwać. Niejedzenie, niespanie, takie
        emocje... Ale co mam zrobić?
        • beznica Re: kwiatek2-1 18.02.10, 17:37
          Znam to kłamanie w żywe oczy a potem tłumaczenie, że bał się
          powiedzieć prawdę (nie sądził, że jestem na tyle sprytna, żeby
          wyciągnąć z komp. informacje). Ja w pierwszym odruchu chciałam się
          spakować i teraz żałuję że tego nie zrobiłam, może byłabym zdrowa.
          Chciałam dać szansę a on, myślę że po prostu bał się zostać sam, bał
          się reakcji rodziny i znajomych i dlatego robił wszysto żebym
          została. Może to że Twój sie wyprowadza to szansa dla Ciebie na
          ułożenie sobie życia bez niego (wiem, że to nie jest takie proste),
          na spokój, bez zastanawiania się, czy znowu coś się dzieje, czy
          znowu pojawiła się kolejna panna. A co do zdrowia, też tak mówiłam,
          w 2 tygodnie schudłam 10 kilo, nie mogłam nic jeść, spać, nie wiem
          jak funkcjonowałam ( mam 2 dzieci, jedno roczne wtedy) i teraz
          dowiedziałam się, że coś takiego odbija się zawsze na zdrowiu
          wcześniej czy później, więc dbaj o siebie z rozsądku chociaż. Jeśli
          chcesz pogadać na priv to pisz na gazetowy, pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka